Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Litwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Litwa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2014

Wilno - Białystok

Zimno, mokro, wieje więc po rannej wizycie w Ostrej Bramie spakowałem się i wróciłem do domu,
Po drodze zatrzymałem się w Augustowie, zachciało mi się tam zjeść obiad. Zacząłem od Ptysia (bardzo sympatyczna jadłodajnia) ale niestety, dzisiaj w nim jakieś weselisko. Zaraz obok - Restauracja Grecka, po wizycie Magdy Gesler. menu wygląda sympatycznie, usiadłem zaraz obok  lady kelnerów i czekam, czekam, czekam ...... Po 15 minutach wnerwiłem się i wyszedłem. Trzecie podejście - restauracja i pub Maska w rynku. Szybko smacznie i w rozsądnych cenach.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 14 czerwca 2014

Wilno

Zrobiło się zimno, pochmurno ale na szczęście nie pada. Wsiadłem na dahonka i kręcę się po mieście. Sąsiedzi z parkingu wyjechali, widać pogoda ich wystraszyła.

Dzisiejsze fotki.

piątek, 13 czerwca 2014

Kierunek - Wilno

8:00
Ochłodziło się, można jechać dalej. Z dwutygodniowym opóźnieniem jadę do Wilna. Planuję noclegi na parkingu miedzy góra Trzykrzyską z wzgórzem Gedymina, więc sieć będę miał tylko okazyjnie, jak złapię gdzieś jakieś darmowe WiFi.

17:00/18:00
Zmęczyłem się - na nogach w górę, do Ostrej Bramy, później doczepiałem się do kilku polskich wycieczek i na dół, na parking. Obejrzałem za to trzech świętych prawosławnych (o ile są tam, pod narzutami, bo nic nie widać), wysłuchałem też historii tych mumii. Później jeszcze klasztor bazylianów, wreszcie jakoś odnowiony, z celą Mickiewicza. Pogoda w kratkę, trochę słońca, po chwili krótki deszcz i znowu słoneczko.
Oprócz dostępnego w kilku miejscach darmowego WiFi jest też TEO-WiFi. Cena przyzwoita - 3 lt za 24h lub 10 lt za miesiąc, wszystko bez limitu transmisji. Tylko, że trzeba mieć litewską kartę SIM, żeby zapłacić SMSem. Szkoda, bo to TEO jest osiagalne też na tym parkingu, na którym nocuję.
Piszę to wszystko „na sucho", w notatniku. Chcę później wyskoczyć do McD, tam będę mogł to wysłać na bloga.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Łotwa

10:00 Jurmala
Wstępnie myślałem, by tutaj zostać jeszcze jeden dzień ale zmieniłem decyzję. Pogoda siadła, chmury, od czasu do czasu pada więc nie sa to warunki do siedzenia na plaży. Ostatecznie o takiej decyzji zdecydował komunikat na sanitariatach - NO HOT WATER. To ja mam  płacić po 13 Ls za możliwość wzięcia prysznica w kamperze ? Dziękuję, przez dwa tygodnie robiłem to za darmo :)
Po dłuższych bojach udało mi się wczorajszy filmik z pokazu sztucznych ogni wrzucić do sieci tak, by można go było oglądać. Mój pierwszy film  telefonem, więc proszę o wybaczenie za jakość. Wielkość pliku to ponad 300 MB, trwa to prawie 6 minut.

21:00 Kowno
Jelgawa, którą odwiedziłem dzisiaj robi bardzo pozytywne wrażenie. Pałac, obecnie siedziba Uniwersytety, jest imponujący. Widać niestety lata zaniedbania, ale sporo już odremontowano i odlizano. Widać to na zdjęciach.


Widać też, że gospodarze miasta bardzo się starają. Centrum jest w trakcie przebudowy, ale po tym, co już zrobiono widać, że będzie ślicznie. Ciekawie zorganizowany deptak nad rzeką, z fantazyjną kładką dla pieszych i rowerzystów. Na mnie wrażenie zrobił pomysł przejścia dla pieszych, przy moście. Zamiast standardowo malować zebrę, stawiać światła, zrobiono pływającą kładkę pod mostem, która naturalnie łączy się z promenadą.


