Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saaremaa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saaremaa. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lipca 2011

Sõrve poolsaar czyli półwysep na południowym zachodzie Saaremaa

Zdarzają się sytuacje miłe i zaskakujące pozytywnie. Na camping obok mnie stał niemiecki kamper. Wczoraj wieczorem z jego właścicielem (pan sporo starszy ode mnie) wymieniliśmy zdawkowe Hello. Dzisiaj rano sąsiad uśmiecha się do mnie zagaduje - jak nie Niemiec :) Chwile rozmawiamy sobie ogólnie, później stwierdza ze moja mapka naklejona na kampera to bardzo fajna sprawa. Tłumacze mu co i jak, na czym to polega i pokazuje cały pakiet jaki wożę ze sobą. jak zauważył, ze to niemiecka produkcja - zapisał sobie ich numer - pewnie na swoim kamperku tez chce coś takiego przykleić. Na odjezdnym jeszcze sobie pomachaliśmy obdarzając się nawzajem szerokim uśmiechem. Facet mieszka gdzieś w okolicach Erfurtu - tak mi pokazywał na mapie. Czyli bywają Niemcy grzeczni i mili - tylko czemu ja mam takiego pecha że często trafiam na tych zupełnie innych.
Żeby nie było tak słodko rano - okazało się, że wyjazd bez (drobnej na szczęście tym razem) awarii - to nie to. Składając wszystko przed odjazdem widzę, że kran kuchenny lata sobie luźno i w ogólnie nie trzyma się blatu. Na szczęście wykręciła się tylko śruba mocująca, więc w kilka minut awarie naprawiłem i w drogę.
Pojechałem, jak w tytule postu, na półwysep Sõrve. Na samym końcu - duża latarnia morska i pozostałości wojskowe z różnych czasów - od II wojny światowej do okupacji radzieckiej. Między innymi - postument pod działo kaliber 305 mm (przypomniał mi się film Działa Navarrony), stanowisko artylerii z działami już mniejszego kalibru (tylko 180 mm). Widoczki jak na całej Saaremie - dużo zieleni, mało ludzi mało samochodów - niewiele się dzieje a jeśli już, to tak jakoś powolutku, pomalutku.
Kolejny przystanek, to plaża w Ohessaare z niezwykła tradycja budowania piramidek z wapiennych kamieni jakich tutaj na plaży jest wiele. Uważa się, że każdy, kto utworzy stos kamieni w Ohessaare, może pomyśleć życzenie i ono się sprawdzi.Budowle tutaj sa bardzo różne - od prostych i niskich, przez monumentalne , rozbudowane, wzmacniane granitem i patykami po coś co można by nazwać sztuką nowoczesną. Będąc na Saaremie - to miejsce koniecznie trzeba odwiedzić i zostawić po sobie swoją własną piramidkę.Nie mam niestety talentów budowniczych a wbrew pozorom, taka piramidka z kamieni,  żeby była stabilna wymaga cierpliwości przy budowie. Moja  budowla jest malutka ale zbudowana własnymi rekami - mam nadzieje, że moje życzenie się spełni :)

Na obiad wróciłem do Kuressaree - tym razem w nastrojowym barze, z parasolami, z widokiem na zamek. Skusiłem się na zupę, jaka już kilka razy widziałem w menu w różnych miejscach - zupa serowa, z wędzonego sera, bardzo smaczna, polecam. Później mały spacerek   wokół zamku i przejazd na Muchu. Zatrzymałem się w porcie, na parkingu zaraz koło wjazdu na prom, jest tutaj WiFi (nawet dwóch różnych dostawców) i planuje tutaj nocleg.
Moja lokalizacja: N  58° 34.377, E  23° 23.361


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 190 km. Mapka trasy .

wtorek, 26 lipca 2011

Saaremaa

Noc przeszła spokojnie, mimo że latarnie które stały koło parkingu nie były zapalone. Po wczesnym śniadaniu ruszyłem na północ wyspy. Pierwszy przystanek -ruiny warowni Maasi, zbudowanej w XIV wieku, zniszczonej najpierw przez Szwedów i ostatecznie w 1576 spalonej przez Duńczyków.. Kolejny etap to klifowe wybrzeże koło Pulli. Po drodze spotkałem darmowy camping, nad brzegiem, w częściowymi wygodami (WC suche, wiata do przygotowywania posiłków, pomost, oświetlenie parkingu. Fajne miejsce, dwa kampery tam rezydowały.
Jeśli ktoś byłby zainteresowany - podaje namiary: N 58° 35.961, E 22° 46.435

W Lejsi zaczęło padać, przeczekałem trochę i pojechałem dalej, do Angla, pooglądać wiatraki. Przeczekałem kolejna falę deszczu i poszedłem oglądać (bilet wstępu 2E/1E - warto). Wiatraki można zwiedzać też od środka, wszystko jest ładnie pokazane i opisane.


