piątek, 15 lipca 2011

Łotwa

Po spokojnej nocy (tylko wściekłe komary mnie trochę dopadły) jadę na Łotwę. Oglądając mapy postanowiłem jechać jednak większą drogą, tzn powrót do Zarasai i dalej A13 do Daugavpils. Wybór chyba słuszny, bo ta droga mocno dziurawa i ogólnie kiepska, wole sobie nie wyobrażać, jak by wyglądała droga  bezpośrednio ze Stelmuże. Zatrzymałem się pod dworcem kolejowym, zjadłem śniadanko i poszedłem na mały rekonesans. W kiosku kupiłem łotewską kartę telefoniczna i walczyłem trochę z jej uruchomieniem. Karta relatywnie (do litewskiej) droga, zapłaciłem za nią 3 Lvl czyli ok 16 zł ale wykupując pakiet internetowy mam 500 MB (jak piszą w swojej ulotce - w pełnej prędkości) na 10 dni, więc nie jest źle. Działa - jak widać, a to najważniejsze.
O tej karcie można poczytać TUTAJ.

20:00

Wiem, że przy tym, co się teraz dzieje w kraju, na pogodę narzekać nie wypada, napisze więc tylko, że jest pochmurno, duszno, cały czas około 30 stopni.

W Daugavpilis (Dyneburg) obejrzałem starą cytadele, podobna trochę w stylu do tej w Osijek, ale w o wiele gorszym stanie. Coś tam niby robią, ale to chyba tylko drobiazgi. Następny przystanek, to zameczek Krustpils, koło Jekabpils. Nic ciekawego w sumie. Stwierdziłem, że znudziło mi się jechanie wzdłuż Daugavy (Dźwiny) i odbiłem na północ. Po drodze sympatyczne wzgórze zamkowe (nic oprócz trawy na nim nie ma) no i widoczki Łotwy - pola, lasy, sporo różnych kamieni większych i mniejszych, drogi zaniedbane. Od razu rzuca się w oczy że na Litwie mino wszystko jest trochę lepiej. Na nocleg dojechałem do sympatycznego miasteczka Madona. tradycyjnie już, wybrałem parking koło Urzędu Miasta.
Na przeciwko parkingu - pizzeria. I jak za pizzą raczej nie przepadam - ta zasmakowała mi bardzo. Może dlatego, ze lokal prowadzi prawdziwy Włoch, jeżdżący nawet samochodem na włoskich numerach. Człowiek był tak sympatyczny, że jak się zapytałem, czy mogę pizze zabrać do kampera, to prawie sam mi ja przyniósł na drewnianej desce (odebrałam ja od niego na środku ulicy :) ) Jeśli ktoś z czytających tego bloga będzie w Madona - gorąco polecam ten lokal. Ceny mają przystępne - za 30 cm zapłaciłem 3 Lvl.

Moja lokalizacja (i pizzeri): N 56° 51.240 E 026° 13.264


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 200 km. Mapa trasy.

czwartek, 14 lipca 2011

Północna Litwa

Pogoda niestety się psuje, chmury, drobny deszczyk i niestety duszno i paskudnie.Rano pełny serwis obojga (czyli Mruczka i mnie - hehehe) i w drogę.
Najpierw nieczynna już litewska elektrownia atomowa koło Ignalina. Koło  tej elektrowni w latach 70 XX wieku wybudowano całkiem nowe miasto - Visaginas. Wygląda ładnie jak na tamte czasy - szerokie ulice, spore balkony. W centrum miasta maszt z żurawiem na szczycie (herb miasta) i wyświetlacz na którym podawane jest wielkość aktualnego promieniowania. Ciekawa sprawa, że w 2007 było to tylko 5 - dzisiaj wskaźnik pokazywał 10. Miasto jak miasto, ale w sklepach praktycznie wszyscy rozmawiają po rosyjsku więc wreszcie mogłem pogadać przy kupowaniu owoców czy pieczywa :)
Następny przystanek, to Zarasai czyli Jeziorosy, ładnie opisane np TUTAJ. Na wyspę wjechać samochodem się nie da ale widać że to teraz teren rekreacyjny dla mieszkańców.
Niedaleko Zarasai, w małej wsi Stelmuze rośnie najstarszy dąb na Litwie i jeden z najstarszych na świecie. Ma co najmniej 1500 lat. Oprócz tego jest zabytkowa (ale już nie tak stara jak dąb) wieża zbudowana z kamieni polnych.
Co prawda do granicy z Łotwą jest już tylko 2 km ale przy takiej pogodzie nie chce mi się dzisiaj jechać dalej. Koło dębu jest spory parking,  okolica wygląda spokojna - więc planuje nocleg dzisiaj tutaj, koło dębu.
Moja lokalizacja: N 55° 49.809'   E 26° 13.075'

Po wiosce biegało kilka kotów, ale jakieś niechętne do nawiązywania nowych znajomości. Jeden obserwował mnie zza murka i nawet reagował na moje "kocie gadanie" ale gdy tylko zrobiłem krok do przodu - dał nura w krzaki i tyle go widziałem.

18:30

Zachciało mi się jeszcze Diabelskiego Kamienia czyli ogromnego głazu narzutowego, który tutaj niedaleko można oglądać. Informacja o nim w sieci jest bardzo skromna i bez dokładnej lokalizacji. Jakos jednak udało mi sie namierzyć miejsce gdzie powinien być i pojechałem. Droga utwardzona tylko, wąska, miejscami po obu stronach szorowałem po gałęziach, aż strach pomyśleć, co by było gdyby z przeciwka ktoś jechał. Zaparkowałem Mruczka na drodze leśnej w miejscu gdzie mógłby być wyminięty przez inne pojazdy i dalej na piechotę. Kamień śliczny, obrośnięty mchem - szkoda ze nie ma tutaj, koło dębu żadnej informacji o nim.
Sporo Litwinów przyjeżdża oglądać ten najstarszy litewski dąb (w ciągu godziny widziałem 5 samochodów) i żaden nie pojechał dalej, do tego kamienia. Widać nie wiedzieli nawet o jego istnieniu.
Pozycja kamienia: N55° 49.907'  E26° 11.855  


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 80 km. Mapka trasy.

środa, 13 lipca 2011

Cisza i spokój

Litwini tę część swojego kraju określają tak: Ta część Litwy nazywana Aukshtaitija (albo Górna Litwą) słynie z nietkniętych zasobów naturalnych, jakimi są jeziora i lasy. Teren wolny od zanieczyszczeń przemysłowych, słabo zaludniony,  drogi są ​​prawie puste jeździć można spokojnie i miło.  
W pełni się z tym zgadzam 

Dzień, jak planowałem mija leniwie i spokojnie. Co prawda rano zajechał nagle autobus pełen wesołych ludzi, ale szybko załadowali się na łódki i popłynęli w siną dal i znowu zapanował błogi spokój. Poopalałem się trochę na pomoście, trochę popływałem w miłym towarzystwie (w wodzie małe okonie, na wodzie łabędź i perkozy, nad woda duże ilości ważek), później pora na obiad - chłodnik litewski i kotlet wieprzowy, wszystko za 19,50 Lt, no i obowiązkowa poobiednia  siesta :)

Słodkie lenistwo :)

Dzisiaj w planie dzień postoju. Słoneczko świeci, zapowiada się piękny dzień. Poza tym, dzisiaj 13, więc może lepiej nie jechać nigdzie ? :) Chleb mam, pomidory mam, coś jeszcze do jedzenia w lodówce się znajdzie - co więcej trzeba :)
Na miejscu do wypożyczenia różne sprzęty pływające ale można tez posiedzieć nad wodą i zupełnie nic nie robić.Woda czyściutka, ciepła, ryby pływają, lekki wiaterek wieje - tutaj jest po prostu ślicznie. I cena rozsądna, 35 Lt za kampera z podłączeniem do prądu. Prysznic i WC dostępne (jeden pokój w hotelu służy jako węzeł sanitarny dla campingu).




