poniedziałek, 15 lipca 2013

Kolejny poniedziałek na Stogach

Pochmurno, wieje ale przyjemnie. Las sosnowy ślicznie pachnie, powietrze z jodem w dużych ilościach nawiewa z nad morza, świetna miejscówka. Wybrałem się dzisiaj do Górek Zachodnich, do wędzarni, kupić ryby prosto z komina. Zafundowałem sobie wędzone śledzie i okonia morskiego. Za cztery duże śledzie i dwa okonie zapłaciłem 25 zł. Starczy tego na trzy posiłki, więc cena bardzo przyzwoita.


Dzisiaj zamiast schabowego były właśnie świeżo wędzone rybki z duża ilością pomidorów, okoń był pyszny.

21:00
Po obiedzie zrobiłem sobie kilkukilometrowy spacer po plaży i udało się nawet znaleźć trochę bursztynów :)



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 14 lipca 2013

Niedziela w Gdańsku

Pół dnia przesiedziałem na campingu - słońca trochę było ale ogólnie dość chłodno. Po południu wybrałem się na FETE.

Pooglądałem kilka spektakli.


Zbierające się chmury i silny wiatr wygonił mnie na camping, Wolałem nie ryzykować nocnego powrotu w deszczu.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 13 lipca 2013

Mokry Gdańsk

Pogoda się załamała, deszcz, wiatr, zimno, nic się nie chce robić. Miejscowe koty też cały dzień śpią.


Prawie cały dzień przesiedziałem w kamperze, trochę czytałem, trochę katowałem komputer, dopiero po obiedzie poszedłem na mały spacer po plaży. Mam nadzieję, że jutro będzie lepsza pogoda - wypada pojechać do Żabiego Kruka na ostatni dzień FETY.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 12 lipca 2013

Gdańsk FETA

11:00
Dołożyłem następne zdjęcia (tym razem z aparatu) do wczorajszego albumu. Impreza cieszy się sporą popularnością, ludzi, w różnym wieku było sporo.
Zaczęło się od parady w stylu cyrkowym w trakcie której były dwa przystanki z różnymi pokazami. Na pierwszym artyści budowali wieżę z dużych bali drewnianych na drugim były pokazy typowo cyrkowe - żonglerka, gimnastyka na linie itp.


O 22 zaczął się niesamowity koncert. Podkład muzyczny leciał z taśmy, artyści używali różnych rzeczy jako instrumenty perkusyjne. Do tego ciekawie zaplanowane efekty ognia i piękne fajerwerki.


Pogoda niestety się załamała, w nocy padało, teraz tez co chwila kropi i mocno się ochłodziło.

20:00
Niestety, dzisiejsze spektakle FETY musiałem sobie odpuścić, serducho dało znać o sobie. Stres ostatnich dni jednak zostawił ślad. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 11 lipca 2013

Gdańsk

Wczoraj opisany problem został załatwiony. Jednego dnia zabierają kwotę, następnego dnia oddają część (nadpłatę)  i wg nich wszystko jest OK. Tylko nikt nie bierze pod uwagę zdenerwowania człowieka (czyli mnie).

Pogoda rano zapowiadała się nieciekawie, prognozy też mówiły o deszczach i burzach. Pochmurno, chłodny wiatr, chwilami nawet kropiło ale przeszło i teraz, o 15 jest całkiem ładne słoneczko. Pokręciłem się po starówce, zajechałem na Żabi Kruk.


Tam dowiedziałem się, że właśnie dzisiaj zaczyna się XVII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych I Ulicznych. Trzeba będzie się na to wybrać. Tutaj można poznać program festiwalu.


Do kampera wróciłem tuz przed północą. 


Dzisiejsze fotki.

środa, 10 lipca 2013

Ech ....

10:00
Urzędnik państwowy wydaje prawomocną decyzję a kilka dni później inny pracownik tej samej instytucji postępuje niezgodnie z tą decyzją. I to jest podobno zgodne z prawem. Niemożliwe ? W naszym kraju wszytko jest możliwe. A tą instytucją jest Sąd.
Rolą sądu jest też wychowywanie, nauczanie obywateli. Czego ja się nauczyłem ? Tego, że prawomocny wyrok sądu jest tyle wart ile kartka papieru na jakim został napisany, więc nawet nie nadaje się do celów "sanitarnych".
Żeby za dużo nie myśleć, wsiadłem do tramwaju i jadę do Jelitkowa, a później pojadę promenadą w stronę Gdyni.

16:00
Dojechałem tylko do Sopotu, pokręciłem się trochę, wypiłem kawę i wróciłem do Gdańska.


Pochmurno, wiatr, nawet przez chwile trochę padało - nie chciało mi się gnać dalej, do Gdyni. Dojechałem do Nowego Portu, pooglądałem zabytkową latarnie morską, trafiłem akurat na godzinę 14, więc miałem okazję zobaczyć opadająca kule czasową.


Podjechałem potem do Brzeźna wsiadłem w 3 i spokojnie, tramwajem na Stogi.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 9 lipca 2013

Trójmiasto

15:00
Może tytuł trochę na wyrost, w Gdyni dzisiaj nie byłem. Najpierw dojechałem stałą trasą do Długiego Targu, później na dworzec i w SKM, do Oliwy. Pochodziłem po parku, bo rowerem jeździć nie wolno, wysłuchałem krótkiego koncertu organowego w katedrze i spokojnie, ulicami, pojechałem do Sopotu.


Smaczny obiadek zjadłem w jadłodajni, za kilkanaście złotych a teraz siedzę koło latarni i odpoczywam.

21:00
Dzisiaj w sumie przejechałem na rowerku 38 km - nieźle, aż tyle nie planowałem ale tak wyszło. W Sopocie pooglądałem sobie Camping "Przy Plaży". Lokalizacja świetna, dla kogoś kto chce mieć plaże pod nosem, do centrum Sopotu blisko, ceny prawie takie same jak w Stogach (tutaj zapłacę 47 za noc - tam zapłaciłbym 51), tylko że nie ma WiFi. Oglądając camping natknąłem się na kamperka z Białegostoku. Chwilę porozmawialiśmy, wymieniliśmy się adresami internetowymi swoich wspominków - i pojechałem dalej.
Dojechałem do Brzeźna, wejście na molo tutaj jest za darmo ale prawie połowa jest zamknięta z powodu remontu.




Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Gdańsk - poniedziałkowe lenistwo

10:00
Po dwóch dniach dość intensywnych najwyższa pora na lenistwo. Nie planuje dzisiaj żadnych dalszych wyjazdów (tylko 2 km do sklepu, uzupełnić zapasy). Zaraz idę na plaże, wypada wreszcie zamoczyć chociaż stopy w Bałtyku :)

14:00
Połaziłem po plaży, nawet się wykąpałem - woda nadal słona. Później dałem się namówić na plażowa bibliotekę i jedna książkę czytam.


Pora na obiadek i sjestę.

22:00
Wieczorem podjechałem na mały spacerek po plaży, dzięki uprzejmości Ewy - mam nawet zdjęcia z tego spaceru.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 7 lipca 2013

Gdańsk niedziela

Dzisiaj główną atrakcja była parada jachtów na zakończenie Baltic Sail. Ulokowałem się po Wyspie Spichrzów, pod Filharmonią i miałem dobre miejsce do obserwacji. Przedefilowało łącznie około 90 różnych jednostek, od dużych jachtów, po różne maluchy, była nawet jedna deska z żaglem.


Paradę tradycyjnie otwierały jednostki Policji i Straży Pożarnej a kończył największy jacht, który mógł wpłynąć na Motławę - Minerwa. Prezentowała się wspaniale, z podniesionymi wszystkimi żaglami.


Po szybkim obiadku wsiadłem do wodnego tramwaju i popłynąłem linią nr 6 na drugi koniec Stogów, skąd już na rowerku na camping. Wyszło trochę mniej km niż wczoraj - bo tylko 23.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 6 lipca 2013

Gdańsk sobota

Miał być odpoczynek a jestem bardziej zmęczony niż wczoraj :)  Przejechałem dzisiaj na rowerze (składaku) 32 kilometry.



Pogoda śliczna - nie za gorąco, lekki wiaterek, jak to nad morzem, słoneczko świeci - tylko jeździć.
Rano pojechałem na Długi Targ, pooglądałem jachty na Motławie, pokręciłem się i pojechałem do Nowego Portu, oglądać największą dzisiejsza atrakcję czyli inscenizację bitwy morskiej.


 Sporo ludzi, kilka kolonii, a na wodzie dwa galeony strzelające, dymiące. Z twierdzy Wisłoujście też strzelali - fajna impreza.
Po bitwie przepłynąłem promem na druga stronę, obejrzałem z zewnątrz twierdzę i pojechałem na Westerplatte, gdzie zacumował największy jacht.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 5 lipca 2013

Kierunek Gdańsk

Zbierałem się, zbierałem i wreszcie wczoraj, koło 13 udało się wyjechać. Upalnie duszno ale jakoś przejechałem 300 km i dotarłem na pole biwakowe przy śluzie w Buczyńcu. Oprócz tego że remontują instalację na kanale elbląskim więc nie ma rejsów nic więcej się tam nie zmieniło. Komary tną jak w poprzednich latach, zasięgu telefonów praktycznie nie ma, TV (wspaniała, cyfrowa) nie dochodzi - analogowa jaka była taka była ale BYŁA. Kilka zdjęć z wczoraj  można pooglądać TUTAJ.


Dzisiaj rano, na śniadanie podjechałem na stacje benzynową w Pasłęku, a później S7 w stronę Gdańska. Jakiś niezbyt szczęśliwy dzień dzisiaj miałem. Najpierw telefon się zbuntował, nie mogłem wysłać z niego zdjęć do album,u picasy, później okazało się, że nie mogę ich też przerzucić z telefonu do komputera (czytając samą kartę pokazywało, że nie ma zdjęć w ogóle). Po dłuższych bojach i różnych sztuczkach - poradziłem sobie z tym problemem. Juz zadowolony że się uspokoiło zauważyłem,ze mój przedłużacz 12V zaczyna dymić, odłączyłem zasilacz komputera a to bydle dymi dalej. Wystraszyłem się, odłączyłem go w ogóle i musiałem opracować nową wersję zasilania kompa.
Zabrałem się do przerzucania zdjęć do internetu i kolejny ZONK - picasa "wie lepiej" na jakie konto chcę się zalogować. Niby pojawia się na chwilę okienko gdzie mógłbym wpisać inne dane ale po sekundzie samo znika a ja jestem logowany ciągle na jedno i to samo konto. Kiedyś już to miałem, pomogło odinstalowanie i zainstalowanie od nowa Picasy, ale ........... poprawili i teraz to nie działa. Odinstalowywałem kilka razy, ręcznie czyściłem rejestr, wywalałem wszystkie pliki związane z picasą i  NIC. Teraz muszę inaczej wysyłać zdjęcia do sieci.
Szczęśliwie dojechałem do Stogów, stoję w tym samym miejscu co w zeszłym roku i zaczynam odpoczywać.


Jutro w planie wyjazd do centrum Gdańska, trzeba koniecznie pooglądać te wszystkie żaglowce jakie tutaj zawitały na Baltic Sail.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 4 czerwca 2013

Druskienniki

Z Wilna do Augustowa, jadąc przez Druskienniki, jest tylko 20 km więcej. Postanowiłem więc tym razem się w drodze powrotnej pomoczyć w Aquaparku. Dodatkowy bonus jaki mam - to bilet jak dla dzieciaka (zdziecinniały starzec już jestem wg ich cennika ) czyli mniej niż 50% normalnego biletu.

Mruczka zaparkowałem najpierw koło kościoła i pokręciłem sie trochę na rowerze po kurorcie. Ślicznie zrobili teraz park, wysprzątane, nowe alejki, nowe nadbrzeże - ładnie to wygląda ale niestety, komary jak zawsze mnie dopadły.
Na wieczór zjechałem do Augustowa, nie chce mi się dzisiaj jechać dalej i nocuję na sprawdzonym już miejscu czyli pod poczta, w samym rynku.

Jutro rano - powrót do domu.

Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Wilno, dzień drugi

Kolejny dzień kręciłem się po mieście na Dahonku.

Trzeba dobrze poznać miasto, żeby nie trzeba było pokonywać wzniesień tylko po to by po chwili zjeżdżać w dół. Najlepsza trasą łącząca camping z centrum (Katedra, Zamek) jest trakt Gedymina i przejazd przez park Vingio. Tak właśnie wracałem wczoraj i dzisiaj.




Przy trakcie Gedymina trafiłem dzisiaj na restaurację serwująca potrawy regionalne i zapłaciłem za pełny obiad mniej, niż za zwyczajną pizze na starówce :)
Pogoda, jak widać po zdjęciach jest przychylna, słoneczko, trochę chmur ale spokojnie. Wieczorem na campingu znowu pojawiła sie parka kaczek, widać to ich stałe miejsce.
 Jutro już wracam, ale jeszcze nie wymyśliłem jak dokładnie będę jechał.

Dzisiejsze fotki.

niedziela, 2 czerwca 2013

Wilno

Pogoda dzisiaj typowo czerwcowa - ciepło, upalnie, duszno i później burza. Pojeździłem dzisiaj po mieście prawie 30 km i jestem trochę padnięty. Zacząłem oczywiście od Ostrej Bramy - niestety, nie znalazłem rozsądnego miejsca do zaparkowania roweru więc nie wchodziłem na górę Z ogłoszenia dowiedziałem się, że dzisiaj będzie procesja z okazji święta Bożego Ciała.
Zajrzałem też na Zarzecze (czyli Użupio) ale głównie jeździłem po centrum.

Trasa po mieście:

sobota, 1 czerwca 2013

Litwa

Noc minęła spokojnie, burze krążyły dookoła ale do mnie nie dotarły. Śniadanko w Morenie i przekroczyłem granicę. Spokojnie dojechałem na camping w Wilnie, ceny się nie zmieniły od zeszłego roku, hasło do WiFi - też nie :)

Przesiadłem się na rower i w miasto. Pasy rowerowe niby maja wymalowane ale jakoś tak na siłę, w wielu miejscach wąskie, pokręcone nie do końca przemyślane. No i oczywiście to co mnie denerwuje najbardziej czyli jest pas, nagle się urywa, bo jest jakaś przeszkoda i nawet nie ma żadnego znaku - po prostu znika droga dla rowerów.
Pogoda dopisała, cały dzień było słońce, za to teraz, pod wieczór robi się duszno i nieprzyjemnie - chyba w nocy dopadnie nas tutaj jakaś burza, bo krążą i krążą dookoła.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 31 maja 2013

Na Litwę

Jak co roku, już po raz jedenasty, jadę na początku czerwca do Wilna, do Ostrej Bramy.
Wyjechałem po południu, po pierwszej burzy ale i tak całą drogę towarzyszył mi deszcz.
Tym razem nocuję na stacji benzynowej w Gibach, ok 20 km od granicy.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 27 maja 2013

Pompa wodna

Kilka dni temu stara pompa wodna odmówiła współpracy. Udało mi się kupić nową w Białymstoku i to nawet trochę taniej niż w sklepach internetowych.

Dzisiaj zainstalowałem nową, sprawdziłem, działa :)

I znowu mam wodę w kamperze.

poniedziałek, 13 maja 2013

Zimni ogrodnicy

Pogoda mnie wygoniła - zimno, mokro, pochmurnie. Inne ekipy na campingu zwijały się po góra dwóch nocach, ja wytrzymałem trzy. W Rucianem zatrzymałem się w centrum, nawet na chwilę przestało padać, połaziłem trochę po porcie i zjadłem obiad (filet z indyka faszerowany szpinakiem - smaczne było :) ).
Od Pisza  nawet pojawiało się trochę słońca a w Białymstoku zbierało sie na burzę, duszno, parno, paskudnie. Na dobre rozpadało się dopiero po północy.




Dzisiejsze fotki.

sobota, 11 maja 2013

Mokre Mikołajki

Wczoraj wieczorem zagrzmiało, pobłyskało, popadało i pogoda się zepsuła.

Teraz nie pada ale nie wygląda to obiecująco. Na razie przygotowuję śniadanie i ....... myślę co robić dalej.

13:45
Pochmurno, ale nie pada, więc postanowiłem dalej realizować plan, czyli wycieczka do Wierzby. Jazda po mokrym piachu i to pod górę nie należy do przyjemności ale ta cisza, zapach wiosennego lasu po deszczu - bezcenny. Prom w maju jeszcze nie kursuje, więc pojechałem z powrotem do Mikołajek. Teraz siedzę w jednej z licznych knajpek nad jeziorem i czekam na obiad.
Dzisiejsza trasa rowerowa.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 10 maja 2013

Mazury na dwóch kółkach - Łuknajno

Dzisiaj tylko na Dahonku i trochę na własnych nogach się poruszałem. Najpierw podjechałem do Muzeum Ewangelickiego - ciekawe starodruki mają, warto je pooglądać będąc tutaj.
W centrum, na dużym ogrodzonym parkingu, zorganizowano specjalne miejsca dla  kamperów, z możliwością podłączenia się do prądu, nabrania wody, wyprowadzenia kota. Zastanawia mnie tylko, dlaczego cena  jest tam wyższa niż na campingu (parking - 50 zł, na campingu płace po 42 zł za dobę).
Później pojechałem, częściowo drogą asfaltową, częściowo gruntową do Łuknajna. Na miejscu - oprócz karczmy z rozsądnymi cenami - wieża widokowa na Śniardwy (płatną, ale można tę opłatę odliczyć w restauracji).

Powrót do Mikołajek, trochę się pokręciłem po centrum, zjadłem drugie danie - pyszne sielawy, kupiłem na kolacje kawałek węgorza i odpoczywam w Mruczku. Nie padało ale cały dzień duszno, paskudnie, czuć ten zbliżający się front.
Dzisiejszą trasę można pooglądać TUTAJ.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 9 maja 2013

Otwarcie sezonu

Zaczynam nowy sezon. Wypad krótki tylko, bo za kilka dni znowu muszę być w Białymstoku. Postanowiłem ten weekend spędzić na Mazurach - najbliżej, z sympatycznym miejscem do biwakowania są Mikołajki. Stąd dawno, dawno temu wyruszałem z Karolem i Szyprem na swoja pierwszą mazurska wyprawę, nasz anty-rejs :)


Na campingu pusto, dwa niemieckie kamperki, jedna niemiecka przyczepka no i Mruczek. Zaparkowałem, podłączyłem się do prądu i na rowerku półtoragodzinny wypad do centrum.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Przygotowania do sezonu

Mruczek po przeglądzie, po kontroli hamulców itp, gotowy do jazdy.
Miałem podejrzenia co do akumulatora rozruchowego ale na szczęście okazało się, że wystarczy doładować. Łazienka i lodówkę już umyłem. Był mały kłopot z pompą wodną ale okazało się, że tylko styki elektryczne trochę podrdzewiały i już wszystko działa.
Mała przejażdżka po mieście też już za nami

View 2013-04-22 Dahon i Mruczek by TedMruczek on Breadcrumbs

Powered by Breadcrumbs: manage, edit and share GPS tracks for free.

piątek, 1 marca 2013

Życie przerosło kabaret . . .

Niecały miesiąc temu  wysłałem do Ministra Sprawiedliwości skargę na działanie Sądu Rejonowego w Białymstoku. Przez grzeczność, kopię tego pisma dostarczyłem też do Prezesa SR w Białymstoku.

Dzisiaj dowiaduje się, że:
Prezes SR w Białymstoku, w moim imieniu ale bez mojego upoważnienia, zakłada sprawę sądową przeciwko (chyba) Sądowi Rejonowemu w Białymstoku (wszak na tę instytucję się skarżyłem).
A żeby wszystko było uczciwie i sprawiedliwie - sprawę rozstrzygać będzie ....... Sąd Rejonowy w Białymstoku.


poniedziałek, 5 listopada 2012

Do domu

Droga z Warszawy do Białegostoku cały czas w deszczu i chmurach. Nie miałem nawet jak pooglądać dokładnie obwpdnicę Zambrowa czy oddaną nareszcie nową trasę z Jeżewa do Białegostoku.


Dzisiejsze fotki

niedziela, 4 listopada 2012

Warszawa

Wczoraj pojeździliśmy z rodziną Ewy po kilku cmentarzach w Skierniewicach, dzisiaj spacer po zabytkowych Powązkach.


Wczorajsze i dzisiejsze fotki.

piątek, 2 listopada 2012

Zaduszki

Po porannej wizycie na cmentarzu, w drogę, do Warszawy. Po drodze obowiązkowy postój na termach w Mszczonowie. Nowa "gierkówka" prezentuje się wyśmienicie.


czwartek, 1 listopada 2012

Wszystkich Świętych

Od rana wiało i padało ale koło południa szczęśliwie przestało i można było wybrać się na objazd cmentarzy.
Co roku mam wrażenie, że ludzi jakby mniej, za to coraz więcej kwiatów i zniczy.



Dzisiejsze fotki

środa, 31 października 2012

Do Wrocławia

Rano w Kudowie było pochmurno i deszczowo ale już koło Kłodzka zaczęło być ładnie i im bliżej Wrocławia, tym więcej słońca.
Nie chciało mi się w tym roku kombinować z noclegiem więc zaparkowałem na parkingu strzeżonym u wylotu ulicy Bujwida (25 zł za dobę), na cmentarz mam kilka kroków i nie muszę kombinować. Obok MCDonald więc sanitariaty też blisko.
Wieczorem ma się odbyć na starówce parada na Halloween.



Dzisiejsze fotki

wtorek, 30 października 2012

Pożegnanie z Czechami

Pogoda nie zachęcała do pozostania w Pradze, wiatr, drobny deszczyk, zimno. Spakowałem się więc i w drogę. Najpierw autostrada do Hradca i później na granicę "normalną" drogą.
Myślałem że zajadę do centrum Hradca, ale zrobiło się jeszcze bardzej pochmurno, zaczęło regularnie padać. Zatrzymałem się przy Hostincu kolo HK i na pożegnanie - czesnaczka, krkoviczka ze spenatem a bramborovymi knedlikmi i obowiązkowa kofola.
Jestem już w kraju, dobrze znana stacja BP w Kudowie, jest knajpa, jest WiFi.


Dzisiejsze fotki

poniedziałek, 29 października 2012

Praha

Dojechałem wczoraj do Prahy. Najpierw trasa do Jihlavy (warto ją też kiedyś dokładnie pooglądać). Jadzia jak zwykle wymyśliła super trasę, dość wąska droga, co przy leżącym często na niej śniegu, zapewniało dodatkowe atrakcje. Później już w miarę spokojnie, autostradą do samej Prahy.
Zatrzymałem się na campingu Dana, ul. Trojska - tramwajem spod samego campingu można dojechać na starówkę.

14:00
Od rana łażę po Pradze, Staromestske nam., hrad, Malostranske nam. A teraz siedzę w restauracji św Vaclava na Vaclavskim nam. i popijam piwko.



Dzisiejsze fotki

niedziela, 28 października 2012

Moravy i Czechy

No i posypało śniegiem. Co prawda jest go mniej niż np w Warszawie, ale nie lubię tego białego paskudztwa.
Třebíč jest uważane za jedno z najbardziej zabytkowych miast w kraju. Dzielnica żydowska i bazylika są na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Dla mnie to typowe, spokojne czeskie miasteczko, z dużym rynkiem (jak w Hradcu), knajpkami hotelami itp. Bazylika robi wrażenie a zamek jest w trakcie remontu. Trzeba będzie jeszcze kiedyś tutaj zajechać.



Dzisiejsze fotki

sobota, 27 października 2012

Knedliki w śniegu

Deszcz padał całą noc a rano była mgła. Zaraz za granicą trochę się przetarło i nawet było widać góry. Przez Wiedeń tylko przejechałem, zatrzymywanie się w nim na godzinę czy dwie to by było jak lizanie cukierka przez szybę.
Zaraz za Wiedniem zaczeło padać i tak już pozostało. Później deszcz zmienił się w śnieg który sypie cały czas. Możliwe, że rano obudzę się w zaspie.
Dojechałem do Trebic, kolejne miasto z listy UNESCO. Zaraz za granicą, w kompleksie Ekskalibur, zjadlem knedliki, a tutaj, w Trebic, już jestem po 2 piwach :)
Jutro zwiedzanie dzielnicy żydowskiej i innych ciekawostek a poźniej jazda do Prahy.



Dzisiejsze fotki

piątek, 26 października 2012

Węgry-Austria-Węgry

Rano, po śniadaniu pojechałem do Kőszeg, na prawdę warte zobaczenia małe miasteczko, z uroczym rynkiem i centrum.
Okazało się, że najkrótsza droga do Sopron powadzi przez Austrię, więc wiele nie myślałem i pojechałem. Na granicy widać ślady dawnej historii, budynki kontroli granicznej odpowiednio oddalone od siebie, między nimi był szeroki pas zaoranej ziemi niczyjej i obowiązkowe zasieki z drutu kolczastego. Teraz rośnie tam trawa i winorośl.
Soprom ma potężną starówkę a zaparkowanie, zwłaszcza kampera w jej pobliżu na prawdę ne jest proste, wszystko zapchane. Po dwóch okrążeniach centrum znalazłem wreszcie miejsce by postawić Mruczka i poszedłem oglądać. Pisałem wcześniej, że tutaj jeszcze nie byłem, ale dzisiaj nabrałem wątpliwości, będę musiał to sprawdzić. Ale nawet jeśli tu byłem, to z powodu towarzystwa wolę to zapomnieć.
Połaziłem, pooglądałem, pora na obiad. Znalazłem niedrogi lokal z dobrym sygnałem WiFi i korzystam podwójnie.

17:45
Stoję na razie na parkingu w centrum, ul Elżbiety, płatny od 8 do 18 więc za chwilę już darmowy. Ruch duży, samochody, autobusy ale za to mam dobry sygnał WiFi (echhhh to uzależnienie od sieci) i się zastanawiam czy zostać tu na noc, czy przenieść się pod Tesco (czynne 0-24, jest WiFi ale tylko na godzinę).



Dzisiejsze fotki

czwartek, 25 października 2012

Znowu Węgry

Rano śniadanie, moczenie się i wyjazd. Do granicy znowu tylko kilka kilometrów. Nic dziwnego, że wieczorem mogłem wybierać między programami TV - slowenski, chorwacki, węgierski a i tak najwięcej było austriackich.
Przez Lenti, gdzie już się moczyłem dwa lata temu pojechałem do Zalaegerszek, gdzie według węgrów jest najwspanialszy aquapark nie tylko na węgrzech ale i w całej Europie (ach ta ich skromność). Wszystko już o tej porze roku pozamykane ale tak na pierwszy rzut oka sporo brakuje do słowackiej Tatralandii tak popularnej wśród rodaków.
Kąpielisko termalne, pod dachem, to osobny obiekt ale jakoś nie miałem ochoty zaliczyć kolejnego basenu z ciepłą wodą. Camping położony kilometr od term i pewnie też już zamknięty więc zamiast tracić czas na szukanie go, pojechałem na znane już mi miejsce noclegowe - stacja benzynowa w Szombathely. Dwa lata temu nie udało mi się skorzystać z ich dostępu do sieci, teraz pokonałem bariery i nocleg z WiFi.
A jutro w planie Sopron, tylko 80 km stąd.



Dzisiejsze fotki

środa, 24 października 2012

Lendava

Mimo nieciekawej pogody połaziłem jeszcze rano po Varażdinie, odwiedziłem Stary Hrad i muszę powiedzieć, że to miasto ma jakiś urok. Trzeba będzie koniecznie kiedyś tu jeszcze przyjechać jak będzie ładna pogoda.
Przez Czakoviec pojechałem dalej, do Lendavy, w Słowenii. Ostatnia na tym wyjeździe kontrola graniczna przeszła błyskawicznie, nikt nie zadawał pytań ile, czego wiozę.
Od granicy do Landavy jest ok 5 km, zatrzymałem się w centrum na chwilę i trochę połaziłem a później już na camping.
Chyba zaczynam być zblazowany, kiedyś podniecała mnie sama myśl o termalnym basenie a teraz to mi się nie podoba, inne jest takie sobie. Tyle już rożnych tego typu kąpielisk widziałem, że odruchowo każde nowe porównuje do poprzednich. Tutaj w sumie nic specjalnego nie ma, woda, jak to woda, mokra, ciepła. Jakoś nie czuję tych różnych minerałów jakie się czuje np w Csokonyavisonta.
Chciałem na koniec tej jesiennej wyprawy pochwalić się, że przez dwa miesiące miałem co dziennie dostęp do internetu i nie zapłaciłem za to ani złotówki (z roamingu nie korzystam, za drogi) ale niestety, właśnie "straciłem cnotę". WiFi tutaj jest, ale płatne, za czas korzystania, więc zapłaciłem. W sumie, nocleg jest "za darmo" bo płaci się 13€ od osoby za noc z nielimitowanym dostępem do basenów a bilet wstępu na 3 godzinu kosztuje 6,5€, czyli dzisiaj i jutro (do 12) i wychodzi właśnie cena noclegu.


Nie wszytkie dzisiejsze fotki są w albumie, uzupełnię jutro, jak będę miał lepszą sieć.


Dzisiejsze fotki

wtorek, 23 października 2012

Chorwacja

Zapłaciłem za pobyt, pożegnałem się z panią Zuzą i Csokonyavisonta i w drogę.
Tym razem na granicy mnie zignorowali, szybko sprawdzili dowód i ... jechać. Dotarłem do stacji nabijania buti i już obie mam pełne.

19:00
Zmęczyła mnie dzisiejsza trass, chociaż to było mniej niż 200 km, ale cały czas we mgle. Wygląda na to, że całe to "mleko" z Polski trafło dzisiaj tutaj.
Połaziłem trochę po Koprivnicy, ale to żadna przyjemność przy takiej pogodzie. Zaszedłem na mały obiadek, coś co można chyba nazwać zupą gulaszową, bardzo dużo sosu, mięso i ziemniaki w tym pływające. I oczywiście do tego obowiązkowy chleb - smaczne było i niedrogie.
Następny przystanek, to Varażdinskie Toplice. Same łazienki znajdują się na gorze, obok starych, rzymskich ruin ale zaparkować tam nie ma gdzie (legalnie) więc zatrzumałem się tak jak tubylcy, czyli tam gdzie było miejsce, nie ważne że w obrębie skrzyżowania. I jakoś nikomu to nie przeszkadzało :)
Z Varażdinskich Toplic do samego Varażdina pojechałem auostradą. Ta przyjemność (prawie 10 km) kosztowała 5 kun czyli niecałe 3 zł. Varazdin też cały zamglony, więc godzinny spacer po centrum wyczerpał moje siły do końca.
Zatrzymałem się na noc na całodobowej stacji benzynowej, w centrum.



Dzisiejsze fotki

poniedziałek, 22 października 2012

Dzień 9

Impreza BCC się odbyła, było jedzonko z kociołka, było wino. I było spokojnie i cicho. Wieczorem aż się zastanawiałem gdzie jest ta impreza bo nic nie słychać. A była niecałe 100 metrów ode mnie.
Trzeba się zbierać w dalszą drogę. Zadecydowały o tym dwa fakty. Po pierwsze, kupiłem ostatnie pieczywo w sklepie (jutro mają zamknięte) i starczy go tylko na dzisiejszą kolację i jutrzejsze śniadanie. Po drugie, gazu w butli mam resztki. Pierwsza butla skończyła się jeszcze przed Bułgarią. Niby gotuje w kuchni campingowej, wode na herbatę grzeje w czajniku elektrycznym, ale w nocy trzeba się dogrzewać i gaz schodzi. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby jutro rano obudziło mnie zimno w kamperku i czerwona lamka Trumy.
Dlatego też, jutro, kierunek Virovitica, zatankowac obie butle do pełna i dalej, na zachód. Kusi mnie Lendava, caloroczny Termal Camping i woda parafinowa. A później już na północ, do Sopron - tam mnie Mruczkiem jeszcze nie było.


16:30
Zarówno w budynku jak i pod wiatą są po dwie niecki z wodą. W jednej moczą się ludzie, w drugiej stygnie woda po wymianie, bo źródło ma temperaturę ponad 70 stopni. Dzisiaj pierwszy raz widziałem, by obie niecki były dostępne dla ludzi - trochę to rozładowało tłok w wodzie.

19:40
Wieczorem towarzystwo z BCC zorganizowało jeszcze mały pokaz sztucznych ogni.





Dzisiejsze fotki

niedziela, 21 października 2012

Niedziela - dzień 8

Mgła od rana i zamiast zanikać, gęstnieje. Nie ma więc dzisiaj tak pięknych widoków w promieniach wschodzącego słońca, jak wczoraj.
Nie ja jeden wpadłem na pomysł, by wskoczyć do basenu z samego rana, ludzi trochę mniej niż wczoraj ale dochodzą następni. Nowe przyczepki i kamperki też dojeżdżają. We wtorek, 23 października, jest święto narodowe i pewnie madziarzy zrobili sobie długi weekend.