Kolejny etap to dziura w ziemi czyli ślad po upadku meteorytu. Szacuje się, że meteoryt spadł na ziemie co najmniej 4.000 lat temu, jego masa wynosiła 400-10.000 ton. i składał się głownie z żelaza (91,5%) i niklu (8,3%). Powstało w wyniku tego uderzenia jeziorko naturalnie napełniające się wodą o szerokości 12-40 m i głębokości 1-4 m. Bardzo ciekawie to wygląda. Na miejscu - dwie restauracje, duży darmowy parking, hotel i muzeum meteorytu (nie wiem, co w nim jest - nie zwiedzałem). Dalej pojechałem na południe zobaczyć podobno najpopularniejszy kościół w Estonii, w miejscowości Püha, który jest często umieszczany na różnych obrazach.
Później skręt na zachód i Kuressare ze swoim ślicznym zamkiem na wodzie. Zamek robi wrażenie, otoczenie jest remontowane i prawie ukończone. Podobno warto wejść do środka , do muzeum - ja niestety byłem za późno (otwarte tylko do 18 czasu lokalnego). Na nocleg zjechałem na camping Piibeleh (na ulicy Piibeleh) - ceny rozsądne: 8E kamper, 2E osoba, 2E prąd.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 80 km. Mapka trasy .

poniedziałek, 25 lipca 2011

Kierunek - wyspy

Rano postanowiłem jeszcze się trochę powłóczyć po Haapsalu - miasto robi wrażenie, starówka, koło zamku chociaż jeszcze wymaga sporo by ją porządnie odrestaurować, jest na prawdę urocza. Promenadę kilka lat temu odrestaurowano i z przyjemnością się po niej spaceruje. Będąc w Estonii trzeba koniecznie zahaczyć o Haapaslu. Na śniadanie podjechałem pod Muzeum Kolejnictwa. Zbiory co prawda o wiele mniejsze niż w naszej Habówce ale za to dworzec robi wrażenie - przypominają się filmy typu Anna Karenina czy inne opowiadające o czasach carskich.

Po spacerku i śniadaniu podjechałem do portu promowego w Rohukula. Stąd odpływają promy na dwie wyspy - na Hiiumaa i na Vormsi.Wszystko dobrze zorganizowane, fajne promy pływają, promy, które ni maja rufy :) Są dwa dzioby ale rufy nie ma - pływają w obie strony, nie muszą nawracać.
Na falochronie miałem ciekawą przygodę - znalazłem geocacha, wpisałem się do logu i czekam by odłożyć go na miejsce ale jakichś dwóch facetów krąży i krąży. Czekam więc cierpliwie ale widzę ze młodszy z nich zerkając co chwile w telefon obszukuje wzrokiem miejsce ukrycia skrzynki. Domyśliłem się, że to następna ekipa "poszukiwaczy skarbów" więc zagadałem do nich i sprawę rozwiązaliśmy. Była to rodzinka (ojciec i syn) z Finlandii. Później okazało się jeszcze że jada we trojkę (z żoną/matką) kamperem :) Oni popłynęli na Hiiumaa a ja pojechałem dalej, w stronę Virtsu. Na miejscu, "z marszu" zająłem kolejkę na prom (koszt: 1 osoba + kamper niecałe 9E). Podróż na wyspę Muhu trwała ok 25 minut, na szczęście dla mnie było bardzo spokojnie i nie huśtało.
Przez Muhu przejechałem zatrzymując się tylko w jednym miejscu - koło pomnika poświęconemu bitwie o wolność ludu z Muhu z 1227 roku i dalej , przez malowniczą groblę na kolejna wyspę, Saaremaa.
Jako że już się zrobiło późno - szukając miejsca na nocleg, wybrałem parking pod sklepem w miejscowości Orissaare. Jest WiFi, są latarnie które mam nadzieje się zapalą, stoję w samym centrum miejscowości, więc powinno być w miarę bezpiecznie w nocy.
Moja lokalizacja: N  58° 33.531, E 23° 4.972


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy .