piątek, 30 grudnia 2016

Ale "zima"

Taką mamy zimę, że nie narażając Mruczka na śnieg i sól, dało się go ruszyć. 
Ponad 30 lat temu, też 30 grudnia, na łąkach w okolicy , kwitły stokrotki.
Po miesięcznym postoju odpalił bez problemu. Obiadek - oczywiście knedliki.

Zrobiłem też małe sylwestrowo-noworoczne zakupy :) 


czwartek, 29 grudnia 2016

Zmiana klimatu


Przeczytałem na jakimś portalu taką myśl:
Białystok to nie miasto a stan umysłu.
Jakże to trafne spostrzeżenie.
W tym mieście obowiązuje inny, lokalny, kodeks drogowy (kto spotkał na swojej drodze pojazdy z rejestracją B albo SUW, wie o czym piszę),  inne prawo i inne kodeksy (określenie kogoś "ścierwem" nie jest obraźliwe, z motywacją, że przecież tow. Gomułka używał tego określenia,  swastyka jest tylko symbolem szczęścia i kojarzenie jej z czymś innym jest bezpodstawne, czy z moich własnych doświadczeń - cytat: "pozwany jest winny, bo nie udowodnił swojej niewinności"),  inna logika (sąd mając dokument stwierdzający, że była strata, orzeka, że był wysoki dochód).
Mówi się często, że Podlasie to "Polska B", w mojej ocenie trzebaby się o wiele dalej przesunąć w alfabecie, albo od razu napisać wprost, że to "zachodnia Białoruś".
Za mną 32 lata we Wrocławiu, 31 lat w Białymstoku i wystarczy.
Czas zmienić klimat
Jak w starej piosence:
Wsiąść do pociągu byle jakiego,
Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
Ściskając w ręku kamyk zielony,
Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle
Na koniec, tradycyjnie, mogę tylko powiedzieć DLA NICH:
A teraz kochane dzieci, możecie pocałować misia w .....

sobota, 3 grudnia 2016

Nowy domek Mruczka

Duży plac, sporo miejsca, da sie tak zaparkować by tył nikomu nie przeszkadzał.
Na trawniku obok dwa pudła, obok miski z kocim żarciem, więc i towarzystwo zapewnione 😀

piątek, 2 grudnia 2016

Głuchołazy i Nysa

Przed południem troche sypało mokrym śniegiem, ale nic na ulicach nie zostalo.
Dzisiaj "pracowity" dzień. Najpierw notariusz w Głuchołazach, później krótka wizyta w banku, w Nysie.

wtorek, 29 listopada 2016

Obiad w Zlatych Horach

Załapałem się w ramach MENU na czesnaczke i wołowine faszerowaną słoninką, obowiązkowe knedliki i dużo sosu.

poniedziałek, 28 listopada 2016

niedziela, 30 października 2016

Czekając na .....

To co Google zrobił z albumami foto już wiele osób opisało, więc ja sobie odpuszczę.
Poprawiłem zdjęcia z 2010 roku - przy każdym wpisie dziennym, są już dobre linki.
Niestety, w nowej wersji, nie ma możliwości pokazania całego pakietu albumów (u mnie, na górze nr roku), dlatego pod 2010 jest link, do albumu z trasami z poszczególnych dni.

Zauważyłem, że rok 2013 też się posypał, postaram się to niedługo naprawić.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Dla odmiany - Augustów :)

Dzisiaj samochody.



17:15

Przy tej pogodzie brzegi Necka oblepione ludźmi, natomiast nad Nettą pusto, cicho i przyjemnie.


sobota, 27 sierpnia 2016

Upalny Augustów

Brzydkie kaczątka


Wieczór był bardzo muzyczny, poetyczny, po prostu "wysocki".


Trzeba mieć rosyjską duszę, by tak śpiewać Wysockiego. 
Chyba żaden Polak tak nie potrafi. 

sobota, 20 sierpnia 2016

Augustów

I co tu wybrać

22:30
Utwory Chopina grane przez kwartet kameralny: flet, obój, klarnet i fagot mają swój urok. Publiczność też bardzo kameralna, ok 10 osób. Festiwal urozmaicony został przez miejscową poetkę, która uraczyła nas swoimi trzema dziełami.
Na Lecie z Radiem były tłumy ludzi, sporo ochroniarzy, którzy sprawdzali ludziom torby, plecaki, reklamówki, nawet damskie torebki. Pan Sowa częstował za darmo smacznym jedzeniem, jakieś mięsko, sałatka, polane sosikiem i mała bułka. Impreza zakończyła się pokazem sztucznych ogni.





poniedziałek, 19 stycznia 2015

Państwo bezprawia

Nie wiem, czy to jest jakieś pocieszenie, ale jak widać nie ja jeden mam taką opinię o naszym "wymiarze (nie)sprawiedliwości".


Do poczytania: http://www.uwazamrze.pl/artykul/1122796/nietykalni 

Jeszcze jeden cytat z pani prof. Józefiny Hrynkiewicz
,,Obserwując działanie sądów rodzinnych mam wrażenie, że są one niezawisłe, ale od używania rozumu oraz niezawisłe od sumienia, a nawet od zwykłych ludzkich uczuć"

niedziela, 4 stycznia 2015

Dziwny jest ten świat . . .

Zastanawiam się, czy tylko ja mam takie "szczęście" do "inteligentnych inaczej" sędziów ? Śledząc różne fora internetowe dochodzę do wniosku, że jest to ogólna bolączka naszego tzw "wymiaru sprawiedliwości".

Na sali sądowej strona sama się przyznaje do tego, że wystawiała fałszywe umowy-zlecenia,  że nie płaciła dzięki temu należnych podatków czyli mówiąc wprost - okradała skarb państwa, czyli nas wszystkich, sąd tego słucha, na tym opiera później swoje orzeczenie - ale zawiadomienia do US nie wysyła, nie, po co :)
Dla sądu większa wagę od dokumentów maja zeznania ludzi, którzy  kłamali, oszukiwali i  kradli. Zeznania ludzi uczciwych są dla sądu niewiarygodne, za to zeznania oszutów i złodziei są przyjmowane w całości, jak prawda objawiona..

A w ogóle decyzja wydana na podstawie rozumowania - płać bo Cie stać :)
Za dużo kobiet w tych sądach, zdecydowanie za dużo . . . . . .

 



czwartek, 13 listopada 2014

Trzynastego . . . .

Przyjechałem wczoraj z Mruczkiem do Białegostoku. Arkadarka jak zawsze sprawił się świetnie.

Na noc zaparkowałem na osiedlu, rano wyniosłem resztę rzeczy do domu i pojechałem na dotychczasowe miejsce zimowania kampera. A tu okazało się, że Mruczek został bezdomny - zmiany  i nie ma ani miejsca ani możliwości zimowania kampera w Bialmocie.



Teraz muszę szukać domu dla Mruczka. Echhhhh . . . . 

niedziela, 9 listopada 2014

Operacja Mruczka

Dostałem wczoraj od Darka zdjęcia Mruczka (w trakcie i po naprawie). Trzeba będzie w tym tygodniu pojechać po niego.

środa, 8 października 2014

Arkadarka czyli Mruczek w klinice

19:00
Siedzę w Ciechanowie, na dworcu i czekam na autobus do Białego.
Mruczka zostawiłem, ale ma towarzystwo :)


He he, już mi przysługuje ulga (20%) w autobusie, dobre i te 8 zł :)

piątek, 3 października 2014

czwartek, 2 października 2014

Słowacja

20:00
Wczoraj, po koncercie zaczęło padać, nie tak mocno, ale chyba trochę zacinało. Wieczorem chciałem się położyć z książką, a tu okazało się, że poduszka mokra. Jakoś przez to pęknięcie poszycia woda zaczęła się dostawać do szafki, ściekać po ścianie no i mokro w środku. Powycierałem, jakoś prowizorycznie zabezpieczyłem, i na noc rozłożyłem 2 łózko. Wygodne ale krótsze, ma mniej niż ja wzrostu.
Rano dalej padało, moje zabezpieczenie na dłuższą metę by nie wytrzymało, więc się zebrałem i jadę, na razie do Krakowa, do Elcampu, a później zobaczę.
Nocuję na znanej mi stacji Orlenu, w Jaworniku. Tutaj miła niespodzianka, otworzyli McD drive 24h :) Jest więc WiFi za darmo.