Dzisiejsze fotki. Postój.

wtorek, 12 lipca 2011

Aukštaitija

W nocy przyszła burza, grzmiało, błyskało padało i rano było o wiele chłodniej i ogólnie pochmurno. Zjechałem do MAXIMA, zrobiłem małe zakupy, zjadłem śniadanko i nawet miałem przez jakiś czas darmowy (domowy) internet :)
Później w drogę - kierunek Ignalina. Trasa śliczna, malownicza, ruch na drodze niewielki jak zresztą na całej Litwie poza okolicami Wilna i Kowna. Na polach często widać duże kamienie, które u nas pewnie od razu miałyby jakieś nazwy, tutaj to nic szczególnego, kamienie większe i mniejsze są wszędzie. Zaraz za miejscowością Labanoras, nad brzegiem jeziora o tej samej nazwie - sympatyczne miejsce campingowe, darmowe, niestety - zakaz wjazdu powyżej 3T.
Zatrzymałem się przed znakiem i podziwiałem widoczki.
Niedaleko przed Ignaliną, miejscowość Sakarva i kolejne miłe miejsce campingowe - z pozwoleniem rozbijania namiotów i rozpalania ognisk, z wiatami, stolikami. Jest nawet zejście do jeziora. W lesie sporo czarnych jagód, poziomek, malin. Skorzystałem z okazji i urządziłem sobie tam obiadek - runo leśne było na deser :)
Namiary:  N55° 18.743 E026° 03.833
Pokręciłem się trochę po okolicy - śliczne tereny, cicho, spokojnie, woda w jeziorach krystalicznie czysta. takie nasze mazury ale wiele lat temu jak jeszcze nie były aż tak popularne, rozdeptanie i zaśmiecone.
Wart zobaczenia jest stary najstarszy drewniany kościół na Liwie w miejscowości Paluse. Rysunek tego kościoła występował na banknotach 1 lit. Obejrzałem też samą Ignalinę - miasteczko jak miasteczko, dworzec kolejowy odnowiony i ładnie się prezentuje ale poza tym, nic ciekawego.
Planowałem nocleg na campingu (jedyny w okolicy) koło kościoła w Paluse ale cena zbiła mnie z nóg. Za kapera z podłączeniem do prądu - 45 Lt do tego po 10 Lt za osobę - w sumie drożej niż na campingu w Wilnie. Dzięki temu ze mam dostęp do internetu - szybka zmiana planów i wylądowałem 40 km dalej, na campingu Degesa. Za 35 litów - postój, woda, sanitariaty, prąd i do jeziora kilka kroków, nie tak jak w Paluse.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 100 km. Mapka trasy.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Litwa - dzień drugi

Znowu gorąco, duszno, parno, temperatura powyżej 30 stopni. Trochę więcej chmur na niebie ale cienia nie dają, tylko straszą ewentualna burza ale jak na razie nic tu nie pada.
Noc pod skansenem spokojna, rano, gdy w promieniach wschodzącego słońca oglądałem dokładnie teren przez parking przejechał Litwin osobówką i uśmiechając się pomachał do mnie. I kto tu mówi, że Litwini nie lubią Polaków :)
Podjechałem do stacji benzynowej niecały kilometr, kupiłem nowa kartę PILDYKa i znowu mogę szaleć po internecie. Pierwsza część drogi to "autostrada" A1 ( kto widział zebry/przejścia przez autostradę albo przystanki autobusowe na poboczu :) ).
Skręcam w lewo na 108 i mijając malownicze zakola Nerisu dojeżdżam do Dukstos. Zaraz za miastem piękna dębina, coś w stylu Szlaku Dębów Królewskich w Białowieży, ale ładniej urządzona (na całej trasie drewniana kładka) i połączona ze ścieżką edukacyjną z mitologii litewskiej. Różne postaci wyrzeźbione w drewnie służą jako ciekawa lekcja dla młodych ludzi. Jako ciekawostka, w środku tej ścieżki duży głaz narzutowy ze starymi runami, zwany Świętym Kamieniem.
Następny planowany punkt trasy to Park Europy. Jadę zgodnie z tablicami informacyjnymi i zajechałem ...... Najpierw droga coraz gorsza, coraz więcej dziur, coraz mniej miejsca aż dojechałem do totalnego remontu - zastawione wszystko, ciężarówki rozjeżdżają to co zostało. Jakoś udało mi się zawrócić, mimo, że trochę się zakopałem w miękkim piachu, niestety, kosztem kolejnego uszkodzenia tylnego zderzaka. Stwierdziłem, że jeśli droga DO jest taka "europejska", to ja nie chce sprawdzać "europejskości" tego parku :) Udało się wrócić na drogę 108, później skręt na A14 i do Centrum Europy.
Ludzi tam prawie nie ma, przy samym pomniku spotkałem murzyna, który śmiejąc się biegał dookoła i robił zdjęcia. Poza tym koło pomnika (a może na odwrót) jest duże pole golfowe, restauracja itp. Zacząłem się zastanawiać co było pierwsze - lokalizacja Środka Europy czy inwestycja w pole golfowe. Krótko mówiąc - byłem zobaczyłem i wystarczy :)
Kawałek dalej na północ, tzw Południk Struvego czyli pozostałość po punkcie triangulacyjnym.
No i ostatni punkt dzisiejszej jazdy - Moletai. Stoję na parkingu między Urzędem Miasta a Muzeum i Ośrodkiem Kultury. Miasteczko ciche, spokojne, radiowozy często jeżdżą (pewnie z nudów), wiec nie powinno się dziać nic złego.
Moja lokalizacja: N55° 13.888 E025° 25.192


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 130 km. Mapka trasy.

niedziela, 10 lipca 2011

Upalna Litwa

Noc minęła w miarę spokojnie, nie licząc jeżdżących cały czas TIRów i odgłosów dyskoteki z baru. Na granicy żadna ze służb nie zwróciła uwagi na Mruczka, więc można było spokojnie jechać. Tym razem cały czas "8" prawie do Kowna a dokładniej do Garliava. Dalej, zamiast do centrum pojechałem prosto, na zaporę na Niemnie. Ładne widoczki ale zapora na granicy słowacko-węgierskiej na Dunaju wygląda ładniej :) Później na półwysep Pazaislis gdzie znajduje się ładny ale niestety mocno zaniedbany w poprzednich latach klasztor kamedułów.
Następny przystanek, to karczma przy autostradzie, miła sympatyczna, z rozsądnymi cenami (zapłaciłem za obiadek 25 Lt). Jak się najadłem zachciało mi się trochę pomoczyć w tym "kowieńskim morzu", ale jak zobaczyłem tę ciecz, doszedłem do wniosku ze szara woda w Mruczku jest czyściejsza - a mimo wszystko ludzie się tam kapią. Jadę więc dalej, niecałe 10 km i już jest Skansen. Fajnie położony, lekkie pagórki, dużo, na prawdę dużo różnych domków - jest co oglądać, tylko że i skansen w Nowogrodzie i w Ciechanowcu - bardzo podobne :) Ale spacerek po sosnowym lesie, w ten upalny dzień ma swoje plusy. Parking kampera - 8 Lt, wejście na teren skansenu - 10 Lt.
Po powrocie na parking okazało się ze pojawiły się dwa inne kampery - na francuskich numerach, ludzie się porozkładali - wygląda na to, że chcą tutaj nocować. Bardzo mi się podoba ten pomysł, też planuję zostać tutaj na noc.
Moja lokalizacja: N54° 51.955 E024° 12.105


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 140 km. Mapka trasy.

sobota, 9 lipca 2011

Urodzaj na kampery

Takich ilości różnych kamperów na tak małym odcinku nie spodziewałem się. W zeszłym roku jak po całym dniu jazdy przez Polskę naliczyłem pięć to uważałem że miałem szczęście, że dużo spotkałem po drodze. Dzisiaj, na trasie ok 120 km naliczyłem aż dwanaście kamperów, z różnych krajów a  w Augustowie dziewczyny widziały kilka stojących :)

Dojechałem do parkingu koło Swiss Baru, kilka kilometrów za Suwałkami - duży fajny plac, z silnym sygnałem WiFi - za parkowanie (czyli nocleg) zapłaciłem 10 zł.

