8:00
Śmieszne mieli ceny na tym piwnym festynie. Poza jedzeniem na wagę, reszta po 50 Kc, kiełbaska, kanapka z serem, langos. Placek ziemniaczany jak zważyli, to też wyszło 50 koron. Czyli wczoraj za jedzenie zapłaciłem 150 Kc czyli około 25 zł. Tanio, jak za obiad i kolację i to na takiej imprezie :)
Małe piwa były od 15 do 23 (te najmocniejsze). Ja za swoje piwa zapłaciłem ok 53 Kc czyli jakieś 9 zł.
Słońce ładnie świeci, załogi sąsiednich kamperków jeszcze śpią, pewnie balowali na festynie do północy, jeśli nie dłużej. Właśnie jeden czeski kamper odjechał, ten stojący za mną, na końcu
Ja też się zbieram. Pierwszy planowany postój, na śniadanie, za ok 30 km, Rakovnik. Może tam w centrum upoluje internet.
Po śniadaniu Krivoklat, stary zamek i rezerwat wpisany na liste UNESCO.
14:00
Nie chiało mi się łazić prawie dwie godziny i zwiedzać wnętrz. Pewnie zamek jak zamek, a kilka już w środku widziałem. Zamiast tego odwiedziłem małe muzeum motorów Java. Moja stara Javka 20 też w nim jest, tylko że czerwona, a ja miałem zieloną.
Obiad pod zamkiem, gulasz z knedlikami i kofola.
19:00
Ach te czeskie górki. Z Krivoklat do Beroun niby niedaleko, 25 km ale najpierw 10 km podjazdu. Mruczek się wlecze na 2 a ja ze strachem obserwuję temperaturę. Wskazówka doszła do czerwonej kropki, na szczęście tuż przed szczytem.
Tak jak planowałem, parkuję na noc (do 7) w samym centrum, na Husovom namesti. Parking w niedzielę za darmo, na przeciwko hotel z restauracją i barem. Zamówiłem kawę po algiersku i dostałem hasło do ich WiFi :)
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 7 września 2014
sobota, 6 września 2014
Czechy
8:20
Doczytałem właśnie, że działa tutaj kamera internetowa i Mruczek był całą noc obserwowany :)

Na dzisiaj mam w planach Louny i Zatec, tam muzeum chmielarstwa.
Zatec 13:00
Trafilem na 57 już święto chmielu, DOCZESNA, jak sami piszą, Najvetsi slavnosti chmele v Evropske unii.
Centrum oczywiście zamknięte, gości najechało wielu, wiec mapa i GPS zrobiły się nieprzydatne. Pokręciłem się trochę w okolicach Nam. Svobody i stwierdziłem, że niech Mruczek szuka jakiegoś miejaca dla siebie.
No i znalazł, zaraz koło browaru, ślepa uliczka, a na niej już stojące trzy czeskie kamperki i jeden brytyjski. Porozmawiałem z czechami, będą tu nocować. Mówili też, że rok temu też tu stali. Czyli mogę, pierwsze piwo właśnie pije.
Ogólnodostępnego WiFi nie znalazłen, ale w kasynie dali mi hasło do swojego AP.
19:00
Zjadłem "tradycyjny" czeski placek ziemniaczany, smaczny, podobny trochę do litewkiego z makiem, tylko że ten bez maku, zjadłem kiełbaskę, bacove haluski, langosa tutaj jeść nie będę. Dla mnie to madziarskie a nie czeskie czy słowackie jedzenie.
Stare czeskie przysłowie mówi, że pierwsze i ostatnie piwo nigdy nie smakuje, dlatego właśnie pije trzecie (wszystkie małe i 11, więc spokojnie : ).
Na rynku coraz więcej ludzi, coraz weselej chociaż od 3 godzin straszy burzą, już nawet grzmiało, ale szczęśliwie nie pada.
Tutaj też jest kamera internetowa
Tak właśnie teraz to wszystko wygląda.
Dzisiejsze fotki.
Doczytałem właśnie, że działa tutaj kamera internetowa i Mruczek był całą noc obserwowany :)
Na dzisiaj mam w planach Louny i Zatec, tam muzeum chmielarstwa.
Zatec 13:00
Trafilem na 57 już święto chmielu, DOCZESNA, jak sami piszą, Najvetsi slavnosti chmele v Evropske unii.
Centrum oczywiście zamknięte, gości najechało wielu, wiec mapa i GPS zrobiły się nieprzydatne. Pokręciłem się trochę w okolicach Nam. Svobody i stwierdziłem, że niech Mruczek szuka jakiegoś miejaca dla siebie.
No i znalazł, zaraz koło browaru, ślepa uliczka, a na niej już stojące trzy czeskie kamperki i jeden brytyjski. Porozmawiałem z czechami, będą tu nocować. Mówili też, że rok temu też tu stali. Czyli mogę, pierwsze piwo właśnie pije.
Ogólnodostępnego WiFi nie znalazłen, ale w kasynie dali mi hasło do swojego AP.
19:00
Zjadłem "tradycyjny" czeski placek ziemniaczany, smaczny, podobny trochę do litewkiego z makiem, tylko że ten bez maku, zjadłem kiełbaskę, bacove haluski, langosa tutaj jeść nie będę. Dla mnie to madziarskie a nie czeskie czy słowackie jedzenie.
Stare czeskie przysłowie mówi, że pierwsze i ostatnie piwo nigdy nie smakuje, dlatego właśnie pije trzecie (wszystkie małe i 11, więc spokojnie : ).
Na rynku coraz więcej ludzi, coraz weselej chociaż od 3 godzin straszy burzą, już nawet grzmiało, ale szczęśliwie nie pada.
Tutaj też jest kamera internetowa
Dzisiejsze fotki.
piątek, 5 września 2014
Czechy
9:00
Dzisiaj od rana niebo bez chmur. Na sobotę już zapowiadają zachmurzenie a w niedzielę deszcze. I twierdzą, że to już definitywny koniec lata i ładnej pogody.
Dzisiaj się wybieram kamperem przez Vysoką Lipę do Czeskiej Kamenicy (tam jest jakiś zamek) i później do Decina, na obiad pod zamkiem (denne menu: zupe + drugie danie za mniej niż 100 Kc).
Co dalej, jeszcze nie wiem :)
17:00
Litomerzyce tak są opisywane przez czechów:
Miasto królewskie Litomierzyce (Litoměřice) u zbiegu Łaby i Ohrzy należy do najpiękniejszych w Republice Czeskiej. Rozległe centrum historyczne miasta liczy dziesiątki ulic i placów. Kolorowe gotyckie, barokowe i renesansowe budynki, położone bezpośrednio w centrum miasta, otoczonym w dużej części zachowanymi gotyckimi fortyfikacjami oczarują każdego. Magii Litomierzyc uległ nawet największy czeski poeta romantyczny Karel Hynek Mácha. Słynne wino z pobliskiej miejscowości o nazwie Velké Žernoseky z pewnością dodatkowo uprzyjemni spacer po mieście.
Dodam od siebie - w centrum duży plac, parking płatny od 8 do 17 (zapłaciłem dwa razy po 10 Kc i mogę stać do jutra), dookoła knajpki, kafejki, winiarnie i jest darmowe WiFi. Domy odmalowane, wylizane, zamek .... odbudowany. Trzeba raczej powiedzieć zbudowany od nowa. Na zdjęciach z 1971 roku widać, że była to smutna ruina, mizerne resztki ścian, nic więcej. Odbudowali i w środku są różne sale widowiskowe, na wykłady i prelekcje, jest winoteka itp. Nie wchodziłem do środka, bo co tam oglądać.
Nagle, po kilku dniach chłodu zrobiło się wręcz upalnie. Siedzę w cieniu, pod parasolem, przy kawie, w krótkich spodniach i jest mi gorąco. Pochodziłem chwilę po samym centrum, ale więcej nie dam rady. Pójdę jeszcze raz, już po zachodzie słońca, domy powinny być ładnie podświetlone.
Właśnie przed chwilą przy stoliku obok usiedli holendrzy, którzy stali obok mnie w Mezni Louka :)
21:45
Na tablicy informacyjnej dla turystów, zrobionej już w nowej, interaktywnej technologii znalazłem odnośniki do różnych filmików na YT. Na przykład taki:
Prochazka mestem Litomerice
albo taki
Vitame Vas w Litomericah
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj od rana niebo bez chmur. Na sobotę już zapowiadają zachmurzenie a w niedzielę deszcze. I twierdzą, że to już definitywny koniec lata i ładnej pogody.
Dzisiaj się wybieram kamperem przez Vysoką Lipę do Czeskiej Kamenicy (tam jest jakiś zamek) i później do Decina, na obiad pod zamkiem (denne menu: zupe + drugie danie za mniej niż 100 Kc).
Co dalej, jeszcze nie wiem :)
17:00
Litomerzyce tak są opisywane przez czechów:
Miasto królewskie Litomierzyce (Litoměřice) u zbiegu Łaby i Ohrzy należy do najpiękniejszych w Republice Czeskiej. Rozległe centrum historyczne miasta liczy dziesiątki ulic i placów. Kolorowe gotyckie, barokowe i renesansowe budynki, położone bezpośrednio w centrum miasta, otoczonym w dużej części zachowanymi gotyckimi fortyfikacjami oczarują każdego. Magii Litomierzyc uległ nawet największy czeski poeta romantyczny Karel Hynek Mácha. Słynne wino z pobliskiej miejscowości o nazwie Velké Žernoseky z pewnością dodatkowo uprzyjemni spacer po mieście.
Dodam od siebie - w centrum duży plac, parking płatny od 8 do 17 (zapłaciłem dwa razy po 10 Kc i mogę stać do jutra), dookoła knajpki, kafejki, winiarnie i jest darmowe WiFi. Domy odmalowane, wylizane, zamek .... odbudowany. Trzeba raczej powiedzieć zbudowany od nowa. Na zdjęciach z 1971 roku widać, że była to smutna ruina, mizerne resztki ścian, nic więcej. Odbudowali i w środku są różne sale widowiskowe, na wykłady i prelekcje, jest winoteka itp. Nie wchodziłem do środka, bo co tam oglądać.
Nagle, po kilku dniach chłodu zrobiło się wręcz upalnie. Siedzę w cieniu, pod parasolem, przy kawie, w krótkich spodniach i jest mi gorąco. Pochodziłem chwilę po samym centrum, ale więcej nie dam rady. Pójdę jeszcze raz, już po zachodzie słońca, domy powinny być ładnie podświetlone.
Właśnie przed chwilą przy stoliku obok usiedli holendrzy, którzy stali obok mnie w Mezni Louka :)
21:45
Na tablicy informacyjnej dla turystów, zrobionej już w nowej, interaktywnej technologii znalazłem odnośniki do różnych filmików na YT. Na przykład taki:
Prochazka mestem Litomerice
albo taki
Vitame Vas w Litomericah
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 4 września 2014
Pravcicka Brana
11:00
Pravcicka brana jest śliczna ale ładniejsze są skały dookoła. Jak to u czechów, na górze hotel, knajpa, piwo i jest nawet darmowy internet. Właśnie to piszę siedząc pod bramą.
Więcej zdjęć wyślę później.
Zdjęcia poszły.
18:00
Trasa śliczna. Dobrze, że wyszedłem tak wcześnie (zaraz po 8) i mogłem się sycić szumem lasu, śpiewem ptaków w samotności. Później już tłumy szły w obie strony. Trasa od strony Mezi Louky jest o wiele ciekawsza, dłuższa, ale za to podejście mniej strome. Szkoda tylko, że rano jeszcze były mgły, ale i tak wszystko było widac, a przecież nie można mieć wszystkiego.
Nie wiem, co dalej. Pierwotnie planowałem tutaj góra dwa dni, ale miejsce sympatyczne, pogoda się poprawiła i do niedzieli ma być ładnie i ciepło. Chyba jednak jutro pojadę dalej, już sobie wstępnie rozpisałem trasę na najbliższy tydzień.
Pravcicka brana jest śliczna ale ładniejsze są skały dookoła. Jak to u czechów, na górze hotel, knajpa, piwo i jest nawet darmowy internet. Właśnie to piszę siedząc pod bramą.
Więcej zdjęć wyślę później.
Zdjęcia poszły.
18:00
Trasa śliczna. Dobrze, że wyszedłem tak wcześnie (zaraz po 8) i mogłem się sycić szumem lasu, śpiewem ptaków w samotności. Później już tłumy szły w obie strony. Trasa od strony Mezi Louky jest o wiele ciekawsza, dłuższa, ale za to podejście mniej strome. Szkoda tylko, że rano jeszcze były mgły, ale i tak wszystko było widac, a przecież nie można mieć wszystkiego.
Nie wiem, co dalej. Pierwotnie planowałem tutaj góra dwa dni, ale miejsce sympatyczne, pogoda się poprawiła i do niedzieli ma być ładnie i ciepło. Chyba jednak jutro pojadę dalej, już sobie wstępnie rozpisałem trasę na najbliższy tydzień.
Dzisiejsze fotki.
środa, 3 września 2014
Decin
13:00
Rano zaczęła być widoczna zmiana pogody, chociaż chmury wisiały nisko, zaczepione o wierzchołki drzew. W czeskim radio też zapowiadali koniec deszczów. Wyprawa do skalnej bramy, czyli w miejsca widokowe przy takich chmurach jest bez sensu.
Ponieważ skończyły mi się korony z zeszłego roku, na campingu kartą nie zapłacę, w restauracji kartą od 300 koron (mięso z knedlikami i kofolą niecałe 200), i musiałem wczoraj płacić euro. W Hrensku nie na żadnego bankomatu, albo na granicy, albo Decin.
W Decinie jest UniCredit, więc wypłata bez prowizji, poza tym mają aquapark z wodą termalną. Korony pobrałem, sle z moczenia się nici, remont.
Zaparkowałem nad rzeką i na zamek. Byłem, zobaczyłem a teraz jem obiad (tzw menu, czyli za 90 Kc).
Na noc wracam do Mezni Louka, a jutro rano na skałki.
Dzisiejsze fotki.
Rano zaczęła być widoczna zmiana pogody, chociaż chmury wisiały nisko, zaczepione o wierzchołki drzew. W czeskim radio też zapowiadali koniec deszczów. Wyprawa do skalnej bramy, czyli w miejsca widokowe przy takich chmurach jest bez sensu.
Ponieważ skończyły mi się korony z zeszłego roku, na campingu kartą nie zapłacę, w restauracji kartą od 300 koron (mięso z knedlikami i kofolą niecałe 200), i musiałem wczoraj płacić euro. W Hrensku nie na żadnego bankomatu, albo na granicy, albo Decin.
W Decinie jest UniCredit, więc wypłata bez prowizji, poza tym mają aquapark z wodą termalną. Korony pobrałem, sle z moczenia się nici, remont.
Zaparkowałem nad rzeką i na zamek. Byłem, zobaczyłem a teraz jem obiad (tzw menu, czyli za 90 Kc).
Na noc wracam do Mezni Louka, a jutro rano na skałki.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 2 września 2014
Hrensko
12:00
Całą noc padało, pada od rana. Mimo to zebrałem się i wybrałem przełomy. Autobusem dojechałem do Mezni (za 11 Kc) i w drogę. Zejście ostre, nie dałbym chyba rady podejść. Pierwotnie planowałem dziki przełom, ale obawa przed wchodzeniem tyle pod górę zmieniła moje plany. Przy Meznim mostku skręciłem w prawo i "zaliczyłem" Cichy przełom. Miejsce na prawdę fantastyczne, a deszcz, mgła dodawały mu tajemniczości.
Siedzę w Hrensku, w knajpie z WiFi, zjadłem czesnaczkę, popiłem piwem i czekam na autobus do Mezni Louka, a deszcz cały czas pada.
Dzisiejsze fotki.
Całą noc padało, pada od rana. Mimo to zebrałem się i wybrałem przełomy. Autobusem dojechałem do Mezni (za 11 Kc) i w drogę. Zejście ostre, nie dałbym chyba rady podejść. Pierwotnie planowałem dziki przełom, ale obawa przed wchodzeniem tyle pod górę zmieniła moje plany. Przy Meznim mostku skręciłem w prawo i "zaliczyłem" Cichy przełom. Miejsce na prawdę fantastyczne, a deszcz, mgła dodawały mu tajemniczości.
Siedzę w Hrensku, w knajpie z WiFi, zjadłem czesnaczkę, popiłem piwem i czekam na autobus do Mezni Louka, a deszcz cały czas pada.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 1 września 2014
Saksonia
(pisane 31.08.2014, godz. 20:00)
Ciężko jest bez sieci .... :)
Połaziłem trochę po starówce, nawet przestało padać i słońce chwilami nieśmiało wyglądało zza chmur. Wiele budynków niedawno odnowionych, pomalowanych i wszysto wygląda uroczo.
Zaszalałem i w lodziarni zamówiłem "bananową fantazję" - porcja mnie pokonała, nie byłem w stanie wszystkiego zjeść. Za to mam kolację z głowy.
Żeby nie było za dobrze, to padła mi chyba karta pamieci w telefonie. Niby drobiazg, ale na niej miałem mapy off-line do locusa a co gorsza, na niej zapisywałem wszystkie zdjęcia. Szkoda :(
Na stellplatz'u w Bautzen tłum camperów, razem z Mruczkiem jest teraz 11 sztuk - jeden holenderski i dziewięć niemieckich.
6:00
Odpukać, nie pada, ale całe niebo zachmurzone. Mam nadzeję, że ten front sobie poszedł.
Po spokojnej nocy, na śniadanie przeniosłem się pod McD, tzn śniadanie w Mruczku, w McD wypije tylko kawę i może uda się ściągnąć utracone mapy.
11:00
Mała zmiana planów. Chciałem najpierw jechać na Basteje, ale chmury nisko, trochę kropi, bez sensu w taką pogodę, i tak niewiele byłoby widać. Podjechałem kilka km dalej, Bad Schandau. Zaparkowałem pod wieżą widokową, koło tutajszych term (15€ za 2 godz) i teraz siedzę w tramwaju.
Jedyna linia górska, 8 km długości. Bilet w obie strony kosztuje 8€ (w jedną kosztuje 5€) i mogę cały dzień jeździć w górę i w dół. Tramwaje odjeżdżają co pół godziny i pół godziny trwa jazda w jedną stronę.
Hi hi, na górze, przy wodospadzie, darmowe WiFi za samo podanie emaila :)
17:00
Rano nie dojechalem do Rathen, na prawy brzeg, to po południu zaatakowałem od lewej strony. W Googlu widać duży parking i tam planowałem nocleg. Niestety, kamper na parkingu nocować nie może, odsyłają na stellatz (czytałem wcześniej w sieci - postój, z prądem, za jedyne 15€). To na parkingu przy ostatnim przystanku tramwaju, parkowanie za całą dobę 4€ i nie ma zakazu dla kamperów. Napędzanie klientów jednemu człowiekowi.
Wkurzyłem się i pojechałem do Mezni Louka, już po czeskiej stronie. Tutaj śmiesznie, jest parking, na nim WC, za dzień postoju kampera 200 Kc, a na campingu, zaraz obok - 200 kamper, 70 dorosły (prąd drogo liczą, 140 Kc, czyli prawie 6€, więc się nie podłączyłem) ale mam porządne sanitariaty i umywalnię. Na razie pada, więc znowu siedzę w knajpie.
Oby jutro nie padało, bo są conajmniej dwie rzeczy warte zobaczenia: największa w Europie brama skalna (Pravicka brana) do której się idzie ścieżką Gabriela. W sumie około 3 godziny.
Drugie ciekawe miejsce to Dziki Przełom (Divoka souteska), którą częściowo pokonuje się łódką - w sumie niecałe dwie godziny.
Mruczek już odstawiony, więc mogę. Siedzę w knajpie, gdzie opócz piwa jest internet, powysyłałem już wczorajsze, zaległe zdjęcia.
Dzisiejsze fotki.
