Dzisiaj trochę chłodniej na szczęście, więc pojechałem na rowerze do centrum Gdańska. Most Siennicki w remoncie wiec trasa niezbyt miła. Musiałem wymienić oponę, bo się rozwaliła trochę z boku, niby trzymała powietrze ale już się odkształcała. Naprawa trwała ok 2 godzin więc pochodziłem po jarmarku.
Zaszedłem do dużego baru na targu Węglowym - tam "wszystko za 4,99 za 100 g) i wziąłem dwa małe pierogi ruskie i dwa ze szpinakiem - zapłaciłem ponad 10 zł :) Ceny ....... jarmarczne. W barze mlecznym na Przymorzu, za 6 dużych ruskich, solidnie polanych skwarkami, płaci się 8-9 zł.
==================
O, miła niespodzianka - widok bloga sam się naprawił. Cały czas miałem wrażenie, że to blogger w swoich formatach coś namieszał, widać dzisiaj to poprawili.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 1 sierpnia 2014
czwartek, 31 lipca 2014
Pochmurne Stogi
Wreszcie chłodniejszy dzień. Chmury na niebie od rana ale nic nie padało.
Po śniadaniu poszedłem na dłuższy spacer po plaży, znalazłem kilka małych bursztynków, pomoczyłem nogi w cieplutkiej wodzie. Później lektura książki Kirsta (już połowa trzeciego tomu 08/15), obiad i dalsza lektura. Od czasu do czasu odwiedzają mnie tutejsze ogony - ruda i biało-czarny. Na jutro zapowiadają podobnie chłodny dzień, więc pewnie będzie podobnie - spacer i lektura.
Dzisiejsze fotki.
Po śniadaniu poszedłem na dłuższy spacer po plaży, znalazłem kilka małych bursztynków, pomoczyłem nogi w cieplutkiej wodzie. Później lektura książki Kirsta (już połowa trzeciego tomu 08/15), obiad i dalsza lektura. Od czasu do czasu odwiedzają mnie tutejsze ogony - ruda i biało-czarny. Na jutro zapowiadają podobnie chłodny dzień, więc pewnie będzie podobnie - spacer i lektura.
Dzisiejsze fotki.
środa, 30 lipca 2014
Upalne Stogi
15:00
Przy takim upale (ponad 30 stopni) zimna cola, z kostkami lodu i sokiem z cytryny - to jest to :)
Rano wybrałem się na rowerze do centrum Stogów na zakupy. Dwa kg ogórków, dwa kg pomidorów, trzy cebule, kilogram śliwek - około 10 zł, żyć nie umierać.
Obiad w Muszelce - dzisiaj filet z kurczaka z surówkami i dodatkową, prywatną mizerią.
Czujnie się wyniosłem z Sopotu, tam stać na parkingu, w ten upał, bez możliwości schowania się w cień - straszne. A woda w zatoce coraz bardziej przypomina gorący rosół. A tutaj - stoję częściowo w cieniu, słońce mam tylko do 11, na miejscu prysznic więc zawsze się można dodatkowo ochłodzić, nie licząc lejącej się wody, na miejscu barek ze smacznym i w rozsądnych cenach jedzeniem.
Dzisiejsze fotki.
Przy takim upale (ponad 30 stopni) zimna cola, z kostkami lodu i sokiem z cytryny - to jest to :)
Rano wybrałem się na rowerze do centrum Stogów na zakupy. Dwa kg ogórków, dwa kg pomidorów, trzy cebule, kilogram śliwek - około 10 zł, żyć nie umierać.
Obiad w Muszelce - dzisiaj filet z kurczaka z surówkami i dodatkową, prywatną mizerią.
Czujnie się wyniosłem z Sopotu, tam stać na parkingu, w ten upał, bez możliwości schowania się w cień - straszne. A woda w zatoce coraz bardziej przypomina gorący rosół. A tutaj - stoję częściowo w cieniu, słońce mam tylko do 11, na miejscu prysznic więc zawsze się można dodatkowo ochłodzić, nie licząc lejącej się wody, na miejscu barek ze smacznym i w rozsądnych cenach jedzeniem.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 29 lipca 2014
Stogi
13:30
Po 8 dniach stania bez prądu, wody itp (korzystałem z sanitariatów na poprzednim campingu) akumulator już był mocno wyczerpany. Przeniosłem się więc na jakiś czas na Stogi. Woda już nalana, akumulatory się ładują.
Ceny tutaj się nie zmieniły, a mnie powitano jak starego znajomego i od samego początku zaproponowano mi 10% zniżki :) Bar Muszelka tez taki sam - schabowy z frytkami i dużą porcja surówek - 17 zł,
Kilka dni temu, z przyczyn mi zupełnie nie znanych - rozjechał się format tego bloga. Prawa kolumna zamiast z prawej strony, wyświetlana jest na dole. Próbowałem coś na szybko zmienić ale nic z tego nie wyszło. Będę musiał dłużej nad tym posiedzieć.
Po 8 dniach stania bez prądu, wody itp (korzystałem z sanitariatów na poprzednim campingu) akumulator już był mocno wyczerpany. Przeniosłem się więc na jakiś czas na Stogi. Woda już nalana, akumulatory się ładują.
Ceny tutaj się nie zmieniły, a mnie powitano jak starego znajomego i od samego początku zaproponowano mi 10% zniżki :) Bar Muszelka tez taki sam - schabowy z frytkami i dużą porcja surówek - 17 zł,
Kilka dni temu, z przyczyn mi zupełnie nie znanych - rozjechał się format tego bloga. Prawa kolumna zamiast z prawej strony, wyświetlana jest na dole. Próbowałem coś na szybko zmienić ale nic z tego nie wyszło. Będę musiał dłużej nad tym posiedzieć.
20:00
Po obiedzie wybrałem się do Gdańska, tramwajem, ale nie był to najlepszy pomysł. Gorąco piekielnie, termometry pokazywały koło 30 stopni. Na szczęście Biedronki i podobne sklepy maja klimę, więc od sklepu do sklepu . . . . . i jakoś przeżyłem i udało się wrócić.
21:30
Nic nie rozumiem z tym formatem. Na pierwszej stronie - to co powinno być w prawej kolumnie, jest na dole. Poza tym - część linków nie działa. Gdy kliknę na dole, na link - Starsze posty - to następna strona już jest wyświetlana prawidłowo.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 28 lipca 2014
Mokry Sopot
W nocy błyskało i dobrze przylało. Wiele namiotów zamokło, rano płoty były obwieszone suszącymi się śpiworami.
Rano było trochę słońca, więc z sąsiadami pojechaliśmy na rowerach zwiedzać .... galerie handlowe. Najpierw galeria Przymorze, później Alfa i na koniec galeria Bałtycka. Sąsiedzi kupili fajne, małe radio tranzystorowe i SKM wróciliśmy do Sopotu, bo przyszła kolejna burza.
Dzisiejsze fotki.
Rano było trochę słońca, więc z sąsiadami pojechaliśmy na rowerach zwiedzać .... galerie handlowe. Najpierw galeria Przymorze, później Alfa i na koniec galeria Bałtycka. Sąsiedzi kupili fajne, małe radio tranzystorowe i SKM wróciliśmy do Sopotu, bo przyszła kolejna burza.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 27 lipca 2014
Święto chleba
9:00
Dzisiaj w Gdańsku, w ramach Jarmarku jest święto chleba. Pojadę tam na pewno.
Parking pod MERĄ, gdzie stoję, zamienia się powoli w stellplatz, kamperów przybywa. Teraz jest już pięć załóg: dwie z białostocką rejestracją, ślązak, poznaniak i warszawiak.
14:00
Posiedziałem trochę na plaży, na foteliku, z książką, z nogami w wodzie - super sprawa przy spokojnym morzu. w Jelitkowie czekam na smażone śledzie a później wreszcie do Gdańska, na Jarmark.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj w Gdańsku, w ramach Jarmarku jest święto chleba. Pojadę tam na pewno.
Parking pod MERĄ, gdzie stoję, zamienia się powoli w stellplatz, kamperów przybywa. Teraz jest już pięć załóg: dwie z białostocką rejestracją, ślązak, poznaniak i warszawiak.
14:00
Posiedziałem trochę na plaży, na foteliku, z książką, z nogami w wodzie - super sprawa przy spokojnym morzu. w Jelitkowie czekam na smażone śledzie a później wreszcie do Gdańska, na Jarmark.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 26 lipca 2014
Sopot - Gdynia
8:30
Ładna pogoda na razie się skończyła, właśnie zaczyna padać.
Dzisiaj w planie mam z sąsiadami wyjazd do Gdyni. Pochodzimy, pooglądamy różne pływadła, a między 13 a 14 zaczynają się zawody lotnicze.
Dzisiejsze fotki.
Ładna pogoda na razie się skończyła, właśnie zaczyna padać.
Dzisiaj w planie mam z sąsiadami wyjazd do Gdyni. Pochodzimy, pooglądamy różne pływadła, a między 13 a 14 zaczynają się zawody lotnicze.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 25 lipca 2014
Upalny Sopot
12:00
Już cztery noce spędziłem na parkingu, czyli "zaoszczędziłem" 200 zł :)
Coraz czujniej przyglądam się wskazaniom akumulatorów, co prawda tv i notebooka nie używam, dzień jest długi, więc i światła też używam niewiele, ale .... Telefon ładowałem głównie z pomarańczowego pudełka (urządzenie rozruchowe) i rozładowałem je zupełnie, jak widać sam telefon jest bardzo prądożerny. Ładuję teraz ten zapas solarem, idzie to całkiem nieźle.
Wiatru dzisiaj niewiele, słońce praży i jest dość nieprzyjemnie i duszno. Nie bardzo mi się chce gdzieś dalej ruszać. Jutro i w niedzielę pokazy lotnicze w Gdyni, w Gdańsku zaczyna się Jarmark Dominikański, trzeba zbierać siły.
Dzisiejsze fotki.
Już cztery noce spędziłem na parkingu, czyli "zaoszczędziłem" 200 zł :)
Coraz czujniej przyglądam się wskazaniom akumulatorów, co prawda tv i notebooka nie używam, dzień jest długi, więc i światła też używam niewiele, ale .... Telefon ładowałem głównie z pomarańczowego pudełka (urządzenie rozruchowe) i rozładowałem je zupełnie, jak widać sam telefon jest bardzo prądożerny. Ładuję teraz ten zapas solarem, idzie to całkiem nieźle.
Wiatru dzisiaj niewiele, słońce praży i jest dość nieprzyjemnie i duszno. Nie bardzo mi się chce gdzieś dalej ruszać. Jutro i w niedzielę pokazy lotnicze w Gdyni, w Gdańsku zaczyna się Jarmark Dominikański, trzeba zbierać siły.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 24 lipca 2014
Sopot
Dzisiaj przed południem wybraliśmy się z sąsiadami do skansenu, starego grodziska w północnej części Sopotu. Dla dzieciaków to frajda, strzelanie z łuku, lepienie z gliny.
Później zajechaliśmy zobaczyć camping w Kamiennym potoku. Ceny dokładnie takie same, jak tutaj, ale bez zniżki na karnet campingowy, do plaży daleko, do mola daleko.
Obiad w kolejnym barze mlecznym, Kmar, na Przymorzu (znalezionym na gc) - fantastyczny chłodnik, bardzo smaczne pierogi, polecam.
Dzisiejsze fotki.
Później zajechaliśmy zobaczyć camping w Kamiennym potoku. Ceny dokładnie takie same, jak tutaj, ale bez zniżki na karnet campingowy, do plaży daleko, do mola daleko.
Obiad w kolejnym barze mlecznym, Kmar, na Przymorzu (znalezionym na gc) - fantastyczny chłodnik, bardzo smaczne pierogi, polecam.
Dzisiejsze fotki.
środa, 23 lipca 2014
Rybki
12:30
Pochodziliśmy wczoraj wieczorem z ekipą z sąsiedniego kampera, zapachniało mi smażonymi rybami i dzisiaj robię rekonesans, gdzie, co i po ile.
W Sopocie, przy plaży, flądra po 6,50 lub nawet 7,00 zł. W barze zaraz koło naszego parkingu, po 4,90 i to jest najniższa cena. Kilometr dalej, w Jelitkowie, kosztuje 5 zł. Wszystkie ceny za 100 g
W jednym barze, w Jelitkowie, mają jeszcze śledzie (6 zł za 100g), właśnie zamówiłem porcję i czekam.
Dzisiejsze fotki.
Pochodziliśmy wczoraj wieczorem z ekipą z sąsiedniego kampera, zapachniało mi smażonymi rybami i dzisiaj robię rekonesans, gdzie, co i po ile.
W Sopocie, przy plaży, flądra po 6,50 lub nawet 7,00 zł. W barze zaraz koło naszego parkingu, po 4,90 i to jest najniższa cena. Kilometr dalej, w Jelitkowie, kosztuje 5 zł. Wszystkie ceny za 100 g
W jednym barze, w Jelitkowie, mają jeszcze śledzie (6 zł za 100g), właśnie zamówiłem porcję i czekam.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 22 lipca 2014
22 Lipca, kiedyś święto
Wczoraj wieczorem przeniosłem się 200 m od campingu, na darmowy parking. Nie mam prądu, ale nie muszę płacić ponad 50 zł za dobę.
Dzisiaj dawne święto, 22 lipca. Rok temu był to poniedziałek i muzeum prl'u było zamknięte. W tym roku je zaliczyłem. W sumie, nic specjalnego. Młodemu chyba nie pokaże, jak wtedy było na prawdę, starszy zauważy wiele braków i niedomówień.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj dawne święto, 22 lipca. Rok temu był to poniedziałek i muzeum prl'u było zamknięte. W tym roku je zaliczyłem. W sumie, nic specjalnego. Młodemu chyba nie pokaże, jak wtedy było na prawdę, starszy zauważy wiele braków i niedomówień.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 21 lipca 2014
Sopot - upalny poniedziałek
9:00
Rano, koło 7, znowu pojechałem na molo. Na kasach wywieszona jest informacja, że wstęp jest płatny od 8 do 23. Połaziłem, pooglądałem w marinie różne wodne kamperki. teraz stoją tam dwa katamarany, oba wyglądają bardzo dostojnie.
Przed dawnym wejściu na molo, koło latarni morskiej, porozmawiałem chwilę z facetem prowadzącym jeden z barów. Widział na własne oczy ten szalony rajd czerwonej hondy zeszłej nocy. Powiedział mi, że kierowca, to syn pani sędziny z sopockiego sądu. Niewątpliwie, jej specjalnością są sprawy piratów drogowych - na tym zna się dobrze.
11:00Rano, koło 7, znowu pojechałem na molo. Na kasach wywieszona jest informacja, że wstęp jest płatny od 8 do 23. Połaziłem, pooglądałem w marinie różne wodne kamperki. teraz stoją tam dwa katamarany, oba wyglądają bardzo dostojnie.
Przed dawnym wejściu na molo, koło latarni morskiej, porozmawiałem chwilę z facetem prowadzącym jeden z barów. Widział na własne oczy ten szalony rajd czerwonej hondy zeszłej nocy. Powiedział mi, że kierowca, to syn pani sędziny z sopockiego sądu. Niewątpliwie, jej specjalnością są sprawy piratów drogowych - na tym zna się dobrze.
Urokiem biwakowanie praktycznie przy samej plaży jest fakt, że można wprost z kampera, w samych slipkach iść do morza - jak u madziarów na termach. Woda ciepła, przyjemna i w miarę czysta.
15:00
Odwiedziłem Oliwę, znowu posłuchałem krótkiego, pokazowego koncertu organowego. Na Przymorzu, na bazarze kupiłem wiśnie (3 zł za kg), zjadłem obiad w Barze Mlecznym (chłodnik, pierogi ruskie - za 9 zł) i podsypiam :)
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 20 lipca 2014
Sopot - niedziela
7:00
Wczoraj wieczorem, już w kamperku, słyszałem syreny karetek i innych pojazdów uprzywilejowanych.
Dzisiaj rano włączam telewizor i słyszę, że jakaś czerwona honda zrobiła sobie nocny rajd po zatłoczonym Monciaku i sopockim molo.
Gdyby tę sprawę miał rozpatrywać SR w Białymstoku, to pewnie okazałoby się, że to poszkodowani, ci z połamanymi nogami, brutalnie napadli na biednego kierowcę hondy.
W nocy popadało, teraz na niebie chmury ale zgodnie z prognozą, już jutro ma być znowu słonecznie i ciepło.
Wczoraj wieczorem, już w kamperku, słyszałem syreny karetek i innych pojazdów uprzywilejowanych.
Dzisiaj rano włączam telewizor i słyszę, że jakaś czerwona honda zrobiła sobie nocny rajd po zatłoczonym Monciaku i sopockim molo.
Gdyby tę sprawę miał rozpatrywać SR w Białymstoku, to pewnie okazałoby się, że to poszkodowani, ci z połamanymi nogami, brutalnie napadli na biednego kierowcę hondy.
W nocy popadało, teraz na niebie chmury ale zgodnie z prognozą, już jutro ma być znowu słonecznie i ciepło.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 19 lipca 2014
Sopot
8.40
Wstęp na sopockie molo jest płatny (normalny bilet kosztuje 7,50) w godzinach od 8 do 24, w pozostałych jest dostępne za darmo. Skorzystałem więc z okazji i rano wybrałem się na molo. Wczorajszych imprezowiczów sporo ale wszystko spokojnie i bezpiecznie.
Dzisiaj przed molem planowana impreza z różnymi mięśniakami - atleci, bokserzy itp. Ma się zacząć o 13 - trzeba się wybrać.
19:00
Byłem i trochę widziałem - nic specjalnego. Strong meni na czas biegali z beczkami aluminiowymi z piwem i ustawiali z nich piramidy (wszystko w upalnym słońcu, bez wiatru). Na scenie prezentowali się kulturyści - dla mnie to obrzydliwe :) A na ringu odbywały się pozorowane walki zapaśników.
Porozmawiałem z jedną z załóg parkujących na pobliskim parkingu - stoją już kilka dni i planują dalszy postój - za darmo. Zapłaciłem tutaj za 3 dni, do poniedziałku a później pewnie przeniosę się na ten parking.Wstęp na sopockie molo jest płatny (normalny bilet kosztuje 7,50) w godzinach od 8 do 24, w pozostałych jest dostępne za darmo. Skorzystałem więc z okazji i rano wybrałem się na molo. Wczorajszych imprezowiczów sporo ale wszystko spokojnie i bezpiecznie.