Kierunek - Estonia

Jako że poradzono mi niech Pan jedzie i nie myśli niewiele się zastanawiałem, wsiadłem w kampera i jazda. W planach - Estonia (tam mnie jeszcze nie było :) ). Pierwszy przystanek to Augustów, gdzie właśnie odbywają się targi turystyczne, więc cały rynek zastawione i zero szans na nocleg w moim ulubionym miejscu pod pocztą. Na miejscu spotkanie z Krycha Klara i ich psami - przyjechały popływać gondolą w luksusowych warunkach (cała gondola tylko dla nich). Jakaś pizza na obiad (nawet jadalna) plus spacerek po targach (stoiska standardowe - chleb, wędlina, sery korycińskie i wszelkiego rodzaju gadżety).
Nad noclegiem jeszcze myślę. Albo polecany parking TIT - Swiss Bar zaraz za Suwałkami, ale wtedy jadę przez Kalvarije - albo ośrodek w Kuklach koło Gib (10 zł kamper + 5 zł człowiek) ewentualnie nocleg pod restauracją w Hołnach Mejera i wtedy jadę przez Ogrodniki.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 130 km. Mapka trasy.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Wracamy

Wczoraj po nakarmieniu łabędzia poszliśmy na małą partyjkę bilarda - dzisiaj w planie rewanż.
Pogoda nieciekawa, całą noc równo padało, zimno, wietrznie ale i tak dobrze, że nie ma śniegu. Przed 12 trzeba będzie wyjechać, do Białegostoku mamy ok 180 km.
Przed wyjazdem mieliśmy w planie kolejne partyjki bilarda ale okazało się że bilard dopiero po południu jest czynny - szkoda. Oprócz biało-żółtego psiaka pojawiła się śmieszna mała, łaciata suczka więc bawiliśmy się z ogonami.Wyjechaliśmy koło 11 i do Białegostoku dotarliśmy już w deszczu, kilka minut po 14.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 180 km.

niedziela, 3 lipca 2011

Powoli wracamy

Rano doszliśmy do wniosku ze pogoda jest niepewna, zimno, wieje, pada i nie bardzo jest sens wsiadać na statek i marznąć kilka godzin. Po śniadaniu, skoro świt czyli po 11 wyjechaliśmy z campingu, podjechaliśmy  na starówkę. Pooglądaliśmy  zamek i rekonstrukcję starego domu Wikingów, trochę się pobawiliśmy i później spacerek po starówce. Zamówione przez Ewę zdjęcia zrobiliśmy obaj.
Następny punkt wycieczki to stara stolica Warmii czyli Lidzbark Warmiński. Fajny zameczek - warto zobaczyć.
Na noc zawędrowaliśmy na camping Ostoja Stara Baśń. Sympatycznie wygląda, zaraz nad wodą, postoimy do jutra i rano się zastanowimy co robić dalej. A wszystko zależy oczywiście od pogody.


Zdjęcia Adama są do pooglądania TUTAJ.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 180 km.

sobota, 2 lipca 2011

Malbork

Zacznę od małego sprostowania - wbrew temu co jest napisane w tytule albumu ze zdjęciami, Kanał Elbląski nie leży ani na Mazurach, ani na Warmii - te tereny nazywają się Pojezierze Iławskie i nigdy do tamtych historycznych  terenów nie należały.
Dojechaliśmy do Malborka, parking po drugiej stronie Nogatu, zaraz koło campingu,  przejście drewnianym mostem, z którego jest prześliczny widok na zamek. Deszcz pada, ale nie jest to ulewa, więc jakoś dajemy radę. Zaczynamy od niezależnej wystawy maszyn oblężniczych - obiekty/eksponaty można macać, dotykać nawet w pewnym zakresie uruchamiać.
Później na zamek - do oglądania jest na prawdę dużo, sala za salą, można się pogubić. Grup wycieczkowych też dużo, ale jakoś w oczy (czy raczej w uszy) rzucały się grupy rosyjskie. Po zwiedzaniu - mała przekąska - kiełbaska z rusztu z bułką, którą podzieliliśmy się z wróblami. Koło zamku - mini golf a że jakos niewiele padało, postanowiliśmy rozegrać jedną partyjkę.
Powrót do Mruczka i jazda w stronę Elbląga - po drodze, najniżej położone miejsce w Polsce. Na koniec - camping w Elblągu. Pogoda ....... rumuńska (jak się kiedyś mówiło), oboje jesteśmy senni  i chyba przed kolacja jeszcze pośpimy.

Dzisiejsze zdjęcia Adama można zobaczyć TUTAJ.

Mokro

Pada, mokro wszędzie i nie widać poprawy. Rano deszcz dudniący po dachu Mruczka obudził Adama. Zwinęliśmy się i jedziemy w stronę Malborka (najlepsza droga jednak przez Pasłęk i Elbląg). Przed Pasłękiem postój na stacji benzynowej - śniadanko w barze i nareszcie jest w miarę rozsądny sygnał, można powysyłać resztę wczorajszych zdjęć.




Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 100 km.

piątek, 1 lipca 2011

Kanał Elbląg-Ostróda

Ładna pogoda się skończyła, już pakując się w Starych Jabłonkach zaczęło padać. Pojechaliśmy do Buczyńca, gdzie jest pierwsza (licząc od Ostródy) pochylnia. Trafiliśmy w południowy "szczyt komunikacyjny", kiedy dopływają statki z Elbląga i po chwili wracają. Pooglądaliśmy wożenie statków i różnych łódek po trawie. Zwiedziliśmy działającą siłownie oraz Muzeum Kanału.
W knajpce przy pochylni, zjedliśmy smaczny żurek i poznaliśmy dwa koty. Później przenieśliśmy się na darmowy camping koło pochylni, obiadek w camperze i hazard do wieczora. Niestety mamy kłopoty z siecią - przez kilka godzin na karcie Orange nie byłem w stanie wysłać ani jednego zdjęcia. Dopiero jak przełożyłem kartę Plusa - mogłem wysłać chociaż kilka fotek i napisać parę słów.

Zdjęcia Adama do pooglądania TUTAJ.



Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 40 km.

czwartek, 30 czerwca 2011

Okolice Ostródy

Dzisiejszy dzień zaczęliśmy śniadaniem skoro świt czyli kolo 11 :) Później częściowe pakowanie (większe rzeczy jak stolik, foteliki itp zostały na polu namiotowym) i podjechaliśmy do parku linowego w Starych Jabłonkach.Adam spisał się świetnie - przeszedł trasę w dobrym czasie bez żadnego błędu. Ja miałem radochę obserwując jego walkę o zachowanie równowagi.
Po tych zabawach pojechaliśmy do Ostródy - zobaczyć stary zamek krzyżacki i jego muzeum (bardzo skromne), zorientować się jak to jest z rejsami statków z Ostródy do Starych Jabłonek no i zrobić kolejne zakupy (owoce i warzywa wyjątkowo szybko znikają).

Dzisiejsze zdjęcia Adama są TUTAJ. Dołożyłem jeszcze dwa filmiki (są teraz ostatnie - polecam :) )


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 25 km.

