wtorek, 31 grudnia 2013

Nowy Rok


Pod Budą - Nowy Rok

zbrudziliśmy staroroczne dni
trzeba oddać je do pralni by
zmyć zdarzenia które nigdy już nie wrócą
trzeba obrus  na stół biały słać
rzucić kartę która nie chce brać
 którą czas dni trzystu kilku zgniótł i wymiął

Nowy Rok się przecież zbliża
nowe niesie kalendarze
przywitajmy go pod furtką
resztę czas pokaże
Nowy Rok się przecież zbliża
tuszem oczy dam rozmaże
ale wyjdą wszyscy razem
resztę czas pokaże

mroźnym styczniem oszołomi nas
majem popchnie w akacjowy czas
żółty liść jesieni wepnie w klapę
starych ludzi wytnie portret z ram
potem gdzieś wysiądzie w polu sam
jak pasażer który jeździł rok na gapę

ktoś się pewnie będzie głośno śmiał
to znów w kącie ktoś zapłacze sam
i marzenia poszybują aż do nieba
w tych marzeniach będzie jedna myśl
którą trzeba się podzielić dziś
żeby wreszcie w Polsce było tak jak trzeba

Nowy Rok się przecież zbliża
nowe niesie kalendarze
przywitajmy go pod furtką
resztę czas pokaże
Nowy Rok się przecież zbliża
tuszem oczy dam rozmaże
ale wyjdą wszyscy razem
resztę czas pokaże

 Andrzej Sikorowski jest prawdopodobnie pierwszym w Polsce klasycznym przykładem barda z gitarą. W 1970 roku zdobył I nagrodę na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie za piosenkę "Nowy rok".

sobota, 2 listopada 2013

Zaduszki

9:30
Dzień pochmurny, deszczowy, smutny. Zbieram się do drogi, dzisiaj do Ewy, do Warszawy z obowiązkowym przystankiem w Mszczonowie.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 1 listopada 2013

Wszystkich Świętych

11:00
Za rok może być problem z zaparkowaniem tutaj. Płatny parking u wylotu Bujwida i Liskego zrobił się mniejszy a większość miejsc jest wykupiona w abonamencie. Wczoraj jakoś wyprosiłem by mnie przyjęli, chociaż te miejsca jakie mają dzisiaj sprzedają po 10 zł za wjazd, więc na jednym miejscu zarobią po kilkadziesiąt złotych a Mruczek zajmuje prawie dwa.
Bardzo miła niespodzianka spotkała mnie na cmentarzu, grób był posprzątany, żadnych liści czy śmieci, musiałem tylko umyć na mokro płytę, to wszystko. Co ciekawsze, nie mam pojęcia, kto był tym dobrym duchem.
Kimkolwiek byłeś - SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!
Wybieram się zaraz na Osobowice, do dziadków, a później się pewnie pokręcę znowu po centrum. Pogoda już nie taka piękna jak wczoraj, ale na szczęście nie pada.

20:00
Po wieczornym spacerze po cmentarzu mam wrażenie, że co roku ludzi jakby mniej. W czasach mojego dzieciństwa, to właśnie koło 8 wieczorem były takie tłumy, że ledwie dało się przejść. Teraz pusto, część straganów już zlikwidowano, a przecież najpiękniej jest wieczorem, kiedy te wszystkie zapalone lampiony najlepiej są widoczne. To taki specyficzny balet swiateł okraszony wonią palącej się stearyny.




Dzisiejsze fotki.

czwartek, 31 października 2013

Wrocław

Rano przeniosłem się na Borowską, na parking koło aquaparku. Okazało się, że informacja z intetnetu (na ich oficjalej stronie) nijak się ma do rzeczywistości. Inne godziny otwarcia, inny cennik. Ale się wykąpałem i trochę pomoczyłem.
Cały dzień testowałem rower miejski. Mają go wprowadzić w Białymstoku, więc trzeba sprawdzić to w praktyce. Wrażenia mam mieszane. Z jednej strony fajnie, bo mogę podjechać gdzieś w miarę szybko i za darmo, ale każdy z 9 rowerów jakimi dzisiaj jeździłem miał jakieś niedociągnięcie. Serwis działa nędznie.
Na zakończenie dnia pooglądałem ludzi uczestniczących w 3 paradzie na Helloween (nowa, świecka tradycja). Dwoma rowerkami wróciłem do kampera.


Dzisiejsze fotki.

środa, 30 października 2013

Dolny Śląsk

Jako że z Kudowy do Wrocławia niedaleko (ok 130 km) postanowiłem po drodze odwiedzić stare kąty.
Zacząłem od Dusznik. Cicho, pusto, szykują się już do sezonu zimowego. Pochodziłem trochę po parku zdrojowym i dalej w drogę.
W Kłodzku zatrzymałem się na parkingu pod samą twierdzą. Miasto podniosło się już po powodzi z 1997 roku, odmalowane domy, przerobione wybrzeże w okolicach mostu. Nie byłem tu od czasów studenckich i nie ma porównania stan obecny z tym co było wtedy.
Pochodziłem po starówce, zaliczyłem trasę podziemną i po krótkom odpoczynku poszedłem zwiedzać twierdzę.
Na wieczór dojechałem do Wrocławia. Pierwsza wizyta na cm. przy Bujwida i na nocleg przejechałem w sprawdzone miejsce, brama wjazdowa na Stadion Olimpijski.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 29 października 2013

Już w kraju

Mój jesienny wyjazd powoli się kończy. Jestem już w kraju, stoję na stacji BP w Kudowie, ale do Białegostoku dotrę dopiero w przyszłym tygodniu.
Jihlava to kolejne, sympatyczne czeskie miasto z dobrze zachowanymi murami obronnymi. Teraz zostały one zamienione w teren spacerowy, pilnowany i zamykany na noc. W centrum duży plac pełniący rolę rynku. Jego nastrój psuje budynek wzniesiony w czasach socjalistycznej Czechosłowacji. Do dzisiaj mieści się w nim PRIOR.
Pochodziłem, pooglądałem a jak zacząłem się zbierać do wyjazdu, zaczęło padać. W moim ulubionym Hradec Kralove, zjadłem obiad, tradycyjnie już w restauracji pod czarnym koniem i do Kudowy na nocleg.

Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 28 października 2013

Przez Austrię do Czech

Rano pożegnałem się z Węgrami mając nadzieję, że w przyszłym roku znowu tam zawitam. Przez Austrię, tak jak prowadziła Jadzia, do Znojma, w tum koszmarnym parku rozrywki na samej granicy zjadłem obiad. Niestety, czeskich knedlików nie było, był tylko austryjacki, smaczny ale to nie to. Kofoli tam nigdy nie mieli, więc Cocacola. Na dodatek okazało się, że im wczoraj padła sieć, więc i WiFi nie działało. Za to podnieśli ceny, za gulasz z knedlikiem i kolą zapłaciłem 265 Kc - straszne.
Dojechałem do Jihlavy zgodnie z planem, stoję na parkingu w samym centrum. Na przeciwko McD i mam nawet sygnał w kamperze. Trochę pochodziłem po centrum, reszta spaceru jutro rano. Parking płatny od 7 do 18 (30 Kc za godzinę), więc noc za darmo.

Dzisiejsze fotki.

niedziela, 27 października 2013

Pożegnanie z Madziarami

Rano zajrzałem na jarmark, ale część stoisk zniknęła jeszcze wczoraj wieczorem, następne zwijały się od rana, działały już tylko niektóre. Spotkałem trzeciego Polska handlującego na jarmarku, po rzeźbiarzu i wytwórcy kapci, dzisiaj był właściciel stoiska ze zniczami.
Dzisiaj była zmiana czasu, więc basen był dostępny dopiero od 11 starego czasu, popluskałem się na zapas - następne porządne mycie dopiero w Mszczonowie.
Wyjechałem ok 13, za dwie noce, z prądem, kąpielami i (niby) WiFi zapłaciłem 19,70€, więc całkiem przyzwoicie. Dzisiejsza trasa niewielka ok. 80 km z dłuższym postojem w Gyor. Wiele razy przejeżdżałem przez to miasto, ale nigdy nie byłem w centrum, a warto. Zwłaszcza teraz, gdy starówkę kończą odnawiać, porobiono same ciągi piesze więc można się snuć po centrum. Z zaparkowaniem jest problem, nawet dzisiaj, w niedziele musiałem długo szukać miejsca, ale się udało.
Na noc dojechałem do Mosonmagyarovar, znane i sprawdzone miejsce pod McD. Jutro, trochę przez Austrię, do braci Czechów. Do Jihlavy. W rynku jest duży parking, obok McD więc nie powinno być problemów z noclegiem.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 26 października 2013

Komarno/Komarom, dzień 2

Burczok i medowina to niebezpieczna mieszanka. Dawno mi tak nie szumiało w głowie, jak wczoraj wieczorem.
Na campingu ma być WiFi, sygnał jest, komputer czy tablet łączą się, routing działa, DNS też działa prawidłowo, ale nie mogę otworzyć żadnej strony. Działa gg, tylko na telefonie, i tylko czasami. Na szczęście niedaleko, pod ratuszem, jest FREE WiFi ZONE. Wypracowałem już sobie metodę, piszę tekst w kamperku a w rynku tylko wrzucam do sieci.
Zapowiada się kolejny, słoneczny i gorący dzień. Wczoraj, gdyby nie chłodny wiatr, byłoby wręcz upalnie i jeździłem dahonkiem w samej koszulce bawełnianej. Dzisiaj pewnie wybiorę się na 2 kółkach na drugą stronę Dunaju.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 25 października 2013

Komarno/Komarom

Komarno (słowackie) i Komarom (madziarskie), w sumie jedno miasto, jak Cieszyn. Na campingu niby jest WiFi, ale z nikim nie mogę się połączyć.
Do przyjazdu tutaj skusił mnie:
Každý jarmok má svoje čaro. K Ondrejskému jarmoku neodmysliteľne patrí vôňa vareného vína, medoviny, čerstvo pečenej klobásy či pečienky a samozrejme rôznorodý jarmočný tovar v stánkoch. Okrem jarmočných predajcov v uličke remeselníkov nájdete tradičných remeselníkov, ktorí budú ponúkať svoje vlastné výrobky prípadne Vám predvedú svoju zručnosť.
Ondrejský jarmok sa uskutoční v termíne 25. – 27. októbra 2013. Mesto Komárno srdečne očakáva predajcov aj návštevníkov tohto podujatia.