Dzisiaj przed molem planowana impreza z różnymi mięśniakami - atleci, bokserzy itp. Ma się zacząć o 13 - trzeba się wybrać.
19:00
Byłem i trochę widziałem - nic specjalnego. Strong meni na czas biegali z beczkami aluminiowymi z piwem i ustawiali z nich piramidy (wszystko w upalnym słońcu, bez wiatru). Na scenie prezentowali się kulturyści - dla mnie to obrzydliwe :) A na ringu odbywały się pozorowane walki zapaśników.
A poza tym - parno, trochę duszno, szczęśliwie wiatr od morza trochę pomaga. W smażalniach przy plaży i w centrum króluje dorsz (atlantycki) i łosoś. Pojawiają się też flądry i halibuty.
Po odstaniu 15 min w kolejce udało mi sie dostać do prysznica - sukces :)
Dzisiejsze fotki.
piątek, 18 lipca 2014
Sopot
Zastanawiałem się kiedyś, dlaczego większość polityków opowiada bzdury. Przestałem się temu dziwić, gdy uświadomiłem sobie, że wielu z nich to prawnicy (Kempa, Ziobro, Kaczyński).
Przyczyną rozwodu jest to, że pracujący mąż wychodził rano z domu i wracał o 18 . A już w ogóle miał przechlapane, czyli rozwód z jego wyłącznej winy, bo nie udowodnił, że nie zdradzał. To nie dowcip, to oryginalna twórczość sędziego.
Wczoraj dowiedziałem się, że nie wykazałem, ze pieniądze, którymi płaciłem za mieszkanie 20 lat temu, to były dokładnie te, które dostałem kilka lat wcześniej od rodziców. Chyba trzeba spisywać nr banknotów, tylko co zrobić z bilonem, co zrobić z przelewami ?
Dzisiaj rano wsiadłem do kamperka i do Sopotu. Morze uspokaja, może pomoże mi trochę zapomnieć o tych inteligentnych inaczej prawnikach. Tym razem nie Stogi, ale camping Przy Plaży, prawie nad samą wodą, Tłumy straszne, każdy staje jak chce i gdzie chce, ledwie mi się udało jakoś wcisnąć Mruczka.
Dzisiejsze fotki.
Przyczyną rozwodu jest to, że pracujący mąż wychodził rano z domu i wracał o 18 . A już w ogóle miał przechlapane, czyli rozwód z jego wyłącznej winy, bo nie udowodnił, że nie zdradzał. To nie dowcip, to oryginalna twórczość sędziego.
Wczoraj dowiedziałem się, że nie wykazałem, ze pieniądze, którymi płaciłem za mieszkanie 20 lat temu, to były dokładnie te, które dostałem kilka lat wcześniej od rodziców. Chyba trzeba spisywać nr banknotów, tylko co zrobić z bilonem, co zrobić z przelewami ?
Dzisiaj rano wsiadłem do kamperka i do Sopotu. Morze uspokaja, może pomoże mi trochę zapomnieć o tych inteligentnych inaczej prawnikach. Tym razem nie Stogi, ale camping Przy Plaży, prawie nad samą wodą, Tłumy straszne, każdy staje jak chce i gdzie chce, ledwie mi się udało jakoś wcisnąć Mruczka.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 17 lipca 2014
Ręce opadają
Znowu okazało się, że nie udowodniłem w sądzie, że nie jestem wielbłądem.
Dla sądu ważniejsze od dokumentów, wyciągów bankowych i pokwitowań przelewów są zeznania kogoś kto systematycznie kłamie, opowiada jak oszukiwał i jak okradał skarb państwa.
Do tego dochodzą błędy w liczeniu, błędy za jakie w gimnazjum dostaje się niedostateczny, ale sąd jest niezawisły. Ciekawe, czy jakby sąd orzekł, że 2x2=(7 3/4) - to trzeba by było zmieniać tabliczkę mnożenia.
Miał rację podsłuchany - .......... i kamieni kupa.
Dla sądu ważniejsze od dokumentów, wyciągów bankowych i pokwitowań przelewów są zeznania kogoś kto systematycznie kłamie, opowiada jak oszukiwał i jak okradał skarb państwa.
Do tego dochodzą błędy w liczeniu, błędy za jakie w gimnazjum dostaje się niedostateczny, ale sąd jest niezawisły. Ciekawe, czy jakby sąd orzekł, że 2x2=(7 3/4) - to trzeba by było zmieniać tabliczkę mnożenia.
Miał rację podsłuchany - .......... i kamieni kupa.
niedziela, 15 czerwca 2014
Wilno - Białystok
Zimno, mokro, wieje więc po rannej wizycie w Ostrej Bramie spakowałem się i wróciłem do domu,
Po drodze zatrzymałem się w Augustowie, zachciało mi się tam zjeść obiad. Zacząłem od Ptysia (bardzo sympatyczna jadłodajnia) ale niestety, dzisiaj w nim jakieś weselisko. Zaraz obok - Restauracja Grecka, po wizycie Magdy Gesler. menu wygląda sympatycznie, usiadłem zaraz obok lady kelnerów i czekam, czekam, czekam ...... Po 15 minutach wnerwiłem się i wyszedłem. Trzecie podejście - restauracja i pub Maska w rynku. Szybko smacznie i w rozsądnych cenach.
Po drodze zatrzymałem się w Augustowie, zachciało mi się tam zjeść obiad. Zacząłem od Ptysia (bardzo sympatyczna jadłodajnia) ale niestety, dzisiaj w nim jakieś weselisko. Zaraz obok - Restauracja Grecka, po wizycie Magdy Gesler. menu wygląda sympatycznie, usiadłem zaraz obok lady kelnerów i czekam, czekam, czekam ...... Po 15 minutach wnerwiłem się i wyszedłem. Trzecie podejście - restauracja i pub Maska w rynku. Szybko smacznie i w rozsądnych cenach.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 14 czerwca 2014
Wilno
Zrobiło się zimno, pochmurno ale na szczęście nie pada. Wsiadłem na dahonka i kręcę się po mieście. Sąsiedzi z parkingu wyjechali, widać pogoda ich wystraszyła.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 13 czerwca 2014
Kierunek - Wilno
8:00
Ochłodziło się, można jechać dalej. Z dwutygodniowym opóźnieniem jadę do Wilna. Planuję noclegi na parkingu miedzy góra Trzykrzyską z wzgórzem Gedymina, więc sieć będę miał tylko okazyjnie, jak złapię gdzieś jakieś darmowe WiFi.
17:00/18:00
Zmęczyłem się - na nogach w górę, do Ostrej Bramy, później doczepiałem się do kilku polskich wycieczek i na dół, na parking. Obejrzałem za to trzech świętych prawosławnych (o ile są tam, pod narzutami, bo nic nie widać), wysłuchałem też historii tych mumii. Później jeszcze klasztor bazylianów, wreszcie jakoś odnowiony, z celą Mickiewicza. Pogoda w kratkę, trochę słońca, po chwili krótki deszcz i znowu słoneczko.
Oprócz dostępnego w kilku miejscach darmowego WiFi jest też TEO-WiFi. Cena przyzwoita - 3 lt za 24h lub 10 lt za miesiąc, wszystko bez limitu transmisji. Tylko, że trzeba mieć litewską kartę SIM, żeby zapłacić SMSem. Szkoda, bo to TEO jest osiagalne też na tym parkingu, na którym nocuję.
Piszę to wszystko „na sucho", w notatniku. Chcę później wyskoczyć do McD, tam będę mogł to wysłać na bloga.
Ochłodziło się, można jechać dalej. Z dwutygodniowym opóźnieniem jadę do Wilna. Planuję noclegi na parkingu miedzy góra Trzykrzyską z wzgórzem Gedymina, więc sieć będę miał tylko okazyjnie, jak złapię gdzieś jakieś darmowe WiFi.
17:00/18:00
Zmęczyłem się - na nogach w górę, do Ostrej Bramy, później doczepiałem się do kilku polskich wycieczek i na dół, na parking. Obejrzałem za to trzech świętych prawosławnych (o ile są tam, pod narzutami, bo nic nie widać), wysłuchałem też historii tych mumii. Później jeszcze klasztor bazylianów, wreszcie jakoś odnowiony, z celą Mickiewicza. Pogoda w kratkę, trochę słońca, po chwili krótki deszcz i znowu słoneczko.
Oprócz dostępnego w kilku miejscach darmowego WiFi jest też TEO-WiFi. Cena przyzwoita - 3 lt za 24h lub 10 lt za miesiąc, wszystko bez limitu transmisji. Tylko, że trzeba mieć litewską kartę SIM, żeby zapłacić SMSem. Szkoda, bo to TEO jest osiagalne też na tym parkingu, na którym nocuję.
Piszę to wszystko „na sucho", w notatniku. Chcę później wyskoczyć do McD, tam będę mogł to wysłać na bloga.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 12 czerwca 2014
Serwy
11:30
Dalej siedzę nad Serwami. Rano trochę popadało, teraz znowu jest słonecznie chociaż na niebie sporo chmur. Dzięki temu na plaży spokojniej - dzieciaki bawią się na terenie ośrodka a tutaj cisza i pusto. Zaraz sie wybieram na rowerku do sklepu - chleb się skończył, pomidorów tez już końcówka.
Rano nawieźli koło 20 kajaków, podobno miał być jakiś spływ ale pewnie uczestników wystraszyła pogoda, bo po godzinie kajaki wywieziono. Za to spora grupa starszej młodzieży na rowerach pojechała w plener.
Dalej siedzę nad Serwami. Rano trochę popadało, teraz znowu jest słonecznie chociaż na niebie sporo chmur. Dzięki temu na plaży spokojniej - dzieciaki bawią się na terenie ośrodka a tutaj cisza i pusto. Zaraz sie wybieram na rowerku do sklepu - chleb się skończył, pomidorów tez już końcówka.
Rano nawieźli koło 20 kajaków, podobno miał być jakiś spływ ale pewnie uczestników wystraszyła pogoda, bo po godzinie kajaki wywieziono. Za to spora grupa starszej młodzieży na rowerach pojechała w plener.
Dzisiejsze fotki.
środa, 11 czerwca 2014
Serwy
7:00
Zagadałem wczoraj do opiekunek tych dzieciaków - okazało się, że to tzw Zielona Szkoła a młodzież z 2 klasy podstawówki.
Między przystanią a ośrodkiem jest mały lasek sosnowy, w którym zaplanowane są miejsca na namioty. Na sosnach, na górze ulokowało się duże stado czapli siwych, wieczorem i rano robią niezły hałas a trawa pod drzewami cała zapaskudzona. Strach pomyśleć, jak będą wyglądały namioty . . . .
Zagadałem wczoraj do opiekunek tych dzieciaków - okazało się, że to tzw Zielona Szkoła a młodzież z 2 klasy podstawówki.
Między przystanią a ośrodkiem jest mały lasek sosnowy, w którym zaplanowane są miejsca na namioty. Na sosnach, na górze ulokowało się duże stado czapli siwych, wieczorem i rano robią niezły hałas a trawa pod drzewami cała zapaskudzona. Strach pomyśleć, jak będą wyglądały namioty . . . .
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 10 czerwca 2014
Start - Puszcza Augustowska
15:00 Serwy
Chciałem wystartować wczoraj, ale przez ponad pół dnia było duszno, pochmurno i nawet chwilami trochę padało i pakowanie przy takiej aurze mnie zmęczyło, odpuściłem sobie.
Za to dzisiaj, z samego rana wystartowałem, najpierw postój w Augustowie. Skończyły sie dobre czasy, wszędzie w centrum parkowanie płatne. Na szczęście na ul Rybackiej, plac przy bulwarach nad Nettą jeszcze za darmo i nawet było trochę cieni. Połaziłem, z barze zjadłem chłodnik, porobiłem trochę zakupów i jeszcze 20 km do Serw. Znane miejsce z zeszłego rok, ceny się nie zmieniły. posiedzę tutaj dwa dni, może dłużej - zależy od pogody.
Korzystam z własnego HotSpota - stary HTC z kartą Aero2 spisuje się całkiem nieźle.
20:00
Całe popołudnie silnie wiało, bałem się, czy mi markizy nie urwie ale na szczęście trochę się teraz uspokoiło.
Rok szkolny kończy się pod koniec czerwca a w ośrodku kilka grup dzieciaków - dwie starszych nastolatków i chyba ze cztery maluchów z podstawówki. Grupami przychodzą nad jeziorko i szaleją, biegają, krzyczą . . . . . Na szczęście mnie to nie denerwuje, chociaż całe życie pracowałem jednak ze starszymi :)
Sygnału TV tutaj nie ma - jak była analogowa telewizja, to praktycznie w całej Polsce można było coś pooglądać, teraz, jak jest podobno lepsza, cyfrowa - figa z makiem.
Chciałem wystartować wczoraj, ale przez ponad pół dnia było duszno, pochmurno i nawet chwilami trochę padało i pakowanie przy takiej aurze mnie zmęczyło, odpuściłem sobie.
Za to dzisiaj, z samego rana wystartowałem, najpierw postój w Augustowie. Skończyły sie dobre czasy, wszędzie w centrum parkowanie płatne. Na szczęście na ul Rybackiej, plac przy bulwarach nad Nettą jeszcze za darmo i nawet było trochę cieni. Połaziłem, z barze zjadłem chłodnik, porobiłem trochę zakupów i jeszcze 20 km do Serw. Znane miejsce z zeszłego rok, ceny się nie zmieniły. posiedzę tutaj dwa dni, może dłużej - zależy od pogody.
Korzystam z własnego HotSpota - stary HTC z kartą Aero2 spisuje się całkiem nieźle.
20:00
Całe popołudnie silnie wiało, bałem się, czy mi markizy nie urwie ale na szczęście trochę się teraz uspokoiło.
Rok szkolny kończy się pod koniec czerwca a w ośrodku kilka grup dzieciaków - dwie starszych nastolatków i chyba ze cztery maluchów z podstawówki. Grupami przychodzą nad jeziorko i szaleją, biegają, krzyczą . . . . . Na szczęście mnie to nie denerwuje, chociaż całe życie pracowałem jednak ze starszymi :)
Sygnału TV tutaj nie ma - jak była analogowa telewizja, to praktycznie w całej Polsce można było coś pooglądać, teraz, jak jest podobno lepsza, cyfrowa - figa z makiem.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 8 czerwca 2014
Kolejny sezon kamperowy
Sądy mamy wspaniałe. Poprzednia rozprawa odbyła się we wrześniu zeszłego roku i od tego czasu sąd ..... myśli.
Okazuje się, że nie tylko ja mam krytyczną opinię o białostockich sądach, podobne zdanie ma Naczelny Sąd Administracyjny, pisząc:
Zaproponowana przez sąd pierwszej instancji "nowatorska" wykładnia prawa, proponująca wypełnienie domniemanej luki w prawie spowodowała niebezpieczeństwo zaburzenia tezy o racjonalności ustawodawcy. Racjonalny ustawodawca tworzy przepisy, uwzględniając możliwość ich stosowania przez organy podatkowe.
Interpretacja, czyli wykładnia prawa w białostockich sądach na prawdę bywa czasami "nowatorska".
Na razie wymyślili termin na początku lipca, mam dość czekania w domu, zwłaszcza przy takiej upalnej pogodzie i planuję jutro ruszyć się z miasta.
Okazuje się, że nie tylko ja mam krytyczną opinię o białostockich sądach, podobne zdanie ma Naczelny Sąd Administracyjny, pisząc:
Zaproponowana przez sąd pierwszej instancji "nowatorska" wykładnia prawa, proponująca wypełnienie domniemanej luki w prawie spowodowała niebezpieczeństwo zaburzenia tezy o racjonalności ustawodawcy. Racjonalny ustawodawca tworzy przepisy, uwzględniając możliwość ich stosowania przez organy podatkowe.
Interpretacja, czyli wykładnia prawa w białostockich sądach na prawdę bywa czasami "nowatorska".
Na razie wymyślili termin na początku lipca, mam dość czekania w domu, zwłaszcza przy takiej upalnej pogodzie i planuję jutro ruszyć się z miasta.
piątek, 24 stycznia 2014
Zima, więc zimno
Na dworze już bywa -20, a "obiecują" w lutym nawet -30 - brrrrr.
Mruczek zasypany śniegiem, akumulatory stoją do domu a ja się zająłem małymi porządkami w blogu. Sam z niego coraz częściej korzystam, jak pamięć zawodzi, więc staram się go zrobić bardziej użytecznym.
Po pierwsze - "indeksuje", czyli daje etykiety do poszczególnych postów wg zasady - ciekawe miejsce/miejscowość - kolejna etykieta. Łatwiej będzie później znaleźć wpisy dotyczące np Rygi czy Nyíregyháza. Te etykiety widać w kolumnie po prawej stronie.
Po drugie - dodaje wpisy z pierwszego sezonu mojego kamperowania (2010) tylko po to, by móc je też poindeksować. Tekstów tam nie ma, tylko szkice mapki trasy, wtedy raczej dawałem podpisy pod zdjęciami.
Po trzecie - niektóre zdjęcia z 2010 geotaguję. Nie miałem wtedy aparatu z GPSem, więc muszę teraz opierać się na swojej pamięci.
Trochę czasu mi to zajmie, ale zima dopiero się zaczęła, więc mam nadzieję, że przed kolejnym sezonem skończę te porządki.
Mruczek zasypany śniegiem, akumulatory stoją do domu a ja się zająłem małymi porządkami w blogu. Sam z niego coraz częściej korzystam, jak pamięć zawodzi, więc staram się go zrobić bardziej użytecznym.
Po pierwsze - "indeksuje", czyli daje etykiety do poszczególnych postów wg zasady - ciekawe miejsce/miejscowość - kolejna etykieta. Łatwiej będzie później znaleźć wpisy dotyczące np Rygi czy Nyíregyháza. Te etykiety widać w kolumnie po prawej stronie.
Po drugie - dodaje wpisy z pierwszego sezonu mojego kamperowania (2010) tylko po to, by móc je też poindeksować. Tekstów tam nie ma, tylko szkice mapki trasy, wtedy raczej dawałem podpisy pod zdjęciami.
Po trzecie - niektóre zdjęcia z 2010 geotaguję. Nie miałem wtedy aparatu z GPSem, więc muszę teraz opierać się na swojej pamięci.