środa, 29 czerwca 2011

Pod Sosnami

Ciepło, słonecznie, wiatr co prawda wieje ale wśród drzew w ogóle go nie czuć. Śniadanie zjedliśmy koło 10, chociaż ja tradycyjnie wstałem przed 6 :)Później spacer do sklepu po zakupy (zapomniałem o cukrze, wczoraj musiałem pożyczać od gospodarza pola namiotowego) i słodkie lenistwo. Na obiad karkówka przygotowana przez Gośkę - wyśmienita. Poobiednia siesta połączona z nauka mnie gry w Macao (Adam spuścił mi niezłe lanie). Teraz wybieramy się NAD i DO wody - postraszyć miejscowe rekiny.


Dzisiejsze fotki. Mruczek odpoczywa.

wtorek, 28 czerwca 2011

Mazury

Hej, Mazury, jak wy cudne!
Gdzie jest taki drugi kraj!
Tu zapomnisz chwile trudne,
Tu przeżyjesz życia maj.
 
Śpiewało się tak kiedyś w czasach studenckich - teraz mam możliwość sprawdzenia tego osobiście.
Na ten kilkudniowy wypad nad jeziora zaprosiłem Adama - młodszego syna Gośki i Wieśka. Dlatego też zdjęcia są w dwóch różnych albumach. Dzisiejsze zdjęcia Adama można pooglądać TUTAJ, moje tradycyjnie w stopce tego postu.



Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 300 km. MAPA

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Półeczka

Wreszcie mam, doszła po dwóch tygodniach czekania, ale jest i już zamontowana. Nie wiem, jak to się będzie trzymało (tylko paski taśmy przylepnej) ale najwyżej będę podklejał własną taśmą. Nie chce, przy najmniej na razie, dziurawić Mruczka jakimiś wkrętami - może się uda :)

piątek, 17 czerwca 2011

Białowieża

Noc minęła spokojnie, chociaż pod samym kocem i bez włączonego ogrzewania - było trochę zimno. Puszcza to jednak niezła lodówka. Pochodziłam sobie trochę po całym terenie - pojawiły się dwie nowe lokomotywy, wyczyszczone, odmalowane. Są tez nowe wagony - widać że przerabiają je na mieszkalne Poznałem też sympatyczne kocisko (podobno przybłęda).
Na śniadanie przeniosłem się na parking na uroczysku Stara Białowieża czyli Szlak Dębów Królewskich. Cisza, spokój, tędy samochodów jeździ na prawdę niewiele. Kilka lat temu zmieniono i to miejsce - teren powiększono, zrobiono przyzwoity parking i nową bramę wejściową.
Pogoda się psuje, trzeba wracać. Białystok powitał mnie deszczem.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 90 km. MAPA 

czwartek, 16 czerwca 2011

A jednak Carska

Zrezygnowałem z testowania noclegu pod PTTKiem. Ciemno, żadnej latarni, co prawda jest lampa z czujnikiem ruchowym, ale na budynku i dopiero jak ruszyłem z miejsc Mruczkiem - zapaliło się światło. Na dodatek, z pobliskich ławeczek dobiegały coraz głośniejsze śmiechy i rozmowy różnych ludzi, nie wiadomo co by im do głowy przyszło jak skończą swoje napoje. Podjechałem więc te 3 km do dawnej stacji kolejowej Białowieża-Towarowa czyli obecnej restauracji Carskiej, gdzie w zeszłym roku obchodziliśmy Wielkanoc :) parkin prawie pusty (tylko dwa osobowe auta stoją), oświetlony, ludzie w restauracji a nie po krzakach siedzą - zdecydowanie spokojniej i bezpieczniej.
Tamto miejsce jest bardzo dobre  gdy chce się w ciągu dnia zaparkować samochód blisko Nivy i w dodatku za darmo. Trzeba tylko wiedzieć, którędy wjechać :)
Współrzędne tamtego  parkingu to: N52°42.175, E023°50.794

W krainie żubra

Postanowiłem wyskoczyć na krótko do Białowieży. Przy takiej dusznej i upalnej pogodzie tylko puszcza może dać trochę wytchnienia i oddechu. Pojechałem trochę dłuższa trasą, przez Bielsk Podlaski mając w planie  odtworzenie swoich dwóch skrzynek z GC. Pierwszy postój przy moście w Ploskach, niestety stare i malownicze wierzby które rosły przy samej drodze powycinano i posadzono nowe, młodziutkie drzewa. Poźniej krótki spacerek po parku w Bielsku Podlaskim i dalej do Białowieży. Tradycyjny już postój pod hipermarketem w Hajnówce - trzeba coś kupić na kolację i jutrzejsze śniadanie. I wreszcie puszcza.  W Zwierzyńcu miłe zaskoczenie - usunięto słupki zagradzające wjazd na parking  gdzie kilka lat temu spłonęła restauracja, jacyś ludzie wycinali trawę która cały plac zarósł - może coś tam będzie z myślą o turystach.
Jadę przez Grudki w stronę przejścia granicznego. Około 1,5 km od szlabanu - znak, zakaż ruchu wszelkich pojazdów więc Mruczek zostaje na poboczu a ja spacerkiem w stronę "końca Europy" :)
Przejście zmieniło się nie do poznania. Pamiętam, że zaraz po uruchomieniu go stały tylko jakieś szare kontenery i wyglądało to niezbyt ciekawie.  Teraz - zadbany teren, ładny budynek, wszystko dokładnie ogrodzone, oznakowane, robi wrażenie. Obserwuje zza szlabanu jakichś ludzi którzy właśnie się odprawiają.
Po obfotografowaniu i pooglądaniu wracam do Mruczka, chwilę się w nim grzebię i gdy chcę ruszać, podchodzi do mnie dwóch panów (tych z przejścia granicznego, widać że ojciec z synem) i zagadują czy nie mógłbym ich podwieźć.

Dałem się namówić i w ten sposób Mruczek po praz pierwszy wiózł  "autostopowiczów" Bardzo ciekawe towarzystwo - duńczycy, z Kopenhagi :) Na piechotę, przez Puszcze po stronie Białoruskiej do Polski planują trochę pozwiedzać nasz kraj i później POWRÓT samolotem z Warszawy do Kopenhagi.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 110 km. MAPA  

czwartek, 2 czerwca 2011

Ostra Brama

Na prawdę warto wybrać się na ranna msze św. w Ostrej Bramie (odprawiana jest po polsku). Tego pięknego języka polskiego, z wileńskim zaśpiewem trzeba koniecznie posłuchać. Dzisiejszą mszę św. odprawiało dwóch kapłanów - jeden ewidentnie miejscowy (to było słychać) drugi - Polak. Zaraz po mszy pojawił się już w cywilnym ubraniu, z plecakiem, przewodnikiem w jednej ręce i aparatem foto w drugiej. Spotkałem go później na mieście jeszcze kilka razy.
Pogoda obłędna - parno, duszno, gorąco, termometry lokalne pokazuje ok 29 stopni - trudno  w taką pogodę łazić po mieście.Rano pojechałem trolejbusem do dworca, później na nogach do Ostrej Bramy. Po mszy zszedłem głównym traktem do zamku. Na prospekcie Gedymina zjadłem obiadek i wsiadłem w pierwszy autobus jadący na STOTIS (czyli dworzec) a tam przesiadka w trolejbus 16 i na camping. Mruczek jak na patelni, wygrzany, prawie usmażony. Szybko uciekłem z campingu i stoję teraz zaraz obok targów ale przynajmniej w cieniu. Jak chwilę odsapnę - w drogę, najpierw Troki a później, na nocleg - do Augustowa.



Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 230 km. 

