Dzisiaj znowu dwie imprezy w Augustowie:
Międzynarodowy Festiwal "Kanał Augustowski w kulturze trzech narodów – Białorusinów, Polaków i Litwinów"
oraz
Dzień Zabawy z Nickelodeon – wielkie święto małych i dużych rozrabiaków
Gdy wczoraj parkowałem nad Nettą, było tylko kilka osobówek. Wieczorem pojawił sie jeden kamper (D) a w nocy drugi, białoruski.
20:00
czwartek, 18 września 2014
Dalej Komarno
11:45
Korzystając z ładnej pogody i z tego że kąpiele są możliwe dopiero od 10 - posprzątałem trochę Mruczka. Wypadało pozbyć się piasku z sopockich plaż. Później na basen, umyłem się po sprzątaniu i wymoczyłem wśród liści pływających w wodzie.
Zastanawiam się co będę robił w przyszłym tygodniu, po imprezie w Győr. Kto wie, może wrócę tutaj, do Komarna, bo cena z nocleg niezła (minimalnie taniej niż np w Hajdúböszörmény), woda ewidentnie mi pomaga, masaże i bąbelki są świetne. A wracać będę musiał przez Kraków, muszę zajechać do Elcampa z Mruczkiem.
18:00
Po obiedzie opanowało mnie jakieś lenistwo, ledwie się zebrałem by pojechać kupić pieczywo.
Korzystając z ładnej pogody siedziałem sobie na campingu i pogrążyłem się w lekturze, więc i więcej fotek dzisiaj nie robiłem
Grzebiąc w sieci znalazłem informację, że na Drawie sytuacja jest rekordowa.
Dzisiejsze fotki.
Korzystając z ładnej pogody i z tego że kąpiele są możliwe dopiero od 10 - posprzątałem trochę Mruczka. Wypadało pozbyć się piasku z sopockich plaż. Później na basen, umyłem się po sprzątaniu i wymoczyłem wśród liści pływających w wodzie.
Zastanawiam się co będę robił w przyszłym tygodniu, po imprezie w Győr. Kto wie, może wrócę tutaj, do Komarna, bo cena z nocleg niezła (minimalnie taniej niż np w Hajdúböszörmény), woda ewidentnie mi pomaga, masaże i bąbelki są świetne. A wracać będę musiał przez Kraków, muszę zajechać do Elcampa z Mruczkiem.
18:00
Po obiedzie opanowało mnie jakieś lenistwo, ledwie się zebrałem by pojechać kupić pieczywo.
Korzystając z ładnej pogody siedziałem sobie na campingu i pogrążyłem się w lekturze, więc i więcej fotek dzisiaj nie robiłem
Grzebiąc w sieci znalazłem informację, że na Drawie sytuacja jest rekordowa.
Dzisiejsze fotki.
środa, 17 września 2014
Komarno
12:30
od 15 września basen otwierają dopiero od 10, więc rano, po śniadaniu pojeździłem sobie trochę po Komarnie. Koło bazaru znalazłem budkę, gdzie sprzedają Langosze. Fajna cena - 0,50e.
Za to winogrona dość drogie - po 1,60e za kilogram
Później przedpołudniowe moczenie się a za chwile idę na obiad.
Rano było czyste niebo, ale nic wiecznie nie trwa. Już się zachmurzyło i możliwe że będzie znowu padać.
18:30
Szczęśliwie to była tylko jedna chmura, przeszła i zrobiło się ślicznie.
Taki obiad w formie szwedzkiego stołu, to dla łakomczucha nie jest dobry pomysł - objadłem się, bo oczywiście musiałem spróbować wszystkiego :) Po krótkim odpoczynku wsiadłem, więc na rower i znowu do Madziarów, pokręciłem się trochę po Komarom. Później popołudniowy basen z masażami a teraz już w kamperku, odpoczywam. Na kampingu (i później w basenie) sporo osób, 4 załogi czeskie, dwie austryjackie, Mruczek a reszta to tradycyjnie niemcy.
Dzisiejsze fotki.
od 15 września basen otwierają dopiero od 10, więc rano, po śniadaniu pojeździłem sobie trochę po Komarnie. Koło bazaru znalazłem budkę, gdzie sprzedają Langosze. Fajna cena - 0,50e.
Za to winogrona dość drogie - po 1,60e za kilogram
Później przedpołudniowe moczenie się a za chwile idę na obiad.
Rano było czyste niebo, ale nic wiecznie nie trwa. Już się zachmurzyło i możliwe że będzie znowu padać.
18:30
Szczęśliwie to była tylko jedna chmura, przeszła i zrobiło się ślicznie.
Taki obiad w formie szwedzkiego stołu, to dla łakomczucha nie jest dobry pomysł - objadłem się, bo oczywiście musiałem spróbować wszystkiego :) Po krótkim odpoczynku wsiadłem, więc na rower i znowu do Madziarów, pokręciłem się trochę po Komarom. Później popołudniowy basen z masażami a teraz już w kamperku, odpoczywam. Na kampingu (i później w basenie) sporo osób, 4 załogi czeskie, dwie austryjackie, Mruczek a reszta to tradycyjnie niemcy.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 16 września 2014
Pogoda
9:00
Zastanawiam się co dalej robić, to znaczy czy jechać dalej czy siedzieć na miejscu. Pogoda dalej niewyklarowana.
Odpuściłem sobie w tym roku Csokonyavisonta - i dobrze, tam teraz są powodzie. Jak napisali na tvn24:
Na Węgrzech obfite ulewy spowodowały, że na długości 200 kilometrów rzek Dunaju i jego dopływów doszło do powodzi lub zalań terenów przybrzeżnych.
[...]
W niedzielę stan najwyższego stanu zagrożenia powodziowego został ogłoszony na terenach przyległych na długości 13 km rzeki Raba oraz Pinka w zachodniej części Węgier. Drugi stopień zagrożenia ogłoszono natomiast na długości 56 km rzeki Drawa .
Tutaj niby nieźle, ale oglądałem wczoraj Dunaj, dość wysoki, mętny i nie mam pojęcia w jakim tempie może przybierać. Zjadłem śniadanie, oglądam mapy pogody, szukam informacji w sieci, siedzę i myślę.
18:15
Przed południem wybrałem się na rowerku znowu do Madziarów. Znalazłam niby w sieci namiary na bankomat UniCredit w Komarom - ale figa, nic tam nie ma, tylko sobie pojeździłem.Przy okazji zrobiłem kolejne zakupy.
Siedząc w basenie wpadłem na pomysł, by sprawdzić, co się dzieje w okolicy w najbliższy weekend no i przeczucie mnie nie zawiodło. Győri Pálinkafesztivál - Magyar Hagyományok Fesztiválja, czyli trzy dniowy festyn z muzyka i tańcami ludowymi i nie tylko :)
Tak to wyglądało w zeszłym roku:
Jest też w Győr camping, ok 15 minut od centrum, z dobrymi opiniami w sieci - trzeba sprawdzić.W czasie takiej imprezy nie będę ryzykował spania na jakimś parkingu.
Dzisiejsze fotki.
Zastanawiam się co dalej robić, to znaczy czy jechać dalej czy siedzieć na miejscu. Pogoda dalej niewyklarowana.
Odpuściłem sobie w tym roku Csokonyavisonta - i dobrze, tam teraz są powodzie. Jak napisali na tvn24:
Na Węgrzech obfite ulewy spowodowały, że na długości 200 kilometrów rzek Dunaju i jego dopływów doszło do powodzi lub zalań terenów przybrzeżnych.
[...]
W niedzielę stan najwyższego stanu zagrożenia powodziowego został ogłoszony na terenach przyległych na długości 13 km rzeki Raba oraz Pinka w zachodniej części Węgier. Drugi stopień zagrożenia ogłoszono natomiast na długości 56 km rzeki Drawa .
Tutaj niby nieźle, ale oglądałem wczoraj Dunaj, dość wysoki, mętny i nie mam pojęcia w jakim tempie może przybierać. Zjadłem śniadanie, oglądam mapy pogody, szukam informacji w sieci, siedzę i myślę.
18:15
Przed południem wybrałem się na rowerku znowu do Madziarów. Znalazłam niby w sieci namiary na bankomat UniCredit w Komarom - ale figa, nic tam nie ma, tylko sobie pojeździłem.Przy okazji zrobiłem kolejne zakupy.
Siedząc w basenie wpadłem na pomysł, by sprawdzić, co się dzieje w okolicy w najbliższy weekend no i przeczucie mnie nie zawiodło. Győri Pálinkafesztivál - Magyar Hagyományok Fesztiválja, czyli trzy dniowy festyn z muzyka i tańcami ludowymi i nie tylko :)
Tak to wyglądało w zeszłym roku:
Jest też w Győr camping, ok 15 minut od centrum, z dobrymi opiniami w sieci - trzeba sprawdzić.W czasie takiej imprezy nie będę ryzykował spania na jakimś parkingu.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 15 września 2014
Słowackie święto
12:00
W Polsce mamy święto 15 sierpnia - Wniebowzięcie NMP, na Słowacji mają15 września, Święto Matki Bożej Siedmiu Boleści, patronki Słowacji. Cisza, spokój, na basenie na razie tylko ludzie z campingu. Pogoda w kratkę, wczoraj wieczorem burza z piorunami, w nocy padało, rano padało, teraz się trochę uspokoiło i nawet widać kawałek czystego nieba.
20:00
Wybrałem się dzisiaj na spacer (do sklepu) na madziarska stronę, Oczywiście musiał mnie po drodze pokropić deszcz. Ale kupiłem nie tylko bułki, ale też faszerowaną kapustą paprykę i ogórki.
Dzisiejsze fotki.
W Polsce mamy święto 15 sierpnia - Wniebowzięcie NMP, na Słowacji mają15 września, Święto Matki Bożej Siedmiu Boleści, patronki Słowacji. Cisza, spokój, na basenie na razie tylko ludzie z campingu. Pogoda w kratkę, wczoraj wieczorem burza z piorunami, w nocy padało, rano padało, teraz się trochę uspokoiło i nawet widać kawałek czystego nieba.
20:00
Wybrałem się dzisiaj na spacer (do sklepu) na madziarska stronę, Oczywiście musiał mnie po drodze pokropić deszcz. Ale kupiłem nie tylko bułki, ale też faszerowaną kapustą paprykę i ogórki.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 14 września 2014
Komarno
9:20
Do kitu z taką pogodą. Całą noc padało, teraz się na chwilę uspokoiło ale nie wygląda to optymistycznie.
Znalazłem dane na temat meczu piłki wodnej na basenie.
KOMARNO CUP 2014
Tym zawodnikom deszcz chyba nie przeszkadza w grze. Ja też zaraz idę się moczyć - pewnie będzie to spacer w japonkach, szlafroku i pod parasolem.
13:40
Solidne te obiady tutaj dają, dzisiejsza porcja gulaszu z knedlikiem, do tego surówka, była na prawdę spora. I dużo tubylców przychodzi tu na obiady. Wróciłem do kampera i nie mam problemów, co robić dalej, właśnie zaczęło znowu padać, więc sobie poczytam a później popołudniowe kąpiele.
18:10
Tak dzisiaj wyglądały tereny w południowo-zachodniej części Węgier, w okolicach Lenti:
U mnie na szczęście trochę lepie, tylko burza z piorunami. Oglądam właśnie różne mapki i prognozy pogody na madziarskim serwerze pogodowym i wygląda na to, że jeszcze ewentualnie jutro będzie paskudnie, a później ma się wypogodzić.
Dzisiejsze fotki.
Do kitu z taką pogodą. Całą noc padało, teraz się na chwilę uspokoiło ale nie wygląda to optymistycznie.
Znalazłem dane na temat meczu piłki wodnej na basenie.
KOMARNO CUP 2014
Kiedy13 – 14 wrz 2014
GdzieTermálne kúpalisko Komárno, Eötvösa, Komárno, Slovensko (mapa)
OpisMedzinárodný vodnopólový turnaj.
13.09, sobota:
10,00 - WTS BYTOM - KVP Komárno
11,15 - KOMETA BRNO - KPŠ NEREUS ŽILINA
14,45 - OPENING CEREMONY
15,00 - KOMETA BRNO - WTS BYTOM
16,15 - KVP KOMARNO - KPŠ NEREUS ŽILINA
14.09, nedeľa:
09,00 - KVP KOMÁRNO - KOMETA BRNO
10,15 - KPŠ NEREUS ŽILINA - WTS BYTOM
11,30 - VYHLÁSENIE VÝSLEDKOV
14,00 - KOMÁRNO OLD BOYS - KVP KOMÁRNO
Tym zawodnikom deszcz chyba nie przeszkadza w grze. Ja też zaraz idę się moczyć - pewnie będzie to spacer w japonkach, szlafroku i pod parasolem.
13:40
Solidne te obiady tutaj dają, dzisiejsza porcja gulaszu z knedlikiem, do tego surówka, była na prawdę spora. I dużo tubylców przychodzi tu na obiady. Wróciłem do kampera i nie mam problemów, co robić dalej, właśnie zaczęło znowu padać, więc sobie poczytam a później popołudniowe kąpiele.
18:10
Tak dzisiaj wyglądały tereny w południowo-zachodniej części Węgier, w okolicach Lenti:
U mnie na szczęście trochę lepie, tylko burza z piorunami. Oglądam właśnie różne mapki i prognozy pogody na madziarskim serwerze pogodowym i wygląda na to, że jeszcze ewentualnie jutro będzie paskudnie, a później ma się wypogodzić.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 13 września 2014
Komarno
8:30
Jak już pisałem wcześniej, pogoda w tym roku na południu Europy jest mokra.
W Budapeszcie kolejne podtopienia (a właśnie się tam kończy festiwal wina i szampana), zamknęli nawet zabytkowe termy. Co gorsza na najbliższy tydzień zapowiadają dalsze opady.
A tutaj, w Komarnie, nawet rano widać kawałek czystego nieba. Na campingu - jeden CZ, jeden PL - ze śląska a reszta to tradycyjnie D.
10:45
Wczoraj woda miała 36 stopni, dzisiaj 38, więc na razie godzina moczenia mi wystarczy. I tak wczorajsze kąpiele mnie mocno zmęczyły.
Dzisiaj na basenie jakieś zawody międzynarodowe w piłkę wodną, jest nawet i polska drużyna, Kibiców w sumie mniej niż wszystkich zawodników i działaczy - ciekawa dyscyplina :)
Zrobiłem sobie małe porównanie finansowe.