Trochę czasu mi to zajmie, ale zima dopiero się zaczęła, więc mam nadzieję, że przed kolejnym sezonem skończę te porządki.
wtorek, 31 grudnia 2013
Nowy Rok
Pod Budą - Nowy Rok
zbrudziliśmy staroroczne dnitrzeba oddać je do pralni by
zmyć zdarzenia które nigdy już nie wrócą
trzeba obrus na stół biały słać
rzucić kartę która nie chce brać
którą czas dni trzystu kilku zgniótł i wymiął
Nowy Rok się przecież zbliża
nowe niesie kalendarze
przywitajmy go pod furtką
resztę czas pokaże
Nowy Rok się przecież zbliża
tuszem oczy dam rozmaże
ale wyjdą wszyscy razem
resztę czas pokaże
mroźnym styczniem oszołomi nas
majem popchnie w akacjowy czas
żółty liść jesieni wepnie w klapę
starych ludzi wytnie portret z ram
potem gdzieś wysiądzie w polu sam
jak pasażer który jeździł rok na gapę
ktoś się pewnie będzie głośno śmiał
to znów w kącie ktoś zapłacze sam
i marzenia poszybują aż do nieba
w tych marzeniach będzie jedna myśl
którą trzeba się podzielić dziś
żeby wreszcie w Polsce było tak jak trzeba
Nowy Rok się przecież zbliża
nowe niesie kalendarze
przywitajmy go pod furtką
resztę czas pokaże
Nowy Rok się przecież zbliża
tuszem oczy dam rozmaże
ale wyjdą wszyscy razem
resztę czas pokaże
Andrzej Sikorowski jest prawdopodobnie pierwszym w Polsce klasycznym przykładem barda z gitarą. W 1970 roku zdobył I nagrodę na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie za piosenkę "Nowy rok".
sobota, 2 listopada 2013
Zaduszki
9:30
Dzień pochmurny, deszczowy, smutny. Zbieram się do drogi, dzisiaj do Ewy, do Warszawy z obowiązkowym przystankiem w Mszczonowie.
Dzisiejsze fotki.
Dzień pochmurny, deszczowy, smutny. Zbieram się do drogi, dzisiaj do Ewy, do Warszawy z obowiązkowym przystankiem w Mszczonowie.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 1 listopada 2013
Wszystkich Świętych
11:00
Za rok może być problem z zaparkowaniem tutaj. Płatny parking u wylotu Bujwida i Liskego zrobił się mniejszy a większość miejsc jest wykupiona w abonamencie. Wczoraj jakoś wyprosiłem by mnie przyjęli, chociaż te miejsca jakie mają dzisiaj sprzedają po 10 zł za wjazd, więc na jednym miejscu zarobią po kilkadziesiąt złotych a Mruczek zajmuje prawie dwa.
Bardzo miła niespodzianka spotkała mnie na cmentarzu, grób był posprzątany, żadnych liści czy śmieci, musiałem tylko umyć na mokro płytę, to wszystko. Co ciekawsze, nie mam pojęcia, kto był tym dobrym duchem.
Kimkolwiek byłeś - SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!
Wybieram się zaraz na Osobowice, do dziadków, a później się pewnie pokręcę znowu po centrum. Pogoda już nie taka piękna jak wczoraj, ale na szczęście nie pada.
20:00
Po wieczornym spacerze po cmentarzu mam wrażenie, że co roku ludzi jakby mniej. W czasach mojego dzieciństwa, to właśnie koło 8 wieczorem były takie tłumy, że ledwie dało się przejść. Teraz pusto, część straganów już zlikwidowano, a przecież najpiękniej jest wieczorem, kiedy te wszystkie zapalone lampiony najlepiej są widoczne. To taki specyficzny balet swiateł okraszony wonią palącej się stearyny.
![]()
Dzisiejsze fotki, nowy link.
Za rok może być problem z zaparkowaniem tutaj. Płatny parking u wylotu Bujwida i Liskego zrobił się mniejszy a większość miejsc jest wykupiona w abonamencie. Wczoraj jakoś wyprosiłem by mnie przyjęli, chociaż te miejsca jakie mają dzisiaj sprzedają po 10 zł za wjazd, więc na jednym miejscu zarobią po kilkadziesiąt złotych a Mruczek zajmuje prawie dwa.
Bardzo miła niespodzianka spotkała mnie na cmentarzu, grób był posprzątany, żadnych liści czy śmieci, musiałem tylko umyć na mokro płytę, to wszystko. Co ciekawsze, nie mam pojęcia, kto był tym dobrym duchem.
Kimkolwiek byłeś - SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!
Wybieram się zaraz na Osobowice, do dziadków, a później się pewnie pokręcę znowu po centrum. Pogoda już nie taka piękna jak wczoraj, ale na szczęście nie pada.
20:00
Po wieczornym spacerze po cmentarzu mam wrażenie, że co roku ludzi jakby mniej. W czasach mojego dzieciństwa, to właśnie koło 8 wieczorem były takie tłumy, że ledwie dało się przejść. Teraz pusto, część straganów już zlikwidowano, a przecież najpiękniej jest wieczorem, kiedy te wszystkie zapalone lampiony najlepiej są widoczne. To taki specyficzny balet swiateł okraszony wonią palącej się stearyny.
Dzisiejsze fotki, nowy link.
czwartek, 31 października 2013
Wrocław
Rano przeniosłem się na Borowską, na parking koło aquaparku. Okazało się, że informacja z intetnetu (na ich oficjalej stronie) nijak się ma do rzeczywistości. Inne godziny otwarcia, inny cennik. Ale się wykąpałem i trochę pomoczyłem.
Cały dzień testowałem rower miejski. Mają go wprowadzić w Białymstoku, więc trzeba sprawdzić to w praktyce. Wrażenia mam mieszane. Z jednej strony fajnie, bo mogę podjechać gdzieś w miarę szybko i za darmo, ale każdy z 9 rowerów jakimi dzisiaj jeździłem miał jakieś niedociągnięcie. Serwis działa nędznie.
Na zakończenie dnia pooglądałem ludzi uczestniczących w 3 paradzie na Helloween (nowa, świecka tradycja). Dwoma rowerkami wróciłem do kampera.
Dzisiejsze fotki.
Cały dzień testowałem rower miejski. Mają go wprowadzić w Białymstoku, więc trzeba sprawdzić to w praktyce. Wrażenia mam mieszane. Z jednej strony fajnie, bo mogę podjechać gdzieś w miarę szybko i za darmo, ale każdy z 9 rowerów jakimi dzisiaj jeździłem miał jakieś niedociągnięcie. Serwis działa nędznie.
Na zakończenie dnia pooglądałem ludzi uczestniczących w 3 paradzie na Helloween (nowa, świecka tradycja). Dwoma rowerkami wróciłem do kampera.
Dzisiejsze fotki.
środa, 30 października 2013
Dolny Śląsk
Jako że z Kudowy do Wrocławia niedaleko (ok 130 km) postanowiłem po drodze odwiedzić stare kąty.
Zacząłem od Dusznik. Cicho, pusto, szykują się już do sezonu zimowego. Pochodziłem trochę po parku zdrojowym i dalej w drogę.
W Kłodzku zatrzymałem się na parkingu pod samą twierdzą. Miasto podniosło się już po powodzi z 1997 roku, odmalowane domy, przerobione wybrzeże w okolicach mostu. Nie byłem tu od czasów studenckich i nie ma porównania stan obecny z tym co było wtedy.
Pochodziłem po starówce, zaliczyłem trasę podziemną i po krótkom odpoczynku poszedłem zwiedzać twierdzę.
Na wieczór dojechałem do Wrocławia. Pierwsza wizyta na cm. przy Bujwida i na nocleg przejechałem w sprawdzone miejsce, brama wjazdowa na Stadion Olimpijski.
Dzisiejsze fotki.
Zacząłem od Dusznik. Cicho, pusto, szykują się już do sezonu zimowego. Pochodziłem trochę po parku zdrojowym i dalej w drogę.
W Kłodzku zatrzymałem się na parkingu pod samą twierdzą. Miasto podniosło się już po powodzi z 1997 roku, odmalowane domy, przerobione wybrzeże w okolicach mostu. Nie byłem tu od czasów studenckich i nie ma porównania stan obecny z tym co było wtedy.
Pochodziłem po starówce, zaliczyłem trasę podziemną i po krótkom odpoczynku poszedłem zwiedzać twierdzę.
Na wieczór dojechałem do Wrocławia. Pierwsza wizyta na cm. przy Bujwida i na nocleg przejechałem w sprawdzone miejsce, brama wjazdowa na Stadion Olimpijski.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 29 października 2013
Już w kraju
Mój jesienny wyjazd powoli się kończy. Jestem już w kraju, stoję na stacji BP w Kudowie, ale do Białegostoku dotrę dopiero w przyszłym tygodniu.
Jihlava to kolejne, sympatyczne czeskie miasto z dobrze zachowanymi murami obronnymi. Teraz zostały one zamienione w teren spacerowy, pilnowany i zamykany na noc. W centrum duży plac pełniący rolę rynku. Jego nastrój psuje budynek wzniesiony w czasach socjalistycznej Czechosłowacji. Do dzisiaj mieści się w nim PRIOR.
Pochodziłem, pooglądałem a jak zacząłem się zbierać do wyjazdu, zaczęło padać. W moim ulubionym Hradec Kralove, zjadłem obiad, tradycyjnie już w restauracji pod czarnym koniem i do Kudowy na nocleg.
Dzisiejsze fotki.
Jihlava to kolejne, sympatyczne czeskie miasto z dobrze zachowanymi murami obronnymi. Teraz zostały one zamienione w teren spacerowy, pilnowany i zamykany na noc. W centrum duży plac pełniący rolę rynku. Jego nastrój psuje budynek wzniesiony w czasach socjalistycznej Czechosłowacji. Do dzisiaj mieści się w nim PRIOR.
Pochodziłem, pooglądałem a jak zacząłem się zbierać do wyjazdu, zaczęło padać. W moim ulubionym Hradec Kralove, zjadłem obiad, tradycyjnie już w restauracji pod czarnym koniem i do Kudowy na nocleg.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 28 października 2013
Przez Austrię do Czech
Rano pożegnałem się z Węgrami mając nadzieję, że w przyszłym roku znowu tam zawitam. Przez Austrię, tak jak prowadziła Jadzia, do Znojma, w tum koszmarnym parku rozrywki na samej granicy zjadłem obiad. Niestety, czeskich knedlików nie było, był tylko austryjacki, smaczny ale to nie to. Kofoli tam nigdy nie mieli, więc Cocacola. Na dodatek okazało się, że im wczoraj padła sieć, więc i WiFi nie działało. Za to podnieśli ceny, za gulasz z knedlikiem i kolą zapłaciłem 265 Kc - straszne.
Dojechałem do Jihlavy zgodnie z planem, stoję na parkingu w samym centrum. Na przeciwko McD i mam nawet sygnał w kamperze. Trochę pochodziłem po centrum, reszta spaceru jutro rano. Parking płatny od 7 do 18 (30 Kc za godzinę), więc noc za darmo.
Dzisiejsze fotki.
Dojechałem do Jihlavy zgodnie z planem, stoję na parkingu w samym centrum. Na przeciwko McD i mam nawet sygnał w kamperze. Trochę pochodziłem po centrum, reszta spaceru jutro rano. Parking płatny od 7 do 18 (30 Kc za godzinę), więc noc za darmo.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 27 października 2013
Pożegnanie z Madziarami
Rano zajrzałem na jarmark, ale część stoisk zniknęła jeszcze wczoraj wieczorem, następne zwijały się od rana, działały już tylko niektóre. Spotkałem trzeciego Polska handlującego na jarmarku, po rzeźbiarzu i wytwórcy kapci, dzisiaj był właściciel stoiska ze zniczami.
Dzisiaj była zmiana czasu, więc basen był dostępny dopiero od 11 starego czasu, popluskałem się na zapas - następne porządne mycie dopiero w Mszczonowie.
Wyjechałem ok 13, za dwie noce, z prądem, kąpielami i (niby) WiFi zapłaciłem 19,70€, więc całkiem przyzwoicie. Dzisiejsza trasa niewielka ok. 80 km z dłuższym postojem w Gyor. Wiele razy przejeżdżałem przez to miasto, ale nigdy nie byłem w centrum, a warto. Zwłaszcza teraz, gdy starówkę kończą odnawiać, porobiono same ciągi piesze więc można się snuć po centrum. Z zaparkowaniem jest problem, nawet dzisiaj, w niedziele musiałem długo szukać miejsca, ale się udało.
Na noc dojechałem do Mosonmagyarovar, znane i sprawdzone miejsce pod McD. Jutro, trochę przez Austrię, do braci Czechów. Do Jihlavy. W rynku jest duży parking, obok McD więc nie powinno być problemów z noclegiem.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj była zmiana czasu, więc basen był dostępny dopiero od 11 starego czasu, popluskałem się na zapas - następne porządne mycie dopiero w Mszczonowie.
Wyjechałem ok 13, za dwie noce, z prądem, kąpielami i (niby) WiFi zapłaciłem 19,70€, więc całkiem przyzwoicie. Dzisiejsza trasa niewielka ok. 80 km z dłuższym postojem w Gyor. Wiele razy przejeżdżałem przez to miasto, ale nigdy nie byłem w centrum, a warto. Zwłaszcza teraz, gdy starówkę kończą odnawiać, porobiono same ciągi piesze więc można się snuć po centrum. Z zaparkowaniem jest problem, nawet dzisiaj, w niedziele musiałem długo szukać miejsca, ale się udało.
Na noc dojechałem do Mosonmagyarovar, znane i sprawdzone miejsce pod McD. Jutro, trochę przez Austrię, do braci Czechów. Do Jihlavy. W rynku jest duży parking, obok McD więc nie powinno być problemów z noclegiem.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 26 października 2013
Komarno/Komarom, dzień 2
Burczok i medowina to niebezpieczna mieszanka. Dawno mi tak nie szumiało w głowie, jak wczoraj wieczorem.
Na campingu ma być WiFi, sygnał jest, komputer czy tablet łączą się, routing działa, DNS też działa prawidłowo, ale nie mogę otworzyć żadnej strony. Działa gg, tylko na telefonie, i tylko czasami. Na szczęście niedaleko, pod ratuszem, jest FREE WiFi ZONE. Wypracowałem już sobie metodę, piszę tekst w kamperku a w rynku tylko wrzucam do sieci.
Zapowiada się kolejny, słoneczny i gorący dzień. Wczoraj, gdyby nie chłodny wiatr, byłoby wręcz upalnie i jeździłem dahonkiem w samej koszulce bawełnianej. Dzisiaj pewnie wybiorę się na 2 kółkach na drugą stronę Dunaju.
Dzisiejsze fotki.
Na campingu ma być WiFi, sygnał jest, komputer czy tablet łączą się, routing działa, DNS też działa prawidłowo, ale nie mogę otworzyć żadnej strony. Działa gg, tylko na telefonie, i tylko czasami. Na szczęście niedaleko, pod ratuszem, jest FREE WiFi ZONE. Wypracowałem już sobie metodę, piszę tekst w kamperku a w rynku tylko wrzucam do sieci.
Zapowiada się kolejny, słoneczny i gorący dzień. Wczoraj, gdyby nie chłodny wiatr, byłoby wręcz upalnie i jeździłem dahonkiem w samej koszulce bawełnianej. Dzisiaj pewnie wybiorę się na 2 kółkach na drugą stronę Dunaju.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 25 października 2013
Komarno/Komarom
Komarno (słowackie) i Komarom (madziarskie), w sumie jedno miasto, jak Cieszyn. Na campingu niby jest WiFi, ale z nikim nie mogę się połączyć.
Do przyjazdu tutaj skusił mnie:
![]()
Každý jarmok má svoje čaro. K Ondrejskému jarmoku neodmysliteľne patrí vôňa vareného vína, medoviny, čerstvo pečenej klobásy či pečienky a samozrejme rôznorodý jarmočný tovar v stánkoch. Okrem jarmočných predajcov v uličke remeselníkov nájdete tradičných remeselníkov, ktorí budú ponúkať svoje vlastné výrobky prípadne Vám predvedú svoju zručnosť.
Ondrejský jarmok sa uskutoční v termíne 25. – 27. októbra 2013. Mesto Komárno srdečne očakáva predajcov aj návštevníkov tohto podujatia.
Tak ładnie się reklamują, że postanowiłem tutaj przyjechać.
Dzisiejsze fotki.
Do przyjazdu tutaj skusił mnie:
Ondrejský jarmok sa uskutoční v termíne 25. – 27. októbra 2013. Mesto Komárno srdečne očakáva predajcov aj návštevníkov tohto podujatia.
Tak ładnie się reklamują, że postanowiłem tutaj przyjechać.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 24 października 2013
Viszontlátásra Csokonyavisonta
10:45
Powoli się pakuję, trzeba pościągać ochraniacze na okna, zwinąć i wysuszyć podłogę przed kamperem i wiele innych prac, więc trochę to trwa.
Plan na dzisiaj - Siofok, trochę po nim połażę znowu a na noc chce zajechać do znanego mi już miejsca na stacji benzynowej koło Polgard. Na miejscu i knajpka, toalety i dostępne WiFi :)
19:30 Balaton o tej porze roku ma swój niepowtarzalny urok, kolorowe, jesienne liście i pustka, cisza, praktycznie zero turystów. Prawie wszystkie pizzerie, gyrosy, lodziarnie, piwiarnie pozamykane na głucho. Połaziłem trochę po Siofok, pooglądałem wieżę ciśnień, którą w zeszłym roku odremontowali, przerobili. Można windą wjechać na górę i podziwiać widoki. Nie skorzystałem, na przeciwko, w pasażu handlowym, na 2 piętrze jest bar i jeść można na tarasie mając podobne widoki.
Na węgierskiej ropie jeździ się inaczej, po raz kolejny to stwierdzam. Przejechałem od poprzedniego tankowania dokładnie 700 km i teraz do baku weszło równo 60 litrów. Tankowałem na stacji w Polgardi, tutaj też zostaję na nocleg. Jutro zaledwie 100 km do Komarna/Komarom.
Powoli się pakuję, trzeba pościągać ochraniacze na okna, zwinąć i wysuszyć podłogę przed kamperem i wiele innych prac, więc trochę to trwa.