środa, 1 czerwca 2011

Upalne Wilno

Gorąco, słonecznie, wręcz upalnie. Godzinę temu nawet grzmiało, ale wygląda na to, że przejdzie bokiem.
Rano, po śniadaniu ambitnie postanowiłem zdobyć wieżę TV, na własnych nogach. Wjazd na górę - 21 Lt (dorosły) ale widok wart tej ceny. Miasto ogląda się z wysokości 160 m nad poziomem ziemi a przecież wieża stoi na wzniesieniu więc dodatkowo widok wspaniały. Można oglądać na stojąco ale są też stoliki (bar czy raczej restauracja) na podeście, w kształcie pierścienia, który powoli się przesuwa, więc wolno jedząc czy pijąc można nie ruszając się od stolika zobaczyć wszystko dookoła.
Wracając z góry po drodze, było kilka geocachy :) Trochę odpocząłem w kamperku i postanowiłem ruszyć do centrum, ale już nie na nogach, nie komunikacja miejską (pojedynczy bilet kosztuje 2,5 Lt, bilet 24 godzinny aż 13 Lt). Najpierw podjechałem Mruczkiem do dzielnicy Zwierzyniec (chyba  - hehehe) i trochę pochodziłem, później zajechałem na sam rynek, zaparkowałem koło ratusza i po wypiciu obowiązkowej kawy - krótka (parkowanie w samym centrum - 6Lt za godzinę) włóczęga po starówce.
Powrót na camping, dzisiaj już trzeba zapłacić, prysznic i odpoczynek przy komputerze.
Pierwsza (wczorajsza) noc na camping - za darmo, dzisiaj zapłaciłem 56 Lt więc średnio wychodzi 28 Lt za noc - drożej niz na parkingu koło katedry ale za to z WC, prysznicem, prądem. Szkoda tylko że daleko do centrum ale trudno.

Wilno

Cały wczorajszy wieczór walczyłem o sieć. Tradycyjnie, na WiFi, zgłaszała mi się Zebra. Była też strona informacyjna, nawet po angielsku,  że za 5 Lt mogę mieć 24 godzinny dostęp do sieci, muszę tylko wysłać SMSa na podany nr. Żeby nie było za pięknie - SMS musi być wysłany z nr litewskiego, czyli trzeba kupić litewską kartę do telefonu. Podjechałem na najbliższą stacje benzynową, kupiłem Tele2 za 4,5 Lt.
Fajnie myślę, zaraz będzie internet. Ale FIGA, to byłoby za proste. Karta niby działa, ale dostaje komunikat ze wysłanie SMSa na nr Zebry "nie powiodło się". Zabieram się więc za czytanie ulotek do tej karty (dołączają po litewsku, rosyjsku i angielsku) i okazuje się, że mogę mieć internet w całkiem rozsądnej cenie - 0,9 Lt (czyli ok 1 zł) za 1 MB transmisji. Roaming w Orange to 20 zł za 1 Mb - różnica zasadnicza :)
Ale żeby nie było za prosto - łączyć się nie chce. Wysyłam SMSa z prośba o konfigurację - dostaje  odpowiedź (tylko po litewsku), że mój modem/telefon nie jest przystosowany do transmisji GPRS - heheheh. Dzięki pomocy Ewy (DZIĘKUJĘ jeszcze raz) skonfigurowałem ręcznie modem i szczęśliwie się połączyłem. W ulotce doczytałem też, że można wykupić sobie pakiet internetowy - w moim przypadku 7 dniowy, za 2,5 Lt na 20 Mb. Wysłałem SMSa i w odpowiedzi wyczytałem, że mam ..... 150 MB  - NIC NIE ROZUMIEM :) Grunt, że działa.I wygląda na to, że za 4,5 Lt (ok 5 zł) będę miał dostęp do sieci do 7 dni, przy niezbyt dużej transmisji.
Nazwa karty to PILDYK a o warunkach, kodach i taryfach napisali TUTAJ.
Po spokojnej nocy zabrałem się za problemy z prądem. Jak zwykle, okazało się, że to drobiazg - wyskoczył jeden kabelek. Docisnąłem i znowu działa. Uffff


Dzisiejsze fotki. Postój.

wtorek, 31 maja 2011

Na Litwie

Oczywiście, wyjazd bez przygód różnego rodzaju nie byłby ciekawy.
Najpierw okazało się, że moje gniazdko elektryczne w kamerze przestało działać. Szczęśliwie gniazdko koło TV działa, więc prąd do kompa jest.
Później miałem spotkanie "trzeciego stopnia" z litewską drogówka. Zagapiłem się i przejechałem przez teren zabudowany z prędkością 85, zamiast 50 km/h. Jak mi panowie pokazali cennik, minę miałem niewesołą - od 400 do 600 Lt. Wstępnie proponowali 500 Lt ale mój dar przekonywania ludzi (jeden całkiem nieźle mówił po polsku) okazał się skuteczny i skończyło się na pouczeniu. UFFFF :)
Dojechałem wreszcie do Wilna, na znany parking a tu ..... zmiany zmiany zmiany. Ceny co prawda takie jak w zeszłym roku (20 Lt za kampera za 24 h) ale żywej duszy nie ma, zamiast pracownika który pilnował postawiono automat, tylko na monety. Szlaban podniesiony do góry, kilka samochodów osobowych, żadnych kamperów czy autobusów - trochę strach tak zostawiać Mruczka samego.
Postanowiłem więc przenieść się na Vilnius Camping. GPS doprowadził mnie na miejsce a tu - zamiast campingu  jakies nowe centrum kongresowe. Pytam jednego, drugiego tubylca - nikt nic nie wie. Zacząłem więc krążyć i nagle, na trawce za centrum zobaczyłem kilka kamperków. Okazuje sie ze camping "budują" to znaczy prąd już jest, internetu nie ma ale są szanse że może jutro zrobią, kontenery sanitarne stoją i nawet podobno dziłają, administracji nie ma, płot się właśnie buduje. BO jak mi powiedziano, camping ma być czynny od jutra ale już dzisiaj nocować można (ciekawe, za ile - hehehe).Stoi kilka kameprów francuskich i jeden włoski no i Mruczek.
Najgorsze jest to, że do centrum kilka kilometrów.  
Dzisiaj pewnie już nie będzie mi się chciało iść.

To na razie - tyle, ciekawe ile połknie roaming by wysłać ten tekst (zdjęcia uzupełnię, jak będę miał jakąś rozsądną sieć)

Do Wilna

Podobnie, jak w zeszłych latach, tak i w tym roku ,chcę 2 czerwca byc w Wilnie, w Ostrej Bramie. Wodę i paliwo zatankowałem kilka dni temu, więc dzisiaj tylko wsiąść i jechać. Wczoraj po południu włączyłem lodówkę (w zamrażalniku było +20), dzisiaj, po 20 godzinach na gazie temperatura spadła do -10, czyli ładnie działa  na gazie :)
Pojechałem, tak jak poprzednio, przez Knyszyn - przy tym upale stanie w korkach jest zupełnie bez sensu.  Krótki postój w Augustowie na małe zakupy i drugie śniadanie i Mruczek od razu znalazł sobie towarzystwo :)




Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 300 km.

niedziela, 29 maja 2011

Czomolungma

Czomolungma czyli Mont Everest została zdobyta po raz pierwszy przez Nowozelandczyka Edmunda Percivala Hillarego oraz Norgaya Tenzinga – Szerpa z Dardżylingu dnia 29 maja 1953 roku czyli dokładnie 58 lat temu. Rocznice tę postanowiłem uczcić schłodzonym Olaszrizlingiem znad Balatonu :)

