poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Vidzeme czyli Śródziemie

Vidzeme, tak chyba prawidłowo powinienem nazywać ten region. Taka nazwa widnieje na wszystkich mapach, przewodnikach, jakie można dostać w tutejszych IT.
W nocy jakiś podpity tubylec koniecznie chciał ze mną porozmawiać. Pukał, stukał do kampera aż wreszcie odszedł do kolegów.
Rano pobrałem z IT koleją porcję map i w drogę. W najnowszych mapach wyczytałem, że po drodze mam starą, radziecką bazę rakiet atomowych koło Zeltini. Kiedyś super tajna, teraz informację o jej lokalizacji umieszcza się na turystycznych mapach. Jak bardzo i jak szybko zmienia się ten świat.


Następny punkt programu, to Aluksne, miasto położone nad ładym jeziorem, z wyspą, na której był kiedyś zamek. Zacząłem od obiadu w kafejnicy, solianka, schabowy z ziemniaczkami i surówką kosztowały dokładnie 2 łaty, czyli ok 12 zł. Później wyciągnąłem dahonka i na dwóch kółkach ruszyłem na zwiedzanie. Miasteczko niewielkie, ładnie zagospodarowana wyspa z ruinami zamku, nowe ulice będą, centrum właśnie rozkopane i drogowcy intensywnie pracują.
Narzekałem, że dawno nie widziałem innego kampera, dzisiaj widziałem kilka (granica z Estonią blisko) a najlepszy był kamper zrobiony z wozu strażackiego - jest na zdjęciach.
Ostatni punkt programu na dzisiaj, to Ape, małe miasteczko na granicy z Estonią, znane głównie z jaskiń wypłukanych przez rzekę, nazywanych jaskiniami czarownic.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Liwonia

Opuściłem dzisiaj Łatgalię i wjechałem do Liwonii. W nocy grzmiało, błyskało, wiało i lało, rano tylko ciemne chmury przetaczały się po niebie. Śniadanie i w drogę. Najpierw Balvi. Połaziłem, pooglądałem i dalej, do Stemerlena. Pałac z początku XX wieku w opłakanym stanie, park zadbany, a cerkiew kilka km dalej właśnie odremontowana, aż błyszczy. Po drugiej stronie jeziora sympatyczne biwakowisko a obok stacja kolejki wąskotorowej.
Kolejny punkt dzisiejszej trasy, to Gulbene. Byłem tu 16 lipca 2011, dzisiaj jestem po raz drugi. Miałem jechać dalej, ale wygodny parking po Urzędem Miasta z silnym sygnałem WiFi mnie skusił i tutaj chcę nocować. Policję mam zaraz obok :)

Przez te kilka dni na wschodzie Łotwy, czyli od wyjazdu z Wilna nie widziałem ani jednego kampera, ani jednej przyczepki. Ruch na drogach niewielki, w miasteczkach pusto. Jeziora, których jest tutaj równie dużo jak na Mazurach puste, bez motorówek, bez jachtów i żaglówek. Teren pofałdowany, więc wygląda to wszystko jak połączenie Bieszczad sprzed 50 lat i Mazur z bardzo dawnych czasów.
Porozumieć się można bez problemu. Co prawda napisy są po łotewsku, ale wszędzie słychać język rosyjski, nie ważne czy rozmawiają dzieci czy osoby starsze. Teren jeszcze mało znany, nie odkryty, a na pewno wart odwiedzin. Szczerze polecam.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 10 sierpnia 2013