Plan na dzisiaj - Siofok, trochę po nim połażę znowu a na noc chce zajechać do znanego mi już miejsca na stacji benzynowej koło Polgard. Na miejscu i knajpka, toalety i dostępne WiFi :)
19:30 Balaton o tej porze roku ma swój niepowtarzalny urok, kolorowe, jesienne liście i pustka, cisza, praktycznie zero turystów. Prawie wszystkie pizzerie, gyrosy, lodziarnie, piwiarnie pozamykane na głucho. Połaziłem trochę po Siofok, pooglądałem wieżę ciśnień, którą w zeszłym roku odremontowali, przerobili. Można windą wjechać na górę i podziwiać widoki. Nie skorzystałem, na przeciwko, w pasażu handlowym, na 2 piętrze jest bar i jeść można na tarasie mając podobne widoki.
Na węgierskiej ropie jeździ się inaczej, po raz kolejny to stwierdzam. Przejechałem od poprzedniego tankowania dokładnie 700 km i teraz do baku weszło równo 60 litrów. Tankowałem na stacji w Polgardi, tutaj też zostaję na nocleg. Jutro zaledwie 100 km do Komarna/Komarom.
Dzisiejsze fotki.
środa, 23 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 8
Druga połowa października a pogoda jak w lecie. Bezchmurne niebo, a na termometrze w porywach było nawet 25 stopni. Przy takiej temperaturze woda termalna, zwłaszcza taka jak tutaj czyli ok 38 stopni, to nie jest najlepszy pomysł. W budynku dzisiaj tylko jakieś niedogrzane jednostki, cała reszta pod wiatą, gdzie wiatr trochę pomagał.
Posprzątałem dzisiaj trochę Mruczka, wytrzepałem dywaniki z piasku jeszcze z Gdańska, przetarłem na mokro podłogę - wygląda elegancko :)
Jutro po kąpielach i śniadaniu - w drogę, trzeba się wreszcie ruszyć.
Posprzątałem dzisiaj trochę Mruczka, wytrzepałem dywaniki z piasku jeszcze z Gdańska, przetarłem na mokro podłogę - wygląda elegancko :)
Jutro po kąpielach i śniadaniu - w drogę, trzeba się wreszcie ruszyć.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 22 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 7
10:30
Pogoda dzisiaj prześliczna, nie wieje, słońce świeci, zaraz się wybieram na rower.
Kamperek o którym pisałem wczoraj - dzisiaj wygląda następująco:
Czekałem ze zdjęciem aż właściciele pójdą się pluskać.
14:00
Pogoda się popsuła, więc szybciej wróciłem niż planowałem. Grzeje sobie w kamperku na obiad zúzapörkölt, czyli gulasz z żołądków drobiowych a tu do środka pcha mi się panienka :)
Żywa reklama węgierskiej żywności :)
Pogoda dzisiaj prześliczna, nie wieje, słońce świeci, zaraz się wybieram na rower.
Kamperek o którym pisałem wczoraj - dzisiaj wygląda następująco:
Czekałem ze zdjęciem aż właściciele pójdą się pluskać.
14:00
Pogoda się popsuła, więc szybciej wróciłem niż planowałem. Grzeje sobie w kamperku na obiad zúzapörkölt, czyli gulasz z żołądków drobiowych a tu do środka pcha mi się panienka :)
Żywa reklama węgierskiej żywności :)
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 21 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 6
Wiało wczoraj mocno, wiało i nawiało. W nocy padało a dzisiaj cały dzień więcej chmur niż błękitnego nieba.
Udało mi się dzisiaj spotkać z panią Zuza, szefową campingu i już zapłaciłem za pobyt.Zaskoczyła mnie bardzo, bo przywitała mnie moim nazwiskiem :) Nie tylko pamięta twarz (lub kampera) ale i zapamiętała nazwisko. W ogóle sporo "znajomych" tutaj spotkałem, osób, które co roku pojawiają się w Csokonyavisonta. teraz na przykład, na przeciwko mnie stoi ten kamperek a Austrii:
A zdjęcie było robione w 2010 roku czyli trzy lata temu :)
Udało mi się dzisiaj spotkać z panią Zuza, szefową campingu i już zapłaciłem za pobyt.Zaskoczyła mnie bardzo, bo przywitała mnie moim nazwiskiem :) Nie tylko pamięta twarz (lub kampera) ale i zapamiętała nazwisko. W ogóle sporo "znajomych" tutaj spotkałem, osób, które co roku pojawiają się w Csokonyavisonta. teraz na przykład, na przeciwko mnie stoi ten kamperek a Austrii:
A zdjęcie było robione w 2010 roku czyli trzy lata temu :)
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 20 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 5
11:00
Już po porannych kąpielach, po śniadaniu. Słońce od rana piękne. A mnie naszły takie przemyślenia, że madziarzy swój kraj podziurkowali jak ser szwajcarski, gdzie się człowiek nie obejrzy, to termy i termy.
Tutaj w Csokonyavisonta są ale w Barcs, niecałe 20 km na południe - też jest Barcsi Gyógyfürdő és Rekreációs Központz woda do 40 stopni.
Następne ok 10 km na zachod od Csokonyavisonta, w Babócs.
Na północ ok 20 km od Csokonyavisonta, Nagyatad są nawet dwa takie obiekty - jeden basen letni, na obrzeżach miasteczka, drugi, typowo leczniczy, w samym centrum, w ładnym parku - Nagyatádi Termál- és Gyógyfürdő.
Na wschód od Csokonyavisonta, ok 40 km drogą w mieście Szigetvár następne termy - Szigetvári Gyógyfürdő.
Sądzę, że gdyby lepiej poszukać znalazłoby się jeszcze kilka takich miejsc w promieniu 50 km od Csokonyavisonta. Podobnie jest w rejonie Debreczyna czy Egeru, chyba co miasteczko to termy, więc jest w czym wybierać.
Można sobie pooglądać/poczytać o tych termach, SPA, hotelach itp na tej stronie.
Już po porannych kąpielach, po śniadaniu. Słońce od rana piękne. A mnie naszły takie przemyślenia, że madziarzy swój kraj podziurkowali jak ser szwajcarski, gdzie się człowiek nie obejrzy, to termy i termy.
Tutaj w Csokonyavisonta są ale w Barcs, niecałe 20 km na południe - też jest Barcsi Gyógyfürdő és Rekreációs Központz woda do 40 stopni.
Następne ok 10 km na zachod od Csokonyavisonta, w Babócs.
Na północ ok 20 km od Csokonyavisonta, Nagyatad są nawet dwa takie obiekty - jeden basen letni, na obrzeżach miasteczka, drugi, typowo leczniczy, w samym centrum, w ładnym parku - Nagyatádi Termál- és Gyógyfürdő.
Na wschód od Csokonyavisonta, ok 40 km drogą w mieście Szigetvár następne termy - Szigetvári Gyógyfürdő.
Sądzę, że gdyby lepiej poszukać znalazłoby się jeszcze kilka takich miejsc w promieniu 50 km od Csokonyavisonta. Podobnie jest w rejonie Debreczyna czy Egeru, chyba co miasteczko to termy, więc jest w czym wybierać.
Można sobie pooglądać/poczytać o tych termach, SPA, hotelach itp na tej stronie.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 19 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 4
Słońce, termy - cóż więcej można pisać.
Dzisiaj dla odmiany poszedłem na obiad do pobliskiej, znanej mi z poprzednich lat knajpki. Cigánypecsenye z grzebieniem z boczku i obficie posypany świeżym czosnkiem, smakowało jak zawsze wspaniale. Do tego kieliszek czerwonego wytrawnego winka - echhhhh :) I to wszystko za niecałe 2 tys ft.
Dzisiaj dla odmiany poszedłem na obiad do pobliskiej, znanej mi z poprzednich lat knajpki. Cigánypecsenye z grzebieniem z boczku i obficie posypany świeżym czosnkiem, smakowało jak zawsze wspaniale. Do tego kieliszek czerwonego wytrawnego winka - echhhhh :) I to wszystko za niecałe 2 tys ft.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 18 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 3
8:20
Ciekawa zbieżność, dokładnie rok temu wylałem herbatę na komputer i straciłem klawiaturę. Dzisiaj przestał mi działać dźwięk w Toshibie. Czyżby 18 października był feralnym dniem komputera ? :)
Nic to - jak mawiał Pan Michał - zaraz idę się moczyć a później zrobię jajecznicę i pewnie na rowerek. Trzeba korzystać z ostatnich słonecznych dni.
15:00
Pokręciłem się trochę na rowerku po osiedlu domków letniskowych wokół kąpieliska. Później pojechałem do sklepu w centrum po bułki i pomidory. Winogrona niestety już się skończyły, ale można je mieć w postaci płynnej :) Obiadek na trawie, koło kamperka (gulasz z puszki, ryz jeszcze z Polski i pomidory oraz płynne winogrona na deser. Pogoda ...... wspaniała. Gdyby nie ten chłodny wiaterek, można by powiedzieć, że wręcz upalna. prognozo na kilka najbliższych dni są podobne.
Przyjechało dzisiaj kilka ekip madziarskich, ale chyba nie jest to taki zlot, jaki był rok temu. Po prostu - korzystają na weekend z pięknej pogody.
Tutejsze cztery koty snują się między kamperami i sprawdzają gdzie maja dla nich jakieś smakołyki. Rano, gdy moczyłem się przed śniadaniem w basenie, buras łaził od ławki do ławki i obwąchiwał co ciekawego ludzie maja w reklamówkach. Chyba nic nie znalazł, bo machnął ogonem i poszedł dalej.
15:30
A jednak. Przeszedłem się trochę po campingu i widzę, że lokalny klub campingowy wywiesił swoja flagę, więc szukam w sieci i znalazłem, tym razem na fb, informacje o ich spotkaniu tutaj, w Csokonyavisonta.
Ustawili się ładnie w kółeczko, w drugiej części campingu, pewnie podobnie, jak rok temu, na zakończenie będą sztuczne ognie. Impreza planowana aż do 23 bo tego dnia jest Święto Narodowe (Nemzeti ünnep) - Dzień Republiki, obchodzony uroczyście od 1989r. w celu upamiętnienia wybuchu rewolucji 1956r.
Program maja bardzo ciekawy: pływanie, przyjaznye rozmowy, wino i opcjonalna wycieczka
Z innych ciekawostek - przyczepka z wrocławską tablicą rejestracyjną stoi nadal. Widać, że nie była używana, nie była ruszana.
Ciekawa zbieżność, dokładnie rok temu wylałem herbatę na komputer i straciłem klawiaturę. Dzisiaj przestał mi działać dźwięk w Toshibie. Czyżby 18 października był feralnym dniem komputera ? :)
Nic to - jak mawiał Pan Michał - zaraz idę się moczyć a później zrobię jajecznicę i pewnie na rowerek. Trzeba korzystać z ostatnich słonecznych dni.
15:00
Pokręciłem się trochę na rowerku po osiedlu domków letniskowych wokół kąpieliska. Później pojechałem do sklepu w centrum po bułki i pomidory. Winogrona niestety już się skończyły, ale można je mieć w postaci płynnej :) Obiadek na trawie, koło kamperka (gulasz z puszki, ryz jeszcze z Polski i pomidory oraz płynne winogrona na deser. Pogoda ...... wspaniała. Gdyby nie ten chłodny wiaterek, można by powiedzieć, że wręcz upalna. prognozo na kilka najbliższych dni są podobne.
Przyjechało dzisiaj kilka ekip madziarskich, ale chyba nie jest to taki zlot, jaki był rok temu. Po prostu - korzystają na weekend z pięknej pogody.
Tutejsze cztery koty snują się między kamperami i sprawdzają gdzie maja dla nich jakieś smakołyki. Rano, gdy moczyłem się przed śniadaniem w basenie, buras łaził od ławki do ławki i obwąchiwał co ciekawego ludzie maja w reklamówkach. Chyba nic nie znalazł, bo machnął ogonem i poszedł dalej.
15:30
A jednak. Przeszedłem się trochę po campingu i widzę, że lokalny klub campingowy wywiesił swoja flagę, więc szukam w sieci i znalazłem, tym razem na fb, informacje o ich spotkaniu tutaj, w Csokonyavisonta.
Ustawili się ładnie w kółeczko, w drugiej części campingu, pewnie podobnie, jak rok temu, na zakończenie będą sztuczne ognie. Impreza planowana aż do 23 bo tego dnia jest Święto Narodowe (Nemzeti ünnep) - Dzień Republiki, obchodzony uroczyście od 1989r. w celu upamiętnienia wybuchu rewolucji 1956r.
Program maja bardzo ciekawy: pływanie, przyjaznye rozmowy, wino i opcjonalna wycieczka
Z innych ciekawostek - przyczepka z wrocławską tablicą rejestracyjną stoi nadal. Widać, że nie była używana, nie była ruszana.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 17 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 2
11:00
Wieczorem i w nocy wiało bardzo mocno. Zwinąłem markizę, żeby Mruczek nie zamienił się w żaglówkę. Teraz jeszcze trochę wieje, ale o wiele słabiej. Słońce świeci ale wiatr chłodny.
Plan dnia tradycyjny - rano było moczenie się, dzisiaj na zewnątrz, pod wiatą, później śniadanie, małe sprzątanie a teraz wybieram się na dahonku do "centrum" - ok 4 km w jedna stronę.
Wieczorem i w nocy wiało bardzo mocno. Zwinąłem markizę, żeby Mruczek nie zamienił się w żaglówkę. Teraz jeszcze trochę wieje, ale o wiele słabiej. Słońce świeci ale wiatr chłodny.
Plan dnia tradycyjny - rano było moczenie się, dzisiaj na zewnątrz, pod wiatą, później śniadanie, małe sprzątanie a teraz wybieram się na dahonku do "centrum" - ok 4 km w jedna stronę.
Dzisiejsze fotki.
środa, 16 października 2013
Csokonyavisonta, dzień 1
13:00
Ech ten zapaszek ropy naftowej :) Tak tutaj pachnie woda termalna.
Dzień zaczął się tradycyjnie - pluskaniem. Na basen trzeba było iść z parasolem, bo nieźle padało. Później śniadanie, mały spacerek do sklepu, znowu basen.
Pogoda się zmieniła, zgodnie z ostrzeżeniami - zaczęło mocno wiać, chmury wywiało. Szykuję sobie obiad w kamperze, później przed 18 jeszcze jedna tura moczenia się i kolacja.
17:00
Łażąc dzisiaj trochę po okolicy doszedłem do wniosku, że tutaj czas się zatrzymał.Wszystko wygląda tak jak wyglądało 1,2 czy 3 lata temu. Pewnie i rozkład jazdy autobusów jest taki sam :)
Chociaż nie, jedna rzecz się zmieniła. Jeszcze rok temu, by mieć internet w kamperze, trzeba było się dobrze ustawić i był tylko jeden punkt dostępowy furdo. Teraz takich punktów jest już 4, sygnał mam bardzo dobry, nawet przy zasłoniętych oknach materiałem metalizowanym. Dzisiaj w budynku, tam gdzie jest basen z ciepłą wodą, na ławce siedziała kobieta, w ręczniku i z tabletem w ręce. Trzeba się rozglądać za tabletem wodoodpornym - wtedy będzie można siedzieć w basenie i mieć dostęp do internetu (kompletna paranoja :) )
Od rana rozglądałem się za panią Zuzą, szefową campingu, pojawiła się około 14. Uśmiechnęła się na mój widok (już w zeszłym roku mnie poznawała jako stałego bywalca), pomachaliśmy sobie i powiedziała, że formalności będziemy załatwiać jutro. I to tez mi się na tutejszym campingu podoba - wierzą ludziom. Przyjechałem wieczorem, ustawiłem się, podłączyłem do prądu, moczę się od rana i nikt mnie nie goni, nie pilnuje, nie sprawdza - jak na kilku innych campingach bywało. Ja to tłumaczę tym, że najbardziej sprawdzają i pilnują tam gdzie Polacy często bywają (chociaż Hajduboszormeny burzy te teorię) a tutaj trudno spotkać polskiego kamperka. Jak jestem tutaj już po raz piąty - tylko raz i to na jedna noc, zawitał kamper z literkami PL i tylko na jedna noc.
Ech ten zapaszek ropy naftowej :) Tak tutaj pachnie woda termalna.
Dzień zaczął się tradycyjnie - pluskaniem. Na basen trzeba było iść z parasolem, bo nieźle padało. Później śniadanie, mały spacerek do sklepu, znowu basen.
Pogoda się zmieniła, zgodnie z ostrzeżeniami - zaczęło mocno wiać, chmury wywiało. Szykuję sobie obiad w kamperze, później przed 18 jeszcze jedna tura moczenia się i kolacja.
17:00
Łażąc dzisiaj trochę po okolicy doszedłem do wniosku, że tutaj czas się zatrzymał.Wszystko wygląda tak jak wyglądało 1,2 czy 3 lata temu. Pewnie i rozkład jazdy autobusów jest taki sam :)
Chociaż nie, jedna rzecz się zmieniła. Jeszcze rok temu, by mieć internet w kamperze, trzeba było się dobrze ustawić i był tylko jeden punkt dostępowy furdo. Teraz takich punktów jest już 4, sygnał mam bardzo dobry, nawet przy zasłoniętych oknach materiałem metalizowanym. Dzisiaj w budynku, tam gdzie jest basen z ciepłą wodą, na ławce siedziała kobieta, w ręczniku i z tabletem w ręce. Trzeba się rozglądać za tabletem wodoodpornym - wtedy będzie można siedzieć w basenie i mieć dostęp do internetu (kompletna paranoja :) )
Od rana rozglądałem się za panią Zuzą, szefową campingu, pojawiła się około 14. Uśmiechnęła się na mój widok (już w zeszłym roku mnie poznawała jako stałego bywalca), pomachaliśmy sobie i powiedziała, że formalności będziemy załatwiać jutro. I to tez mi się na tutejszym campingu podoba - wierzą ludziom. Przyjechałem wieczorem, ustawiłem się, podłączyłem do prądu, moczę się od rana i nikt mnie nie goni, nie pilnuje, nie sprawdza - jak na kilku innych campingach bywało. Ja to tłumaczę tym, że najbardziej sprawdzają i pilnują tam gdzie Polacy często bywają (chociaż Hajduboszormeny burzy te teorię) a tutaj trudno spotkać polskiego kamperka. Jak jestem tutaj już po raz piąty - tylko raz i to na jedna noc, zawitał kamper z literkami PL i tylko na jedna noc.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 15 października 2013
Na zachód
Kolejny słoneczny ale wietrzy dzień. W ciągu dnia temperatura dochodziła do 26 stopni - sama przyjemność.