środa, 25 maja 2011

Małe zmiany techniczne

Wprowadzam zmiany w wyglądzie tego blogu.
Chciałem początkowo dać dynamiczne mapki bezpośrednio w tekstach, ale doszedłem do wniosku, że będzie to znacznie zwalniało ładowanie się strony, co gdzieś w terenie, przy słabej szybkości łącza, może być mocno denerwujące. Mapka każdego dnia będzie dostępna jako link, na dole posta (otworzy się w nowym okienku).
Podobnie ze zdjęciami - będą otwierały się w nowych okienkach, by można było czytając tekst oglądać też zdjęcia.

piątek, 20 maja 2011

Augustów

 Noc pod opieką króla Zygmunta Augusta minęła spokojnie. Pogoda zapowiada sie śliczna chociaz wczoraj wieczorem była nawet mała burza - trochę grzmiało, trochę popadało. Rynek zmienił się nie do poznania - kilka lat temu zapuszczony, zaśmiecony - teraz nowa nawierzchnia, trawka zadbana, kosze, ławki i nawet czynna fontanna z własnym programem "sikania".
Spacerki o godzinie 6 rana maja swój urok, cicho, pusto, spokojnie, tylko łabędzie, kaczki i spacerujące pieski można spotkać.Wypatrzyłem sympatyczne miejsce (ślepa uliczka zakończona sporym asfaltowym placem nad sama wodą) w sam raz na kilkugodzinny postój kamperkiem, ale w ciągu dnia. W nocy jednak bezpieczniej się czuję gdzieś w centrum, pod latarnią, najlepiej koło poczty czy nawet posterunku policji.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 100 km. Mapka trasy

czwartek, 19 maja 2011

Kowno

Noc na rynku, pod ratuszem przeszła w miarę spokojnie chociaż okazało się, że rynek jest ulubionym miejscem spotkań młodych Litwinów. Przyjeżdżali samochodami, z włączoną "młockarnią", czyli UMPA UMPA na cały regulator i tak prawie do pierwszej w nocy. Ranek przywitał mnie śliczna pogodą, dzień zapowiada się ładny.
Niestety, wszystko wskazuje na to że nie będę mógł tutaj zostać. Panowie ochroniarze inne samochody, które chcą parkować  - wyganiają. Trzeba będzie się chyba wynieść na parking pod zamkiem a tam, nie mam pojęcia jak będzie z dostępem do sieci. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić jeszcze kilka fotek Mruczka, nim stąd odjadę.


Strona oficjalna festynu
Przeparkowałem się pod muzeum ale widzę, że tutaj tez długo nie postoję. Samochody stojące obok mają taką karteczkę za wycieraczka.
Przed 11 tutejszego czasu trzeba będzie się wynieść.

8:30 (9:30 czasu miejscowego)
No i po słoneczku, zachmurzyło się, pada, pogoda nie zachęca do chodzenia po mieście. Siedzę i myślę, co dalej. Na razie kończę śniadanie: węgierska kiełbasa, na polskim chlebie, z czeskim chrzanem popijana herbata na litewskiej wodzie - MNIAM MNIAM :)

10:15 (11:15)
Zrobiłem mały spacerek na druga stronę Niemna. Niestety, kolejka na gorę z ładnym widoczkiem na starówkę nieczynna. Stragany powoli zaczynają działać, dużo fajnych, regionalnych pamiątek (a nie ta chińszczyzna, która opanowała większość sklepów). Mruczek ma nowego kolegę - pręgowane, lniane kocisko.
A ponieważ byłem pierwszym kupującym w tym straganie - dostałem prezent - dwa fajne lniane bieżniki na stolik - w sam raz będą pasowały do kamperka. 

21:30
Dookoła kamperka ciągle krążyli panowie z ochrony i nawet policji.Prawdopodobnie byli przekonani ze to kogoś z wystawiających na rynku :) Nie chciałem dłużej ryzykować i postanowiłem przenieść się na parking pod zamkiem. Tam okazało się, że parking zamknięty, tylko dla VIPów jak mnie poinformowały sympatyczne dziewczyny pilnujące wjazdu. Na przeciwko, na dworcu autobusowym dało się stanąć (bo z okazji festynu nie był czynny) ale też zaczął wzbudzać wielkie zainteresowanie różnych służb. Wyjazd ze starówki to droga w jedna stronę, drugi raz do poniedziałku pewnie nie da się wjechać bez specjalnej przepustki. Doszedłem do wniosku, że co chciałem zobaczyć, zobaczyłem a resztę sobie daruję. Camping w Kownie jest ok 5 km od starówki i koszt za jedna noc kamperem to ok 55 zł - przesada :)
Jadę więc dalej - kierunek, Park Regionalny Nemuno Kilpu (Zakola Niemna). Najpierw Birsztany - kurort podobny do Drusgiennik ale trochę mniej oblegany. teraz tam cisza, spokój, totalnie nic się nie dzieje. następnie Punia i śliczny widok ze stromego wzgórza nad Niemnem.
Pogoda zmienna - raz słoneczko i prawie upał, za chwile chmury i deszczyk. Zmęczyło mnie to wszystko i jadę w kierunku domu. Kilometr przed Augustowem niespodziewane spotkanie. Prawie na szosie stoi sobie łoś i spokojnie obgryza gałązki :) Zatrzymałem się, wyskoczyłem z kampera i pstrykam, a ten się w ogóle mną nie przejmuje, nie reaguje też na inne samochody. Wreszcie mu się znudziło pozowanie i poszedł w las. Postój na nocleg na rynku w Augustowie.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 130 km. Mapka trasy

środa, 18 maja 2011

Na Kowno !

Tak pokrzykiwał Piszczyk w filmie Zezowate Szczęście. To moje drugie podejście do tego miasta, w 2009, jeszcze Sienką, nie udało się.
Noc minęła spokojnie, nie ma to jak się zmęczyć fizycznie, wtedy nic się nie śni, żadne myśli nie przeszkadzają, po prostu się śpi :) Przejechałem brzegami Szelmentu Wielkiego do Szypliszek, tankowanie (4,95 więc przyzwoicie), kawusia i za chwilę na granicę. Po drodze Mariampol, a tam jest kilka geocachy

18:10
Dotarłem do Kowna i bez większych problemów zaparkowałem w samym centrum. Parking płatny (1 Lt za godzinę, do 17 tylko, później za darmo). Spacerek po starówce - na prawdę robi wrażenie. Oczywiście nie ma porównania do wileńskiej, jest o wiele mniejsza ale tez ma swój urok. Pamiętam, jak jechałem kilka lat temu do Wilna nocnym autobusem, starówka była ślicznie oświetlona, mam nadzieję, że dzisiaj pooglądam to z bliska.

19:00
Już wiem, co mnie tak ciągnęło do Kowna - super impreza (wg organizatorów), czyli kilkudniowe międzynarodowe dni hanzeatyckie połączone z urodzinami miasta. Jarmark z różnościami, walki rycerzy, koncerty muzyczne, balony a na zakończenie, 22 super pokaz ogni sztucznych (niestety, tego nie zobaczę, bo muszę wracać w sobotę).


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy

wtorek, 17 maja 2011

Kierunek - Suwalszczyzna

Mimo nie najlepszych prognoz pogody (chociaż obiecują, że będzie się poprawiać) ruszyłem na północ. Wyjazd  z Białegostoku na Augustów jest ciężki, roboty drogowe skutecznie tamują ruch, pojechałem więc przez Knyszyn i Korycin. Tylko 3 km więcej, droga taka sobie ale za to przejezdna, nie trzeba stać w korku. Po krótkim postoju w Białobrzegach, koło starego młyna, kolejny postój w Augustowie, pod hipermarketem.
Po obowiązkowej herbatce - kierunek Lazdijaj (jest tam kilka geocachy do zaliczenia). a później Smolniki - jest tam, jak wynika z danych w internecie, całkiem fajny i tani (5 zł człowiek, prąd, 4 zł, kamper za darmo) camping.