Ciężko jest bez sieci .... :)
Połaziłem trochę po starówce, nawet przestało padać i słońce chwilami nieśmiało wyglądało zza chmur. Wiele budynków niedawno odnowionych, pomalowanych i wszysto wygląda uroczo.
Zaszalałem i w lodziarni zamówiłem "bananową fantazję" - porcja mnie pokonała, nie byłem w stanie wszystkiego zjeść. Za to mam kolację z głowy.
Żeby nie było za dobrze, to padła mi chyba karta pamieci w telefonie. Niby drobiazg, ale na niej miałem mapy off-line do locusa a co gorsza, na niej zapisywałem wszystkie zdjęcia. Szkoda :(
Na stellplatz'u w Bautzen tłum camperów, razem z Mruczkiem jest teraz 11 sztuk - jeden holenderski i dziewięć niemieckich.
6:00
Odpukać, nie pada, ale całe niebo zachmurzone. Mam nadzeję, że ten front sobie poszedł.
Po spokojnej nocy, na śniadanie przeniosłem się pod McD, tzn śniadanie w Mruczku, w McD wypije tylko kawę i może uda się ściągnąć utracone mapy.
11:00
Mała zmiana planów. Chciałem najpierw jechać na Basteje, ale chmury nisko, trochę kropi, bez sensu w taką pogodę, i tak niewiele byłoby widać. Podjechałem kilka km dalej, Bad Schandau. Zaparkowałem pod wieżą widokową, koło tutajszych term (15€ za 2 godz) i teraz siedzę w tramwaju.
Jedyna linia górska, 8 km długości. Bilet w obie strony kosztuje 8€ (w jedną kosztuje 5€) i mogę cały dzień jeździć w górę i w dół. Tramwaje odjeżdżają co pół godziny i pół godziny trwa jazda w jedną stronę.
Hi hi, na górze, przy wodospadzie, darmowe WiFi za samo podanie emaila :)
17:00
Rano nie dojechalem do Rathen, na prawy brzeg, to po południu zaatakowałem od lewej strony. W Googlu widać duży parking i tam planowałem nocleg. Niestety, kamper na parkingu nocować nie może, odsyłają na stellatz (czytałem wcześniej w sieci - postój, z prądem, za jedyne 15€). To na parkingu przy ostatnim przystanku tramwaju, parkowanie za całą dobę 4€ i nie ma zakazu dla kamperów. Napędzanie klientów jednemu człowiekowi.
Wkurzyłem się i pojechałem do Mezni Louka, już po czeskiej stronie. Tutaj śmiesznie, jest parking, na nim WC, za dzień postoju kampera 200 Kc, a na campingu, zaraz obok - 200 kamper, 70 dorosły (prąd drogo liczą, 140 Kc, czyli prawie 6€, więc się nie podłączyłem) ale mam porządne sanitariaty i umywalnię. Na razie pada, więc znowu siedzę w knajpie.
Oby jutro nie padało, bo są conajmniej dwie rzeczy warte zobaczenia: największa w Europie brama skalna (Pravicka brana) do której się idzie ścieżką Gabriela. W sumie około 3 godziny.
Drugie ciekawe miejsce to Dziki Przełom (Divoka souteska), którą częściowo pokonuje się łódką - w sumie niecałe dwie godziny.
Mruczek już odstawiony, więc mogę. Siedzę w knajpie, gdzie opócz piwa jest internet, powysyłałem już wczorajsze, zaległe zdjęcia.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 31 sierpnia 2014
Niemcy
10:00
Rano nawet świeciło słońce, teraz niebo się zaciągnęło i pada. Prognozy mówią, że tak ma być cały dzień. Mam nadzieję, że jutro się trochę poprawi, bo chodzenie po górach, nawet tych niskich, w deszczu nie należy do przyjemności.
Dzisiaj w planie niewielki odcinek, zaledwie 50 km do Budziszyna, więc nie mam powodów by się śpieszyć.
Tutejszy jarmark inny, niż ten trójmiejski, czuć więcej luzu, spokoju, nastroju relaksu i zabawy. Gdyby jeszcze nie ten gotycki alfabet i język niemiecki ... :)
Świetnie się spisywał googlowy tłumacz (wersja off line, ściągnąłem wcześniej słownik niemiecki), więc mogłem rozszyfrować np jakie wina sprzedają :)
14:00
Rozpadało się na dobre. Dojechałem do Budziszyna, zaparkowałem koło starówki (niedziela, więc i pusto i za darmo). Trochę pochodziłem, ale zaczęło równo lać. Szukałem McD, okazało się, że przeniósł się 3 km na wschód.
W McD dają 2 godziny darmowego internetu, ale na zewnątrz jest za słaby sygnał. W centrum miasta też dają 2 godziny, ale tam nie udało mi się wysłać ani jednego zdjęcia.
Dawno temu o krajach tzw demokracji ludowej mówiło się, że to niby ten sam obóz, ale polski barak jest najweselszy. Mam wrażenie, że to nadal jest aktualne. Darmowe WiFi w McD, ale muszę podać swój nr telefonu, bo SMSem dostanę kod dostępu. W Czechach, na Słowacji, u Madziarów mogę kupić kartę SIM prepaid, ale żeby z niej skorzystać, muszę się zarejestrować, podać swoje dane osobowe. U nas ciągle jest weselej.
Dzisiejsze zdjęcia idą (co chwile komunikat "błąd serwera" - czyżby cenzor oglądał każde zdjęcie ?).
Rano nawet świeciło słońce, teraz niebo się zaciągnęło i pada. Prognozy mówią, że tak ma być cały dzień. Mam nadzieję, że jutro się trochę poprawi, bo chodzenie po górach, nawet tych niskich, w deszczu nie należy do przyjemności.
Dzisiaj w planie niewielki odcinek, zaledwie 50 km do Budziszyna, więc nie mam powodów by się śpieszyć.
Tutejszy jarmark inny, niż ten trójmiejski, czuć więcej luzu, spokoju, nastroju relaksu i zabawy. Gdyby jeszcze nie ten gotycki alfabet i język niemiecki ... :)
Świetnie się spisywał googlowy tłumacz (wersja off line, ściągnąłem wcześniej słownik niemiecki), więc mogłem rozszyfrować np jakie wina sprzedają :)
14:00
Rozpadało się na dobre. Dojechałem do Budziszyna, zaparkowałem koło starówki (niedziela, więc i pusto i za darmo). Trochę pochodziłem, ale zaczęło równo lać. Szukałem McD, okazało się, że przeniósł się 3 km na wschód.
W McD dają 2 godziny darmowego internetu, ale na zewnątrz jest za słaby sygnał. W centrum miasta też dają 2 godziny, ale tam nie udało mi się wysłać ani jednego zdjęcia.
Dawno temu o krajach tzw demokracji ludowej mówiło się, że to niby ten sam obóz, ale polski barak jest najweselszy. Mam wrażenie, że to nadal jest aktualne. Darmowe WiFi w McD, ale muszę podać swój nr telefonu, bo SMSem dostanę kod dostępu. W Czechach, na Słowacji, u Madziarów mogę kupić kartę SIM prepaid, ale żeby z niej skorzystać, muszę się zarejestrować, podać swoje dane osobowe. U nas ciągle jest weselej.
Dzisiejsze zdjęcia idą (co chwile komunikat "błąd serwera" - czyżby cenzor oglądał każde zdjęcie ?).
sobota, 30 sierpnia 2014
Niemcy
9:00
Wyjechałem koło 8, droga pusta, jedzie się spokojnie.
11:00
Dotarłem do Zgorzelca. Przez chwilę trochę kropiło, ale szczęśliwie przestało. Herbatka i zaraz idę na zwiedzanie miasta.
13:00
Myślałem, że w Zgorzelcu posiedzę góra godzinę i pojadę dalej, a tu Jakuby, czyli jarmark, święto, występy itp.
Miejscowi twierdzą, że najlepsze rzeczy dzieją się po niemieckiej stronie, zaparkowałem więc w Polsce, niedaleko mostu Staromiejskiego (po nim ma iść parada kostiumowa) i przed 14 pójdę na rynek.
19:00
Chmury przeszły, przestało padać, coraz więcej ludzi ściąga na teren jarmarku. W kilku miejscach sprzedaja wina z różnych owoców (wiśnia, tarnina, czarny bez, jabłko, banan itp). Wypiłem 100 ml wina wiśniowego, od razu mam inny nastrój i wiem, że zostaję w Zgorzelcu do jutra :)
Wyjechałem koło 8, droga pusta, jedzie się spokojnie.
11:00
Dotarłem do Zgorzelca. Przez chwilę trochę kropiło, ale szczęśliwie przestało. Herbatka i zaraz idę na zwiedzanie miasta.
13:00
Myślałem, że w Zgorzelcu posiedzę góra godzinę i pojadę dalej, a tu Jakuby, czyli jarmark, święto, występy itp.
Miejscowi twierdzą, że najlepsze rzeczy dzieją się po niemieckiej stronie, zaparkowałem więc w Polsce, niedaleko mostu Staromiejskiego (po nim ma iść parada kostiumowa) i przed 14 pójdę na rynek.
19:00
Chmury przeszły, przestało padać, coraz więcej ludzi ściąga na teren jarmarku. W kilku miejscach sprzedaja wina z różnych owoców (wiśnia, tarnina, czarny bez, jabłko, banan itp). Wypiłem 100 ml wina wiśniowego, od razu mam inny nastrój i wiem, że zostaję w Zgorzelcu do jutra :)
piątek, 29 sierpnia 2014
Wrocław
7:30
Sezon grzewczy w Mruczku rozpoczęty. Na dzisiaj zapowiadają ok 24 stopni, ale nad ranem zmarzłem i musiałem włączyć ogrzewanie, na dworze było 8, 9 stopni.
Dzisiaj w planie mam spokojnie pokręcić się trochę po mieście, a jutro dalej w trasę - kierunek Zgorzelec, Budziszyn (tam planuję nocleg na darmowym stellplatz'u). Później Szwajcaria Sasko-Czeska. Z siecią pewnie będzie problem, zwłaszcza u niemców, więc wyślę tylko tekst, zdjęcia doślę później, jak będzie WiFi.
13:30
Kiedyś to była Hala Ludowa a w niej kino Gigant. Teraz się nazywa Hala Stulecia, jest wpisana na listę UNESCO, i ma swoje własne muzeum, czyli centrum poznawcze.
Bilet kosztuje od 12 zł wzwyż, ale dzisiaj już się szykują do niedzielnych zawodów, cześć komputerów padła i niektórych eksponatów multimedialnych nie ma. Wydębiłem jeszcze dla siebie zniżkę emerycką i zapłaciłem zaledwie 4,50.
Pooglądalem wystawę, pooglądałem filmy o budowie hali, o Wystawie Ziem Odzyskanych, o budowie iglicy. Można też było wejść na trybuny i obejrzeć halę od środka.
21:30
Coś jest nie tak z wrocławskim rowerem miejskim.
Elektrozamki nie działają, rowery przypinane łańcuchami. Niby drobiazg, ale wczoraj dwa razy nie udało mi się roweru odpiąć.
Sporo rowerów uszkodzonych, porozwalane siodełka, przeskakująca przerzutka.
Skanuje qrkod roweru, nr jest rozpoznawany ale mam komunikat, że tego roweru nie mogę wypożyczyć. Inny rower - nie można rozpoznać qrkodu, chociaż nalepka nie jest uszkodzona. Na stacji są 4 rowery i żadnego nie można wypożyczyć, bo na wielu stacjach wypożyczenie tylko telefonem.
Dzisiejsze fotki.
Sezon grzewczy w Mruczku rozpoczęty. Na dzisiaj zapowiadają ok 24 stopni, ale nad ranem zmarzłem i musiałem włączyć ogrzewanie, na dworze było 8, 9 stopni.
Dzisiaj w planie mam spokojnie pokręcić się trochę po mieście, a jutro dalej w trasę - kierunek Zgorzelec, Budziszyn (tam planuję nocleg na darmowym stellplatz'u). Później Szwajcaria Sasko-Czeska. Z siecią pewnie będzie problem, zwłaszcza u niemców, więc wyślę tylko tekst, zdjęcia doślę później, jak będzie WiFi.
13:30
Kiedyś to była Hala Ludowa a w niej kino Gigant. Teraz się nazywa Hala Stulecia, jest wpisana na listę UNESCO, i ma swoje własne muzeum, czyli centrum poznawcze.
Bilet kosztuje od 12 zł wzwyż, ale dzisiaj już się szykują do niedzielnych zawodów, cześć komputerów padła i niektórych eksponatów multimedialnych nie ma. Wydębiłem jeszcze dla siebie zniżkę emerycką i zapłaciłem zaledwie 4,50.
Pooglądalem wystawę, pooglądałem filmy o budowie hali, o Wystawie Ziem Odzyskanych, o budowie iglicy. Można też było wejść na trybuny i obejrzeć halę od środka.
21:30
Coś jest nie tak z wrocławskim rowerem miejskim.
Elektrozamki nie działają, rowery przypinane łańcuchami. Niby drobiazg, ale wczoraj dwa razy nie udało mi się roweru odpiąć.
Sporo rowerów uszkodzonych, porozwalane siodełka, przeskakująca przerzutka.
Skanuje qrkod roweru, nr jest rozpoznawany ale mam komunikat, że tego roweru nie mogę wypożyczyć. Inny rower - nie można rozpoznać qrkodu, chociaż nalepka nie jest uszkodzona. Na stacji są 4 rowery i żadnego nie można wypożyczyć, bo na wielu stacjach wypożyczenie tylko telefonem.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 28 sierpnia 2014
Wrocław
20:30
Jak za dawnych czasów, w 11 godzin (od 8 do 19) zrobiłem prawie 600 km. Po drodze godzinna przerwa na spotkanie z Jarkiem i pół godziny na obiad.
Później napiszę troche więcej, teraz jade na rynek.
21:30
Zmienia się Wrocław, zmienia. Na Liskego wycieli tę dużą wierzbę płaczącą na rogu z Sopocką.
Na placu koło IX LO wybudowali hotel.
Oławska zastawiona ogródkami i parasolami, w okolicach rynku coraz mniej sklepów, coraz więcej knajpek.
Dzisiejsze fotki.
Jak za dawnych czasów, w 11 godzin (od 8 do 19) zrobiłem prawie 600 km. Po drodze godzinna przerwa na spotkanie z Jarkiem i pół godziny na obiad.
Później napiszę troche więcej, teraz jade na rynek.
21:30
Zmienia się Wrocław, zmienia. Na Liskego wycieli tę dużą wierzbę płaczącą na rogu z Sopocką.
Na placu koło IX LO wybudowali hotel.
Oławska zastawiona ogródkami i parasolami, w okolicach rynku coraz mniej sklepów, coraz więcej knajpek.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 15 sierpnia 2014
Jeszcze w zielone gramy ...
Znalazłem dzisiaj na YT nagranie z finału Gali 25-lecia Teatru Atelier w Sopocie, 10 sierpnia 2014, czyli tego koncertu na którym byłem ostatniego dnia w Sopocie.Widać w jakim wesołym i przyjacielskim nastroju odbywał się cały, trzygodzinny koncert.
Fragment tekstu z tej piosenki, który podbudował moja psychikę:
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra, a oliwa sprawiedliwa
Fragment tekstu z tej piosenki, który podbudował moja psychikę:
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra, a oliwa sprawiedliwa
wtorek, 12 sierpnia 2014
Krótkie podsumowanie (finansowe)
Czas trochę pomarudzić o pieniądzach :)
1. W Trójmieście spędziłem 24 noce. Za noclegi na campingach zapłaciłem 480 zł, czyli średnio za noc wychodzi 20 zł. Całkiem nieźle, jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę, że większość czasu spędziłem w odległości ok 100 m od brzegu morza. Za paliwo zapłaciłem ok 500 zł czyli całkowity koszt wyniósł ok tysiąca złotych (jedzenia nie liczę, bo jeść trzeba wszędzie).
2. Codziennie na placu przed molem w Sopocie oglądałem dziewczynę na wózku, w wieku mniej więcej takim jak Kacper. W ciągu dnia pod akompaniament z płyty typu karaoke śpiewała, a wieczorem, wraz z innym człowiekiem sprzedawała różne świecące gadżety. Pisze o niej bo jest ewidentnie niepełnosprawna. Było też wielu innych młodych ludzi: grających na różnych instrumentach, śpiewających, tańczących, robiących różne pokazy - wszyscy w wieku ok 20 -25 lat. Spędzali miło wakacje nad morzem i równocześnie zarabiali.
A Kacper ? No cóż, woli korzystać z komornika, bo "jemu się należy", bo potrzebuje nowa deskorolkę.
3. Pisałem wcześniej o cenach ryb w Trójmieście. Dzisiaj zauważyłem, że tuszki flądry najtańsze są w Carrefour w Białymstoku - zapłaciłem za nie 3,99 za kilogram :) W sklepie za oknem wędzona makrela też jest tańsza niż nad morzem.
Jak śpiewał Niemen - dziwny jest ten świat.
1. W Trójmieście spędziłem 24 noce. Za noclegi na campingach zapłaciłem 480 zł, czyli średnio za noc wychodzi 20 zł. Całkiem nieźle, jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę, że większość czasu spędziłem w odległości ok 100 m od brzegu morza. Za paliwo zapłaciłem ok 500 zł czyli całkowity koszt wyniósł ok tysiąca złotych (jedzenia nie liczę, bo jeść trzeba wszędzie).
2. Codziennie na placu przed molem w Sopocie oglądałem dziewczynę na wózku, w wieku mniej więcej takim jak Kacper. W ciągu dnia pod akompaniament z płyty typu karaoke śpiewała, a wieczorem, wraz z innym człowiekiem sprzedawała różne świecące gadżety. Pisze o niej bo jest ewidentnie niepełnosprawna. Było też wielu innych młodych ludzi: grających na różnych instrumentach, śpiewających, tańczących, robiących różne pokazy - wszyscy w wieku ok 20 -25 lat. Spędzali miło wakacje nad morzem i równocześnie zarabiali.
A Kacper ? No cóż, woli korzystać z komornika, bo "jemu się należy", bo potrzebuje nowa deskorolkę.
3. Pisałem wcześniej o cenach ryb w Trójmieście. Dzisiaj zauważyłem, że tuszki flądry najtańsze są w Carrefour w Białymstoku - zapłaciłem za nie 3,99 za kilogram :) W sklepie za oknem wędzona makrela też jest tańsza niż nad morzem.
Jak śpiewał Niemen - dziwny jest ten świat.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Powrót
O wczorajszym koncercie powiem tylko - wspaniały. Nieżyjący już Zygmunt Kałużyński (znany krytyk filmowy i felietonista) twierdził, że film ocenia się tyłkiem. Jeśli widz zaczyna się w czasie seansu wiercić, kręcić, krzesło zaczyna mu przeszkadzać, to znaczy ze film był do ...... niczego :) Na wczorajszym koncercie trzy godziny stałem na plaży na piasku i nawet nie zauważyłem że to tak długo trwało.
Obudziłem się dzisiaj rano, przed 6, popatrzyłem na chmury na niebie, obejrzałem zdjęcia satelitarne i stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć jeszcze kilka godzin w Sopocie, więc się szybko spakowałem i ruszyłem drogę. Cały czas w upale, front burzowy miałem za plecami, więc bez zbędnych postojów dojechałem do Białegostoku.
Teraz kilka dni przerwy, może po niedzieli ruszę znowu.
Dzisiejsze fotki.
Obudziłem się dzisiaj rano, przed 6, popatrzyłem na chmury na niebie, obejrzałem zdjęcia satelitarne i stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć jeszcze kilka godzin w Sopocie, więc się szybko spakowałem i ruszyłem drogę. Cały czas w upale, front burzowy miałem za plecami, więc bez zbędnych postojów dojechałem do Białegostoku.
Teraz kilka dni przerwy, może po niedzieli ruszę znowu.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 10 sierpnia 2014
Niedziela w Sopocie
10:00
Wczoraj wieczorem chciałem jeszcze pojechać w okolice mola, stawiali tam jakieś estrady i pewnie coś się działo, ale zabrakło sił i chmury się zbierały, więc sobie odpuściłem. Wypiłem jeszcze Radlera (słabe piwo z grapefruitem i limonką) i jak przewidywałem - padłem i przespałem do rana.