Po łotewskich drogach

Wczoraj wieczorem mocno wiało, ale noc była bezchmurna. Takiego gwiaździstego nieba nie widziałem już dawno.
Rano zjechałem do Rezekne, zatrzymałem się na parkingu koło IT, na przeciwko ruin zamku.jest tam darmowy dostęp do internetu, ale niektóre porty są poblokowane, więc ani program do blogowania na tablecie, ani gg nie działały. Zdjęcia natomiast dało się wysłać.
Po śniadaniu - w drogę, najpierw  Karsava i Malnawa. Tutaj ciekawostka - jedyne na Łotwie dwa czynne kościoły stojące jeden obok drugiego. Poza tym - miasteczka takie jak większość tutaj - prawie puste, senne ciche i spokojne.
Dalej w planie były Baltinava i Vilaka. Papierowe mapy pokazywały że czekają mnie drogi szutrowe. Nawigacja TomTom w ogóle zgłupiała - Jadzia co chwilę kazała mi zjeżdżać na jakieś polne drogi, pokazywała trasę dwa i więcej razy dłuższą, chociaż właściwą trasę miała wpisaną. W praktyce okazało się, że droga  ta w większości  już jest ładna asfaltowa, dzięki dotacjom z UE. Połaziłem, pooglądałem i okazało się, że w Vilaka pildrupas czyli ruiny zamku, są na wyspie na środku jeziora, więc sobie je odpuściłem.
Dzisiaj było chłodniej niż wczoraj, tylko 30 stopni ale i tak się zmęczyłem i zostaje na noc właśnie w Vilaka, stoję na parkingu, koło Urzędu Miasta. Łotewski telekom udostępnia darmowy internet, pod warunkiem że się najpierw przez 15 sekund poogląda reklamę. Nie wszędzie jest ten sygnał - tutaj, słabo bo słaby ale jest.
Ciemne chmury zaczynają krążyć, może w nocy będzie burza.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 9 sierpnia 2013

Łotwa

Rano, po śniadaniu poszedłem szukać ruin zamku. Według oficjalnej apki o Łotwie, te ruiny powinny być niecałe 300 m od mojego noclegu, zaraz koło zabytkowego kościoła protestanckiego. Chodzę, szukam ale nic nie ma. Znalazłem za to pompę i mogłem uzupełnić zapas wody.
Wyjeżdżając z Rezekne oczywiście znalazłem zamek, w apce jest zwyczajny błąd. Pochodziłem, pooglądałem to co zostało ale o wiele większe wrażenie robi obiekt koło zamku. Krzywy domek z Sopotu niech się przy tym schowa.
Pogoda obłędna, słońce pali, dobrze, że chociaż dzisiaj był wiatr.
Następny przystanek, to Ludza, z ruinami zamku i historycznym centrum miasta. Źle trafiłem, bo akurat remontują to centrum, ale miejsce na pewno warte odwiedzin.
Po pobycie w tym roku na Mazurach, widzę ogromną różnicę. Tutaj te wszystkie jeziora są puste, nie widziałem żadnego żagla, żadnej motorówki, co najwyżej koło brzegu jakiś ponton.
Kolejny przystanek, Kaunata - kościół, sklep, szkoła, przystanek autobusowy i niewiele więcej. Stąd już dwa kroki do jeziora Raznas. Powierzchnia 5.756 h, długość 12 km, szerokość 7 km głębokość do 17 m. Największe jezioro w tym rejonie, jedno z największych na Łotwie i też puste i ciche. Według różnych map i informatorów powinienem być jeden za drugim camping. Przy drodze jest nawet tablica reklamująca jeden z nich. Jadę więc drogą wzdłuż brzegu i widzę kolejne, pozamykane na głucho campingi. Znalazłem kawałek płaskiej łąki, dookoła stoją dacze, jedna brzydsza od drugiej :) Jest też dojście do jeziora, trzciny powycinane i sporo dzieciaków z tych domków chlapie się tutaj. Zatrzymałem się na skraju tej łąki i mam zamiar tutaj nocować, nie mam siły jechać dalej.
Moja pozycja to: 56,33777 N 37,50736 E.
Zdjęcia do albumu powrzucam jutro.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Latgale czyli wschodnia Łotwa