Oprócz tego, kawałek dalej jest przejście tunelem pod jezdnią z rozsądnie zaplanowanym zjazdem dla wózków i rowerów. Za rok czy dwa, jak to wszystko dokończą warto będzie tam zaglądać jadąc do Rygi czy dalej na północ, do Estonii.
Na noc zatrzymałem się na parkingi stacji paliwowej na obrzeżach Kowna. Jest darmowe WiFi.

Jutro już do Białegostoku. Kolejną eskapadę chcę zacząć koło 10 września, mam nadzieję, że to się uda. Termy madziarskie czekają :)


Dzisiejsze fotki.

środa, 7 sierpnia 2013

Litwa

Dziwny się zrobił ten parking. Nikt go nie pilnuje, nikt nie sprawdza opłat (chyba) a mimo to ludzie parkują i płacą. Kamperowcy nadal z niego korzystają, mimo braku wody, sanitariatów, bo o prądzie i internecie nawet nie mówię.
Zapowiada się kolejny ciepły dzień. Na razie po śniadaniu, kawusi i internecie w McD wybieram się w miasto.

10:00 Wilno
Wizyta w Ostrej Bramie. Po raz kolejny jestem zauroczony starszymi paniami, modlącymi się na głos z tym pięknym, wileńskim zaśpiewem, coś wręcz niesamowitego.
Upał się robi coraz większy, trzeba się ewakuować z miasta.

20:30 Zarasai
Nocuję w Jeziorosach, tak po polsku nazywa się Zarasai. Do granicy z Łotwą jest kilka kilometrów, a do Daugavpils (Dyneburda) niecałe 30.
Nie udało mi się znaleźć wolnego WiFi, więc kolejne zdjęcia będą .... kiedyś.
Po drodze, zaraz za Moletai, trzeba odbić w prawo, do miejscowości Kulionys. Jest tam obserwatorium astronomiczne, a obok niego Etnokosmiczne muzeum. Wstęp dla dorosłego 10 lt, więc przyzwoicie. Przewodnik gadatliwy, mówił oczywiście po litewsku. Jak ktoś będzie w okolicy, polecam na prawdę warto.
Zaraz po zjechaniu z głównej drogi, dwójka młodych ludzi, z plecakami, machała by ich podwieść. Jak widzę "wariatów z garbami" to nie wiele myśląc zatrzumałem się, i mam na koncie kolejnych autostopowiczów.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Jednak jadę

Fajne miejsce na nocleg, chyba gdzieś w sieci pokazane, bo kilka zagranicznych kamperów tam widziałem. Deptak nad Nettą lubią też młodzi z piwem, ale policja wiedząc o tym, dość często tam zagląda.
Chyba jestem "stara maruda".
Kontrolka samochodowa ładowania zachowuje się prawidłowo (zgaszona), na postoju, po godzinie napięcie na akumulatorze rozruchowym 12,7V. Dzisiaj rano, po kilku godzinach działania notebooka, oświetlenia kampera, pompy wodnej napięcie na akumulatorze wynosiło 12,3V więc wygląda prawidłowo. Może to tylko kontrolki na panelu zabudowy pokazują głupoty? Przydałby się ktoś mądry i znający się na kamperowych instalacjach elektrycznych.
Jade więc dalej, co ma być, to będzie. Moje wczorajsze marudzenie "kosztowało" mnie 180 km.
Lubię Kauflanda, smaczne pieczywo, fajna oferta no i sanitariaty mają zaraz koło wejścia, można spokojnie wyprowadzić kota :)

12:00 Druskienniki
Kilkanaście kilometrów przed Druskiennikami ładnie zapaliła się lampka ładowania na panelu. Na miejscu okazało się, że mamuty w lipcu i sierpniu mają siedzieć w domu, nie ma zniżki, trzeba zapłacić 37 zamiast 14 lt, więc zrezygnowałem. Prysznic w kamperze mam za darmo a wodę gdzieś sobie doleje. Mruczek już kilka razy zmieniał moją trasę i jechał po swojemu (i miał rację), może teraz chciał mi wytłumaczyć, że jeśli basen to lepiej w Augustowie :)
Cicho, pusto, ludzi mało, na parkingu kilka osobówek litewskich i autokar z Czech. Nastrój typowo uzdrowiskowo leniwy.
Prysznic wziąłem, chwilę odpocznę i jadę do Wilna. Tam albo w Coffehaven albo w McDonaldzie jest WiFi, to powysyłam fotki. Roaming (2,30 zł za MB) zostawiam na sam tekst.

20:30 Wilno
Dojechałem na parking koło zamku. Mimo zmiany zasad (brak pracownika w ciągu dnia) nadal cieszy się sporym zainteresowaniem. Przesiadłem się na rowerek i w miasto. Obiad zjadłem w knajpie odkrytej w czerwcu, w połowie traktu Gedymina i teraz snuje się po starówce walcząc z sennością. Bilet parkingowy jest do 15, więc mam jeszcze jutro pół dnia na miasto.
Darmowy dostęp do sieci znalazłem w 3 miejscach w centrum:
- od ratusza do pl Sienkiewicza
- McDonald na pr. Gedymina
- restauracja Tokyo, na przeciwko tam, gdzie jadłem.
Niestety, koło zamku nie ma dostępnego WiFi.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 4 czerwca 2013

Druskienniki

Z Wilna do Augustowa, jadąc przez Druskienniki, jest tylko 20 km więcej. Postanowiłem więc tym razem się w drodze powrotnej pomoczyć w Aquaparku. Dodatkowy bonus jaki mam - to bilet jak dla dzieciaka (zdziecinniały starzec już jestem wg ich cennika ) czyli mniej niż 50% normalnego biletu.

Mruczka zaparkowałem najpierw koło kościoła i pokręciłem sie trochę na rowerze po kurorcie. Ślicznie zrobili teraz park, wysprzątane, nowe alejki, nowe nadbrzeże - ładnie to wygląda ale niestety, komary jak zawsze mnie dopadły.
Na wieczór zjechałem do Augustowa, nie chce mi się dzisiaj jechać dalej i nocuję na sprawdzonym już miejscu czyli pod poczta, w samym rynku.

Jutro rano - powrót do domu.

Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Wilno, dzień drugi

Kolejny dzień kręciłem się po mieście na Dahonku.

Trzeba dobrze poznać miasto, żeby nie trzeba było pokonywać wzniesień tylko po to by po chwili zjeżdżać w dół. Najlepsza trasą łącząca camping z centrum (Katedra, Zamek) jest trakt Gedymina i przejazd przez park Vingio. Tak właśnie wracałem wczoraj i dzisiaj.




Przy trakcie Gedymina trafiłem dzisiaj na restaurację serwująca potrawy regionalne i zapłaciłem za pełny obiad mniej, niż za zwyczajną pizze na starówce :)
Pogoda, jak widać po zdjęciach jest przychylna, słoneczko, trochę chmur ale spokojnie. Wieczorem na campingu znowu pojawiła sie parka kaczek, widać to ich stałe miejsce.
 Jutro już wracam, ale jeszcze nie wymyśliłem jak dokładnie będę jechał.

Dzisiejsze fotki.

niedziela, 2 czerwca 2013

Wilno

Pogoda dzisiaj typowo czerwcowa - ciepło, upalnie, duszno i później burza. Pojeździłem dzisiaj po mieście prawie 30 km i jestem trochę padnięty. Zacząłem oczywiście od Ostrej Bramy - niestety, nie znalazłem rozsądnego miejsca do zaparkowania roweru więc nie wchodziłem na górę Z ogłoszenia dowiedziałem się, że dzisiaj będzie procesja z okazji święta Bożego Ciała.
Zajrzałem też na Zarzecze (czyli Użupio) ale głównie jeździłem po centrum.

Trasa po mieście:

sobota, 1 czerwca 2013

Litwa

Noc minęła spokojnie, burze krążyły dookoła ale do mnie nie dotarły. Śniadanko w Morenie i przekroczyłem granicę. Spokojnie dojechałem na camping w Wilnie, ceny się nie zmieniły od zeszłego roku, hasło do WiFi - też nie :)

Przesiadłem się na rower i w miasto. Pasy rowerowe niby maja wymalowane ale jakoś tak na siłę, w wielu miejscach wąskie, pokręcone nie do końca przemyślane. No i oczywiście to co mnie denerwuje najbardziej czyli jest pas, nagle się urywa, bo jest jakaś przeszkoda i nawet nie ma żadnego znaku - po prostu znika droga dla rowerów.
Pogoda dopisała, cały dzień było słońce, za to teraz, pod wieczór robi się duszno i nieprzyjemnie - chyba w nocy dopadnie nas tutaj jakaś burza, bo krążą i krążą dookoła.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Powrót

Pogoda nadal deszczowa, pochmurne niebo żegnało mnie rano, w Wilnie. Droga spokojne, pusta - jak to na Litwie, na granicy nic szczególnego, żadnych zapowiadanych lotnych kontroli z okazji EURO 2012.
Zaskoczyła mnie litewska sieć  telefoniczna - po wjeździe do Polski, jeszcze kilkadziesiąt kilometrów sygnał  litewski był dobry i można było nadal korzystać z internetu na litewskim numerze.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 3 czerwca 2012

Wilno

Pisałem wczoraj o śniegu i wykrakałem. Co prawda nie śnieg ale grad i to trzy razy. W sumie to tez woda w temperaturze poniżej zera.

Rano pojechałem do centrum i tradycyjnie zacząłem od Ostrej Bramy. Później, na zmianę w deszczu i gradzie lub w ładnym słoneczku wędrowałem sobie po starówce wileńskiej.
Przez przypadek, jak zwykle, trafiłem pod Pałacem Prezydenckim na uroczystą zmianą flag (trzy litewskie zmieniali na .... trzy litewskie). Czyżby z okazji Dnia Ojca a może co tydzień tutaj jest taka uroczystość?  Nie mam pojęcia.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 2 czerwca 2012

Wilno - mokre i zimne

Pogoda nas nie rozpieszcza. Wiatr, deszcz, zimno, ma się wrażenie ze za chwile będzie padać śnieg, chociaż to pierwsze dni czerwca.
Kilka załóg rano się zwinęło i pojechali szukać pewnie cieplejszych okolic a ja, ambitnie, na przystanek i do miasta. Trolejbus nr 16 zawiózł mnie na Stotis i dalej autobusem 34 pod sama Ostra Bramę.
Miałem trochę szczęścia, przestało mocno padać, tylko trochę kropiło, więc powoli, spacerkiem przez całą starówkę aż do zamku. Na rynku, pod ratuszem - dwudniowy festiwal orientalny - głownie kuchnia ale i inne ciekawostki tez były (wspólna gimnastyka, nauka kaligrafii, koreańskie gry towarzyskie).
Trochę pojadłem ale specjał tajski (kurczak w sosie z ryżem) był po prostu nijaki, chociaż ostry.
Później jeszcze spacerek traktem Gedymina, wizyta w MC Donaldzie (kawusia), drobne zakupy na kolację i jutrzejsze śniadanie i do autobusu, tym razem nr 53. Miałem okazje zobaczyć jak się w Wilnie sprawdza bilety komunikacji miejskiej. Na przystanek podjechała "Nyska", wysiadło z niej 6 panów, w odblaskowych kamizelkach i wsiadali całą ekipą do każdego autobusu (czy trolejbusu), który się zatrzymywał na przystanku. Sprawdzali wszystkich pasażerów, wysiadali i dopiero wtedy autobus odjeżdżał. Na prawdę było to wszystko robione szybko i sprawnie.
Autobusem na Stotis i znowu trajtek 16 i już jestem na campingu. Ledwie wszedłem do kampera - rozpadało się solidnie i teraz równo leje i chyba nawet grzmi.