11:30
No to sie wyjaśniło.

Lokalny klub campinowy Baranyai Camping Club zorganizował 4 dniowe spotkanie. Tak je zachwalają:

BCC Utótalálkozó - Csokonyavisonta - 2012. október 19-23.
A tavaszi találkozó után az őszi záró találkozót is Csokonyavisontán rendezzük a Termál Campingben.
Csokonyavisonta a különleges hangulatú Belső-Somogy települése. A táj szinte ellentéte korunk rohanó, zajos világának. Mindenfelé sok az erdő, védett területein pedig az őstölgyes és az ősborókás. A déli vidék patakjai – völgyeikben sok halastavat hátrahagyva – a kis Rinyába folynak, s vele együtt jutnak el a tekintélyes Drávába.
Csokonyavisonta történetének nagy eseménye volt, amikor 1943-ben olajkutatás során 73 Celsius fokos víz tört fel a mélyből. E vízről hamarosan kiderült, hogy gyógyító hatása van. Minősítése szerint kiválóan alkalmas a mozgásszervi bántalmak és elfajulásos gerincbántalmak gyógyításában. Kedvező eredménnyel alkalmazzák idült nőgyógyászati bántalmak és gyulladásos betegségek gyógyításánál is. A fürdőnek napozásra és játékra kiválóan alkalmas szabad terei vannak, lombos fái és virágai pedig árnyat és kellemes környezetet adnak.

Info a kempingről: www.csokonyavisontafurdo.hu

A rendezvény időpontja: 2012. október 19-23. (5 nap/4 éjszaka)

Részvételi díj: 3.500 Ft/egység, amely tartalmazza a fürdőbelépőt is. (Előtte és utánna is 2-2 napra érvényes!)

Program: Fürdést, baráti beszélgetéseket, és igény szerint bortúrát tervezünk.

Kérünk mindenkit, hogy október 15-ig jelezze részvételi szándékát a program házigazdájánál: Kálmán József (20/336-3480) - kalman56@gmail.com e-mail címen vagy a honlap "Jelentkezés" pontja alatt!


Dzisiejsze fotki

sobota, 20 października 2012

Dzień 7

Dzisiaj na basenie niemieckiego prawie w ogóle nie słychać, królują języki lokalne. Siedziałem w wodzie, z jednej strony madziarzy głośno rozmawiali a z drugiej strony grupa chorwatów prowadziła dyskusję.
Chyba już wiem, jak widząc osobę w szlafroku i z ręcznikiem rozpoznać, czy to niemiec czy austriak. Wystarczy się przywitać - niemiec odpowie "morgen" a austriak "helo" :)

16:00
Dzisiaj był obiad "międzynarodowy" - polski ryż, bułgarska skara (niestety już ostatnia), węgierska marynowana ostra papryka i czeska cofola.

17:30
Upalny weekend i basen pod wiatą wygląda jak otwarta puszka ze szprotkami. Ciężko znaleźć miejce by usiąść, część ludzi stała po środku. Wszyscy rozmawiają, więc gwar jak w ulu. Straszne :)

Dzisiejsze fotki

piątek, 19 października 2012

Dzień 6

Z tej klawiatury notebooka nic nie będzie. Mam w domu starą, trzeba było ją zabrać jako zapasową.
Pogoda śliczna, typowe jesienne lato, a na jutro zapowiadali jeszcze większy upał, do 28 stopni.
Rano, tradycyjnie - śniadanie, moczenie i żeby nie siedzieć ciągle w jednym miejscu, pojechałem Volanem (odpowiednik naszego PKSu) do Nagyatad. Połaziłem trochę, zjadłem obiad w chińskiej knajpce, kupiłem zapas winogron i o 14:30 mam autobus powrotny.

18:00
Weekend się zaczyna i kilku tubylców dojechało, są nawet dwa chaussony.

20:30
Bracia madziary są niesamowici. W TV prognoza pogody podawana jest dla "całych" Węgier, sprzed Trianon, czyli od Adriatyku po Tatry :) Wyobrażam sobie jaka byłaby afera, gdyby nasza mapa pogody obejmowała Wilno i Lwów, albo niemiecka - Gdańsk, Wrocław i Katowice.

Dzisiejsze fotki

czwartek, 18 października 2012

Csokonyavisonta - dzień 5

To jedno zdjęcie powinno powiedzieć wszystko.


Słoneczko, cisza, spokój, termalny basen, knajpa na miejscu ....... :)

19:00
No i stało się to, czego obawiałem się od dawna. Wylałem herbatę na komputer. Szczęśliwie zawartość jest zabezpieczona przed takim wypadkiem, ale nie klawiatura. Na razie rozebralem go i suszę klawiaturę, ale w sukces nie wierzę. Szczęśliwie mam też inny sprzęt pozwalający na połączenia z internetem.


Dzisiejsze fotki.

środa, 17 października 2012

Csokonyavisonta - dzień 4

Kolejny spokojny dzień w Csokonyavisonta. Śniadanie, kąpiele, odpoczynek, obiadek, odpoczynek, kąpiele, kolacja .....


Rano było mglisto, jesiennie ale teraz słoneczko ładnie świeci, lekki wiaterek i pewnie zaraz pójdę na jakiś spacer.




Dzisiejsze fotki.

wtorek, 16 października 2012

Csokonyavisonta - dzień 3

Wczorajsze przebłyski słońca przeszły do historii - pada, wręcz leje, ale oglądając mapę satelitarną chmur - wygląda na to że po południu znowu może być ładnie. Przebiegłem się rano do sklepu po świeże bułki i herbatę, (bo zapas mi się już kończy), jem śniadanie i obserwuję ciekawy widok - ludzie w szlafrokach paradujący pod parasolami :)

12:00
Mnie się udało pójść na basen bez parasola - jakoś trafiłem między kolejnymi falami deszczu. Ledwie wróciłem do kamperka - rozpadało się znowu. Zaraz zabieram się do robienia obiadu. Dzisiaj będzie coś takiego - z polską kasza gryczaną.