Kraina piękna, z olbrzymią ilością jezior i jeziorek i pusta. Drogi puste, pola puste, od czasu do czasu jakiś samochód, jakiś domek czy osada. Byłoby cudownie, gdyby nie te afrykańskie upały. Tylko jak jadę mam trochę wiatru, minimalne ochłodzenie, więc jeździłem cały dzień.
Dzień zacząłem od Daugavpils. Byłem już tutaj w 2011 roku, więc trochę czułem się, jak na swoich śmieciach. Trochę połaziłem, zdjęcia wysłałem i w drogę - kierunek Kraslava.
Po drodze jest opisywana w przewodnikach makieta dawnego zamku nad Daugawą. Nie napisali tylko, że żeby ją pooglądać trzeba trochę połazić. By dojść do makiety trzeba zwiedzić wąwozy w parku Zakola Daugawy, czyli ostro w dół i ostro w górę, inaczej się nie da. Odpuściłem sobie i pojechałem dalej.
Kraslava, sympatyczne małe miasteczko, z pałacem i parkiem (właśnie są restaurowane) na wzgórzu królującym nad miastem. Zjadłem obiad w jadłodajni (zimny barszcz, rodzaj chłodnika), gulasz mięsny, ziemniaki, surówka i na przystawkę sałatkę śledziową, z dużą ilością różnych warzyw. Całość kosztowała ok 2,5 łata, czyli ok 15 zł.
Niech żyją sklepy z klimatyzacją, dzisiaj zaliczyłem kilka. Szkoda tylko, że nie można wjechać do nich kamperem :)
Następny punkt dzisiejszej włóczęgi to Aglona, najważniejsze sanktuarium na Łotwie. Między dwoma jeziorami, ogromny teren, sama bazylika w tym otoczeniu sprawia wrażenie niezbyt dużej, ale to efekt dużego, pustego placu dookoła. Nad brzegiem jeziora - cudowne źródełko, z leczniczą wodą. Zmyłem a siebie pot i kurz i nie byłem jedynym, który tak postępuje.
Pojechałem później do Dagdy, ale tam zupełnie nie ma nic ciekawego. Dalej w okolicach jeziora Raznad, największego w tej okolicy, pooglądałem Makonkalns, czyli Górę Chmur i na wieczór zjechałem do Rezekne. Rozglądałem się po drodze za jakimś miejscem nad wodą, na nocleg. Niestety jedyna odpowiadające kamperowi to odsłonięte, betonowe patelnie. Przy dzisiejszej pogodzie nie miało sensu tam stawać.



Dzisiejsze fotki.

środa, 7 sierpnia 2013

Litwa

Dziwny się zrobił ten parking. Nikt go nie pilnuje, nikt nie sprawdza opłat (chyba) a mimo to ludzie parkują i płacą. Kamperowcy nadal z niego korzystają, mimo braku wody, sanitariatów, bo o prądzie i internecie nawet nie mówię.
Zapowiada się kolejny ciepły dzień. Na razie po śniadaniu, kawusi i internecie w McD wybieram się w miasto.

10:00 Wilno
Wizyta w Ostrej Bramie. Po raz kolejny jestem zauroczony starszymi paniami, modlącymi się na głos z tym pięknym, wileńskim zaśpiewem, coś wręcz niesamowitego.
Upał się robi coraz większy, trzeba się ewakuować z miasta.

20:30 Zarasai
Nocuję w Jeziorosach, tak po polsku nazywa się Zarasai. Do granicy z Łotwą jest kilka kilometrów, a do Daugavpils (Dyneburda) niecałe 30.
Nie udało mi się znaleźć wolnego WiFi, więc kolejne zdjęcia będą .... kiedyś.
Po drodze, zaraz za Moletai, trzeba odbić w prawo, do miejscowości Kulionys. Jest tam obserwatorium astronomiczne, a obok niego Etnokosmiczne muzeum. Wstęp dla dorosłego 10 lt, więc przyzwoicie. Przewodnik gadatliwy, mówił oczywiście po litewsku. Jak ktoś będzie w okolicy, polecam na prawdę warto.
Zaraz po zjechaniu z głównej drogi, dwójka młodych ludzi, z plecakami, machała by ich podwieść. Jak widzę "wariatów z garbami" to nie wiele myśląc zatrzumałem się, i mam na koncie kolejnych autostopowiczów.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Jednak jadę