W nocy padało, widać ślady deszczu ale od rana ładne słońce. Teraz zaczyna przypiekać, chyba jednak będzie jeszcze jakaś burza.
Pierwotnie planowałem, że dzisiaj pod wieczór pojadę do Buczyńca (darmowy camping koło śluzy) i w poniedziałek rano do Białego, ale dzisiaj niedziela i pewnie drogi będą zapchane, więc chyba ruszę jutro. Apelacja musi być złożona do 15, więc jeszcze zdążę podpisać papiery pani mecenas.
Na razie siedzę na Monciaku, popijam kawę i oglądam miejscowe koty lawirujące między turystami :)
14:30
Podjechałem w górę Sopotu, w stronę Opery Leśnej, chciałem zobaczyć Morskie Oko. Jeziorko jak jeziorko, za to karczma góralska ... robi wrażenie. Jak na nadmorskie miasto, dwie karczmy góralskie (druga w Kamiennym Potoku, przy plaży) to chyba przesada.
Do samej opery już mi się nie chciało iść (znowu pod górę), zjechałem na dół, a tam na plaży mistrzostwa rugby. Posiedziałem, pooglądałem i przy okazji dowiedziałem się, że wieczorem, na trójkowej plaży będzie koncert z okazji 25-lecia teatru im A. Osieckiej. To już wiem, co będę robił wieczorem.
Obiadek w barze mlecznym w Jelitkowie, chłodnik, duszona młoda kapusta z ziemniakami - całe 11 zł.
Wczoraj wieczorem chciałem jeszcze pojechać w okolice mola, stawiali tam jakieś estrady i pewnie coś się działo, ale zabrakło sił i chmury się zbierały, więc sobie odpuściłem. Wypiłem jeszcze Radlera (słabe piwo z grapefruitem i limonką) i jak przewidywałem - padłem i przespałem do rana.
W nocy padało, widać ślady deszczu ale od rana ładne słońce. Teraz zaczyna przypiekać, chyba jednak będzie jeszcze jakaś burza.
Pierwotnie planowałem, że dzisiaj pod wieczór pojadę do Buczyńca (darmowy camping koło śluzy) i w poniedziałek rano do Białego, ale dzisiaj niedziela i pewnie drogi będą zapchane, więc chyba ruszę jutro. Apelacja musi być złożona do 15, więc jeszcze zdążę podpisać papiery pani mecenas.
Na razie siedzę na Monciaku, popijam kawę i oglądam miejscowe koty lawirujące między turystami :)
14:30
Podjechałem w górę Sopotu, w stronę Opery Leśnej, chciałem zobaczyć Morskie Oko. Jeziorko jak jeziorko, za to karczma góralska ... robi wrażenie. Jak na nadmorskie miasto, dwie karczmy góralskie (druga w Kamiennym Potoku, przy plaży) to chyba przesada.
Do samej opery już mi się nie chciało iść (znowu pod górę), zjechałem na dół, a tam na plaży mistrzostwa rugby. Posiedziałem, pooglądałem i przy okazji dowiedziałem się, że wieczorem, na trójkowej plaży będzie koncert z okazji 25-lecia teatru im A. Osieckiej. To już wiem, co będę robił wieczorem.
Obiadek w barze mlecznym w Jelitkowie, chłodnik, duszona młoda kapusta z ziemniakami - całe 11 zł.
sobota, 9 sierpnia 2014
Półwysep Helski
10:00
W zeszłym roku przejechałem na rowerze odcinek z Helu do Jastarni, teraz chce uzupełnić trasę. Kupiłem bilet do Juraty i czekam na dworcu na pociąg. Wczoraj wieczorem dopadła mnie straszna chandra, że doszedłem do wniosku, że najlepiej się zmęczyć, może wtedy będę mniej myślał.
17:00
I już wracam. Zacząłem od Juraty, pokręciłem się po molo. Szukałem przy deptaku knajpy w której jadłem w zeszłym roku, ale nie znalazłem i pojechałem do Jastarni. Tutaj skusiłem się na zestaw dnia - spora porcja smażonego dorsza + frytki + surówka - za 16,50. Nawet się najadłem i w drogę.
Od Jastarni do samego Władysławowa droga bardzo ładna, polbruk ale równo położony i spokojnie się jedzie. Między Juratą a Jastarnią, jak rok temu, stare betonowe płyty miejscami bardzo zwichrowane.
W sumie przejechałem ponad 30 km w prawie 30 stopniowym upale - calkiem nieźle :)
W zeszłym roku przejechałem na rowerze odcinek z Helu do Jastarni, teraz chce uzupełnić trasę. Kupiłem bilet do Juraty i czekam na dworcu na pociąg. Wczoraj wieczorem dopadła mnie straszna chandra, że doszedłem do wniosku, że najlepiej się zmęczyć, może wtedy będę mniej myślał.
17:00
I już wracam. Zacząłem od Juraty, pokręciłem się po molo. Szukałem przy deptaku knajpy w której jadłem w zeszłym roku, ale nie znalazłem i pojechałem do Jastarni. Tutaj skusiłem się na zestaw dnia - spora porcja smażonego dorsza + frytki + surówka - za 16,50. Nawet się najadłem i w drogę.
Od Jastarni do samego Władysławowa droga bardzo ładna, polbruk ale równo położony i spokojnie się jedzie. Między Juratą a Jastarnią, jak rok temu, stare betonowe płyty miejscami bardzo zwichrowane.
W sumie przejechałem ponad 30 km w prawie 30 stopniowym upale - calkiem nieźle :)
piątek, 8 sierpnia 2014
Trójka w Sopocie
10:30
Dzisiaj dzień odpoczynku od słońca, od upału. Zapowiadają nawet przelotne deszcze, ale na razie nie pada.
Od rana Trójka nadaje z Sopotu. Kibiców, obserwatorów niewiele, myślałem, że będzia nas o wiele więcej, ale pewnie pojawią się wieczorem, na LP3 nadawanej z plaży.
Zaskoczyły mnie wczoraj ceny. Na przykład śliwki, w Gdyni, na hali targowej, gdzie teoretycznie powinno być taniej, kosztowały po 6 i więcej. W Sopocie, w sklepach w centrum są po 5 a czasami i po 4 zł. Podobnie z pomidorami.
Gofry, bez dodatków, w Gdyni po 3,50, w Gdańsku po 4 a w Sopocie, na Monciaku są po 3 zł. Ciekawostka.
Odbijają sobie za to na rybach. Kilogram tuszki flądry w sklepie kosztuje 6 zł. Sto gram smażonej flądry najtaniej widziałem w Gdańsku Brzeźnie, za 4 zł. W Sopocie są po 6 a nawet i po 7,80 (przy porcie rybackim, więc pewnie z własnych połowów). Niezła przebitka, ponad 8 krotna.
Dzisiaj dzień odpoczynku od słońca, od upału. Zapowiadają nawet przelotne deszcze, ale na razie nie pada.
Od rana Trójka nadaje z Sopotu. Kibiców, obserwatorów niewiele, myślałem, że będzia nas o wiele więcej, ale pewnie pojawią się wieczorem, na LP3 nadawanej z plaży.
Zaskoczyły mnie wczoraj ceny. Na przykład śliwki, w Gdyni, na hali targowej, gdzie teoretycznie powinno być taniej, kosztowały po 6 i więcej. W Sopocie, w sklepach w centrum są po 5 a czasami i po 4 zł. Podobnie z pomidorami.
Gofry, bez dodatków, w Gdyni po 3,50, w Gdańsku po 4 a w Sopocie, na Monciaku są po 3 zł. Ciekawostka.
Odbijają sobie za to na rybach. Kilogram tuszki flądry w sklepie kosztuje 6 zł. Sto gram smażonej flądry najtaniej widziałem w Gdańsku Brzeźnie, za 4 zł. W Sopocie są po 6 a nawet i po 7,80 (przy porcie rybackim, więc pewnie z własnych połowów). Niezła przebitka, ponad 8 krotna.
czwartek, 7 sierpnia 2014
Gdynia
15:30
Dzisiaj znowu mnie trochę ambicja poniosła, ale tak to jest gdy myśli się o czymś zupełnie innym, a nogi kręcą i kręcą pedałami.
Najpierw przy plaży przez cały Sopot, aż do Łazienek Północnych. Później w dość gęstym parku/lesie koło Kamiennego Potoku. Ładna i szeroka trasa, cały czas w cieniu, pod drzewami, ale frajda się kończy tam, gdzie kończy się Sopot. W Gdyni, prawie do samego mola w Orłowie trzeba ciagnąć rower po plaży, po piasku. Tylko pod sam koniec jest lepiej.
Pochodziłem po molo w Orłowie i dalej, już ulicami pojechałem w stronę centrum Gdyni. Przy wzgórzu św. Maksymiliana odbiłem w prawo, na nadmorski deptak.
Najpierw zjadlem smażonego dorsza z surówka - pychota. Później skusił mnie chłodnik z arbuzem. Warto było: gęsty jogurt, sporo czosnku, koperek, drobno pokrojony ogórek i arbuz. Takie pyszności serwują na pl Kaszubskim w Gdyni.
Do Sopotu wróciłem juź SKM, bo po drodze zrobiłem małe zakupy na gdyńskiej hali targowej.
19:00
Siedzę przed Krzywym Domkiem, popijam kawę i przypomina mi się dzieciństwo. Wtedy plagą wszystkich miejsc wczasowych byli żebracy (głównie cygańskie dzieciaki). W poprzednich latach jakoś ich tutaj nie widziałem, a w tym roku i w Sopocie i w Gdańsku ciągle zaczepiają. Głównie młodociani cyganie - zdrowi i o kulach, ale są i inni: kilku na wózkach zbiera na lekarstwa, na rodzinę, na wózek sportowy do wyścigów. Są nieuleczalnie chorzy, którym zostało 3 czy 5 lat życia.
Dzisiaj znowu mnie trochę ambicja poniosła, ale tak to jest gdy myśli się o czymś zupełnie innym, a nogi kręcą i kręcą pedałami.
Najpierw przy plaży przez cały Sopot, aż do Łazienek Północnych. Później w dość gęstym parku/lesie koło Kamiennego Potoku. Ładna i szeroka trasa, cały czas w cieniu, pod drzewami, ale frajda się kończy tam, gdzie kończy się Sopot. W Gdyni, prawie do samego mola w Orłowie trzeba ciagnąć rower po plaży, po piasku. Tylko pod sam koniec jest lepiej.
Pochodziłem po molo w Orłowie i dalej, już ulicami pojechałem w stronę centrum Gdyni. Przy wzgórzu św. Maksymiliana odbiłem w prawo, na nadmorski deptak.
Najpierw zjadlem smażonego dorsza z surówka - pychota. Później skusił mnie chłodnik z arbuzem. Warto było: gęsty jogurt, sporo czosnku, koperek, drobno pokrojony ogórek i arbuz. Takie pyszności serwują na pl Kaszubskim w Gdyni.
Do Sopotu wróciłem juź SKM, bo po drodze zrobiłem małe zakupy na gdyńskiej hali targowej.
19:00
Siedzę przed Krzywym Domkiem, popijam kawę i przypomina mi się dzieciństwo. Wtedy plagą wszystkich miejsc wczasowych byli żebracy (głównie cygańskie dzieciaki). W poprzednich latach jakoś ich tutaj nie widziałem, a w tym roku i w Sopocie i w Gdańsku ciągle zaczepiają. Głównie młodociani cyganie - zdrowi i o kulach, ale są i inni: kilku na wózkach zbiera na lekarstwa, na rodzinę, na wózek sportowy do wyścigów. Są nieuleczalnie chorzy, którym zostało 3 czy 5 lat życia.
środa, 6 sierpnia 2014
Sopot
12:00
Rano było pochmurno, wyglądało jakby miało padać cały dzień. Podjechałem do centrum Sopotu i tam trochę się pokręciłem po małych, malowniczych uliczkach.
Chmury zaczęły się rozchodzić, słońce przygrzewało i postanowiłem pojechać w drugą stronę, przez Jelitkowo i Brzeźno do Nowego Portu.
Teraz siedzę w Brzeźnie, w Zagrodzie Rybackiej i czekam na smażoną flądrę.
Rano było pochmurno, wyglądało jakby miało padać cały dzień. Podjechałem do centrum Sopotu i tam trochę się pokręciłem po małych, malowniczych uliczkach.
Chmury zaczęły się rozchodzić, słońce przygrzewało i postanowiłem pojechać w drugą stronę, przez Jelitkowo i Brzeźno do Nowego Portu.
Teraz siedzę w Brzeźnie, w Zagrodzie Rybackiej i czekam na smażoną flądrę.
wtorek, 5 sierpnia 2014
I znowu Sopot
13:00
I znowu jestem w Sopocie. Stogi są fajne, czyste sanitariaty, dobry barek, dużo kotów, aku można doładować itp. Jest jednak jeden minus, jak dla mnie - jakieś wredne komarzyce, na które jestem uczulony, każde ukąszenie daje czerwony placek o kilku cm średnicy, swędzący kilka dni.
W Sopocie stanąłem na sprawdzonym miejscu, koło hotelu Mera i pewnie posiedzę do niedzieli. Dwunastego powinienem być w Białymstoku.
15:00
Wygląda na to, że to publikowanie programem Blogit robi taki bałagan. Ściągnałem teraz Bloggera, zobaczymy, czy naprawi.
19:45
Jedna burza nad Trójmiastem przeszła, kilka ulic zamieniło się w potoki, kilka piwnic zalało. Teraz chwila spokoju, chciaż zapowiadają następną w nocy, nawet z gradem.
Korzystam z tej przerwy między burzami, łażę po plaży i co chwila zapisuję kolejne "złote myśli", czyli zdania do wykorzystania w następnych pismach sądowych. Pociesza mnie myśl, że jeśli nawet Berlusconiego sąd apelacyjny uniewinnił, to i ja mam szanse na rozsądne postanowienie w 2 instancji.
Poza tym, powtarzając za klasykiem, "mam jeszcze dwa granaty w świątecznym ubraniu". Chociaż nie, jeden już został odbezpieczony i rzucony, drugi przygotuję po powrocie :)
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Stogi
13:30
Dzisiaj od rana chmury na niebie, czasami tylko nieśmiało pokaże się na chwile trochę nieba. Niby jest chłodniej ale duszno i sennie. Rano przy śniadaniu tradycyjnie przyszła ruda kocica się przywitać (a robi to łasząc się i głośno miaucząc) a później pojawił się czarny maluszek. Nawet nie zauważyłem, kiedy się ulokował na stopniu kamper i śpi tam już kolejna godzinę
Na razie nigdzie się nie wybieram, odpoczywam po wczorajszym "wyczynie" (było prawie 35 stopni cieniu), dokończyłem trylogie Kirsta i zacząłem kolejną jego książkę - fajnie, lekko się czyta.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj od rana chmury na niebie, czasami tylko nieśmiało pokaże się na chwile trochę nieba. Niby jest chłodniej ale duszno i sennie. Rano przy śniadaniu tradycyjnie przyszła ruda kocica się przywitać (a robi to łasząc się i głośno miaucząc) a później pojawił się czarny maluszek. Nawet nie zauważyłem, kiedy się ulokował na stopniu kamper i śpi tam już kolejna godzinę
Na razie nigdzie się nie wybieram, odpoczywam po wczorajszym "wyczynie" (było prawie 35 stopni cieniu), dokończyłem trylogie Kirsta i zacząłem kolejną jego książkę - fajnie, lekko się czyta.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 3 sierpnia 2014
Upalny Gdańsk
14:30
Nie wiem, czy to ambicja, czy zwyczajna głupota. Dzisiaj w Gdańsku upalnie, termometr pokazuje 33 stopnie, słońce świeci jak głupie, a ja, zamiast się schować w cieniu, ewentualnie zanurzyć się w wodzie, wybrałem się rowerem na trochę dłuższą trasę - Stogi, Westetplatte, twierdza Wisłoujście, promem na drugą stronę i na Stare Miasto. Teraz mi trochę słabo, więc siedzę na Długiej, w Costa i ratuję się kawą z mlekiem.
Obiad miałem dzisiaj specjalny - w Lidlu z dobrą klimą kupiłem pół litra zsiadłego mleka, do tego słodka bułka, a jadłem to w sklepie, bo chłodniej :)
Dzisiejsze fotki.
Nie wiem, czy to ambicja, czy zwyczajna głupota. Dzisiaj w Gdańsku upalnie, termometr pokazuje 33 stopnie, słońce świeci jak głupie, a ja, zamiast się schować w cieniu, ewentualnie zanurzyć się w wodzie, wybrałem się rowerem na trochę dłuższą trasę - Stogi, Westetplatte, twierdza Wisłoujście, promem na drugą stronę i na Stare Miasto. Teraz mi trochę słabo, więc siedzę na Długiej, w Costa i ratuję się kawą z mlekiem.
Obiad miałem dzisiaj specjalny - w Lidlu z dobrą klimą kupiłem pół litra zsiadłego mleka, do tego słodka bułka, a jadłem to w sklepie, bo chłodniej :)
Dzisiejsze fotki.
sobota, 2 sierpnia 2014
Dzień na gdańskiej starówce
14:00
Dzisiaj po śniadaniu pojechałem znowu na rowerku na starówkę. Na pierwszy ogień poszło diabelskie koło widokowe (25 zł za 4 obroty). Widoki jak z balonu czy samolotu, warto zobaczyć Gdańsk z tej wysokości.
Tradycyjnie połaziłem po starówce, ale z rowerem ciężko, wszędzie stragany i masa ludzi. Okazało się, że dzisiaj jest bieg Dominika, trasa wiedzie m. im. ulicą Długą. Siedzę sobie przy samej trasie, popijam kawę i odpoczywam.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj po śniadaniu pojechałem znowu na rowerku na starówkę. Na pierwszy ogień poszło diabelskie koło widokowe (25 zł za 4 obroty). Widoki jak z balonu czy samolotu, warto zobaczyć Gdańsk z tej wysokości.
Tradycyjnie połaziłem po starówce, ale z rowerem ciężko, wszędzie stragany i masa ludzi. Okazało się, że dzisiaj jest bieg Dominika, trasa wiedzie m. im. ulicą Długą. Siedzę sobie przy samej trasie, popijam kawę i odpoczywam.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 1 sierpnia 2014
Stogi
Dzisiaj trochę chłodniej na szczęście, więc pojechałem na rowerze do centrum Gdańska. Most Siennicki w remoncie wiec trasa niezbyt miła. Musiałem wymienić oponę, bo się rozwaliła trochę z boku, niby trzymała powietrze ale już się odkształcała. Naprawa trwała ok 2 godzin więc pochodziłem po jarmarku.
Zaszedłem do dużego baru na targu Węglowym - tam "wszystko za 4,99 za 100 g) i wziąłem dwa małe pierogi ruskie i dwa ze szpinakiem - zapłaciłem ponad 10 zł :) Ceny ....... jarmarczne. W barze mlecznym na Przymorzu, za 6 dużych ruskich, solidnie polanych skwarkami, płaci się 8-9 zł.
==================
O, miła niespodzianka - widok bloga sam się naprawił. Cały czas miałem wrażenie, że to blogger w swoich formatach coś namieszał, widać dzisiaj to poprawili.
Dzisiejsze fotki.
Zaszedłem do dużego baru na targu Węglowym - tam "wszystko za 4,99 za 100 g) i wziąłem dwa małe pierogi ruskie i dwa ze szpinakiem - zapłaciłem ponad 10 zł :) Ceny ....... jarmarczne. W barze mlecznym na Przymorzu, za 6 dużych ruskich, solidnie polanych skwarkami, płaci się 8-9 zł.
==================
O, miła niespodzianka - widok bloga sam się naprawił. Cały czas miałem wrażenie, że to blogger w swoich formatach coś namieszał, widać dzisiaj to poprawili.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 31 lipca 2014
Pochmurne Stogi
Wreszcie chłodniejszy dzień. Chmury na niebie od rana ale nic nie padało.
Po śniadaniu poszedłem na dłuższy spacer po plaży, znalazłem kilka małych bursztynków, pomoczyłem nogi w cieplutkiej wodzie. Później lektura książki Kirsta (już połowa trzeciego tomu 08/15), obiad i dalsza lektura. Od czasu do czasu odwiedzają mnie tutejsze ogony - ruda i biało-czarny. Na jutro zapowiadają podobnie chłodny dzień, więc pewnie będzie podobnie - spacer i lektura.
Dzisiejsze fotki.
Po śniadaniu poszedłem na dłuższy spacer po plaży, znalazłem kilka małych bursztynków, pomoczyłem nogi w cieplutkiej wodzie. Później lektura książki Kirsta (już połowa trzeciego tomu 08/15), obiad i dalsza lektura. Od czasu do czasu odwiedzają mnie tutejsze ogony - ruda i biało-czarny. Na jutro zapowiadają podobnie chłodny dzień, więc pewnie będzie podobnie - spacer i lektura.
Dzisiejsze fotki.
środa, 30 lipca 2014
Upalne Stogi
15:00
Przy takim upale (ponad 30 stopni) zimna cola, z kostkami lodu i sokiem z cytryny - to jest to :)
Rano wybrałem się na rowerze do centrum Stogów na zakupy. Dwa kg ogórków, dwa kg pomidorów, trzy cebule, kilogram śliwek - około 10 zł, żyć nie umierać.
Obiad w Muszelce - dzisiaj filet z kurczaka z surówkami i dodatkową, prywatną mizerią.
Czujnie się wyniosłem z Sopotu, tam stać na parkingu, w ten upał, bez możliwości schowania się w cień - straszne. A woda w zatoce coraz bardziej przypomina gorący rosół. A tutaj - stoję częściowo w cieniu, słońce mam tylko do 11, na miejscu prysznic więc zawsze się można dodatkowo ochłodzić, nie licząc lejącej się wody, na miejscu barek ze smacznym i w rozsądnych cenach jedzeniem.
Dzisiejsze fotki.
Przy takim upale (ponad 30 stopni) zimna cola, z kostkami lodu i sokiem z cytryny - to jest to :)
Rano wybrałem się na rowerze do centrum Stogów na zakupy. Dwa kg ogórków, dwa kg pomidorów, trzy cebule, kilogram śliwek - około 10 zł, żyć nie umierać.
Obiad w Muszelce - dzisiaj filet z kurczaka z surówkami i dodatkową, prywatną mizerią.
Czujnie się wyniosłem z Sopotu, tam stać na parkingu, w ten upał, bez możliwości schowania się w cień - straszne. A woda w zatoce coraz bardziej przypomina gorący rosół. A tutaj - stoję częściowo w cieniu, słońce mam tylko do 11, na miejscu prysznic więc zawsze się można dodatkowo ochłodzić, nie licząc lejącej się wody, na miejscu barek ze smacznym i w rozsądnych cenach jedzeniem.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 29 lipca 2014
Stogi
13:30
Po 8 dniach stania bez prądu, wody itp (korzystałem z sanitariatów na poprzednim campingu) akumulator już był mocno wyczerpany. Przeniosłem się więc na jakiś czas na Stogi. Woda już nalana, akumulatory się ładują.
Ceny tutaj się nie zmieniły, a mnie powitano jak starego znajomego i od samego początku zaproponowano mi 10% zniżki :) Bar Muszelka tez taki sam - schabowy z frytkami i dużą porcja surówek - 17 zł,
Kilka dni temu, z przyczyn mi zupełnie nie znanych - rozjechał się format tego bloga. Prawa kolumna zamiast z prawej strony, wyświetlana jest na dole. Próbowałem coś na szybko zmienić ale nic z tego nie wyszło. Będę musiał dłużej nad tym posiedzieć.
Po 8 dniach stania bez prądu, wody itp (korzystałem z sanitariatów na poprzednim campingu) akumulator już był mocno wyczerpany. Przeniosłem się więc na jakiś czas na Stogi. Woda już nalana, akumulatory się ładują.
Ceny tutaj się nie zmieniły, a mnie powitano jak starego znajomego i od samego początku zaproponowano mi 10% zniżki :) Bar Muszelka tez taki sam - schabowy z frytkami i dużą porcja surówek - 17 zł,
Kilka dni temu, z przyczyn mi zupełnie nie znanych - rozjechał się format tego bloga. Prawa kolumna zamiast z prawej strony, wyświetlana jest na dole. Próbowałem coś na szybko zmienić ale nic z tego nie wyszło. Będę musiał dłużej nad tym posiedzieć.
20:00
Po obiedzie wybrałem się do Gdańska, tramwajem, ale nie był to najlepszy pomysł. Gorąco piekielnie, termometry pokazywały koło 30 stopni. Na szczęście Biedronki i podobne sklepy maja klimę, więc od sklepu do sklepu . . . . . i jakoś przeżyłem i udało się wrócić.
21:30
Nic nie rozumiem z tym formatem. Na pierwszej stronie - to co powinno być w prawej kolumnie, jest na dole. Poza tym - część linków nie działa. Gdy kliknę na dole, na link - Starsze posty - to następna strona już jest wyświetlana prawidłowo.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 28 lipca 2014
Mokry Sopot
W nocy błyskało i dobrze przylało. Wiele namiotów zamokło, rano płoty były obwieszone suszącymi się śpiworami.
Rano było trochę słońca, więc z sąsiadami pojechaliśmy na rowerach zwiedzać .... galerie handlowe. Najpierw galeria Przymorze, później Alfa i na koniec galeria Bałtycka. Sąsiedzi kupili fajne, małe radio tranzystorowe i SKM wróciliśmy do Sopotu, bo przyszła kolejna burza.
Dzisiejsze fotki.
Rano było trochę słońca, więc z sąsiadami pojechaliśmy na rowerach zwiedzać .... galerie handlowe. Najpierw galeria Przymorze, później Alfa i na koniec galeria Bałtycka. Sąsiedzi kupili fajne, małe radio tranzystorowe i SKM wróciliśmy do Sopotu, bo przyszła kolejna burza.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 27 lipca 2014
Święto chleba
9:00
Dzisiaj w Gdańsku, w ramach Jarmarku jest święto chleba. Pojadę tam na pewno.
Parking pod MERĄ, gdzie stoję, zamienia się powoli w stellplatz, kamperów przybywa. Teraz jest już pięć załóg: dwie z białostocką rejestracją, ślązak, poznaniak i warszawiak.
14:00
Posiedziałem trochę na plaży, na foteliku, z książką, z nogami w wodzie - super sprawa przy spokojnym morzu. w Jelitkowie czekam na smażone śledzie a później wreszcie do Gdańska, na Jarmark.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj w Gdańsku, w ramach Jarmarku jest święto chleba. Pojadę tam na pewno.
Parking pod MERĄ, gdzie stoję, zamienia się powoli w stellplatz, kamperów przybywa. Teraz jest już pięć załóg: dwie z białostocką rejestracją, ślązak, poznaniak i warszawiak.
14:00
Posiedziałem trochę na plaży, na foteliku, z książką, z nogami w wodzie - super sprawa przy spokojnym morzu. w Jelitkowie czekam na smażone śledzie a później wreszcie do Gdańska, na Jarmark.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 26 lipca 2014
Sopot - Gdynia
8:30
Ładna pogoda na razie się skończyła, właśnie zaczyna padać.
Dzisiaj w planie mam z sąsiadami wyjazd do Gdyni. Pochodzimy, pooglądamy różne pływadła, a między 13 a 14 zaczynają się zawody lotnicze.
Dzisiejsze fotki.
Ładna pogoda na razie się skończyła, właśnie zaczyna padać.
Dzisiaj w planie mam z sąsiadami wyjazd do Gdyni. Pochodzimy, pooglądamy różne pływadła, a między 13 a 14 zaczynają się zawody lotnicze.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 25 lipca 2014
Upalny Sopot
12:00
Już cztery noce spędziłem na parkingu, czyli "zaoszczędziłem" 200 zł :)
Coraz czujniej przyglądam się wskazaniom akumulatorów, co prawda tv i notebooka nie używam, dzień jest długi, więc i światła też używam niewiele, ale .... Telefon ładowałem głównie z pomarańczowego pudełka (urządzenie rozruchowe) i rozładowałem je zupełnie, jak widać sam telefon jest bardzo prądożerny. Ładuję teraz ten zapas solarem, idzie to całkiem nieźle.
Wiatru dzisiaj niewiele, słońce praży i jest dość nieprzyjemnie i duszno. Nie bardzo mi się chce gdzieś dalej ruszać. Jutro i w niedzielę pokazy lotnicze w Gdyni, w Gdańsku zaczyna się Jarmark Dominikański, trzeba zbierać siły.
Dzisiejsze fotki.
Już cztery noce spędziłem na parkingu, czyli "zaoszczędziłem" 200 zł :)
Coraz czujniej przyglądam się wskazaniom akumulatorów, co prawda tv i notebooka nie używam, dzień jest długi, więc i światła też używam niewiele, ale .... Telefon ładowałem głównie z pomarańczowego pudełka (urządzenie rozruchowe) i rozładowałem je zupełnie, jak widać sam telefon jest bardzo prądożerny. Ładuję teraz ten zapas solarem, idzie to całkiem nieźle.
Wiatru dzisiaj niewiele, słońce praży i jest dość nieprzyjemnie i duszno. Nie bardzo mi się chce gdzieś dalej ruszać. Jutro i w niedzielę pokazy lotnicze w Gdyni, w Gdańsku zaczyna się Jarmark Dominikański, trzeba zbierać siły.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 24 lipca 2014
Sopot
Dzisiaj przed południem wybraliśmy się z sąsiadami do skansenu, starego grodziska w północnej części Sopotu. Dla dzieciaków to frajda, strzelanie z łuku, lepienie z gliny.
Później zajechaliśmy zobaczyć camping w Kamiennym potoku. Ceny dokładnie takie same, jak tutaj, ale bez zniżki na karnet campingowy, do plaży daleko, do mola daleko.
Obiad w kolejnym barze mlecznym, Kmar, na Przymorzu (znalezionym na gc) - fantastyczny chłodnik, bardzo smaczne pierogi, polecam.
Dzisiejsze fotki.
Później zajechaliśmy zobaczyć camping w Kamiennym potoku. Ceny dokładnie takie same, jak tutaj, ale bez zniżki na karnet campingowy, do plaży daleko, do mola daleko.
Obiad w kolejnym barze mlecznym, Kmar, na Przymorzu (znalezionym na gc) - fantastyczny chłodnik, bardzo smaczne pierogi, polecam.
Dzisiejsze fotki.
środa, 23 lipca 2014
Rybki
12:30
Pochodziliśmy wczoraj wieczorem z ekipą z sąsiedniego kampera, zapachniało mi smażonymi rybami i dzisiaj robię rekonesans, gdzie, co i po ile.
W Sopocie, przy plaży, flądra po 6,50 lub nawet 7,00 zł. W barze zaraz koło naszego parkingu, po 4,90 i to jest najniższa cena. Kilometr dalej, w Jelitkowie, kosztuje 5 zł. Wszystkie ceny za 100 g
W jednym barze, w Jelitkowie, mają jeszcze śledzie (6 zł za 100g), właśnie zamówiłem porcję i czekam.
Dzisiejsze fotki.
Pochodziliśmy wczoraj wieczorem z ekipą z sąsiedniego kampera, zapachniało mi smażonymi rybami i dzisiaj robię rekonesans, gdzie, co i po ile.
W Sopocie, przy plaży, flądra po 6,50 lub nawet 7,00 zł. W barze zaraz koło naszego parkingu, po 4,90 i to jest najniższa cena. Kilometr dalej, w Jelitkowie, kosztuje 5 zł. Wszystkie ceny za 100 g
W jednym barze, w Jelitkowie, mają jeszcze śledzie (6 zł za 100g), właśnie zamówiłem porcję i czekam.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 22 lipca 2014
22 Lipca, kiedyś święto
Wczoraj wieczorem przeniosłem się 200 m od campingu, na darmowy parking. Nie mam prądu, ale nie muszę płacić ponad 50 zł za dobę.
Dzisiaj dawne święto, 22 lipca. Rok temu był to poniedziałek i muzeum prl'u było zamknięte. W tym roku je zaliczyłem. W sumie, nic specjalnego. Młodemu chyba nie pokaże, jak wtedy było na prawdę, starszy zauważy wiele braków i niedomówień.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj dawne święto, 22 lipca. Rok temu był to poniedziałek i muzeum prl'u było zamknięte. W tym roku je zaliczyłem. W sumie, nic specjalnego. Młodemu chyba nie pokaże, jak wtedy było na prawdę, starszy zauważy wiele braków i niedomówień.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 21 lipca 2014
Sopot - upalny poniedziałek
9:00
Rano, koło 7, znowu pojechałem na molo. Na kasach wywieszona jest informacja, że wstęp jest płatny od 8 do 23. Połaziłem, pooglądałem w marinie różne wodne kamperki. teraz stoją tam dwa katamarany, oba wyglądają bardzo dostojnie.
Przed dawnym wejściu na molo, koło latarni morskiej, porozmawiałem chwilę z facetem prowadzącym jeden z barów. Widział na własne oczy ten szalony rajd czerwonej hondy zeszłej nocy. Powiedział mi, że kierowca, to syn pani sędziny z sopockiego sądu. Niewątpliwie, jej specjalnością są sprawy piratów drogowych - na tym zna się dobrze.
11:00Rano, koło 7, znowu pojechałem na molo. Na kasach wywieszona jest informacja, że wstęp jest płatny od 8 do 23. Połaziłem, pooglądałem w marinie różne wodne kamperki. teraz stoją tam dwa katamarany, oba wyglądają bardzo dostojnie.
Przed dawnym wejściu na molo, koło latarni morskiej, porozmawiałem chwilę z facetem prowadzącym jeden z barów. Widział na własne oczy ten szalony rajd czerwonej hondy zeszłej nocy. Powiedział mi, że kierowca, to syn pani sędziny z sopockiego sądu. Niewątpliwie, jej specjalnością są sprawy piratów drogowych - na tym zna się dobrze.
Urokiem biwakowanie praktycznie przy samej plaży jest fakt, że można wprost z kampera, w samych slipkach iść do morza - jak u madziarów na termach. Woda ciepła, przyjemna i w miarę czysta.
15:00
Odwiedziłem Oliwę, znowu posłuchałem krótkiego, pokazowego koncertu organowego. Na Przymorzu, na bazarze kupiłem wiśnie (3 zł za kg), zjadłem obiad w Barze Mlecznym (chłodnik, pierogi ruskie - za 9 zł) i podsypiam :)
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 20 lipca 2014
Sopot - niedziela
7:00
Wczoraj wieczorem, już w kamperku, słyszałem syreny karetek i innych pojazdów uprzywilejowanych.
Dzisiaj rano włączam telewizor i słyszę, że jakaś czerwona honda zrobiła sobie nocny rajd po zatłoczonym Monciaku i sopockim molo.
Gdyby tę sprawę miał rozpatrywać SR w Białymstoku, to pewnie okazałoby się, że to poszkodowani, ci z połamanymi nogami, brutalnie napadli na biednego kierowcę hondy.
W nocy popadało, teraz na niebie chmury ale zgodnie z prognozą, już jutro ma być znowu słonecznie i ciepło.
Wczoraj wieczorem, już w kamperku, słyszałem syreny karetek i innych pojazdów uprzywilejowanych.
Dzisiaj rano włączam telewizor i słyszę, że jakaś czerwona honda zrobiła sobie nocny rajd po zatłoczonym Monciaku i sopockim molo.
Gdyby tę sprawę miał rozpatrywać SR w Białymstoku, to pewnie okazałoby się, że to poszkodowani, ci z połamanymi nogami, brutalnie napadli na biednego kierowcę hondy.
W nocy popadało, teraz na niebie chmury ale zgodnie z prognozą, już jutro ma być znowu słonecznie i ciepło.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 19 lipca 2014
Sopot
8.40
Wstęp na sopockie molo jest płatny (normalny bilet kosztuje 7,50) w godzinach od 8 do 24, w pozostałych jest dostępne za darmo. Skorzystałem więc z okazji i rano wybrałem się na molo. Wczorajszych imprezowiczów sporo ale wszystko spokojnie i bezpiecznie.
Dzisiaj przed molem planowana impreza z różnymi mięśniakami - atleci, bokserzy itp. Ma się zacząć o 13 - trzeba się wybrać.
19:00
Byłem i trochę widziałem - nic specjalnego. Strong meni na czas biegali z beczkami aluminiowymi z piwem i ustawiali z nich piramidy (wszystko w upalnym słońcu, bez wiatru). Na scenie prezentowali się kulturyści - dla mnie to obrzydliwe :) A na ringu odbywały się pozorowane walki zapaśników.
Porozmawiałem z jedną z załóg parkujących na pobliskim parkingu - stoją już kilka dni i planują dalszy postój - za darmo. Zapłaciłem tutaj za 3 dni, do poniedziałku a później pewnie przeniosę się na ten parking.Wstęp na sopockie molo jest płatny (normalny bilet kosztuje 7,50) w godzinach od 8 do 24, w pozostałych jest dostępne za darmo. Skorzystałem więc z okazji i rano wybrałem się na molo. Wczorajszych imprezowiczów sporo ale wszystko spokojnie i bezpiecznie.
Dzisiaj przed molem planowana impreza z różnymi mięśniakami - atleci, bokserzy itp. Ma się zacząć o 13 - trzeba się wybrać.
19:00
Byłem i trochę widziałem - nic specjalnego. Strong meni na czas biegali z beczkami aluminiowymi z piwem i ustawiali z nich piramidy (wszystko w upalnym słońcu, bez wiatru). Na scenie prezentowali się kulturyści - dla mnie to obrzydliwe :) A na ringu odbywały się pozorowane walki zapaśników.
A poza tym - parno, trochę duszno, szczęśliwie wiatr od morza trochę pomaga. W smażalniach przy plaży i w centrum króluje dorsz (atlantycki) i łosoś. Pojawiają się też flądry i halibuty.
Po odstaniu 15 min w kolejce udało mi sie dostać do prysznica - sukces :)
Dzisiejsze fotki.
piątek, 18 lipca 2014
Sopot
Zastanawiałem się kiedyś, dlaczego większość polityków opowiada bzdury. Przestałem się temu dziwić, gdy uświadomiłem sobie, że wielu z nich to prawnicy (Kempa, Ziobro, Kaczyński).
Przyczyną rozwodu jest to, że pracujący mąż wychodził rano z domu i wracał o 18 . A już w ogóle miał przechlapane, czyli rozwód z jego wyłącznej winy, bo nie udowodnił, że nie zdradzał. To nie dowcip, to oryginalna twórczość sędziego.
Wczoraj dowiedziałem się, że nie wykazałem, ze pieniądze, którymi płaciłem za mieszkanie 20 lat temu, to były dokładnie te, które dostałem kilka lat wcześniej od rodziców. Chyba trzeba spisywać nr banknotów, tylko co zrobić z bilonem, co zrobić z przelewami ?
Dzisiaj rano wsiadłem do kamperka i do Sopotu. Morze uspokaja, może pomoże mi trochę zapomnieć o tych inteligentnych inaczej prawnikach. Tym razem nie Stogi, ale camping Przy Plaży, prawie nad samą wodą, Tłumy straszne, każdy staje jak chce i gdzie chce, ledwie mi się udało jakoś wcisnąć Mruczka.
Dzisiejsze fotki.
Przyczyną rozwodu jest to, że pracujący mąż wychodził rano z domu i wracał o 18 . A już w ogóle miał przechlapane, czyli rozwód z jego wyłącznej winy, bo nie udowodnił, że nie zdradzał. To nie dowcip, to oryginalna twórczość sędziego.