15:20
Okazało się, ze w puszce są flaczki, w sosie typu leczo ale leczo węgierski czyli bardzo ostre :) Smaczne ale dla miłośnika takiej kuchni. Pogoda nie może się zdecydować, przez chwilę nawet świeciło słoneczko ale teraz znowu niebo zasłoniły chmury i pewnie przyjdzie kolejna fala deszczu.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 15 października 2012

Csokonyavisonta - dzień 2

Wczoraj wieczorem nawet kawałek błękitnego nieba było widać ale dzisiaj, od rana - pochmurno, wieje. Na szczęście trochę cieplej.
Wczoraj wieczorem postanowiłem sprawdzić co bracia madziarzy dają w swojej TV i trafiłem na coś pięknego - zarejestrowany dla TV występ Węgierskiego Teatru Jeździeckiego. Śpiewali oczywiście po węgiersku ale balet i muzyka jest międzynarodowa.Był to typowy musical, z tym, że część śpiewaków śpiewała siedząc w siodle (konie nie śpiewały). I co chwila odbywały się jakieś galopy po dużej, przygotowanej do tego scenie. Występ nadawała telewizja DUNA - opisała go tak (podaje w oryginale, po węgiersku, bo to co robi tłumacz G z tego tekstu jest mało czytelne)

DUNA SZÍNHÁZ   Az utolsó betyár - A Magyar Lovas Színház előadása felvételről 
Az utolsó betyár a Magyar Lovas Színház idei évadának nagyszabású bemutatója, mely a legendás betyárvilág korából meríti történetét. A Márkos Attila által írt forgatókönyv és szöveg kiváló jellemábrázolással és fordulatos módon mutatja meg Jóska, a betyár személyiségének átalakulását. Drámai feszültséggel, hármas szerelmi kalanddal, időnként humorral jelenik meg a Magyar Zorro, avagy Robin Hood betyár-alakja. A látványos lovas jelenetek, szekérrablások, táncok csak fokozzák a hangulatot. Szűts István a Kormorán együttes zeneszerzője, kiváló népi ihletésű rockzenét szerzett a darabhoz, amely nagyszerűen harmonizál a történettel. A harminc lovast és lovas szekereket felvonultató előadás parádés szereposztással került bemutatásra. A pirotechnikai látvánnyal kiegészülő, közel százszereplős előadás maradandó élményt nyújt a nézők számára, amire Pintér Tibor rendezése a garancia.
Főbb szereplők: Pintér Tibor, Janza Kata, Vadkerti Imre, Gesztesi Károly, Papadimitriu Athina, Sipos Imre, Várfi Sándor, Fehér Nóra, Szabó Dorottya, Bencze Sándor, Márkos Attila

Na razie się najadłem i odpoczywam, ale za chwilę idę się moczyć. Cóż innego można robić w taka pogodę ?




Dzisiejsze fotki.

niedziela, 14 października 2012

Csokonyavisonta - dzień 1

Od razu człowiek się lepiej czuje, jak się pomoczy w wodzie śmierdzącej ropa naftową :)
Na campingu w tym roku najwięcej jest rejestracji z Austrii, trochę mniej Niemców, dwóch Węgrów i nawet znalazł się Duńczyk. Polskę ja reprezentuje. Ale towarzystwo w tym roku jakieś takie leniwe, 0 8:10 byłem jedyna osoba na basenie, dopiero później zaczęli się schodzić inni.
Pani Zuza, szefowa przywitała mnie jak starego znajomego, jak stwierdziła że stoi polski kamperek, to na pewno jestem ja - w sumie jestem tu już po raz czwarty. W ramach znajomości i przyjaźni polsko-węgierskiej zapisała, że przyjechałem dzisiaj, więc kolejna noc miałem za darmo :)
Zdjęć na razie nie ma żadnych - wymoczyłem się, idę robić śniadanie (jajecznica z papryką).

10:20
Kilka fotek już jest do oglądania.


Okazało się, że jednak nie jestem jedynym Polakiem teraz tutaj - w drugiej części stoi przyczepka z wrocławskimi numerami.




Dzisiejsze fotki.

sobota, 13 października 2012

W drodze

Darmowy nocleg w Serbii - zaliczony :) TIRy nawet zbytnio nie hałasowały. Pogoda od rana - paskudna, mokro, sennie, chmury leżą praktycznie na ziemi. Przy takiej pogodzie nic się nie chce, a na pewno coś zwiedzać i oglądać. Do Csokonyavisonta mam ok 350 km więc pewnie kolejny dzień w drodze.

19:30
Drugi, kolejny cały dzień spędzony za kółkiem.Wczoraj cały czas po nudnej autostradzie, dzisiaj pół na pół.
Wczoraj za odcinek z NISzu do Belgradu zapłaciłem 10 E, za odcinek z Belgradu do granicy z Chorwacja kosztował 5 E a odcinek w Chorwacji droższy - 8 E czyli łącznie ok 100 zł.
Pogoda, jak widać na zdjęciach - paskudna, senna.Dojechałem do swojej ukochanej Csokony, postawiłem Mruczka i pobiegłem się umyć i wymoczyć. Trafiłem niestety na wymianę wody ale jeszcze chwilę miałem. Jutro prawdopodobnie będzie i w budynku i pod wiatą nowa woda, nalewali też świeżą wodę do basenu z hydromasażami.
Po kilku dniach cowieczornego szukania miejsca na nocleg, dwóch dniach jazdy - należy mi się kilka dni lenistwa  i odpoczynku więc będzie mokro i nudno :)




Dzisiejsze fotki.

piątek, 12 października 2012

Bułgaria - Serbia

Plan minimum na tegoroczną Bułgarię wykonałem. Jadę na północ.Wstępnie planowałem nocleg w Belgradzie na znanym mi już campingu w celu podładowania akumulatora pokładowego, bo dzisiaj rano już mrugał do mnie czerwona kontrolką. Ale po całym dniu jazdy (około 450 km) podładował się nieźle, mam dwie zielone, więc postanowiłem nie wydawać tych 50 zł i nocuje na stacji benzynowej, całodobowej, ok 30 km przed Belgradem.
W Bułgarii od rana było pochmurno a zaraz po przekroczeniu granicy z Seria rozpadało się i pada cały czas.
Jutro najprawdopodobniej skręt na zachód i przez Chorwację do . . . . . Csokonyavisonta :)
Muszę się przyznać, że mnie trochę zmęczyła Bułgaria. Nie bardzo wiem, co mnie w niej kiedyś tak zauroczyło (oprócz oczywiście kuchni, która nadal mi bardzo smakuje). Jeździ się tutaj nieciekawie, kodeks drogowy jest stosowany teoretycznie, każdy jeździ jak chce, parkuje gdzie chce.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 11 października 2012

Bułgaria

Noc minęła spokojnie, chociaż szybko, taki jest efekt noclegu przy głównej ulicy.


Chyba polubię MCD, nie za jedzenie, bo nie przepadam ale za możliwość nocowania kamperem na ich parkingach. Prawie wszędzie jest to możliwe (prawie, bo w Białymstoku trzeba mieć kwitek kasowy albo się płaci za parkowanie).
Nie będę pisał o dzisiejszych planach - pewnie znowu się zmienią.

19:40
Zrezygnowałem z poznawania Sofii i pojechałem wzdłuż rzeki Iskar, mijając po drodze sztuczne jezioro o tej samej nazwie do Samokowa. Kolejna śliczna trasa wijąca się między skałami.W Samokowie obejrzałem zabytkowa duża, murowana studnie w centrum i zabytkowy zamieniony w muzeum meczet.