Tutaj, w Komarnie, mam termalną wodę leczniczą, prosto ze źródła. Za nocleg płacę 11E czyli około 50 zł. I za te 50 zł mam nie tylko spanie, ale tez nieograniczony (czyli całodzienny, 0d 9 do 20) wstęp na basen. termalny. Jak widać, tutaj jest sporo taniej. Podobnie jest też na innych basenach termalnych u Madziarów, jak np w Tiszafüred czy Hajdúböszörmény. Wszędzie w cenę pobytu (około 50 zł, jak dla mnie w kamperze) jest wliczony całodzienny wstęp na leczniczy basen termalny.
![]()
14:45
Ale mieszają z tymi obiadami tutaj. Dzisiaj, jutro i w poniedziałek są inne zasady - gotowe porcje, ale za 3E. Od wtorku do piątku - szwedzki stół po 4 E.
Dzisiejsze fotki.
Jak już pisałem wcześniej, pogoda w tym roku na południu Europy jest mokra.
W Budapeszcie kolejne podtopienia (a właśnie się tam kończy festiwal wina i szampana), zamknęli nawet zabytkowe termy. Co gorsza na najbliższy tydzień zapowiadają dalsze opady.
A tutaj, w Komarnie, nawet rano widać kawałek czystego nieba. Na campingu - jeden CZ, jeden PL - ze śląska a reszta to tradycyjnie D.
10:45
Wczoraj woda miała 36 stopni, dzisiaj 38, więc na razie godzina moczenia mi wystarczy. I tak wczorajsze kąpiele mnie mocno zmęczyły.
Dzisiaj na basenie jakieś zawody międzynarodowe w piłkę wodną, jest nawet i polska drużyna, Kibiców w sumie mniej niż wszystkich zawodników i działaczy - ciekawa dyscyplina :)
Zrobiłem sobie małe porównanie finansowe.
- W termach w Białce Tatrzańskiej bilet do 2,5h kosztuje 49 zł, całodzienny 89 zł.
- W termach w Bukowinie Tatrzańskiej pół godziny 28 zł i później licznik bije za każda minutę, całodzienny kosztuje 86 zł.
- Termy w Szaflarach - 1h kosztuje 24 zł, całodzienny 70 zł
- Basen w hotelu Gołębiewski w Białymstoku (woda normalna, żadna lecznicza) - 1,5h 30 zł i później po 5 zł za każde rozpoczęte 0,5 godziny.
Tutaj, w Komarnie, mam termalną wodę leczniczą, prosto ze źródła. Za nocleg płacę 11E czyli około 50 zł. I za te 50 zł mam nie tylko spanie, ale tez nieograniczony (czyli całodzienny, 0d 9 do 20) wstęp na basen. termalny. Jak widać, tutaj jest sporo taniej. Podobnie jest też na innych basenach termalnych u Madziarów, jak np w Tiszafüred czy Hajdúböszörmény. Wszędzie w cenę pobytu (około 50 zł, jak dla mnie w kamperze) jest wliczony całodzienny wstęp na leczniczy basen termalny.
A jednak działa kamera :)
14:45
Ale mieszają z tymi obiadami tutaj. Dzisiaj, jutro i w poniedziałek są inne zasady - gotowe porcje, ale za 3E. Od wtorku do piątku - szwedzki stół po 4 E.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 12 września 2014
Na Słowację
7:30
Mruczek pokazał, że rzeczywiście miewa humory jak kot. Teraz, rano odpalił od pierwszego razu. A ja już miałem namiary na serwis w Valticach. Widać nie chciało mu się wczoraj wieczorem ruszać.
Planuję dzisiaj dojechać do Komarna, i wreszcie się trochę pomoczyć, ale kto wie, co Mruczek jeszcze wymyśli :)
17:30
Dojechałem do Komarna około 13, zameldowałem się i szybko poszedłem na obiad, bo menu tylko do 14 wydają. Później trochę odpoczynku, bo się objadłem i półtorej godzinki w basenie z termalna wodą.
Trochę się tutaj zmieniło i to na dobre.Za prąd już będę płacił wg licznika - ile zużyje, tyle zapłacę. Wprowadzili w restauracji hotelowej menu i to w formie szwedzkiego stołu. Co dziennie zupka i trzy różne dania do wyboru a raczej do zjedzenia. Dzisiaj była "zupa z koguta", ryba smażona, makaron z warzywami i mięsko panierowane z ziemniakami. Jak przystało na szwedki stół, można sobie nakładać ile się chce, można robić dokładkę za dokładką, próbować wszystkich dań, mieszać. I to wszystko za 4E.
Za nocleg zapłacę ok 11E - 5E człowiek, 5,5 kamper, 0,55 opłata lokalna no i dojdzie prąd. Całkiem przyzwoicie.
Pewnie zaraz pójdę sobie pochodzić po Komarnie, zobaczyć, co tam się ewentualnie pozmieniało.
19:00
Zobaczyłem plakat i sobie doczytałem na ich stronach, że jutro warto się tam wybrać po południu.
Dzisiejsze fotki.
Mruczek pokazał, że rzeczywiście miewa humory jak kot. Teraz, rano odpalił od pierwszego razu. A ja już miałem namiary na serwis w Valticach. Widać nie chciało mu się wczoraj wieczorem ruszać.
Planuję dzisiaj dojechać do Komarna, i wreszcie się trochę pomoczyć, ale kto wie, co Mruczek jeszcze wymyśli :)
17:30
Dojechałem do Komarna około 13, zameldowałem się i szybko poszedłem na obiad, bo menu tylko do 14 wydają. Później trochę odpoczynku, bo się objadłem i półtorej godzinki w basenie z termalna wodą.
Trochę się tutaj zmieniło i to na dobre.Za prąd już będę płacił wg licznika - ile zużyje, tyle zapłacę. Wprowadzili w restauracji hotelowej menu i to w formie szwedzkiego stołu. Co dziennie zupka i trzy różne dania do wyboru a raczej do zjedzenia. Dzisiaj była "zupa z koguta", ryba smażona, makaron z warzywami i mięsko panierowane z ziemniakami. Jak przystało na szwedki stół, można sobie nakładać ile się chce, można robić dokładkę za dokładką, próbować wszystkich dań, mieszać. I to wszystko za 4E.
Za nocleg zapłacę ok 11E - 5E człowiek, 5,5 kamper, 0,55 opłata lokalna no i dojdzie prąd. Całkiem przyzwoicie.
Pewnie zaraz pójdę sobie pochodzić po Komarnie, zobaczyć, co tam się ewentualnie pozmieniało.
19:00
Zobaczyłem plakat i sobie doczytałem na ich stronach, że jutro warto się tam wybrać po południu.
- 2. prednáška od 14,30-45 do 15,00-15,15
- 15.30 – spoločné zasadnutie hostí, sponzorov, predsedov zväzov rybárov, poľovníkov a záhradkárov
- 15:30 Dramaťák koncert
- 3. prednáška 17,00- 17,40
- Vyhlásenie výsledkov súťaží včelárov a detí
- 18:00 – FMS Slovenskí rebeli a DFS Rebelíček
- Ukončenie podujatia, poďakovanie okolo 19. hodiny
- 20:00 - ITT ÉS MOST - improvizačný večer/improvizá
ciós est - Nádvorie Európy/Európa-u dvar - 21:00 - PARASZTÜNNEP ZENEKAR - koncert - Nádvorie Európy/Európa-u
dvar - 22:00 - TANEĆNÝ DOM/TÁNCHÁZ s Ritka Magyar Folkband- Vináreň - Nádvorie Európy/Borozó - Európa-udvar
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 11 września 2014
Awaria
19:00
No i mam problem. Chciałem przestawić Mruczka i ..... lipa. Nie da się uruchomić. Oczyściłem styki aku, dokreciłem klemy - nic. Podłaczyłem swoje ustrojstwo rozruchowe - nic. Chyba padł rozrusznik (albo go zalało, bo pada nieźle). Jutro trzeba będzie ściągać jakąś pomoc drogową. Echhhh .....
No i mam problem. Chciałem przestawić Mruczka i ..... lipa. Nie da się uruchomić. Oczyściłem styki aku, dokreciłem klemy - nic. Podłaczyłem swoje ustrojstwo rozruchowe - nic. Chyba padł rozrusznik (albo go zalało, bo pada nieźle). Jutro trzeba będzie ściągać jakąś pomoc drogową. Echhhh .....
Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać
Sąd trzykrotnie orzekał wobec Leszka F., sprawcy śmiertelnego wypadku pod Wejherowem, zakaz prowadzenia pojazdów, choć ten nigdy nie miał prawa jazdy. Mężczyzna wielokrotnie był sądzony za jazdę po pijanemu, ale nigdy nie trafił za kratki. Prokuratorzy ponownie przyjrzą się aktom jego sprawy.
Tak, będą się przyglądać .....
Sędzia z Nysy (woj. opolskie) miał nakłaniać kobietę, której sprawę prowadził, do składania fałszywych zeznań. Tłumaczył, co powinna mówić, a co lepiej przemilczeć.
Jak widać sędziów inteligentnych inaczej mamy w kraju więcej. Tylko, że mnie to jakoś nie pociesza.
Tak, będą się przyglądać .....
Sędzia z Nysy (woj. opolskie) miał nakłaniać kobietę, której sprawę prowadził, do składania fałszywych zeznań. Tłumaczył, co powinna mówić, a co lepiej przemilczeć.
Jak widać sędziów inteligentnych inaczej mamy w kraju więcej. Tylko, że mnie to jakoś nie pociesza.
Czechy i Morawy
7:00
Noce coraz zimniejsze się robią. Dzisiaj rano było na dworze tylko 6 stopni. Dodatkowo czesi przewidują na piątek i sobotę duże opady. Chodzenie po festynie w strugach deszczu (mam na myśli Znojmo) nie należy do przyjemności. Wygląda na to, że w tym roku zima przyjdzie szybciej i chyba nie będzie już takich ładnych, ciepłych i słonecznych dni, jak w zeszłym roku. Całe wakacje obserwuje chmury u madziarów i nad Serbią. W tym roku mają ich cały czas sporo. Powodzie w Bułgarii w czerwcu, powodzie teraz, a kiedyś się mówiło, że trzeba jechać nad Morze Czarne, bo tam słoneczna pogoda jest gwarantowana. Czyżby zaczęto używać jakiejś broni meteorologicznej ? Jeśli można rozpędzać chmury, to pewnie podobnie, można też sztucznie je tworzyć i kierować w ustalone regiony. Tylko czym Serbia, Bułgaria czy Węgry podpadły wielkim tego świata ?
Zaraz się biorę za śniadanie, później jeszcze spacer po Telczu. Na rynku wystawili automatycznego przewodnika na korbkę. Trzeba nią chwilę pokręcić (małe dynamo) i później można posłuchać informacji o Telczu, jego zamku czy ratuszu. Te informacje są w 3 językach, do wyboru - po czesku, niemiecku lub angielsku.
12:45
Miało padać, i pada. Jak patrzę na chmury, na sat24.com, to nie wygląda to optymistycznie.
Dojechałem do Morawskiego Krumlowa, po drodze mijałem czeską elektrownie atomową w Dukovanach. Duże to jest, oj duże. Na noc planuję znane mi już Valtice.
Czechy witały mnie deszczem i deszczem żegnają.

14:00
Tak jak się spodziewałem, Morawski Krumlov i Czeski mają tylko podobną nazwę. Zamek jest, duży, dostojny, ale wymaga remontu, jest mocno zaniedbany. Nawet nie wchodziłem do parku zamkowego.
W ogóle widać różnice między Czechami a Morawami. Tutaj biedniej, to widać na każdym kroku. Ale są i tego stanu plusy, jedzenie tańsze. W rynku, restauracja w hotelu tzw menu - 2 danie 65, z zupą 72. Oprócz tego stałe pozycje za 95 Kc. W drugiej właśnie się najadem solidnie (czesnaczka i schabowy z ziemniakami) za 95 Kc (100 Kc = 16 zł).
17:30
Dojechałem do Valtic, ale nie odbyło się bez problemów. Najpierw jakieś 20 km od Mikulowa Jadzia mnie wprowadza na płatną drogę, mimo, że kazałem jej omijać takie drogi. Udało się, jadę wg drogowskazów na Mikilov. Żaden nie pokazuje, że coś mnie czeka, no i dosłownie 4 km od miasta znowu jestem kierowany na płatną. Innej trasy nie ma, stacji benzynowej by kupić winietę (najtańsza, na 10 dni kosztuje 310 Kc), więc zaryzykowałem i pojechałem "na gapę". Szczęśliwie się udało.
W Mikulovie, na stacjach benzynowych już stoją zakazy parkowania (tutaj też jest jutro święto winobrania). Wreszcie dojechałem do Valtic. Parking płatny od 9 do 18, pierwsza godzina 20, następne po 10. Po frugiej stronie ulicy jest pizzeria, już mam hasło do ich WiFi.
Dzisiejsze fotki.
Noce coraz zimniejsze się robią. Dzisiaj rano było na dworze tylko 6 stopni. Dodatkowo czesi przewidują na piątek i sobotę duże opady. Chodzenie po festynie w strugach deszczu (mam na myśli Znojmo) nie należy do przyjemności. Wygląda na to, że w tym roku zima przyjdzie szybciej i chyba nie będzie już takich ładnych, ciepłych i słonecznych dni, jak w zeszłym roku. Całe wakacje obserwuje chmury u madziarów i nad Serbią. W tym roku mają ich cały czas sporo. Powodzie w Bułgarii w czerwcu, powodzie teraz, a kiedyś się mówiło, że trzeba jechać nad Morze Czarne, bo tam słoneczna pogoda jest gwarantowana. Czyżby zaczęto używać jakiejś broni meteorologicznej ? Jeśli można rozpędzać chmury, to pewnie podobnie, można też sztucznie je tworzyć i kierować w ustalone regiony. Tylko czym Serbia, Bułgaria czy Węgry podpadły wielkim tego świata ?
Zaraz się biorę za śniadanie, później jeszcze spacer po Telczu. Na rynku wystawili automatycznego przewodnika na korbkę. Trzeba nią chwilę pokręcić (małe dynamo) i później można posłuchać informacji o Telczu, jego zamku czy ratuszu. Te informacje są w 3 językach, do wyboru - po czesku, niemiecku lub angielsku.
12:45
Miało padać, i pada. Jak patrzę na chmury, na sat24.com, to nie wygląda to optymistycznie.
Dojechałem do Morawskiego Krumlowa, po drodze mijałem czeską elektrownie atomową w Dukovanach. Duże to jest, oj duże. Na noc planuję znane mi już Valtice.
Czechy witały mnie deszczem i deszczem żegnają.