środa, 1 października 2014

Komarno

17:00
Od rana pochmurno, duszno no i teraz się rozpadało. Na mapach widać, jakie chmury idą na Słowację.
Na dzisiaj Huzara juz naprawili i o 16 już wszystko działało jak trzeba. Po hejnale wystąpiła orkiestra z miejscowej szkoły muzycznej i wszyscy odśpiewali hymn UE. Potem były występy  - 4 chóry i dechowka.
Chóry można powiedzieć "bardzo mieszane", bo kilka osób ciągle zmieniało swoje położenie i raz śpiewało z jednym raz z drugim chórem. Jak to w Komarnie, czyli na Słowacji - większość pieśni była węgierskich i wtedy publiczność wtórowała wykonawcom,. Całość trwała niecałe pół godziny i zaraz po zakończeniu - rozpadało się.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 30 września 2014

Komarno

13:00
Kolejny słoneczny dzień, ale czuć i widać po mapach, że będzie gorzej. Na razie korzystam ze słońca.
W sklepie widziałem dzisiaj słoiki z polska papryką - ciekawe :)
 W samym centrum naliczyłem już 6 miejsc gdzie dają tzw MENU, ceny od 3 do 3,2 e za podstawowy zestaw. W niektórych można trochę więcej i wtedy albo 4 a nawet 5,20 (za zestaw z pstrągiem z rusztu).
Ja dzisiaj sprawdziłem kolejne miejsce, kawałek dalej, za kościołem. Hotel, kawiarnia i restauracja, bardzo sympatyczna, miła obsługa, smaczne jedzenie. Pamiętam, że dwa, trzy lata temu nie było tu tak łatwo coś zjeść w rozsądnej cenie.

Chciałem dzisiaj pooglądać i posłuchać sobie tutejszego hejnału czyli Husara, ale niestety, dźwięku nie było, coś im wysiadło. A wygląda to tak:






Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 29 września 2014

Komarno

14:30
Od rana śliczna pogoda, więc korzystam. Po śniadaniu wybrałem się na oglądanie północnych fragmentów starej twierdzy Komarno. Olbrzymie to było, sporo większe od  tych łomżyńskich fortyfikacji. W centrum Komarna, ale na bocznej uliczce wypatrzyłem kolejna knajpkę, gdzie serwują MENU - za 3E tym razem. Po obiedzie wyprawa na druga stronę Dunaju - tam jednak kawa smakuje o wiele lepiej :)

Fajnie tutaj w Komarnie, niby Słowacja, ale na ulicach, w sklepach, na bazarze wszędzie słyszy się madziarski. Wchodzę do sklepu, sprzedawczyni zagaduje mnie najpierw po madziarsku, jak nie odpowiadam, to po niemiecku, na koniec dopiero po słowacku. W sklepach, knajpach jeśli włączone jest radio, to słyszałem tylko madziarskie stacje.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 28 września 2014

Komarno, słoneczna niedziela

13:45
Wczoraj wieczorem było śliczne, gwiazdziste niebo, rano solidna mgła ale w południe się rozeszła i teraz jest typowo jesienny dzień, trochę chłodno, ale to dobrze.


Po przedpołudniowym basenie pojechałem na spacer. Najpierw nad Vah, później dookoła twierdzy. Okazało się, że tylna brama jest otwarta, więc skorzystałem i wreszcie pooglądałem twierdzę od środka.

20:30
Wybrałem się na koncert organowy i jestem bardzo zadowolony. Świetny instrument i grająca wysokiej klasy. Przy okazji dowiedziałem się, że te organy budował Carl Friedrich Ferdinand Buckow, urodzony w Gdańsku, wiele lat mieszkający w Jeleniej Górze.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 27 września 2014

Komarno, dalej pada

15:00
Z prognozą pogody ostatnio jak w starym dowcipie.

Urzędnik mówi do petenta:
Panie Kowalski, już miesiąc Panu tłumaczę, że ma Pan przyjść jutro a Pan ciągle przychodzi dzisiaj.

Prognoza tutaj od tygodnia tak samo - twierdzi ze "dzisiaj" pochmurno a od "jutra" słonecznie.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 26 września 2014

Komarno, deszcz

22:00
Gdzie najlepiej się schować przed deszczem ? W basenie z ciepła wodą. Wczoraj wieczorem zaczęło padać i dzisiaj cały dzień kropiło.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 25 września 2014

Komarno

11:00
Wczoraj śliczne słońce, dzisiaj znowu chmury, ale za to trochę cieplej. Przyjechała jakaś wycieczka słowaków, autokarem, i na basenie jak w ulu - hałas, gwar i ciasnota.

Oglądałem wczoraj po raz kolejny ceny w sklepach i na bazarze, tu, po słowackiej stronie i po madziarskiej i czegoś nie rozumiem. U nas jabłka sprzedają po 1,11 w Lidlu, pewnie na bazarze można kupić taniej. Tutaj, na bazarze, najgorsze, małe, byle jakie po 70 centów (czyli jakieś 3 zł) a większe,\ładniejsze to nawet i po 2E. Po madziarskiej stronie, najtańsze widziałem po 199 ft czyli jakieś 2,70 zł. Winogrona w zeszłym roku  kup[owałem po ok 150-200 ft za kilogram, teraz, najtańsze, takie malutkie, ale za to bardzo słodkie, po 500ft. Większe, ładniejsze już po 800-900 ft. I tutaj, w Komarom, i w Gyor i po drodze, wystawione przed domkami przez mieszkańców - taka sama cena, ok 800 ft (ponad 2E) za kilogram.



Dzisiejsze fotki.

środa, 24 września 2014

Nadal Komarno

19:00
Takie moczenie się w  basenie termalnym rozleniwia.
Dzień zaczął się pięknym słońcem i lodowatym wiatrem- rano było zaledwie 3 stopnie. Po śniadaniu i kąpielach wybrałem się na tutejszy bazar, zjadłem langosza, później obiad na placu generała Klapki, wypad na druga stronę Dunaju, kąpiele, kolacja .....


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 23 września 2014

Komarno

9:00
Rano było śliczne słoneczko, ale zimno, w nocy termometr pokazywał ok. 6 stopni. Wieje mocno i już nawiało chmur i słońce się skończyło.
Tydzień temu zobaczyłem, że Mruczek ma problemy.



Rozsyłam dzisiaj od rana maile do różnych serwisów kamperowych z prośbą o informację w sprawie naprawy tych pęknięć poszycia. Znalazłem kilka - Elcamp w Krakowie, znany mi już, poza tym jest serwis w Żywcu,  Arkadarka w okolicach Wawy, w Wyszkowie - zobaczymy który odpowie i ewentualnie da najlepsze warunki naprawy.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 22 września 2014

Gyor - Komarno

18:45
Tak jak planowałem wcześniej, wróciłem do Komarna, ale tym razem wybrałem trochę dłuższa trasę.
Najpierw pojechałem ok 25 km na południowy wschód, do Opactwa benedyktyńskiego Pannonhalma, obiektu wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Pusto, cicho, była tylko jedna wycieczka. Grupy są oprowadzane przez przewodnika mówiącego po węgiersku, w innych językach dostaje się automatycznego, elektronicznego przewodnika do powieszenia na szyi.
Później pojechałem dalej na południowy-wschód do  Kisber pooglądać park miniatur, czyli mini-Węgry, jak sami to nazywają. Bałem się, że będzie to kolejny koszmarek, jakich już kilka widziałem, ale nie, byłem miło zaskoczony. Wykonanie ładne, każdy obiekt krótko opisany po węgiersku, angielsku i niemiecku, teren ogrodzony, jest pan pilnujący wszystkiego ale wstęp wolny. Bardzo sympatyczne miejsce, polecam.
W Kisber zaszalałem, w restauracji gdzie było WiFi i nawet menu pisane po polsku (jak mi powiedział szef knajpy - dużo polaków się u niego pojawia, możliwe że różne pielgrzymki tam zaglądają). Zamówiłem zupę cebulową (zupełnie inna niż te które znam ale smaczna) i jedna z moich ulubionych tutaj potraw, czyli Cigánypecsenye z charakterystycznym grzebieniem na wierzchu:) To szaleństwo kosztowało mnie aż 2.000 ft (czyli jakieś 27 zł).
Zaraz obok Kisber jest miejscowość Ászár a w niej kolejny park miniatur (dość sporych) skansenu. Niestety, w poniedziałek zamknięte ale wszystko można pooglądać przez płot.

Później już pojechałem prosto do Komarom/Komarna. pani w recepcji bardzo się zdziwiła, że znowu tu jestem a na campingu więcej kamperów już kilka dni temu.

Na stronie tego kąpieliska można o nim poczytać. Jest tez kamera on-line i wirtualny spacer po basenie i po campingu.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 21 września 2014

Gyor, niedziela

9:00
Wczorajsza dzień był bardzo sympatyczny. Z tego co zrozumiałem (a tłumacz G jak zawsze gada zagadkami) to był on poświęcony głównie folklorowi rejonu Hortobagy i hajdukom z Debreczyna. Występ zespołu (od 19:30 do 21) zrobił duże wrażenie nie tylko na mnie.
Organizm nieprzyzwyczajony do mocnego alkoholu (palinka miewa 50 albo i 55%) bardzo szybko reaguje na te madziarskie przysmaki. Wypiłem 0,2 brzoskwiniówki i 0,2 ciemnych winogron. Później solidna porcja tłustego leczo i było OK.
Dzisiaj rano mają być jakieś interaktywne zabawy dla dzieci, później, od 14:30 trzy różne zespoły (kapele) ludowe. A na koniec, o 19, jako ukoronowanie całej imprezy, Magyar rapszodia w wykonaniu Madziarskiego Narodowego Zespołu Ludowego (pewnie coś w rodzaju naszego Mazowsza). I to ma trwać 2 godziny :)
Pogoda zapowiada się śliczna, oby wytrzymało do wieczora. Wczoraj wieczorem, jak szedłem od autobudu na camping, grzmiało, błyskało, ale przeszło bokiem. Za chwilę się zbieram, przenoszę się bliżej centrum. Znalazłem na deptaku jedno dostępne WiFi (bank OTP), więc już nie muszę tutaj płacić.