Fajne miejsce na nocleg, chyba gdzieś w sieci pokazane, bo kilka zagranicznych kamperów tam widziałem. Deptak nad Nettą lubią też młodzi z piwem, ale policja wiedząc o tym, dość często tam zagląda.
Chyba jestem "stara maruda".
Kontrolka samochodowa ładowania zachowuje się prawidłowo (zgaszona), na postoju, po godzinie napięcie na akumulatorze rozruchowym 12,7V. Dzisiaj rano, po kilku godzinach działania notebooka, oświetlenia kampera, pompy wodnej napięcie na akumulatorze wynosiło 12,3V więc wygląda prawidłowo. Może to tylko kontrolki na panelu zabudowy pokazują głupoty? Przydałby się ktoś mądry i znający się na kamperowych instalacjach elektrycznych.
Jade więc dalej, co ma być, to będzie. Moje wczorajsze marudzenie "kosztowało" mnie 180 km.
Lubię Kauflanda, smaczne pieczywo, fajna oferta no i sanitariaty mają zaraz koło wejścia, można spokojnie wyprowadzić kota :)

12:00 Druskienniki
Kilkanaście kilometrów przed Druskiennikami ładnie zapaliła się lampka ładowania na panelu. Na miejscu okazało się, że mamuty w lipcu i sierpniu mają siedzieć w domu, nie ma zniżki, trzeba zapłacić 37 zamiast 14 lt, więc zrezygnowałem. Prysznic w kamperze mam za darmo a wodę gdzieś sobie doleje. Mruczek już kilka razy zmieniał moją trasę i jechał po swojemu (i miał rację), może teraz chciał mi wytłumaczyć, że jeśli basen to lepiej w Augustowie :)
Cicho, pusto, ludzi mało, na parkingu kilka osobówek litewskich i autokar z Czech. Nastrój typowo uzdrowiskowo leniwy.
Prysznic wziąłem, chwilę odpocznę i jadę do Wilna. Tam albo w Coffehaven albo w McDonaldzie jest WiFi, to powysyłam fotki. Roaming (2,30 zł za MB) zostawiam na sam tekst.

20:30 Wilno
Dojechałem na parking koło zamku. Mimo zmiany zasad (brak pracownika w ciągu dnia) nadal cieszy się sporym zainteresowaniem. Przesiadłem się na rowerek i w miasto. Obiad zjadłem w knajpie odkrytej w czerwcu, w połowie traktu Gedymina i teraz snuje się po starówce walcząc z sennością. Bilet parkingowy jest do 15, więc mam jeszcze jutro pół dnia na miasto.
Darmowy dostęp do sieci znalazłem w 3 miejscach w centrum:
- od ratusza do pl Sienkiewicza
- McDonald na pr. Gedymina
- restauracja Tokyo, na przeciwko tam, gdzie jadłem.
Niestety, koło zamku nie ma dostępnego WiFi.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Litwa

Na nocleg wybrałem inne miejsce, po drugiej stronie Netty, tuż przed Niegocinem. Miejsce w rynku jest fajne i bezpieczne, ale nie w weekend, w środku sezonu. Ciągła parada aut i kierowców popisujących się mocą swoich ...... głośników samochodowych jest wykańczająca.



Myślałem wczoraj, by zostać tu jeszcze jeden dzień, ale zaczęło padać, czyli pogoda w sam raz na jazdę dalej.
Po dwóch dniach upału przydałoby się dobrze wymoczyć. W Augustowie też już mają Aquapark (zdjęcia robiłem wczoraj), ale za godzinny pobyt zapłaciłbym 15 zł. W Druskiennikach zapłacę 14 Lt za 2 godziny (ulgowy), więc jadę do Wilna tą trasą.