Przez Mohacs, gdzie trzeba było przeprawić się promem na druga stronę Dunaju do Peczu. Tutaj dwugodzinny postój, spacer po uroczej starówce i dalej w drogę w moje ulubione miejsce, czyli na termy gdzie woda śmierdzi ropa naftową ale bardzo dobrze na mnie działa., czyli Csokonyavisonta. Tutaj posiedzę co najmniej tydzień, więc następne wpisy będą dość monotonne.
Przez Mohacs, gdzie trzeba było przeprawić się promem na druga stronę Dunaju do Peczu. Tutaj dwugodzinny postój, spacer po uroczej starówce i dalej w drogę w moje ulubione miejsce, czyli na termy gdzie woda śmierdzi ropa naftową ale bardzo dobrze na mnie działa., czyli Csokonyavisonta. Tutaj posiedzę co najmniej tydzień, więc następne wpisy będą dość monotonne.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 14 października 2013
Dalej, w drogę
9:00
Pół nocy walczyłem z bzykaczami. Nie tylko małe muszki się pojawiły wraz z ciepłym, powietrzem, komary też postanowiły pożerować na mnie. Za to na campingu już zima w pełni, wody na placu nie ma, wyłączyli, krany pootwierali, wyjadę chyba bez dolania wody bo nosić w konewce, z kuchni, nie mam ochoty.
Plan na dzisiaj: przez Szolnok i Kecskemet do Kiskunmajsa, gdzie jest camping i oczywiście termy. Miejsce to mocno zachwalali rodacy których spotkałem w Hajduboszormeny. Zobaczymy jak tam jest. Najwyżej przeniosę się kilka kilometrów dalej, do Kiskunhalas, na camping z termami, na którym byłem w zeszłym roku.
19:00
Śliczną pogodę mam dzisiaj, można powiedzieć, że wreszcie "węgierską" - w Kecskemecie , o 14 termometr pokazywał nawet 27 stopni. Tutaj, w Kiskunmajsa, o 18 było już tylko 20.
Camping ładny, duży, kąpielisko widać że niedawno odremontowane. Wyobrażam sobie, co tutaj się dzieje w sezonie, jakie dzikie tłumy tu krążą. Liczą tutaj inaczej niż na innych termach, w opłacie za camping nie ma wejścia na termy - tam trzeba kupować bilet osobno.
Cena, jak się policzy wszystko razem - mniej więcej taka jak na innych obiektach - gdybym siedział tutaj kilka dni, to za każdy zapłaciłbym niecałe 4 tys forintów.
Pół nocy walczyłem z bzykaczami. Nie tylko małe muszki się pojawiły wraz z ciepłym, powietrzem, komary też postanowiły pożerować na mnie. Za to na campingu już zima w pełni, wody na placu nie ma, wyłączyli, krany pootwierali, wyjadę chyba bez dolania wody bo nosić w konewce, z kuchni, nie mam ochoty.
Plan na dzisiaj: przez Szolnok i Kecskemet do Kiskunmajsa, gdzie jest camping i oczywiście termy. Miejsce to mocno zachwalali rodacy których spotkałem w Hajduboszormeny. Zobaczymy jak tam jest. Najwyżej przeniosę się kilka kilometrów dalej, do Kiskunhalas, na camping z termami, na którym byłem w zeszłym roku.
19:00
Śliczną pogodę mam dzisiaj, można powiedzieć, że wreszcie "węgierską" - w Kecskemecie , o 14 termometr pokazywał nawet 27 stopni. Tutaj, w Kiskunmajsa, o 18 było już tylko 20.
Camping ładny, duży, kąpielisko widać że niedawno odremontowane. Wyobrażam sobie, co tutaj się dzieje w sezonie, jakie dzikie tłumy tu krążą. Liczą tutaj inaczej niż na innych termach, w opłacie za camping nie ma wejścia na termy - tam trzeba kupować bilet osobno.
Cena, jak się policzy wszystko razem - mniej więcej taka jak na innych obiektach - gdybym siedział tutaj kilka dni, to za każdy zapłaciłbym niecałe 4 tys forintów.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 13 października 2013
Tiszafüred, niedziela
12:00
I skończyła się słoneczna pogoda, w nocy padało a teraz jest dalej ciepło ale pochmurno i duszno.
Rano śniadanie, basen, zakupy i karmienie czarnego kota. Podszedł do mnie tubylec, mniej więcej w moim wieku i pogadaliśmy sobie. On oczywiście tylko po węgiersku ale i tak się rozumieliśmy, Tłumaczył mi, że en kot tutaj mieszka i że wszyscy go dokarmiają. Zresztą, jak kocisko skończyło moje jedzenie, podszedł inny facet, też z siwa głową i poczęstował kota kolejna porcją. Widać po futrze, że kocisko ma się dobrze.
Następny punkt programu dziennego, to "specjalistyczna gimnastyka" czyli zbieranie orzechów. Żeby zebrać ponad 100 trzeba wykonać kilkadziesiąt skłonów czy przysiadów - świetna gimnastyka na kręgosłup :)
Orzechów mam chyba ze trzy razy więcej niż zebrałem w zeszłym roku, dzisiaj po nocnym deszczu przyniosłem całą reklamówkę.
I skończyła się słoneczna pogoda, w nocy padało a teraz jest dalej ciepło ale pochmurno i duszno.
Rano śniadanie, basen, zakupy i karmienie czarnego kota. Podszedł do mnie tubylec, mniej więcej w moim wieku i pogadaliśmy sobie. On oczywiście tylko po węgiersku ale i tak się rozumieliśmy, Tłumaczył mi, że en kot tutaj mieszka i że wszyscy go dokarmiają. Zresztą, jak kocisko skończyło moje jedzenie, podszedł inny facet, też z siwa głową i poczęstował kota kolejna porcją. Widać po futrze, że kocisko ma się dobrze.
Następny punkt programu dziennego, to "specjalistyczna gimnastyka" czyli zbieranie orzechów. Żeby zebrać ponad 100 trzeba wykonać kilkadziesiąt skłonów czy przysiadów - świetna gimnastyka na kręgosłup :)
Orzechów mam chyba ze trzy razy więcej niż zebrałem w zeszłym roku, dzisiaj po nocnym deszczu przyniosłem całą reklamówkę.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 12 października 2013
Tiszafüred, sobota
Zrobiło się ciepło, prawie upalnie. W ciągu dnia termometr pokazywał nawet 24 stopnie. Po porannym basenie i śniadaniu wybrałem się na wycieczkę nad Tisze. Niestety, pojawiło się dużo małych muszek. Niby nie gryzą ale jazda na rowerze w chmurze tych owadów jest bardzo nieprzyjemne. Nie dość, że przyczepiają się do ciała i ubrania (co widać na zdjęciach) ale ciągle wpadają do oczu, nosa, ust - straszne. Wypadałoby chyba jeździć w masce.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 11 października 2013
Tiszafüred, piątek
10:00
Trochę powiało, chmury rozgoniło, w słońcu od razu wszystko wygląda ładniej i weselej. Dodatkowo wiatr pozrzucał sporo orzechów. Poranny spacer pod drzewami i nazbierałem koło 150. Dobrze ze zapobiegliwie zabrałem ze sobą torbę, inaczej musiałbym się wracać do kampera. W sumie mam już nazbierane jedną, pełna reklamówkę orzechów, będzie co łuskać przez zimę :)
20:00
Kilka dni temu w nocy bywały temperatury ujemne, teraz, już po zachodzie słońca termometr pokazuje +20. Wygląda na to, że taka pogoda utrzyma się jeszcze kilka dni.
Dzięki wiatrowi, mimo tego że nie jestem tutaj jedynym zbierającym orzechy - udało mi się dzisiaj sporo nazbierać: 150 rano, w południe ponad 100 i po południu kolejna 100. A na drzewach jeszcze sporo wisi.
Trochę powiało, chmury rozgoniło, w słońcu od razu wszystko wygląda ładniej i weselej. Dodatkowo wiatr pozrzucał sporo orzechów. Poranny spacer pod drzewami i nazbierałem koło 150. Dobrze ze zapobiegliwie zabrałem ze sobą torbę, inaczej musiałbym się wracać do kampera. W sumie mam już nazbierane jedną, pełna reklamówkę orzechów, będzie co łuskać przez zimę :)
20:00
Kilka dni temu w nocy bywały temperatury ujemne, teraz, już po zachodzie słońca termometr pokazuje +20. Wygląda na to, że taka pogoda utrzyma się jeszcze kilka dni.
Dzięki wiatrowi, mimo tego że nie jestem tutaj jedynym zbierającym orzechy - udało mi się dzisiaj sporo nazbierać: 150 rano, w południe ponad 100 i po południu kolejna 100. A na drzewach jeszcze sporo wisi.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 10 października 2013
Tiszafüred, mokry czwartek
12:00
Całą noc padało, teraz jakby trochę przestało. Wczoraj dojechały trzy nowe kamperki ale widać pogoda ich wystraszyła - dwa odjechały, z samego rana.
Taka pogoda ma swoje plusy: po pierwsze - na basenie pusto, dzisiaj przed południem moczyłem się sam. Mogłem spokojnie obserwować ciemny osad przesuwający się po dnie, słuchać bulgotanie z rur, którymi ciągle dopływa gorąca woda (efekty podobne jak w Csokonyavisonta). Poza tym, po nocnym deszczu pod drzewami dużo orzechów włoskich - deszcz je zrzucił a zbieraczy widać nie było. Spacer na basen i mam kolejnych 55 orzechów (dwie pełne kieszenie szlafroka).
Za chwilę wybieram się do miasta na obiad i kolejną porcję winogron.
Całą noc padało, teraz jakby trochę przestało. Wczoraj dojechały trzy nowe kamperki ale widać pogoda ich wystraszyła - dwa odjechały, z samego rana.
Taka pogoda ma swoje plusy: po pierwsze - na basenie pusto, dzisiaj przed południem moczyłem się sam. Mogłem spokojnie obserwować ciemny osad przesuwający się po dnie, słuchać bulgotanie z rur, którymi ciągle dopływa gorąca woda (efekty podobne jak w Csokonyavisonta). Poza tym, po nocnym deszczu pod drzewami dużo orzechów włoskich - deszcz je zrzucił a zbieraczy widać nie było. Spacer na basen i mam kolejnych 55 orzechów (dwie pełne kieszenie szlafroka).
Za chwilę wybieram się do miasta na obiad i kolejną porcję winogron.
Dzisiejsze fotki.
środa, 9 października 2013
Tiszafüred, środa
10:30
Jak przyjechałem tutaj, na camping, koło mnie stały dwa kamperki i przyczepka. Wszyscy oczywiście to Niemcy. Kamperki już wyjechały, dzisiaj pakuje się sąsiad. Dwa inne niemieckie kamperki tez dzisiaj rano odjechały. Jak tak dalej pójdzie, to za dwa dni będę jedynym lokatorem na campingu :)
Słońce nawet się pokazało na niebie ale na razie chłodno, termometr (przy ścianie kampera) pokazuje 12 stopni ale pewnie jest mniej. Wybieram się dzisiaj na druga stronę Tiszy, do Porosslo. Jak mi zabraknie sił iu ochoty - mogę wrócić pociągiem (całe 10 km), pociągi jeżdżą co dwie godziny.
21:00Jak przyjechałem tutaj, na camping, koło mnie stały dwa kamperki i przyczepka. Wszyscy oczywiście to Niemcy. Kamperki już wyjechały, dzisiaj pakuje się sąsiad. Dwa inne niemieckie kamperki tez dzisiaj rano odjechały. Jak tak dalej pójdzie, to za dwa dni będę jedynym lokatorem na campingu :)
Słońce nawet się pokazało na niebie ale na razie chłodno, termometr (przy ścianie kampera) pokazuje 12 stopni ale pewnie jest mniej. Wybieram się dzisiaj na druga stronę Tiszy, do Porosslo. Jak mi zabraknie sił iu ochoty - mogę wrócić pociągiem (całe 10 km), pociągi jeżdżą co dwie godziny.
Niesamowicie wygląda przyroda po pierwszych przymrozkach. Tam gdzie przeszła fala zimnego powietrza liście pożółkły, reszta nadal jest zielona. Poza tym część drzew pozmieniała kolor liści na czerwony czy wręcz ciemno wiśniowy. Trasa przez zalew Tiszy daje możliwość takich pieknych widoków - szkoda ze dzisiaj było pochmurno, w słońcu wszystko wyglądałoby jeszcze piękniej.
W Poroszlo byłem niezbyt długo - deszcz mnie wypłoszył i wróciłem pociągiem, za 250 ft (za rower znowu nikt nie chciał od mnie zapłaty).
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 8 października 2013
Tiszafüred, wtorek
11:00
Pogoda już nie taka słoneczna jak wczoraj, chmury, wiaterek i zimno.
Jako że restauracja na campingu jest już zamknięta, planuję spenetrować dzisiaj lokal w centrum o dumnej nazwie NEMZETI ÉTTEREM. Mają dzienne menu w rozsądnej cenie 700 ft.
Internet to potęga :)
16:30
Obiad smaczny - rosół z makaronem, gulasz z kluseczkami i marynowanymi warzywami. Na deser oczywiście kupiłem sobie większa ilość winogron.
Pogoda się poprawiła, już tak nie wieje, mniej chmur na niebie, więc się trochę pokręciłem na dahonku po mieście.
Pogoda już nie taka słoneczna jak wczoraj, chmury, wiaterek i zimno.
Jako że restauracja na campingu jest już zamknięta, planuję spenetrować dzisiaj lokal w centrum o dumnej nazwie NEMZETI ÉTTEREM. Mają dzienne menu w rozsądnej cenie 700 ft.
Internet to potęga :)
16:30
Obiad smaczny - rosół z makaronem, gulasz z kluseczkami i marynowanymi warzywami. Na deser oczywiście kupiłem sobie większa ilość winogron.
Pogoda się poprawiła, już tak nie wieje, mniej chmur na niebie, więc się trochę pokręciłem na dahonku po mieście.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 7 października 2013
Tiszafüred
Ładny, słoneczny dzień za mną ale chociaż słońce świeciło jak latem, to chłodne powietrze dawało o sobie znać, nawet przy niezbyt szybkiej jeździe na rowerze. Rano małe zakupy, śniadanie, basen a później na rowerze spenetrowałem trochę wał przeciwpowodziowy nad Cisa.
Restauracja na campingu już nie działa więc obiad zjadłem w kamperze - puszkowe leczo z kiełbaską i ryżem.Później kolejna wyprawa nad Cisę i wieczorne moczenie w basenie.
Trzeba będzie kiedyś tutaj przyjechać jak jeszcze te wszystkie lokaliki i knajpki będą otwarte.
Restauracja na campingu już nie działa więc obiad zjadłem w kamperze - puszkowe leczo z kiełbaską i ryżem.Później kolejna wyprawa nad Cisę i wieczorne moczenie w basenie.
Trzeba będzie kiedyś tutaj przyjechać jak jeszcze te wszystkie lokaliki i knajpki będą otwarte.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 6 października 2013
Tisza czyli Cisa
Niedzielny program artystyczny w Tokaju miał się zacząć o 14 (kiedyś trzeba odespać) więc pojechałem dalej. Camping w Tokaju - jak w zeszłym roku - nic ciekawego, brak WiFi za to cenę podnieśli - teraz zapłaciłem 1200 za kampera, 900 za mnie i 1000 za prąd czyli w sumie 3100 ft. Zapowiadała sie kolejna mroźna noc (i taka była) więc wolałem mieć możliwość dogrzania się farelką.
Znowu przez Nyiregyhaza (tam jest bankomat UniCredit) dojechałem do Hortobagy czyli centrum Parku Narodowego - węgierskiej puszty. Na miejscu okazało się, że w ten weekend tutaj też był festyn, z pokazami końskimi - niestety, trafiłem na przysłowiowe gaszenie świec czyli wysłuchałem dumnego przemówienia i hymnu Węgier na zakończenie imprezy :)
Dojechałem do Tiszafured, ulokowałem się na campingu - za noc, z prądem, będę płacił po 33350 ft.
Basenik na wolnym powietrzu już bez wody, czynny tylko ten pod dachem. Pomoczyłem się i odpoczywam. Na jutro i wtorek zapowiadają słoneczną pogodę - w planie mam pojeździć dahonkiem nad zalewem.
Znowu przez Nyiregyhaza (tam jest bankomat UniCredit) dojechałem do Hortobagy czyli centrum Parku Narodowego - węgierskiej puszty. Na miejscu okazało się, że w ten weekend tutaj też był festyn, z pokazami końskimi - niestety, trafiłem na przysłowiowe gaszenie świec czyli wysłuchałem dumnego przemówienia i hymnu Węgier na zakończenie imprezy :)
Dojechałem do Tiszafured, ulokowałem się na campingu - za noc, z prądem, będę płacił po 33350 ft.
Basenik na wolnym powietrzu już bez wody, czynny tylko ten pod dachem. Pomoczyłem się i odpoczywam. Na jutro i wtorek zapowiadają słoneczną pogodę - w planie mam pojeździć dahonkiem nad zalewem.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 5 października 2013
Tokaj, sobota
Tokaj
Dzisiaj od rana krążyłem po Tokaju, oglądałem stragany, ludzi, występy. Mam wrażenie, że na ulicy najwięcej było polaków. Chyba wracamy do miłej tradycji picia węgrzyna.
Sama parada była dość mizerna i trwała bardzo krótko. Sprawiała wrażenie imprezy zorganizowanej dla turystów a nie dla tubylców. Ale spacerując po ładnym miasteczku, w piękny słoneczny dzień z kieliszkiem dobrego wina w ręce wszystko będzie się podobało.
Za zdrowie znajomych i przyjaciół a na pohybel wrogom wypiłem do dna, więc dzisiejszy dzień będę wspominał miło.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiaj od rana krążyłem po Tokaju, oglądałem stragany, ludzi, występy. Mam wrażenie, że na ulicy najwięcej było polaków. Chyba wracamy do miłej tradycji picia węgrzyna.
Sama parada była dość mizerna i trwała bardzo krótko. Sprawiała wrażenie imprezy zorganizowanej dla turystów a nie dla tubylców. Ale spacerując po ładnym miasteczku, w piękny słoneczny dzień z kieliszkiem dobrego wina w ręce wszystko będzie się podobało.