(pisane o 22:00)
Kilka przemyśleń.

Przez trzy dni kręciłem się po całej starówce, po okolicznych placach i ulicach i nie zauważyłem żadnego radiowozu, żadnego policjanta. Fakt, na rynku było sporo ochroniarzy, ale nie rzucali się w oczy. I nie mieli chyba wiele pracy, ja nie widziałem żadnej ich interwencji. Mogłem podejść dowolnie blisko estrady, wręcz pomacać instrumenty muzyczne, zajrzeć w różne zakamarki. Byłem pilnie obserwowany, ale nikt mnie nie przeganiał, nikt mi tego nie bronił. Było po prostu normalnie. Dwa lata temu przeszedłem koło madziarskiego premiera Orbana w odległości mniejszej niż metr i też ochrona tylko patrzyła. Zresztą nie byłem jedynym, Orban zwyczajnie przechodził między ludźmi.
Dlaczego u nas nie może byc tak samo, nie może być normalnie?
Estrada postawiona w rynku, tuż przy wejściu do kościoła. Na estradzie co jakiś czas mini konkursy dla publiczności. Nagrodą dla dorosłych był kieliszek palinki do wypicia na miejscu.
Przez trzy dni ludzie kupowali palinkę nie tylko w butelkach, do domu, ale kieliszkami, do wypicia na miejscu (ale pijanych nie widziałem).
I jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Było normalnie - dlaczego u nas tak nie może być ?

Dawkę folkloru madziarskiego dostałem sporą. W ogóle nie ma porównania, do tego co oglądałem w zeszłym roku w Tokaju. Trzeba ten festiwal w Gyor wpisać na stałe do kalendarza.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 20 września 2014

Gyor

9:45
Pogoda się zrobiła typowo letnia, ciepło, czyste niebo. Na jutro zapowiadaja podobną, a od poniedziałku spore ochłodzenie i deszcz. Mnie niepokoi to zbiorowisko chmur nad Serbią i Chorwacją.
Jak wróciłem wczoraj wieczorem na camping okazało się, że włączyli WiFi (podejrzałem, działa na telefonie), może dlatego, że dojechali też inni goście. Jeden domek zajęty i było dwóch rowerzystów, z namiotami.
Mam tutaj sieć, więc zostaję, nie przenoszę się, a dzisiejsze zdjęcia powysyłam wieczorem.

Okazuje się, że tutaj jest jeszcze jedna impreza. Poza świętem kultury (folkloru), festiwalem palinki, dzisuaj i jutro sa dożynki. Zaraz wskakuje na rower i jadę do miasta oglądać.

17:00
To co mi się najbardziej podoba w takich imprezach, jak ta dzisiejsza, to autentyczność. Widać, czuć, że robią to Madziarzy dla Madziarów, że nie jest to pokazówka, jaką sie robi dla zagranicznych turystów. Wszyscy się świetnie bawią, i występujący i oglądający. Często publiczność podśpiewuje razem z występującymi.
Przed południem występował jeden zespół ludowy, później była przerwa do 15. Teraz leci cały blok folklorystyczny, zespół za zespołem, wszyscy tańczą, śpiewaną, szaleją na estradzie. Podobno jest to festiwal palinki, ale mam wrażenie, że to co się dzieje na estradzie wzbudza o wiele większe zainteresowanie i gromadzi o wiele więcej ludzi, niż stoiska producentów palinki.
Wracam teraz na camping, zostawiam rower i przesiadam się na autobus. Ostatni powrotny mam o 22:30, a jak nie zdążę, to najwyżej zrobię nocny, 3 kilometrowy spacer.

21:00

egészségedre


Az a szép, az a szép,
akinek a szeme kék,
akinek a szeme kék.
Lám az enyém,
lám az enyém sötét kék,
Mégse vagyok a babámnak
elég szép, (mert)
Az a szép, az a szép,
akinek a szeme kék,
akinek a szeme kék.

Bár az enyém nem egészen
sötét kék,
Mégis ragyog, ha beáll a
sötétség, (mert)
Az a szép, az a szép,
akinek a szeme kék,
akinek a szeme kék.

Ha nem vagyok a babámnak
elég szép,
Üsse meg a válogatott
nehézség. (mert)
Az a szép, az a szép,
akinek a szeme kék,
akinek a szeme kék.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 19 września 2014

Gyor

15:00
Byłem bardzo ciekaw, ile zapłacę za prąd i tak jak podejrzewałem, kwota była rozsądna. Za 7 dni wyszło wg licznika 4,75€, czyli koło 20 zł, za tydzień. Dlatego denerwuję się, jak mi każą płacić nawet i 30 zł za dzień.
Dojechałem do Gyor, znalazłem camping - jest jaki jest. Czysty, posprzątany ale kartą nie zapłacę, internetu nie ma. Ma spory plus, relatywnie tani, za noc bez prądy zapłacę 2400 ft (kurs jest 1€=310 ft).

17:30
Z internetem lipa. Tam gdzie rok temu działał, teraz nie na. Jedyny dostępny znalazłem w McD, ale tylko mogę coś napisać, zdjęć nie puszcza.
Znalazłem rozsądne miejsce, po drugiej stronie rzeki i chyba się jutro przeniosę. Z campingu jest 3 km, a jak zechcę spróbować jakiejś palinki, to rower odpada.
Na estradzie są jakieś zawody, np we wbijaniu gwoździ, deptakiem przeszedł uroczysty pochód ze sztandarami, czyli impreza powoli się rozkręca.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 18 września 2014

Dalej Komarno

11:45
Korzystając z ładnej pogody i z tego że kąpiele są możliwe dopiero od 10 - posprzątałem trochę Mruczka. Wypadało pozbyć się piasku z sopockich plaż.  Później na basen, umyłem się po sprzątaniu i wymoczyłem wśród liści pływających w wodzie.
Zastanawiam się co będę robił w przyszłym tygodniu, po imprezie w Győr. Kto wie, może wrócę tutaj, do Komarna, bo cena z nocleg niezła (minimalnie taniej niż np w Hajdúböszörmény), woda ewidentnie mi pomaga, masaże i bąbelki są świetne. A wracać będę musiał przez Kraków, muszę zajechać do Elcampa z Mruczkiem.

18:00
Po obiedzie opanowało mnie jakieś lenistwo, ledwie się zebrałem by pojechać kupić pieczywo.
Korzystając z ładnej pogody siedziałem sobie na campingu i pogrążyłem się w lekturze, więc i więcej fotek dzisiaj nie robiłem
Grzebiąc w sieci znalazłem informację, że na Drawie sytuacja jest rekordowa.



Dzisiejsze fotki.

środa, 17 września 2014

Komarno

12:30
od 15 września basen otwierają dopiero od 10, więc rano, po śniadaniu pojeździłem sobie trochę po Komarnie. Koło bazaru znalazłem budkę, gdzie sprzedają Langosze. Fajna cena - 0,50e.
Za to winogrona dość drogie - po 1,60e za kilogram
Później przedpołudniowe moczenie się a za chwile idę na obiad.
Rano było czyste niebo, ale nic wiecznie nie trwa. Już się zachmurzyło i możliwe że będzie znowu padać.

18:30
Szczęśliwie to była tylko jedna chmura, przeszła i zrobiło się ślicznie.
Taki obiad w formie szwedzkiego stołu, to dla łakomczucha nie jest dobry pomysł - objadłem się, bo oczywiście musiałem spróbować wszystkiego :) Po krótkim odpoczynku wsiadłem, więc na rower i znowu do Madziarów, pokręciłem się trochę po Komarom. Później popołudniowy basen z masażami a teraz już w kamperku, odpoczywam. Na kampingu (i później w basenie) sporo osób, 4 załogi czeskie, dwie austryjackie, Mruczek a reszta to tradycyjnie niemcy.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 16 września 2014

Pogoda

9:00
Zastanawiam się co dalej robić, to znaczy czy jechać dalej czy siedzieć na miejscu. Pogoda dalej niewyklarowana.
Odpuściłem sobie w tym roku Csokonyavisonta - i dobrze, tam teraz są powodzie. Jak napisali na tvn24:

Na Węgrzech obfite ulewy spowodowały, że na długości 200 kilometrów rzek Dunaju i jego dopływów doszło do powodzi lub zalań terenów przybrzeżnych.
[...]
W niedzielę stan najwyższego stanu zagrożenia powodziowego został ogłoszony na terenach przyległych na długości 13 km rzeki Raba oraz Pinka w zachodniej części Węgier. Drugi stopień zagrożenia ogłoszono natomiast na długości 56 km rzeki Drawa .

