Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiszafüred. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiszafüred. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 października 2013

Dalej, w drogę

9:00
Pół nocy walczyłem z bzykaczami. Nie tylko małe muszki się pojawiły wraz z ciepłym, powietrzem, komary też postanowiły pożerować na mnie. Za to na campingu już zima w pełni, wody na placu nie ma, wyłączyli, krany pootwierali, wyjadę chyba bez dolania wody bo nosić w konewce, z kuchni, nie mam ochoty.
Plan na dzisiaj: przez Szolnok i Kecskemet do Kiskunmajsa, gdzie jest camping i oczywiście termy. Miejsce to mocno zachwalali rodacy których spotkałem w Hajduboszormeny. Zobaczymy jak tam jest. Najwyżej przeniosę się kilka kilometrów dalej, do Kiskunhalas, na camping z termami, na  którym byłem w zeszłym roku.

19:00
Śliczną pogodę mam dzisiaj, można powiedzieć, że wreszcie "węgierską" - w Kecskemecie , o 14 termometr pokazywał nawet 27 stopni. Tutaj, w Kiskunmajsa, o 18 było już tylko 20.
Camping ładny, duży, kąpielisko widać że niedawno odremontowane. Wyobrażam sobie, co tutaj się dzieje w sezonie, jakie dzikie tłumy tu krążą. Liczą tutaj inaczej niż na innych termach, w opłacie za camping nie ma wejścia na termy - tam trzeba kupować bilet osobno.
Cena, jak się policzy wszystko razem - mniej więcej taka jak na  innych obiektach - gdybym siedział tutaj kilka dni, to za każdy zapłaciłbym niecałe 4 tys forintów.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 13 października 2013

Tiszafüred, niedziela

12:00
I skończyła się słoneczna pogoda, w nocy padało a teraz jest dalej ciepło ale pochmurno  i duszno.
Rano śniadanie, basen, zakupy i karmienie czarnego kota. Podszedł do mnie tubylec, mniej więcej w moim wieku i pogadaliśmy sobie. On oczywiście tylko po węgiersku ale i tak się rozumieliśmy, Tłumaczył mi, że en kot tutaj mieszka i że wszyscy go dokarmiają. Zresztą, jak kocisko skończyło moje jedzenie, podszedł inny facet, też z siwa głową i poczęstował kota kolejna porcją. Widać po futrze, że kocisko ma się dobrze.
Następny punkt programu dziennego, to "specjalistyczna gimnastyka" czyli zbieranie orzechów. Żeby zebrać ponad 100 trzeba wykonać kilkadziesiąt skłonów czy przysiadów - świetna gimnastyka na kręgosłup :)
Orzechów mam chyba ze trzy razy więcej niż zebrałem w zeszłym roku, dzisiaj po  nocnym deszczu przyniosłem całą reklamówkę.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 12 października 2013

Tiszafüred, sobota

Zrobiło się ciepło, prawie upalnie. W ciągu dnia termometr pokazywał nawet 24 stopnie. Po porannym basenie i śniadaniu wybrałem się na wycieczkę nad Tisze. Niestety, pojawiło się dużo małych muszek. Niby nie gryzą ale jazda na rowerze w chmurze tych owadów jest bardzo nieprzyjemne. Nie dość, że przyczepiają się do ciała i ubrania (co widać na zdjęciach) ale ciągle wpadają do oczu, nosa, ust - straszne. Wypadałoby chyba jeździć w masce.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 11 października 2013

Tiszafüred, piątek

10:00
Trochę powiało, chmury rozgoniło, w słońcu od razu wszystko wygląda ładniej i weselej. Dodatkowo wiatr pozrzucał sporo orzechów. Poranny spacer pod drzewami i nazbierałem koło 150. Dobrze ze zapobiegliwie zabrałem ze sobą torbę, inaczej musiałbym się wracać do kampera. W sumie mam już nazbierane jedną, pełna reklamówkę orzechów, będzie co łuskać przez zimę :)

20:00
Kilka dni temu w nocy bywały temperatury ujemne, teraz, już po zachodzie słońca termometr pokazuje +20. Wygląda na to, że taka pogoda utrzyma się jeszcze kilka dni.
Dzięki wiatrowi, mimo tego że nie jestem tutaj jedynym zbierającym orzechy - udało mi się dzisiaj sporo nazbierać: 150 rano, w południe ponad 100 i po południu kolejna 100. A na drzewach jeszcze sporo wisi.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 10 października 2013