Później na zachód, do Dupnicy, gdzie  tez jest zabytkowy meczet, stara dzwonnica i śliczna cerkiewka.


Kolejny etap a raczej przysłowiowa wisienka na torcie - Rylski monastyr. Droga E 79 jeszcze nie wyremontowana, więc sporo dziur, ale jedzie sie spokojnie. Najpiękniejsze widoki Riły są z drogi dojazdowej z E 79 do miejscowości Rila - cała panorama i zdjęcia tego nie oddadzą.  Później jeszcze trzeba się wspinać w góre prawie 20 km do samego monastyru.


Monastyr świeżo odremontowany, jeszcze kończą prace renowacyjne, więc wygląda wyjątkowo elegancko.
Chram (cerkiew) monastyrska - bajka, w środku cała wymalowana tak jak na zewnątrz, niestety - zdjęć robić nie wolno. Połaziłem, pooglądałem - echhhh, piękna jest.
Nocować postanowiłem tutaj, ale pod monastyrem nie ma WiFi. Zjechałem więc niżej, niecałem 3 km - jest hotelik, jest WiFi. Od razu zapytałem się właściciela, czy mogę stanąć na noc na jego parkingu - zgodził się beż żadnych problemów.
Siedziałem sobie w kamperku przy otwartych drzwiach, robię kolejna herbatę i czuję, że coś się ociera o moje nogi. Okazało się, że fajny rudy kocurek wszedł do środka, przywitał sie ze mną, zwiedził cały pojazd a na koniec ułożył sie na kanapie i zaczą przygotowywać do snu, Spodobało mu się u mnie :)


Niestety, musiałem go wyprosić, co mu się nie spodobało, ale trudno.


Dzisiejsze fotki.

środa, 10 października 2012

Stara Płanina

Spało się nieźle ale krótko. O godzinie 6 czasu bułgarskiego (czyli o 5 polskiego) zaczęła jeździć maszyna do sprzątania która cicha nie jest.


Pojawił się pan parkingowy, z uśmiechem przypomniał mi, że za wczorajszy dzień powinienem zapłacić 3 lvl i za dzisiaj jeszcze 2 lvl - zapłaciłem, "oczywiście" bez żadnego kwitu. 

Jeszcze jedna herbatka i zbieram się powoli. Plany na dzisiaj następujące: najpierw Berkovica (obok niej jest Klisurski monastyr) później powrót na główna drogę i Vraca a tam i wodospad i ciekawe muzeum..
Dalej Mezdra w której chyba nie ma nic specjalnie ciekawego a na nocleg chciałbym się zatrzymać  w Czerepińskim monastyrze. Tam pewnie WiFi nie będzie, więc ile w trasie wyśle, tyle będzie a dzisiejszy dzień pewnie uzupełnię dopiero jutro

20:15
Plan tradycyjnie uległ pewnym modyfikacjom. Ale po kolei. Klisurski monastyr zrobił na mnie duże wrażenie, jest to zresztą jeden z największych w Bułgarii. Na pewno warto go odwiedzić będąc w okolicy.


Vraca, jak inne bułgarskie miasta jest męcząca, ulice pozastawiane samochodami, każde wolne miejsce w centrum to płatny parking ale bez ładu i składu - parkujesz gdzie się da, przychodzi parkingowy, pobiera opłatę i już. Przejechałem przez centrum kilka razy nim wreszcie trafiłem na rozsądny (płatny oczywiście) parking, gdzie dało się zatrzymać Mruczkiem. Muzeum nie znalazłem, zresztą doszedłem do wniosku ze znaleziska i ta lepiej się będzie oglądało w internecie :) Podjechałem za to do wspaniałego przełomu, bramy skalnej do Vraca. Zdjęcie nie oddają ogromu tych skał a widok zapiera dech w piersiach.


 Sam Czedfrepiński monastryr ładnym zadbany ale jakoś nie zrobił na mnie większego wrażenia. Może dlatego ze dojazd do niego jest fantastyczny, białe wapienne skały wyrastające dookoła, droga prowadzi przez kilka tuneli przebitych w skałach. Dla tej samej drogi dojazdowej na pewno warto tu się pojawić.


Nocleg planowałem w tym monastyrze ale że była dopiero 15 postanowiłem jechać dalej i zanocować w Sofii. Wcześniej, po długich poszukiwaniach znalazłem namiary na camping, chociaż na oficjalnej stronie campingów bułgarskich o tym, ani słowa. Znalazłem dwa zdjęcia w sieci, ze współrzędnymi GPS i tak  do niego trafiłem. Z zewnątrz wygląda nieciekawie, jak sprzed kilkudziesięciu lat. Na portierni pytam czy maja WiFi - okazuje się że nie ( jedyny camping w stolicy bez internetu ?) za to za nocleg chcieli 40 leva (czyli 80 zł). Wypatrzyłem wcześniej przy jednej z głównych ulic MC Donalda (24 h) i tutaj planuje nocować.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 9 października 2012

Stara Płanina

Rano dopadł mnie pan parkingowy, bo parking płatny od 8 do 18 i kazał zapłacić "jedno lewcze", oczywiście bez żadnego kwitka. Zapłaciłem i poszedłem na piechotę zwiedzać twierdzę. Widoczki prześliczne i na Belogradczik i na cały masyw skałek.


Wracając do kamperka kuipiłem kolejna porcje skary - tym razem i kebabczeta i kiuftety - MNIAM MNIAM. Zjadłem to drugie śniadanie i w drogę, w dół w stronę campingu Madona, gdzie wcześniej planowałem nocleg. Od Belogradczika oddalony jest o ok 14 km i w sumie nic ciekawego tam nie ma, duży budynek hotelowy i plac gdzie można stanąć kamperem czy rozbić namiot. Lokalizacja raczej bez sensu. Mimo, że mnie gospodyni namawiała, pojechałem dalej, wzdłuż rzeki Lom a później rzeki Ogosta. trasa prześliczna, malownicza, droga niezła. Zajechałem do Ciprovskiego monastyru gdzie, wg przewodnika, każdego dnia popi śpiewają pieśni uzdrowicielskie a miejsce słynie ze swojej uzdrowicielskiej mocy.


Popiłem wody z cudownego źródełka, pooglądałem i pojechałem dalej, do Montany. Znalazłem świetne miejsce, w samym centrum, koło kilku banków, parking płatny jak w Belogradcziku, tzn od 8 do 18. W restauracji obok poszalałem (za 30 zł ) i zjadłem tatator, szopska sałatkę i jakiegoś kurczaka  w sosie pomidorowo-cytrynowym. Nie chce mi się jechać dalej, tutaj zostaję na noc.




Dzisiejsze fotki.