Tutaj niby nieźle, ale oglądałem wczoraj Dunaj, dość wysoki, mętny i nie mam pojęcia w jakim tempie może przybierać. Zjadłem śniadanie, oglądam mapy pogody, szukam informacji w sieci, siedzę i myślę.

18:15
Przed południem wybrałem się na rowerku znowu do Madziarów. Znalazłam niby w sieci namiary na bankomat UniCredit w Komarom - ale figa, nic tam nie ma, tylko sobie pojeździłem.Przy okazji zrobiłem kolejne zakupy.
Siedząc w basenie wpadłem na pomysł, by sprawdzić, co się dzieje w okolicy w najbliższy weekend no i przeczucie mnie nie zawiodło. Győri Pálinkafesztivál - Magyar Hagyományok Fesztiválja, czyli trzy dniowy festyn z muzyka i tańcami ludowymi i nie tylko :)
Tak to wyglądało w zeszłym roku:



Jest też w Győr camping, ok 15 minut od centrum, z dobrymi opiniami w sieci - trzeba sprawdzić.W czasie takiej imprezy nie będę ryzykował spania na jakimś parkingu.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 15 września 2014

Słowackie święto

12:00
W Polsce mamy święto 15 sierpnia - Wniebowzięcie NMP, na Słowacji mają15 września, Święto Matki Bożej Siedmiu Boleści, patronki Słowacji. Cisza, spokój, na basenie na razie tylko ludzie z campingu. Pogoda w kratkę, wczoraj wieczorem burza z piorunami, w nocy padało, rano padało, teraz się trochę uspokoiło i nawet widać kawałek czystego nieba.

20:00
Wybrałem się dzisiaj na spacer (do sklepu) na madziarska stronę, Oczywiście musiał mnie po drodze pokropić deszcz. Ale kupiłem nie tylko bułki, ale też faszerowaną kapustą paprykę i ogórki.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 14 września 2014

Komarno

9:20
Do kitu z taką pogodą. Całą noc padało, teraz się na chwilę uspokoiło ale nie wygląda to optymistycznie.
Znalazłem dane na temat meczu piłki wodnej na basenie.

KOMARNO CUP 2014
Kiedy13 – 14 wrz 2014
GdzieTermálne kúpalisko Komárno, Eötvösa, Komárno, Slovensko (mapa)
OpisMedzinárodný vodnopólový turnaj. 
13.09, sobota: 
10,00 - WTS BYTOM - KVP Komárno 
11,15 - KOMETA BRNO - KPŠ NEREUS ŽILINA 
14,45 - OPENING CEREMONY 
15,00 - KOMETA BRNO - WTS BYTOM 
16,15 - KVP KOMARNO - KPŠ NEREUS ŽILINA 
14.09, nedeľa: 
09,00 - KVP KOMÁRNO - KOMETA BRNO 
10,15 - KPŠ NEREUS ŽILINA - WTS BYTOM 
11,30 - VYHLÁSENIE VÝSLEDKOV 
14,00 - KOMÁRNO OLD BOYS - KVP KOMÁRNO

Tym zawodnikom deszcz chyba nie przeszkadza w grze. Ja też zaraz idę się moczyć - pewnie będzie to spacer w japonkach, szlafroku i pod parasolem.

13:40
Solidne te obiady tutaj dają, dzisiejsza porcja gulaszu z knedlikiem, do tego surówka, była na prawdę spora. I dużo tubylców przychodzi tu na obiady. Wróciłem do kampera i nie mam problemów, co robić dalej, właśnie zaczęło znowu padać, więc sobie poczytam a później popołudniowe kąpiele.

18:10
Tak dzisiaj wyglądały tereny w południowo-zachodniej części Węgier, w okolicach Lenti:



U mnie na szczęście trochę lepie, tylko burza z piorunami. Oglądam właśnie różne mapki i prognozy pogody na madziarskim serwerze pogodowym i wygląda na to, że jeszcze ewentualnie jutro będzie paskudnie, a później ma się wypogodzić.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 13 września 2014

Komarno

8:30
Jak już pisałem wcześniej, pogoda w tym roku na południu Europy jest mokra.
W Budapeszcie kolejne podtopienia (a właśnie się tam kończy festiwal wina i szampana), zamknęli nawet zabytkowe termy. Co gorsza na najbliższy tydzień zapowiadają dalsze opady.
A tutaj, w Komarnie, nawet rano widać kawałek czystego nieba. Na campingu - jeden CZ, jeden PL - ze śląska a reszta to tradycyjnie D.

10:45
Wczoraj woda miała 36 stopni, dzisiaj 38, więc na razie godzina moczenia mi wystarczy. I tak wczorajsze kąpiele mnie mocno zmęczyły.
Dzisiaj na basenie jakieś zawody międzynarodowe w piłkę wodną, jest nawet i polska drużyna, Kibiców w sumie mniej niż wszystkich zawodników i działaczy - ciekawa dyscyplina :) 

 Zrobiłem sobie małe porównanie finansowe.
  • W termach w Białce Tatrzańskiej bilet do 2,5h kosztuje 49 zł, całodzienny 89 zł.
  • W termach w Bukowinie Tatrzańskiej pół godziny 28 zł i później licznik bije za każda minutę, całodzienny kosztuje 86 zł.
  • Termy w  Szaflarach - 1h kosztuje 24 zł, całodzienny 70 zł
  • Basen w hotelu Gołębiewski w Białymstoku (woda normalna, żadna lecznicza) - 1,5h 30 zł i później po 5 zł za każde rozpoczęte 0,5 godziny.

Tutaj, w Komarnie, mam termalną wodę leczniczą, prosto ze źródła. Za nocleg płacę 11E czyli około 50 zł. I za te 50 zł mam nie tylko spanie, ale tez nieograniczony (czyli całodzienny, 0d 9 do 20) wstęp na basen. termalny. Jak widać, tutaj jest sporo taniej. Podobnie jest też na innych basenach termalnych u Madziarów, jak np w Tiszafüred czy Hajdúböszörmény. Wszędzie w cenę pobytu (około 50 zł, jak dla mnie w kamperze) jest wliczony całodzienny wstęp na leczniczy basen termalny.


A jednak działa kamera :) 


14:45
Ale mieszają z tymi obiadami tutaj. Dzisiaj, jutro i w poniedziałek są inne zasady - gotowe porcje, ale za 3E. Od wtorku do piątku - szwedzki stół po 4 E.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 12 września 2014

Na Słowację

7:30
Mruczek pokazał, że rzeczywiście miewa humory jak kot. Teraz, rano odpalił od pierwszego razu. A ja już miałem namiary na serwis w Valticach. Widać nie chciało mu się wczoraj wieczorem ruszać.
Planuję dzisiaj dojechać do Komarna, i wreszcie się trochę pomoczyć, ale kto wie, co Mruczek jeszcze wymyśli :)

17:30
Dojechałem do Komarna około 13, zameldowałem się i szybko poszedłem na obiad, bo menu tylko do 14 wydają. Później trochę odpoczynku, bo się objadłem i półtorej godzinki w basenie z termalna wodą.
Trochę się tutaj zmieniło i to na dobre.Za prąd już będę płacił wg licznika - ile zużyje, tyle zapłacę. Wprowadzili w restauracji hotelowej menu i to w formie szwedzkiego stołu. Co dziennie zupka i trzy różne dania do wyboru a raczej do zjedzenia. Dzisiaj była "zupa z koguta", ryba smażona, makaron z warzywami i mięsko panierowane z ziemniakami. Jak przystało na szwedki stół, można sobie nakładać ile się chce, można robić dokładkę za dokładką, próbować wszystkich dań, mieszać. I to wszystko za 4E.
Za nocleg zapłacę ok 11E - 5E człowiek, 5,5 kamper, 0,55 opłata lokalna no i dojdzie prąd. Całkiem przyzwoicie.
Pewnie zaraz pójdę sobie pochodzić po Komarnie, zobaczyć, co tam się ewentualnie pozmieniało.