14:00
Tak jak się spodziewałem, Morawski Krumlov i Czeski mają tylko podobną nazwę. Zamek jest, duży, dostojny, ale wymaga remontu, jest mocno zaniedbany. Nawet nie wchodziłem do parku zamkowego.
W ogóle widać różnice między Czechami a Morawami. Tutaj biedniej, to widać na każdym kroku. Ale są i tego stanu plusy, jedzenie tańsze. W rynku, restauracja w hotelu tzw menu - 2 danie 65, z zupą 72. Oprócz tego stałe pozycje za 95 Kc. W drugiej właśnie się najadem solidnie (czesnaczka i schabowy z ziemniakami) za 95 Kc (100 Kc = 16 zł).
17:30
Dojechałem do Valtic, ale nie odbyło się bez problemów. Najpierw jakieś 20 km od Mikulowa Jadzia mnie wprowadza na płatną drogę, mimo, że kazałem jej omijać takie drogi. Udało się, jadę wg drogowskazów na Mikilov. Żaden nie pokazuje, że coś mnie czeka, no i dosłownie 4 km od miasta znowu jestem kierowany na płatną. Innej trasy nie ma, stacji benzynowej by kupić winietę (najtańsza, na 10 dni kosztuje 310 Kc), więc zaryzykowałem i pojechałem "na gapę". Szczęśliwie się udało.
W Mikulovie, na stacjach benzynowych już stoją zakazy parkowania (tutaj też jest jutro święto winobrania). Wreszcie dojechałem do Valtic. Parking płatny od 9 do 18, pierwsza godzina 20, następne po 10. Po frugiej stronie ulicy jest pizzeria, już mam hasło do ich WiFi.
Dzisiejsze fotki.
środa, 10 września 2014
Południowe Czechy
9:00
Jeszcze tu trochę pochodzę. Następny postój i nocleg planuję w Taborze, a to ok 50 km stąd, więc mam sporo czasu.
Podjechałem na śniadanie pod McD, niby mają sieć, ale nie ma wyjścia na świat. Przeniosłem się więc na parking, koło mostu ale po drugiej stronie rzeki, a tu znajomy, niemiecki kamperek. Wczoraj stał na Velkim nam., wieczorem widziałem go pod kościołem, teraz jest tutaj ;)
13:00
Upsss, starówka w Taborze tylko do 2,5 T. Stanąłem na parkingu koło basenu. W knajpce na rogu obiad, mięso, kapusta, knedliki i kofola :) I mają internet. Zaraz idę na starówkę, myśleć co dalej będę później.
18:00
Kolejna pozycja z listy UNESCO, czyli Telcz. Ciche, spokojne, ludzi niewiele a domki na rynku jak z bajki, tak jak je opisują w przewodnikach.
Parkuję poza centrum, bo na rynek bym nie wjechał. Jest dostępna tylko jedna droga, przez bramę w wieży. Szerokość 2,3 (Mruczek ma 2,2) więc tu OK, ale wysokość 2,5, a Mruczrk sam ma właśnie 2,5 + antena (mierzyłem dokładnie w Katlsztejnie).
Poza tym, tam gdzie stoję, za cały dzień zapłacę maksymalnie 50 Kc, a płatny jest tylko od 7 do 20. Na rynku jest inny cennik, zwiększony dodatkowo dla kamperów. Płatne od 0 do 24 i za ponad 5 godzin chcą 250 Kc.
Internetu na parkingu nie ma, jest w IT na rynku.
20:45
Wyjeżdżając w sierpniu miałem w planach święto winobrania w Znojmie, 12 i 13 września ale chyba sobie odpuszczę.
Musiałbym nocować na campingu, jest blisko centrum, ale ... ceny :) Za człowieka 100, za kampera 100, ale jeśli z prądem, to już 300 (zdierstwo). W dodatku w czasie winobrania wszystkie ceny o 50% wyższe. Czyli za dwie noce wychodzi 1.200 Kc. Do tego trzeba doliczyć bilet wstępu (250) do centrum na imprezy. Wyobrażam dobie, jakie będą ceny w budkach z jedzeniem i piciem. Za blisko austryjackiej granicy. Podobnie w Hrensku i Deczynie (blisko Niemiec) było drożej (za knedliki z mięsem płaciłem 100 do 150), a dzisiaj w Taborze zapłaciłem, razem z kofolą tylko 88.
Mam nadzieję, że i w tym roku będę na winobraniu w Tokaju. W tym roku będą 3-4 października. Jednak morawskie wino czy burczak, to nie to, co węgrzyn :)
Jeszcze tu trochę pochodzę. Następny postój i nocleg planuję w Taborze, a to ok 50 km stąd, więc mam sporo czasu.
Podjechałem na śniadanie pod McD, niby mają sieć, ale nie ma wyjścia na świat. Przeniosłem się więc na parking, koło mostu ale po drugiej stronie rzeki, a tu znajomy, niemiecki kamperek. Wczoraj stał na Velkim nam., wieczorem widziałem go pod kościołem, teraz jest tutaj ;)
13:00
Upsss, starówka w Taborze tylko do 2,5 T. Stanąłem na parkingu koło basenu. W knajpce na rogu obiad, mięso, kapusta, knedliki i kofola :) I mają internet. Zaraz idę na starówkę, myśleć co dalej będę później.
18:00
Kolejna pozycja z listy UNESCO, czyli Telcz. Ciche, spokojne, ludzi niewiele a domki na rynku jak z bajki, tak jak je opisują w przewodnikach.
Parkuję poza centrum, bo na rynek bym nie wjechał. Jest dostępna tylko jedna droga, przez bramę w wieży. Szerokość 2,3 (Mruczek ma 2,2) więc tu OK, ale wysokość 2,5, a Mruczrk sam ma właśnie 2,5 + antena (mierzyłem dokładnie w Katlsztejnie).
Poza tym, tam gdzie stoję, za cały dzień zapłacę maksymalnie 50 Kc, a płatny jest tylko od 7 do 20. Na rynku jest inny cennik, zwiększony dodatkowo dla kamperów. Płatne od 0 do 24 i za ponad 5 godzin chcą 250 Kc.
Internetu na parkingu nie ma, jest w IT na rynku.
20:45
Wyjeżdżając w sierpniu miałem w planach święto winobrania w Znojmie, 12 i 13 września ale chyba sobie odpuszczę.
Musiałbym nocować na campingu, jest blisko centrum, ale ... ceny :) Za człowieka 100, za kampera 100, ale jeśli z prądem, to już 300 (zdierstwo). W dodatku w czasie winobrania wszystkie ceny o 50% wyższe. Czyli za dwie noce wychodzi 1.200 Kc. Do tego trzeba doliczyć bilet wstępu (250) do centrum na imprezy. Wyobrażam dobie, jakie będą ceny w budkach z jedzeniem i piciem. Za blisko austryjackiej granicy. Podobnie w Hrensku i Deczynie (blisko Niemiec) było drożej (za knedliki z mięsem płaciłem 100 do 150), a dzisiaj w Taborze zapłaciłem, razem z kofolą tylko 88.
Mam nadzieję, że i w tym roku będę na winobraniu w Tokaju. W tym roku będą 3-4 października. Jednak morawskie wino czy burczak, to nie to, co węgrzyn :)
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 9 września 2014
Karlsztejn
12:30
Rano były jeszcze większe mgły, niż wczoraj. Szczęśliwie nie pada, więc nie ma problemu.
Do Karlsztejna pojechałem trasą która wg mapy miała najmniej zakrętów, ale okazało się, że nie jest to droga którą jeżdżą autobusy.
Zamek robi wrażenie, nie tyle wystrojem wnętrz, co swoją konstrukcją, bryłą. Mają trzy trasy: I za 170 Kc, podstawowa (tę wybrałem), II za 300 Kc pokazuje kaplice itp, III za 150 Kc to wielka wieża, czyli skarbiec Karola IV.
21:00
Początkowo myślałem o noclegu w Pribram, ale nie był to dobry pomysł. Na mapach i zdjęciach wyglądało wszystko OK, a w praktyce lipa. Zapchane samochodami centrum, cudem udało mi się wcisnąć gdzieś na chwilę, na nocleg w centrum zupełnie się nie nadaje.
Następny planowane miejsce, to Pisek. W roku 2002, kiedy czesi mieli swoją powódź tysiąclecia, woda pokryła cały most, oczywiście mocno go zniszczyła, zniszczyła też nabrzeża. Kilka lat później, dzięki dotacjom z UE odbudowali, odremontowali starówkę i teraz robi wrażenie. Centralny plac to duży parking (płatny tradycyjnie od 8 do 18), jak się dobrze ustawić, to i WiFi ma się w kamperze. Jestem pod wrażeniem tego miasta, każdemu, kto będzie tędy przejeżdżal polecam zarezerwowanie kilku godzin na powłóczenie się po tutejszych uliczkach.
Dzisiejsze fotki.
Rano były jeszcze większe mgły, niż wczoraj. Szczęśliwie nie pada, więc nie ma problemu.
Do Karlsztejna pojechałem trasą która wg mapy miała najmniej zakrętów, ale okazało się, że nie jest to droga którą jeżdżą autobusy.
Zamek robi wrażenie, nie tyle wystrojem wnętrz, co swoją konstrukcją, bryłą. Mają trzy trasy: I za 170 Kc, podstawowa (tę wybrałem), II za 300 Kc pokazuje kaplice itp, III za 150 Kc to wielka wieża, czyli skarbiec Karola IV.
21:00
Początkowo myślałem o noclegu w Pribram, ale nie był to dobry pomysł. Na mapach i zdjęciach wyglądało wszystko OK, a w praktyce lipa. Zapchane samochodami centrum, cudem udało mi się wcisnąć gdzieś na chwilę, na nocleg w centrum zupełnie się nie nadaje.
Następny planowane miejsce, to Pisek. W roku 2002, kiedy czesi mieli swoją powódź tysiąclecia, woda pokryła cały most, oczywiście mocno go zniszczyła, zniszczyła też nabrzeża. Kilka lat później, dzięki dotacjom z UE odbudowali, odremontowali starówkę i teraz robi wrażenie. Centralny plac to duży parking (płatny tradycyjnie od 8 do 18), jak się dobrze ustawić, to i WiFi ma się w kamperze. Jestem pod wrażeniem tego miasta, każdemu, kto będzie tędy przejeżdżal polecam zarezerwowanie kilku godzin na powłóczenie się po tutejszych uliczkach.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 8 września 2014
Beroun
9:00
Pogoda typowo jesienna. Rano niska mgła, teraz się trochę podniosła i widać ciemne chmury wiszące nisko. Taka pogoda rozleniwia.
Wstyd się przyznać, ale będąc wiele razy w Czechach, jakoś nigdy nie trafiłem do ich najważniejszego i najbardziej znanego zamku, czyli do Karlsztejna.
Z Beroun mam do niego kilkanaście km, ale dzisiaj poniedziałek i zwiedzania nie ma. Siedzę więc w Beroun do jutra. Od 14 czynny miejscowy aquapark (są bąbelki i podobne przyjemności) a nocleg znowu w centrum.
18:00
Po porannych mgłach i chmurach zrobił się słoneczny i upalny dzień. Wybrałem się więc na niedźwiedzie, czyli do Medvednika, zagrody na górze miejskiej z trzema 4 letnimi miśkami. Na tej samej górze, na szczycie, niedawno wyremontowana wieża widokowa.
Później, jak planowałem, moczenie się. Szału nie ma, duża niecka, w niej dwa gejzery, grzybek i dwa silne strumienie sijające ze ściany, kilkanaście miejsc leżących, z bąbelkami. Dobre było to, że dzialało to wszystko bez przerw. Ale woda to nie miała obiecanych 30 stopni.
Opócz tego dwie zjeżdżalnie - mała i średnia, też bez szaleństw. No i niecka praktycznie okupowana przez wszystkich, z wodą cieplejszą i siedzeniami z bąbelkami, też działające cały czas. Przy basenie mały bufet. Oprócz tego zwyczajny basen pływacki.
Narzekać nie ma co, dwie godziny, za 130 Kc (czyli około 20 zł) jest w sam raz.
Pod wieczór nie wytrzymało, przeszła mała burza, ochłodziło się i jest o wiele lepiej.
Właśnie zauważyłem, że po drugiej stronie placu zatrzymał się inny kamperek, pewnie też na noc. Później sprawdzę, kto on jest.
Już wiem, to tubylec, ze stałą kartą parkingową.
Dzisiejsze fotki.
Pogoda typowo jesienna. Rano niska mgła, teraz się trochę podniosła i widać ciemne chmury wiszące nisko. Taka pogoda rozleniwia.
Wstyd się przyznać, ale będąc wiele razy w Czechach, jakoś nigdy nie trafiłem do ich najważniejszego i najbardziej znanego zamku, czyli do Karlsztejna.
Z Beroun mam do niego kilkanaście km, ale dzisiaj poniedziałek i zwiedzania nie ma. Siedzę więc w Beroun do jutra. Od 14 czynny miejscowy aquapark (są bąbelki i podobne przyjemności) a nocleg znowu w centrum.
18:00
Po porannych mgłach i chmurach zrobił się słoneczny i upalny dzień. Wybrałem się więc na niedźwiedzie, czyli do Medvednika, zagrody na górze miejskiej z trzema 4 letnimi miśkami. Na tej samej górze, na szczycie, niedawno wyremontowana wieża widokowa.
Później, jak planowałem, moczenie się. Szału nie ma, duża niecka, w niej dwa gejzery, grzybek i dwa silne strumienie sijające ze ściany, kilkanaście miejsc leżących, z bąbelkami. Dobre było to, że dzialało to wszystko bez przerw. Ale woda to nie miała obiecanych 30 stopni.
Opócz tego dwie zjeżdżalnie - mała i średnia, też bez szaleństw. No i niecka praktycznie okupowana przez wszystkich, z wodą cieplejszą i siedzeniami z bąbelkami, też działające cały czas. Przy basenie mały bufet. Oprócz tego zwyczajny basen pływacki.
Narzekać nie ma co, dwie godziny, za 130 Kc (czyli około 20 zł) jest w sam raz.
Pod wieczór nie wytrzymało, przeszła mała burza, ochłodziło się i jest o wiele lepiej.
Właśnie zauważyłem, że po drugiej stronie placu zatrzymał się inny kamperek, pewnie też na noc. Później sprawdzę, kto on jest.