Tak ładnie się reklamują, że postanowiłem tutaj przyjechać.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 24 października 2013

Viszontlátásra Csokonyavisonta

10:45
Powoli się pakuję, trzeba pościągać ochraniacze na okna, zwinąć i wysuszyć podłogę przed kamperem i wiele innych prac, więc trochę to trwa.
Plan na dzisiaj - Siofok, trochę po nim połażę znowu a na noc chce zajechać do znanego mi już miejsca na stacji benzynowej koło Polgard. Na miejscu i knajpka, toalety i dostępne WiFi :)

19:30 Balaton o tej porze roku ma swój niepowtarzalny urok, kolorowe, jesienne liście i pustka, cisza, praktycznie zero turystów. Prawie wszystkie pizzerie, gyrosy, lodziarnie, piwiarnie pozamykane na głucho. Połaziłem trochę po Siofok, pooglądałem wieżę ciśnień, którą w zeszłym roku odremontowali, przerobili. Można windą wjechać na górę i podziwiać widoki. Nie skorzystałem, na przeciwko, w pasażu handlowym, na 2 piętrze jest bar i jeść można na tarasie mając podobne widoki.
Na węgierskiej ropie jeździ się inaczej, po raz kolejny to stwierdzam. Przejechałem od poprzedniego tankowania dokładnie 700 km i teraz do baku weszło równo 60 litrów. Tankowałem na stacji w Polgardi, tutaj też zostaję na nocleg. Jutro zaledwie 100 km do Komarna/Komarom.


Dzisiejsze fotki.

środa, 23 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 8

Druga połowa października a pogoda jak w lecie. Bezchmurne niebo, a na termometrze w porywach było nawet 25 stopni. Przy takiej temperaturze woda termalna, zwłaszcza taka jak tutaj czyli ok 38 stopni, to nie jest najlepszy pomysł. W budynku dzisiaj tylko jakieś niedogrzane jednostki, cała reszta pod wiatą, gdzie wiatr trochę pomagał.
Posprzątałem dzisiaj trochę Mruczka, wytrzepałem dywaniki z piasku jeszcze z Gdańska, przetarłem na mokro podłogę - wygląda elegancko :)
Jutro po kąpielach i śniadaniu - w drogę, trzeba się wreszcie ruszyć.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 22 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 7

10:30
Pogoda dzisiaj prześliczna, nie wieje, słońce świeci, zaraz się wybieram na rower.
Kamperek o którym pisałem wczoraj - dzisiaj wygląda następująco:


Czekałem ze zdjęciem aż właściciele pójdą się pluskać.

14:00
Pogoda się popsuła, więc szybciej wróciłem niż planowałem. Grzeje sobie w kamperku na obiad zúzapörkölt, czyli gulasz z żołądków drobiowych a tu do środka pcha mi się panienka :)


Żywa reklama węgierskiej żywności :)


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 21 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 6

Wiało wczoraj mocno, wiało i nawiało. W nocy  padało a dzisiaj cały dzień więcej chmur  niż błękitnego nieba.
Udało mi się dzisiaj spotkać z panią Zuza, szefową campingu i już zapłaciłem za pobyt.Zaskoczyła mnie bardzo, bo przywitała mnie moim nazwiskiem :)  Nie tylko pamięta twarz (lub kampera) ale i zapamiętała nazwisko. W ogóle sporo "znajomych" tutaj spotkałem, osób, które co roku pojawiają się w Csokonyavisonta. teraz na przykład, na przeciwko mnie stoi ten kamperek a Austrii:


A zdjęcie było robione w 2010 roku czyli trzy lata temu :)



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 20 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 5

11:00
Już po porannych kąpielach, po śniadaniu. Słońce od rana piękne. A mnie naszły takie przemyślenia, że madziarzy swój kraj podziurkowali jak ser szwajcarski, gdzie się człowiek nie obejrzy, to termy i termy.
Tutaj w Csokonyavisonta są ale w Barcs, niecałe 20 km na południe - też jest Barcsi Gyógyfürdő és Rekreációs Központz woda do 40 stopni.
Następne ok 10 km na zachod od Csokonyavisonta, w Babócs.
Na północ ok 20 km od Csokonyavisonta, Nagyatad są nawet dwa takie obiekty - jeden basen letni, na obrzeżach miasteczka, drugi, typowo leczniczy, w samym centrum, w ładnym parku - Nagyatádi Termál- és Gyógyfürdő.
Na wschód od Csokonyavisonta, ok 40 km drogą w mieście Szigetvár następne termy - Szigetvári Gyógyfürdő.
Sądzę, że gdyby lepiej poszukać znalazłoby się jeszcze kilka takich miejsc w promieniu 50 km od Csokonyavisonta. Podobnie jest w rejonie Debreczyna czy Egeru, chyba co miasteczko to termy, więc jest w czym wybierać.
Można sobie pooglądać/poczytać o tych termach, SPA, hotelach itp  na tej stronie


Dzisiejsze fotki.

sobota, 19 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 4

Słońce, termy - cóż więcej można pisać.
Dzisiaj dla odmiany poszedłem na obiad do pobliskiej, znanej mi z poprzednich lat knajpki. Cigánypecsenye z grzebieniem z boczku i obficie posypany świeżym czosnkiem, smakowało jak zawsze wspaniale. Do tego kieliszek czerwonego wytrawnego winka - echhhhh :) I to wszystko za niecałe 2 tys ft.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 18 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 3

8:20
Ciekawa zbieżność, dokładnie rok temu wylałem herbatę na komputer i straciłem klawiaturę. Dzisiaj przestał mi działać dźwięk w Toshibie. Czyżby 18 października był feralnym dniem komputera ? :)
Nic to - jak mawiał Pan Michał - zaraz idę się moczyć a później zrobię jajecznicę i pewnie na rowerek. Trzeba korzystać z ostatnich  słonecznych dni.

15:00
Pokręciłem się trochę na rowerku po osiedlu domków letniskowych wokół kąpieliska. Później pojechałem do sklepu w centrum po bułki i pomidory. Winogrona niestety już się skończyły, ale można je mieć w postaci płynnej :) Obiadek na trawie, koło kamperka (gulasz z puszki, ryz jeszcze z Polski i pomidory oraz płynne winogrona na deser. Pogoda ...... wspaniała. Gdyby nie ten chłodny wiaterek, można by powiedzieć, że wręcz upalna. prognozo na kilka najbliższych dni są podobne.
Przyjechało dzisiaj kilka ekip madziarskich, ale chyba nie jest to taki zlot, jaki był rok temu. Po prostu - korzystają na weekend z pięknej pogody.
Tutejsze cztery koty snują się między kamperami  i sprawdzają gdzie maja dla nich jakieś smakołyki. Rano, gdy moczyłem się przed śniadaniem w basenie, buras łaził od ławki do ławki i obwąchiwał co ciekawego ludzie maja w reklamówkach. Chyba nic nie znalazł, bo machnął ogonem i poszedł dalej.

15:30
A jednak. Przeszedłem się trochę po campingu i widzę, że lokalny klub campingowy wywiesił swoja flagę, więc szukam w sieci i znalazłem, tym razem na fb, informacje o ich spotkaniu tutaj, w Csokonyavisonta.

Ustawili się ładnie w kółeczko, w drugiej części campingu, pewnie podobnie, jak rok temu, na zakończenie  będą sztuczne ognie. Impreza planowana aż do 23 bo tego dnia jest Święto Narodowe (Nemzeti ünnep) - Dzień Republiki, obchodzony uroczyście od 1989r. w celu upamiętnienia wybuchu rewolucji 1956r.
Program maja bardzo ciekawy: pływanie, przyjaznye rozmowy, wino i opcjonalna wycieczka
Z innych ciekawostek - przyczepka z wrocławską tablicą rejestracyjną stoi nadal. Widać, że nie była używana, nie była ruszana.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 17 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 2

11:00
Wieczorem i w nocy wiało bardzo mocno. Zwinąłem markizę, żeby Mruczek nie zamienił się w żaglówkę. Teraz jeszcze trochę wieje, ale o wiele słabiej. Słońce świeci ale wiatr chłodny.
Plan dnia tradycyjny - rano było moczenie się, dzisiaj na zewnątrz, pod wiatą, później śniadanie, małe sprzątanie a teraz wybieram się na dahonku do "centrum" - ok 4 km w jedna stronę.



Dzisiejsze fotki.

środa, 16 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 1

13:00
Ech ten zapaszek ropy naftowej :) Tak tutaj pachnie woda termalna.
Dzień zaczął się tradycyjnie - pluskaniem. Na basen trzeba było iść z parasolem, bo nieźle padało. Później śniadanie, mały spacerek do sklepu, znowu basen.
Pogoda się zmieniła, zgodnie z ostrzeżeniami - zaczęło mocno wiać, chmury wywiało. Szykuję sobie obiad w kamperze, później przed 18 jeszcze jedna tura moczenia się i kolacja.

17:00
Łażąc dzisiaj trochę po okolicy doszedłem do wniosku, że tutaj czas się zatrzymał.Wszystko wygląda tak jak wyglądało 1,2 czy 3 lata temu. Pewnie i rozkład jazdy autobusów jest taki sam :)
Chociaż nie, jedna rzecz się zmieniła. Jeszcze rok temu, by mieć internet w kamperze, trzeba było się dobrze ustawić i  był tylko jeden punkt dostępowy furdo. Teraz takich punktów jest już 4, sygnał mam bardzo dobry, nawet przy zasłoniętych oknach materiałem metalizowanym. Dzisiaj  w budynku, tam gdzie jest basen z ciepłą wodą, na ławce siedziała kobieta, w ręczniku i z tabletem w ręce. Trzeba się rozglądać za tabletem wodoodpornym - wtedy będzie można siedzieć w basenie  i mieć dostęp do internetu  (kompletna paranoja :) )
Od rana  rozglądałem się za panią Zuzą, szefową campingu, pojawiła się około 14. Uśmiechnęła się na mój widok (już w zeszłym roku mnie poznawała jako stałego bywalca), pomachaliśmy sobie i powiedziała, że formalności będziemy załatwiać jutro. I to tez mi się na tutejszym campingu podoba - wierzą ludziom. Przyjechałem wieczorem, ustawiłem się, podłączyłem do prądu, moczę się od rana i nikt mnie nie goni, nie pilnuje, nie sprawdza - jak na kilku innych campingach bywało. Ja to tłumaczę tym, że najbardziej sprawdzają i pilnują tam gdzie Polacy często bywają (chociaż Hajduboszormeny  burzy te teorię) a tutaj trudno spotkać polskiego kamperka. Jak jestem tutaj już po raz piąty - tylko raz i to na jedna noc, zawitał kamper z literkami PL i tylko na jedna noc. 