19:00
Zobaczyłem plakat i sobie doczytałem na ich stronach, że jutro warto się tam wybrać po południu.
  • 2. prednáška od 14,30-45 do 15,00-15,15
  • 15.30 – spoločné zasadnutie hostí, sponzorov, predsedov zväzov rybárov, poľovníkov a záhradkárov
  • 15:30 Dramaťák koncert
  • 3. prednáška  17,00- 17,40
  • Vyhlásenie výsledkov súťaží včelárov a detí
  • 18:00 – FMS Slovenskí rebeli a DFS Rebelíček
  • Ukončenie podujatia, poďakovanie okolo 19. hodiny
A dzisiaj też się coś dzieje w Komarnie, może się przejdę zobaczyć:
  • 20:00 - ITT ÉS MOST - improvizačný večer/improvizációs est - Nádvorie Európy/Európa-udvar 
  • 21:00 - PARASZTÜNNEP ZENEKAR - koncert - Nádvorie Európy/Európa-udvar 
  • 22:00 - TANEĆNÝ DOM/TÁNCHÁZ s Ritka Magyar Folkband- Vináreň - Nádvorie Európy/Borozó - Európa-udvar


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 11 września 2014

Awaria

19:00
No i mam problem. Chciałem przestawić Mruczka i ..... lipa. Nie da się uruchomić. Oczyściłem styki aku, dokreciłem klemy - nic. Podłaczyłem swoje ustrojstwo rozruchowe - nic. Chyba padł rozrusznik (albo go zalało, bo pada nieźle). Jutro trzeba będzie ściągać jakąś pomoc drogową. Echhhh .....

Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać

Sąd trzykrotnie orzekał wobec Leszka F., sprawcy śmiertelnego wypadku pod Wejherowem, zakaz prowadzenia pojazdów, choć ten nigdy nie miał prawa jazdy. Mężczyzna wielokrotnie był sądzony za jazdę po pijanemu, ale nigdy nie trafił za kratki. Prokuratorzy ponownie przyjrzą się aktom jego sprawy.

Tak, będą się przyglądać .....

Sędzia z Nysy (woj. opolskie) miał nakłaniać kobietę, której sprawę prowadził, do składania fałszywych zeznań. Tłumaczył, co powinna mówić, a co lepiej przemilczeć.

Jak widać sędziów inteligentnych inaczej mamy w kraju więcej. Tylko, że mnie to jakoś nie pociesza.

Czechy i Morawy

7:00
Noce coraz zimniejsze się robią. Dzisiaj rano było na dworze tylko 6 stopni. Dodatkowo czesi przewidują na piątek i sobotę duże opady. Chodzenie po festynie w strugach deszczu (mam na myśli Znojmo) nie należy do przyjemności. Wygląda na to, że w tym roku zima przyjdzie szybciej i chyba nie będzie już takich ładnych, ciepłych i słonecznych dni, jak w zeszłym roku. Całe wakacje obserwuje chmury u madziarów i nad Serbią. W tym roku mają ich cały czas sporo. Powodzie w Bułgarii w czerwcu, powodzie teraz, a kiedyś się mówiło, że trzeba jechać nad Morze Czarne, bo tam słoneczna pogoda jest gwarantowana. Czyżby zaczęto używać jakiejś broni meteorologicznej ? Jeśli można rozpędzać chmury, to pewnie podobnie, można też sztucznie je tworzyć i kierować w ustalone regiony. Tylko czym Serbia, Bułgaria czy Węgry podpadły wielkim tego świata ?
Zaraz się biorę za śniadanie, później jeszcze spacer po Telczu. Na rynku wystawili automatycznego przewodnika na korbkę. Trzeba nią chwilę pokręcić (małe dynamo) i później można posłuchać informacji o Telczu, jego zamku czy ratuszu. Te informacje są w 3 językach, do wyboru - po czesku, niemiecku lub angielsku.

12:45
Miało padać, i pada. Jak patrzę na chmury, na sat24.com, to nie wygląda to optymistycznie.
Dojechałem do Morawskiego Krumlowa, po drodze mijałem czeską elektrownie atomową w Dukovanach. Duże to jest, oj duże. Na noc planuję znane mi już Valtice.
Czechy witały mnie deszczem i deszczem żegnają.

14:00
Tak jak się spodziewałem, Morawski Krumlov i Czeski mają tylko podobną nazwę. Zamek jest, duży, dostojny, ale wymaga remontu, jest mocno zaniedbany. Nawet nie wchodziłem do parku zamkowego.
W ogóle widać różnice między Czechami a Morawami. Tutaj biedniej, to widać na każdym kroku. Ale są i tego stanu plusy, jedzenie tańsze. W rynku, restauracja w hotelu tzw menu - 2 danie 65, z zupą 72. Oprócz tego stałe pozycje za 95 Kc. W drugiej właśnie się najadem solidnie (czesnaczka i schabowy z ziemniakami) za 95 Kc (100 Kc = 16 zł).

17:30
Dojechałem do Valtic, ale nie odbyło się bez problemów. Najpierw jakieś 20 km od Mikulowa Jadzia mnie wprowadza na płatną drogę, mimo, że kazałem jej omijać takie drogi. Udało się, jadę wg drogowskazów na Mikilov. Żaden nie pokazuje, że coś mnie czeka, no i dosłownie 4 km od miasta znowu jestem kierowany na płatną. Innej trasy nie ma, stacji benzynowej by kupić winietę (najtańsza, na 10 dni kosztuje 310 Kc), więc zaryzykowałem i pojechałem "na gapę". Szczęśliwie się udało.
W Mikulovie, na stacjach benzynowych już stoją zakazy parkowania (tutaj też jest jutro święto winobrania). Wreszcie dojechałem do Valtic. Parking płatny od 9 do 18, pierwsza godzina 20, następne po 10. Po frugiej stronie ulicy jest pizzeria, już mam hasło do ich WiFi.


Dzisiejsze fotki.

środa, 10 września 2014

Południowe Czechy

9:00
Jeszcze tu trochę pochodzę. Następny postój i nocleg planuję w Taborze, a to ok 50 km stąd, więc mam sporo czasu.
Podjechałem na śniadanie pod McD, niby mają sieć, ale nie ma wyjścia na świat. Przeniosłem się więc na parking, koło mostu ale po drugiej stronie rzeki, a tu znajomy, niemiecki kamperek. Wczoraj stał na Velkim nam., wieczorem widziałem go pod kościołem, teraz jest tutaj ;)

13:00
Upsss, starówka w Taborze tylko do 2,5 T. Stanąłem na parkingu koło basenu. W knajpce na rogu obiad, mięso, kapusta, knedliki i kofola :) I mają internet. Zaraz idę na starówkę, myśleć co dalej będę później.

18:00
Kolejna pozycja z listy UNESCO, czyli Telcz. Ciche, spokojne, ludzi niewiele a domki na rynku jak z bajki, tak jak je opisują w przewodnikach.
Parkuję poza centrum, bo na rynek bym nie wjechał. Jest dostępna tylko jedna droga, przez bramę w wieży. Szerokość 2,3 (Mruczek ma 2,2) więc tu OK, ale wysokość 2,5, a Mruczrk sam ma właśnie 2,5 + antena (mierzyłem dokładnie w Katlsztejnie).
Poza tym, tam gdzie stoję, za cały dzień zapłacę maksymalnie 50 Kc, a płatny jest tylko od 7 do 20. Na rynku jest inny cennik, zwiększony dodatkowo dla kamperów. Płatne od 0 do 24 i za ponad 5 godzin chcą 250 Kc.
Internetu na parkingu nie ma, jest w IT na rynku.

20:45
Wyjeżdżając w sierpniu miałem w planach święto winobrania w Znojmie, 12 i 13 września ale chyba sobie odpuszczę.
Musiałbym nocować na campingu, jest blisko centrum, ale ... ceny :) Za człowieka 100, za kampera 100, ale jeśli z prądem, to już 300 (zdierstwo). W dodatku w czasie winobrania wszystkie ceny o 50% wyższe. Czyli za dwie noce wychodzi 1.200 Kc. Do tego trzeba doliczyć bilet wstępu (250) do centrum na imprezy. Wyobrażam dobie, jakie będą ceny w budkach z jedzeniem i piciem. Za blisko austryjackiej granicy. Podobnie w Hrensku i Deczynie (blisko Niemiec) było drożej (za knedliki z mięsem płaciłem 100 do 150), a dzisiaj w Taborze zapłaciłem, razem z kofolą tylko 88.
Mam nadzieję, że i w tym roku będę na winobraniu w Tokaju. W tym roku będą 3-4 października. Jednak morawskie wino czy burczak, to nie to, co węgrzyn :)


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 9 września 2014

Karlsztejn

12:30
Rano były jeszcze większe mgły, niż wczoraj. Szczęśliwie nie pada, więc nie ma problemu.
Do Karlsztejna pojechałem trasą która wg mapy miała najmniej zakrętów, ale okazało się, że nie jest to droga którą jeżdżą autobusy.
Zamek robi wrażenie, nie tyle wystrojem wnętrz, co swoją konstrukcją, bryłą. Mają trzy trasy: I za 170 Kc, podstawowa (tę wybrałem), II za 300 Kc pokazuje kaplice itp, III za 150 Kc to wielka wieża, czyli skarbiec Karola IV.