Za zdrowie znajomych i przyjaciół a na pohybel wrogom wypiłem do dna, więc dzisiejszy dzień będę wspominał miło.
Dzisiejsze fotki.
Tokaj, piątek
Tokaj 04.10.2013
Po porannych kąpielach i obiedzie wyjechałem do Tokaju. Dwie inne załogi też się tam wybierają, a kolejne dojadą w sobotę, na samą paradę.
W miasteczku cała główna ulica zastawiona budkami z winem, różnym jedzeniem i pamiątkami. Kupiłem za 1100 ft kieliszek i 4 talony, każdy wart po 100 ft. Za wino w budkach płaci się talonami, ale można też gotówką. Ceny za dl wina zaczynają się od 1 talonu czyli 100 ft, ale są też i takie po 18 talonów. W sklepie widziałem aszu w cenie 82 tys. ft za półlitrową butelkę.
Na początku deptaku jest hotel a w nim darmowe WiFi.
Pięknie to wszystko wygląda, zwłaszcza ten tłum ludzi z kieliszkami w dłoniach krążący po ulicy, a wśród nich chodzą uśmiechnięci policjanci i nikomu to nie przeszkadza.
Dzisiejsze fotki.
Po porannych kąpielach i obiedzie wyjechałem do Tokaju. Dwie inne załogi też się tam wybierają, a kolejne dojadą w sobotę, na samą paradę.
W miasteczku cała główna ulica zastawiona budkami z winem, różnym jedzeniem i pamiątkami. Kupiłem za 1100 ft kieliszek i 4 talony, każdy wart po 100 ft. Za wino w budkach płaci się talonami, ale można też gotówką. Ceny za dl wina zaczynają się od 1 talonu czyli 100 ft, ale są też i takie po 18 talonów. W sklepie widziałem aszu w cenie 82 tys. ft za półlitrową butelkę.
Na początku deptaku jest hotel a w nim darmowe WiFi.
Pięknie to wszystko wygląda, zwłaszcza ten tłum ludzi z kieliszkami w dłoniach krążący po ulicy, a wśród nich chodzą uśmiechnięci policjanci i nikomu to nie przeszkadza.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 3 października 2013
Czwartek
Trochę słońca dzisiaj było ale i silny, lodowaty wiatr. Nie chciało mi się ruszać dalej, niż w okolice kąpieliska (restauracja, sklep).
Jutro kończę pobyt tutaj - wjeżdżając na camping sądziłem że to potrwa góra dwa dni a wyszło dwa tygodnie. bardzo ładny camping, jak na Castrum to w rozsądnej cenie, w zmywalni są nawet myjki i płyn do mycia naczyń, łazienki co dziennie sprzątane do czysta. W basenie fajna woda, dużo różnych urządzeń do masażu, prawie na miejscu restauracja ze smacznym i tanim jedzeniem - co więcej chcieć :)
Jutro po rannych kąpielach zbieram się, pewnie jeszcze tutaj zjem obiad i do Tokaju - na Święto Wina.
Madziarzy zrobili plakat po polsku:
ale jak widać ze skromna informacją, wersja węgierska jest o wiele bogatsza:
Jutro kończę pobyt tutaj - wjeżdżając na camping sądziłem że to potrwa góra dwa dni a wyszło dwa tygodnie. bardzo ładny camping, jak na Castrum to w rozsądnej cenie, w zmywalni są nawet myjki i płyn do mycia naczyń, łazienki co dziennie sprzątane do czysta. W basenie fajna woda, dużo różnych urządzeń do masażu, prawie na miejscu restauracja ze smacznym i tanim jedzeniem - co więcej chcieć :)
Jutro po rannych kąpielach zbieram się, pewnie jeszcze tutaj zjem obiad i do Tokaju - na Święto Wina.
Madziarzy zrobili plakat po polsku:
ale jak widać ze skromna informacją, wersja węgierska jest o wiele bogatsza:
W Tokaju niestety nie będę miał dostępu do sieci (chyba że coś znajdę) więc pewnie tylko jakieś krótkie notki powysyłam - zdjęcia dośle później.
Dzisiejsze fotki.
środa, 2 października 2013
Środa
Pochmurno, wietrznie, trochę pada, prognozy pogody straszą przymrozkami w nocy - i to ma być jesień u Madziarów ? Dzisiaj rano było chłodniej niż w Białymstoku - straszne. Na szczęście prognozy pokazują, że za kilka dni temperatura się podniesie i może nawet będzie powyżej 20 stopni.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 1 października 2013
Pochmurny wtorek
Szaro, buro, nieciekawie. Do tego jeszcze wiatr dający odczucie jeszcze większego zimna. Chwilami nawet padało. W taka pogoda można tylko spać albo moczyć się w termach. Dzisiaj więc przesiedziałem w wodzie łącznie ponad 4 godziny.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 30 września 2013
Leniwy poniedziałek
Przed południem pochmurno, sennie, więc tradycyjnie - śniadanie i basen. Później się trochę poprawiło, więc podjechałem do centrum na zakupy.
Jak nie lubić tego kraju - śliczne, bardzo słodkie winogrona w cenie 299 ft za kg czyli trochę ponad 4 zł.
Jak nie lubić tego kraju - śliczne, bardzo słodkie winogrona w cenie 299 ft za kg czyli trochę ponad 4 zł.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 29 września 2013
Niedziela
Niedziela, basen zapełniony tubylcami przypominał puszkę ze szprotkami.
Na obiedzie w knajpce przy basenie pojawił się pan grający na trąbce. Chwile pograł i poszedł na basen tam umilać ludziom moczenie się.
Na obiedzie w knajpce przy basenie pojawił się pan grający na trąbce. Chwile pograł i poszedł na basen tam umilać ludziom moczenie się.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 28 września 2013
Sobota
Od rana muzyczka przygrywała wszystkim w okolicy. Okazało się, że to nie impreza z cyklu Magyarország, szeretlek! ale Dzień Rodziny zorganizowany przez tutejsze Związki Zawodowe.
Muzyczka, różne zabawy głównie dla dzieciaków, jakieś jedzenie z kociołka - na talony. I skończyli szybko bo ok 16 już było pusto na placu i ekipa zwijała namiot.
Po obiedzie podjechałem pod TESCO na te pokazy motoryzacyjne. Ładnie się zapowiadało a rzeczywistość wyglądała średnio. niewielka część parkingu została ogrodzona i zasłonięta, jakoś trudno mi wyobrazić sobie by tam jakiekolwiek auto mogło się rozpędzić. Kasę postawili a za wejście na ten niewielki teren trzeba było zapłacić równowartość czterech obiadów tutaj, na basenie - zrezygnowałem.
Dzisiejsze fotki.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 27 września 2013
Piątek - znowu Debrecen
Od rana słońce ślicznie świeciło, więc wybrałem się znowu do Debreczyna. Pani w kasie namawiała mnie na kupno biletu na rower ale nie dałem się namówić. Pani konduktorka w pociągu sprawdziłam mój bilet a rower jej w ogóle nie zainteresował :) Wracając tez za rower nie płaciłem.
Tym razem wysiadłem wcześniej na stacji Jozsa i dalej już na dahnku. Pooglądałem Uniwersytet - monumentalny budynek, robi wrażenie, park i kąpielisko termalne.
Po powrocie na camping zobaczyłem, że stawiają jakiś duży namiot, coś się na jutro szykuje, Następna niespodzianka czekała na mnie na basenie - najpierw wspólna gimnastyka pod muzyczkę, poźniej, na brzegu, były pokazy tańca w wykonaniu 6 osobowego zespołu.
W sieci doczytałem się, że w całym kraju w dniach 28 i 29 organizowane są różne imprezy pod wspólnym hasłem Magyarország, szeretlek! (WĘGRY, KOCHAM CIĘ!).
Taka impreza jest w Tiszafured, podobna w skansenie w Ópusztaszer.
Prawdopodobnie tutaj, na campingu też będą jakieś atrakcje z tej okazji.
23:00
Te występy dzisiaj na basenie to prawdopodobnie z okazji Światowego Dnia Turystyki - przynajmniej tak zrozumiałem, to co tutaj napisano :)
Tym razem wysiadłem wcześniej na stacji Jozsa i dalej już na dahnku. Pooglądałem Uniwersytet - monumentalny budynek, robi wrażenie, park i kąpielisko termalne.
Po powrocie na camping zobaczyłem, że stawiają jakiś duży namiot, coś się na jutro szykuje, Następna niespodzianka czekała na mnie na basenie - najpierw wspólna gimnastyka pod muzyczkę, poźniej, na brzegu, były pokazy tańca w wykonaniu 6 osobowego zespołu.
W sieci doczytałem się, że w całym kraju w dniach 28 i 29 organizowane są różne imprezy pod wspólnym hasłem Magyarország, szeretlek! (WĘGRY, KOCHAM CIĘ!).
Taka impreza jest w Tiszafured, podobna w skansenie w Ópusztaszer.
Prawdopodobnie tutaj, na campingu też będą jakieś atrakcje z tej okazji.
23:00
Te występy dzisiaj na basenie to prawdopodobnie z okazji Światowego Dnia Turystyki - przynajmniej tak zrozumiałem, to co tutaj napisano :)
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 26 września 2013
Czwartek
Miałem wczoraj szczęście z pogodą, dzisiaj od rana pochmurno, wieje i nawet trochę kropiło.
Po porannych basenach wybrałem się do TESCO. Okazuje się, że w sobotę będą fajne pokazy na parkingu pod marketem - monster track i tym podobne przyjemności.
Po porannych basenach wybrałem się do TESCO. Okazuje się, że w sobotę będą fajne pokazy na parkingu pod marketem - monster track i tym podobne przyjemności.
Dzisiejsze fotki.
środa, 25 września 2013
Debrecen
Żeby zerwać z monotonnością, pojechałem dzisiaj o porannym moczeniu do Debreczyna. Na stacji pani w kasie sprzedała mi bilet dla mnie i drugi, 50% na rower. Pan sprawdzający bilety w pociągu sprawdził obydwa. W drodze powrotnej, jako że nie było kasy na dworcu - bilet kupowałem w pociągu u konduktorki. Tym razem okazało się, że na rower bilet nie jest potrzebny - i kto tu zrozumie madziarów :)
wtorek, 24 września 2013
... wtorek
Dzień za dniem na takich termach szybko mija, każdy podobny do drugiego.
Polscy kamperowcy (a jest ich sporo tutaj) jedzenie całe przywieźli z Polski i pichcą na miejscu, ja wolę za niewielkie pieniądze jeść w knajpie przy basenie. Elegancko podają jadłospis na cały tydzień, więc człowiek wie co go czeka :)
Wczorajsza frankfurcka zupka była smaczna (pływały w niej kawałki parówki i było sporo kminku), dzisiejsza - nie wiem, jak ją nazwać - zaprawiona słodką papryką, z ziemniakami i lanymi kluskami.
Dzisiaj na drugie było coś, czego nie znałem: czerwona drobna fasola w gęstym słodkim sosie i do tego plaster klopsa.
Jak widać po jadłospisie, można albo co dziennie jeść coś innego, za 580 ft albo zamówić stałe menu (rosołek i schabowy) za 640 ft.
Polscy kamperowcy (a jest ich sporo tutaj) jedzenie całe przywieźli z Polski i pichcą na miejscu, ja wolę za niewielkie pieniądze jeść w knajpie przy basenie. Elegancko podają jadłospis na cały tydzień, więc człowiek wie co go czeka :)
Wczorajsza frankfurcka zupka była smaczna (pływały w niej kawałki parówki i było sporo kminku), dzisiejsza - nie wiem, jak ją nazwać - zaprawiona słodką papryką, z ziemniakami i lanymi kluskami.
Dzisiaj na drugie było coś, czego nie znałem: czerwona drobna fasola w gęstym słodkim sosie i do tego plaster klopsa.
Jak widać po jadłospisie, można albo co dziennie jeść coś innego, za 580 ft albo zamówić stałe menu (rosołek i schabowy) za 640 ft.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 23 września 2013
Nie masz wina nad węgrzyna
Co wieczora tokaj piłem
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.
I wesoło się bawiłem
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.
I choć w głowie tęgo zaszumiało
Serce się do ciebie rwało
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.
Dzisiaj znowu tokaj piłem
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.
Aż do rana się bawiłem
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.
Choć się głowa jak len w polu chwieje
Do śniadania wytrzeźwieję
Moja ty, miła ty dzieweczko ma.Nie ma to jak dobry czardasz :)
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 22 września 2013
Niedziela
Dzień, jak co dzień (na termach), czyli śniadanie, baseny, odpoczynek, rowerek, obiad (dzisiaj za 580 ft), odpoczynek, baseny, kolacja ......
Szkoda tylko, że jak na te porę roku, tutaj, jest jednak chłodno.
Szkoda tylko, że jak na te porę roku, tutaj, jest jednak chłodno.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 21 września 2013
Sobota
13:30
Wczoraj było słoneczko, dzisiaj znowu chmury i od czasu do czasu kropi. Pooglądałem mapę pogody i wygląda na to że już we wrześniu zacznie padać śnieg, nie tylko w Tatrach.
Rano, po śniadaniu basen, w tłumie innych ludzi - ta wczorajsza wycieczka dzisiaj okupowała termy. Później na rowerku objechałem kilka okolicznych sklepików - efekt: 3 bułki i 2 kg winogron. Na obiad wybrałem się do restauracji przy basenie - niestety okupowana w całości przez wycieczkę, dosłownie wszystkie miejsca zajęte, więc wyciągnąłem jakąś puszkę, odgrzałem i zajadam. Na drugie danie będą winogrona - i wystarczy :)
Dzisiaj na razie tylko jedno zdjęcie - stado kóz się dokarmia koło campingu.
Wczoraj było słoneczko, dzisiaj znowu chmury i od czasu do czasu kropi. Pooglądałem mapę pogody i wygląda na to że już we wrześniu zacznie padać śnieg, nie tylko w Tatrach.
Rano, po śniadaniu basen, w tłumie innych ludzi - ta wczorajsza wycieczka dzisiaj okupowała termy. Później na rowerku objechałem kilka okolicznych sklepików - efekt: 3 bułki i 2 kg winogron. Na obiad wybrałem się do restauracji przy basenie - niestety okupowana w całości przez wycieczkę, dosłownie wszystkie miejsca zajęte, więc wyciągnąłem jakąś puszkę, odgrzałem i zajadam. Na drugie danie będą winogrona - i wystarczy :)
Dzisiaj na razie tylko jedno zdjęcie - stado kóz się dokarmia koło campingu.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 20 września 2013
Hajdúböszörmény, dzień drugi
16:30
Basen jest fajny. W środku dwie główne części, jedna z wodą 33-35 stopni, druga 35-37 stopni. W każdej różne ustrojstwa do masażu. Oprócz tego, tak jak widziałem w Nyiregyhaza - dwa baseniki obok siebie - w jednym gorąca woda (38-40 st), w drugim tylko 17-18. Podobno trzeba najpierw posiedzieć chwilę w jednej, później w drugiej i tak na zmianę.
W nocy jeszcze padało ale za to od rana - słoneczko, tylko że zimno, kilkanaście stopni i jak powieje trochę wiatr, to jak z niedomkniętej chłodni. Rozłożyłem markizę, wystawiłem mebelki a sam na dahonka i w miasto. Niewielkie ale sympatyczne, trochę się po nim pokręciłem, na bazarze kupiłem "swojska" kiełbasę - producent, z szyldem, sprzedawał wędliny, słoninę i jakieś inne przysmaki. Wybrałem oczywiście csipos. Jeszcze nie próbowałem :)
Zaszedłem do warzywniaka i zobaczyłem coś dziwnego - faszerowana paprykę na różne sposoby już widziałem i jadłem, ale faszerowanego ogórka, faszerowanego kapustą kiszona widziałem pierwszy raz. Kupiłem po kilka okazów każdego rodzaju, jak wyłożę na kolację, to obfotografuje i zdjęcia wrzucę do albumu.
Na obiedzie byłem w restauracji przy basenach - wg innych camperowców wielu mieszkańców miasta tutaj przychodzi się stołować - i pojadłem:
Csontleves czyli rosołek z makaronem
Rántott szelet rizs savanyúság czyli schabowy z ryżem i surówką marynowaną.
Całość- 640 ft czyli w niecałe 10 zł.
Basen jest fajny. W środku dwie główne części, jedna z wodą 33-35 stopni, druga 35-37 stopni. W każdej różne ustrojstwa do masażu. Oprócz tego, tak jak widziałem w Nyiregyhaza - dwa baseniki obok siebie - w jednym gorąca woda (38-40 st), w drugim tylko 17-18. Podobno trzeba najpierw posiedzieć chwilę w jednej, później w drugiej i tak na zmianę.
W nocy jeszcze padało ale za to od rana - słoneczko, tylko że zimno, kilkanaście stopni i jak powieje trochę wiatr, to jak z niedomkniętej chłodni. Rozłożyłem markizę, wystawiłem mebelki a sam na dahonka i w miasto. Niewielkie ale sympatyczne, trochę się po nim pokręciłem, na bazarze kupiłem "swojska" kiełbasę - producent, z szyldem, sprzedawał wędliny, słoninę i jakieś inne przysmaki. Wybrałem oczywiście csipos. Jeszcze nie próbowałem :)
Zaszedłem do warzywniaka i zobaczyłem coś dziwnego - faszerowana paprykę na różne sposoby już widziałem i jadłem, ale faszerowanego ogórka, faszerowanego kapustą kiszona widziałem pierwszy raz. Kupiłem po kilka okazów każdego rodzaju, jak wyłożę na kolację, to obfotografuje i zdjęcia wrzucę do albumu.
Na obiedzie byłem w restauracji przy basenach - wg innych camperowców wielu mieszkańców miasta tutaj przychodzi się stołować - i pojadłem:
Csontleves czyli rosołek z makaronem
Rántott szelet rizs savanyúság czyli schabowy z ryżem i surówką marynowaną.
Całość- 640 ft czyli w niecałe 10 zł.
19:00
Na basenie jest jeszcze jeden zbiornik - w patio, pod gołym niebem z woda cieplutką i żygaczami. Są też w ramach ceny podstawowej dwie sauny - parowa i fińska.
