Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ópusztaszer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ópusztaszer. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 września 2012

Kiskunhalas

Nie ma to jak dobra reklama. Ulotkę informacyjną o tym termal-campingu znalazłem w Opusztaszer, sprawdziłem w internecie - wyglądało rozsądnie, więc przyjechałem. Okazuje się, że miejsce dość popularne - stoi kilka kamperków niemieckich.


Miasteczko tez wygląda na pierwszy rzut oka miło, trzeba będzie jeszcze przetestować wodę.

14:30
Woda całkiem przyjemna, nie za gorąca (do 36 stopni) ale fajna.
W ramach siesty poobiedniej zacząłem szukać wyjaśnienia tych dziwnych tablic Okazuje sie, że są to nazwy miejscowości pisane runami staro-węgierskimi (zwanymi też przez niektórych runami szeklersko-madziarskimi=székely-magyar) - po węgiersku rovásírás. Więcej o tych znakach i tablicach


można znaleźć tutaj.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 29 września 2012

Szent Mihály-napi Forgatag

No i znowu, zgodnie z planem, jestem na campingu w Opusztaszer.


Google  potrafi "wspaniale:" tłumaczyć - tytuł tego posta wg G to "Codziennego zgiełku św Michała i zgiełk" :) Cała strona "po polsku" jest TUTAJ.
Zaczyna się wszystko 0 9:30 czyli już za pół godziny, przysięgą obywatelską (jeśli wierzyć G-tłumaczowi).
O 10:00 - msza św. ekumeniczna
o 10:50 odsłonięcie pomnika, jego poświęcenie i przemówienie Viktora Orbana.
A później już tylko folklor, wino, palinka, cygańska muzyka i ........ :) :)

12:40
Część oficjalna zakończona, pomnik odsłonięty.


Wrzuciłem  kolejną porcje zdjęć i wracam na imprezę.

19:30
Działo się sporo chociaż nie to, na co się nastawiałem. Była to typowa impreza dla "tubylców" a nie dla turystów. Nie było żadnego stoiska z palinką, żadnego stoiska z winem. Tłumacz G pisał o soku z winogron - trzeba było mu uwierzyć :) Pokazywali jak się właśnie taki sok robi - smaczny taki  na oczach widzów wytłoczony. Byli muzycy, był folklor, ale nie było typowych cyganów, jak na wszystkich imprezach nastawionych na zagranicznych turystów. Pokazy psów pasterskich były niesamowite - na pierwszy rzut oka spokojne psiaki ale jak sie dorwały do baranów to .... futro latało w powietrzu. Można było zobaczyć na własne oczy jak się robi beczki, jak się podkuwa konie, jak się wyplata koszyki z wikliny czy kapcie z kukurydzy (nawet mnie zapraszano bym sam spróbował).
Zajrzałem do kuźni, gdzie pracowali kowale, jeden z nich zagadał do mnie, zgadaliśmy się, że on tylko po węgiersku a ja po polsku wiec ...... pogadaliśmy sobie na tematy polityczne (serio) :)
A tak w ogóle dalej twierdzę, że Węgry to wolny kraj, wolnych ludzi.
Prz pomniku oczywiście obstawa BOR ale  można było wszędzie wejść, oni tylko stali i pilnowali by było bezpiecznie. pewnie gdybym się uparł że podejdę do premiera - nie było by problemów.
W parku są ścieżki, dróżki ale wolno chodzić po trawie, nawet się na niej położyć i nikomu to nie przeszkadza.
W kolejce nikt się nie przepycha, wszyscy jacyś tacy spokojni, zrelaksowani.
Na drodze podobnie - nie słychać klaksonów, nie ma wpychania się na siłę, więcej, wiele razy widziałem, jak samochód zwalniał by spokojnie przepuścić rowerzystę czy pieszego który właśnie w tym miejscu postanowił przejść przez jezdnię.
Chyba dlatego tak lubię tu przyjeżdżać.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 27 września 2012

Szeged [Seged]

Miasto, którego nazwa wypowiadana nieprawidłowo przez Polaka  może Węgra doprowadzić do śmiechu.
Najpierw pokręciłem się trochę kamperem po mieście, porobiłem zakupy, żeby później nie nosić tego wszystkiego i zajechałem nad sama Cisę, na camping.
Szeged jest dloa mnie sporym zaskoczeniem, wygląda trochę inaczej niż większość węgierskich miast, zwłaszcza okolice kościoła wotywnego, który też jest jakiś inny. W środku jest piękny, wręcz niesamowity, z zewnątrz sprawia wrażenie jakieś uroczej ale dziwnej mieszanki.


Kościół znajduje się na dużym placu który nazywa się DOM. Budynki, które otaczają ten plac zrobiły na mnie ogromne wrażenie


Na obiad zafundowałem sobie schabowego, takiego jakiego pamiętam z lat 80 XX wieku, kiedy jeżdżąc z wycieczkami do Budapesztu, robiło się obowiązkowy postój w pierwszej knajpie za granica słowacko węgierską w Rajce
Po odpoczynku - wizyta w tutejszym aquaparku. Nowy, wylizany ale nie zrobił na mnie większego wrażenia.

Dzisiejsze fotki.

środa, 26 września 2012

Ópusztaszer

Już o 22 wyłączyli fontannę, kurant nie zagrał ani o 22 ani o 6 rano więc miałem cichą i spokojną noc. Na śniadanie przeniosłem się pod MCDonalda.


Co będę robił jutro i pojutrze, jeszcze dokładnie nie wiem, za to wiem prawie na pewno co będę robił w sobotę i niedzielę. Jest okazja zobaczyć osobiście Viktora Orbana i prawdziwy (a nie dla turystów) węgierski folklor - Szent Mihály-napi Forgatag, szeptember 29.
Z tego co wyczytałem, oprócz degustacji potraw węgierskich, przefermentowanego soku z winogron :) będą też różne pokazy, np psów pasterskich.

18:00
Gorąco, słonce świeci a ja połaziłem po tym obiekcie ponad 4 godziny i jestem padnięty. Nie przepadam za skansenami, są przeważnie nudne, monotonne a ten jest trochę inny, żywy. W wiejskim obejściu są prawdziwe kury, gęsi, bydło, suszy się papryka, cebula itp. organizowany jest tutaj specjalny program dla szkół - zajęcia w skansenie ale zajęcia w odpowiednim stylu. Sam dzisiaj widziałem w starej szkole lekcje prowadzona przez nauczyciela ubranego w togę, z czcinką w ręce  który kazał dzieciakom siedzieć z rękami założonymi do tyłu. W ulotce reklamowej są zdjęcia jak dzieciaki w ramach tego programu biorą udział w różnych pracach domowych - świetny pomysł.
Teren spory, dużo chodzenia i oglądania ale warto.


Główną atrakcja jest ogromny obraz pokazujący historię madziarów (obraz z stylu Panoramy Racławickiej). W restauracji obrazu pomagała ekipa polskich specjalistów, która pracowała właśnie przy  wrocławskiej panoramie.
Jestem padnięty, ledwie żywy ale zadowolony. Już sobie wyobrażam, co się będzie działo w sobotę, na tej plenerowej imprezie.


Dzisiejsze fotki.