Jako że obiad był orientalny, to kolacja będzie litewska. Kibiny (te mniejsze), wiadomo co to jest,  ale te duże pierogi mają tajemniczą jak na razie dla mnie zawartość. Etykieta w sklepie była oczywiście tylko po litewsku :)   


Dzisiejsze fotki.

piątek, 1 czerwca 2012

Do Wilna

Noc minęła spokojnie, szkoda tylko że "gospodyni" odjechała wcześniej niż ja się zwlokłem z łóżka, nie zdążyłem się pożegnać.
Po śniadanku, powoli jadę w stronę Wilna. Pierwszy przystanek niedaleko, stacja Statoil koło Lazdijai. Zaskoczyła mnie mile ładnie zorganizowanym punktem dostępowym WiFi, Duży stolik, przy którym można usiąść, wypić kawę, są tez 4 specjalne gniazdka, by można było podłączyć zasilacze komputerów. Luksus :) Kupiłem kolejną kartę telefoniczną PILDYK (koszt 4,50 Lt). Zgodnie z instrukcją, wysłałem SMSa uruchamiającego dodatkowy pakiet internetowy (koszt 2,50 Lt pobrane z salda) i mam na 7 dni, 150 MB transmisji. Można tez po dopłacie do pierwotnego salda, za 6,00 Lt wykupić 30 dniowy pakiet. Chorym na internet - polecam :)
Droga do Wilna tym razem bez niespodzianek w postaci radarów, droga tradycyjnie pusta, dopiero przy samym wjeździe do Wilna korek, bo tutaj tez budują nowe drogi i skrzyżowania. Krótki postój pod dworcem kolejowym (bankomat, wykupienie VILNIUS CITY CARD, tez polecam) i już jadę na camping. Niestety, od zeszłego roku niewiele się zmieniło, może oprócz tego ze już działa WiFi (zapłaciłem 5,0 Lt za dostęp, bez limitów, czyli praktycznie za hasło, wyjątkowo "skomplikowane" :)) Pogoda typowo wczasowa albo, jak się kiedyś mówiło, rumuńska więc zostaję w kamperze, mając nadzieję, że jutro chociaż trochę się poprawi i nie będzie tak równo padać.

Dzisiejsze fotki.

środa, 10 sierpnia 2011

Pożegnanie z Litwą

Wszystko się kiedyś kończy, ta moja wyprawa też. Obowiązki i  inne "przyjemności" wzywają. Mam nadzieję, że jeszcze przed październikiem uda mi się gdzieś dalej wyjechać na dłużej.
Noc na mierzei upłynęła w miarę spokojnie, chociaż koło północy przestawiałem kampera. Porywy wiatru były bardzo silne i wiało dokładnie w bok Mruczka. Obawiałem się żeby jakiś silniejszy nie przewrócił nas, stanąłem "dziobem do wiatru" i już tak mocno nami nie szarpało. Rano doszedłem do wniosku że nie chce mi się czekać kilku godzin na otwarcie Muzeum Morskiego - może kiedyś, jak będę w okolicy i delfinarium będzie już otwarte, to sobie zwiedzę i muzeum. Przepłynąłem promem na ląd (na promie większość samochodów z rosyjska rejestracją) i po śniadaniu na Statoilu - pojechałem w stronę Polski. Jechałem trochę zygzakiem - w zależności od tego, gdzie w okolicy były jakieś geocache :) Pogoda cały czas paskudna, wiało, padało z małymi przerwami - czasami szukałem w deszczu, niektóre cache z powodu pogody sobie po prostu odpuściłem. W sumie dociągnąłem aż do Suwałk i nocuję na tym samym parkingu koło Swiss Baru od którego zaczęła się ta mała wyprawa.