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 15 października 2013

Na zachód

Kolejny słoneczny ale wietrzy dzień. W ciągu dnia temperatura dochodziła do 26 stopni  - sama przyjemność.
Przez Mohacs, gdzie trzeba było przeprawić się promem na druga stronę Dunaju do Peczu. Tutaj dwugodzinny postój, spacer po uroczej starówce i dalej w drogę w moje ulubione miejsce, czyli na termy gdzie woda śmierdzi ropa naftową ale bardzo dobrze na mnie działa., czyli Csokonyavisonta. Tutaj posiedzę co najmniej tydzień, więc następne wpisy będą dość monotonne.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 14 października 2013

Dalej, w drogę

9:00
Pół nocy walczyłem z bzykaczami. Nie tylko małe muszki się pojawiły wraz z ciepłym, powietrzem, komary też postanowiły pożerować na mnie. Za to na campingu już zima w pełni, wody na placu nie ma, wyłączyli, krany pootwierali, wyjadę chyba bez dolania wody bo nosić w konewce, z kuchni, nie mam ochoty.
Plan na dzisiaj: przez Szolnok i Kecskemet do Kiskunmajsa, gdzie jest camping i oczywiście termy. Miejsce to mocno zachwalali rodacy których spotkałem w Hajduboszormeny. Zobaczymy jak tam jest. Najwyżej przeniosę się kilka kilometrów dalej, do Kiskunhalas, na camping z termami, na  którym byłem w zeszłym roku.

19:00
Śliczną pogodę mam dzisiaj, można powiedzieć, że wreszcie "węgierską" - w Kecskemecie , o 14 termometr pokazywał nawet 27 stopni. Tutaj, w Kiskunmajsa, o 18 było już tylko 20.
Camping ładny, duży, kąpielisko widać że niedawno odremontowane. Wyobrażam sobie, co tutaj się dzieje w sezonie, jakie dzikie tłumy tu krążą. Liczą tutaj inaczej niż na innych termach, w opłacie za camping nie ma wejścia na termy - tam trzeba kupować bilet osobno.
Cena, jak się policzy wszystko razem - mniej więcej taka jak na  innych obiektach - gdybym siedział tutaj kilka dni, to za każdy zapłaciłbym niecałe 4 tys forintów.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 13 października 2013

Tiszafüred, niedziela

12:00
I skończyła się słoneczna pogoda, w nocy padało a teraz jest dalej ciepło ale pochmurno  i duszno.
Rano śniadanie, basen, zakupy i karmienie czarnego kota. Podszedł do mnie tubylec, mniej więcej w moim wieku i pogadaliśmy sobie. On oczywiście tylko po węgiersku ale i tak się rozumieliśmy, Tłumaczył mi, że en kot tutaj mieszka i że wszyscy go dokarmiają. Zresztą, jak kocisko skończyło moje jedzenie, podszedł inny facet, też z siwa głową i poczęstował kota kolejna porcją. Widać po futrze, że kocisko ma się dobrze.
Następny punkt programu dziennego, to "specjalistyczna gimnastyka" czyli zbieranie orzechów. Żeby zebrać ponad 100 trzeba wykonać kilkadziesiąt skłonów czy przysiadów - świetna gimnastyka na kręgosłup :)
Orzechów mam chyba ze trzy razy więcej niż zebrałem w zeszłym roku, dzisiaj po  nocnym deszczu przyniosłem całą reklamówkę.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 12 października 2013

Tiszafüred, sobota

Zrobiło się ciepło, prawie upalnie. W ciągu dnia termometr pokazywał nawet 24 stopnie. Po porannym basenie i śniadaniu wybrałem się na wycieczkę nad Tisze. Niestety, pojawiło się dużo małych muszek. Niby nie gryzą ale jazda na rowerze w chmurze tych owadów jest bardzo nieprzyjemne. Nie dość, że przyczepiają się do ciała i ubrania (co widać na zdjęciach) ale ciągle wpadają do oczu, nosa, ust - straszne. Wypadałoby chyba jeździć w masce.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 11 października 2013

Tiszafüred, piątek

10:00
Trochę powiało, chmury rozgoniło, w słońcu od razu wszystko wygląda ładniej i weselej. Dodatkowo wiatr pozrzucał sporo orzechów. Poranny spacer pod drzewami i nazbierałem koło 150. Dobrze ze zapobiegliwie zabrałem ze sobą torbę, inaczej musiałbym się wracać do kampera. W sumie mam już nazbierane jedną, pełna reklamówkę orzechów, będzie co łuskać przez zimę :)

20:00
Kilka dni temu w nocy bywały temperatury ujemne, teraz, już po zachodzie słońca termometr pokazuje +20. Wygląda na to, że taka pogoda utrzyma się jeszcze kilka dni.
Dzięki wiatrowi, mimo tego że nie jestem tutaj jedynym zbierającym orzechy - udało mi się dzisiaj sporo nazbierać: 150 rano, w południe ponad 100 i po południu kolejna 100. A na drzewach jeszcze sporo wisi.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 10 października 2013

Tiszafüred, mokry czwartek

12:00
Całą noc padało, teraz jakby trochę przestało. Wczoraj dojechały trzy nowe kamperki ale widać pogoda ich wystraszyła - dwa odjechały, z samego rana.
Taka pogoda ma swoje plusy: po pierwsze - na basenie pusto, dzisiaj przed południem moczyłem się sam. Mogłem spokojnie obserwować ciemny osad przesuwający się po dnie, słuchać bulgotanie z rur, którymi ciągle dopływa gorąca woda (efekty podobne jak w Csokonyavisonta). Poza tym, po nocnym deszczu pod drzewami dużo orzechów włoskich - deszcz je zrzucił a zbieraczy widać nie było. Spacer na basen  i mam kolejnych 55 orzechów (dwie pełne kieszenie szlafroka).
Za chwilę wybieram się do miasta na obiad i kolejną porcję winogron.




Dzisiejsze fotki.

środa, 9 października 2013

Tiszafüred, środa

10:30
Jak przyjechałem tutaj, na camping, koło mnie stały dwa kamperki i przyczepka. Wszyscy oczywiście to Niemcy. Kamperki już wyjechały, dzisiaj pakuje się sąsiad. Dwa inne niemieckie kamperki tez dzisiaj rano odjechały. Jak tak dalej pójdzie, to za dwa dni  będę jedynym lokatorem na campingu :)
Słońce nawet się pokazało na niebie ale na razie chłodno, termometr (przy ścianie kampera) pokazuje 12 stopni ale pewnie jest mniej. Wybieram się dzisiaj na druga stronę Tiszy, do Porosslo. Jak mi zabraknie sił iu ochoty - mogę wrócić pociągiem (całe 10 km), pociągi jeżdżą co dwie godziny.

21:00
Niesamowicie wygląda przyroda po pierwszych przymrozkach. Tam gdzie przeszła fala zimnego powietrza liście pożółkły, reszta nadal  jest zielona. Poza tym część drzew  pozmieniała kolor liści na czerwony czy wręcz ciemno wiśniowy. Trasa przez zalew Tiszy daje możliwość takich pieknych widoków - szkoda ze dzisiaj było pochmurno, w słońcu wszystko wyglądałoby jeszcze piękniej.
W Poroszlo byłem niezbyt długo - deszcz mnie wypłoszył i wróciłem pociągiem, za 250 ft (za rower znowu nikt nie chciał od mnie zapłaty).


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 8 października 2013

Tiszafüred, wtorek

11:00
Pogoda już nie taka słoneczna jak wczoraj, chmury, wiaterek i zimno.
Jako że restauracja na campingu jest już zamknięta, planuję spenetrować dzisiaj lokal w  centrum o dumnej nazwie NEMZETI ÉTTEREM. Mają dzienne menu w rozsądnej cenie 700 ft.
Internet to potęga :)

16:30
Obiad smaczny - rosół z makaronem, gulasz z kluseczkami i marynowanymi warzywami. Na deser oczywiście kupiłem sobie większa ilość winogron.
Pogoda się poprawiła, już tak nie wieje, mniej chmur na niebie, więc się trochę pokręciłem na dahonku po mieście.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 7 października 2013

Tiszafüred

Ładny, słoneczny dzień za mną ale chociaż słońce świeciło jak latem, to chłodne powietrze dawało o sobie znać, nawet przy niezbyt szybkiej jeździe na rowerze. Rano małe zakupy, śniadanie, basen a później na rowerze spenetrowałem trochę  wał przeciwpowodziowy nad Cisa.
Restauracja na campingu już nie działa więc obiad zjadłem w kamperze - puszkowe leczo z kiełbaską i ryżem.Później kolejna wyprawa nad Cisę i wieczorne moczenie w basenie.
Trzeba będzie kiedyś tutaj przyjechać jak jeszcze te wszystkie lokaliki i knajpki będą otwarte.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 6 października 2013

Tisza czyli Cisa

Niedzielny program artystyczny w Tokaju miał się zacząć o 14 (kiedyś trzeba odespać) więc pojechałem dalej. Camping w Tokaju - jak w zeszłym roku - nic ciekawego, brak WiFi za to cenę podnieśli - teraz zapłaciłem 1200 za kampera, 900 za mnie i 1000 za prąd czyli w sumie 3100 ft. Zapowiadała sie kolejna mroźna noc (i taka była) więc wolałem mieć możliwość dogrzania się farelką.
Znowu przez Nyiregyhaza (tam jest bankomat UniCredit) dojechałem do Hortobagy czyli centrum Parku Narodowego - węgierskiej puszty. Na miejscu okazało się, że w ten weekend tutaj też był festyn, z pokazami końskimi - niestety, trafiłem na przysłowiowe gaszenie świec czyli wysłuchałem dumnego przemówienia i hymnu Węgier na zakończenie imprezy :)
Dojechałem do Tiszafured, ulokowałem się na campingu - za noc, z prądem, będę płacił po 33350 ft.
Basenik na wolnym powietrzu już bez wody, czynny tylko ten pod dachem. Pomoczyłem się i odpoczywam. Na jutro i wtorek zapowiadają słoneczną pogodę - w planie mam pojeździć dahonkiem nad zalewem.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 5 października 2013

Tokaj, sobota

Tokaj
Dzisiaj od rana krążyłem po Tokaju, oglądałem stragany, ludzi, występy. Mam wrażenie, że na ulicy najwięcej było polaków. Chyba wracamy do miłej tradycji picia węgrzyna.
Sama parada była dość mizerna i trwała bardzo krótko. Sprawiała wrażenie imprezy zorganizowanej dla turystów a nie dla tubylców. Ale spacerując po ładnym miasteczku, w piękny słoneczny dzień z kieliszkiem dobrego wina w ręce wszystko będzie się podobało.
Za zdrowie znajomych i przyjaciół a na pohybel wrogom wypiłem do dna, więc dzisiejszy dzień będę wspominał miło.