17:00
Jestem w Szypliszkach. Komfort - nie taki jak jeszcze dwa czy trzy lata temu. Na parkingu dostępne darmowe sieci WiFI :)  Pogoda taka sobie - pochmurno, na szczęście nie pada. Szukałem bankomatu "z żubrem" ale wydaje się, że na północ od Suwałk - nie ma :)

18:30
Do Suwałk na szczęście tylko 18 km, bankomat zaliczony. Przez Jeleniewo do  rezerwatu Rutka czyli na wielkie kamienisko. Kolejny Earthcache i miła niespodzianka. Stoję sobie na małym parkingu koło tablic informacyjnych rezerwatu i też jest WiFi - pewnie z agroturystyki która jest po drugiej stronie szosy

Dojechałem do Smolnik, wioska wygląda ładnie, własny taras widokowy (płatny), sklepik z  knajpką i stolikami pod sosnami. Tylko że o żadnym campingu tutaj nikt nie słyszał :) Jest miejsce na namioty ale dojazd zupełnie nie dla  campera. No i jeszcze nie jest czynne. Wróciłem więc na "kamienisko" czyli do Rutek, stanąłem na podwórku tej kwatery agroturystycznej (20 + 5 za podłączenie do prądu) i mam spokój.
Miało być upalnie (są chmury i pada), miał być tani camping nad jeziorem  (nie ma) - realizuje więc plan B, czyli to co wykrzykiwał Piszczyk w Zezowatym Szczęściu - NA KOWNO !!


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 280 km. Mapka trasy

środa, 11 maja 2011

Supraśl

Dzień bez kampera jest dniem straconym :)

Pogoda śliczna, praktycznie upał, stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć w czterech ścianach. Postanowiłem więc wyskoczyć chociaż na chwilę gdzieś poza miasto - wybór padł na Supraśl, uzdrowisko pod Białymstokiem. Po drodze zatrzymałem się na chwilę przy sklepie z używanymi rzeczami z Holandii, nazywanym popularnie "Wiatraki". Kupiłem sobie fajną koszulę z krótkimi rękawami i dużymi kieszeniami :) Do tego trzy różne worki - w sam raz na skarpety, bieliznę itp do kampera (już mnie zaczęły denerwować te reklamówki w jakie to pakowałem). Jako, że trafiłem na okresową przecenę, za wszystko zapłaciłem 5 zł :)
Supraśl wygląda coraz ładniej, nie tylko z powodu świeżej, wiosennej zieleni ale pracy włożonej w uporządkowanie terenu. Monastyr już z zewnątrz cały odnowiony, pomalowany, bulwary nas rzeką wyglądają ślicznie ale niestety, komary już tez grasują. W planie miałem jakiś obiad ale w restauracji w centrum, koło Liceum Plastycznego - przeciętny obiad (zupa + drugie) - 30 zł. W Łukaszówce - podobnie. Ciekawe, że w Czechach, w kilku miastach, jadałem obiady (zupa + drugie+ Kofola) w cenie ok 100-120 koron (czyli jakieś 20 zł, raz zaszalałem i zapłaciłem 145 koron  - ale to i tak mniej niż w małym miasteczku jakim jest Supraśl. Komary i skąpstwo - zwyciężyło - na  późny obiad wróciłem do domu :)


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 40 km. Mapka trasy

czwartek, 5 maja 2011

Prawie w domu

Po nocy spędzonej w Warszawie jadę dalej.
Najpierw zatrzymałem się w M1 na Targówku. Okazało się, że Decathlon zmienił siedzibę, przeniósł się na druga stronę trasy toruńskiej. Udało mi się kupić buty takie jakie chciałem i to za całkiem rozsądna cenę (140 zł).
Pogoda, jak przystało na wiosnę, na maj, czyli zimno, pochmurno i paskudnie :) Przed Wyszkowem spotkałem kamperka na fińskich numerach, skręcił na Łomżę. Moja ulubiona stacja benzynowa z barem (ROLBUD) między Wyszkowem a Zambrowem (ok 11 km od Zambrowa) rozbudowała się, ma teraz nawet część hotelową, barek się powiększył, ma nowy wystrój no i jest wolne WiFi :)

Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 190 km. Mapka trasy

środa, 4 maja 2011

Chyba już czas wracać do domu ......

Wszystko się kiedyś kończy, ten wiosenny wypad na knedliki też.
Noc minęła spokojnie, chociaż w zeszłym roku zrezygnowałem z noclegu tutaj, bo miałem obawy widząc niektórych gości tej stacji i wybrałem placyk w Gogolinie. W tym roku zdecydował dostęp do WiFi :)
Kierunek Warszawa, po drodze obowiązkowy postój i moczenie się w Mszczonowie. Może tez po drodze jakieś geocache wpadną.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 340 km. Mapka trasy

wtorek, 3 maja 2011

Mokra Morava

No i się rozpadało. pada od rana, na razie niezbyt mocno ale jak patrze na prognozy pogody nie wygląda to zachęcająco. Zwłaszcza pogoda oglądana na GE - brrrrr


21:20
No i wykrakałem. Ale po kolei.
Miałem w planie Bruntal ale jadąc po drodze zobaczyłem strzałkę do Karlova Studenka czyli jedynych chyba term w tej części Czech. Żal było by ominąć i nie pooglądać. Więc skręciłem, myślę sobie - nadrobię ok 30 km ale co to jest. Jadę sobie spokojnie w górę a padający deszcz powoli zamienia się w śnieg. Im wyżej tym go więcej, ale nic nie zapowiadało problemów..
Dojechałem na górę, zostawiłem Mruczka na parkingu i poszedłem się pomoczyć.Basen z zewnątrz to taka typowy "karkonoski" budynek a w środku ładnie, czysto, elegancko. Cena - 150 Kc za godzinę przyjemności. Sam basenik niewielki ale jest łóżko z bąbelkami, są rury puszczające wodę z góry - tak silny strumień, że nie można ustać na nogach. Mini wir podświetlany i jakiś gejzer na środku. No i oczywiście to co lubię najbardziej - masaże kręgosłupa strumieniem ze ściany. Jest tez dział termalny - czyli sauna sucha i parowa.
Pomoczyłem się, wracam do kamperka a tu ...... ZONK - kilkanaście cm mokrego śniegu wszędzie. Postanowiłem jednak jechać, droga powrotna to najpierw trochę pod górkę (na prawdę niewiele) do przełęczy i później w dół. Jade wie a tu samochód osobowy przede mną stracił przyczepność, widać, że nie może dalej podjechać i zaczyna się cofać na awaryjnych. Zatrzymałem się, by go przepuścić i tyle było mojej jazdy.. Pod górkę już nie ruszyłem, koła się ślizgały po tym mokrym śniegu. Podobnie więc do osobówki - włączyłem awaryjne i cofam się. Na szczęście po jakichś 100 m dałem rade nawrócić i już przodem dojechałem na parking. A śnieg sypał nadal i to solidnie. W ostateczności, myślę sobie, zostane tutaj do jutra tylko kto wie co i jak będzie jutro. Wyciągnąłem dokładniejsze mapy i wyczytałem z nich, że w druga stronę droga jest tylko w dół, do Vrbowa i to tylko 8 km. Dwie godziny minęły, śnieg na szosie odgarnął pług, resztę rozjeździli inni - zaryzykowałem zjazd. Do Vrbowa było OK, ale dalej do Bruntala znowu pod górkę i cały czas padający śnieg. Po drodze dwa TIRy w rowie ale ogólnie, powoli i bez problemów dojechałem.
Jak zobaczyłem, że na dole (w Bruntalu) też biało - zjadłem obiadek, chwilę pokręciłem się po rynku i stwierdziłem, że nie ma na co czekać - wracam do domu.