Już wiem, to tubylec, ze stałą kartą parkingową.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 7 września 2014
Dalej Czechy
8:00
Śmieszne mieli ceny na tym piwnym festynie. Poza jedzeniem na wagę, reszta po 50 Kc, kiełbaska, kanapka z serem, langos. Placek ziemniaczany jak zważyli, to też wyszło 50 koron. Czyli wczoraj za jedzenie zapłaciłem 150 Kc czyli około 25 zł. Tanio, jak za obiad i kolację i to na takiej imprezie :)
Małe piwa były od 15 do 23 (te najmocniejsze). Ja za swoje piwa zapłaciłem ok 53 Kc czyli jakieś 9 zł.
Słońce ładnie świeci, załogi sąsiednich kamperków jeszcze śpią, pewnie balowali na festynie do północy, jeśli nie dłużej. Właśnie jeden czeski kamper odjechał, ten stojący za mną, na końcu
Ja też się zbieram. Pierwszy planowany postój, na śniadanie, za ok 30 km, Rakovnik. Może tam w centrum upoluje internet.
Po śniadaniu Krivoklat, stary zamek i rezerwat wpisany na liste UNESCO.
14:00
Nie chiało mi się łazić prawie dwie godziny i zwiedzać wnętrz. Pewnie zamek jak zamek, a kilka już w środku widziałem. Zamiast tego odwiedziłem małe muzeum motorów Java. Moja stara Javka 20 też w nim jest, tylko że czerwona, a ja miałem zieloną.
Obiad pod zamkiem, gulasz z knedlikami i kofola.
19:00
Ach te czeskie górki. Z Krivoklat do Beroun niby niedaleko, 25 km ale najpierw 10 km podjazdu. Mruczek się wlecze na 2 a ja ze strachem obserwuję temperaturę. Wskazówka doszła do czerwonej kropki, na szczęście tuż przed szczytem.
Tak jak planowałem, parkuję na noc (do 7) w samym centrum, na Husovom namesti. Parking w niedzielę za darmo, na przeciwko hotel z restauracją i barem. Zamówiłem kawę po algiersku i dostałem hasło do ich WiFi :)
Dzisiejsze fotki.
Śmieszne mieli ceny na tym piwnym festynie. Poza jedzeniem na wagę, reszta po 50 Kc, kiełbaska, kanapka z serem, langos. Placek ziemniaczany jak zważyli, to też wyszło 50 koron. Czyli wczoraj za jedzenie zapłaciłem 150 Kc czyli około 25 zł. Tanio, jak za obiad i kolację i to na takiej imprezie :)
Małe piwa były od 15 do 23 (te najmocniejsze). Ja za swoje piwa zapłaciłem ok 53 Kc czyli jakieś 9 zł.
Słońce ładnie świeci, załogi sąsiednich kamperków jeszcze śpią, pewnie balowali na festynie do północy, jeśli nie dłużej. Właśnie jeden czeski kamper odjechał, ten stojący za mną, na końcu
Ja też się zbieram. Pierwszy planowany postój, na śniadanie, za ok 30 km, Rakovnik. Może tam w centrum upoluje internet.
Po śniadaniu Krivoklat, stary zamek i rezerwat wpisany na liste UNESCO.
14:00
Nie chiało mi się łazić prawie dwie godziny i zwiedzać wnętrz. Pewnie zamek jak zamek, a kilka już w środku widziałem. Zamiast tego odwiedziłem małe muzeum motorów Java. Moja stara Javka 20 też w nim jest, tylko że czerwona, a ja miałem zieloną.
Obiad pod zamkiem, gulasz z knedlikami i kofola.
19:00
Ach te czeskie górki. Z Krivoklat do Beroun niby niedaleko, 25 km ale najpierw 10 km podjazdu. Mruczek się wlecze na 2 a ja ze strachem obserwuję temperaturę. Wskazówka doszła do czerwonej kropki, na szczęście tuż przed szczytem.
Tak jak planowałem, parkuję na noc (do 7) w samym centrum, na Husovom namesti. Parking w niedzielę za darmo, na przeciwko hotel z restauracją i barem. Zamówiłem kawę po algiersku i dostałem hasło do ich WiFi :)
Dzisiejsze fotki.
sobota, 6 września 2014
Czechy
8:20
Doczytałem właśnie, że działa tutaj kamera internetowa i Mruczek był całą noc obserwowany :)

Na dzisiaj mam w planach Louny i Zatec, tam muzeum chmielarstwa.
Zatec 13:00
Trafilem na 57 już święto chmielu, DOCZESNA, jak sami piszą, Najvetsi slavnosti chmele v Evropske unii.
Centrum oczywiście zamknięte, gości najechało wielu, wiec mapa i GPS zrobiły się nieprzydatne. Pokręciłem się trochę w okolicach Nam. Svobody i stwierdziłem, że niech Mruczek szuka jakiegoś miejaca dla siebie.
No i znalazł, zaraz koło browaru, ślepa uliczka, a na niej już stojące trzy czeskie kamperki i jeden brytyjski. Porozmawiałem z czechami, będą tu nocować. Mówili też, że rok temu też tu stali. Czyli mogę, pierwsze piwo właśnie pije.
Ogólnodostępnego WiFi nie znalazłen, ale w kasynie dali mi hasło do swojego AP.
19:00
Zjadłem "tradycyjny" czeski placek ziemniaczany, smaczny, podobny trochę do litewkiego z makiem, tylko że ten bez maku, zjadłem kiełbaskę, bacove haluski, langosa tutaj jeść nie będę. Dla mnie to madziarskie a nie czeskie czy słowackie jedzenie.
Stare czeskie przysłowie mówi, że pierwsze i ostatnie piwo nigdy nie smakuje, dlatego właśnie pije trzecie (wszystkie małe i 11, więc spokojnie : ).
Na rynku coraz więcej ludzi, coraz weselej chociaż od 3 godzin straszy burzą, już nawet grzmiało, ale szczęśliwie nie pada.
Tutaj też jest kamera internetowa
Tak właśnie teraz to wszystko wygląda.
Dzisiejsze fotki.
Doczytałem właśnie, że działa tutaj kamera internetowa i Mruczek był całą noc obserwowany :)
Na dzisiaj mam w planach Louny i Zatec, tam muzeum chmielarstwa.
Zatec 13:00
Trafilem na 57 już święto chmielu, DOCZESNA, jak sami piszą, Najvetsi slavnosti chmele v Evropske unii.
Centrum oczywiście zamknięte, gości najechało wielu, wiec mapa i GPS zrobiły się nieprzydatne. Pokręciłem się trochę w okolicach Nam. Svobody i stwierdziłem, że niech Mruczek szuka jakiegoś miejaca dla siebie.
No i znalazł, zaraz koło browaru, ślepa uliczka, a na niej już stojące trzy czeskie kamperki i jeden brytyjski. Porozmawiałem z czechami, będą tu nocować. Mówili też, że rok temu też tu stali. Czyli mogę, pierwsze piwo właśnie pije.
Ogólnodostępnego WiFi nie znalazłen, ale w kasynie dali mi hasło do swojego AP.
19:00
Zjadłem "tradycyjny" czeski placek ziemniaczany, smaczny, podobny trochę do litewkiego z makiem, tylko że ten bez maku, zjadłem kiełbaskę, bacove haluski, langosa tutaj jeść nie będę. Dla mnie to madziarskie a nie czeskie czy słowackie jedzenie.
Stare czeskie przysłowie mówi, że pierwsze i ostatnie piwo nigdy nie smakuje, dlatego właśnie pije trzecie (wszystkie małe i 11, więc spokojnie : ).
Na rynku coraz więcej ludzi, coraz weselej chociaż od 3 godzin straszy burzą, już nawet grzmiało, ale szczęśliwie nie pada.
Tutaj też jest kamera internetowa
Dzisiejsze fotki.
piątek, 5 września 2014
Czechy
9:00
Dzisiaj od rana niebo bez chmur. Na sobotę już zapowiadają zachmurzenie a w niedzielę deszcze. I twierdzą, że to już definitywny koniec lata i ładnej pogody.
Dzisiaj się wybieram kamperem przez Vysoką Lipę do Czeskiej Kamenicy (tam jest jakiś zamek) i później do Decina, na obiad pod zamkiem (denne menu: zupe + drugie danie za mniej niż 100 Kc).
Co dalej, jeszcze nie wiem :)
17:00
Litomerzyce tak są opisywane przez czechów:
Miasto królewskie Litomierzyce (Litoměřice) u zbiegu Łaby i Ohrzy należy do najpiękniejszych w Republice Czeskiej. Rozległe centrum historyczne miasta liczy dziesiątki ulic i placów. Kolorowe gotyckie, barokowe i renesansowe budynki, położone bezpośrednio w centrum miasta, otoczonym w dużej części zachowanymi gotyckimi fortyfikacjami oczarują każdego. Magii Litomierzyc uległ nawet największy czeski poeta romantyczny Karel Hynek Mácha. Słynne wino z pobliskiej miejscowości o nazwie Velké Žernoseky z pewnością dodatkowo uprzyjemni spacer po mieście.
Dodam od siebie - w centrum duży plac, parking płatny od 8 do 17 (zapłaciłem dwa razy po 10 Kc i mogę stać do jutra), dookoła knajpki, kafejki, winiarnie i jest darmowe WiFi. Domy odmalowane, wylizane, zamek .... odbudowany. Trzeba raczej powiedzieć zbudowany od nowa. Na zdjęciach z 1971 roku widać, że była to smutna ruina, mizerne resztki ścian, nic więcej. Odbudowali i w środku są różne sale widowiskowe, na wykłady i prelekcje, jest winoteka itp. Nie wchodziłem do środka, bo co tam oglądać.
Nagle, po kilku dniach chłodu zrobiło się wręcz upalnie. Siedzę w cieniu, pod parasolem, przy kawie, w krótkich spodniach i jest mi gorąco. Pochodziłem chwilę po samym centrum, ale więcej nie dam rady. Pójdę jeszcze raz, już po zachodzie słońca, domy powinny być ładnie podświetlone.
Właśnie przed chwilą przy stoliku obok usiedli holendrzy, którzy stali obok mnie w Mezni Louka :)
21:45
Na tablicy informacyjnej dla turystów, zrobionej już w nowej, interaktywnej technologii znalazłem odnośniki do różnych filmików na YT. Na przykład taki:
Prochazka mestem Litomerice
albo taki
Vitame Vas w Litomericah
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj od rana niebo bez chmur. Na sobotę już zapowiadają zachmurzenie a w niedzielę deszcze. I twierdzą, że to już definitywny koniec lata i ładnej pogody.
Dzisiaj się wybieram kamperem przez Vysoką Lipę do Czeskiej Kamenicy (tam jest jakiś zamek) i później do Decina, na obiad pod zamkiem (denne menu: zupe + drugie danie za mniej niż 100 Kc).
Co dalej, jeszcze nie wiem :)
17:00
Litomerzyce tak są opisywane przez czechów:
Miasto królewskie Litomierzyce (Litoměřice) u zbiegu Łaby i Ohrzy należy do najpiękniejszych w Republice Czeskiej. Rozległe centrum historyczne miasta liczy dziesiątki ulic i placów. Kolorowe gotyckie, barokowe i renesansowe budynki, położone bezpośrednio w centrum miasta, otoczonym w dużej części zachowanymi gotyckimi fortyfikacjami oczarują każdego. Magii Litomierzyc uległ nawet największy czeski poeta romantyczny Karel Hynek Mácha. Słynne wino z pobliskiej miejscowości o nazwie Velké Žernoseky z pewnością dodatkowo uprzyjemni spacer po mieście.
Dodam od siebie - w centrum duży plac, parking płatny od 8 do 17 (zapłaciłem dwa razy po 10 Kc i mogę stać do jutra), dookoła knajpki, kafejki, winiarnie i jest darmowe WiFi. Domy odmalowane, wylizane, zamek .... odbudowany. Trzeba raczej powiedzieć zbudowany od nowa. Na zdjęciach z 1971 roku widać, że była to smutna ruina, mizerne resztki ścian, nic więcej. Odbudowali i w środku są różne sale widowiskowe, na wykłady i prelekcje, jest winoteka itp. Nie wchodziłem do środka, bo co tam oglądać.
Nagle, po kilku dniach chłodu zrobiło się wręcz upalnie. Siedzę w cieniu, pod parasolem, przy kawie, w krótkich spodniach i jest mi gorąco. Pochodziłem chwilę po samym centrum, ale więcej nie dam rady. Pójdę jeszcze raz, już po zachodzie słońca, domy powinny być ładnie podświetlone.
Właśnie przed chwilą przy stoliku obok usiedli holendrzy, którzy stali obok mnie w Mezni Louka :)
21:45
Na tablicy informacyjnej dla turystów, zrobionej już w nowej, interaktywnej technologii znalazłem odnośniki do różnych filmików na YT. Na przykład taki:
Prochazka mestem Litomerice
albo taki
Vitame Vas w Litomericah
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 4 września 2014
Pravcicka Brana
11:00
Pravcicka brana jest śliczna ale ładniejsze są skały dookoła. Jak to u czechów, na górze hotel, knajpa, piwo i jest nawet darmowy internet. Właśnie to piszę siedząc pod bramą.
Więcej zdjęć wyślę później.
Zdjęcia poszły.
18:00
Trasa śliczna. Dobrze, że wyszedłem tak wcześnie (zaraz po 8) i mogłem się sycić szumem lasu, śpiewem ptaków w samotności. Później już tłumy szły w obie strony. Trasa od strony Mezi Louky jest o wiele ciekawsza, dłuższa, ale za to podejście mniej strome. Szkoda tylko, że rano jeszcze były mgły, ale i tak wszystko było widac, a przecież nie można mieć wszystkiego.
Nie wiem, co dalej. Pierwotnie planowałem tutaj góra dwa dni, ale miejsce sympatyczne, pogoda się poprawiła i do niedzieli ma być ładnie i ciepło. Chyba jednak jutro pojadę dalej, już sobie wstępnie rozpisałem trasę na najbliższy tydzień.
Pravcicka brana jest śliczna ale ładniejsze są skały dookoła. Jak to u czechów, na górze hotel, knajpa, piwo i jest nawet darmowy internet. Właśnie to piszę siedząc pod bramą.
Więcej zdjęć wyślę później.
Zdjęcia poszły.
18:00
Trasa śliczna. Dobrze, że wyszedłem tak wcześnie (zaraz po 8) i mogłem się sycić szumem lasu, śpiewem ptaków w samotności. Później już tłumy szły w obie strony. Trasa od strony Mezi Louky jest o wiele ciekawsza, dłuższa, ale za to podejście mniej strome. Szkoda tylko, że rano jeszcze były mgły, ale i tak wszystko było widac, a przecież nie można mieć wszystkiego.
