Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 października 2012

Znowu Węgry

Rano śniadanie, moczenie się i wyjazd. Do granicy znowu tylko kilka kilometrów. Nic dziwnego, że wieczorem mogłem wybierać między programami TV - slowenski, chorwacki, węgierski a i tak najwięcej było austriackich.
Przez Lenti, gdzie już się moczyłem dwa lata temu pojechałem do Zalaegerszek, gdzie według węgrów jest najwspanialszy aquapark nie tylko na węgrzech ale i w całej Europie (ach ta ich skromność). Wszystko już o tej porze roku pozamykane ale tak na pierwszy rzut oka sporo brakuje do słowackiej Tatralandii tak popularnej wśród rodaków.
Kąpielisko termalne, pod dachem, to osobny obiekt ale jakoś nie miałem ochoty zaliczyć kolejnego basenu z ciepłą wodą. Camping położony kilometr od term i pewnie też już zamknięty więc zamiast tracić czas na szukanie go, pojechałem na znane już mi miejsce noclegowe - stacja benzynowa w Szombathely. Dwa lata temu nie udało mi się skorzystać z ich dostępu do sieci, teraz pokonałem bariery i nocleg z WiFi.
A jutro w planie Sopron, tylko 80 km stąd.



Dzisiejsze fotki

środa, 24 października 2012

Lendava

Mimo nieciekawej pogody połaziłem jeszcze rano po Varażdinie, odwiedziłem Stary Hrad i muszę powiedzieć, że to miasto ma jakiś urok. Trzeba będzie koniecznie kiedyś tu jeszcze przyjechać jak będzie ładna pogoda.
Przez Czakoviec pojechałem dalej, do Lendavy, w Słowenii. Ostatnia na tym wyjeździe kontrola graniczna przeszła błyskawicznie, nikt nie zadawał pytań ile, czego wiozę.
Od granicy do Landavy jest ok 5 km, zatrzymałem się w centrum na chwilę i trochę połaziłem a później już na camping.
Chyba zaczynam być zblazowany, kiedyś podniecała mnie sama myśl o termalnym basenie a teraz to mi się nie podoba, inne jest takie sobie. Tyle już rożnych tego typu kąpielisk widziałem, że odruchowo każde nowe porównuje do poprzednich. Tutaj w sumie nic specjalnego nie ma, woda, jak to woda, mokra, ciepła. Jakoś nie czuję tych różnych minerałów jakie się czuje np w Csokonyavisonta.
Chciałem na koniec tej jesiennej wyprawy pochwalić się, że przez dwa miesiące miałem co dziennie dostęp do internetu i nie zapłaciłem za to ani złotówki (z roamingu nie korzystam, za drogi) ale niestety, właśnie "straciłem cnotę". WiFi tutaj jest, ale płatne, za czas korzystania, więc zapłaciłem. W sumie, nocleg jest "za darmo" bo płaci się 13€ od osoby za noc z nielimitowanym dostępem do basenów a bilet wstępu na 3 godzinu kosztuje 6,5€, czyli dzisiaj i jutro (do 12) i wychodzi właśnie cena noclegu.


Nie wszytkie dzisiejsze fotki są w albumie, uzupełnię jutro, jak będę miał lepszą sieć.


Dzisiejsze fotki