Wczoraj dowiedziałem się, że nie wykazałem, ze pieniądze, którymi płaciłem za mieszkanie 20 lat temu, to były dokładnie te, które dostałem kilka lat wcześniej od rodziców. Chyba trzeba spisywać nr banknotów, tylko co zrobić z bilonem, co zrobić z przelewami ?
Dzisiaj rano wsiadłem do kamperka i do Sopotu. Morze uspokaja, może pomoże mi trochę zapomnieć o tych inteligentnych inaczej prawnikach. Tym razem nie Stogi, ale camping Przy Plaży, prawie nad samą wodą, Tłumy straszne, każdy staje jak chce i gdzie chce, ledwie mi się udało jakoś wcisnąć Mruczka.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 17 lipca 2014
Ręce opadają
Znowu okazało się, że nie udowodniłem w sądzie, że nie jestem wielbłądem.
Dla sądu ważniejsze od dokumentów, wyciągów bankowych i pokwitowań przelewów są zeznania kogoś kto systematycznie kłamie, opowiada jak oszukiwał i jak okradał skarb państwa.
Do tego dochodzą błędy w liczeniu, błędy za jakie w gimnazjum dostaje się niedostateczny, ale sąd jest niezawisły. Ciekawe, czy jakby sąd orzekł, że 2x2=(7 3/4) - to trzeba by było zmieniać tabliczkę mnożenia.
Miał rację podsłuchany - .......... i kamieni kupa.
Dla sądu ważniejsze od dokumentów, wyciągów bankowych i pokwitowań przelewów są zeznania kogoś kto systematycznie kłamie, opowiada jak oszukiwał i jak okradał skarb państwa.
Do tego dochodzą błędy w liczeniu, błędy za jakie w gimnazjum dostaje się niedostateczny, ale sąd jest niezawisły. Ciekawe, czy jakby sąd orzekł, że 2x2=(7 3/4) - to trzeba by było zmieniać tabliczkę mnożenia.
Miał rację podsłuchany - .......... i kamieni kupa.
niedziela, 15 czerwca 2014
Wilno - Białystok
Zimno, mokro, wieje więc po rannej wizycie w Ostrej Bramie spakowałem się i wróciłem do domu,
Po drodze zatrzymałem się w Augustowie, zachciało mi się tam zjeść obiad. Zacząłem od Ptysia (bardzo sympatyczna jadłodajnia) ale niestety, dzisiaj w nim jakieś weselisko. Zaraz obok - Restauracja Grecka, po wizycie Magdy Gesler. menu wygląda sympatycznie, usiadłem zaraz obok lady kelnerów i czekam, czekam, czekam ...... Po 15 minutach wnerwiłem się i wyszedłem. Trzecie podejście - restauracja i pub Maska w rynku. Szybko smacznie i w rozsądnych cenach.
Po drodze zatrzymałem się w Augustowie, zachciało mi się tam zjeść obiad. Zacząłem od Ptysia (bardzo sympatyczna jadłodajnia) ale niestety, dzisiaj w nim jakieś weselisko. Zaraz obok - Restauracja Grecka, po wizycie Magdy Gesler. menu wygląda sympatycznie, usiadłem zaraz obok lady kelnerów i czekam, czekam, czekam ...... Po 15 minutach wnerwiłem się i wyszedłem. Trzecie podejście - restauracja i pub Maska w rynku. Szybko smacznie i w rozsądnych cenach.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 14 czerwca 2014
Wilno
Zrobiło się zimno, pochmurno ale na szczęście nie pada. Wsiadłem na dahonka i kręcę się po mieście. Sąsiedzi z parkingu wyjechali, widać pogoda ich wystraszyła.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 13 czerwca 2014
Kierunek - Wilno
8:00
Ochłodziło się, można jechać dalej. Z dwutygodniowym opóźnieniem jadę do Wilna. Planuję noclegi na parkingu miedzy góra Trzykrzyską z wzgórzem Gedymina, więc sieć będę miał tylko okazyjnie, jak złapię gdzieś jakieś darmowe WiFi.
17:00/18:00
Zmęczyłem się - na nogach w górę, do Ostrej Bramy, później doczepiałem się do kilku polskich wycieczek i na dół, na parking. Obejrzałem za to trzech świętych prawosławnych (o ile są tam, pod narzutami, bo nic nie widać), wysłuchałem też historii tych mumii. Później jeszcze klasztor bazylianów, wreszcie jakoś odnowiony, z celą Mickiewicza. Pogoda w kratkę, trochę słońca, po chwili krótki deszcz i znowu słoneczko.
Oprócz dostępnego w kilku miejscach darmowego WiFi jest też TEO-WiFi. Cena przyzwoita - 3 lt za 24h lub 10 lt za miesiąc, wszystko bez limitu transmisji. Tylko, że trzeba mieć litewską kartę SIM, żeby zapłacić SMSem. Szkoda, bo to TEO jest osiagalne też na tym parkingu, na którym nocuję.
Piszę to wszystko „na sucho", w notatniku. Chcę później wyskoczyć do McD, tam będę mogł to wysłać na bloga.
Ochłodziło się, można jechać dalej. Z dwutygodniowym opóźnieniem jadę do Wilna. Planuję noclegi na parkingu miedzy góra Trzykrzyską z wzgórzem Gedymina, więc sieć będę miał tylko okazyjnie, jak złapię gdzieś jakieś darmowe WiFi.
17:00/18:00
Zmęczyłem się - na nogach w górę, do Ostrej Bramy, później doczepiałem się do kilku polskich wycieczek i na dół, na parking. Obejrzałem za to trzech świętych prawosławnych (o ile są tam, pod narzutami, bo nic nie widać), wysłuchałem też historii tych mumii. Później jeszcze klasztor bazylianów, wreszcie jakoś odnowiony, z celą Mickiewicza. Pogoda w kratkę, trochę słońca, po chwili krótki deszcz i znowu słoneczko.
Oprócz dostępnego w kilku miejscach darmowego WiFi jest też TEO-WiFi. Cena przyzwoita - 3 lt za 24h lub 10 lt za miesiąc, wszystko bez limitu transmisji. Tylko, że trzeba mieć litewską kartę SIM, żeby zapłacić SMSem. Szkoda, bo to TEO jest osiagalne też na tym parkingu, na którym nocuję.
Piszę to wszystko „na sucho", w notatniku. Chcę później wyskoczyć do McD, tam będę mogł to wysłać na bloga.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 12 czerwca 2014
Serwy
11:30
Dalej siedzę nad Serwami. Rano trochę popadało, teraz znowu jest słonecznie chociaż na niebie sporo chmur. Dzięki temu na plaży spokojniej - dzieciaki bawią się na terenie ośrodka a tutaj cisza i pusto. Zaraz sie wybieram na rowerku do sklepu - chleb się skończył, pomidorów tez już końcówka.
Rano nawieźli koło 20 kajaków, podobno miał być jakiś spływ ale pewnie uczestników wystraszyła pogoda, bo po godzinie kajaki wywieziono. Za to spora grupa starszej młodzieży na rowerach pojechała w plener.
Dalej siedzę nad Serwami. Rano trochę popadało, teraz znowu jest słonecznie chociaż na niebie sporo chmur. Dzięki temu na plaży spokojniej - dzieciaki bawią się na terenie ośrodka a tutaj cisza i pusto. Zaraz sie wybieram na rowerku do sklepu - chleb się skończył, pomidorów tez już końcówka.
Rano nawieźli koło 20 kajaków, podobno miał być jakiś spływ ale pewnie uczestników wystraszyła pogoda, bo po godzinie kajaki wywieziono. Za to spora grupa starszej młodzieży na rowerach pojechała w plener.
Dzisiejsze fotki.
środa, 11 czerwca 2014
Serwy
7:00
Zagadałem wczoraj do opiekunek tych dzieciaków - okazało się, że to tzw Zielona Szkoła a młodzież z 2 klasy podstawówki.
Między przystanią a ośrodkiem jest mały lasek sosnowy, w którym zaplanowane są miejsca na namioty. Na sosnach, na górze ulokowało się duże stado czapli siwych, wieczorem i rano robią niezły hałas a trawa pod drzewami cała zapaskudzona. Strach pomyśleć, jak będą wyglądały namioty . . . .
Zagadałem wczoraj do opiekunek tych dzieciaków - okazało się, że to tzw Zielona Szkoła a młodzież z 2 klasy podstawówki.
Między przystanią a ośrodkiem jest mały lasek sosnowy, w którym zaplanowane są miejsca na namioty. Na sosnach, na górze ulokowało się duże stado czapli siwych, wieczorem i rano robią niezły hałas a trawa pod drzewami cała zapaskudzona. Strach pomyśleć, jak będą wyglądały namioty . . . .
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 10 czerwca 2014
Start - Puszcza Augustowska
15:00 Serwy
Chciałem wystartować wczoraj, ale przez ponad pół dnia było duszno, pochmurno i nawet chwilami trochę padało i pakowanie przy takiej aurze mnie zmęczyło, odpuściłem sobie.
Za to dzisiaj, z samego rana wystartowałem, najpierw postój w Augustowie. Skończyły sie dobre czasy, wszędzie w centrum parkowanie płatne. Na szczęście na ul Rybackiej, plac przy bulwarach nad Nettą jeszcze za darmo i nawet było trochę cieni. Połaziłem, z barze zjadłem chłodnik, porobiłem trochę zakupów i jeszcze 20 km do Serw. Znane miejsce z zeszłego rok, ceny się nie zmieniły. posiedzę tutaj dwa dni, może dłużej - zależy od pogody.
Korzystam z własnego HotSpota - stary HTC z kartą Aero2 spisuje się całkiem nieźle.
20:00
Całe popołudnie silnie wiało, bałem się, czy mi markizy nie urwie ale na szczęście trochę się teraz uspokoiło.
Rok szkolny kończy się pod koniec czerwca a w ośrodku kilka grup dzieciaków - dwie starszych nastolatków i chyba ze cztery maluchów z podstawówki. Grupami przychodzą nad jeziorko i szaleją, biegają, krzyczą . . . . . Na szczęście mnie to nie denerwuje, chociaż całe życie pracowałem jednak ze starszymi :)
Sygnału TV tutaj nie ma - jak była analogowa telewizja, to praktycznie w całej Polsce można było coś pooglądać, teraz, jak jest podobno lepsza, cyfrowa - figa z makiem.
Chciałem wystartować wczoraj, ale przez ponad pół dnia było duszno, pochmurno i nawet chwilami trochę padało i pakowanie przy takiej aurze mnie zmęczyło, odpuściłem sobie.
Za to dzisiaj, z samego rana wystartowałem, najpierw postój w Augustowie. Skończyły sie dobre czasy, wszędzie w centrum parkowanie płatne. Na szczęście na ul Rybackiej, plac przy bulwarach nad Nettą jeszcze za darmo i nawet było trochę cieni. Połaziłem, z barze zjadłem chłodnik, porobiłem trochę zakupów i jeszcze 20 km do Serw. Znane miejsce z zeszłego rok, ceny się nie zmieniły. posiedzę tutaj dwa dni, może dłużej - zależy od pogody.
Korzystam z własnego HotSpota - stary HTC z kartą Aero2 spisuje się całkiem nieźle.
20:00
Całe popołudnie silnie wiało, bałem się, czy mi markizy nie urwie ale na szczęście trochę się teraz uspokoiło.
Rok szkolny kończy się pod koniec czerwca a w ośrodku kilka grup dzieciaków - dwie starszych nastolatków i chyba ze cztery maluchów z podstawówki. Grupami przychodzą nad jeziorko i szaleją, biegają, krzyczą . . . . . Na szczęście mnie to nie denerwuje, chociaż całe życie pracowałem jednak ze starszymi :)
Sygnału TV tutaj nie ma - jak była analogowa telewizja, to praktycznie w całej Polsce można było coś pooglądać, teraz, jak jest podobno lepsza, cyfrowa - figa z makiem.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 8 czerwca 2014
Kolejny sezon kamperowy
Sądy mamy wspaniałe. Poprzednia rozprawa odbyła się we wrześniu zeszłego roku i od tego czasu sąd ..... myśli.
Okazuje się, że nie tylko ja mam krytyczną opinię o białostockich sądach, podobne zdanie ma Naczelny Sąd Administracyjny, pisząc:
Zaproponowana przez sąd pierwszej instancji "nowatorska" wykładnia prawa, proponująca wypełnienie domniemanej luki w prawie spowodowała niebezpieczeństwo zaburzenia tezy o racjonalności ustawodawcy. Racjonalny ustawodawca tworzy przepisy, uwzględniając możliwość ich stosowania przez organy podatkowe.
Interpretacja, czyli wykładnia prawa w białostockich sądach na prawdę bywa czasami "nowatorska".
Na razie wymyślili termin na początku lipca, mam dość czekania w domu, zwłaszcza przy takiej upalnej pogodzie i planuję jutro ruszyć się z miasta.
Okazuje się, że nie tylko ja mam krytyczną opinię o białostockich sądach, podobne zdanie ma Naczelny Sąd Administracyjny, pisząc:
Zaproponowana przez sąd pierwszej instancji "nowatorska" wykładnia prawa, proponująca wypełnienie domniemanej luki w prawie spowodowała niebezpieczeństwo zaburzenia tezy o racjonalności ustawodawcy. Racjonalny ustawodawca tworzy przepisy, uwzględniając możliwość ich stosowania przez organy podatkowe.
Interpretacja, czyli wykładnia prawa w białostockich sądach na prawdę bywa czasami "nowatorska".
Na razie wymyślili termin na początku lipca, mam dość czekania w domu, zwłaszcza przy takiej upalnej pogodzie i planuję jutro ruszyć się z miasta.
piątek, 24 stycznia 2014
Zima, więc zimno
Na dworze już bywa -20, a "obiecują" w lutym nawet -30 - brrrrr.
Mruczek zasypany śniegiem, akumulatory stoją do domu a ja się zająłem małymi porządkami w blogu. Sam z niego coraz częściej korzystam, jak pamięć zawodzi, więc staram się go zrobić bardziej użytecznym.
Po pierwsze - "indeksuje", czyli daje etykiety do poszczególnych postów wg zasady - ciekawe miejsce/miejscowość - kolejna etykieta. Łatwiej będzie później znaleźć wpisy dotyczące np Rygi czy Nyíregyháza. Te etykiety widać w kolumnie po prawej stronie.
Po drugie - dodaje wpisy z pierwszego sezonu mojego kamperowania (2010) tylko po to, by móc je też poindeksować. Tekstów tam nie ma, tylko szkice mapki trasy, wtedy raczej dawałem podpisy pod zdjęciami.
Po trzecie - niektóre zdjęcia z 2010 geotaguję. Nie miałem wtedy aparatu z GPSem, więc muszę teraz opierać się na swojej pamięci.
Trochę czasu mi to zajmie, ale zima dopiero się zaczęła, więc mam nadzieję, że przed kolejnym sezonem skończę te porządki.
Mruczek zasypany śniegiem, akumulatory stoją do domu a ja się zająłem małymi porządkami w blogu. Sam z niego coraz częściej korzystam, jak pamięć zawodzi, więc staram się go zrobić bardziej użytecznym.
Po pierwsze - "indeksuje", czyli daje etykiety do poszczególnych postów wg zasady - ciekawe miejsce/miejscowość - kolejna etykieta. Łatwiej będzie później znaleźć wpisy dotyczące np Rygi czy Nyíregyháza. Te etykiety widać w kolumnie po prawej stronie.
Po drugie - dodaje wpisy z pierwszego sezonu mojego kamperowania (2010) tylko po to, by móc je też poindeksować. Tekstów tam nie ma, tylko szkice mapki trasy, wtedy raczej dawałem podpisy pod zdjęciami.
Po trzecie - niektóre zdjęcia z 2010 geotaguję. Nie miałem wtedy aparatu z GPSem, więc muszę teraz opierać się na swojej pamięci.
Trochę czasu mi to zajmie, ale zima dopiero się zaczęła, więc mam nadzieję, że przed kolejnym sezonem skończę te porządki.
wtorek, 31 grudnia 2013
Nowy Rok
Pod Budą - Nowy Rok
zbrudziliśmy staroroczne dnitrzeba oddać je do pralni by
zmyć zdarzenia które nigdy już nie wrócą
trzeba obrus na stół biały słać
rzucić kartę która nie chce brać
którą czas dni trzystu kilku zgniótł i wymiął
Nowy Rok się przecież zbliża
nowe niesie kalendarze
przywitajmy go pod furtką
resztę czas pokaże
Nowy Rok się przecież zbliża
tuszem oczy dam rozmaże
ale wyjdą wszyscy razem
resztę czas pokaże
mroźnym styczniem oszołomi nas
majem popchnie w akacjowy czas
żółty liść jesieni wepnie w klapę
starych ludzi wytnie portret z ram
potem gdzieś wysiądzie w polu sam
jak pasażer który jeździł rok na gapę
ktoś się pewnie będzie głośno śmiał
to znów w kącie ktoś zapłacze sam
i marzenia poszybują aż do nieba
w tych marzeniach będzie jedna myśl
którą trzeba się podzielić dziś
żeby wreszcie w Polsce było tak jak trzeba
Nowy Rok się przecież zbliża
nowe niesie kalendarze
przywitajmy go pod furtką
resztę czas pokaże
Nowy Rok się przecież zbliża
tuszem oczy dam rozmaże
ale wyjdą wszyscy razem
resztę czas pokaże
Andrzej Sikorowski jest prawdopodobnie pierwszym w Polsce klasycznym przykładem barda z gitarą. W 1970 roku zdobył I nagrodę na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie za piosenkę "Nowy rok".
sobota, 2 listopada 2013
Zaduszki
9:30
Dzień pochmurny, deszczowy, smutny. Zbieram się do drogi, dzisiaj do Ewy, do Warszawy z obowiązkowym przystankiem w Mszczonowie.
Dzisiejsze fotki.
Dzień pochmurny, deszczowy, smutny. Zbieram się do drogi, dzisiaj do Ewy, do Warszawy z obowiązkowym przystankiem w Mszczonowie.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 1 listopada 2013
Wszystkich Świętych
11:00
Za rok może być problem z zaparkowaniem tutaj. Płatny parking u wylotu Bujwida i Liskego zrobił się mniejszy a większość miejsc jest wykupiona w abonamencie. Wczoraj jakoś wyprosiłem by mnie przyjęli, chociaż te miejsca jakie mają dzisiaj sprzedają po 10 zł za wjazd, więc na jednym miejscu zarobią po kilkadziesiąt złotych a Mruczek zajmuje prawie dwa.
Bardzo miła niespodzianka spotkała mnie na cmentarzu, grób był posprzątany, żadnych liści czy śmieci, musiałem tylko umyć na mokro płytę, to wszystko. Co ciekawsze, nie mam pojęcia, kto był tym dobrym duchem.
Kimkolwiek byłeś - SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!
Wybieram się zaraz na Osobowice, do dziadków, a później się pewnie pokręcę znowu po centrum. Pogoda już nie taka piękna jak wczoraj, ale na szczęście nie pada.
20:00
Po wieczornym spacerze po cmentarzu mam wrażenie, że co roku ludzi jakby mniej. W czasach mojego dzieciństwa, to właśnie koło 8 wieczorem były takie tłumy, że ledwie dało się przejść. Teraz pusto, część straganów już zlikwidowano, a przecież najpiękniej jest wieczorem, kiedy te wszystkie zapalone lampiony najlepiej są widoczne. To taki specyficzny balet swiateł okraszony wonią palącej się stearyny.
![]()
Dzisiejsze fotki, nowy link.
Za rok może być problem z zaparkowaniem tutaj. Płatny parking u wylotu Bujwida i Liskego zrobił się mniejszy a większość miejsc jest wykupiona w abonamencie. Wczoraj jakoś wyprosiłem by mnie przyjęli, chociaż te miejsca jakie mają dzisiaj sprzedają po 10 zł za wjazd, więc na jednym miejscu zarobią po kilkadziesiąt złotych a Mruczek zajmuje prawie dwa.