Nie wiem, co dalej. Pierwotnie planowałem tutaj góra dwa dni, ale miejsce sympatyczne, pogoda się poprawiła i do niedzieli ma być ładnie i ciepło. Chyba jednak jutro pojadę dalej, już sobie wstępnie rozpisałem trasę na najbliższy tydzień.
Dzisiejsze fotki.
środa, 3 września 2014
Decin
13:00
Rano zaczęła być widoczna zmiana pogody, chociaż chmury wisiały nisko, zaczepione o wierzchołki drzew. W czeskim radio też zapowiadali koniec deszczów. Wyprawa do skalnej bramy, czyli w miejsca widokowe przy takich chmurach jest bez sensu.
Ponieważ skończyły mi się korony z zeszłego roku, na campingu kartą nie zapłacę, w restauracji kartą od 300 koron (mięso z knedlikami i kofolą niecałe 200), i musiałem wczoraj płacić euro. W Hrensku nie na żadnego bankomatu, albo na granicy, albo Decin.
W Decinie jest UniCredit, więc wypłata bez prowizji, poza tym mają aquapark z wodą termalną. Korony pobrałem, sle z moczenia się nici, remont.
Zaparkowałem nad rzeką i na zamek. Byłem, zobaczyłem a teraz jem obiad (tzw menu, czyli za 90 Kc).
Na noc wracam do Mezni Louka, a jutro rano na skałki.
Dzisiejsze fotki.
Rano zaczęła być widoczna zmiana pogody, chociaż chmury wisiały nisko, zaczepione o wierzchołki drzew. W czeskim radio też zapowiadali koniec deszczów. Wyprawa do skalnej bramy, czyli w miejsca widokowe przy takich chmurach jest bez sensu.
Ponieważ skończyły mi się korony z zeszłego roku, na campingu kartą nie zapłacę, w restauracji kartą od 300 koron (mięso z knedlikami i kofolą niecałe 200), i musiałem wczoraj płacić euro. W Hrensku nie na żadnego bankomatu, albo na granicy, albo Decin.
W Decinie jest UniCredit, więc wypłata bez prowizji, poza tym mają aquapark z wodą termalną. Korony pobrałem, sle z moczenia się nici, remont.
Zaparkowałem nad rzeką i na zamek. Byłem, zobaczyłem a teraz jem obiad (tzw menu, czyli za 90 Kc).
Na noc wracam do Mezni Louka, a jutro rano na skałki.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 2 września 2014
Hrensko
12:00
Całą noc padało, pada od rana. Mimo to zebrałem się i wybrałem przełomy. Autobusem dojechałem do Mezni (za 11 Kc) i w drogę. Zejście ostre, nie dałbym chyba rady podejść. Pierwotnie planowałem dziki przełom, ale obawa przed wchodzeniem tyle pod górę zmieniła moje plany. Przy Meznim mostku skręciłem w prawo i "zaliczyłem" Cichy przełom. Miejsce na prawdę fantastyczne, a deszcz, mgła dodawały mu tajemniczości.
Siedzę w Hrensku, w knajpie z WiFi, zjadłem czesnaczkę, popiłem piwem i czekam na autobus do Mezni Louka, a deszcz cały czas pada.
Dzisiejsze fotki.
Całą noc padało, pada od rana. Mimo to zebrałem się i wybrałem przełomy. Autobusem dojechałem do Mezni (za 11 Kc) i w drogę. Zejście ostre, nie dałbym chyba rady podejść. Pierwotnie planowałem dziki przełom, ale obawa przed wchodzeniem tyle pod górę zmieniła moje plany. Przy Meznim mostku skręciłem w prawo i "zaliczyłem" Cichy przełom. Miejsce na prawdę fantastyczne, a deszcz, mgła dodawały mu tajemniczości.
Siedzę w Hrensku, w knajpie z WiFi, zjadłem czesnaczkę, popiłem piwem i czekam na autobus do Mezni Louka, a deszcz cały czas pada.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 1 września 2014
Saksonia
(pisane 31.08.2014, godz. 20:00)
Ciężko jest bez sieci .... :)
Połaziłem trochę po starówce, nawet przestało padać i słońce chwilami nieśmiało wyglądało zza chmur. Wiele budynków niedawno odnowionych, pomalowanych i wszysto wygląda uroczo.
Zaszalałem i w lodziarni zamówiłem "bananową fantazję" - porcja mnie pokonała, nie byłem w stanie wszystkiego zjeść. Za to mam kolację z głowy.
Żeby nie było za dobrze, to padła mi chyba karta pamieci w telefonie. Niby drobiazg, ale na niej miałem mapy off-line do locusa a co gorsza, na niej zapisywałem wszystkie zdjęcia. Szkoda :(
Na stellplatz'u w Bautzen tłum camperów, razem z Mruczkiem jest teraz 11 sztuk - jeden holenderski i dziewięć niemieckich.
6:00
Odpukać, nie pada, ale całe niebo zachmurzone. Mam nadzeję, że ten front sobie poszedł.
Po spokojnej nocy, na śniadanie przeniosłem się pod McD, tzn śniadanie w Mruczku, w McD wypije tylko kawę i może uda się ściągnąć utracone mapy.
11:00
Mała zmiana planów. Chciałem najpierw jechać na Basteje, ale chmury nisko, trochę kropi, bez sensu w taką pogodę, i tak niewiele byłoby widać. Podjechałem kilka km dalej, Bad Schandau. Zaparkowałem pod wieżą widokową, koło tutajszych term (15€ za 2 godz) i teraz siedzę w tramwaju.
Jedyna linia górska, 8 km długości. Bilet w obie strony kosztuje 8€ (w jedną kosztuje 5€) i mogę cały dzień jeździć w górę i w dół. Tramwaje odjeżdżają co pół godziny i pół godziny trwa jazda w jedną stronę.
Hi hi, na górze, przy wodospadzie, darmowe WiFi za samo podanie emaila :)
17:00
Rano nie dojechalem do Rathen, na prawy brzeg, to po południu zaatakowałem od lewej strony. W Googlu widać duży parking i tam planowałem nocleg. Niestety, kamper na parkingu nocować nie może, odsyłają na stellatz (czytałem wcześniej w sieci - postój, z prądem, za jedyne 15€). To na parkingu przy ostatnim przystanku tramwaju, parkowanie za całą dobę 4€ i nie ma zakazu dla kamperów. Napędzanie klientów jednemu człowiekowi.
Wkurzyłem się i pojechałem do Mezni Louka, już po czeskiej stronie. Tutaj śmiesznie, jest parking, na nim WC, za dzień postoju kampera 200 Kc, a na campingu, zaraz obok - 200 kamper, 70 dorosły (prąd drogo liczą, 140 Kc, czyli prawie 6€, więc się nie podłączyłem) ale mam porządne sanitariaty i umywalnię. Na razie pada, więc znowu siedzę w knajpie.
Oby jutro nie padało, bo są conajmniej dwie rzeczy warte zobaczenia: największa w Europie brama skalna (Pravicka brana) do której się idzie ścieżką Gabriela. W sumie około 3 godziny.
Drugie ciekawe miejsce to Dziki Przełom (Divoka souteska), którą częściowo pokonuje się łódką - w sumie niecałe dwie godziny.
Mruczek już odstawiony, więc mogę. Siedzę w knajpie, gdzie opócz piwa jest internet, powysyłałem już wczorajsze, zaległe zdjęcia.
Dzisiejsze fotki.
Ciężko jest bez sieci .... :)
Połaziłem trochę po starówce, nawet przestało padać i słońce chwilami nieśmiało wyglądało zza chmur. Wiele budynków niedawno odnowionych, pomalowanych i wszysto wygląda uroczo.
Zaszalałem i w lodziarni zamówiłem "bananową fantazję" - porcja mnie pokonała, nie byłem w stanie wszystkiego zjeść. Za to mam kolację z głowy.
Żeby nie było za dobrze, to padła mi chyba karta pamieci w telefonie. Niby drobiazg, ale na niej miałem mapy off-line do locusa a co gorsza, na niej zapisywałem wszystkie zdjęcia. Szkoda :(
Na stellplatz'u w Bautzen tłum camperów, razem z Mruczkiem jest teraz 11 sztuk - jeden holenderski i dziewięć niemieckich.
6:00
Odpukać, nie pada, ale całe niebo zachmurzone. Mam nadzeję, że ten front sobie poszedł.
Po spokojnej nocy, na śniadanie przeniosłem się pod McD, tzn śniadanie w Mruczku, w McD wypije tylko kawę i może uda się ściągnąć utracone mapy.
11:00
Mała zmiana planów. Chciałem najpierw jechać na Basteje, ale chmury nisko, trochę kropi, bez sensu w taką pogodę, i tak niewiele byłoby widać. Podjechałem kilka km dalej, Bad Schandau. Zaparkowałem pod wieżą widokową, koło tutajszych term (15€ za 2 godz) i teraz siedzę w tramwaju.
Jedyna linia górska, 8 km długości. Bilet w obie strony kosztuje 8€ (w jedną kosztuje 5€) i mogę cały dzień jeździć w górę i w dół. Tramwaje odjeżdżają co pół godziny i pół godziny trwa jazda w jedną stronę.
Hi hi, na górze, przy wodospadzie, darmowe WiFi za samo podanie emaila :)
17:00
Rano nie dojechalem do Rathen, na prawy brzeg, to po południu zaatakowałem od lewej strony. W Googlu widać duży parking i tam planowałem nocleg. Niestety, kamper na parkingu nocować nie może, odsyłają na stellatz (czytałem wcześniej w sieci - postój, z prądem, za jedyne 15€). To na parkingu przy ostatnim przystanku tramwaju, parkowanie za całą dobę 4€ i nie ma zakazu dla kamperów. Napędzanie klientów jednemu człowiekowi.
Wkurzyłem się i pojechałem do Mezni Louka, już po czeskiej stronie. Tutaj śmiesznie, jest parking, na nim WC, za dzień postoju kampera 200 Kc, a na campingu, zaraz obok - 200 kamper, 70 dorosły (prąd drogo liczą, 140 Kc, czyli prawie 6€, więc się nie podłączyłem) ale mam porządne sanitariaty i umywalnię. Na razie pada, więc znowu siedzę w knajpie.
Oby jutro nie padało, bo są conajmniej dwie rzeczy warte zobaczenia: największa w Europie brama skalna (Pravicka brana) do której się idzie ścieżką Gabriela. W sumie około 3 godziny.
Drugie ciekawe miejsce to Dziki Przełom (Divoka souteska), którą częściowo pokonuje się łódką - w sumie niecałe dwie godziny.
Mruczek już odstawiony, więc mogę. Siedzę w knajpie, gdzie opócz piwa jest internet, powysyłałem już wczorajsze, zaległe zdjęcia.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 31 sierpnia 2014
Niemcy
10:00
Rano nawet świeciło słońce, teraz niebo się zaciągnęło i pada. Prognozy mówią, że tak ma być cały dzień. Mam nadzieję, że jutro się trochę poprawi, bo chodzenie po górach, nawet tych niskich, w deszczu nie należy do przyjemności.
Dzisiaj w planie niewielki odcinek, zaledwie 50 km do Budziszyna, więc nie mam powodów by się śpieszyć.
Tutejszy jarmark inny, niż ten trójmiejski, czuć więcej luzu, spokoju, nastroju relaksu i zabawy. Gdyby jeszcze nie ten gotycki alfabet i język niemiecki ... :)
Świetnie się spisywał googlowy tłumacz (wersja off line, ściągnąłem wcześniej słownik niemiecki), więc mogłem rozszyfrować np jakie wina sprzedają :)
14:00
Rozpadało się na dobre. Dojechałem do Budziszyna, zaparkowałem koło starówki (niedziela, więc i pusto i za darmo). Trochę pochodziłem, ale zaczęło równo lać. Szukałem McD, okazało się, że przeniósł się 3 km na wschód.
W McD dają 2 godziny darmowego internetu, ale na zewnątrz jest za słaby sygnał. W centrum miasta też dają 2 godziny, ale tam nie udało mi się wysłać ani jednego zdjęcia.
Dawno temu o krajach tzw demokracji ludowej mówiło się, że to niby ten sam obóz, ale polski barak jest najweselszy. Mam wrażenie, że to nadal jest aktualne. Darmowe WiFi w McD, ale muszę podać swój nr telefonu, bo SMSem dostanę kod dostępu. W Czechach, na Słowacji, u Madziarów mogę kupić kartę SIM prepaid, ale żeby z niej skorzystać, muszę się zarejestrować, podać swoje dane osobowe. U nas ciągle jest weselej.
Dzisiejsze zdjęcia idą (co chwile komunikat "błąd serwera" - czyżby cenzor oglądał każde zdjęcie ?).
Rano nawet świeciło słońce, teraz niebo się zaciągnęło i pada. Prognozy mówią, że tak ma być cały dzień. Mam nadzieję, że jutro się trochę poprawi, bo chodzenie po górach, nawet tych niskich, w deszczu nie należy do przyjemności.
Dzisiaj w planie niewielki odcinek, zaledwie 50 km do Budziszyna, więc nie mam powodów by się śpieszyć.
Tutejszy jarmark inny, niż ten trójmiejski, czuć więcej luzu, spokoju, nastroju relaksu i zabawy. Gdyby jeszcze nie ten gotycki alfabet i język niemiecki ... :)
Świetnie się spisywał googlowy tłumacz (wersja off line, ściągnąłem wcześniej słownik niemiecki), więc mogłem rozszyfrować np jakie wina sprzedają :)
14:00
Rozpadało się na dobre. Dojechałem do Budziszyna, zaparkowałem koło starówki (niedziela, więc i pusto i za darmo). Trochę pochodziłem, ale zaczęło równo lać. Szukałem McD, okazało się, że przeniósł się 3 km na wschód.
W McD dają 2 godziny darmowego internetu, ale na zewnątrz jest za słaby sygnał. W centrum miasta też dają 2 godziny, ale tam nie udało mi się wysłać ani jednego zdjęcia.
Dawno temu o krajach tzw demokracji ludowej mówiło się, że to niby ten sam obóz, ale polski barak jest najweselszy. Mam wrażenie, że to nadal jest aktualne. Darmowe WiFi w McD, ale muszę podać swój nr telefonu, bo SMSem dostanę kod dostępu. W Czechach, na Słowacji, u Madziarów mogę kupić kartę SIM prepaid, ale żeby z niej skorzystać, muszę się zarejestrować, podać swoje dane osobowe. U nas ciągle jest weselej.
Dzisiejsze zdjęcia idą (co chwile komunikat "błąd serwera" - czyżby cenzor oglądał każde zdjęcie ?).
sobota, 30 sierpnia 2014
Niemcy
9:00
Wyjechałem koło 8, droga pusta, jedzie się spokojnie.