Stoję teraz w Krapkowicach na stacji Orlenu - spory, darmowy parking, sporo TIRów tutaj nocuje. A co najlepsze - po drugiej stronie ulicy restauracja i hotel z WiFi - dało się podczepić :)


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 140 km. Mapka trasy

poniedziałek, 2 maja 2011

Dalej Morava

Na sam nocleg przeniosłem się jednak na dół, do miasteczka, na rynek. Ta stacja czynna tylko do 21 i wolałem jednak nocować pod czujnym okiem Policji.
Podaje namiary na te stacje benzynową, z małym parkingiem ale za to z dobrym sygnałem WiFi:



N 49° 35.355    E 016° 54.379
 Rano spacerek po centrum  - sympatyczny pałac, odremontowany prawie w całości, w środku biblioteka i inne placówki oświatowe.
Po śniadaniu ruszam dalej, jest jeszcze tyle zamków i hradów na Morawach do zobaczenia :)

18:30
Pierwsze miejsce jakie odwiedziłem (było po prostu po drodze) to mały zameczek myśliwski, w którym podobno zatrzymywał się nawet Franc Jozef. Później - Náměšť na Hané, ładny pałac w uroczym parku. Niestety, jak wiele zabytkowych obiektów w Czechach, przez wiele lat zaniedbywany. teraz go restaurują wygląda już całkiem nieźle ale dostępny jest tylko park pałacowy, w środku trwają prace.
Kolejny etap - Šternberk. Podobno skleroza nie boli :) Byłem tam w zeszłym roku i nawet nocowałem. Niewiele sie zmieniło przez te pół roku, zjadłem smaczny obiadek i dalej w drogę.

Miasteczko Uničov zachwyciło mni swoim rynkiem.świeżo odrestaurowanym i przepięknym ratuszem. Gdyby tam był dostępne WiFi - pewnie zostałbym na tym rynku na noc ale niestety, nic nie było.
Zgodnie z planem dojechałem do miasteczka Rýmařov. Cisza, spokój, rynek monitorowany kamerkami, legalny parking pod Urzędem Miasta no i jest dostępne WiFi :) 
Jest tutaj też geopark w ponad 40 okazami minerałów, wszystko wolno dostępne na skwerze zaraz koło rynku.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 100 km. Mapka trasy

niedziela, 1 maja 2011

Morava - ciąg dalszy

Jako że wczoraj czarownice zostały uroczyście spalone, noc spędziłem spokojnie :) Poranny spacerek (i dwa cache), później śniadanko, za chwile ruszam dalej. Pogoda niestety kiepska, pochmurno, chłodno i co chwila trochę pada. 

17:45
Prawie w każdej miejscowości ogłoszenie o paleniu czarownic, nie wiedziałem, że w Czechach to taka plaga jak kiedyś ,dawno temu, stonka u nas :)
Pierwszy postój - zamek Pernštejn. Z zewnątrz wygląda bardzo ciekawie, ale mocno zaniedbany, zapuszczony. Starają się go odnawiać ale idzie to powoli i jeszcze wiele brakuje. Następny postój - Kunštá. Ryneczek z ładną fontanną, zamek góruje nad miastem ale z daleka widać ze wymaga remontu. Zaraz pod miastem jaskinia z rzexbami z piaskowac. Niestety - zamknięta, więc tylko posłuchałem sobie automatycznego przewodnika na korbkę i pooglądałem nieliczne zdjęcia,
Jadę dalej - Letovice przez które tyle razy przejeżdżałem. Rozpoczęli remont zamku górującego nam miasteczkiem. Wygląda to ciekawie ale odradzam wchodzenie do środka - pomieszanie z poplątaniem. Wygląda bardziej jak jakaś stara piwnica zapełniona różnymi niepotrzebnymi rzeczami a nie wnętrze muzeum. I to wszystko kosztuje 70 Kc + 10 Kc za możliwość fotografowania . . . . . .
Dojechałem do Konic. Na rynku parking (płatny w dni powszednie) na przeciwko komisariatu Policji ale niestety, nie ma w okolicy dostępnego WiFI. Za to zaraz za miastem, na stacji benzynowej, jest i parking i WiFI z mocnym sygnałem. Mam nadzieję, że mnie nie wygonią wieczorem :)


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 90 km. Mapka trasy

sobota, 30 kwietnia 2011

Morava

Echhh dziwny, bardzo dziwny jest ten camping na Lucky Vrch. Według informacji na ich stronie:
za poplatek 10 kč je možno se osprchovat v penzionu, kde lze také využít wc. Platba 30 Kč osoba/noc, žádné jiné poplatky.
Do tego miała dojść opłata za prąd wg licznika 5 Kc za 1 kWh.
Wczoraj, przy meldowaniu poinformowano mnie, że opłata za prysznic i WC to właśnie 30 Kc, za pobyt nic nie płacę i oczywiście prąd - 5 Kc za 1 kWh. Dzisiaj przy rozliczaniu dowiedziałem się, ze za prąd place 10 Kc za 1 kWh i ...... NIC więcej, żadnej opłaty za pobyt, za sanitariaty, ani halerza. Wyszło na to, że za nocleg tam, z prądem, sanitariatami i nawet dostępem (słabym ale jednak był) do internetu zapłaciłem 10 Kc czyli ok 1,70 zł.

16:30
Dojechałem do Žďár nad Sázavou. Znowu śliczna trasa, wąska droga wijąca się wśród górek i pagórków. Pogoda niestety nie najlepsza, chmury burzowe krążą dookoła, słychać grzmoty ale tutaj niewiele padało. Na głównym placu Novego Miasta - darmowy internet, ale tylko trzy godziny dziennie. Mam zamiar podjechać do Nove Mesto na Moravie - na rynku można parkować, więc pewnie i przenocować się uda. Poza tym dzisiaj tam są specjalne atrakcje:)

Nové Město na Moravě - Zahradnictví
Sraz u kašny na námstí v 19 h, poté průvod v maskách i bez s lampiony , od 20 h pálení čarodějnic v zahradnictví, rožnění prasátka, k tanci hrají Bosorky. POŘADATEL:
Zahradnictví a klub seniorů

Nové Město na Moravě - Penzion Pasáček
Čarodějnické drinky, grilování, barmanky jako čarodějnice, pro návštěvnice v čarodějnické masce 10% sleva. POŘADATEL:
Penzion Pasáček

18:45
Jestem już w Nove Mesto nM. Miejsce świetne, legalny parking zaraz obok Urzędu Miasta, i komisariatu Policji. Internet, jak widać jest - ta sama darmowa usługa czyli trzy godzinki dziennie. Mam dwie rożne anteny WiFi, więc i dwa różne numery MAC - powinienem mieć w sumie 6 godzin :) :)

Pogoda niestety podła - pochmurno, grzmi, nie pada ale w każdej chwili może zacząć. Nie wiem, jak to będzie z tym pochodem czarownic, mam nadzieję, że nie odwołają.

20:10
Czarownice przyjechały na rynek wcześniej niż było w zapowiedzi. Na szczęście zachowywały się na tyle głośno, że je usłyszałem. Najpierw odtańczyły swoje tańce pod fontanną, później pomaszerowały przez całe miasteczko zwołując chętnych. Na miejscu zabawy gotowe już były stoły, barek z obowiązkowym piwem i jakimiś kiełbaskami, rozstawione instrumenty muzyczne i główne czarownice zaczęły swój sabat. Niestety, pogoda nie dopisała, zaczęło padać, grzmi, błyska się. Bawiącym to nie przeszkadzało ale ja doszedłem do wniosku ze wypije jedno piwo i wracam do kamperka. 


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 45 km. Mapka trasy