Tiszafüred, mokry czwartek

12:00
Całą noc padało, teraz jakby trochę przestało. Wczoraj dojechały trzy nowe kamperki ale widać pogoda ich wystraszyła - dwa odjechały, z samego rana.
Taka pogoda ma swoje plusy: po pierwsze - na basenie pusto, dzisiaj przed południem moczyłem się sam. Mogłem spokojnie obserwować ciemny osad przesuwający się po dnie, słuchać bulgotanie z rur, którymi ciągle dopływa gorąca woda (efekty podobne jak w Csokonyavisonta). Poza tym, po nocnym deszczu pod drzewami dużo orzechów włoskich - deszcz je zrzucił a zbieraczy widać nie było. Spacer na basen  i mam kolejnych 55 orzechów (dwie pełne kieszenie szlafroka).
Za chwilę wybieram się do miasta na obiad i kolejną porcję winogron.




Dzisiejsze fotki.

środa, 9 października 2013

Tiszafüred, środa

10:30
Jak przyjechałem tutaj, na camping, koło mnie stały dwa kamperki i przyczepka. Wszyscy oczywiście to Niemcy. Kamperki już wyjechały, dzisiaj pakuje się sąsiad. Dwa inne niemieckie kamperki tez dzisiaj rano odjechały. Jak tak dalej pójdzie, to za dwa dni  będę jedynym lokatorem na campingu :)
Słońce nawet się pokazało na niebie ale na razie chłodno, termometr (przy ścianie kampera) pokazuje 12 stopni ale pewnie jest mniej. Wybieram się dzisiaj na druga stronę Tiszy, do Porosslo. Jak mi zabraknie sił iu ochoty - mogę wrócić pociągiem (całe 10 km), pociągi jeżdżą co dwie godziny.

21:00
Niesamowicie wygląda przyroda po pierwszych przymrozkach. Tam gdzie przeszła fala zimnego powietrza liście pożółkły, reszta nadal  jest zielona. Poza tym część drzew  pozmieniała kolor liści na czerwony czy wręcz ciemno wiśniowy. Trasa przez zalew Tiszy daje możliwość takich pieknych widoków - szkoda ze dzisiaj było pochmurno, w słońcu wszystko wyglądałoby jeszcze piękniej.
W Poroszlo byłem niezbyt długo - deszcz mnie wypłoszył i wróciłem pociągiem, za 250 ft (za rower znowu nikt nie chciał od mnie zapłaty).


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 8 października 2013

Tiszafüred, wtorek

11:00
Pogoda już nie taka słoneczna jak wczoraj, chmury, wiaterek i zimno.
Jako że restauracja na campingu jest już zamknięta, planuję spenetrować dzisiaj lokal w  centrum o dumnej nazwie NEMZETI ÉTTEREM. Mają dzienne menu w rozsądnej cenie 700 ft.
Internet to potęga :)

16:30
Obiad smaczny - rosół z makaronem, gulasz z kluseczkami i marynowanymi warzywami. Na deser oczywiście kupiłem sobie większa ilość winogron.
Pogoda się poprawiła, już tak nie wieje, mniej chmur na niebie, więc się trochę pokręciłem na dahonku po mieście.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 7 października 2013

Tiszafüred

Ładny, słoneczny dzień za mną ale chociaż słońce świeciło jak latem, to chłodne powietrze dawało o sobie znać, nawet przy niezbyt szybkiej jeździe na rowerze. Rano małe zakupy, śniadanie, basen a później na rowerze spenetrowałem trochę  wał przeciwpowodziowy nad Cisa.
Restauracja na campingu już nie działa więc obiad zjadłem w kamperze - puszkowe leczo z kiełbaską i ryżem.Później kolejna wyprawa nad Cisę i wieczorne moczenie w basenie.
Trzeba będzie kiedyś tutaj przyjechać jak jeszcze te wszystkie lokaliki i knajpki będą otwarte.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 6 października 2013

Tisza czyli Cisa

Niedzielny program artystyczny w Tokaju miał się zacząć o 14 (kiedyś trzeba odespać) więc pojechałem dalej. Camping w Tokaju - jak w zeszłym roku - nic ciekawego, brak WiFi za to cenę podnieśli - teraz zapłaciłem 1200 za kampera, 900 za mnie i 1000 za prąd czyli w sumie 3100 ft. Zapowiadała sie kolejna mroźna noc (i taka była) więc wolałem mieć możliwość dogrzania się farelką.
Znowu przez Nyiregyhaza (tam jest bankomat UniCredit) dojechałem do Hortobagy czyli centrum Parku Narodowego - węgierskiej puszty. Na miejscu okazało się, że w ten weekend tutaj też był festyn, z pokazami końskimi - niestety, trafiłem na przysłowiowe gaszenie świec czyli wysłuchałem dumnego przemówienia i hymnu Węgier na zakończenie imprezy :)
Dojechałem do Tiszafured, ulokowałem się na campingu - za noc, z prądem, będę płacił po 33350 ft.
Basenik na wolnym powietrzu już bez wody, czynny tylko ten pod dachem. Pomoczyłem się i odpoczywam. Na jutro i wtorek zapowiadają słoneczną pogodę - w planie mam pojeździć dahonkiem nad zalewem.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 23 września 2012

Tiszafüred - leniwa niedziela

Dzień upływa powoli i leniwie. Rano wyskoczyłem do sklepu po nowa paprykę i jedzenie dla kota :)


Później śniadanie, basen, odpoczynek, obiad, basen. Ugotowany kurczak kocicy już mniej smakował niż poranne kocie jedzenie - wybredna panienka :)


Jutro chyba ruszę w dalsza drogę, ile można siedzieć w jednym miejscu :)


Dzisiejsze fotki.

sobota, 22 września 2012

Tiszafüred - sobota

Pogoda dzisiaj niespecjalna. rano było trochę słońca, później się zachmurzyło, teraz znowu pokazuje się nieśmiało słońce.
Rano, po śniadaniu - basen a później spacer na miejska plażę i przylegający do niej teren rekreacyjny. Fajnie to zrobili, dużo ławek, stolików, obowiązkowe kubły na śmieci, krany z wodą (działające), miejsca na węgierski kociołek (zamiast grila) i wiele różnych przyjemności dla dzieciaków (huśtawki, drabinki itp).
Zaciekawiły mnie rury metalowe, wyglądające jak niektóre nasze parkingi dla rowerów - postawiono je tutaj dosłownie przy każdej ławce.


Na samym końcu tego terenu rekreacyjnego - wieża obserwacyjna. Wszystko nowe, z zeszłego roku - za pieniądze UE.
Po powrocie  na camping - drugie podejście do upieczenia udek kurzych na moim grilu. Wczoraj nie wyszło - nie wiem, czy gaz  w pojemniku był już przeterminowany, czy może nie do końca rozmroziłem te udka - w każdym razie po 2 godzinach męczenia (aż skończył się gaz) mięso nadal było w środku surowe. Miejscowa kocica nie narzekała - jej smakowało :) Dzisiaj, na drugim pojemniku gazu udało się doprowadzić mięso do postaci jadalnej przez człowieka ale to nie to, widać na tym grilu najlepiej wychodzą płaskie kawałki mięsa.


Jeszcze dzisiaj kolejne porcja moczenia się i sobota się skończy.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 21 września 2012

Tiszafüred - termalne przemyślenia

I po deszczu, znowu ładne słoneczko, jednak sporo chłodniej niż dwa kilka dni temu i silny wiatr, ale pięknie.
Doszedłem do wniosku, że straszne sierota ze mnie. Dopiero dzisiaj zauważyłem, że oprócz otwartego basenu (z masażami), w którym się wczoraj, przy deszczu męczyłem, jest też duży basen, nawet z cieplejszą wodą (34-38 stopni) pod dachem :)


Przewartościowały mi sie oceny różnych term madziarskich. Csokonyavisonta spadła na drugie miejsce, tutejsze, w Tiszafüred wysunęły się na pierwsze miejsce.
Po pierwsze - taniej. W Csokonyavisonta płaciłem za nocleg (z prądem i wstępem na termy) ponad 4 tys ft, tutaj, to samo będzie kosztowało ok 3200 ft. I tam i tutaj jest WiFi :)
Tutaj mogę zjeść rozsądny obiad (tzw menu) za 850 ft, tam  jest sympatyczna knajpka obok term ale za samo drugie danie z kieliszkiem wina płaciłem prawie 2 tys ft.


Tam jeden mały sklepik, otwarty tylko czasami, tutaj mam obok trzy markety i dodatkowo kilka innych restauracji, do wyboru.
Tamta woda trochę cieplejsza (do 42 stopni) i mocno pachnąca ropą, tutejsza woda za to brązowa (tlenki żelaza) i pachnie siarkowodorem ale niezbyt mocno. Według strony o termach w Europie - w Tiszafüred leczone są: dolegliwości narządów ruchu,  schorzenia reumatyczne, choroby kobiece, paraliż i wiotczenie mięśni. To trzecie mnie nie dotyczy ale pozostałe jak najbardziej. Czuję, że ta woda dobrze na mnie działa, przede wszystkim uspokaja :)
I kolejny plusik dla tutejszych term - są bliżej Białegostoku niż Csokonyavisonta.

Po śniadaniu, półtorej godziny moczenia się w basenie, później zbieranie orzechów włoskich a teraz kawka i odpoczynek.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 20 września 2012

Deszczowe Tiszafüred

No i rozpadało się na dobre. Cała noc padało, nawet miałem wieczorem przygodę z markizą - za mały skos ustawiłem i najpierw zrobiło się na niej jeziorko a później załamały się podpory. Na szczęście szybko to zauważyłem, wodę wylałem, inaczej ustawiłem podpory i już wszystko jest OK.
W taka pogodę można robić tylko dwie rzeczy - spać albo siedzieć przed komputerem :) oglądając różne programy do nawigacji na androida trafiłem na świetna mapę Węgier.


Naniesione są sklepy, knajpki, punkty usługowe itp. No i mając dostęp do sieci fajnie to wygląda w programie OruxMaps.
Przez okno obserwuję jak kampery i przyczepki wyjeżdżają - ja na razie zostaję.

15:40
Obiadek na campingu (za 850 ft) i mimo deszczu mały spacer do portu.


Na wyspę Robina niestety nic nie pływa, nie wiem, czy z powodu pogody czy koniec sezonu. Później kolejna wyprawa do basenu , mimo 10 stopni na dworze i padającego deszczu, cały czas są chętni do moczenia się. Nic dziwnego - woda ma temperaturę ok 36 stopni, szkoda tylko, że basen nie jest zadaszony..


Dzisiejsze fotki.

środa, 19 września 2012

Tiszafüred

Coraz bardziej zaczyna mi się podobać ten camping. Cena przyzwoita - będę płacił za dobę, z prądem zaledwie 3100 ft. Spora kuchnia, i pralnia wliczona w cenę. Zaraz  koło campingu Lidl, kawałek dalej Penny i restauracja (jeszcze jej nie testowałem), Thermal Etterem, które mam za oknem, też wygląda na otwarte. Duża ilość kamperów  potwierdza moja opinię.  tradycyjnie, większość to niemieckie kamperki ale są też i inne (czeski, fiński, duński, węgierski). Wszystko wskazuje na to, że kilka dni tutaj posiedzę.

16:00
Spacer po mieście, drobne zakupy owocowe (winogrona, śliwki) i obiad w Thermal Etterem za 850 ft (ok 12 zł) :)  teraz  - spać się chce . . . . .

17:40
Przyszła burza, grzmi nad jeziorem i właśnie zaczęło padać. A ja odkrywam kolejne zastosowanie tableta. Mając dostęp do sieci i prąd, mogę sobie posłuchać swojej ulubionej "trójki". Jeszcze w XX wieku, jak się wyjeżdżało nie za daleko od kraju, można było złapać "jedynkę" na długich ale teraz już chyba wszystkie stacje nadają na UKF więc zaraz za granica radio milknie w ojczystym języku. A tak, dzięki androidowi i internetowi można słuchać wielu różnych stacji w dowolnym punkcie kuli ziemskiej.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 18 września 2012

Tisza

Cisza spokój - nawet śpiąc na głównej ulicy można się wyspać. Rano, na śniadanie kupiłem świeże rogaliki i powoli zbieram się do dalszej drogi. Dzisiaj w planie Tiszafüred nad Tisza to czyli sztucznym zbiornikiem na Tiszy. Jak wszędzie tutaj, w Tiszafüred mają oczywiście termy i jest termal camping - trzeba będzie go obadać.


12:45
Dojechałem do jeziora, obejrzałem camping, sporo kamperów i przyczepek, ale mają WiFi, więc na pewno tutaj nocuję. Przejechałem na drugą stronę jeziora i właśnie oglądam Okocentrum, czyli nowo wybudowany ośrodek edukacji przyrodniczej.


Akwarium mają super zrobione, teraz czekam na film 3D. Pani w kasie uprzedziła mnie, że będzie po węgiersku ale to nie problem :)


Dzisiejsze fotki.