11:00
Dotarłem do Zgorzelca. Przez chwilę trochę kropiło, ale szczęśliwie przestało. Herbatka i zaraz idę na zwiedzanie miasta.
13:00
Myślałem, że w Zgorzelcu posiedzę góra godzinę i pojadę dalej, a tu Jakuby, czyli jarmark, święto, występy itp.
Miejscowi twierdzą, że najlepsze rzeczy dzieją się po niemieckiej stronie, zaparkowałem więc w Polsce, niedaleko mostu Staromiejskiego (po nim ma iść parada kostiumowa) i przed 14 pójdę na rynek.
19:00
Chmury przeszły, przestało padać, coraz więcej ludzi ściąga na teren jarmarku. W kilku miejscach sprzedaja wina z różnych owoców (wiśnia, tarnina, czarny bez, jabłko, banan itp). Wypiłem 100 ml wina wiśniowego, od razu mam inny nastrój i wiem, że zostaję w Zgorzelcu do jutra :)
Wyjechałem koło 8, droga pusta, jedzie się spokojnie.
11:00
Dotarłem do Zgorzelca. Przez chwilę trochę kropiło, ale szczęśliwie przestało. Herbatka i zaraz idę na zwiedzanie miasta.
13:00
Myślałem, że w Zgorzelcu posiedzę góra godzinę i pojadę dalej, a tu Jakuby, czyli jarmark, święto, występy itp.
Miejscowi twierdzą, że najlepsze rzeczy dzieją się po niemieckiej stronie, zaparkowałem więc w Polsce, niedaleko mostu Staromiejskiego (po nim ma iść parada kostiumowa) i przed 14 pójdę na rynek.
19:00
Chmury przeszły, przestało padać, coraz więcej ludzi ściąga na teren jarmarku. W kilku miejscach sprzedaja wina z różnych owoców (wiśnia, tarnina, czarny bez, jabłko, banan itp). Wypiłem 100 ml wina wiśniowego, od razu mam inny nastrój i wiem, że zostaję w Zgorzelcu do jutra :)
piątek, 29 sierpnia 2014
Wrocław
7:30
Sezon grzewczy w Mruczku rozpoczęty. Na dzisiaj zapowiadają ok 24 stopni, ale nad ranem zmarzłem i musiałem włączyć ogrzewanie, na dworze było 8, 9 stopni.
Dzisiaj w planie mam spokojnie pokręcić się trochę po mieście, a jutro dalej w trasę - kierunek Zgorzelec, Budziszyn (tam planuję nocleg na darmowym stellplatz'u). Później Szwajcaria Sasko-Czeska. Z siecią pewnie będzie problem, zwłaszcza u niemców, więc wyślę tylko tekst, zdjęcia doślę później, jak będzie WiFi.
13:30
Kiedyś to była Hala Ludowa a w niej kino Gigant. Teraz się nazywa Hala Stulecia, jest wpisana na listę UNESCO, i ma swoje własne muzeum, czyli centrum poznawcze.
Bilet kosztuje od 12 zł wzwyż, ale dzisiaj już się szykują do niedzielnych zawodów, cześć komputerów padła i niektórych eksponatów multimedialnych nie ma. Wydębiłem jeszcze dla siebie zniżkę emerycką i zapłaciłem zaledwie 4,50.
Pooglądalem wystawę, pooglądałem filmy o budowie hali, o Wystawie Ziem Odzyskanych, o budowie iglicy. Można też było wejść na trybuny i obejrzeć halę od środka.
21:30
Coś jest nie tak z wrocławskim rowerem miejskim.
Elektrozamki nie działają, rowery przypinane łańcuchami. Niby drobiazg, ale wczoraj dwa razy nie udało mi się roweru odpiąć.
Sporo rowerów uszkodzonych, porozwalane siodełka, przeskakująca przerzutka.
Skanuje qrkod roweru, nr jest rozpoznawany ale mam komunikat, że tego roweru nie mogę wypożyczyć. Inny rower - nie można rozpoznać qrkodu, chociaż nalepka nie jest uszkodzona. Na stacji są 4 rowery i żadnego nie można wypożyczyć, bo na wielu stacjach wypożyczenie tylko telefonem.
Dzisiejsze fotki.
Sezon grzewczy w Mruczku rozpoczęty. Na dzisiaj zapowiadają ok 24 stopni, ale nad ranem zmarzłem i musiałem włączyć ogrzewanie, na dworze było 8, 9 stopni.
Dzisiaj w planie mam spokojnie pokręcić się trochę po mieście, a jutro dalej w trasę - kierunek Zgorzelec, Budziszyn (tam planuję nocleg na darmowym stellplatz'u). Później Szwajcaria Sasko-Czeska. Z siecią pewnie będzie problem, zwłaszcza u niemców, więc wyślę tylko tekst, zdjęcia doślę później, jak będzie WiFi.
13:30
Kiedyś to była Hala Ludowa a w niej kino Gigant. Teraz się nazywa Hala Stulecia, jest wpisana na listę UNESCO, i ma swoje własne muzeum, czyli centrum poznawcze.
Bilet kosztuje od 12 zł wzwyż, ale dzisiaj już się szykują do niedzielnych zawodów, cześć komputerów padła i niektórych eksponatów multimedialnych nie ma. Wydębiłem jeszcze dla siebie zniżkę emerycką i zapłaciłem zaledwie 4,50.
Pooglądalem wystawę, pooglądałem filmy o budowie hali, o Wystawie Ziem Odzyskanych, o budowie iglicy. Można też było wejść na trybuny i obejrzeć halę od środka.
21:30
Coś jest nie tak z wrocławskim rowerem miejskim.
Elektrozamki nie działają, rowery przypinane łańcuchami. Niby drobiazg, ale wczoraj dwa razy nie udało mi się roweru odpiąć.
Sporo rowerów uszkodzonych, porozwalane siodełka, przeskakująca przerzutka.
Skanuje qrkod roweru, nr jest rozpoznawany ale mam komunikat, że tego roweru nie mogę wypożyczyć. Inny rower - nie można rozpoznać qrkodu, chociaż nalepka nie jest uszkodzona. Na stacji są 4 rowery i żadnego nie można wypożyczyć, bo na wielu stacjach wypożyczenie tylko telefonem.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 28 sierpnia 2014
Wrocław
20:30
Jak za dawnych czasów, w 11 godzin (od 8 do 19) zrobiłem prawie 600 km. Po drodze godzinna przerwa na spotkanie z Jarkiem i pół godziny na obiad.
Później napiszę troche więcej, teraz jade na rynek.
21:30
Zmienia się Wrocław, zmienia. Na Liskego wycieli tę dużą wierzbę płaczącą na rogu z Sopocką.
Na placu koło IX LO wybudowali hotel.
Oławska zastawiona ogródkami i parasolami, w okolicach rynku coraz mniej sklepów, coraz więcej knajpek.
Dzisiejsze fotki.
Jak za dawnych czasów, w 11 godzin (od 8 do 19) zrobiłem prawie 600 km. Po drodze godzinna przerwa na spotkanie z Jarkiem i pół godziny na obiad.
Później napiszę troche więcej, teraz jade na rynek.
21:30
Zmienia się Wrocław, zmienia. Na Liskego wycieli tę dużą wierzbę płaczącą na rogu z Sopocką.
Na placu koło IX LO wybudowali hotel.
Oławska zastawiona ogródkami i parasolami, w okolicach rynku coraz mniej sklepów, coraz więcej knajpek.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 15 sierpnia 2014
Jeszcze w zielone gramy ...
Znalazłem dzisiaj na YT nagranie z finału Gali 25-lecia Teatru Atelier w Sopocie, 10 sierpnia 2014, czyli tego koncertu na którym byłem ostatniego dnia w Sopocie.Widać w jakim wesołym i przyjacielskim nastroju odbywał się cały, trzygodzinny koncert.
Fragment tekstu z tej piosenki, który podbudował moja psychikę:
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra, a oliwa sprawiedliwa
Fragment tekstu z tej piosenki, który podbudował moja psychikę:
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra, a oliwa sprawiedliwa
wtorek, 12 sierpnia 2014
Krótkie podsumowanie (finansowe)
Czas trochę pomarudzić o pieniądzach :)
1. W Trójmieście spędziłem 24 noce. Za noclegi na campingach zapłaciłem 480 zł, czyli średnio za noc wychodzi 20 zł. Całkiem nieźle, jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę, że większość czasu spędziłem w odległości ok 100 m od brzegu morza. Za paliwo zapłaciłem ok 500 zł czyli całkowity koszt wyniósł ok tysiąca złotych (jedzenia nie liczę, bo jeść trzeba wszędzie).
2. Codziennie na placu przed molem w Sopocie oglądałem dziewczynę na wózku, w wieku mniej więcej takim jak Kacper. W ciągu dnia pod akompaniament z płyty typu karaoke śpiewała, a wieczorem, wraz z innym człowiekiem sprzedawała różne świecące gadżety. Pisze o niej bo jest ewidentnie niepełnosprawna. Było też wielu innych młodych ludzi: grających na różnych instrumentach, śpiewających, tańczących, robiących różne pokazy - wszyscy w wieku ok 20 -25 lat. Spędzali miło wakacje nad morzem i równocześnie zarabiali.
A Kacper ? No cóż, woli korzystać z komornika, bo "jemu się należy", bo potrzebuje nowa deskorolkę.
3. Pisałem wcześniej o cenach ryb w Trójmieście. Dzisiaj zauważyłem, że tuszki flądry najtańsze są w Carrefour w Białymstoku - zapłaciłem za nie 3,99 za kilogram :) W sklepie za oknem wędzona makrela też jest tańsza niż nad morzem.
Jak śpiewał Niemen - dziwny jest ten świat.
1. W Trójmieście spędziłem 24 noce. Za noclegi na campingach zapłaciłem 480 zł, czyli średnio za noc wychodzi 20 zł. Całkiem nieźle, jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę, że większość czasu spędziłem w odległości ok 100 m od brzegu morza. Za paliwo zapłaciłem ok 500 zł czyli całkowity koszt wyniósł ok tysiąca złotych (jedzenia nie liczę, bo jeść trzeba wszędzie).
2. Codziennie na placu przed molem w Sopocie oglądałem dziewczynę na wózku, w wieku mniej więcej takim jak Kacper. W ciągu dnia pod akompaniament z płyty typu karaoke śpiewała, a wieczorem, wraz z innym człowiekiem sprzedawała różne świecące gadżety. Pisze o niej bo jest ewidentnie niepełnosprawna. Było też wielu innych młodych ludzi: grających na różnych instrumentach, śpiewających, tańczących, robiących różne pokazy - wszyscy w wieku ok 20 -25 lat. Spędzali miło wakacje nad morzem i równocześnie zarabiali.
A Kacper ? No cóż, woli korzystać z komornika, bo "jemu się należy", bo potrzebuje nowa deskorolkę.
3. Pisałem wcześniej o cenach ryb w Trójmieście. Dzisiaj zauważyłem, że tuszki flądry najtańsze są w Carrefour w Białymstoku - zapłaciłem za nie 3,99 za kilogram :) W sklepie za oknem wędzona makrela też jest tańsza niż nad morzem.
Jak śpiewał Niemen - dziwny jest ten świat.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Powrót
O wczorajszym koncercie powiem tylko - wspaniały. Nieżyjący już Zygmunt Kałużyński (znany krytyk filmowy i felietonista) twierdził, że film ocenia się tyłkiem. Jeśli widz zaczyna się w czasie seansu wiercić, kręcić, krzesło zaczyna mu przeszkadzać, to znaczy ze film był do ...... niczego :) Na wczorajszym koncercie trzy godziny stałem na plaży na piasku i nawet nie zauważyłem że to tak długo trwało.
Obudziłem się dzisiaj rano, przed 6, popatrzyłem na chmury na niebie, obejrzałem zdjęcia satelitarne i stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć jeszcze kilka godzin w Sopocie, więc się szybko spakowałem i ruszyłem drogę. Cały czas w upale, front burzowy miałem za plecami, więc bez zbędnych postojów dojechałem do Białegostoku.
Teraz kilka dni przerwy, może po niedzieli ruszę znowu.
Dzisiejsze fotki.
Obudziłem się dzisiaj rano, przed 6, popatrzyłem na chmury na niebie, obejrzałem zdjęcia satelitarne i stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć jeszcze kilka godzin w Sopocie, więc się szybko spakowałem i ruszyłem drogę. Cały czas w upale, front burzowy miałem za plecami, więc bez zbędnych postojów dojechałem do Białegostoku.
Teraz kilka dni przerwy, może po niedzieli ruszę znowu.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 10 sierpnia 2014
Niedziela w Sopocie
10:00
Wczoraj wieczorem chciałem jeszcze pojechać w okolice mola, stawiali tam jakieś estrady i pewnie coś się działo, ale zabrakło sił i chmury się zbierały, więc sobie odpuściłem. Wypiłem jeszcze Radlera (słabe piwo z grapefruitem i limonką) i jak przewidywałem - padłem i przespałem do rana.
W nocy padało, widać ślady deszczu ale od rana ładne słońce. Teraz zaczyna przypiekać, chyba jednak będzie jeszcze jakaś burza.
Pierwotnie planowałem, że dzisiaj pod wieczór pojadę do Buczyńca (darmowy camping koło śluzy) i w poniedziałek rano do Białego, ale dzisiaj niedziela i pewnie drogi będą zapchane, więc chyba ruszę jutro. Apelacja musi być złożona do 15, więc jeszcze zdążę podpisać papiery pani mecenas.
Na razie siedzę na Monciaku, popijam kawę i oglądam miejscowe koty lawirujące między turystami :)
14:30
Podjechałem w górę Sopotu, w stronę Opery Leśnej, chciałem zobaczyć Morskie Oko. Jeziorko jak jeziorko, za to karczma góralska ... robi wrażenie. Jak na nadmorskie miasto, dwie karczmy góralskie (druga w Kamiennym Potoku, przy plaży) to chyba przesada.
Do samej opery już mi się nie chciało iść (znowu pod górę), zjechałem na dół, a tam na plaży mistrzostwa rugby. Posiedziałem, pooglądałem i przy okazji dowiedziałem się, że wieczorem, na trójkowej plaży będzie koncert z okazji 25-lecia teatru im A. Osieckiej. To już wiem, co będę robił wieczorem.
Obiadek w barze mlecznym w Jelitkowie, chłodnik, duszona młoda kapusta z ziemniakami - całe 11 zł.