Dzisiejsze fotki.

Tokaj, piątek

Tokaj 04.10.2013
Po porannych kąpielach i obiedzie wyjechałem do Tokaju. Dwie inne załogi też się tam wybierają, a kolejne dojadą w sobotę, na samą paradę.
W miasteczku cała główna ulica zastawiona budkami z winem, różnym jedzeniem i pamiątkami. Kupiłem za 1100 ft kieliszek i 4 talony, każdy wart po 100 ft. Za wino w budkach płaci się talonami, ale można też gotówką. Ceny za dl wina zaczynają się od 1 talonu czyli 100 ft, ale są też i takie po 18 talonów. W sklepie widziałem aszu w cenie 82 tys. ft za półlitrową butelkę.
Na początku deptaku jest hotel a w nim darmowe WiFi.
Pięknie to wszystko wygląda, zwłaszcza ten tłum ludzi z kieliszkami w dłoniach krążący po ulicy, a wśród nich chodzą uśmiechnięci policjanci i nikomu to nie przeszkadza.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 3 października 2013

Czwartek

Trochę słońca dzisiaj było ale i silny, lodowaty wiatr. Nie chciało mi się ruszać dalej, niż w okolice kąpieliska (restauracja, sklep).
Jutro kończę pobyt tutaj - wjeżdżając na camping sądziłem że to potrwa góra dwa dni a wyszło dwa tygodnie. bardzo ładny camping, jak na Castrum to w rozsądnej cenie, w zmywalni są nawet myjki i płyn do mycia naczyń, łazienki co dziennie sprzątane do czysta. W basenie fajna woda, dużo różnych urządzeń do masażu, prawie na miejscu restauracja ze smacznym i tanim jedzeniem - co więcej chcieć :)
Jutro po rannych kąpielach zbieram się, pewnie jeszcze tutaj zjem obiad i do Tokaju - na Święto Wina.
Madziarzy zrobili plakat po polsku:


ale jak widać ze skromna informacją, wersja węgierska jest o wiele bogatsza:

W Tokaju niestety nie będę miał dostępu do sieci (chyba że coś znajdę) więc pewnie tylko jakieś krótkie notki powysyłam - zdjęcia dośle później.


Dzisiejsze fotki.

środa, 2 października 2013

Środa

Pochmurno, wietrznie, trochę pada, prognozy pogody straszą przymrozkami w nocy - i to ma być jesień u Madziarów ? Dzisiaj rano było chłodniej niż w Białymstoku - straszne. Na szczęście prognozy pokazują, że za kilka dni temperatura się podniesie i może nawet będzie powyżej 20 stopni.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 1 października 2013

Pochmurny wtorek

Szaro, buro, nieciekawie. Do tego jeszcze wiatr dający odczucie jeszcze większego zimna. Chwilami nawet padało. W taka pogoda można tylko spać albo moczyć się w termach. Dzisiaj więc przesiedziałem w wodzie  łącznie ponad 4 godziny.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 30 września 2013

Leniwy poniedziałek

Przed południem pochmurno, sennie, więc tradycyjnie - śniadanie i basen. Później się trochę poprawiło, więc podjechałem do centrum na zakupy.
Jak nie lubić tego kraju - śliczne, bardzo słodkie winogrona w cenie 299 ft za kg czyli trochę ponad 4 zł.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 29 września 2013

Niedziela

Niedziela, basen zapełniony tubylcami przypominał puszkę ze szprotkami.
Na obiedzie w knajpce przy basenie pojawił się pan grający na trąbce. Chwile pograł i poszedł na basen tam umilać ludziom moczenie się.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 28 września 2013

Sobota

Od rana muzyczka przygrywała wszystkim w okolicy. Okazało się, że to nie impreza z cyklu Magyarország, szeretlek! ale Dzień Rodziny zorganizowany przez tutejsze Związki Zawodowe. Muzyczka, różne zabawy głównie dla dzieciaków, jakieś jedzenie z kociołka - na talony. I skończyli szybko bo ok 16 już było pusto na placu i ekipa zwijała namiot. Po obiedzie podjechałem pod TESCO na te pokazy motoryzacyjne. Ładnie się zapowiadało a rzeczywistość wyglądała średnio. niewielka część parkingu została ogrodzona i zasłonięta, jakoś trudno mi wyobrazić sobie by tam jakiekolwiek auto mogło się rozpędzić. Kasę postawili a za wejście na ten niewielki teren trzeba było zapłacić równowartość czterech obiadów tutaj, na basenie - zrezygnowałem.

Dzisiejsze fotki.

piątek, 27 września 2013

Piątek - znowu Debrecen

Od rana słońce ślicznie świeciło, więc wybrałem się znowu do Debreczyna. Pani w kasie namawiała mnie na kupno biletu na rower ale nie dałem się namówić. Pani konduktorka w pociągu sprawdziłam mój bilet a rower jej w ogóle nie zainteresował :) Wracając tez za rower nie płaciłem.
Tym razem wysiadłem wcześniej na stacji Jozsa i dalej już na dahnku. Pooglądałem Uniwersytet - monumentalny budynek, robi wrażenie, park i kąpielisko termalne.
Po powrocie na camping zobaczyłem, że stawiają jakiś duży namiot, coś się na jutro szykuje, Następna niespodzianka czekała na mnie na basenie - najpierw wspólna gimnastyka pod muzyczkę, poźniej, na brzegu, były pokazy tańca w wykonaniu 6 osobowego zespołu.
W sieci doczytałem się, że w całym kraju w dniach 28 i 29 organizowane są różne  imprezy pod wspólnym hasłem Magyarország, szeretlek! (WĘGRY, KOCHAM CIĘ!).


Taka impreza jest w Tiszafured, podobna w skansenie w Ópusztaszer.
Prawdopodobnie tutaj, na campingu też będą jakieś atrakcje z tej okazji.

23:00
Te występy dzisiaj na basenie to prawdopodobnie z okazji Światowego Dnia Turystyki - przynajmniej tak zrozumiałem, to co tutaj napisano :)


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 26 września 2013

Czwartek

Miałem wczoraj szczęście z pogodą, dzisiaj od rana pochmurno, wieje i nawet trochę kropiło.
Po porannych basenach wybrałem się do TESCO. Okazuje się, że w sobotę będą fajne pokazy na parkingu pod  marketem  - monster track i tym podobne przyjemności.




Dzisiejsze fotki.

środa, 25 września 2013

Debrecen

Żeby zerwać z monotonnością, pojechałem dzisiaj o porannym moczeniu do Debreczyna. Na stacji pani w kasie sprzedała mi bilet dla mnie i drugi, 50% na rower. Pan sprawdzający bilety w pociągu sprawdził obydwa. W drodze powrotnej, jako że nie było kasy na dworcu - bilet kupowałem w pociągu u konduktorki. Tym razem okazało się, że na rower bilet nie jest potrzebny  - i kto tu zrozumie madziarów :)

wtorek, 24 września 2013

... wtorek

Dzień za dniem na takich termach szybko mija, każdy podobny do drugiego.
Polscy kamperowcy (a jest ich sporo tutaj) jedzenie całe przywieźli z Polski i pichcą na miejscu, ja wolę za niewielkie pieniądze jeść w knajpie przy basenie. Elegancko podają jadłospis na cały tydzień, więc człowiek wie co go czeka :)


Wczorajsza frankfurcka zupka była smaczna (pływały w niej kawałki parówki i było sporo kminku), dzisiejsza - nie wiem, jak ją nazwać - zaprawiona słodką papryką, z ziemniakami i lanymi kluskami.
Dzisiaj na drugie było coś, czego nie znałem: czerwona drobna fasola w gęstym słodkim sosie i do tego plaster klopsa.
Jak widać po jadłospisie, można albo co dziennie jeść coś innego, za 580 ft albo zamówić stałe menu (rosołek i schabowy) za 640 ft.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 23 września 2013

Nie masz wina nad węgrzyna

Co wieczora tokaj piłem
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.
I wesoło się bawiłem
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.
I choć w głowie tęgo zaszumiało
Serce się do ciebie rwało
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.

Dzisiaj znowu tokaj piłem
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.
Aż do rana się bawiłem
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.
Choć się głowa jak len w polu chwieje
Do śniadania wytrzeźwieję
                     Moja ty, miła ty dzieweczko ma.