Lokalizacja parkingu: N 54° 8.623, E 22° 57.880


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 300 km. Mapka trasy .

wtorek, 9 sierpnia 2011

Kuršių nerija czyli Mierzeja Kurońska

Po noclegu pod Muzeum pojechałem na drugi, dostępny koniec czyli na granicę z Rosja. Pogoda w kratkę, raz deszcz, to znowu trochę słońca. Na początku mi się udawało  mijać z deszczem, ale jak "zdobywałem" szara wydmę - dopadł mnie i nieźle wychłostał deszczem i piaskiem.
Spodobała mi się miejscowość Juodkrante - w miarę spokojna, chociaż przez nią wszyscy jada do Nidy. Ma duży ładny deptak wzdłuż brzegu z zatoką, ozdobiony różnymi rzeźbami kamiennymi. Poza tym - naprawdę śliczna góra czarownic, pełna różnych drewnianych rzeźb, jak to jest w litewskiej tradycji i jakie widziałem w wielu miejscach w tym kraju. Wrażenie robi szara wydma, zwłaszcza, jak się ją zdobywa przy silnym wietrze - widać i czuć ten piasek niesiony wiatrem. Natomiast sama Nida - wygląda jak nasz Hel w sezonie - zapchana, same znaki ograniczające parkowanie czy wjazd, parkingi płatne (chyba nawet i te pod Maximem) i zapchane, nie miałem się nawet gdzie zatrzymać na chwilę. W dodatku zaczęło mocniej wiać i padać, więc zrobiłem tylko rundkę po centrum i wróciłem w okolice promu. "Na przeciwko"  nowej przystani promowej ale nad otwartym morzem, za wydmą, jest duży parking popularny wśród kamperowców. rano spotkałem tu kilka, teraz, koło mnie stoi pięć. Są sanitariaty (budki z dziurą w podłodze), jest barek pod dużym namiotem i często przyjeżdżają tu autobusy wycieczkowe, pokazują ludziom wysoka wydmę.
Generalnie, wg mnie - mierzeja jest przereklamowana i stanowczo za droga dla kamperowców. Przejazd promem, trwający niecałe 10 minut kosztuje 110 Lt (samochód osobowy - 40 Lt), tyle co autobus czy TIR. Za wjazd na teren Parku Narodowego pobierana jest następna opłata - osobowy 20 Lt a kamper aż 70 Lt.
Mówiąc krótko - byłem, zobaczyłem - więcej mnie nie ciągnie. Jak będę chciał kiedyś zobaczyć delfinarium (w remoncie od zeszłego roku i pewnie szybko nie skończą), to trzeba będzie pojazd zostawić w Kłajpedzie na parkingu, wsiąść na prom (osoba tylko 2,5 Lt) i tak dostać się na mierzeje.

Lokalizacja parkingu: N 55° 40.657, E 21° 6.281


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 100 km (50 w jedna stronę i 50 w drugą ).

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Lithuania Minor (Mažoji Lietuva)

Czyli po polsku - Dolna Litwa.
Nocleg był wyjątkowo spokojny, jak podejrzewałem wieczorem, w budynku dworca autobusowego dyżuruje cały czas policjant, prawdopodobnie pilnuje bankomatu, wiec i przy okazji Mruczek był pod ochroną :)
Granica po kilkunastu kilometrach tym razem bez przygód - w zeszłym roku pogranicznicy na tym samym przejściu pooglądali sobie i moje papiery i Mruczka. W Pałandze, na stacji benzynowej zjadłem śniadanie. Po raz kolejny okazało się że pospiech wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł. Musiałem zatankować ale postanowiłem  najpierw zjeść i dobrze - jak zajeżdżałem na stację paliwo było po 4,34., jak podjechałem pod dystrybutor, już cena była zmieniona, na 4,31.
W Kretyndze pooglądałem parkowy kalendarz astronomiczny i pojechałem do Kłajpedy. Stara część, odlizana, odremontowana na prawdę jest malutka, Zapłaciłem za parkowanie za dwie godziny i tego czasu wystarczyło mi na przejście starówki wzdłuż i wszerz i jeszcze zjadłem obiad. Po obiedzie - na prom i na Mierzeje Kurońska. trzeba przyznać, że Litwini nieźle zdzierają skórę za ten prom. Odległość do przepłynięcia mniejsza niż w Świnoujściu ale cena większa niż za prom na Saaremee. Trudno - zdobycie rosyjskiej wizy trudniejsze i pewnie bardziej kosztowne niż ten prom.
Z promu, z nowej przystani promowej pojechałem najpierw na stara przystań (stąd odpływają promy dla pieszych na ląd) i później dalej, na koniec mierzei, pod Muzeum Morskie i Delfinarium - na parking. Okazało się, że nie ja jeden wymyśliłem to miejsce na nocleg - niemiecki kamperek już tutaj stał. Ustawiłem się więc obok i tutaj nocuję.
Moja lokalizacja: N 55° 43.034, E 21° 6.089

P.S. Jeszcze jedna mała ciekawostka - w Google Maps nie ma promu z Kłajpedy na Mierzeje - każda trasa przebiegać wg nich musi przez Okręg Kaliningradzki :)


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 70 km. Mapka trasy .

piątek, 15 lipca 2011

Łotwa

Po spokojnej nocy (tylko wściekłe komary mnie trochę dopadły) jadę na Łotwę. Oglądając mapy postanowiłem jechać jednak większą drogą, tzn powrót do Zarasai i dalej A13 do Daugavpils. Wybór chyba słuszny, bo ta droga mocno dziurawa i ogólnie kiepska, wole sobie nie wyobrażać, jak by wyglądała droga  bezpośrednio ze Stelmuże. Zatrzymałem się pod dworcem kolejowym, zjadłem śniadanko i poszedłem na mały rekonesans. W kiosku kupiłem łotewską kartę telefoniczna i walczyłem trochę z jej uruchomieniem. Karta relatywnie (do litewskiej) droga, zapłaciłem za nią 3 Lvl czyli ok 16 zł ale wykupując pakiet internetowy mam 500 MB (jak piszą w swojej ulotce - w pełnej prędkości) na 10 dni, więc nie jest źle. Działa - jak widać, a to najważniejsze.
O tej karcie można poczytać TUTAJ.

20:00

Wiem, że przy tym, co się teraz dzieje w kraju, na pogodę narzekać nie wypada, napisze więc tylko, że jest pochmurno, duszno, cały czas około 30 stopni.

W Daugavpilis (Dyneburg) obejrzałem starą cytadele, podobna trochę w stylu do tej w Osijek, ale w o wiele gorszym stanie. Coś tam niby robią, ale to chyba tylko drobiazgi. Następny przystanek, to zameczek Krustpils, koło Jekabpils. Nic ciekawego w sumie. Stwierdziłem, że znudziło mi się jechanie wzdłuż Daugavy (Dźwiny) i odbiłem na północ. Po drodze sympatyczne wzgórze zamkowe (nic oprócz trawy na nim nie ma) no i widoczki Łotwy - pola, lasy, sporo różnych kamieni większych i mniejszych, drogi zaniedbane. Od razu rzuca się w oczy że na Litwie mino wszystko jest trochę lepiej. Na nocleg dojechałem do sympatycznego miasteczka Madona. tradycyjnie już, wybrałem parking koło Urzędu Miasta.
Na przeciwko parkingu - pizzeria. I jak za pizzą raczej nie przepadam - ta zasmakowała mi bardzo. Może dlatego, ze lokal prowadzi prawdziwy Włoch, jeżdżący nawet samochodem na włoskich numerach. Człowiek był tak sympatyczny, że jak się zapytałem, czy mogę pizze zabrać do kampera, to prawie sam mi ja przyniósł na drewnianej desce (odebrałam ja od niego na środku ulicy :) ) Jeśli ktoś z czytających tego bloga będzie w Madona - gorąco polecam ten lokal. Ceny mają przystępne - za 30 cm zapłaciłem 3 Lvl.

Moja lokalizacja (i pizzeri): N 56° 51.240 E 026° 13.264


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 200 km. Mapa trasy.

czwartek, 14 lipca 2011

Północna Litwa

Pogoda niestety się psuje, chmury, drobny deszczyk i niestety duszno i paskudnie.Rano pełny serwis obojga (czyli Mruczka i mnie - hehehe) i w drogę.
Najpierw nieczynna już litewska elektrownia atomowa koło Ignalina. Koło  tej elektrowni w latach 70 XX wieku wybudowano całkiem nowe miasto - Visaginas. Wygląda ładnie jak na tamte czasy - szerokie ulice, spore balkony. W centrum miasta maszt z żurawiem na szczycie (herb miasta) i wyświetlacz na którym podawane jest wielkość aktualnego promieniowania. Ciekawa sprawa, że w 2007 było to tylko 5 - dzisiaj wskaźnik pokazywał 10. Miasto jak miasto, ale w sklepach praktycznie wszyscy rozmawiają po rosyjsku więc wreszcie mogłem pogadać przy kupowaniu owoców czy pieczywa :)
Następny przystanek, to Zarasai czyli Jeziorosy, ładnie opisane np TUTAJ. Na wyspę wjechać samochodem się nie da ale widać że to teraz teren rekreacyjny dla mieszkańców.
Niedaleko Zarasai, w małej wsi Stelmuze rośnie najstarszy dąb na Litwie i jeden z najstarszych na świecie. Ma co najmniej 1500 lat. Oprócz tego jest zabytkowa (ale już nie tak stara jak dąb) wieża zbudowana z kamieni polnych.
Co prawda do granicy z Łotwą jest już tylko 2 km ale przy takiej pogodzie nie chce mi się dzisiaj jechać dalej. Koło dębu jest spory parking,  okolica wygląda spokojna - więc planuje nocleg dzisiaj tutaj, koło dębu.
Moja lokalizacja: N 55° 49.809'   E 26° 13.075'

Po wiosce biegało kilka kotów, ale jakieś niechętne do nawiązywania nowych znajomości. Jeden obserwował mnie zza murka i nawet reagował na moje "kocie gadanie" ale gdy tylko zrobiłem krok do przodu - dał nura w krzaki i tyle go widziałem.

18:30

Zachciało mi się jeszcze Diabelskiego Kamienia czyli ogromnego głazu narzutowego, który tutaj niedaleko można oglądać. Informacja o nim w sieci jest bardzo skromna i bez dokładnej lokalizacji. Jakos jednak udało mi sie namierzyć miejsce gdzie powinien być i pojechałem. Droga utwardzona tylko, wąska, miejscami po obu stronach szorowałem po gałęziach, aż strach pomyśleć, co by było gdyby z przeciwka ktoś jechał. Zaparkowałem Mruczka na drodze leśnej w miejscu gdzie mógłby być wyminięty przez inne pojazdy i dalej na piechotę. Kamień śliczny, obrośnięty mchem - szkoda ze nie ma tutaj, koło dębu żadnej informacji o nim.
Sporo Litwinów przyjeżdża oglądać ten najstarszy litewski dąb (w ciągu godziny widziałem 5 samochodów) i żaden nie pojechał dalej, do tego kamienia. Widać nie wiedzieli nawet o jego istnieniu.
Pozycja kamienia: N55° 49.907'  E26° 11.855  


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 80 km. Mapka trasy.

środa, 13 lipca 2011

Cisza i spokój

Litwini tę część swojego kraju określają tak: Ta część Litwy nazywana Aukshtaitija (albo Górna Litwą) słynie z nietkniętych zasobów naturalnych, jakimi są jeziora i lasy. Teren wolny od zanieczyszczeń przemysłowych, słabo zaludniony,  drogi są ​​prawie puste jeździć można spokojnie i miło.  
W pełni się z tym zgadzam 

Dzień, jak planowałem mija leniwie i spokojnie. Co prawda rano zajechał nagle autobus pełen wesołych ludzi, ale szybko załadowali się na łódki i popłynęli w siną dal i znowu zapanował błogi spokój. Poopalałem się trochę na pomoście, trochę popływałem w miłym towarzystwie (w wodzie małe okonie, na wodzie łabędź i perkozy, nad woda duże ilości ważek), później pora na obiad - chłodnik litewski i kotlet wieprzowy, wszystko za 19,50 Lt, no i obowiązkowa poobiednia  siesta :)