Doczytałem w sieci, że to COŚ z kapustą, to melony :) Czerwona papryka jest średnio ostra natomiast ta zielona ..... UFFFF :) Wszystko kiszone, ale smak zupełnie inny niż polskich kiszonek.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 19 września 2013
Hajdúböszörmény
15:30
Wylądowałem na camping Castrum w Hajdúböszörmény. Ale po kolei.
Wczorajsze moczenie sie w termach w Nyíregyháza uważam za bardzo udane - świetna woda, bardzo miękka, na początku człowiek ma wrażenie, że siedzi w mydlinach. Róznych sikaczy, babelkowców itp dużo i do wyboru, albo pod dachem alb na dworze. W obiekcie i kafejka i restauracja, czy raczej bar szybkiej obsługi - płaci się "zegarkiem" rozliczenie następuje przy wyjściu. Sporo polaków tutaj dociera - na basenie słyszałem nasz język, na ulicy też, zresztą napisy po polsku mówią same za siebie.
Nocleg pod hotelem był średnim pomysłem - nie wiem dlaczego ale sieć rwała się co chwila, sygnał zanikał. Poza tym - w ciągu dnia parking był prawie pusty za to wieczorem zapchany maksymalnie,. Dobrze że jeszcze udało mi się wcisnąć w kącik i przetrzymać do rana.
Po śniadaniu - Nyíregyháza - zabytków praktycznie nie ma żadnych a centrum godne zobaczenia można przejść w kwadrans.
Planowałem zatrzymać się dzisiaj w Hajdúnánás, znalazłem camping opisywany na forum ale zamknięty, po sezonie. Można co prawda zatrzymać się na samych termach ale jakoś brama wjazdowa nie zrobiła na mnie dobrego wrażenie - odpuściłem sobie i pojechałem do Hajdúböszörmény. W centrum jeszcze nie byłem, przerabiają, uliczki rozkopane a wysiadać z kampera nie chciałem na razie. Budynek term wygląda ładnie a zaraz obok jest camping Castrum (znana mi już firma). Podjechałem zobaczyłem ze sporo kamperów stoi, jest kilka polskich., obejrzałem cennik i zostaję - jak długo, jeszcze nie wiem. Wstępnie podliczono mnie na 4 tys ft dziennie ale będzie jeszcze 10% zniżka za federację, czyli jakies 3600 ft. W to wliczony i prąd i wstęp na termy, jest WiFi i standard o wiele wyższy niż w Sarospatak, gdzie za noc BEZ WiFi musiałem płacić 4350 ft.
Chciałem iść pomoczyć się, ale przyszła burza, prawdziwa, z piorunami i teraz leje, może później się wybiorę, do 20 mam jeszcze czas :)
Wylądowałem na camping Castrum w Hajdúböszörmény. Ale po kolei.
Wczorajsze moczenie sie w termach w Nyíregyháza uważam za bardzo udane - świetna woda, bardzo miękka, na początku człowiek ma wrażenie, że siedzi w mydlinach. Róznych sikaczy, babelkowców itp dużo i do wyboru, albo pod dachem alb na dworze. W obiekcie i kafejka i restauracja, czy raczej bar szybkiej obsługi - płaci się "zegarkiem" rozliczenie następuje przy wyjściu. Sporo polaków tutaj dociera - na basenie słyszałem nasz język, na ulicy też, zresztą napisy po polsku mówią same za siebie.
Nocleg pod hotelem był średnim pomysłem - nie wiem dlaczego ale sieć rwała się co chwila, sygnał zanikał. Poza tym - w ciągu dnia parking był prawie pusty za to wieczorem zapchany maksymalnie,. Dobrze że jeszcze udało mi się wcisnąć w kącik i przetrzymać do rana.
Po śniadaniu - Nyíregyháza - zabytków praktycznie nie ma żadnych a centrum godne zobaczenia można przejść w kwadrans.
Planowałem zatrzymać się dzisiaj w Hajdúnánás, znalazłem camping opisywany na forum ale zamknięty, po sezonie. Można co prawda zatrzymać się na samych termach ale jakoś brama wjazdowa nie zrobiła na mnie dobrego wrażenie - odpuściłem sobie i pojechałem do Hajdúböszörmény. W centrum jeszcze nie byłem, przerabiają, uliczki rozkopane a wysiadać z kampera nie chciałem na razie. Budynek term wygląda ładnie a zaraz obok jest camping Castrum (znana mi już firma). Podjechałem zobaczyłem ze sporo kamperów stoi, jest kilka polskich., obejrzałem cennik i zostaję - jak długo, jeszcze nie wiem. Wstępnie podliczono mnie na 4 tys ft dziennie ale będzie jeszcze 10% zniżka za federację, czyli jakies 3600 ft. W to wliczony i prąd i wstęp na termy, jest WiFi i standard o wiele wyższy niż w Sarospatak, gdzie za noc BEZ WiFi musiałem płacić 4350 ft.
Chciałem iść pomoczyć się, ale przyszła burza, prawdziwa, z piorunami i teraz leje, może później się wybiorę, do 20 mam jeszcze czas :)
Dzisiejsze fotki.
środa, 18 września 2013
Nyiregyhaza-Sosto
14:00
Całą noc równo padało. Poczytałem sobie swoje wpisy z zeszłego roku - dokładnie w połowie września było w Sarospatak ok. 30 stopni, a teraz muszę się dogrzewać, bo w nocy temperatura spada poniżej 10 stopni.
Znowu Tokaj, ale tym razem tylko przejazdem, nie nocuje. Zatrzymałem się koło starówki, połaziłem trochę po pustych uliczkach, kupiłem trochę węgrzyna i dalej w drogę.
Dzisiejszy mój cel, to Nyiregyhaza. Przez centrum przejechałem, może jutro się zatrzymam przy placu bohaterów, jak wcześniej planowałem. Pojechałem pooglądać Sosto, dzielnicę rekreacyjną z obowiązkowymi termami. Część na powietrzu już oczywiście nieczynna, ale całość robi dobre wrażenie. Część obok całorocznych term na pierwszy rzut oka przypomina park w Druskiennikach.
Ceny mają spore - dorosły 2600 ft, 60+ tylko 1800, ale jeśli się wejdzie po 16, na niecałe 4 godziny, to wtedy to kosztuje tylko 1600 ft, więc ... czekam do 16 :)
Zaraz po drugiej stronie ulicy jest hotel, spory ogólnodostępny parking i w hotelu jest darmowe WiFi, więc nocleg planuję tutaj. W hotelu trwa częściowy remont, więc jeden mały kamperek, na pustawym parkingu, nie powinien nikomu przeszkadzac.
Dzisiejsze fotki.
Całą noc równo padało. Poczytałem sobie swoje wpisy z zeszłego roku - dokładnie w połowie września było w Sarospatak ok. 30 stopni, a teraz muszę się dogrzewać, bo w nocy temperatura spada poniżej 10 stopni.
Znowu Tokaj, ale tym razem tylko przejazdem, nie nocuje. Zatrzymałem się koło starówki, połaziłem trochę po pustych uliczkach, kupiłem trochę węgrzyna i dalej w drogę.
Dzisiejszy mój cel, to Nyiregyhaza. Przez centrum przejechałem, może jutro się zatrzymam przy placu bohaterów, jak wcześniej planowałem. Pojechałem pooglądać Sosto, dzielnicę rekreacyjną z obowiązkowymi termami. Część na powietrzu już oczywiście nieczynna, ale całość robi dobre wrażenie. Część obok całorocznych term na pierwszy rzut oka przypomina park w Druskiennikach.
Ceny mają spore - dorosły 2600 ft, 60+ tylko 1800, ale jeśli się wejdzie po 16, na niecałe 4 godziny, to wtedy to kosztuje tylko 1600 ft, więc ... czekam do 16 :)
Zaraz po drugiej stronie ulicy jest hotel, spory ogólnodostępny parking i w hotelu jest darmowe WiFi, więc nocleg planuję tutaj. W hotelu trwa częściowy remont, więc jeden mały kamperek, na pustawym parkingu, nie powinien nikomu przeszkadzac.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 17 września 2013
Sárospatak
11:00
Jó napot kívánok, czyli dzień dobry po madziarsku :)
Wczoraj wieczorem się rozpadało i pada z przerwami dalej. Gdzie najlepiej się schować przed deszczem ? Oczywiście w basenie termalnym :) Posiedziałem w wodzie kolejną godzinkę i nawet przestało padać. Za chwilę jadę do centrum, na obiad.
14:30
Dzisiaj poszalałem, za obiad zapłaciłem 920 ft. Teraz siedzę w kafejce z WiFi przy smacznym ciastku i kawusi (315 ft). Niestety znowu pada.
19:30
Tak jak planowałem, wyniosłem sie z campingu. Stoję na przeciwko kafejki i mam dobry sygnał WiFi. Pada to mało powiedzieć, równo leje. Oglądałem przed chwilą mapy satelitarne i nie wygląda to obiecująco. Przez dwa poprzednie lata Węgry borykały się z suszą, Dunaj był na wyjątkowo niskim poziomie, w tym roku natura odrabia zaległości.
Dzisiejsze fotki.
Jó napot kívánok, czyli dzień dobry po madziarsku :)
Wczoraj wieczorem się rozpadało i pada z przerwami dalej. Gdzie najlepiej się schować przed deszczem ? Oczywiście w basenie termalnym :) Posiedziałem w wodzie kolejną godzinkę i nawet przestało padać. Za chwilę jadę do centrum, na obiad.
14:30
Dzisiaj poszalałem, za obiad zapłaciłem 920 ft. Teraz siedzę w kafejce z WiFi przy smacznym ciastku i kawusi (315 ft). Niestety znowu pada.
19:30
Tak jak planowałem, wyniosłem sie z campingu. Stoję na przeciwko kafejki i mam dobry sygnał WiFi. Pada to mało powiedzieć, równo leje. Oglądałem przed chwilą mapy satelitarne i nie wygląda to obiecująco. Przez dwa poprzednie lata Węgry borykały się z suszą, Dunaj był na wyjątkowo niskim poziomie, w tym roku natura odrabia zaległości.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 16 września 2013
Sárospatak [Szaroszpotok]
Pogoda nie rozpieszcza, dokładnie rok temu tutaj było upalnie. Ale może to i dobrze, wystarczy gorąca woda w basenie.
Na śniadanie dokupiłem marynowaną paprykę, oczywiście csipos :) Zaraz jadę na camping i baseny. Pewnie po południu wyskoczę na dahonku do centrum, to wtedy wrzucę więcej zdjęć, bo ani na campingu ani na basenie WiFi nie ma.
13:00
Wczoraj tutaj skończył się sezon, od dzisiaj bilet wstępu na termy potaniał z 1500 do 900 ft. Szkoda, że ta przecena nie dotyczy camping. Mam wrażenie, że tutaj podrożało od zeszłego roku.
Aktualny cennik jest taki (za jedną noc):
- 1500 kamper
- 1400 osoba dorosła
- 600 wstęp na termy
- 600 podłączenie do prądu
- 250 opłata lokalna
Nie ma zniżki dla seniorów ani na legitymację federacji FICC.
Zapłaciłem więc 4350 ft, czyli licząc po kursie
100 ft = 1,40 zł< br /> trochę ponad 60 zł. W sumie wyjdą dwa dni moczenia się, półtorej dnia ładowania akumulatorów, bo planuję jutro na wieczór wynieść się na poprzednie miejsce w centrum.
Pomoczyłem się już 1,5 godziny, teraz odpoczywam w cieniu (bo pojawiło się trochę słońca). Niedługo wsiadam na dahonka i na obiad, do jadłodajni, którą odkryłem w zeszłym roku. Wtedy można było zjeść normalny obiad za mniej, niż 1000 ft.
15:00
To jest straszne .... Siedzę na dziedzińcu kolegium, jest tam gimnazium i uczelnia wyższa, młodych ludzi sporo, normalna sprawa. Przechodzi dwóch koło mnie, spojrzeli na mnie, chwila wahania i ...... "dzień dobry" do mnie, oczywiście po węgiersku. Po kilku minutach sytuacja się powtarza, tym razem trzy dziewczyny. Już mi dawno mówiono, że jak spojrzę znad okularów, to od razu wiadomo, kto ja jestem :) To jest na prawde straszne.
Za obiad zapłaciłem 690 ft, czyli mniej niż 10 zł. Zupa kalafiorowa (chyba z sokiem cytrynowym), kawałek smażonego schabu z ryżem i wszystko smaczne.
Dzisiejsze fotki.
Na śniadanie dokupiłem marynowaną paprykę, oczywiście csipos :) Zaraz jadę na camping i baseny. Pewnie po południu wyskoczę na dahonku do centrum, to wtedy wrzucę więcej zdjęć, bo ani na campingu ani na basenie WiFi nie ma.
13:00
Wczoraj tutaj skończył się sezon, od dzisiaj bilet wstępu na termy potaniał z 1500 do 900 ft. Szkoda, że ta przecena nie dotyczy camping. Mam wrażenie, że tutaj podrożało od zeszłego roku.
Aktualny cennik jest taki (za jedną noc):
- 1500 kamper
- 1400 osoba dorosła
- 600 wstęp na termy
- 600 podłączenie do prądu
- 250 opłata lokalna
Nie ma zniżki dla seniorów ani na legitymację federacji FICC.
Zapłaciłem więc 4350 ft, czyli licząc po kursie
100 ft = 1,40 zł< br /> trochę ponad 60 zł. W sumie wyjdą dwa dni moczenia się, półtorej dnia ładowania akumulatorów, bo planuję jutro na wieczór wynieść się na poprzednie miejsce w centrum.
Pomoczyłem się już 1,5 godziny, teraz odpoczywam w cieniu (bo pojawiło się trochę słońca). Niedługo wsiadam na dahonka i na obiad, do jadłodajni, którą odkryłem w zeszłym roku. Wtedy można było zjeść normalny obiad za mniej, niż 1000 ft.
15:00
To jest straszne .... Siedzę na dziedzińcu kolegium, jest tam gimnazium i uczelnia wyższa, młodych ludzi sporo, normalna sprawa. Przechodzi dwóch koło mnie, spojrzeli na mnie, chwila wahania i ...... "dzień dobry" do mnie, oczywiście po węgiersku. Po kilku minutach sytuacja się powtarza, tym razem trzy dziewczyny. Już mi dawno mówiono, że jak spojrzę znad okularów, to od razu wiadomo, kto ja jestem :) To jest na prawde straszne.
Za obiad zapłaciłem 690 ft, czyli mniej niż 10 zł. Zupa kalafiorowa (chyba z sokiem cytrynowym), kawałek smażonego schabu z ryżem i wszystko smaczne.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 15 września 2013
Dalej Słowacja
Śniadanie w kamperze, kawusia i internet w McD :)
W nocy trochę padało, teraz tylko pochmurno i trochę wieje.
Plan na dzisiaj to 35 km do Koszyc, po drodze jest trochę cachy, więc trudno powiedzieć kiedy tam dojadę. Połażę po starówce, powspominam.
Moja włóczęga po różnych krajach tam się zaczęła wiele lat temu, gdy wysłałem właśnie z Koszyc zaproszenie do siebie, co pozwalało w tamtych, szalonych czasach "kupić" korony i później wyjechać do Czechosłowacji.
Na wieczór planuję dojechać do Sarospatak (CK dezerterów już tam nie ma) i się trochę pomoczyć. Ciągle mam nadzieję na trochę lepszą pogodę.
16:30 Koszyce
Jak przystało na Europejską Stolicę Kultury 2013 miasto odmalowane i wysprzątane. Tutaj języka rosyjskiego jakoś nie słychać, oprócz słowackiego głównie węgierski. Dużo polaków spotkałem, jest też trochę ukrainców.
Cyganie ciągle są tutaj problemem. Ledwie wysiadłem z kampera, od razu dwóch chciało coś ode mnie wyżebrać. Później też mnie różni zaczepiali, i w moim wieku i dzieciaki. Lubie i szanuję cyganów, ale ci tutaj, w swojej masie, robią bardzo złe wrażenie.
Jadę dalej, do Sarospatak, dzisiejsza noc w centrum (znam miejsce z internetem) a jutro na camping i do basenu.
19:30 Sarospatak
Pensjonat przy głównej ulicy zmienił ustawienia routera, już nie ma wolnego dostępu. Pochodziłem chwilę i znalazlem inne miejsc, nawet spokojniejsze, parking pod blokiem i dość silny sygnał WiFi. Latarnie już się palą, więc ... standard :)
Dzisiejsze fotki.
W nocy trochę padało, teraz tylko pochmurno i trochę wieje.
Plan na dzisiaj to 35 km do Koszyc, po drodze jest trochę cachy, więc trudno powiedzieć kiedy tam dojadę. Połażę po starówce, powspominam.
Moja włóczęga po różnych krajach tam się zaczęła wiele lat temu, gdy wysłałem właśnie z Koszyc zaproszenie do siebie, co pozwalało w tamtych, szalonych czasach "kupić" korony i później wyjechać do Czechosłowacji.
Na wieczór planuję dojechać do Sarospatak (CK dezerterów już tam nie ma) i się trochę pomoczyć. Ciągle mam nadzieję na trochę lepszą pogodę.
16:30 Koszyce
Jak przystało na Europejską Stolicę Kultury 2013 miasto odmalowane i wysprzątane. Tutaj języka rosyjskiego jakoś nie słychać, oprócz słowackiego głównie węgierski. Dużo polaków spotkałem, jest też trochę ukrainców.
Cyganie ciągle są tutaj problemem. Ledwie wysiadłem z kampera, od razu dwóch chciało coś ode mnie wyżebrać. Później też mnie różni zaczepiali, i w moim wieku i dzieciaki. Lubie i szanuję cyganów, ale ci tutaj, w swojej masie, robią bardzo złe wrażenie.
Jadę dalej, do Sarospatak, dzisiejsza noc w centrum (znam miejsce z internetem) a jutro na camping i do basenu.
19:30 Sarospatak
Pensjonat przy głównej ulicy zmienił ustawienia routera, już nie ma wolnego dostępu. Pochodziłem chwilę i znalazlem inne miejsc, nawet spokojniejsze, parking pod blokiem i dość silny sygnał WiFi. Latarnie już się palą, więc ... standard :)
Dzisiejsze fotki.
sobota, 14 września 2013
Svidnik
8:30
Pogoda się poprawiła, widać niebieskie niebo, oby tak dalej.
Dzisiaj Svidnik, miasto które dotychczas tylko mijałem, czasami robiło się tutaj ostatnie zakupy. Doczytałem wczoraj, że nie tylko mają tutaj gorące źródło, ale otworzyli niedawno camp dla gości kąpieliska.