Nie ma to jak dobry czardasz :)


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 22 września 2013

Niedziela

Dzień, jak co dzień (na termach), czyli śniadanie, baseny, odpoczynek, rowerek, obiad (dzisiaj za 580 ft), odpoczynek, baseny, kolacja ......
Szkoda tylko, że jak na te porę roku, tutaj, jest jednak chłodno.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 21 września 2013

Sobota

13:30
Wczoraj było słoneczko, dzisiaj znowu chmury i od czasu do czasu kropi. Pooglądałem mapę pogody i wygląda na to że już we wrześniu zacznie padać śnieg, nie tylko w Tatrach.
Rano, po śniadaniu basen, w tłumie innych ludzi - ta wczorajsza wycieczka dzisiaj okupowała termy. Później na rowerku objechałem kilka okolicznych sklepików - efekt: 3 bułki i 2 kg winogron. Na obiad wybrałem się do restauracji przy basenie - niestety okupowana w całości przez wycieczkę, dosłownie wszystkie miejsca zajęte, więc wyciągnąłem jakąś puszkę, odgrzałem i zajadam. Na drugie danie będą winogrona - i wystarczy :)
Dzisiaj na razie tylko jedno zdjęcie - stado kóz się dokarmia koło campingu.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 20 września 2013

Hajdúböszörmény, dzień drugi

16:30
Basen jest fajny. W środku dwie główne części, jedna z wodą 33-35 stopni, druga 35-37 stopni. W każdej różne ustrojstwa do masażu. Oprócz tego, tak jak  widziałem w Nyiregyhaza - dwa baseniki obok siebie - w jednym gorąca woda (38-40 st), w drugim tylko 17-18. Podobno trzeba najpierw posiedzieć chwilę w jednej, później w drugiej i tak na zmianę.
W nocy jeszcze padało ale za to od rana - słoneczko, tylko że zimno, kilkanaście stopni i jak powieje trochę wiatr, to jak z niedomkniętej chłodni. Rozłożyłem markizę, wystawiłem mebelki a sam na dahonka i w miasto. Niewielkie ale sympatyczne, trochę się po nim pokręciłem, na bazarze kupiłem "swojska" kiełbasę - producent, z szyldem, sprzedawał wędliny, słoninę i jakieś inne przysmaki. Wybrałem oczywiście csipos. Jeszcze nie próbowałem :)
Zaszedłem do warzywniaka i zobaczyłem coś dziwnego - faszerowana paprykę na różne sposoby już widziałem i jadłem, ale faszerowanego ogórka, faszerowanego kapustą kiszona widziałem pierwszy raz. Kupiłem po kilka okazów każdego rodzaju, jak wyłożę na kolację, to obfotografuje i zdjęcia wrzucę do albumu.
Na obiedzie byłem w restauracji przy basenach - wg innych camperowców wielu mieszkańców miasta tutaj przychodzi się stołować - i pojadłem:
Csontleves czyli rosołek z makaronem
Rántott szelet rizs savanyúság czyli schabowy z ryżem i surówką marynowaną.
Całość- 640 ft czyli w  niecałe 10 zł.

19:00
Na basenie jest jeszcze jeden zbiornik - w patio, pod gołym niebem z woda cieplutką i żygaczami. Są też w ramach ceny podstawowej dwie sauny - parowa i fińska.
Doczytałem w sieci, że to COŚ z kapustą, to melony :) Czerwona papryka jest średnio ostra natomiast ta zielona ..... UFFFF :) Wszystko kiszone, ale smak zupełnie inny niż polskich kiszonek.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 19 września 2013

Hajdúböszörmény

15:30
Wylądowałem na camping Castrum w Hajdúböszörmény. Ale po kolei.
Wczorajsze moczenie sie w termach w Nyíregyháza uważam za bardzo udane - świetna woda, bardzo miękka, na początku człowiek ma wrażenie, że siedzi w mydlinach. Róznych sikaczy, babelkowców itp dużo i do wyboru, albo pod dachem alb na dworze. W obiekcie i kafejka i restauracja, czy raczej bar szybkiej obsługi - płaci się "zegarkiem" rozliczenie następuje przy wyjściu. Sporo polaków tutaj dociera - na basenie słyszałem nasz język, na ulicy też, zresztą napisy po polsku mówią same za siebie.
Nocleg pod hotelem  był średnim pomysłem - nie wiem dlaczego ale sieć rwała się co chwila, sygnał zanikał. Poza tym - w ciągu dnia parking był prawie pusty za to wieczorem zapchany maksymalnie,. Dobrze że jeszcze udało mi się wcisnąć w kącik i przetrzymać do rana.
Po śniadaniu - Nyíregyháza - zabytków praktycznie nie ma żadnych a centrum godne zobaczenia można przejść w kwadrans.
Planowałem zatrzymać się dzisiaj w Hajdúnánás, znalazłem camping opisywany na forum  ale zamknięty, po  sezonie. Można co prawda zatrzymać się na samych termach ale jakoś brama wjazdowa nie zrobiła na mnie dobrego wrażenie - odpuściłem sobie i pojechałem do Hajdúböszörmény. W centrum jeszcze nie byłem, przerabiają, uliczki rozkopane a wysiadać z kampera nie chciałem na razie. Budynek term wygląda ładnie a zaraz obok jest camping Castrum (znana mi już firma). Podjechałem zobaczyłem ze sporo kamperów stoi, jest kilka polskich., obejrzałem cennik i zostaję - jak długo, jeszcze nie wiem. Wstępnie podliczono mnie na 4 tys ft dziennie ale będzie jeszcze 10% zniżka za federację, czyli jakies 3600 ft. W to wliczony i prąd i wstęp na termy, jest WiFi i standard o wiele wyższy niż w Sarospatak, gdzie  za noc BEZ WiFi musiałem płacić 4350 ft.
Chciałem iść pomoczyć się, ale przyszła burza, prawdziwa, z piorunami i teraz leje, może później się wybiorę, do 20  mam jeszcze czas :) 



Dzisiejsze fotki.

środa, 18 września 2013

Nyiregyhaza-Sosto

14:00
Całą noc równo padało. Poczytałem sobie swoje wpisy z zeszłego roku - dokładnie w połowie września było w Sarospatak ok. 30 stopni, a teraz muszę się dogrzewać, bo w nocy temperatura spada poniżej 10 stopni.
Znowu Tokaj, ale tym razem tylko przejazdem, nie nocuje. Zatrzymałem się koło starówki, połaziłem trochę po pustych uliczkach, kupiłem trochę węgrzyna i dalej w drogę.
Dzisiejszy mój cel, to Nyiregyhaza. Przez centrum przejechałem, może jutro się zatrzymam przy placu bohaterów, jak wcześniej planowałem. Pojechałem pooglądać Sosto, dzielnicę rekreacyjną z obowiązkowymi termami. Część na powietrzu już oczywiście nieczynna, ale całość robi dobre wrażenie. Część obok całorocznych term na pierwszy rzut oka przypomina park w Druskiennikach.
Ceny mają spore - dorosły 2600 ft, 60+ tylko 1800, ale jeśli się wejdzie po 16, na niecałe 4 godziny, to wtedy to kosztuje tylko 1600 ft, więc ... czekam do 16 :)
Zaraz po drugiej stronie ulicy jest hotel, spory ogólnodostępny parking i w hotelu jest darmowe WiFi, więc nocleg planuję tutaj. W hotelu trwa częściowy remont, więc jeden mały kamperek, na pustawym parkingu, nie powinien nikomu przeszkadzac.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 17 września 2013

Sárospatak

11:00
Jó napot kívánok, czyli dzień dobry po madziarsku :)
Wczoraj wieczorem się rozpadało i pada z przerwami dalej. Gdzie najlepiej się schować przed deszczem ? Oczywiście w basenie termalnym :) Posiedziałem w wodzie kolejną godzinkę i nawet przestało padać. Za chwilę jadę do centrum, na obiad.
14:30
Dzisiaj poszalałem, za obiad zapłaciłem 920 ft. Teraz siedzę w kafejce z WiFi przy smacznym ciastku i kawusi (315 ft). Niestety znowu pada.
19:30
Tak jak planowałem, wyniosłem sie z campingu. Stoję na przeciwko kafejki i mam dobry sygnał WiFi. Pada to mało powiedzieć, równo leje. Oglądałem przed chwilą mapy satelitarne i nie wygląda to obiecująco. Przez dwa poprzednie lata Węgry borykały się z suszą, Dunaj był na wyjątkowo niskim poziomie, w tym roku natura odrabia zaległości.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 16 września 2013

Sárospatak [Szaroszpotok]

Pogoda nie rozpieszcza, dokładnie rok temu tutaj było upalnie. Ale może to i dobrze, wystarczy gorąca woda w basenie.
Na śniadanie dokupiłem marynowaną paprykę, oczywiście csipos :) Zaraz jadę na camping i baseny. Pewnie po południu wyskoczę na dahonku do centrum, to wtedy wrzucę więcej zdjęć, bo ani na campingu ani na basenie WiFi nie ma.

13:00
Wczoraj tutaj skończył się sezon, od dzisiaj bilet wstępu na termy potaniał z 1500 do 900 ft. Szkoda, że ta przecena nie dotyczy camping. Mam wrażenie, że tutaj podrożało od zeszłego roku.
Aktualny cennik jest taki (za jedną noc):
- 1500 kamper
- 1400 osoba dorosła
- 600 wstęp na termy
- 600 podłączenie do prądu
- 250 opłata lokalna
Nie ma zniżki dla seniorów ani na legitymację federacji FICC.
Zapłaciłem więc 4350 ft, czyli licząc po kursie
100 ft = 1,40 zł< br /> trochę ponad 60 zł. W sumie wyjdą dwa dni moczenia się, półtorej dnia ładowania akumulatorów, bo planuję jutro na wieczór wynieść się na poprzednie miejsce w centrum.
Pomoczyłem się już 1,5 godziny, teraz odpoczywam w cieniu (bo pojawiło się trochę słońca). Niedługo wsiadam na dahonka i na obiad, do jadłodajni, którą odkryłem w zeszłym roku. Wtedy można było zjeść normalny obiad za mniej, niż 1000 ft.

15:00
To jest straszne .... Siedzę na dziedzińcu kolegium, jest tam gimnazium i uczelnia wyższa, młodych ludzi sporo, normalna sprawa. Przechodzi dwóch koło mnie, spojrzeli na mnie, chwila wahania i ...... "dzień dobry" do mnie, oczywiście po węgiersku. Po kilku minutach sytuacja się powtarza, tym razem trzy dziewczyny. Już mi dawno mówiono, że jak spojrzę znad okularów, to od razu wiadomo, kto ja jestem :) To jest na prawde straszne.
Za obiad zapłaciłem 690 ft, czyli mniej niż 10 zł. Zupa kalafiorowa (chyba z sokiem cytrynowym), kawałek smażonego schabu z ryżem i wszystko smaczne.