21:00
Początkowo myślałem o noclegu w Pribram, ale nie był to dobry pomysł. Na mapach i zdjęciach wyglądało wszystko OK, a w praktyce lipa. Zapchane samochodami centrum, cudem udało mi się wcisnąć gdzieś na chwilę, na nocleg w centrum zupełnie się nie nadaje.
Następny planowane miejsce, to Pisek. W roku 2002, kiedy czesi mieli swoją powódź tysiąclecia, woda pokryła cały most, oczywiście mocno go zniszczyła, zniszczyła też nabrzeża. Kilka lat później, dzięki dotacjom z UE odbudowali, odremontowali starówkę i teraz robi wrażenie. Centralny plac to duży parking (płatny tradycyjnie od 8 do 18), jak się dobrze ustawić, to i WiFi ma się w kamperze. Jestem pod wrażeniem tego miasta, każdemu, kto będzie tędy przejeżdżal polecam zarezerwowanie kilku godzin na powłóczenie się po tutejszych uliczkach.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 8 września 2014

Beroun

9:00
Pogoda typowo jesienna. Rano niska mgła, teraz się trochę podniosła i widać ciemne chmury wiszące nisko. Taka pogoda rozleniwia.
Wstyd się przyznać, ale będąc wiele razy w Czechach, jakoś nigdy nie trafiłem do ich najważniejszego i najbardziej znanego zamku, czyli do Karlsztejna.
Z Beroun mam do niego kilkanaście km, ale dzisiaj poniedziałek i zwiedzania nie ma. Siedzę więc w Beroun do jutra. Od 14 czynny miejscowy aquapark (są bąbelki i podobne przyjemności) a nocleg znowu w centrum.

18:00
Po porannych mgłach i chmurach zrobił się słoneczny i upalny dzień. Wybrałem się więc na niedźwiedzie, czyli do Medvednika, zagrody na górze miejskiej z trzema 4 letnimi miśkami. Na tej samej górze, na szczycie, niedawno wyremontowana wieża widokowa.
Później, jak planowałem, moczenie się. Szału nie ma, duża niecka, w niej dwa gejzery, grzybek i dwa silne strumienie sijające ze ściany, kilkanaście miejsc leżących, z bąbelkami. Dobre było to, że dzialało to wszystko bez przerw. Ale woda to nie miała obiecanych 30 stopni.
Opócz tego dwie zjeżdżalnie - mała i średnia, też bez szaleństw. No i niecka praktycznie okupowana przez wszystkich, z wodą cieplejszą i siedzeniami z bąbelkami, też działające cały czas. Przy basenie mały bufet. Oprócz tego zwyczajny basen pływacki.
Narzekać nie ma co, dwie godziny, za 130 Kc (czyli około 20 zł) jest w sam raz.
Pod wieczór nie wytrzymało, przeszła mała burza, ochłodziło się i jest o wiele lepiej.
Właśnie zauważyłem, że po drugiej stronie placu zatrzymał się inny kamperek, pewnie też na noc. Później sprawdzę, kto on jest.

Już wiem, to tubylec, ze stałą kartą parkingową.

Dzisiejsze fotki.

niedziela, 7 września 2014

Dalej Czechy

8:00
Śmieszne mieli ceny na tym piwnym festynie. Poza jedzeniem na wagę, reszta po 50 Kc, kiełbaska, kanapka z serem, langos. Placek ziemniaczany jak zważyli, to też wyszło 50 koron. Czyli wczoraj za jedzenie zapłaciłem 150 Kc czyli około 25 zł. Tanio, jak za obiad i kolację i to na takiej imprezie :)
Małe piwa były od 15 do 23 (te najmocniejsze). Ja za swoje piwa zapłaciłem ok 53 Kc czyli jakieś 9 zł.
Słońce ładnie świeci, załogi sąsiednich kamperków jeszcze śpią, pewnie balowali na festynie do północy, jeśli nie dłużej. Właśnie jeden czeski kamper odjechał, ten stojący za mną, na końcu
Ja też się zbieram. Pierwszy planowany postój, na śniadanie, za ok 30 km, Rakovnik. Może tam w centrum upoluje internet.
Po śniadaniu Krivoklat, stary zamek i rezerwat wpisany na liste UNESCO.

14:00
Nie chiało mi się łazić prawie dwie godziny i zwiedzać wnętrz. Pewnie zamek jak zamek, a kilka już w środku widziałem. Zamiast tego odwiedziłem małe muzeum motorów Java. Moja stara Javka 20 też w nim jest, tylko że czerwona, a ja miałem zieloną.
Obiad pod zamkiem, gulasz z knedlikami i kofola.

19:00
Ach te czeskie górki. Z Krivoklat do Beroun niby niedaleko, 25 km ale najpierw 10 km podjazdu. Mruczek się wlecze na 2 a ja ze strachem obserwuję temperaturę. Wskazówka doszła do czerwonej kropki, na szczęście tuż przed szczytem.
Tak jak planowałem, parkuję na noc (do 7) w samym centrum, na Husovom namesti. Parking w niedzielę za darmo, na przeciwko hotel z restauracją i barem. Zamówiłem kawę po algiersku i dostałem hasło do ich WiFi :)


Dzisiejsze fotki.

sobota, 6 września 2014

Czechy

8:20
Doczytałem właśnie, że działa tutaj kamera internetowa i Mruczek był całą noc obserwowany :)

Na dzisiaj mam w planach Louny i Zatec, tam muzeum chmielarstwa.

Zatec 13:00
Trafilem na 57 już święto chmielu, DOCZESNA, jak sami piszą, Najvetsi slavnosti chmele v Evropske unii.
Centrum oczywiście zamknięte, gości najechało wielu, wiec mapa i GPS zrobiły się nieprzydatne. Pokręciłem się trochę w okolicach Nam. Svobody i stwierdziłem, że niech Mruczek szuka jakiegoś miejaca dla siebie.
No i znalazł, zaraz koło browaru, ślepa uliczka, a na niej już stojące trzy czeskie kamperki i jeden brytyjski. Porozmawiałem z czechami, będą tu nocować. Mówili też, że rok temu też tu stali. Czyli mogę, pierwsze piwo właśnie pije.
Ogólnodostępnego WiFi nie znalazłen, ale w kasynie dali mi hasło do swojego AP.

19:00
Zjadłem "tradycyjny" czeski placek ziemniaczany, smaczny, podobny trochę do litewkiego z makiem, tylko że ten bez maku, zjadłem kiełbaskę, bacove haluski, langosa tutaj jeść nie będę. Dla mnie to madziarskie a nie czeskie czy słowackie jedzenie.
Stare czeskie przysłowie mówi, że pierwsze i ostatnie piwo nigdy nie smakuje, dlatego właśnie pije trzecie (wszystkie małe i 11, więc spokojnie : ).
Na rynku coraz więcej ludzi, coraz weselej chociaż od 3 godzin straszy burzą, już nawet grzmiało, ale szczęśliwie nie pada.
Tutaj też jest kamera internetowa
Tak właśnie teraz to wszystko wygląda.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 5 września 2014

Czechy

9:00
Dzisiaj od rana niebo bez chmur. Na sobotę już zapowiadają zachmurzenie a w niedzielę deszcze. I twierdzą, że to już definitywny koniec lata i ładnej pogody.
Dzisiaj się wybieram kamperem przez Vysoką Lipę do Czeskiej Kamenicy (tam jest jakiś zamek) i później do Decina, na obiad pod zamkiem (denne menu: zupe + drugie danie za mniej niż 100 Kc).
Co dalej, jeszcze nie wiem :)

17:00
Litomerzyce tak są opisywane przez czechów:
Miasto królewskie Litomierzyce (Litoměřice) u zbiegu Łaby i Ohrzy należy do najpiękniejszych w Republice Czeskiej. Rozległe centrum historyczne miasta liczy dziesiątki ulic i placów. Kolorowe gotyckie, barokowe i renesansowe budynki, położone bezpośrednio w centrum miasta, otoczonym w dużej części zachowanymi gotyckimi fortyfikacjami oczarują każdego. Magii Litomierzyc uległ nawet największy czeski poeta romantyczny Karel Hynek Mácha. Słynne wino z pobliskiej miejscowości o nazwie Velké Žernoseky z pewnością dodatkowo uprzyjemni spacer po mieście.
Dodam od siebie - w centrum duży plac, parking płatny od 8 do 17 (zapłaciłem dwa razy po 10 Kc i mogę stać do jutra), dookoła knajpki, kafejki, winiarnie i jest darmowe WiFi. Domy odmalowane, wylizane, zamek .... odbudowany. Trzeba raczej powiedzieć zbudowany od nowa. Na zdjęciach z 1971 roku widać, że była to smutna ruina, mizerne resztki ścian, nic więcej. Odbudowali i w środku są różne sale widowiskowe, na wykłady i prelekcje, jest winoteka itp. Nie wchodziłem do środka, bo co tam oglądać.
Nagle, po kilku dniach chłodu zrobiło się wręcz upalnie. Siedzę w cieniu, pod parasolem, przy kawie, w krótkich spodniach i jest mi gorąco. Pochodziłem chwilę po samym centrum, ale więcej nie dam rady. Pójdę jeszcze raz, już po zachodzie słońca, domy powinny być ładnie podświetlone.
Właśnie przed chwilą przy stoliku obok usiedli holendrzy, którzy stali obok mnie w Mezni Louka :)

21:45
Na tablicy informacyjnej dla turystów, zrobionej już w nowej, interaktywnej technologii znalazłem odnośniki do różnych filmików na YT. Na przykład taki:
Prochazka mestem Litomerice
albo taki
Vitame Vas w Litomericah

Dzisiejsze fotki.

czwartek, 4 września 2014

Pravcicka Brana

11:00
Pravcicka brana jest śliczna ale ładniejsze są skały dookoła. Jak to u czechów, na górze hotel, knajpa, piwo i jest nawet darmowy internet. Właśnie to piszę siedząc pod bramą.
Więcej zdjęć wyślę później.
Zdjęcia poszły.