Bardzo miła niespodzianka spotkała mnie na cmentarzu, grób był posprzątany, żadnych liści czy śmieci, musiałem tylko umyć na mokro płytę, to wszystko. Co ciekawsze, nie mam pojęcia, kto był tym dobrym duchem.
Kimkolwiek byłeś - SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!
Wybieram się zaraz na Osobowice, do dziadków, a później się pewnie pokręcę znowu po centrum. Pogoda już nie taka piękna jak wczoraj, ale na szczęście nie pada.
20:00
Po wieczornym spacerze po cmentarzu mam wrażenie, że co roku ludzi jakby mniej. W czasach mojego dzieciństwa, to właśnie koło 8 wieczorem były takie tłumy, że ledwie dało się przejść. Teraz pusto, część straganów już zlikwidowano, a przecież najpiękniej jest wieczorem, kiedy te wszystkie zapalone lampiony najlepiej są widoczne. To taki specyficzny balet swiateł okraszony wonią palącej się stearyny.
Dzisiejsze fotki, nowy link.
czwartek, 31 października 2013
Wrocław
Rano przeniosłem się na Borowską, na parking koło aquaparku. Okazało się, że informacja z intetnetu (na ich oficjalej stronie) nijak się ma do rzeczywistości. Inne godziny otwarcia, inny cennik. Ale się wykąpałem i trochę pomoczyłem.
Cały dzień testowałem rower miejski. Mają go wprowadzić w Białymstoku, więc trzeba sprawdzić to w praktyce. Wrażenia mam mieszane. Z jednej strony fajnie, bo mogę podjechać gdzieś w miarę szybko i za darmo, ale każdy z 9 rowerów jakimi dzisiaj jeździłem miał jakieś niedociągnięcie. Serwis działa nędznie.
Na zakończenie dnia pooglądałem ludzi uczestniczących w 3 paradzie na Helloween (nowa, świecka tradycja). Dwoma rowerkami wróciłem do kampera.
Dzisiejsze fotki.
Cały dzień testowałem rower miejski. Mają go wprowadzić w Białymstoku, więc trzeba sprawdzić to w praktyce. Wrażenia mam mieszane. Z jednej strony fajnie, bo mogę podjechać gdzieś w miarę szybko i za darmo, ale każdy z 9 rowerów jakimi dzisiaj jeździłem miał jakieś niedociągnięcie. Serwis działa nędznie.
Na zakończenie dnia pooglądałem ludzi uczestniczących w 3 paradzie na Helloween (nowa, świecka tradycja). Dwoma rowerkami wróciłem do kampera.
Dzisiejsze fotki.
środa, 30 października 2013
Dolny Śląsk
Jako że z Kudowy do Wrocławia niedaleko (ok 130 km) postanowiłem po drodze odwiedzić stare kąty.
Zacząłem od Dusznik. Cicho, pusto, szykują się już do sezonu zimowego. Pochodziłem trochę po parku zdrojowym i dalej w drogę.
W Kłodzku zatrzymałem się na parkingu pod samą twierdzą. Miasto podniosło się już po powodzi z 1997 roku, odmalowane domy, przerobione wybrzeże w okolicach mostu. Nie byłem tu od czasów studenckich i nie ma porównania stan obecny z tym co było wtedy.
Pochodziłem po starówce, zaliczyłem trasę podziemną i po krótkom odpoczynku poszedłem zwiedzać twierdzę.
Na wieczór dojechałem do Wrocławia. Pierwsza wizyta na cm. przy Bujwida i na nocleg przejechałem w sprawdzone miejsce, brama wjazdowa na Stadion Olimpijski.
Dzisiejsze fotki.
Zacząłem od Dusznik. Cicho, pusto, szykują się już do sezonu zimowego. Pochodziłem trochę po parku zdrojowym i dalej w drogę.
W Kłodzku zatrzymałem się na parkingu pod samą twierdzą. Miasto podniosło się już po powodzi z 1997 roku, odmalowane domy, przerobione wybrzeże w okolicach mostu. Nie byłem tu od czasów studenckich i nie ma porównania stan obecny z tym co było wtedy.
Pochodziłem po starówce, zaliczyłem trasę podziemną i po krótkom odpoczynku poszedłem zwiedzać twierdzę.
Na wieczór dojechałem do Wrocławia. Pierwsza wizyta na cm. przy Bujwida i na nocleg przejechałem w sprawdzone miejsce, brama wjazdowa na Stadion Olimpijski.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 29 października 2013
Już w kraju
Mój jesienny wyjazd powoli się kończy. Jestem już w kraju, stoję na stacji BP w Kudowie, ale do Białegostoku dotrę dopiero w przyszłym tygodniu.
Jihlava to kolejne, sympatyczne czeskie miasto z dobrze zachowanymi murami obronnymi. Teraz zostały one zamienione w teren spacerowy, pilnowany i zamykany na noc. W centrum duży plac pełniący rolę rynku. Jego nastrój psuje budynek wzniesiony w czasach socjalistycznej Czechosłowacji. Do dzisiaj mieści się w nim PRIOR.
Pochodziłem, pooglądałem a jak zacząłem się zbierać do wyjazdu, zaczęło padać. W moim ulubionym Hradec Kralove, zjadłem obiad, tradycyjnie już w restauracji pod czarnym koniem i do Kudowy na nocleg.
Dzisiejsze fotki.
Jihlava to kolejne, sympatyczne czeskie miasto z dobrze zachowanymi murami obronnymi. Teraz zostały one zamienione w teren spacerowy, pilnowany i zamykany na noc. W centrum duży plac pełniący rolę rynku. Jego nastrój psuje budynek wzniesiony w czasach socjalistycznej Czechosłowacji. Do dzisiaj mieści się w nim PRIOR.
Pochodziłem, pooglądałem a jak zacząłem się zbierać do wyjazdu, zaczęło padać. W moim ulubionym Hradec Kralove, zjadłem obiad, tradycyjnie już w restauracji pod czarnym koniem i do Kudowy na nocleg.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 28 października 2013
Przez Austrię do Czech
Rano pożegnałem się z Węgrami mając nadzieję, że w przyszłym roku znowu tam zawitam. Przez Austrię, tak jak prowadziła Jadzia, do Znojma, w tum koszmarnym parku rozrywki na samej granicy zjadłem obiad. Niestety, czeskich knedlików nie było, był tylko austryjacki, smaczny ale to nie to. Kofoli tam nigdy nie mieli, więc Cocacola. Na dodatek okazało się, że im wczoraj padła sieć, więc i WiFi nie działało. Za to podnieśli ceny, za gulasz z knedlikiem i kolą zapłaciłem 265 Kc - straszne.
Dojechałem do Jihlavy zgodnie z planem, stoję na parkingu w samym centrum. Na przeciwko McD i mam nawet sygnał w kamperze. Trochę pochodziłem po centrum, reszta spaceru jutro rano. Parking płatny od 7 do 18 (30 Kc za godzinę), więc noc za darmo.
Dzisiejsze fotki.
Dojechałem do Jihlavy zgodnie z planem, stoję na parkingu w samym centrum. Na przeciwko McD i mam nawet sygnał w kamperze. Trochę pochodziłem po centrum, reszta spaceru jutro rano. Parking płatny od 7 do 18 (30 Kc za godzinę), więc noc za darmo.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 27 października 2013
Pożegnanie z Madziarami
Rano zajrzałem na jarmark, ale część stoisk zniknęła jeszcze wczoraj wieczorem, następne zwijały się od rana, działały już tylko niektóre. Spotkałem trzeciego Polska handlującego na jarmarku, po rzeźbiarzu i wytwórcy kapci, dzisiaj był właściciel stoiska ze zniczami.
Dzisiaj była zmiana czasu, więc basen był dostępny dopiero od 11 starego czasu, popluskałem się na zapas - następne porządne mycie dopiero w Mszczonowie.
Wyjechałem ok 13, za dwie noce, z prądem, kąpielami i (niby) WiFi zapłaciłem 19,70€, więc całkiem przyzwoicie. Dzisiejsza trasa niewielka ok. 80 km z dłuższym postojem w Gyor. Wiele razy przejeżdżałem przez to miasto, ale nigdy nie byłem w centrum, a warto. Zwłaszcza teraz, gdy starówkę kończą odnawiać, porobiono same ciągi piesze więc można się snuć po centrum. Z zaparkowaniem jest problem, nawet dzisiaj, w niedziele musiałem długo szukać miejsca, ale się udało.
Na noc dojechałem do Mosonmagyarovar, znane i sprawdzone miejsce pod McD. Jutro, trochę przez Austrię, do braci Czechów. Do Jihlavy. W rynku jest duży parking, obok McD więc nie powinno być problemów z noclegiem.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj była zmiana czasu, więc basen był dostępny dopiero od 11 starego czasu, popluskałem się na zapas - następne porządne mycie dopiero w Mszczonowie.
Wyjechałem ok 13, za dwie noce, z prądem, kąpielami i (niby) WiFi zapłaciłem 19,70€, więc całkiem przyzwoicie. Dzisiejsza trasa niewielka ok. 80 km z dłuższym postojem w Gyor. Wiele razy przejeżdżałem przez to miasto, ale nigdy nie byłem w centrum, a warto. Zwłaszcza teraz, gdy starówkę kończą odnawiać, porobiono same ciągi piesze więc można się snuć po centrum. Z zaparkowaniem jest problem, nawet dzisiaj, w niedziele musiałem długo szukać miejsca, ale się udało.
Na noc dojechałem do Mosonmagyarovar, znane i sprawdzone miejsce pod McD. Jutro, trochę przez Austrię, do braci Czechów. Do Jihlavy. W rynku jest duży parking, obok McD więc nie powinno być problemów z noclegiem.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 26 października 2013
Komarno/Komarom, dzień 2
Burczok i medowina to niebezpieczna mieszanka. Dawno mi tak nie szumiało w głowie, jak wczoraj wieczorem.
Na campingu ma być WiFi, sygnał jest, komputer czy tablet łączą się, routing działa, DNS też działa prawidłowo, ale nie mogę otworzyć żadnej strony. Działa gg, tylko na telefonie, i tylko czasami. Na szczęście niedaleko, pod ratuszem, jest FREE WiFi ZONE. Wypracowałem już sobie metodę, piszę tekst w kamperku a w rynku tylko wrzucam do sieci.
Zapowiada się kolejny, słoneczny i gorący dzień. Wczoraj, gdyby nie chłodny wiatr, byłoby wręcz upalnie i jeździłem dahonkiem w samej koszulce bawełnianej. Dzisiaj pewnie wybiorę się na 2 kółkach na drugą stronę Dunaju.
Dzisiejsze fotki.
Na campingu ma być WiFi, sygnał jest, komputer czy tablet łączą się, routing działa, DNS też działa prawidłowo, ale nie mogę otworzyć żadnej strony. Działa gg, tylko na telefonie, i tylko czasami. Na szczęście niedaleko, pod ratuszem, jest FREE WiFi ZONE. Wypracowałem już sobie metodę, piszę tekst w kamperku a w rynku tylko wrzucam do sieci.
Zapowiada się kolejny, słoneczny i gorący dzień. Wczoraj, gdyby nie chłodny wiatr, byłoby wręcz upalnie i jeździłem dahonkiem w samej koszulce bawełnianej. Dzisiaj pewnie wybiorę się na 2 kółkach na drugą stronę Dunaju.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 25 października 2013
Komarno/Komarom
Komarno (słowackie) i Komarom (madziarskie), w sumie jedno miasto, jak Cieszyn. Na campingu niby jest WiFi, ale z nikim nie mogę się połączyć.
Do przyjazdu tutaj skusił mnie:
![]()
Každý jarmok má svoje čaro. K Ondrejskému jarmoku neodmysliteľne patrí vôňa vareného vína, medoviny, čerstvo pečenej klobásy či pečienky a samozrejme rôznorodý jarmočný tovar v stánkoch. Okrem jarmočných predajcov v uličke remeselníkov nájdete tradičných remeselníkov, ktorí budú ponúkať svoje vlastné výrobky prípadne Vám predvedú svoju zručnosť.
Ondrejský jarmok sa uskutoční v termíne 25. – 27. októbra 2013. Mesto Komárno srdečne očakáva predajcov aj návštevníkov tohto podujatia.
Tak ładnie się reklamują, że postanowiłem tutaj przyjechać.
Dzisiejsze fotki.
Do przyjazdu tutaj skusił mnie:
Ondrejský jarmok sa uskutoční v termíne 25. – 27. októbra 2013. Mesto Komárno srdečne očakáva predajcov aj návštevníkov tohto podujatia.
Tak ładnie się reklamują, że postanowiłem tutaj przyjechać.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 24 października 2013
Viszontlátásra Csokonyavisonta
10:45
Powoli się pakuję, trzeba pościągać ochraniacze na okna, zwinąć i wysuszyć podłogę przed kamperem i wiele innych prac, więc trochę to trwa.
Plan na dzisiaj - Siofok, trochę po nim połażę znowu a na noc chce zajechać do znanego mi już miejsca na stacji benzynowej koło Polgard. Na miejscu i knajpka, toalety i dostępne WiFi :)
19:30 Balaton o tej porze roku ma swój niepowtarzalny urok, kolorowe, jesienne liście i pustka, cisza, praktycznie zero turystów. Prawie wszystkie pizzerie, gyrosy, lodziarnie, piwiarnie pozamykane na głucho. Połaziłem trochę po Siofok, pooglądałem wieżę ciśnień, którą w zeszłym roku odremontowali, przerobili. Można windą wjechać na górę i podziwiać widoki. Nie skorzystałem, na przeciwko, w pasażu handlowym, na 2 piętrze jest bar i jeść można na tarasie mając podobne widoki.
Na węgierskiej ropie jeździ się inaczej, po raz kolejny to stwierdzam. Przejechałem od poprzedniego tankowania dokładnie 700 km i teraz do baku weszło równo 60 litrów. Tankowałem na stacji w Polgardi, tutaj też zostaję na nocleg. Jutro zaledwie 100 km do Komarna/Komarom.
Powoli się pakuję, trzeba pościągać ochraniacze na okna, zwinąć i wysuszyć podłogę przed kamperem i wiele innych prac, więc trochę to trwa.
Plan na dzisiaj - Siofok, trochę po nim połażę znowu a na noc chce zajechać do znanego mi już miejsca na stacji benzynowej koło Polgard. Na miejscu i knajpka, toalety i dostępne WiFi :)
19:30 Balaton o tej porze roku ma swój niepowtarzalny urok, kolorowe, jesienne liście i pustka, cisza, praktycznie zero turystów. Prawie wszystkie pizzerie, gyrosy, lodziarnie, piwiarnie pozamykane na głucho. Połaziłem trochę po Siofok, pooglądałem wieżę ciśnień, którą w zeszłym roku odremontowali, przerobili. Można windą wjechać na górę i podziwiać widoki. Nie skorzystałem, na przeciwko, w pasażu handlowym, na 2 piętrze jest bar i jeść można na tarasie mając podobne widoki.
Na węgierskiej ropie jeździ się inaczej, po raz kolejny to stwierdzam. Przejechałem od poprzedniego tankowania dokładnie 700 km i teraz do baku weszło równo 60 litrów. Tankowałem na stacji w Polgardi, tutaj też zostaję na nocleg. Jutro zaledwie 100 km do Komarna/Komarom.
Dzisiejsze fotki.
środa, 23 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 8
Druga połowa października a pogoda jak w lecie. Bezchmurne niebo, a na termometrze w porywach było nawet 25 stopni. Przy takiej temperaturze woda termalna, zwłaszcza taka jak tutaj czyli ok 38 stopni, to nie jest najlepszy pomysł. W budynku dzisiaj tylko jakieś niedogrzane jednostki, cała reszta pod wiatą, gdzie wiatr trochę pomagał.
Posprzątałem dzisiaj trochę Mruczka, wytrzepałem dywaniki z piasku jeszcze z Gdańska, przetarłem na mokro podłogę - wygląda elegancko :)
Jutro po kąpielach i śniadaniu - w drogę, trzeba się wreszcie ruszyć.
Posprzątałem dzisiaj trochę Mruczka, wytrzepałem dywaniki z piasku jeszcze z Gdańska, przetarłem na mokro podłogę - wygląda elegancko :)
Jutro po kąpielach i śniadaniu - w drogę, trzeba się wreszcie ruszyć.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 22 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 7
10:30
Pogoda dzisiaj prześliczna, nie wieje, słońce świeci, zaraz się wybieram na rower.
Kamperek o którym pisałem wczoraj - dzisiaj wygląda następująco:
Czekałem ze zdjęciem aż właściciele pójdą się pluskać.
14:00
Pogoda się popsuła, więc szybciej wróciłem niż planowałem. Grzeje sobie w kamperku na obiad zúzapörkölt, czyli gulasz z żołądków drobiowych a tu do środka pcha mi się panienka :)
Żywa reklama węgierskiej żywności :)
Pogoda dzisiaj prześliczna, nie wieje, słońce świeci, zaraz się wybieram na rower.
Kamperek o którym pisałem wczoraj - dzisiaj wygląda następująco:
Czekałem ze zdjęciem aż właściciele pójdą się pluskać.
14:00
Pogoda się popsuła, więc szybciej wróciłem niż planowałem. Grzeje sobie w kamperku na obiad zúzapörkölt, czyli gulasz z żołądków drobiowych a tu do środka pcha mi się panienka :)
Żywa reklama węgierskiej żywności :)
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 21 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 6
Wiało wczoraj mocno, wiało i nawiało. W nocy padało a dzisiaj cały dzień więcej chmur niż błękitnego nieba.
Udało mi się dzisiaj spotkać z panią Zuza, szefową campingu i już zapłaciłem za pobyt.Zaskoczyła mnie bardzo, bo przywitała mnie moim nazwiskiem :) Nie tylko pamięta twarz (lub kampera) ale i zapamiętała nazwisko. W ogóle sporo "znajomych" tutaj spotkałem, osób, które co roku pojawiają się w Csokonyavisonta. teraz na przykład, na przeciwko mnie stoi ten kamperek a Austrii:
A zdjęcie było robione w 2010 roku czyli trzy lata temu :)
Udało mi się dzisiaj spotkać z panią Zuza, szefową campingu i już zapłaciłem za pobyt.Zaskoczyła mnie bardzo, bo przywitała mnie moim nazwiskiem :) Nie tylko pamięta twarz (lub kampera) ale i zapamiętała nazwisko. W ogóle sporo "znajomych" tutaj spotkałem, osób, które co roku pojawiają się w Csokonyavisonta. teraz na przykład, na przeciwko mnie stoi ten kamperek a Austrii:
A zdjęcie było robione w 2010 roku czyli trzy lata temu :)
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 20 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 5
11:00
Już po porannych kąpielach, po śniadaniu. Słońce od rana piękne. A mnie naszły takie przemyślenia, że madziarzy swój kraj podziurkowali jak ser szwajcarski, gdzie się człowiek nie obejrzy, to termy i termy.
Tutaj w Csokonyavisonta są ale w Barcs, niecałe 20 km na południe - też jest Barcsi Gyógyfürdő és Rekreációs Központz woda do 40 stopni.
Następne ok 10 km na zachod od Csokonyavisonta, w Babócs.
Na północ ok 20 km od Csokonyavisonta, Nagyatad są nawet dwa takie obiekty - jeden basen letni, na obrzeżach miasteczka, drugi, typowo leczniczy, w samym centrum, w ładnym parku - Nagyatádi Termál- és Gyógyfürdő.
Na wschód od Csokonyavisonta, ok 40 km drogą w mieście Szigetvár następne termy - Szigetvári Gyógyfürdő.
Sądzę, że gdyby lepiej poszukać znalazłoby się jeszcze kilka takich miejsc w promieniu 50 km od Csokonyavisonta. Podobnie jest w rejonie Debreczyna czy Egeru, chyba co miasteczko to termy, więc jest w czym wybierać.
Można sobie pooglądać/poczytać o tych termach, SPA, hotelach itp na tej stronie.