Dzisiejsze fotki.

niedziela, 15 września 2013

Dalej Słowacja

Śniadanie w kamperze, kawusia i internet w McD :)
W nocy trochę padało, teraz tylko pochmurno i trochę wieje.
Plan na dzisiaj to 35 km do Koszyc, po drodze jest trochę cachy, więc trudno powiedzieć kiedy tam dojadę. Połażę po starówce, powspominam.
Moja włóczęga po różnych krajach tam się zaczęła wiele lat temu, gdy wysłałem właśnie z Koszyc zaproszenie do siebie, co pozwalało w tamtych, szalonych czasach "kupić" korony i później wyjechać do Czechosłowacji.
Na wieczór planuję dojechać do Sarospatak (CK dezerterów już tam nie ma) i się trochę pomoczyć. Ciągle mam nadzieję na trochę lepszą pogodę.

16:30 Koszyce
Jak przystało na Europejską Stolicę Kultury 2013 miasto odmalowane i wysprzątane. Tutaj języka rosyjskiego jakoś nie słychać, oprócz słowackiego głównie węgierski. Dużo polaków spotkałem, jest też trochę ukrainców.
Cyganie ciągle są tutaj problemem. Ledwie wysiadłem z kampera, od razu dwóch chciało coś ode mnie wyżebrać. Później też mnie różni zaczepiali, i w moim wieku i dzieciaki. Lubie i szanuję cyganów, ale ci tutaj, w swojej masie, robią bardzo złe wrażenie.
Jadę dalej, do Sarospatak, dzisiejsza noc w centrum (znam miejsce z internetem) a jutro na camping i do basenu.

19:30 Sarospatak
Pensjonat przy głównej ulicy zmienił ustawienia routera, już nie ma wolnego dostępu. Pochodziłem chwilę i znalazlem inne miejsc, nawet spokojniejsze, parking pod blokiem i dość silny sygnał WiFi. Latarnie już się palą, więc ... standard :)

Dzisiejsze fotki.

sobota, 14 września 2013

Svidnik

8:30
Pogoda się poprawiła, widać niebieskie niebo, oby tak dalej.
Dzisiaj Svidnik, miasto które dotychczas tylko mijałem, czasami robiło się tutaj ostatnie zakupy. Doczytałem wczoraj, że nie tylko mają tutaj gorące źródło, ale otworzyli niedawno camp dla gości kąpieliska.
Dodatkowo dzisiaj specjalna impreza w mieście - air show.


19:30 Presov
W Svidniku zatrzymałem się najpierw w centrum, koło malowniczej cerkwi. Na parkingu obok stało zaparkowane auto z serbską rejestracją, którą od razu pstryknąłem. Po chwili podszedł do mnie człowiek i się pyta, z jakiego powodu fotografuje jego samochód. Dogadaliśmy się dość szybko, on mówił serbo-słowackim ja polsko-słowackim więc z komunikacją nie było problemu.
Okazało się, że to artysta, maluje właśnie freski w tej cerkwi. Zaprosił mnie do środka i mogłem je pooglądać. Robią duże wrażenie. Ikonostas, drewniany, zrobiony przez ludzi z Ukrainy, też jest śliczny.
Porozmawialiśmy o kamperach i w ramach rewanżu zaprosiłem go i pokazałem Mruczka.
Pojechałem później na kąpielisko Vodny Svet. Wszystko zamknięte na głucho, nie ma żadnej informacji, czy może ten ciepły basen w środku jest czynny, ale pewnie nie.
Po dłuższych poszukiwaniach udało mi się dojechać na lotnisko, ale z oglądania pokazów zrezygnowałem i pojechałem do Preszowa. Na nowym osiedlu jest McDonald i tutaj planuje nocleg. Centrum miasta ładnie odlizane, samochody wyrzucone, zostały tylko autobusy i trolejbusy. Połaziłem, zaliczyłem cztery cache, kupiłem Kofole i wróciłem zmęczony pod McD.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 13 września 2013

Piątek, 13 września

8:00
Kiedyś lubiłem trzynastki, nawet je prowokowałem. Nie wyszedłem na tym dobrze. Ciekawe jak dzisiejsza piątkowa 13 się skończy.
Rano podłączyłem moje urządzenie rozruchowe i od pierwszego razu Mruczek odpalił. Warto było je wozić ze sobą dwa lata. Co ciekawsze, kontrolka na panelu od razu się zapaliła a podłączony miernik pokazuje napięcie na aku (w trakcie ładowania) ok 14. Chyba jednak alternator. W Biłgoraju, 4 km od mojego obecnego miejsca, jest Auto Centrum, w opisie chwalą się, że naprawiają rozruszniki i alternatory więc może będą umieli mi pomóc.

12:00
Pan elektryk wysłuchał moich opowieści, zmierzył napięcia i stwierdził, że chce jeszcze sprawdzić gęstość elektrolitu. Otworzył akumulator i okazało się, że nie na co mierzyć. Dwie cele całkiem suche, w pozostałych mizerne resztki na dnie. Decyzja była oczywista - nowy akumulator.
Są akumulatory kwasowe, żelowe, ja z Mruczkiem wynalazłem akumulator powietrzny :)
Zastanawiające jest tylko to, że na wiosnę "fachowiec" sprawdzał akumulator i stwierdził, że wszystko jest OK.

18:30
Po wczorajszych i dzisiejszych przygodach z prądem chciałem dzisiaj jeszcze na spokojnie poobserwować nowy akumulator, więc zatrzymałem się w Rzeszowie, połaziłem trochę po centrum, pooglądałem zamek, w którym teraz jest sąd.
Nocleg w kolejnym znanym już miejscu, czyli stacja paliw w Równem przed Duklą.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 12 września 2013

Na południe, ale z problemami

Oba spotkania za mną, oba chyba pozytywne, można więc jechać. Spakowałem się i w drogę. W planie Słowacja, na krótko, tylko Presov i Koszyce a później Węgry i różne termy.
Od samego początku znowu coś z ładowaniem lub samym akumulatorem. Kontrolka na panelu zaświeciła się tylko raz, na postoju, ale po chwili, jak właczył się wiatrak - zgasła i już jej dzisiaj nie widziałem. Miałem dość różnych prowizorek, więc skleciłem własny miernik podłaczany do gniazdka zapalniczki i w ten sposób mogłem w czasie jazdy, w sposób ciągły monitorować napięcie akumulatora. Nie wygląda to ładnie. Jadąc czyli cały czas z włączonymi światłami, napięcie wahało się między 12,4 a 13,0. Przy wyłączonym silniku miałem ok 12,5 ale po przekręceniu kluczyka, czyli włączeniu zapłonu już tylko 11,6 czyli ewidentnie niedoładowany akumulator.
Dojechałam na stację benzynową tuż przed Biłgorajem (nocowałem tutaj w zeszłym roku), zaparkowałem, zjadlem w barze smaczne flaczki i chciałem teraz odpalić silnik i troche podładować akumulator przed nocą a tu ZONK. Kontrolki gasną, rozrusznik tylko mruknął i ...... cisza. Nie będę teraz, po nocy walczył, rano zaobaczę czy uda mi się odpalić samemu czy potrzebna będzie jakaś pomoc. Mam "urządzenie rozruchowe" czyli zapasowy akumulator w specjalnej obudowie z różnymi dodatkowymi bajerami - może wreszcie się przyda. W najgorszym przypadku jakoś podjadę do Biłgoraja (tylko 4 km), kupię nowy aku i zamontuję. Ten obecny mam już ponad 3 lata więc miał prawo skończyć żywot. Oby tylko na akumulatorze się skończyło.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 2 września 2013

Powrót

Rano nawet było trochę słońca, ale obejrzałem mapy satelitarne, posłuchałem prognoz i zacząłem się zbierać. Ledwie wyjechałem z campingu, zaczęło padać. Teraz w Augustowie pod Kauflandem, jem śniadanko.
W czwartek mam spotkanie, później 11 kolejne. Może "między" gdzieś wyskoczę ale to zależy od pogody. Za to po 11 chciałbym zniknąć na dłużej, na południe.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 1 września 2013

Niedziela nad Serwami.

Wczoraj wieczorem padało, w nocy też ale dzisiaj, w ciągu dnia wypogodziło się trochę, nawet momentami było słonecznie. Wybrałem się na rowerze na mały rekonesans, tym razem w drugą stronę jeziora, do głównej szosy. Powoli widać już zbliżającą się jesień, pojedyncze żółte liście na drzewach, jakaś taka cisza, spokój, jak to zwykle w takich miejscach jest na początki września.
Na obiad postanowiłem zgrilować to co jeszcze zostało. Walczyłem z wiatrem, który co chwila podwiewał z innej strony, skończyło się na tym, że  kuchenkę wniosłem do kampera i dokończyłem grilowanie w środku.


Oprócz mnie, tutaj, na campingu były jeszcze dwie rodzinki z Warszawy i na weekend dojechała rodzinka pana z wypożyczalni sprzętu pływającego. Po południu wszyscy wyjechali o zostałem sam z kaczkami.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 31 sierpnia 2013

Serwy

Spokojny i leniwy dzień. Pogoda średnia, rano nawet było słońce, później czuć było zbliżający się deszcz no i wieczorem trochę popadało.
Na obiad wybrałem się do Suchej Rzeczki - ok 4 km drogą, do Zajazdu u Lecha, chwalonego w sieci. Miejsce miłe, kuchnia smaczna. Jako że za babką ziemniaczana nie przepadam, zamówiłem coś czego jeszcze nie jadłem, czyli kakory litewskie. Warto było się skusić.


Jakby ktoś miał ochotę samemu poeksperymentować, znalazłem też przepis na kakory, w różnych odmianach.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 30 sierpnia 2013

Serwy

Noc w Augustowie przeszła tradycyjnie spokojnie i bez problemów, nie licząc śmieciarek, które już o 5:30 pracowały i hałasowały. Przeniosłem się pod Kauflanda na śniadanie.
Później, tak jak planowałem te kilkanaście kilometrów do Serw. Po drodze Studzieniczna, o tej porze roku, jak większość miejsc tutaj - pusta, cicha.
Ośrodek w Serwach znalazłem w internecie.  Hotel ładny, pachnie nowością, reszta wymaga jeszcze sporo pracy ale mimo wszystko jest fajnie. Duży  zadrzewiony teren, z miejscami na kampery (pod drzewami, w cieniu). Po drugiej stronie drogi - otwarty plac campingowy z plażą, pomostami, wypożyczalnią sprzętu pływającego. Słońce już tak nie grzeje, więc wybrałem nocleg z widokiem na jezioro.