18:00
Trasa śliczna. Dobrze, że wyszedłem tak wcześnie (zaraz po 8) i mogłem się sycić szumem lasu, śpiewem ptaków w samotności. Później już tłumy szły w obie strony. Trasa od strony Mezi Louky jest o wiele ciekawsza, dłuższa, ale za to podejście mniej strome. Szkoda tylko, że rano jeszcze były mgły, ale i tak wszystko było widac, a przecież nie można mieć wszystkiego.
Nie wiem, co dalej. Pierwotnie planowałem tutaj góra dwa dni, ale miejsce sympatyczne, pogoda się poprawiła i do niedzieli ma być ładnie i ciepło. Chyba jednak jutro pojadę dalej, już sobie wstępnie rozpisałem trasę na najbliższy tydzień.



Dzisiejsze fotki.

środa, 3 września 2014

Decin

13:00
Rano zaczęła być widoczna zmiana pogody, chociaż chmury wisiały nisko, zaczepione o wierzchołki drzew. W czeskim radio też zapowiadali koniec deszczów. Wyprawa do skalnej bramy, czyli w miejsca widokowe przy takich chmurach jest bez sensu.
Ponieważ skończyły mi się korony z zeszłego roku, na campingu kartą nie zapłacę, w restauracji kartą od 300 koron (mięso z knedlikami i kofolą niecałe 200), i musiałem wczoraj płacić euro. W Hrensku nie na żadnego bankomatu, albo na granicy, albo Decin.
W Decinie jest UniCredit, więc wypłata bez prowizji, poza tym mają aquapark z wodą termalną. Korony pobrałem, sle z moczenia się nici, remont.
Zaparkowałem nad rzeką i na zamek. Byłem, zobaczyłem a teraz jem obiad (tzw menu, czyli za 90 Kc).
Na noc wracam do Mezni Louka, a jutro rano na skałki.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 2 września 2014

Hrensko

12:00
Całą noc padało, pada od rana. Mimo to zebrałem się i wybrałem przełomy. Autobusem dojechałem do Mezni (za 11 Kc) i w drogę. Zejście ostre, nie dałbym chyba rady podejść. Pierwotnie planowałem dziki przełom, ale obawa przed wchodzeniem tyle pod górę zmieniła moje plany. Przy Meznim mostku skręciłem w prawo i "zaliczyłem" Cichy przełom. Miejsce na prawdę fantastyczne, a deszcz, mgła dodawały mu tajemniczości.
Siedzę w Hrensku, w knajpie z WiFi, zjadłem czesnaczkę, popiłem piwem i czekam na autobus do Mezni Louka, a deszcz cały czas pada.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 1 września 2014

Saksonia

(pisane 31.08.2014, godz. 20:00)
Ciężko jest bez sieci .... :)

Połaziłem trochę po starówce, nawet przestało padać i słońce chwilami nieśmiało wyglądało zza chmur. Wiele budynków niedawno odnowionych, pomalowanych i wszysto wygląda uroczo.
Zaszalałem i w lodziarni zamówiłem "bananową fantazję" - porcja mnie pokonała, nie byłem w stanie wszystkiego zjeść. Za to mam kolację z głowy.
Żeby nie było za dobrze, to padła mi chyba karta pamieci w telefonie. Niby drobiazg, ale na niej miałem mapy off-line do locusa a co gorsza, na niej zapisywałem wszystkie zdjęcia. Szkoda :(
Na stellplatz'u w Bautzen tłum camperów, razem z Mruczkiem jest teraz 11 sztuk - jeden holenderski i dziewięć niemieckich.

6:00
Odpukać, nie pada, ale całe niebo zachmurzone. Mam nadzeję, że ten front sobie poszedł.
Po spokojnej nocy, na śniadanie przeniosłem się pod McD, tzn śniadanie w Mruczku, w McD wypije tylko kawę i może uda się ściągnąć utracone mapy.

11:00
Mała zmiana planów. Chciałem najpierw jechać na Basteje, ale chmury nisko, trochę kropi, bez sensu w taką pogodę, i tak niewiele byłoby widać. Podjechałem kilka km dalej, Bad Schandau. Zaparkowałem pod wieżą widokową, koło tutajszych term (15€ za 2 godz) i teraz siedzę w tramwaju.
Jedyna linia górska, 8 km długości. Bilet w obie strony kosztuje 8€ (w jedną kosztuje 5€) i mogę cały dzień jeździć w górę i w dół. Tramwaje odjeżdżają co pół godziny i pół godziny trwa jazda w jedną stronę.
Hi hi, na górze, przy wodospadzie, darmowe WiFi za samo podanie emaila :)

17:00
Rano nie dojechalem do Rathen, na prawy brzeg, to po południu zaatakowałem od lewej strony. W Googlu widać duży parking i tam planowałem nocleg. Niestety, kamper na parkingu nocować nie może, odsyłają na stellatz (czytałem wcześniej w sieci - postój, z prądem, za jedyne 15€). To na parkingu przy ostatnim przystanku tramwaju, parkowanie za całą dobę 4€ i nie ma zakazu dla kamperów. Napędzanie klientów jednemu człowiekowi.
Wkurzyłem się i pojechałem do Mezni Louka, już po czeskiej stronie. Tutaj śmiesznie, jest parking, na nim WC, za dzień postoju kampera 200 Kc, a na campingu, zaraz obok - 200 kamper, 70 dorosły (prąd drogo liczą, 140 Kc, czyli prawie 6€, więc się nie podłączyłem) ale mam porządne sanitariaty i umywalnię. Na razie pada, więc znowu siedzę w knajpie.
Oby jutro nie padało, bo są conajmniej dwie rzeczy warte zobaczenia: największa w Europie brama skalna (Pravicka brana) do której się idzie ścieżką Gabriela. W sumie około 3 godziny.
Drugie ciekawe miejsce to Dziki Przełom (Divoka souteska), którą częściowo pokonuje się łódką - w sumie niecałe dwie godziny.
Mruczek już odstawiony, więc mogę. Siedzę w knajpie, gdzie opócz piwa jest internet, powysyłałem już wczorajsze, zaległe zdjęcia.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Niemcy

10:00
Rano nawet świeciło słońce, teraz niebo się zaciągnęło i pada. Prognozy mówią, że tak ma być cały dzień. Mam nadzieję, że jutro się trochę poprawi, bo chodzenie po górach, nawet tych niskich, w deszczu nie należy do przyjemności.
Dzisiaj w planie niewielki odcinek, zaledwie 50 km do Budziszyna, więc nie mam powodów by się śpieszyć.
Tutejszy jarmark inny, niż ten trójmiejski, czuć więcej luzu, spokoju, nastroju relaksu i zabawy. Gdyby jeszcze nie ten gotycki alfabet i język niemiecki ... :)
Świetnie się spisywał googlowy tłumacz (wersja off line, ściągnąłem wcześniej słownik niemiecki), więc mogłem rozszyfrować np jakie wina sprzedają :) 

14:00
Rozpadało się na dobre. Dojechałem do Budziszyna, zaparkowałem koło starówki (niedziela, więc i pusto i za darmo). Trochę pochodziłem, ale zaczęło równo lać. Szukałem McD, okazało się, że przeniósł się 3 km na wschód.
W McD dają 2 godziny darmowego internetu, ale na zewnątrz jest za słaby sygnał. W centrum miasta też dają 2 godziny, ale tam nie udało mi się wysłać ani jednego zdjęcia.
Dawno temu o krajach tzw demokracji ludowej mówiło się, że to niby ten sam obóz, ale polski barak jest najweselszy. Mam wrażenie, że to nadal jest aktualne. Darmowe WiFi w McD, ale muszę podać swój nr telefonu, bo SMSem dostanę kod dostępu. W Czechach, na Słowacji, u Madziarów mogę kupić kartę SIM prepaid, ale żeby z niej skorzystać, muszę się zarejestrować, podać swoje dane osobowe. U nas ciągle jest weselej.