Już po porannych kąpielach, po śniadaniu. Słońce od rana piękne. A mnie naszły takie przemyślenia, że madziarzy swój kraj podziurkowali jak ser szwajcarski, gdzie się człowiek nie obejrzy, to termy i termy.
Tutaj w Csokonyavisonta są ale w Barcs, niecałe 20 km na południe - też jest Barcsi Gyógyfürdő és Rekreációs Központz woda do 40 stopni.
Następne ok 10 km na zachod od Csokonyavisonta, w Babócs.
Na północ ok 20 km od Csokonyavisonta, Nagyatad są nawet dwa takie obiekty - jeden basen letni, na obrzeżach miasteczka, drugi, typowo leczniczy, w samym centrum, w ładnym parku - Nagyatádi Termál- és Gyógyfürdő.
Na wschód od Csokonyavisonta, ok 40 km drogą w mieście Szigetvár następne termy - Szigetvári Gyógyfürdő.
Sądzę, że gdyby lepiej poszukać znalazłoby się jeszcze kilka takich miejsc w promieniu 50 km od Csokonyavisonta. Podobnie jest w rejonie Debreczyna czy Egeru, chyba co miasteczko to termy, więc jest w czym wybierać.
Można sobie pooglądać/poczytać o tych termach, SPA, hotelach itp na tej stronie.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 19 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 4
Słońce, termy - cóż więcej można pisać.
Dzisiaj dla odmiany poszedłem na obiad do pobliskiej, znanej mi z poprzednich lat knajpki. Cigánypecsenye z grzebieniem z boczku i obficie posypany świeżym czosnkiem, smakowało jak zawsze wspaniale. Do tego kieliszek czerwonego wytrawnego winka - echhhhh :) I to wszystko za niecałe 2 tys ft.
Dzisiaj dla odmiany poszedłem na obiad do pobliskiej, znanej mi z poprzednich lat knajpki. Cigánypecsenye z grzebieniem z boczku i obficie posypany świeżym czosnkiem, smakowało jak zawsze wspaniale. Do tego kieliszek czerwonego wytrawnego winka - echhhhh :) I to wszystko za niecałe 2 tys ft.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 18 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 3
8:20
Ciekawa zbieżność, dokładnie rok temu wylałem herbatę na komputer i straciłem klawiaturę. Dzisiaj przestał mi działać dźwięk w Toshibie. Czyżby 18 października był feralnym dniem komputera ? :)
Nic to - jak mawiał Pan Michał - zaraz idę się moczyć a później zrobię jajecznicę i pewnie na rowerek. Trzeba korzystać z ostatnich słonecznych dni.
15:00
Pokręciłem się trochę na rowerku po osiedlu domków letniskowych wokół kąpieliska. Później pojechałem do sklepu w centrum po bułki i pomidory. Winogrona niestety już się skończyły, ale można je mieć w postaci płynnej :) Obiadek na trawie, koło kamperka (gulasz z puszki, ryz jeszcze z Polski i pomidory oraz płynne winogrona na deser. Pogoda ...... wspaniała. Gdyby nie ten chłodny wiaterek, można by powiedzieć, że wręcz upalna. prognozo na kilka najbliższych dni są podobne.
Przyjechało dzisiaj kilka ekip madziarskich, ale chyba nie jest to taki zlot, jaki był rok temu. Po prostu - korzystają na weekend z pięknej pogody.
Tutejsze cztery koty snują się między kamperami i sprawdzają gdzie maja dla nich jakieś smakołyki. Rano, gdy moczyłem się przed śniadaniem w basenie, buras łaził od ławki do ławki i obwąchiwał co ciekawego ludzie maja w reklamówkach. Chyba nic nie znalazł, bo machnął ogonem i poszedł dalej.
15:30
A jednak. Przeszedłem się trochę po campingu i widzę, że lokalny klub campingowy wywiesił swoja flagę, więc szukam w sieci i znalazłem, tym razem na fb, informacje o ich spotkaniu tutaj, w Csokonyavisonta.
Ustawili się ładnie w kółeczko, w drugiej części campingu, pewnie podobnie, jak rok temu, na zakończenie będą sztuczne ognie. Impreza planowana aż do 23 bo tego dnia jest Święto Narodowe (Nemzeti ünnep) - Dzień Republiki, obchodzony uroczyście od 1989r. w celu upamiętnienia wybuchu rewolucji 1956r.
Program maja bardzo ciekawy: pływanie, przyjaznye rozmowy, wino i opcjonalna wycieczka
Z innych ciekawostek - przyczepka z wrocławską tablicą rejestracyjną stoi nadal. Widać, że nie była używana, nie była ruszana.
Ciekawa zbieżność, dokładnie rok temu wylałem herbatę na komputer i straciłem klawiaturę. Dzisiaj przestał mi działać dźwięk w Toshibie. Czyżby 18 października był feralnym dniem komputera ? :)
Nic to - jak mawiał Pan Michał - zaraz idę się moczyć a później zrobię jajecznicę i pewnie na rowerek. Trzeba korzystać z ostatnich słonecznych dni.
15:00
Pokręciłem się trochę na rowerku po osiedlu domków letniskowych wokół kąpieliska. Później pojechałem do sklepu w centrum po bułki i pomidory. Winogrona niestety już się skończyły, ale można je mieć w postaci płynnej :) Obiadek na trawie, koło kamperka (gulasz z puszki, ryz jeszcze z Polski i pomidory oraz płynne winogrona na deser. Pogoda ...... wspaniała. Gdyby nie ten chłodny wiaterek, można by powiedzieć, że wręcz upalna. prognozo na kilka najbliższych dni są podobne.
Przyjechało dzisiaj kilka ekip madziarskich, ale chyba nie jest to taki zlot, jaki był rok temu. Po prostu - korzystają na weekend z pięknej pogody.
Tutejsze cztery koty snują się między kamperami i sprawdzają gdzie maja dla nich jakieś smakołyki. Rano, gdy moczyłem się przed śniadaniem w basenie, buras łaził od ławki do ławki i obwąchiwał co ciekawego ludzie maja w reklamówkach. Chyba nic nie znalazł, bo machnął ogonem i poszedł dalej.
15:30
A jednak. Przeszedłem się trochę po campingu i widzę, że lokalny klub campingowy wywiesił swoja flagę, więc szukam w sieci i znalazłem, tym razem na fb, informacje o ich spotkaniu tutaj, w Csokonyavisonta.
Ustawili się ładnie w kółeczko, w drugiej części campingu, pewnie podobnie, jak rok temu, na zakończenie będą sztuczne ognie. Impreza planowana aż do 23 bo tego dnia jest Święto Narodowe (Nemzeti ünnep) - Dzień Republiki, obchodzony uroczyście od 1989r. w celu upamiętnienia wybuchu rewolucji 1956r.
Program maja bardzo ciekawy: pływanie, przyjaznye rozmowy, wino i opcjonalna wycieczka
Z innych ciekawostek - przyczepka z wrocławską tablicą rejestracyjną stoi nadal. Widać, że nie była używana, nie była ruszana.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 17 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 2
11:00
Wieczorem i w nocy wiało bardzo mocno. Zwinąłem markizę, żeby Mruczek nie zamienił się w żaglówkę. Teraz jeszcze trochę wieje, ale o wiele słabiej. Słońce świeci ale wiatr chłodny.
Plan dnia tradycyjny - rano było moczenie się, dzisiaj na zewnątrz, pod wiatą, później śniadanie, małe sprzątanie a teraz wybieram się na dahonku do "centrum" - ok 4 km w jedna stronę.
Wieczorem i w nocy wiało bardzo mocno. Zwinąłem markizę, żeby Mruczek nie zamienił się w żaglówkę. Teraz jeszcze trochę wieje, ale o wiele słabiej. Słońce świeci ale wiatr chłodny.
Plan dnia tradycyjny - rano było moczenie się, dzisiaj na zewnątrz, pod wiatą, później śniadanie, małe sprzątanie a teraz wybieram się na dahonku do "centrum" - ok 4 km w jedna stronę.
Dzisiejsze fotki.
środa, 16 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 1
13:00
Ech ten zapaszek ropy naftowej :) Tak tutaj pachnie woda termalna.
Dzień zaczął się tradycyjnie - pluskaniem. Na basen trzeba było iść z parasolem, bo nieźle padało. Później śniadanie, mały spacerek do sklepu, znowu basen.
Pogoda się zmieniła, zgodnie z ostrzeżeniami - zaczęło mocno wiać, chmury wywiało. Szykuję sobie obiad w kamperze, później przed 18 jeszcze jedna tura moczenia się i kolacja.
17:00
Łażąc dzisiaj trochę po okolicy doszedłem do wniosku, że tutaj czas się zatrzymał.Wszystko wygląda tak jak wyglądało 1,2 czy 3 lata temu. Pewnie i rozkład jazdy autobusów jest taki sam :)
Chociaż nie, jedna rzecz się zmieniła. Jeszcze rok temu, by mieć internet w kamperze, trzeba było się dobrze ustawić i był tylko jeden punkt dostępowy furdo. Teraz takich punktów jest już 4, sygnał mam bardzo dobry, nawet przy zasłoniętych oknach materiałem metalizowanym. Dzisiaj w budynku, tam gdzie jest basen z ciepłą wodą, na ławce siedziała kobieta, w ręczniku i z tabletem w ręce. Trzeba się rozglądać za tabletem wodoodpornym - wtedy będzie można siedzieć w basenie i mieć dostęp do internetu (kompletna paranoja :) )
Od rana rozglądałem się za panią Zuzą, szefową campingu, pojawiła się około 14. Uśmiechnęła się na mój widok (już w zeszłym roku mnie poznawała jako stałego bywalca), pomachaliśmy sobie i powiedziała, że formalności będziemy załatwiać jutro. I to tez mi się na tutejszym campingu podoba - wierzą ludziom. Przyjechałem wieczorem, ustawiłem się, podłączyłem do prądu, moczę się od rana i nikt mnie nie goni, nie pilnuje, nie sprawdza - jak na kilku innych campingach bywało. Ja to tłumaczę tym, że najbardziej sprawdzają i pilnują tam gdzie Polacy często bywają (chociaż Hajduboszormeny burzy te teorię) a tutaj trudno spotkać polskiego kamperka. Jak jestem tutaj już po raz piąty - tylko raz i to na jedna noc, zawitał kamper z literkami PL i tylko na jedna noc.
Ech ten zapaszek ropy naftowej :) Tak tutaj pachnie woda termalna.
Dzień zaczął się tradycyjnie - pluskaniem. Na basen trzeba było iść z parasolem, bo nieźle padało. Później śniadanie, mały spacerek do sklepu, znowu basen.
Pogoda się zmieniła, zgodnie z ostrzeżeniami - zaczęło mocno wiać, chmury wywiało. Szykuję sobie obiad w kamperze, później przed 18 jeszcze jedna tura moczenia się i kolacja.
17:00
Łażąc dzisiaj trochę po okolicy doszedłem do wniosku, że tutaj czas się zatrzymał.Wszystko wygląda tak jak wyglądało 1,2 czy 3 lata temu. Pewnie i rozkład jazdy autobusów jest taki sam :)
Chociaż nie, jedna rzecz się zmieniła. Jeszcze rok temu, by mieć internet w kamperze, trzeba było się dobrze ustawić i był tylko jeden punkt dostępowy furdo. Teraz takich punktów jest już 4, sygnał mam bardzo dobry, nawet przy zasłoniętych oknach materiałem metalizowanym. Dzisiaj w budynku, tam gdzie jest basen z ciepłą wodą, na ławce siedziała kobieta, w ręczniku i z tabletem w ręce. Trzeba się rozglądać za tabletem wodoodpornym - wtedy będzie można siedzieć w basenie i mieć dostęp do internetu (kompletna paranoja :) )
Od rana rozglądałem się za panią Zuzą, szefową campingu, pojawiła się około 14. Uśmiechnęła się na mój widok (już w zeszłym roku mnie poznawała jako stałego bywalca), pomachaliśmy sobie i powiedziała, że formalności będziemy załatwiać jutro. I to tez mi się na tutejszym campingu podoba - wierzą ludziom. Przyjechałem wieczorem, ustawiłem się, podłączyłem do prądu, moczę się od rana i nikt mnie nie goni, nie pilnuje, nie sprawdza - jak na kilku innych campingach bywało. Ja to tłumaczę tym, że najbardziej sprawdzają i pilnują tam gdzie Polacy często bywają (chociaż Hajduboszormeny burzy te teorię) a tutaj trudno spotkać polskiego kamperka. Jak jestem tutaj już po raz piąty - tylko raz i to na jedna noc, zawitał kamper z literkami PL i tylko na jedna noc.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 15 października 2013
Na zachód
Kolejny słoneczny ale wietrzy dzień. W ciągu dnia temperatura dochodziła do 26 stopni - sama przyjemność.
Przez Mohacs, gdzie trzeba było przeprawić się promem na druga stronę Dunaju do Peczu. Tutaj dwugodzinny postój, spacer po uroczej starówce i dalej w drogę w moje ulubione miejsce, czyli na termy gdzie woda śmierdzi ropa naftową ale bardzo dobrze na mnie działa., czyli Csokonyavisonta. Tutaj posiedzę co najmniej tydzień, więc następne wpisy będą dość monotonne.
Przez Mohacs, gdzie trzeba było przeprawić się promem na druga stronę Dunaju do Peczu. Tutaj dwugodzinny postój, spacer po uroczej starówce i dalej w drogę w moje ulubione miejsce, czyli na termy gdzie woda śmierdzi ropa naftową ale bardzo dobrze na mnie działa., czyli Csokonyavisonta. Tutaj posiedzę co najmniej tydzień, więc następne wpisy będą dość monotonne.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 14 października 2013
Dalej, w drogę
9:00
Pół nocy walczyłem z bzykaczami. Nie tylko małe muszki się pojawiły wraz z ciepłym, powietrzem, komary też postanowiły pożerować na mnie. Za to na campingu już zima w pełni, wody na placu nie ma, wyłączyli, krany pootwierali, wyjadę chyba bez dolania wody bo nosić w konewce, z kuchni, nie mam ochoty.
Plan na dzisiaj: przez Szolnok i Kecskemet do Kiskunmajsa, gdzie jest camping i oczywiście termy. Miejsce to mocno zachwalali rodacy których spotkałem w Hajduboszormeny. Zobaczymy jak tam jest. Najwyżej przeniosę się kilka kilometrów dalej, do Kiskunhalas, na camping z termami, na którym byłem w zeszłym roku.
19:00
Śliczną pogodę mam dzisiaj, można powiedzieć, że wreszcie "węgierską" - w Kecskemecie , o 14 termometr pokazywał nawet 27 stopni. Tutaj, w Kiskunmajsa, o 18 było już tylko 20.
Camping ładny, duży, kąpielisko widać że niedawno odremontowane. Wyobrażam sobie, co tutaj się dzieje w sezonie, jakie dzikie tłumy tu krążą. Liczą tutaj inaczej niż na innych termach, w opłacie za camping nie ma wejścia na termy - tam trzeba kupować bilet osobno.
Cena, jak się policzy wszystko razem - mniej więcej taka jak na innych obiektach - gdybym siedział tutaj kilka dni, to za każdy zapłaciłbym niecałe 4 tys forintów.
Pół nocy walczyłem z bzykaczami. Nie tylko małe muszki się pojawiły wraz z ciepłym, powietrzem, komary też postanowiły pożerować na mnie. Za to na campingu już zima w pełni, wody na placu nie ma, wyłączyli, krany pootwierali, wyjadę chyba bez dolania wody bo nosić w konewce, z kuchni, nie mam ochoty.
Plan na dzisiaj: przez Szolnok i Kecskemet do Kiskunmajsa, gdzie jest camping i oczywiście termy. Miejsce to mocno zachwalali rodacy których spotkałem w Hajduboszormeny. Zobaczymy jak tam jest. Najwyżej przeniosę się kilka kilometrów dalej, do Kiskunhalas, na camping z termami, na którym byłem w zeszłym roku.
19:00
Śliczną pogodę mam dzisiaj, można powiedzieć, że wreszcie "węgierską" - w Kecskemecie , o 14 termometr pokazywał nawet 27 stopni. Tutaj, w Kiskunmajsa, o 18 było już tylko 20.
Camping ładny, duży, kąpielisko widać że niedawno odremontowane. Wyobrażam sobie, co tutaj się dzieje w sezonie, jakie dzikie tłumy tu krążą. Liczą tutaj inaczej niż na innych termach, w opłacie za camping nie ma wejścia na termy - tam trzeba kupować bilet osobno.
Cena, jak się policzy wszystko razem - mniej więcej taka jak na innych obiektach - gdybym siedział tutaj kilka dni, to za każdy zapłaciłbym niecałe 4 tys forintów.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 13 października 2013
Tiszafüred, niedziela
12:00
I skończyła się słoneczna pogoda, w nocy padało a teraz jest dalej ciepło ale pochmurno i duszno.
Rano śniadanie, basen, zakupy i karmienie czarnego kota. Podszedł do mnie tubylec, mniej więcej w moim wieku i pogadaliśmy sobie. On oczywiście tylko po węgiersku ale i tak się rozumieliśmy, Tłumaczył mi, że en kot tutaj mieszka i że wszyscy go dokarmiają. Zresztą, jak kocisko skończyło moje jedzenie, podszedł inny facet, też z siwa głową i poczęstował kota kolejna porcją. Widać po futrze, że kocisko ma się dobrze.
Następny punkt programu dziennego, to "specjalistyczna gimnastyka" czyli zbieranie orzechów. Żeby zebrać ponad 100 trzeba wykonać kilkadziesiąt skłonów czy przysiadów - świetna gimnastyka na kręgosłup :)
Orzechów mam chyba ze trzy razy więcej niż zebrałem w zeszłym roku, dzisiaj po nocnym deszczu przyniosłem całą reklamówkę.
I skończyła się słoneczna pogoda, w nocy padało a teraz jest dalej ciepło ale pochmurno i duszno.
Rano śniadanie, basen, zakupy i karmienie czarnego kota. Podszedł do mnie tubylec, mniej więcej w moim wieku i pogadaliśmy sobie. On oczywiście tylko po węgiersku ale i tak się rozumieliśmy, Tłumaczył mi, że en kot tutaj mieszka i że wszyscy go dokarmiają. Zresztą, jak kocisko skończyło moje jedzenie, podszedł inny facet, też z siwa głową i poczęstował kota kolejna porcją. Widać po futrze, że kocisko ma się dobrze.
Następny punkt programu dziennego, to "specjalistyczna gimnastyka" czyli zbieranie orzechów. Żeby zebrać ponad 100 trzeba wykonać kilkadziesiąt skłonów czy przysiadów - świetna gimnastyka na kręgosłup :)
Orzechów mam chyba ze trzy razy więcej niż zebrałem w zeszłym roku, dzisiaj po nocnym deszczu przyniosłem całą reklamówkę.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 12 października 2013
Tiszafüred, sobota
Zrobiło się ciepło, prawie upalnie. W ciągu dnia termometr pokazywał nawet 24 stopnie. Po porannym basenie i śniadaniu wybrałem się na wycieczkę nad Tisze. Niestety, pojawiło się dużo małych muszek. Niby nie gryzą ale jazda na rowerze w chmurze tych owadów jest bardzo nieprzyjemne. Nie dość, że przyczepiają się do ciała i ubrania (co widać na zdjęciach) ale ciągle wpadają do oczu, nosa, ust - straszne. Wypadałoby chyba jeździć w masce.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 11 października 2013
Tiszafüred, piątek
10:00
Trochę powiało, chmury rozgoniło, w słońcu od razu wszystko wygląda ładniej i weselej. Dodatkowo wiatr pozrzucał sporo orzechów. Poranny spacer pod drzewami i nazbierałem koło 150. Dobrze ze zapobiegliwie zabrałem ze sobą torbę, inaczej musiałbym się wracać do kampera. W sumie mam już nazbierane jedną, pełna reklamówkę orzechów, będzie co łuskać przez zimę :)
20:00
Kilka dni temu w nocy bywały temperatury ujemne, teraz, już po zachodzie słońca termometr pokazuje +20. Wygląda na to, że taka pogoda utrzyma się jeszcze kilka dni.
