Po trzech tygodniach aktywnego wypoczynku, trzeba trochę zwolnić, przyhamować.
Basen termalny w Csokonyavisonta nadaje się do tego wspaniale. Ostatni raz byłem tu w 2013 roku. Jeden sklepik, teraz chyba dwie knajpki, bufet i oczywiście basen z wodą termalną.
Jak sami madziarzy piszą ( http://csokonyavisontafurdo.hu/gyogyfurdo/ )
Ważnym kamieniem milowym w historii Csokonyavisonta była eksplozja 73 stopni Celsjusza w 1943 r. Podczas poszukiwań ropy. Ta woda wkrótce stała się znana z działania leczniczego.
Wykazano, że jest doskonały w leczeniu zaburzeń ruchowych i zwyrodnieniowych zaburzeń kręgosłupa.
Te ropę czuć do dzisiaj, a woda ma kolor mocnej herbaty.
Jadąc tutaj zajechałem jeszcze na chwilę do Chorwacji, kupiłem sobie trzy porcje różnych burków (tego z mięsem i z serem już nie ma - został na jutro tylko ten z jabłkami) za kuny, jakie mi zostały z poprzednich lat.
Link do zdjęć na górze strony
(Dzień 35+27)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virovitica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Virovitica. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 września 2019
wtorek, 23 października 2012
Chorwacja
Zapłaciłem za pobyt, pożegnałem się z panią Zuzą i Csokonyavisonta i w drogę.
Tym razem na granicy mnie zignorowali, szybko sprawdzili dowód i ... jechać. Dotarłem do stacji nabijania buti i już obie mam pełne.
19:00
Zmęczyła mnie dzisiejsza trass, chociaż to było mniej niż 200 km, ale cały czas we mgle. Wygląda na to, że całe to "mleko" z Polski trafło dzisiaj tutaj.
Połaziłem trochę po Koprivnicy, ale to żadna przyjemność przy takiej pogodzie. Zaszedłem na mały obiadek, coś co można chyba nazwać zupą gulaszową, bardzo dużo sosu, mięso i ziemniaki w tym pływające. I oczywiście do tego obowiązkowy chleb - smaczne było i niedrogie.
Następny przystanek, to Varażdinskie Toplice. Same łazienki znajdują się na gorze, obok starych, rzymskich ruin ale zaparkować tam nie ma gdzie (legalnie) więc zatrzumałem się tak jak tubylcy, czyli tam gdzie było miejsce, nie ważne że w obrębie skrzyżowania. I jakoś nikomu to nie przeszkadzało :)
Z Varażdinskich Toplic do samego Varażdina pojechałem auostradą. Ta przyjemność (prawie 10 km) kosztowała 5 kun czyli niecałe 3 zł. Varazdin też cały zamglony, więc godzinny spacer po centrum wyczerpał moje siły do końca.
Zatrzymałem się na noc na całodobowej stacji benzynowej, w centrum.
Dzisiejsze fotki
Tym razem na granicy mnie zignorowali, szybko sprawdzili dowód i ... jechać. Dotarłem do stacji nabijania buti i już obie mam pełne.
19:00
Zmęczyła mnie dzisiejsza trass, chociaż to było mniej niż 200 km, ale cały czas we mgle. Wygląda na to, że całe to "mleko" z Polski trafło dzisiaj tutaj.
Połaziłem trochę po Koprivnicy, ale to żadna przyjemność przy takiej pogodzie. Zaszedłem na mały obiadek, coś co można chyba nazwać zupą gulaszową, bardzo dużo sosu, mięso i ziemniaki w tym pływające. I oczywiście do tego obowiązkowy chleb - smaczne było i niedrogie.
Następny przystanek, to Varażdinskie Toplice. Same łazienki znajdują się na gorze, obok starych, rzymskich ruin ale zaparkować tam nie ma gdzie (legalnie) więc zatrzumałem się tak jak tubylcy, czyli tam gdzie było miejsce, nie ważne że w obrębie skrzyżowania. I jakoś nikomu to nie przeszkadzało :)
Z Varażdinskich Toplic do samego Varażdina pojechałem auostradą. Ta przyjemność (prawie 10 km) kosztowała 5 kun czyli niecałe 3 zł. Varazdin też cały zamglony, więc godzinny spacer po centrum wyczerpał moje siły do końca.
Zatrzymałem się na noc na całodobowej stacji benzynowej, w centrum.
Dzisiejsze fotki
poniedziałek, 11 października 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)