Dzisiejsze zdjęcia idą (co chwile komunikat "błąd serwera" - czyżby cenzor oglądał każde zdjęcie ?).

sobota, 30 sierpnia 2014

Niemcy

9:00
Wyjechałem koło 8, droga pusta, jedzie się spokojnie.

11:00
Dotarłem do Zgorzelca. Przez chwilę trochę kropiło, ale szczęśliwie przestało. Herbatka i zaraz idę na zwiedzanie miasta.

13:00
Myślałem, że w Zgorzelcu posiedzę góra godzinę i pojadę dalej, a tu Jakuby, czyli jarmark, święto, występy itp.
Miejscowi twierdzą, że najlepsze rzeczy dzieją się po niemieckiej stronie, zaparkowałem więc w Polsce, niedaleko mostu Staromiejskiego (po nim ma iść parada kostiumowa) i przed 14 pójdę na rynek.

19:00
Chmury przeszły, przestało padać, coraz więcej ludzi ściąga na teren jarmarku. W kilku miejscach sprzedaja wina z różnych owoców (wiśnia, tarnina, czarny bez, jabłko, banan itp). Wypiłem 100 ml wina wiśniowego, od razu mam inny nastrój i wiem, że zostaję w Zgorzelcu do jutra :)

piątek, 29 sierpnia 2014

Wrocław

7:30
Sezon grzewczy w Mruczku rozpoczęty. Na dzisiaj zapowiadają ok 24 stopni, ale nad ranem zmarzłem i musiałem włączyć ogrzewanie, na dworze było 8, 9 stopni.
Dzisiaj w planie mam spokojnie pokręcić się trochę po mieście, a jutro dalej w trasę - kierunek Zgorzelec, Budziszyn (tam planuję nocleg na darmowym stellplatz'u). Później Szwajcaria Sasko-Czeska. Z siecią pewnie będzie problem, zwłaszcza u niemców, więc wyślę tylko tekst, zdjęcia doślę później, jak będzie WiFi. 
 

13:30
Kiedyś to była Hala Ludowa a w niej kino Gigant. Teraz się nazywa Hala Stulecia, jest wpisana na listę UNESCO, i ma swoje własne muzeum, czyli centrum poznawcze.
Bilet kosztuje od 12 zł wzwyż, ale dzisiaj już się szykują do niedzielnych zawodów, cześć komputerów padła i niektórych eksponatów multimedialnych nie ma. Wydębiłem jeszcze dla siebie zniżkę emerycką i zapłaciłem zaledwie 4,50.
Pooglądalem wystawę, pooglądałem filmy o budowie hali, o Wystawie Ziem Odzyskanych, o budowie iglicy. Można też było wejść na trybuny i obejrzeć halę od środka.

21:30
Coś jest nie tak z wrocławskim rowerem miejskim.
Elektrozamki nie działają, rowery przypinane łańcuchami. Niby drobiazg, ale wczoraj dwa razy nie udało mi się roweru odpiąć.
Sporo rowerów uszkodzonych, porozwalane siodełka, przeskakująca przerzutka.
Skanuje qrkod roweru, nr jest rozpoznawany ale mam komunikat, że tego roweru nie mogę wypożyczyć. Inny rower - nie można rozpoznać qrkodu, chociaż nalepka nie jest uszkodzona. Na stacji są 4 rowery i żadnego nie można wypożyczyć, bo na wielu stacjach wypożyczenie tylko telefonem.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Wrocław

20:30
Jak za dawnych czasów, w 11 godzin (od 8 do 19) zrobiłem prawie 600 km. Po drodze godzinna przerwa na spotkanie z Jarkiem i pół godziny na obiad.
Później napiszę troche więcej, teraz jade na rynek. 
 
21:30
Zmienia się Wrocław, zmienia. Na Liskego wycieli tę dużą wierzbę płaczącą na rogu z Sopocką.
Na placu koło IX LO wybudowali hotel.
Oławska zastawiona ogródkami i parasolami, w okolicach rynku coraz mniej sklepów, coraz więcej knajpek.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 15 sierpnia 2014

Jeszcze w zielone gramy ...

Znalazłem dzisiaj na YT nagranie z finału Gali 25-lecia Teatru Atelier w Sopocie, 10 sierpnia 2014, czyli tego koncertu na którym byłem ostatniego dnia w Sopocie.Widać w jakim wesołym i przyjacielskim nastroju odbywał się cały, trzygodzinny koncert.


Fragment tekstu z tej piosenki, który podbudował moja psychikę:

Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra, a oliwa sprawiedliwa 


wtorek, 12 sierpnia 2014

Krótkie podsumowanie (finansowe)

Czas trochę pomarudzić o pieniądzach :)

1. W Trójmieście spędziłem 24 noce. Za noclegi na campingach zapłaciłem 480 zł, czyli średnio za noc wychodzi 20 zł. Całkiem nieźle, jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę, że większość czasu spędziłem w odległości  ok 100 m od brzegu morza. Za paliwo zapłaciłem ok 500 zł czyli całkowity koszt wyniósł ok  tysiąca złotych (jedzenia nie liczę, bo jeść trzeba wszędzie).

2. Codziennie na placu przed molem w Sopocie oglądałem dziewczynę na wózku, w wieku mniej więcej takim jak Kacper. W ciągu dnia pod akompaniament z płyty typu karaoke śpiewała, a wieczorem, wraz z innym człowiekiem sprzedawała różne świecące gadżety. Pisze o niej bo jest ewidentnie niepełnosprawna. Było też wielu innych młodych ludzi: grających na różnych instrumentach, śpiewających, tańczących, robiących różne pokazy - wszyscy w wieku ok 20 -25 lat. Spędzali miło wakacje nad morzem i równocześnie zarabiali.
A Kacper ? No cóż, woli korzystać z komornika, bo "jemu się należy", bo potrzebuje nowa deskorolkę.

3. Pisałem wcześniej o cenach ryb w Trójmieście. Dzisiaj zauważyłem, że tuszki flądry najtańsze są w Carrefour w Białymstoku - zapłaciłem za nie 3,99 za kilogram :)  W sklepie za oknem wędzona makrela też jest tańsza niż nad morzem.

Jak śpiewał Niemen - dziwny jest ten świat.


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Powrót

O wczorajszym koncercie powiem tylko - wspaniały. Nieżyjący już Zygmunt Kałużyński (znany krytyk filmowy i felietonista) twierdził, że film ocenia się tyłkiem. Jeśli widz zaczyna się w czasie seansu wiercić, kręcić, krzesło zaczyna mu przeszkadzać, to znaczy ze film był do ...... niczego :) Na wczorajszym koncercie trzy godziny stałem na plaży na piasku i nawet nie zauważyłem że to tak długo trwało.
Obudziłem się dzisiaj rano, przed 6, popatrzyłem na chmury na niebie, obejrzałem zdjęcia satelitarne i stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć jeszcze kilka godzin w Sopocie, więc się szybko spakowałem i ruszyłem  drogę. Cały czas w upale, front burzowy miałem za plecami, więc bez zbędnych postojów dojechałem do Białegostoku.

Teraz kilka dni przerwy, może po niedzieli ruszę znowu.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Niedziela w Sopocie

10:00
Wczoraj wieczorem chciałem jeszcze pojechać w okolice mola, stawiali tam jakieś estrady i pewnie coś się działo, ale zabrakło sił i chmury się zbierały, więc sobie odpuściłem. Wypiłem jeszcze Radlera (słabe piwo z grapefruitem i limonką) i jak przewidywałem - padłem i przespałem do rana.
W nocy padało, widać ślady deszczu ale od rana ładne słońce. Teraz zaczyna przypiekać, chyba jednak będzie jeszcze jakaś burza.
Pierwotnie planowałem, że dzisiaj pod wieczór pojadę do Buczyńca (darmowy camping koło śluzy) i w poniedziałek rano do Białego, ale dzisiaj niedziela i pewnie drogi będą zapchane, więc chyba ruszę jutro. Apelacja musi być złożona do 15, więc jeszcze zdążę podpisać papiery pani mecenas.
Na razie siedzę na Monciaku, popijam kawę i oglądam miejscowe koty lawirujące między turystami :) 

14:30
Podjechałem w górę Sopotu, w stronę Opery Leśnej, chciałem zobaczyć Morskie Oko. Jeziorko jak jeziorko, za to karczma góralska ... robi wrażenie. Jak na nadmorskie miasto, dwie karczmy góralskie (druga w Kamiennym Potoku, przy plaży) to chyba przesada.
Do samej opery już mi się nie chciało iść (znowu pod górę), zjechałem na dół, a tam na plaży mistrzostwa rugby. Posiedziałem, pooglądałem i przy okazji dowiedziałem się, że wieczorem, na trójkowej plaży będzie koncert z okazji 25-lecia teatru im A. Osieckiej. To już wiem, co będę robił wieczorem.
Obiadek w barze mlecznym w Jelitkowie, chłodnik, duszona młoda kapusta z ziemniakami - całe 11 zł.