Podoba mi się tutejszy cennik - za kampera płaci się tyle samo co za zaparkowanie samochodu, czyli 20 zł. Osoba kosztuje 8 zł i podłączenie do prądu tez 8 zł. Ceny bardzo przyzwoite. W samym Augustowie chcą więcej niż na campingu w Wilnie :) .
Cisza, spokój, pustki, tylko kaczki hałasują na wodzie. Pokręciłem się trochę na rowerku po okolicy, na drugim końcu wsi jest sklep i bar (czynny tylko do 25 sierpnia), zrobiłem grila i ....... odpoczywam :)
Jutro w planie  na rowerku na obiad, do Suchej Rzeczki, do Lecha - podobno bardzo smacznie i w rozsądnych cenach można się najeść różnych speciałów.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Puszcza Augustowska

Mam prawie tydzień do spotkania, nic nowego się nie pojawiło, pogoda jeszcze letnia więc nie ma sensu siedzieć w mieście. Postanowiłem wyskoczyć na kilka dni w plener i w ramach szukania rozsądnych (czyli fajnych, położonych niedaleko i w umiarkowanych cenach) miejsc chcę zbadać Serwy. Ośrodek na zdjęciach w internecie wygląda ciekawie, ceny przyzwoite, trzeba sprawdzić.
Na razie dojechałem do Augustowa, pokręciłem się troche na rowerku nad Nettą i Niegocinem, znalazłem kilka cachy i nocuję na stałym miejscu czyli pod pocztą, w rynku.
Jutro po śniadaniu Studzieniczna, Przewięź i Serwy. Zdjęć dzisiaj zrobiłem niewiele, zaraz je powrzucam.

P.S. Klawiaturka na BT z tabletem spisuje się wyśmienicie :)


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Przemyślenia

Poza domem spędziłem teraz 17 nocy w tym za 4 noclegi płaciłem:
   - Wilno, parking, 20 Lt czyli około  25 zł
   - port w Munalai,  4E   czyli około  17 zł
   - Jurmala, 26 Ls           czyli około 156 zł
Razem - poniżej 200 zł. Obiady jedzone w knajpach opisywałem, ceny jak w naszych barach szybkiej obsługi. Pozostałe posiłki - jak w domu, prowiant albo przywieziony z Polski lub kupowany na miejscu, w sklepach.

Jak widać - taka kamperowa włóczęga jest oszczędną formą zwiedzania. Oczywiście, potrzebna inwestycja, czyli sam kamper no i paliwo kosztuje. Pamiętać jednak trzeba, że podróżując w świat za dojazd i tak trzeba płacić, chyba że się jedzie na rowerze, ale wtedy zobaczy się o wiele mniej.
I jak w reklamie - wolność, swoboda, brak sztywnych rezerwacji itp - bezcenna :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Łotwa

10:00 Jurmala
Wstępnie myślałem, by tutaj zostać jeszcze jeden dzień ale zmieniłem decyzję. Pogoda siadła, chmury, od czasu do czasu pada więc nie sa to warunki do siedzenia na plaży. Ostatecznie o takiej decyzji zdecydował komunikat na sanitariatach - NO HOT WATER. To ja mam  płacić po 13 Ls za możliwość wzięcia prysznica w kamperze ? Dziękuję, przez dwa tygodnie robiłem to za darmo :)
Po dłuższych bojach udało mi się wczorajszy filmik z pokazu sztucznych ogni wrzucić do sieci tak, by można go było oglądać. Mój pierwszy film  telefonem, więc proszę o wybaczenie za jakość. Wielkość pliku to ponad 300 MB, trwa to prawie 6 minut.

21:00 Kowno
Jelgawa, którą odwiedziłem dzisiaj robi bardzo pozytywne wrażenie. Pałac, obecnie siedziba Uniwersytety, jest imponujący. Widać niestety lata zaniedbania, ale sporo już odremontowano i odlizano. Widać to na zdjęciach.


Widać też, że gospodarze miasta bardzo się starają. Centrum jest w trakcie przebudowy, ale po tym, co już zrobiono widać, że będzie ślicznie. Ciekawie zorganizowany deptak nad rzeką, z fantazyjną kładką dla pieszych i rowerzystów. Na mnie wrażenie zrobił pomysł przejścia dla pieszych, przy moście. Zamiast standardowo malować zebrę, stawiać światła, zrobiono pływającą kładkę pod mostem, która naturalnie łączy się z promenadą.


Oprócz tego, kawałek dalej jest przejście tunelem pod jezdnią z rozsądnie zaplanowanym zjazdem dla wózków i rowerów. Za rok czy dwa, jak to wszystko dokończą warto będzie tam zaglądać jadąc do Rygi czy dalej na północ, do Estonii.
Na noc zatrzymałem się na parkingi stacji paliwowej na obrzeżach Kowna. Jest darmowe WiFi.

Jutro już do Białegostoku. Kolejną eskapadę chcę zacząć koło 10 września, mam nadzieję, że to się uda. Termy madziarskie czekają :)


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Ryga - Jurmala

8:45 Jurmala
Poranny spacerek po plaży już za mną, śniadanie też. Zbieram się powoli, mam ochotę pooglądać z zewnątrz tutejszy  Aquapark. Łotysze chwalą się, że podobno, pod niektórymi względami, najlepszy w całej Europie. Możliwe, ceny też chyba najwyższe - za 2 godziny w sezonie - 20,5E :) Do tego Aquaparku mam jakieś 8 km i mam ochotę pojechać sobie po plaży, drobniutki, ładnie ubity piasek, inni jeżdżą, ja tez mogę spróbować.


Cytując prasę 
Od pierwszego października Łotwa stopniowo będzie przestawiać się na euro. Ceny będą wskazywane w dwóch walutach, a uposażenia będą przelewane zgodnie z kursem. Okres przejściowy ma potrwać trzy miesiące. Już od 1 stycznia 2014 roku euro stanie się oficjalną walutą kraju.
Czyli trzeba wyjeżdżając wydać wszystkie łaty, zostawić sobie kilka monet na pamiątkę - za rok już tylko euro.

14:00 Jurmala
Całkiem sympatycznie się jeździ po plaży rowerem. I sporo osób tak robi, warto.



Trzeba się powoli zbierać do Rygi, gorąco ale w taki dzień nie można sobie tego odpuścić. Warto jechać chociażby by pooglądac na żywo, nad ulicy Grupę MoCarta :)


Dzisiejsze fotki.

sobota, 17 sierpnia 2013

Do Rygi

Noc minęła spokojnie, rano ruszyłem w stronę stolicy Łotwy drogą nad brzegiem morza. Najpierw zatrzymując się na malowniczym parkingu tuż przy plaży gdzie miałem okazję przyglądać się jak wygląda przygotowanie i start osób pływających na desce ze spadochronem (raczej latawcem), Później zjechałem trochę w bok z głównej drogi do muzeum Minchauzena. Z tego co tam wyczytałem w materiałach informacyjnych, to baron mieszkał tam 6 lat ze swoją żoną. Muzeum jak muzeum - wszystkiego po trochę, ale cały kompleks: muzeum, ścieżka  5 km po lesie, plac zabaw dla dzieci, duży okręt- zjeżdżalnia bardzo fajnie zrobione i widać że cieszy się sporym zainteresowaniem ludzi.


Kolejny przystanek, to muzeum rowerów, w prywatnym domu, z całkiem ciekawą kolekcją. Warto tam zajrzeć będąc w pobliżu - wstęp tylko 1 łat.


Zajechałem wreszcie do Rygi i postanowiłem zobaczyć camping City Riga. Ulokowany jest po drugiej stronie rzeki niż stare centrum, ok 2 km od mostu czyli jakieś 5 km od starówki. Koło dużej hali, plac betonowy jako parking, koło niego dwa placyki porośnięte trawą - jeden na namioty, drugi na kampery. Zero drzew więc patelnia straszna, bez klimatyzacji, w słoneczne lato ....... tragedia. Cena spora: kamper 7Ls, człowiek 2 Ls, prąd 2 Ls no i to co mnie dobiło - WiFi 3 Ls za 24 godziny ....... wrrrrrrr. Wychodzi że musiałbym zapłacić za te patelnie 14 Ls za dobę. Pojechałem wiec na znany mi już camping w Jurmali (ok 20 km od centrum Rygi). Mam wrażenie że podrożało, za dobę płacę 13 Ls - kamper 9Ld, człowiek 2 Ls, prąd 2 Ls. ale stoję w cieniu, pod drzewem no i mam WiFI bez opłat. Co prawda (nie wiem po co) zablokowano pewne porty i np gg nie działa, ale za to plaża zaraz obok, a do centrum Rygi, jak w Trójmieście - elektryczką się dojeżdża.

Zauważyłem, że Łotysze "przeprosili" się z językiem rosyjskim. Jak dwa czy trzy lata temu zaczynałem rozmowę po rosyjsku, patrzyli na mnie  niechętnie. Teraz, jak poznają, że ja nie tubylec, natychmiast zaczynają sami po rosyjsku. Skąd ta zmiana ? Sądzę, że wystarczy popatrzeć na rejestracje samochodów zaparkowanych w kurortach - sporo Rosjan, Białorusinów, Litwinów, trochę mniej Estończyków,  widziałem tez kilka polskich samochodów a z tymi wszystkimi nacjami najlepiej porozumieć się po rosyjsku właśnie.

23:00 Jurmala
Przejeżdżając dzisiaj przez Ryga widziałem że coś się dzieje, okazuje się, że zupełnie przypadkiem trafiłem na Dni Rygi  - broszura opisująca cała imprezę jest TUTAJ.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 16 sierpnia 2013

Kihnu

8:00 prom Amalia
Okazuje się, że w porcie nie ma WiFi, za to na promie jest. Na wyspę płynie się ok godziny, bilet w jedną stronę kosztuje 2,6€ plus rower 1€. W piątki są aż 4 rejsy, w inne dni tylko 2. Powrotny mam albo o 16 albo o 19 (czasu lokalnego, czyli +1). Kilka fotek z dzisiaj już wysłałem.