Wczoraj wieczorem chciałem jeszcze pojechać w okolice mola, stawiali tam jakieś estrady i pewnie coś się działo, ale zabrakło sił i chmury się zbierały, więc sobie odpuściłem. Wypiłem jeszcze Radlera (słabe piwo z grapefruitem i limonką) i jak przewidywałem - padłem i przespałem do rana.
W nocy padało, widać ślady deszczu ale od rana ładne słońce. Teraz zaczyna przypiekać, chyba jednak będzie jeszcze jakaś burza.
Pierwotnie planowałem, że dzisiaj pod wieczór pojadę do Buczyńca (darmowy camping koło śluzy) i w poniedziałek rano do Białego, ale dzisiaj niedziela i pewnie drogi będą zapchane, więc chyba ruszę jutro. Apelacja musi być złożona do 15, więc jeszcze zdążę podpisać papiery pani mecenas.
Na razie siedzę na Monciaku, popijam kawę i oglądam miejscowe koty lawirujące między turystami :)
14:30
Podjechałem w górę Sopotu, w stronę Opery Leśnej, chciałem zobaczyć Morskie Oko. Jeziorko jak jeziorko, za to karczma góralska ... robi wrażenie. Jak na nadmorskie miasto, dwie karczmy góralskie (druga w Kamiennym Potoku, przy plaży) to chyba przesada.
Do samej opery już mi się nie chciało iść (znowu pod górę), zjechałem na dół, a tam na plaży mistrzostwa rugby. Posiedziałem, pooglądałem i przy okazji dowiedziałem się, że wieczorem, na trójkowej plaży będzie koncert z okazji 25-lecia teatru im A. Osieckiej. To już wiem, co będę robił wieczorem.
Obiadek w barze mlecznym w Jelitkowie, chłodnik, duszona młoda kapusta z ziemniakami - całe 11 zł.
sobota, 9 sierpnia 2014
Półwysep Helski
10:00
W zeszłym roku przejechałem na rowerze odcinek z Helu do Jastarni, teraz chce uzupełnić trasę. Kupiłem bilet do Juraty i czekam na dworcu na pociąg. Wczoraj wieczorem dopadła mnie straszna chandra, że doszedłem do wniosku, że najlepiej się zmęczyć, może wtedy będę mniej myślał.
17:00
I już wracam. Zacząłem od Juraty, pokręciłem się po molo. Szukałem przy deptaku knajpy w której jadłem w zeszłym roku, ale nie znalazłem i pojechałem do Jastarni. Tutaj skusiłem się na zestaw dnia - spora porcja smażonego dorsza + frytki + surówka - za 16,50. Nawet się najadłem i w drogę.
Od Jastarni do samego Władysławowa droga bardzo ładna, polbruk ale równo położony i spokojnie się jedzie. Między Juratą a Jastarnią, jak rok temu, stare betonowe płyty miejscami bardzo zwichrowane.
W sumie przejechałem ponad 30 km w prawie 30 stopniowym upale - calkiem nieźle :)
W zeszłym roku przejechałem na rowerze odcinek z Helu do Jastarni, teraz chce uzupełnić trasę. Kupiłem bilet do Juraty i czekam na dworcu na pociąg. Wczoraj wieczorem dopadła mnie straszna chandra, że doszedłem do wniosku, że najlepiej się zmęczyć, może wtedy będę mniej myślał.
17:00
I już wracam. Zacząłem od Juraty, pokręciłem się po molo. Szukałem przy deptaku knajpy w której jadłem w zeszłym roku, ale nie znalazłem i pojechałem do Jastarni. Tutaj skusiłem się na zestaw dnia - spora porcja smażonego dorsza + frytki + surówka - za 16,50. Nawet się najadłem i w drogę.
Od Jastarni do samego Władysławowa droga bardzo ładna, polbruk ale równo położony i spokojnie się jedzie. Między Juratą a Jastarnią, jak rok temu, stare betonowe płyty miejscami bardzo zwichrowane.
W sumie przejechałem ponad 30 km w prawie 30 stopniowym upale - calkiem nieźle :)
piątek, 8 sierpnia 2014
Trójka w Sopocie
10:30
Dzisiaj dzień odpoczynku od słońca, od upału. Zapowiadają nawet przelotne deszcze, ale na razie nie pada.
Od rana Trójka nadaje z Sopotu. Kibiców, obserwatorów niewiele, myślałem, że będzia nas o wiele więcej, ale pewnie pojawią się wieczorem, na LP3 nadawanej z plaży.
Zaskoczyły mnie wczoraj ceny. Na przykład śliwki, w Gdyni, na hali targowej, gdzie teoretycznie powinno być taniej, kosztowały po 6 i więcej. W Sopocie, w sklepach w centrum są po 5 a czasami i po 4 zł. Podobnie z pomidorami.
Gofry, bez dodatków, w Gdyni po 3,50, w Gdańsku po 4 a w Sopocie, na Monciaku są po 3 zł. Ciekawostka.
Odbijają sobie za to na rybach. Kilogram tuszki flądry w sklepie kosztuje 6 zł. Sto gram smażonej flądry najtaniej widziałem w Gdańsku Brzeźnie, za 4 zł. W Sopocie są po 6 a nawet i po 7,80 (przy porcie rybackim, więc pewnie z własnych połowów). Niezła przebitka, ponad 8 krotna.
Dzisiaj dzień odpoczynku od słońca, od upału. Zapowiadają nawet przelotne deszcze, ale na razie nie pada.
Od rana Trójka nadaje z Sopotu. Kibiców, obserwatorów niewiele, myślałem, że będzia nas o wiele więcej, ale pewnie pojawią się wieczorem, na LP3 nadawanej z plaży.
Zaskoczyły mnie wczoraj ceny. Na przykład śliwki, w Gdyni, na hali targowej, gdzie teoretycznie powinno być taniej, kosztowały po 6 i więcej. W Sopocie, w sklepach w centrum są po 5 a czasami i po 4 zł. Podobnie z pomidorami.
Gofry, bez dodatków, w Gdyni po 3,50, w Gdańsku po 4 a w Sopocie, na Monciaku są po 3 zł. Ciekawostka.
Odbijają sobie za to na rybach. Kilogram tuszki flądry w sklepie kosztuje 6 zł. Sto gram smażonej flądry najtaniej widziałem w Gdańsku Brzeźnie, za 4 zł. W Sopocie są po 6 a nawet i po 7,80 (przy porcie rybackim, więc pewnie z własnych połowów). Niezła przebitka, ponad 8 krotna.
czwartek, 7 sierpnia 2014
Gdynia
15:30
Dzisiaj znowu mnie trochę ambicja poniosła, ale tak to jest gdy myśli się o czymś zupełnie innym, a nogi kręcą i kręcą pedałami.
Najpierw przy plaży przez cały Sopot, aż do Łazienek Północnych. Później w dość gęstym parku/lesie koło Kamiennego Potoku. Ładna i szeroka trasa, cały czas w cieniu, pod drzewami, ale frajda się kończy tam, gdzie kończy się Sopot. W Gdyni, prawie do samego mola w Orłowie trzeba ciagnąć rower po plaży, po piasku. Tylko pod sam koniec jest lepiej.
Pochodziłem po molo w Orłowie i dalej, już ulicami pojechałem w stronę centrum Gdyni. Przy wzgórzu św. Maksymiliana odbiłem w prawo, na nadmorski deptak.
Najpierw zjadlem smażonego dorsza z surówka - pychota. Później skusił mnie chłodnik z arbuzem. Warto było: gęsty jogurt, sporo czosnku, koperek, drobno pokrojony ogórek i arbuz. Takie pyszności serwują na pl Kaszubskim w Gdyni.
Do Sopotu wróciłem juź SKM, bo po drodze zrobiłem małe zakupy na gdyńskiej hali targowej.
19:00
Siedzę przed Krzywym Domkiem, popijam kawę i przypomina mi się dzieciństwo. Wtedy plagą wszystkich miejsc wczasowych byli żebracy (głównie cygańskie dzieciaki). W poprzednich latach jakoś ich tutaj nie widziałem, a w tym roku i w Sopocie i w Gdańsku ciągle zaczepiają. Głównie młodociani cyganie - zdrowi i o kulach, ale są i inni: kilku na wózkach zbiera na lekarstwa, na rodzinę, na wózek sportowy do wyścigów. Są nieuleczalnie chorzy, którym zostało 3 czy 5 lat życia.
Dzisiaj znowu mnie trochę ambicja poniosła, ale tak to jest gdy myśli się o czymś zupełnie innym, a nogi kręcą i kręcą pedałami.
Najpierw przy plaży przez cały Sopot, aż do Łazienek Północnych. Później w dość gęstym parku/lesie koło Kamiennego Potoku. Ładna i szeroka trasa, cały czas w cieniu, pod drzewami, ale frajda się kończy tam, gdzie kończy się Sopot. W Gdyni, prawie do samego mola w Orłowie trzeba ciagnąć rower po plaży, po piasku. Tylko pod sam koniec jest lepiej.
Pochodziłem po molo w Orłowie i dalej, już ulicami pojechałem w stronę centrum Gdyni. Przy wzgórzu św. Maksymiliana odbiłem w prawo, na nadmorski deptak.
Najpierw zjadlem smażonego dorsza z surówka - pychota. Później skusił mnie chłodnik z arbuzem. Warto było: gęsty jogurt, sporo czosnku, koperek, drobno pokrojony ogórek i arbuz. Takie pyszności serwują na pl Kaszubskim w Gdyni.
Do Sopotu wróciłem juź SKM, bo po drodze zrobiłem małe zakupy na gdyńskiej hali targowej.
19:00
Siedzę przed Krzywym Domkiem, popijam kawę i przypomina mi się dzieciństwo. Wtedy plagą wszystkich miejsc wczasowych byli żebracy (głównie cygańskie dzieciaki). W poprzednich latach jakoś ich tutaj nie widziałem, a w tym roku i w Sopocie i w Gdańsku ciągle zaczepiają. Głównie młodociani cyganie - zdrowi i o kulach, ale są i inni: kilku na wózkach zbiera na lekarstwa, na rodzinę, na wózek sportowy do wyścigów. Są nieuleczalnie chorzy, którym zostało 3 czy 5 lat życia.
środa, 6 sierpnia 2014
Sopot
12:00
Rano było pochmurno, wyglądało jakby miało padać cały dzień. Podjechałem do centrum Sopotu i tam trochę się pokręciłem po małych, malowniczych uliczkach.
Chmury zaczęły się rozchodzić, słońce przygrzewało i postanowiłem pojechać w drugą stronę, przez Jelitkowo i Brzeźno do Nowego Portu.
Teraz siedzę w Brzeźnie, w Zagrodzie Rybackiej i czekam na smażoną flądrę.
Rano było pochmurno, wyglądało jakby miało padać cały dzień. Podjechałem do centrum Sopotu i tam trochę się pokręciłem po małych, malowniczych uliczkach.
Chmury zaczęły się rozchodzić, słońce przygrzewało i postanowiłem pojechać w drugą stronę, przez Jelitkowo i Brzeźno do Nowego Portu.
Teraz siedzę w Brzeźnie, w Zagrodzie Rybackiej i czekam na smażoną flądrę.
wtorek, 5 sierpnia 2014
I znowu Sopot
13:00
I znowu jestem w Sopocie. Stogi są fajne, czyste sanitariaty, dobry barek, dużo kotów, aku można doładować itp. Jest jednak jeden minus, jak dla mnie - jakieś wredne komarzyce, na które jestem uczulony, każde ukąszenie daje czerwony placek o kilku cm średnicy, swędzący kilka dni.
W Sopocie stanąłem na sprawdzonym miejscu, koło hotelu Mera i pewnie posiedzę do niedzieli. Dwunastego powinienem być w Białymstoku.
15:00
Wygląda na to, że to publikowanie programem Blogit robi taki bałagan. Ściągnałem teraz Bloggera, zobaczymy, czy naprawi.
19:45
Jedna burza nad Trójmiastem przeszła, kilka ulic zamieniło się w potoki, kilka piwnic zalało. Teraz chwila spokoju, chciaż zapowiadają następną w nocy, nawet z gradem.
Korzystam z tej przerwy między burzami, łażę po plaży i co chwila zapisuję kolejne "złote myśli", czyli zdania do wykorzystania w następnych pismach sądowych. Pociesza mnie myśl, że jeśli nawet Berlusconiego sąd apelacyjny uniewinnił, to i ja mam szanse na rozsądne postanowienie w 2 instancji.
Poza tym, powtarzając za klasykiem, "mam jeszcze dwa granaty w świątecznym ubraniu". Chociaż nie, jeden już został odbezpieczony i rzucony, drugi przygotuję po powrocie :)
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Stogi
13:30
Dzisiaj od rana chmury na niebie, czasami tylko nieśmiało pokaże się na chwile trochę nieba. Niby jest chłodniej ale duszno i sennie. Rano przy śniadaniu tradycyjnie przyszła ruda kocica się przywitać (a robi to łasząc się i głośno miaucząc) a później pojawił się czarny maluszek. Nawet nie zauważyłem, kiedy się ulokował na stopniu kamper i śpi tam już kolejna godzinę
Na razie nigdzie się nie wybieram, odpoczywam po wczorajszym "wyczynie" (było prawie 35 stopni cieniu), dokończyłem trylogie Kirsta i zacząłem kolejną jego książkę - fajnie, lekko się czyta.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj od rana chmury na niebie, czasami tylko nieśmiało pokaże się na chwile trochę nieba. Niby jest chłodniej ale duszno i sennie. Rano przy śniadaniu tradycyjnie przyszła ruda kocica się przywitać (a robi to łasząc się i głośno miaucząc) a później pojawił się czarny maluszek. Nawet nie zauważyłem, kiedy się ulokował na stopniu kamper i śpi tam już kolejna godzinę
Na razie nigdzie się nie wybieram, odpoczywam po wczorajszym "wyczynie" (było prawie 35 stopni cieniu), dokończyłem trylogie Kirsta i zacząłem kolejną jego książkę - fajnie, lekko się czyta.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 3 sierpnia 2014
Upalny Gdańsk
14:30
Nie wiem, czy to ambicja, czy zwyczajna głupota. Dzisiaj w Gdańsku upalnie, termometr pokazuje 33 stopnie, słońce świeci jak głupie, a ja, zamiast się schować w cieniu, ewentualnie zanurzyć się w wodzie, wybrałem się rowerem na trochę dłuższą trasę - Stogi, Westetplatte, twierdza Wisłoujście, promem na drugą stronę i na Stare Miasto. Teraz mi trochę słabo, więc siedzę na Długiej, w Costa i ratuję się kawą z mlekiem.