Dzięki wiatrowi, mimo tego że nie jestem tutaj jedynym zbierającym orzechy - udało mi się dzisiaj sporo nazbierać: 150 rano, w południe ponad 100 i po południu kolejna 100. A na drzewach jeszcze sporo wisi.
Trochę powiało, chmury rozgoniło, w słońcu od razu wszystko wygląda ładniej i weselej. Dodatkowo wiatr pozrzucał sporo orzechów. Poranny spacer pod drzewami i nazbierałem koło 150. Dobrze ze zapobiegliwie zabrałem ze sobą torbę, inaczej musiałbym się wracać do kampera. W sumie mam już nazbierane jedną, pełna reklamówkę orzechów, będzie co łuskać przez zimę :)
20:00
Kilka dni temu w nocy bywały temperatury ujemne, teraz, już po zachodzie słońca termometr pokazuje +20. Wygląda na to, że taka pogoda utrzyma się jeszcze kilka dni.
Dzięki wiatrowi, mimo tego że nie jestem tutaj jedynym zbierającym orzechy - udało mi się dzisiaj sporo nazbierać: 150 rano, w południe ponad 100 i po południu kolejna 100. A na drzewach jeszcze sporo wisi.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 10 października 2013
Tiszafüred, mokry czwartek
12:00
Całą noc padało, teraz jakby trochę przestało. Wczoraj dojechały trzy nowe kamperki ale widać pogoda ich wystraszyła - dwa odjechały, z samego rana.
Taka pogoda ma swoje plusy: po pierwsze - na basenie pusto, dzisiaj przed południem moczyłem się sam. Mogłem spokojnie obserwować ciemny osad przesuwający się po dnie, słuchać bulgotanie z rur, którymi ciągle dopływa gorąca woda (efekty podobne jak w Csokonyavisonta). Poza tym, po nocnym deszczu pod drzewami dużo orzechów włoskich - deszcz je zrzucił a zbieraczy widać nie było. Spacer na basen i mam kolejnych 55 orzechów (dwie pełne kieszenie szlafroka).
Za chwilę wybieram się do miasta na obiad i kolejną porcję winogron.
Całą noc padało, teraz jakby trochę przestało. Wczoraj dojechały trzy nowe kamperki ale widać pogoda ich wystraszyła - dwa odjechały, z samego rana.
Taka pogoda ma swoje plusy: po pierwsze - na basenie pusto, dzisiaj przed południem moczyłem się sam. Mogłem spokojnie obserwować ciemny osad przesuwający się po dnie, słuchać bulgotanie z rur, którymi ciągle dopływa gorąca woda (efekty podobne jak w Csokonyavisonta). Poza tym, po nocnym deszczu pod drzewami dużo orzechów włoskich - deszcz je zrzucił a zbieraczy widać nie było. Spacer na basen i mam kolejnych 55 orzechów (dwie pełne kieszenie szlafroka).
Za chwilę wybieram się do miasta na obiad i kolejną porcję winogron.
Dzisiejsze fotki.
środa, 9 października 2013
Tiszafüred, środa
10:30
Jak przyjechałem tutaj, na camping, koło mnie stały dwa kamperki i przyczepka. Wszyscy oczywiście to Niemcy. Kamperki już wyjechały, dzisiaj pakuje się sąsiad. Dwa inne niemieckie kamperki tez dzisiaj rano odjechały. Jak tak dalej pójdzie, to za dwa dni będę jedynym lokatorem na campingu :)
Słońce nawet się pokazało na niebie ale na razie chłodno, termometr (przy ścianie kampera) pokazuje 12 stopni ale pewnie jest mniej. Wybieram się dzisiaj na druga stronę Tiszy, do Porosslo. Jak mi zabraknie sił iu ochoty - mogę wrócić pociągiem (całe 10 km), pociągi jeżdżą co dwie godziny.
21:00Jak przyjechałem tutaj, na camping, koło mnie stały dwa kamperki i przyczepka. Wszyscy oczywiście to Niemcy. Kamperki już wyjechały, dzisiaj pakuje się sąsiad. Dwa inne niemieckie kamperki tez dzisiaj rano odjechały. Jak tak dalej pójdzie, to za dwa dni będę jedynym lokatorem na campingu :)
Słońce nawet się pokazało na niebie ale na razie chłodno, termometr (przy ścianie kampera) pokazuje 12 stopni ale pewnie jest mniej. Wybieram się dzisiaj na druga stronę Tiszy, do Porosslo. Jak mi zabraknie sił iu ochoty - mogę wrócić pociągiem (całe 10 km), pociągi jeżdżą co dwie godziny.
Niesamowicie wygląda przyroda po pierwszych przymrozkach. Tam gdzie przeszła fala zimnego powietrza liście pożółkły, reszta nadal jest zielona. Poza tym część drzew pozmieniała kolor liści na czerwony czy wręcz ciemno wiśniowy. Trasa przez zalew Tiszy daje możliwość takich pieknych widoków - szkoda ze dzisiaj było pochmurno, w słońcu wszystko wyglądałoby jeszcze piękniej.
W Poroszlo byłem niezbyt długo - deszcz mnie wypłoszył i wróciłem pociągiem, za 250 ft (za rower znowu nikt nie chciał od mnie zapłaty).
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 8 października 2013
Tiszafüred, wtorek
11:00
Pogoda już nie taka słoneczna jak wczoraj, chmury, wiaterek i zimno.
Jako że restauracja na campingu jest już zamknięta, planuję spenetrować dzisiaj lokal w centrum o dumnej nazwie NEMZETI ÉTTEREM. Mają dzienne menu w rozsądnej cenie 700 ft.
Internet to potęga :)
16:30
Obiad smaczny - rosół z makaronem, gulasz z kluseczkami i marynowanymi warzywami. Na deser oczywiście kupiłem sobie większa ilość winogron.
Pogoda się poprawiła, już tak nie wieje, mniej chmur na niebie, więc się trochę pokręciłem na dahonku po mieście.
Pogoda już nie taka słoneczna jak wczoraj, chmury, wiaterek i zimno.
Jako że restauracja na campingu jest już zamknięta, planuję spenetrować dzisiaj lokal w centrum o dumnej nazwie NEMZETI ÉTTEREM. Mają dzienne menu w rozsądnej cenie 700 ft.
Internet to potęga :)
16:30
Obiad smaczny - rosół z makaronem, gulasz z kluseczkami i marynowanymi warzywami. Na deser oczywiście kupiłem sobie większa ilość winogron.
Pogoda się poprawiła, już tak nie wieje, mniej chmur na niebie, więc się trochę pokręciłem na dahonku po mieście.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 7 października 2013
Tiszafüred
Ładny, słoneczny dzień za mną ale chociaż słońce świeciło jak latem, to chłodne powietrze dawało o sobie znać, nawet przy niezbyt szybkiej jeździe na rowerze. Rano małe zakupy, śniadanie, basen a później na rowerze spenetrowałem trochę wał przeciwpowodziowy nad Cisa.
Restauracja na campingu już nie działa więc obiad zjadłem w kamperze - puszkowe leczo z kiełbaską i ryżem.Później kolejna wyprawa nad Cisę i wieczorne moczenie w basenie.
Trzeba będzie kiedyś tutaj przyjechać jak jeszcze te wszystkie lokaliki i knajpki będą otwarte.
Restauracja na campingu już nie działa więc obiad zjadłem w kamperze - puszkowe leczo z kiełbaską i ryżem.Później kolejna wyprawa nad Cisę i wieczorne moczenie w basenie.
Trzeba będzie kiedyś tutaj przyjechać jak jeszcze te wszystkie lokaliki i knajpki będą otwarte.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 6 października 2013
Tisza czyli Cisa
Niedzielny program artystyczny w Tokaju miał się zacząć o 14 (kiedyś trzeba odespać) więc pojechałem dalej. Camping w Tokaju - jak w zeszłym roku - nic ciekawego, brak WiFi za to cenę podnieśli - teraz zapłaciłem 1200 za kampera, 900 za mnie i 1000 za prąd czyli w sumie 3100 ft. Zapowiadała sie kolejna mroźna noc (i taka była) więc wolałem mieć możliwość dogrzania się farelką.
Znowu przez Nyiregyhaza (tam jest bankomat UniCredit) dojechałem do Hortobagy czyli centrum Parku Narodowego - węgierskiej puszty. Na miejscu okazało się, że w ten weekend tutaj też był festyn, z pokazami końskimi - niestety, trafiłem na przysłowiowe gaszenie świec czyli wysłuchałem dumnego przemówienia i hymnu Węgier na zakończenie imprezy :)
Dojechałem do Tiszafured, ulokowałem się na campingu - za noc, z prądem, będę płacił po 33350 ft.
Basenik na wolnym powietrzu już bez wody, czynny tylko ten pod dachem. Pomoczyłem się i odpoczywam. Na jutro i wtorek zapowiadają słoneczną pogodę - w planie mam pojeździć dahonkiem nad zalewem.
Znowu przez Nyiregyhaza (tam jest bankomat UniCredit) dojechałem do Hortobagy czyli centrum Parku Narodowego - węgierskiej puszty. Na miejscu okazało się, że w ten weekend tutaj też był festyn, z pokazami końskimi - niestety, trafiłem na przysłowiowe gaszenie świec czyli wysłuchałem dumnego przemówienia i hymnu Węgier na zakończenie imprezy :)
Dojechałem do Tiszafured, ulokowałem się na campingu - za noc, z prądem, będę płacił po 33350 ft.
Basenik na wolnym powietrzu już bez wody, czynny tylko ten pod dachem. Pomoczyłem się i odpoczywam. Na jutro i wtorek zapowiadają słoneczną pogodę - w planie mam pojeździć dahonkiem nad zalewem.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 5 października 2013
Tokaj, sobota
Tokaj
Dzisiaj od rana krążyłem po Tokaju, oglądałem stragany, ludzi, występy. Mam wrażenie, że na ulicy najwięcej było polaków. Chyba wracamy do miłej tradycji picia węgrzyna.
Sama parada była dość mizerna i trwała bardzo krótko. Sprawiała wrażenie imprezy zorganizowanej dla turystów a nie dla tubylców. Ale spacerując po ładnym miasteczku, w piękny słoneczny dzień z kieliszkiem dobrego wina w ręce wszystko będzie się podobało.
Za zdrowie znajomych i przyjaciół a na pohybel wrogom wypiłem do dna, więc dzisiejszy dzień będę wspominał miło.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj od rana krążyłem po Tokaju, oglądałem stragany, ludzi, występy. Mam wrażenie, że na ulicy najwięcej było polaków. Chyba wracamy do miłej tradycji picia węgrzyna.
Sama parada była dość mizerna i trwała bardzo krótko. Sprawiała wrażenie imprezy zorganizowanej dla turystów a nie dla tubylców. Ale spacerując po ładnym miasteczku, w piękny słoneczny dzień z kieliszkiem dobrego wina w ręce wszystko będzie się podobało.
Za zdrowie znajomych i przyjaciół a na pohybel wrogom wypiłem do dna, więc dzisiejszy dzień będę wspominał miło.
Dzisiejsze fotki.
Tokaj, piątek
Tokaj 04.10.2013
Po porannych kąpielach i obiedzie wyjechałem do Tokaju. Dwie inne załogi też się tam wybierają, a kolejne dojadą w sobotę, na samą paradę.
W miasteczku cała główna ulica zastawiona budkami z winem, różnym jedzeniem i pamiątkami. Kupiłem za 1100 ft kieliszek i 4 talony, każdy wart po 100 ft. Za wino w budkach płaci się talonami, ale można też gotówką. Ceny za dl wina zaczynają się od 1 talonu czyli 100 ft, ale są też i takie po 18 talonów. W sklepie widziałem aszu w cenie 82 tys. ft za półlitrową butelkę.
Na początku deptaku jest hotel a w nim darmowe WiFi.
Pięknie to wszystko wygląda, zwłaszcza ten tłum ludzi z kieliszkami w dłoniach krążący po ulicy, a wśród nich chodzą uśmiechnięci policjanci i nikomu to nie przeszkadza.
Dzisiejsze fotki.
Po porannych kąpielach i obiedzie wyjechałem do Tokaju. Dwie inne załogi też się tam wybierają, a kolejne dojadą w sobotę, na samą paradę.
W miasteczku cała główna ulica zastawiona budkami z winem, różnym jedzeniem i pamiątkami. Kupiłem za 1100 ft kieliszek i 4 talony, każdy wart po 100 ft. Za wino w budkach płaci się talonami, ale można też gotówką. Ceny za dl wina zaczynają się od 1 talonu czyli 100 ft, ale są też i takie po 18 talonów. W sklepie widziałem aszu w cenie 82 tys. ft za półlitrową butelkę.
Na początku deptaku jest hotel a w nim darmowe WiFi.
Pięknie to wszystko wygląda, zwłaszcza ten tłum ludzi z kieliszkami w dłoniach krążący po ulicy, a wśród nich chodzą uśmiechnięci policjanci i nikomu to nie przeszkadza.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 3 października 2013
Czwartek
Trochę słońca dzisiaj było ale i silny, lodowaty wiatr. Nie chciało mi się ruszać dalej, niż w okolice kąpieliska (restauracja, sklep).
Jutro kończę pobyt tutaj - wjeżdżając na camping sądziłem że to potrwa góra dwa dni a wyszło dwa tygodnie. bardzo ładny camping, jak na Castrum to w rozsądnej cenie, w zmywalni są nawet myjki i płyn do mycia naczyń, łazienki co dziennie sprzątane do czysta. W basenie fajna woda, dużo różnych urządzeń do masażu, prawie na miejscu restauracja ze smacznym i tanim jedzeniem - co więcej chcieć :)
Jutro po rannych kąpielach zbieram się, pewnie jeszcze tutaj zjem obiad i do Tokaju - na Święto Wina.
Madziarzy zrobili plakat po polsku:
ale jak widać ze skromna informacją, wersja węgierska jest o wiele bogatsza:
Jutro kończę pobyt tutaj - wjeżdżając na camping sądziłem że to potrwa góra dwa dni a wyszło dwa tygodnie. bardzo ładny camping, jak na Castrum to w rozsądnej cenie, w zmywalni są nawet myjki i płyn do mycia naczyń, łazienki co dziennie sprzątane do czysta. W basenie fajna woda, dużo różnych urządzeń do masażu, prawie na miejscu restauracja ze smacznym i tanim jedzeniem - co więcej chcieć :)
Jutro po rannych kąpielach zbieram się, pewnie jeszcze tutaj zjem obiad i do Tokaju - na Święto Wina.
Madziarzy zrobili plakat po polsku:
ale jak widać ze skromna informacją, wersja węgierska jest o wiele bogatsza:
W Tokaju niestety nie będę miał dostępu do sieci (chyba że coś znajdę) więc pewnie tylko jakieś krótkie notki powysyłam - zdjęcia dośle później.
Dzisiejsze fotki.
środa, 2 października 2013
Środa
Pochmurno, wietrznie, trochę pada, prognozy pogody straszą przymrozkami w nocy - i to ma być jesień u Madziarów ? Dzisiaj rano było chłodniej niż w Białymstoku - straszne. Na szczęście prognozy pokazują, że za kilka dni temperatura się podniesie i może nawet będzie powyżej 20 stopni.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 1 października 2013
Pochmurny wtorek
Szaro, buro, nieciekawie. Do tego jeszcze wiatr dający odczucie jeszcze większego zimna. Chwilami nawet padało. W taka pogoda można tylko spać albo moczyć się w termach. Dzisiaj więc przesiedziałem w wodzie łącznie ponad 4 godziny.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 30 września 2013
Leniwy poniedziałek
Przed południem pochmurno, sennie, więc tradycyjnie - śniadanie i basen. Później się trochę poprawiło, więc podjechałem do centrum na zakupy.
Jak nie lubić tego kraju - śliczne, bardzo słodkie winogrona w cenie 299 ft za kg czyli trochę ponad 4 zł.
Jak nie lubić tego kraju - śliczne, bardzo słodkie winogrona w cenie 299 ft za kg czyli trochę ponad 4 zł.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 29 września 2013
Niedziela
Niedziela, basen zapełniony tubylcami przypominał puszkę ze szprotkami.
Na obiedzie w knajpce przy basenie pojawił się pan grający na trąbce. Chwile pograł i poszedł na basen tam umilać ludziom moczenie się.
Na obiedzie w knajpce przy basenie pojawił się pan grający na trąbce. Chwile pograł i poszedł na basen tam umilać ludziom moczenie się.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 28 września 2013
Sobota
Od rana muzyczka przygrywała wszystkim w okolicy. Okazało się, że to nie impreza z cyklu Magyarország, szeretlek! ale Dzień Rodziny zorganizowany przez tutejsze Związki Zawodowe.
Muzyczka, różne zabawy głównie dla dzieciaków, jakieś jedzenie z kociołka - na talony. I skończyli szybko bo ok 16 już było pusto na placu i ekipa zwijała namiot.
Po obiedzie podjechałem pod TESCO na te pokazy motoryzacyjne. Ładnie się zapowiadało a rzeczywistość wyglądała średnio. niewielka część parkingu została ogrodzona i zasłonięta, jakoś trudno mi wyobrazić sobie by tam jakiekolwiek auto mogło się rozpędzić. Kasę postawili a za wejście na ten niewielki teren trzeba było zapłacić równowartość czterech obiadów tutaj, na basenie - zrezygnowałem.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 27 września 2013
Piątek - znowu Debrecen
Od rana słońce ślicznie świeciło, więc wybrałem się znowu do Debreczyna. Pani w kasie namawiała mnie na kupno biletu na rower ale nie dałem się namówić. Pani konduktorka w pociągu sprawdziłam mój bilet a rower jej w ogóle nie zainteresował :) Wracając tez za rower nie płaciłem.
Tym razem wysiadłem wcześniej na stacji Jozsa i dalej już na dahnku. Pooglądałem Uniwersytet - monumentalny budynek, robi wrażenie, park i kąpielisko termalne.
Po powrocie na camping zobaczyłem, że stawiają jakiś duży namiot, coś się na jutro szykuje, Następna niespodzianka czekała na mnie na basenie - najpierw wspólna gimnastyka pod muzyczkę, poźniej, na brzegu, były pokazy tańca w wykonaniu 6 osobowego zespołu.
W sieci doczytałem się, że w całym kraju w dniach 28 i 29 organizowane są różne imprezy pod wspólnym hasłem Magyarország, szeretlek! (WĘGRY, KOCHAM CIĘ!).
Taka impreza jest w Tiszafured, podobna w skansenie w Ópusztaszer.
Prawdopodobnie tutaj, na campingu też będą jakieś atrakcje z tej okazji.
23:00
Te występy dzisiaj na basenie to prawdopodobnie z okazji Światowego Dnia Turystyki - przynajmniej tak zrozumiałem, to co tutaj napisano :)
Tym razem wysiadłem wcześniej na stacji Jozsa i dalej już na dahnku. Pooglądałem Uniwersytet - monumentalny budynek, robi wrażenie, park i kąpielisko termalne.
Po powrocie na camping zobaczyłem, że stawiają jakiś duży namiot, coś się na jutro szykuje, Następna niespodzianka czekała na mnie na basenie - najpierw wspólna gimnastyka pod muzyczkę, poźniej, na brzegu, były pokazy tańca w wykonaniu 6 osobowego zespołu.
W sieci doczytałem się, że w całym kraju w dniach 28 i 29 organizowane są różne imprezy pod wspólnym hasłem Magyarország, szeretlek! (WĘGRY, KOCHAM CIĘ!).
Taka impreza jest w Tiszafured, podobna w skansenie w Ópusztaszer.
Prawdopodobnie tutaj, na campingu też będą jakieś atrakcje z tej okazji.
23:00
Te występy dzisiaj na basenie to prawdopodobnie z okazji Światowego Dnia Turystyki - przynajmniej tak zrozumiałem, to co tutaj napisano :)
Dzisiejsze fotki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





