niedziela, 11 września 2011

Csokonyavisonta

Dzień w sumie mało ciekawy ale jakże miły. Rano najpierw małe pranko, później trochę moczenia się w termach, następnie śniadanie, krótki odpoczynek i woda, basen, termy, masaże . . . . . . .  :)
Przy dzisiejszej temperaturze (w cieniu było koło 35) zupełnie nie miałem ochoty na obiad, więc solidniejszy posiłek zjadłem dopiero koło 18.
Tak sobie dzisiaj policzyłem - w zeszłym roku, za rehabilitacje w Mielnie (zabiegi - 1/2 godziny masażu, 1/2 godziny gimnastyki indywidualnej i jakieś 10 min lasera) płaciłem ponad 100 zł dziennie. Tutaj - za nocleg i wstęp całodniowy na termy (ciepła, mocno zmineralizowana woda + różne wodne masaże w ilościach dowolnych) oraz solidny obiad z kieliszkiem dobrego rieslinga płacę niecałe 100 zł.
Rehabilitacja w kraju się po prostu nie opłaca.


Dzisiejsze fotki. Postój