Obiad miałem dzisiaj specjalny - w Lidlu z dobrą klimą kupiłem pół litra zsiadłego mleka, do tego słodka bułka, a jadłem to w sklepie, bo chłodniej :)
Dzisiejsze fotki.
Nie wiem, czy to ambicja, czy zwyczajna głupota. Dzisiaj w Gdańsku upalnie, termometr pokazuje 33 stopnie, słońce świeci jak głupie, a ja, zamiast się schować w cieniu, ewentualnie zanurzyć się w wodzie, wybrałem się rowerem na trochę dłuższą trasę - Stogi, Westetplatte, twierdza Wisłoujście, promem na drugą stronę i na Stare Miasto. Teraz mi trochę słabo, więc siedzę na Długiej, w Costa i ratuję się kawą z mlekiem.
Obiad miałem dzisiaj specjalny - w Lidlu z dobrą klimą kupiłem pół litra zsiadłego mleka, do tego słodka bułka, a jadłem to w sklepie, bo chłodniej :)
Dzisiejsze fotki.
sobota, 2 sierpnia 2014
Dzień na gdańskiej starówce
14:00
Dzisiaj po śniadaniu pojechałem znowu na rowerku na starówkę. Na pierwszy ogień poszło diabelskie koło widokowe (25 zł za 4 obroty). Widoki jak z balonu czy samolotu, warto zobaczyć Gdańsk z tej wysokości.
Tradycyjnie połaziłem po starówce, ale z rowerem ciężko, wszędzie stragany i masa ludzi. Okazało się, że dzisiaj jest bieg Dominika, trasa wiedzie m. im. ulicą Długą. Siedzę sobie przy samej trasie, popijam kawę i odpoczywam.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj po śniadaniu pojechałem znowu na rowerku na starówkę. Na pierwszy ogień poszło diabelskie koło widokowe (25 zł za 4 obroty). Widoki jak z balonu czy samolotu, warto zobaczyć Gdańsk z tej wysokości.
Tradycyjnie połaziłem po starówce, ale z rowerem ciężko, wszędzie stragany i masa ludzi. Okazało się, że dzisiaj jest bieg Dominika, trasa wiedzie m. im. ulicą Długą. Siedzę sobie przy samej trasie, popijam kawę i odpoczywam.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 1 sierpnia 2014
Stogi
Dzisiaj trochę chłodniej na szczęście, więc pojechałem na rowerze do centrum Gdańska. Most Siennicki w remoncie wiec trasa niezbyt miła. Musiałem wymienić oponę, bo się rozwaliła trochę z boku, niby trzymała powietrze ale już się odkształcała. Naprawa trwała ok 2 godzin więc pochodziłem po jarmarku.
Zaszedłem do dużego baru na targu Węglowym - tam "wszystko za 4,99 za 100 g) i wziąłem dwa małe pierogi ruskie i dwa ze szpinakiem - zapłaciłem ponad 10 zł :) Ceny ....... jarmarczne. W barze mlecznym na Przymorzu, za 6 dużych ruskich, solidnie polanych skwarkami, płaci się 8-9 zł.
==================
O, miła niespodzianka - widok bloga sam się naprawił. Cały czas miałem wrażenie, że to blogger w swoich formatach coś namieszał, widać dzisiaj to poprawili.
Dzisiejsze fotki.
Zaszedłem do dużego baru na targu Węglowym - tam "wszystko za 4,99 za 100 g) i wziąłem dwa małe pierogi ruskie i dwa ze szpinakiem - zapłaciłem ponad 10 zł :) Ceny ....... jarmarczne. W barze mlecznym na Przymorzu, za 6 dużych ruskich, solidnie polanych skwarkami, płaci się 8-9 zł.
==================
O, miła niespodzianka - widok bloga sam się naprawił. Cały czas miałem wrażenie, że to blogger w swoich formatach coś namieszał, widać dzisiaj to poprawili.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 31 lipca 2014
Pochmurne Stogi
Wreszcie chłodniejszy dzień. Chmury na niebie od rana ale nic nie padało.
Po śniadaniu poszedłem na dłuższy spacer po plaży, znalazłem kilka małych bursztynków, pomoczyłem nogi w cieplutkiej wodzie. Później lektura książki Kirsta (już połowa trzeciego tomu 08/15), obiad i dalsza lektura. Od czasu do czasu odwiedzają mnie tutejsze ogony - ruda i biało-czarny. Na jutro zapowiadają podobnie chłodny dzień, więc pewnie będzie podobnie - spacer i lektura.
Dzisiejsze fotki.
Po śniadaniu poszedłem na dłuższy spacer po plaży, znalazłem kilka małych bursztynków, pomoczyłem nogi w cieplutkiej wodzie. Później lektura książki Kirsta (już połowa trzeciego tomu 08/15), obiad i dalsza lektura. Od czasu do czasu odwiedzają mnie tutejsze ogony - ruda i biało-czarny. Na jutro zapowiadają podobnie chłodny dzień, więc pewnie będzie podobnie - spacer i lektura.
Dzisiejsze fotki.
środa, 30 lipca 2014
Upalne Stogi
15:00
Przy takim upale (ponad 30 stopni) zimna cola, z kostkami lodu i sokiem z cytryny - to jest to :)
Rano wybrałem się na rowerze do centrum Stogów na zakupy. Dwa kg ogórków, dwa kg pomidorów, trzy cebule, kilogram śliwek - około 10 zł, żyć nie umierać.
Obiad w Muszelce - dzisiaj filet z kurczaka z surówkami i dodatkową, prywatną mizerią.
Czujnie się wyniosłem z Sopotu, tam stać na parkingu, w ten upał, bez możliwości schowania się w cień - straszne. A woda w zatoce coraz bardziej przypomina gorący rosół. A tutaj - stoję częściowo w cieniu, słońce mam tylko do 11, na miejscu prysznic więc zawsze się można dodatkowo ochłodzić, nie licząc lejącej się wody, na miejscu barek ze smacznym i w rozsądnych cenach jedzeniem.
Dzisiejsze fotki.
Przy takim upale (ponad 30 stopni) zimna cola, z kostkami lodu i sokiem z cytryny - to jest to :)
Rano wybrałem się na rowerze do centrum Stogów na zakupy. Dwa kg ogórków, dwa kg pomidorów, trzy cebule, kilogram śliwek - około 10 zł, żyć nie umierać.
Obiad w Muszelce - dzisiaj filet z kurczaka z surówkami i dodatkową, prywatną mizerią.
Czujnie się wyniosłem z Sopotu, tam stać na parkingu, w ten upał, bez możliwości schowania się w cień - straszne. A woda w zatoce coraz bardziej przypomina gorący rosół. A tutaj - stoję częściowo w cieniu, słońce mam tylko do 11, na miejscu prysznic więc zawsze się można dodatkowo ochłodzić, nie licząc lejącej się wody, na miejscu barek ze smacznym i w rozsądnych cenach jedzeniem.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 29 lipca 2014
Stogi
13:30
Po 8 dniach stania bez prądu, wody itp (korzystałem z sanitariatów na poprzednim campingu) akumulator już był mocno wyczerpany. Przeniosłem się więc na jakiś czas na Stogi. Woda już nalana, akumulatory się ładują.
Ceny tutaj się nie zmieniły, a mnie powitano jak starego znajomego i od samego początku zaproponowano mi 10% zniżki :) Bar Muszelka tez taki sam - schabowy z frytkami i dużą porcja surówek - 17 zł,
Kilka dni temu, z przyczyn mi zupełnie nie znanych - rozjechał się format tego bloga. Prawa kolumna zamiast z prawej strony, wyświetlana jest na dole. Próbowałem coś na szybko zmienić ale nic z tego nie wyszło. Będę musiał dłużej nad tym posiedzieć.
Po 8 dniach stania bez prądu, wody itp (korzystałem z sanitariatów na poprzednim campingu) akumulator już był mocno wyczerpany. Przeniosłem się więc na jakiś czas na Stogi. Woda już nalana, akumulatory się ładują.
Ceny tutaj się nie zmieniły, a mnie powitano jak starego znajomego i od samego początku zaproponowano mi 10% zniżki :) Bar Muszelka tez taki sam - schabowy z frytkami i dużą porcja surówek - 17 zł,
Kilka dni temu, z przyczyn mi zupełnie nie znanych - rozjechał się format tego bloga. Prawa kolumna zamiast z prawej strony, wyświetlana jest na dole. Próbowałem coś na szybko zmienić ale nic z tego nie wyszło. Będę musiał dłużej nad tym posiedzieć.
20:00
Po obiedzie wybrałem się do Gdańska, tramwajem, ale nie był to najlepszy pomysł. Gorąco piekielnie, termometry pokazywały koło 30 stopni. Na szczęście Biedronki i podobne sklepy maja klimę, więc od sklepu do sklepu . . . . . i jakoś przeżyłem i udało się wrócić.
21:30
Nic nie rozumiem z tym formatem. Na pierwszej stronie - to co powinno być w prawej kolumnie, jest na dole. Poza tym - część linków nie działa. Gdy kliknę na dole, na link - Starsze posty - to następna strona już jest wyświetlana prawidłowo.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 28 lipca 2014
Mokry Sopot
W nocy błyskało i dobrze przylało. Wiele namiotów zamokło, rano płoty były obwieszone suszącymi się śpiworami.
Rano było trochę słońca, więc z sąsiadami pojechaliśmy na rowerach zwiedzać .... galerie handlowe. Najpierw galeria Przymorze, później Alfa i na koniec galeria Bałtycka. Sąsiedzi kupili fajne, małe radio tranzystorowe i SKM wróciliśmy do Sopotu, bo przyszła kolejna burza.
Dzisiejsze fotki.
Rano było trochę słońca, więc z sąsiadami pojechaliśmy na rowerach zwiedzać .... galerie handlowe. Najpierw galeria Przymorze, później Alfa i na koniec galeria Bałtycka. Sąsiedzi kupili fajne, małe radio tranzystorowe i SKM wróciliśmy do Sopotu, bo przyszła kolejna burza.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 27 lipca 2014
Święto chleba
9:00
Dzisiaj w Gdańsku, w ramach Jarmarku jest święto chleba. Pojadę tam na pewno.
Parking pod MERĄ, gdzie stoję, zamienia się powoli w stellplatz, kamperów przybywa. Teraz jest już pięć załóg: dwie z białostocką rejestracją, ślązak, poznaniak i warszawiak.
14:00
Posiedziałem trochę na plaży, na foteliku, z książką, z nogami w wodzie - super sprawa przy spokojnym morzu. w Jelitkowie czekam na smażone śledzie a później wreszcie do Gdańska, na Jarmark.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj w Gdańsku, w ramach Jarmarku jest święto chleba. Pojadę tam na pewno.
Parking pod MERĄ, gdzie stoję, zamienia się powoli w stellplatz, kamperów przybywa. Teraz jest już pięć załóg: dwie z białostocką rejestracją, ślązak, poznaniak i warszawiak.
14:00
Posiedziałem trochę na plaży, na foteliku, z książką, z nogami w wodzie - super sprawa przy spokojnym morzu. w Jelitkowie czekam na smażone śledzie a później wreszcie do Gdańska, na Jarmark.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 26 lipca 2014
Sopot - Gdynia
8:30
Ładna pogoda na razie się skończyła, właśnie zaczyna padać.
Dzisiaj w planie mam z sąsiadami wyjazd do Gdyni. Pochodzimy, pooglądamy różne pływadła, a między 13 a 14 zaczynają się zawody lotnicze.
Dzisiejsze fotki.
Ładna pogoda na razie się skończyła, właśnie zaczyna padać.
Dzisiaj w planie mam z sąsiadami wyjazd do Gdyni. Pochodzimy, pooglądamy różne pływadła, a między 13 a 14 zaczynają się zawody lotnicze.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 25 lipca 2014
Upalny Sopot
12:00
Już cztery noce spędziłem na parkingu, czyli "zaoszczędziłem" 200 zł :)
Coraz czujniej przyglądam się wskazaniom akumulatorów, co prawda tv i notebooka nie używam, dzień jest długi, więc i światła też używam niewiele, ale .... Telefon ładowałem głównie z pomarańczowego pudełka (urządzenie rozruchowe) i rozładowałem je zupełnie, jak widać sam telefon jest bardzo prądożerny. Ładuję teraz ten zapas solarem, idzie to całkiem nieźle.
Wiatru dzisiaj niewiele, słońce praży i jest dość nieprzyjemnie i duszno. Nie bardzo mi się chce gdzieś dalej ruszać. Jutro i w niedzielę pokazy lotnicze w Gdyni, w Gdańsku zaczyna się Jarmark Dominikański, trzeba zbierać siły.
Dzisiejsze fotki.
Już cztery noce spędziłem na parkingu, czyli "zaoszczędziłem" 200 zł :)
Coraz czujniej przyglądam się wskazaniom akumulatorów, co prawda tv i notebooka nie używam, dzień jest długi, więc i światła też używam niewiele, ale .... Telefon ładowałem głównie z pomarańczowego pudełka (urządzenie rozruchowe) i rozładowałem je zupełnie, jak widać sam telefon jest bardzo prądożerny. Ładuję teraz ten zapas solarem, idzie to całkiem nieźle.
Wiatru dzisiaj niewiele, słońce praży i jest dość nieprzyjemnie i duszno. Nie bardzo mi się chce gdzieś dalej ruszać. Jutro i w niedzielę pokazy lotnicze w Gdyni, w Gdańsku zaczyna się Jarmark Dominikański, trzeba zbierać siły.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 24 lipca 2014
Sopot
Dzisiaj przed południem wybraliśmy się z sąsiadami do skansenu, starego grodziska w północnej części Sopotu. Dla dzieciaków to frajda, strzelanie z łuku, lepienie z gliny.
Później zajechaliśmy zobaczyć camping w Kamiennym potoku. Ceny dokładnie takie same, jak tutaj, ale bez zniżki na karnet campingowy, do plaży daleko, do mola daleko.
Obiad w kolejnym barze mlecznym, Kmar, na Przymorzu (znalezionym na gc) - fantastyczny chłodnik, bardzo smaczne pierogi, polecam.
Dzisiejsze fotki.
Później zajechaliśmy zobaczyć camping w Kamiennym potoku. Ceny dokładnie takie same, jak tutaj, ale bez zniżki na karnet campingowy, do plaży daleko, do mola daleko.
Obiad w kolejnym barze mlecznym, Kmar, na Przymorzu (znalezionym na gc) - fantastyczny chłodnik, bardzo smaczne pierogi, polecam.
Dzisiejsze fotki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