14:00 Kihnu
Nawet jest tutaj internet, i zdjęcia już poszły. Przejechałem po wyspie ok 30 km, bardzo sympatyczne miejsce. Spotkałem 3 sklepy, jest camping, wygląda elegancko, jest knajpka, chyba tylko jedna. Na turystów, zwłaszcza zagranicznych, zupełnie nie są nastawieni. Napisy po estońsku, po angielsku prawie nikt nie rozmawia, bilety w porcie kupowałem na machanego.

Moja trasa na dahonku po wyspie:



21:30 okolice Voiste
Początkowo myślałem o noclegu w Parnu, np koło plaży, ale albo postój na ulicy z bardzo słabym WiFi albo na parkingu bez sieci. Nocleg na starym mieście nie wchodzi w rachubę, za dużo różnych grup znudzonych młodych ludzi krąży, a taki znudzony może różne rzeczy wymyślać.
Wyjechałem więc z miasta w poszukiwaniu dobrego miejsca i stoję tuż przed Voiste, jakiś duży dom, boisko obok, zaraz koło szosy ale wygląda spokojnie. No i jest siec :)



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Nad morze

15:00 Parnu
Nie dość, że zimno było to jeszcze padało całą noc. Na szczęście rano przestało i mogłem chodzić bez parasola. Viljandi jestem jeszcze bardziej zauroczony, będzie to obowiązkowy punkt postoju w drodze do Tallina następnym razem.


Dojechałem do Parnu i tym razem zaparkowałem na drugim końcu deptaka niż dwa lata temu. Niewiele się zmieniło, nawet pogoda podobna - jak wtedy tak i teraz zmoczył mnie deszcz na deptaku. Na obiad wjechałem na 2 piętro PortArtur (galeria handlowa) i za dużą miskę przepysznej soljanki zapłaciłem 2€ . Zaraz bedę jechał do Pootsi a dokładniej Munalaid sadam. Nie mam pojęcia, czy będzie tam WiFi, mam wrażenie, że w tym roku jakby gorzej z dostępem do sieci, niż dwa lata temu.

19:00 Munalaiu sadam
Stoję w porcie Munalai, tutaj będę nocował za 4€ (potraktowali Mruczka jak autobus, osobowy kosztuje 2€). WiFi niestety nie mam a w roamingu zdjęć wysyłać nie będę. Jutro Mruczek zostaje w porcie, a ja z dahonkiem na wyspę Kihu. Ma tylko 16 km kwadratowych, więc może dam radę ją objechać w kilka godzin.



Dzisiejsze fotki.

środa, 14 sierpnia 2013

Zimna Estonia

8:00 Otepaa
Lało cały wieczór, całą noc i chyba dalej będzie padać. Do tego wiatr i zimno, teraz na zewnątrz 12 stopni. Czyżby miał spaść śnieg ?


Po kolejnej herbacie ruszam, na początek Torva, z ruinami zamku a co dalej, jak zwykle okaże się po drodze.

15:00 Karksi-Nuia
W Torva poza ruinami zamku jest jeszcze kilka innych ciekawistek. Ruiny, jak ruiny, jak mówi Ewcik, kupa kamieni :) Zaraz obok zamku jest cudowne/święte źródełko. Próbowałem, w smaku takie sobie. Z dugiej strony zamku jest jaskinia calkiem spora, w opisie podają, że korytarz ma ok 200 m. Wszedłem tylko kawałek, wygląda to o niebo lepiej niż rozreklamowana jaskinia koło Siguldy. Pooglądałem też ruiny starego kościoła ok 2 km od Torvy.
Następna "kupa kamieni" to pałac z 1902 roku w Taagepera. Pałac zagospodarowany, park zadbany, ładne miejsce.
Studiując mapę zauważyłem, że miejscowość Karksi-Nuia jest w ramce, co znaczy, że warto dię tutaj zatrzymać. Na strzałkach informacyjnych w centrum doczytałem, że powinny tu być jakieś ruiny, ale nie znalazłem. Za to poszalałem, zaszedłem do jakiegoś lokalu na obiad. W środku dwie młode dziewczyny mówiące tylko po estońsku, a menu, też po estońsku, pisane ręcznie, kredą na tablicy. Zamówiłem COŚ za 3,20€ i było smaczne i się najadłem :)
Zaraz jadę do Viljandi (kolejne kamienie) i tam chcę nocować. A jutro na nocleg chcę wylądować w Munalaid.

23:00 Viljandi
Wyjeżdżając z Karkal trafiłem jednak za te ruiny zamku. Są ok 2 km od centrum, po drugiej stronie jeziora. Miejsce urokliwe i z przepięknym widokiem na jezioro.
Viljandi to miasto spore, trochę po nim pojeździłem nim trafiłem tam gdzie chciałem, czyli pod IT. Jest spory i darmowy parking. Jest też niespodziewany bonus, na części parkingu rozstawione są namioty (jutro zobaczę kto i co reklamuje) i całą noc pan z ochrony będzie ich pilnował. W tej chwili stoją tutaj dwa auta - Mruczek i samochód pana ochroniarza :)


Miasto wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie, po zaparkowaniu połaziłem trochę po części w okolicach ruin zamku. To miejsce ma coś w sobie, ma swój niepowtarzalny urok. Na sam zamek nie było wejścia, dzisiaj wieczorem był tam jakiś spektakl, nawet konie w nim brały udział.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Estonia

Rano, po śniadaniu, ruszyłem w stronę Estonii. Dawną granicę łatwo przegapić i gdyby nie duża tablica przy drodze z informacjami dla kierowców nie zauważyłbym jej.
Kilka km za granicą trafiłem na skansen z dużym parkingiem, WiFi i placem chyba pod camping. Zamontowane były trzy umywalki, była woda i nawet podciągnięty prąd - gniazdka przy umywalkach. Oczywiście skorzystałem z okazji, wyprowadziłem kota, dolałem 4 konewki wody do zbiornika. Po drodze do Voru skusiły mnie różne tablice i strzałki i na chwilę podjechałem do Rouge. Zawarłem tam znajomość z przesympatycznym jamnikiem, zobaczyłem pomnik macierzyństwa.
W Voru zaparkowałem koło IT, pod kościołem św. Katarzyny i na dahonku objeździłem miasto. Fajnie mają zrobioną plażę nad jeziorem, zupełnie jak nad morzem, deptak, park, molo. Warto tam zajechać będąc w pobliżu.


W sklepowej garmażerce kupiłem COŚ ciepłego, wielkości pyzy (klops ze śliwką w środku owinięty plastrem boczku). Za dwie sztuki zapłaciłem 2,06€ i z bułką i herbatą najadłem się.
Następny przystanek to estońskie Zakopane, ich zimowa stolica czyli Otepaa. Pod miastem jest duży ośrodek sportowy. Mimo, że to połowa sierpnia, pełno tutaj narciarzy, oczywiście na kółkach. Po południu rozpadało się i pada dalej. Przy takiej pogodzie nie ma sensu jechać dalej i nocuję tu, na parkingu.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Vidzeme czyli Śródziemie

Vidzeme, tak chyba prawidłowo powinienem nazywać ten region. Taka nazwa widnieje na wszystkich mapach, przewodnikach, jakie można dostać w tutejszych IT.
W nocy jakiś podpity tubylec koniecznie chciał ze mną porozmawiać. Pukał, stukał do kampera aż wreszcie odszedł do kolegów.
Rano pobrałem z IT koleją porcję map i w drogę. W najnowszych mapach wyczytałem, że po drodze mam starą, radziecką bazę rakiet atomowych koło Zeltini. Kiedyś super tajna, teraz informację o jej lokalizacji umieszcza się na turystycznych mapach. Jak bardzo i jak szybko zmienia się ten świat.


Następny punkt programu, to Aluksne, miasto położone nad ładym jeziorem, z wyspą, na której był kiedyś zamek. Zacząłem od obiadu w kafejnicy, solianka, schabowy z ziemniaczkami i surówką kosztowały dokładnie 2 łaty, czyli ok 12 zł. Później wyciągnąłem dahonka i na dwóch kółkach ruszyłem na zwiedzanie. Miasteczko niewielkie, ładnie zagospodarowana wyspa z ruinami zamku, nowe ulice będą, centrum właśnie rozkopane i drogowcy intensywnie pracują.
Narzekałem, że dawno nie widziałem innego kampera, dzisiaj widziałem kilka (granica z Estonią blisko) a najlepszy był kamper zrobiony z wozu strażackiego - jest na zdjęciach.
Ostatni punkt programu na dzisiaj, to Ape, małe miasteczko na granicy z Estonią, znane głównie z jaskiń wypłukanych przez rzekę, nazywanych jaskiniami czarownic.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Liwonia

Opuściłem dzisiaj Łatgalię i wjechałem do Liwonii. W nocy grzmiało, błyskało, wiało i lało, rano tylko ciemne chmury przetaczały się po niebie. Śniadanie i w drogę. Najpierw Balvi. Połaziłem, pooglądałem i dalej, do Stemerlena. Pałac z początku XX wieku w opłakanym stanie, park zadbany, a cerkiew kilka km dalej właśnie odremontowana, aż błyszczy. Po drugiej stronie jeziora sympatyczne biwakowisko a obok stacja kolejki wąskotorowej.
Kolejny punkt dzisiejszej trasy, to Gulbene. Byłem tu 16 lipca 2011, dzisiaj jestem po raz drugi. Miałem jechać dalej, ale wygodny parking po Urzędem Miasta z silnym sygnałem WiFi mnie skusił i tutaj chcę nocować. Policję mam zaraz obok :)

Przez te kilka dni na wschodzie Łotwy, czyli od wyjazdu z Wilna nie widziałem ani jednego kampera, ani jednej przyczepki. Ruch na drogach niewielki, w miasteczkach pusto. Jeziora, których jest tutaj równie dużo jak na Mazurach puste, bez motorówek, bez jachtów i żaglówek. Teren pofałdowany, więc wygląda to wszystko jak połączenie Bieszczad sprzed 50 lat i Mazur z bardzo dawnych czasów.
Porozumieć się można bez problemu. Co prawda napisy są po łotewsku, ale wszędzie słychać język rosyjski, nie ważne czy rozmawiają dzieci czy osoby starsze. Teren jeszcze mało znany, nie odkryty, a na pewno wart odwiedzin. Szczerze polecam.


Dzisiejsze fotki.