Dodatkowo dzisiaj specjalna impreza w mieście - air show.
![]()
19:30 Presov
W Svidniku zatrzymałem się najpierw w centrum, koło malowniczej cerkwi. Na parkingu obok stało zaparkowane auto z serbską rejestracją, którą od razu pstryknąłem. Po chwili podszedł do mnie człowiek i się pyta, z jakiego powodu fotografuje jego samochód. Dogadaliśmy się dość szybko, on mówił serbo-słowackim ja polsko-słowackim więc z komunikacją nie było problemu.
Okazało się, że to artysta, maluje właśnie freski w tej cerkwi. Zaprosił mnie do środka i mogłem je pooglądać. Robią duże wrażenie. Ikonostas, drewniany, zrobiony przez ludzi z Ukrainy, też jest śliczny.
Porozmawialiśmy o kamperach i w ramach rewanżu zaprosiłem go i pokazałem Mruczka.
Pojechałem później na kąpielisko Vodny Svet. Wszystko zamknięte na głucho, nie ma żadnej informacji, czy może ten ciepły basen w środku jest czynny, ale pewnie nie.
Po dłuższych poszukiwaniach udało mi się dojechać na lotnisko, ale z oglądania pokazów zrezygnowałem i pojechałem do Preszowa. Na nowym osiedlu jest McDonald i tutaj planuje nocleg. Centrum miasta ładnie odlizane, samochody wyrzucone, zostały tylko autobusy i trolejbusy. Połaziłem, zaliczyłem cztery cache, kupiłem Kofole i wróciłem zmęczony pod McD.
Dzisiejsze fotki.
Pogoda się poprawiła, widać niebieskie niebo, oby tak dalej.
Dzisiaj Svidnik, miasto które dotychczas tylko mijałem, czasami robiło się tutaj ostatnie zakupy. Doczytałem wczoraj, że nie tylko mają tutaj gorące źródło, ale otworzyli niedawno camp dla gości kąpieliska.
Dodatkowo dzisiaj specjalna impreza w mieście - air show.
19:30 Presov
W Svidniku zatrzymałem się najpierw w centrum, koło malowniczej cerkwi. Na parkingu obok stało zaparkowane auto z serbską rejestracją, którą od razu pstryknąłem. Po chwili podszedł do mnie człowiek i się pyta, z jakiego powodu fotografuje jego samochód. Dogadaliśmy się dość szybko, on mówił serbo-słowackim ja polsko-słowackim więc z komunikacją nie było problemu.
Okazało się, że to artysta, maluje właśnie freski w tej cerkwi. Zaprosił mnie do środka i mogłem je pooglądać. Robią duże wrażenie. Ikonostas, drewniany, zrobiony przez ludzi z Ukrainy, też jest śliczny.
Porozmawialiśmy o kamperach i w ramach rewanżu zaprosiłem go i pokazałem Mruczka.
Pojechałem później na kąpielisko Vodny Svet. Wszystko zamknięte na głucho, nie ma żadnej informacji, czy może ten ciepły basen w środku jest czynny, ale pewnie nie.
Po dłuższych poszukiwaniach udało mi się dojechać na lotnisko, ale z oglądania pokazów zrezygnowałem i pojechałem do Preszowa. Na nowym osiedlu jest McDonald i tutaj planuje nocleg. Centrum miasta ładnie odlizane, samochody wyrzucone, zostały tylko autobusy i trolejbusy. Połaziłem, zaliczyłem cztery cache, kupiłem Kofole i wróciłem zmęczony pod McD.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 13 września 2013
Piątek, 13 września
8:00
Kiedyś lubiłem trzynastki, nawet je prowokowałem. Nie wyszedłem na tym dobrze. Ciekawe jak dzisiejsza piątkowa 13 się skończy.
Rano podłączyłem moje urządzenie rozruchowe i od pierwszego razu Mruczek odpalił. Warto było je wozić ze sobą dwa lata. Co ciekawsze, kontrolka na panelu od razu się zapaliła a podłączony miernik pokazuje napięcie na aku (w trakcie ładowania) ok 14. Chyba jednak alternator. W Biłgoraju, 4 km od mojego obecnego miejsca, jest Auto Centrum, w opisie chwalą się, że naprawiają rozruszniki i alternatory więc może będą umieli mi pomóc.
12:00
Pan elektryk wysłuchał moich opowieści, zmierzył napięcia i stwierdził, że chce jeszcze sprawdzić gęstość elektrolitu. Otworzył akumulator i okazało się, że nie na co mierzyć. Dwie cele całkiem suche, w pozostałych mizerne resztki na dnie. Decyzja była oczywista - nowy akumulator.
Są akumulatory kwasowe, żelowe, ja z Mruczkiem wynalazłem akumulator powietrzny :)
Zastanawiające jest tylko to, że na wiosnę "fachowiec" sprawdzał akumulator i stwierdził, że wszystko jest OK.
18:30
Po wczorajszych i dzisiejszych przygodach z prądem chciałem dzisiaj jeszcze na spokojnie poobserwować nowy akumulator, więc zatrzymałem się w Rzeszowie, połaziłem trochę po centrum, pooglądałem zamek, w którym teraz jest sąd.
Nocleg w kolejnym znanym już miejscu, czyli stacja paliw w Równem przed Duklą.
Dzisiejsze fotki.
Kiedyś lubiłem trzynastki, nawet je prowokowałem. Nie wyszedłem na tym dobrze. Ciekawe jak dzisiejsza piątkowa 13 się skończy.
Rano podłączyłem moje urządzenie rozruchowe i od pierwszego razu Mruczek odpalił. Warto było je wozić ze sobą dwa lata. Co ciekawsze, kontrolka na panelu od razu się zapaliła a podłączony miernik pokazuje napięcie na aku (w trakcie ładowania) ok 14. Chyba jednak alternator. W Biłgoraju, 4 km od mojego obecnego miejsca, jest Auto Centrum, w opisie chwalą się, że naprawiają rozruszniki i alternatory więc może będą umieli mi pomóc.
12:00
Pan elektryk wysłuchał moich opowieści, zmierzył napięcia i stwierdził, że chce jeszcze sprawdzić gęstość elektrolitu. Otworzył akumulator i okazało się, że nie na co mierzyć. Dwie cele całkiem suche, w pozostałych mizerne resztki na dnie. Decyzja była oczywista - nowy akumulator.
Są akumulatory kwasowe, żelowe, ja z Mruczkiem wynalazłem akumulator powietrzny :)
Zastanawiające jest tylko to, że na wiosnę "fachowiec" sprawdzał akumulator i stwierdził, że wszystko jest OK.
18:30
Po wczorajszych i dzisiejszych przygodach z prądem chciałem dzisiaj jeszcze na spokojnie poobserwować nowy akumulator, więc zatrzymałem się w Rzeszowie, połaziłem trochę po centrum, pooglądałem zamek, w którym teraz jest sąd.
Nocleg w kolejnym znanym już miejscu, czyli stacja paliw w Równem przed Duklą.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 12 września 2013
Na południe, ale z problemami
Oba spotkania za mną, oba chyba pozytywne, można więc jechać. Spakowałem się i w drogę. W planie Słowacja, na krótko, tylko Presov i Koszyce a później Węgry i różne termy.
Od samego początku znowu coś z ładowaniem lub samym akumulatorem. Kontrolka na panelu zaświeciła się tylko raz, na postoju, ale po chwili, jak właczył się wiatrak - zgasła i już jej dzisiaj nie widziałem. Miałem dość różnych prowizorek, więc skleciłem własny miernik podłaczany do gniazdka zapalniczki i w ten sposób mogłem w czasie jazdy, w sposób ciągły monitorować napięcie akumulatora. Nie wygląda to ładnie. Jadąc czyli cały czas z włączonymi światłami, napięcie wahało się między 12,4 a 13,0. Przy wyłączonym silniku miałem ok 12,5 ale po przekręceniu kluczyka, czyli włączeniu zapłonu już tylko 11,6 czyli ewidentnie niedoładowany akumulator.
Dojechałam na stację benzynową tuż przed Biłgorajem (nocowałem tutaj w zeszłym roku), zaparkowałem, zjadlem w barze smaczne flaczki i chciałem teraz odpalić silnik i troche podładować akumulator przed nocą a tu ZONK. Kontrolki gasną, rozrusznik tylko mruknął i ...... cisza. Nie będę teraz, po nocy walczył, rano zaobaczę czy uda mi się odpalić samemu czy potrzebna będzie jakaś pomoc. Mam "urządzenie rozruchowe" czyli zapasowy akumulator w specjalnej obudowie z różnymi dodatkowymi bajerami - może wreszcie się przyda. W najgorszym przypadku jakoś podjadę do Biłgoraja (tylko 4 km), kupię nowy aku i zamontuję. Ten obecny mam już ponad 3 lata więc miał prawo skończyć żywot. Oby tylko na akumulatorze się skończyło.
Dzisiejsze fotki.
Od samego początku znowu coś z ładowaniem lub samym akumulatorem. Kontrolka na panelu zaświeciła się tylko raz, na postoju, ale po chwili, jak właczył się wiatrak - zgasła i już jej dzisiaj nie widziałem. Miałem dość różnych prowizorek, więc skleciłem własny miernik podłaczany do gniazdka zapalniczki i w ten sposób mogłem w czasie jazdy, w sposób ciągły monitorować napięcie akumulatora. Nie wygląda to ładnie. Jadąc czyli cały czas z włączonymi światłami, napięcie wahało się między 12,4 a 13,0. Przy wyłączonym silniku miałem ok 12,5 ale po przekręceniu kluczyka, czyli włączeniu zapłonu już tylko 11,6 czyli ewidentnie niedoładowany akumulator.
Dojechałam na stację benzynową tuż przed Biłgorajem (nocowałem tutaj w zeszłym roku), zaparkowałem, zjadlem w barze smaczne flaczki i chciałem teraz odpalić silnik i troche podładować akumulator przed nocą a tu ZONK. Kontrolki gasną, rozrusznik tylko mruknął i ...... cisza. Nie będę teraz, po nocy walczył, rano zaobaczę czy uda mi się odpalić samemu czy potrzebna będzie jakaś pomoc. Mam "urządzenie rozruchowe" czyli zapasowy akumulator w specjalnej obudowie z różnymi dodatkowymi bajerami - może wreszcie się przyda. W najgorszym przypadku jakoś podjadę do Biłgoraja (tylko 4 km), kupię nowy aku i zamontuję. Ten obecny mam już ponad 3 lata więc miał prawo skończyć żywot. Oby tylko na akumulatorze się skończyło.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 2 września 2013
Powrót
Rano nawet było trochę słońca, ale obejrzałem mapy satelitarne, posłuchałem prognoz i zacząłem się zbierać. Ledwie wyjechałem z campingu, zaczęło padać. Teraz w Augustowie pod Kauflandem, jem śniadanko.
W czwartek mam spotkanie, później 11 kolejne. Może "między" gdzieś wyskoczę ale to zależy od pogody. Za to po 11 chciałbym zniknąć na dłużej, na południe.
Dzisiejsze fotki.
W czwartek mam spotkanie, później 11 kolejne. Może "między" gdzieś wyskoczę ale to zależy od pogody. Za to po 11 chciałbym zniknąć na dłużej, na południe.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 1 września 2013
Niedziela nad Serwami.
Wczoraj wieczorem padało, w nocy też ale dzisiaj, w ciągu dnia wypogodziło się trochę, nawet momentami było słonecznie. Wybrałem się na rowerze na mały rekonesans, tym razem w drugą stronę jeziora, do głównej szosy. Powoli widać już zbliżającą się jesień, pojedyncze żółte liście na drzewach, jakaś taka cisza, spokój, jak to zwykle w takich miejscach jest na początki września.
Na obiad postanowiłem zgrilować to co jeszcze zostało. Walczyłem z wiatrem, który co chwila podwiewał z innej strony, skończyło się na tym, że kuchenkę wniosłem do kampera i dokończyłem grilowanie w środku.
Oprócz mnie, tutaj, na campingu były jeszcze dwie rodzinki z Warszawy i na weekend dojechała rodzinka pana z wypożyczalni sprzętu pływającego. Po południu wszyscy wyjechali o zostałem sam z kaczkami.
Na obiad postanowiłem zgrilować to co jeszcze zostało. Walczyłem z wiatrem, który co chwila podwiewał z innej strony, skończyło się na tym, że kuchenkę wniosłem do kampera i dokończyłem grilowanie w środku.
Oprócz mnie, tutaj, na campingu były jeszcze dwie rodzinki z Warszawy i na weekend dojechała rodzinka pana z wypożyczalni sprzętu pływającego. Po południu wszyscy wyjechali o zostałem sam z kaczkami.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 31 sierpnia 2013
Serwy
Spokojny i leniwy dzień. Pogoda średnia, rano nawet było słońce, później czuć było zbliżający się deszcz no i wieczorem trochę popadało.
Na obiad wybrałem się do Suchej Rzeczki - ok 4 km drogą, do Zajazdu u Lecha, chwalonego w sieci. Miejsce miłe, kuchnia smaczna. Jako że za babką ziemniaczana nie przepadam, zamówiłem coś czego jeszcze nie jadłem, czyli kakory litewskie. Warto było się skusić.
Jakby ktoś miał ochotę samemu poeksperymentować, znalazłem też przepis na kakory, w różnych odmianach.
Na obiad wybrałem się do Suchej Rzeczki - ok 4 km drogą, do Zajazdu u Lecha, chwalonego w sieci. Miejsce miłe, kuchnia smaczna. Jako że za babką ziemniaczana nie przepadam, zamówiłem coś czego jeszcze nie jadłem, czyli kakory litewskie. Warto było się skusić.
Jakby ktoś miał ochotę samemu poeksperymentować, znalazłem też przepis na kakory, w różnych odmianach.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 30 sierpnia 2013
Serwy
Noc w Augustowie przeszła tradycyjnie spokojnie i bez problemów, nie licząc śmieciarek, które już o 5:30 pracowały i hałasowały. Przeniosłem się pod Kauflanda na śniadanie.
Później, tak jak planowałem te kilkanaście kilometrów do Serw. Po drodze Studzieniczna, o tej porze roku, jak większość miejsc tutaj - pusta, cicha.
Ośrodek w Serwach znalazłem w internecie. Hotel ładny, pachnie nowością, reszta wymaga jeszcze sporo pracy ale mimo wszystko jest fajnie. Duży zadrzewiony teren, z miejscami na kampery (pod drzewami, w cieniu). Po drugiej stronie drogi - otwarty plac campingowy z plażą, pomostami, wypożyczalnią sprzętu pływającego. Słońce już tak nie grzeje, więc wybrałem nocleg z widokiem na jezioro.
Podoba mi się tutejszy cennik - za kampera płaci się tyle samo co za zaparkowanie samochodu, czyli 20 zł. Osoba kosztuje 8 zł i podłączenie do prądu tez 8 zł. Ceny bardzo przyzwoite. W samym Augustowie chcą więcej niż na campingu w Wilnie :) .
Cisza, spokój, pustki, tylko kaczki hałasują na wodzie. Pokręciłem się trochę na rowerku po okolicy, na drugim końcu wsi jest sklep i bar (czynny tylko do 25 sierpnia), zrobiłem grila i ....... odpoczywam :)
Jutro w planie na rowerku na obiad, do Suchej Rzeczki, do Lecha - podobno bardzo smacznie i w rozsądnych cenach można się najeść różnych speciałów.
Później, tak jak planowałem te kilkanaście kilometrów do Serw. Po drodze Studzieniczna, o tej porze roku, jak większość miejsc tutaj - pusta, cicha.
Ośrodek w Serwach znalazłem w internecie. Hotel ładny, pachnie nowością, reszta wymaga jeszcze sporo pracy ale mimo wszystko jest fajnie. Duży zadrzewiony teren, z miejscami na kampery (pod drzewami, w cieniu). Po drugiej stronie drogi - otwarty plac campingowy z plażą, pomostami, wypożyczalnią sprzętu pływającego. Słońce już tak nie grzeje, więc wybrałem nocleg z widokiem na jezioro.
Podoba mi się tutejszy cennik - za kampera płaci się tyle samo co za zaparkowanie samochodu, czyli 20 zł. Osoba kosztuje 8 zł i podłączenie do prądu tez 8 zł. Ceny bardzo przyzwoite. W samym Augustowie chcą więcej niż na campingu w Wilnie :) .
Cisza, spokój, pustki, tylko kaczki hałasują na wodzie. Pokręciłem się trochę na rowerku po okolicy, na drugim końcu wsi jest sklep i bar (czynny tylko do 25 sierpnia), zrobiłem grila i ....... odpoczywam :)
Jutro w planie na rowerku na obiad, do Suchej Rzeczki, do Lecha - podobno bardzo smacznie i w rozsądnych cenach można się najeść różnych speciałów.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 29 sierpnia 2013
Puszcza Augustowska
Mam prawie tydzień do spotkania, nic nowego się nie pojawiło, pogoda jeszcze letnia więc nie ma sensu siedzieć w mieście. Postanowiłem wyskoczyć na kilka dni w plener i w ramach szukania rozsądnych (czyli fajnych, położonych niedaleko i w umiarkowanych cenach) miejsc chcę zbadać Serwy. Ośrodek na zdjęciach w internecie wygląda ciekawie, ceny przyzwoite, trzeba sprawdzić.
Na razie dojechałem do Augustowa, pokręciłem się troche na rowerku nad Nettą i Niegocinem, znalazłem kilka cachy i nocuję na stałym miejscu czyli pod pocztą, w rynku.
Jutro po śniadaniu Studzieniczna, Przewięź i Serwy. Zdjęć dzisiaj zrobiłem niewiele, zaraz je powrzucam.
P.S. Klawiaturka na BT z tabletem spisuje się wyśmienicie :)
Dzisiejsze fotki.
Na razie dojechałem do Augustowa, pokręciłem się troche na rowerku nad Nettą i Niegocinem, znalazłem kilka cachy i nocuję na stałym miejscu czyli pod pocztą, w rynku.
Jutro po śniadaniu Studzieniczna, Przewięź i Serwy. Zdjęć dzisiaj zrobiłem niewiele, zaraz je powrzucam.
P.S. Klawiaturka na BT z tabletem spisuje się wyśmienicie :)
Dzisiejsze fotki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