Nie włączam na razie notebooka (dużo prądu pobiera) i wszystko pisze z tabletu, więc linki do dziennych galerii zdjęć pouzupełniam, jak się gdzieś podłączę do prądu.

14:00
Echh, nic nie rozumiem !!!
Dojechałem do Gib, cały czas obserwując ładowanie, a raczej jego brak. Odprawiałem różne czary, nic nie pomogło. Zrobiłem więc zwrot i do Augustowa, na stację obsługi. Pogadałem z nimi, stwierdzili, że pewnie to alternator, trzeba go albo wymienić albo zregenerować. Mam zostawić kampera w czwartek, w poniedziałek będzie do odbioru. Jako że taki wariant nie był do przyjęcia, wracam do Białegostoku.
Jadę i widzę, że na wolnych obrotach akumulator jest trochę ładowany, ale jak jadę, to już nie. Dziwne, ale tak właśnie jest. Nagle, koło Suchowoli, wszystko zaczęło działać prawidłowo. Zaświeciła się nawet kontrolka ładowania na panelu zabudowy. Dojechałem do Korycina i myślę - pojadę do fachowców w Białym i oni nic nie znajdą (jak kiedyś z TICO), bo przecież działa :) Jem obiad w zajeździe koło Korycina i nie wiem co dalej.
Nic nie robiłem, tylko zaglądałem pod maskę. Wiem, że moja "groźna mina" mogła działać na studentów, ale żeby podziałała na kampera - nie wierzę :)

19:45
Na noc zajechałem tam gdzie wczoraj czyli na tyły Pałacu nad wodą.


Jutro rano potestuję jeszcze i zobaczę co będę  robił dalej. Na razie, w ramach testów obciążeniowych akumulatorów, uruchomiłem notebooka i uzupełniam bloga.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Pływać każdy może

trochę lepiej, lub trochę gorzej.
Rano było przyjemnie chłodno, teraz upał zaczyna męczyć. Ekipy pływające od rana się szykują.


Mam wrażenie, ciekawszy do oglądania jest właśnie ten etap, niż to co się będzie działo na wodzie.



Plaża miejska bardzo ładnie wygląda a amfiteatr jest pierwsza klasa.

Dzisiejsze zdjęcia, podobnie jak wczorajsze, pod linkiem 2014.

Oczywiście chodzi o rok 2013, Mruczek nie jest wehikułem czasu :)

18:30
Bardzo sympatyczna impreza, ciesząca się bardzo dużym zainteresowaniem. Oba brzegi Netty były oblepione widzami. Zdjęć z samej parady nie mam z kilku powodów. Wybrałem drugą stronę Netty i słońce świeciło prosto w oczy. Zawodnicy preferowali tamtą stronę. Poza tym ciekawsza była akcja na tych pływadełkach a to już musiałby być film.


Czeka nas jeszcze, zgodnie z programem, wieczorny koncert Piaska.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 3 sierpnia 2013

Kierunek - Łotwa

Pozałatwiałem w Białymstoku to co miałem załatwić, pranie zrobiłem - można znikać znowu. Mam miesiąc do kolejnego terminu i postanowiłem ten miesiąc spędzić na Litwie, Łotwie i trochę w Estonii. Mam tam jedną "zaległą" wyspę, ale ja zostawiam na następny rok. Mam nadzieję, że już będzie to rok bez różnych dziwnych terminów co miesiąc, więc jadąc do Finlandii, po drodze uzupełnię te braki.
Dzisiaj planują dojechać do Augustowa, gdzie jutro jest impreza wodna. Prawdopodobnie dopiero w poniedziałek ruszę dalej - do Wilna, a tam chcę tym razem zatrzymać się na znanym mi już parkingu zaraz koło katedry. Później przez Utene na też już znany camping Degesa. Łotwę tym razem będę oglądał od strony wschodniej a zapowiada się kilka fajnych i ciekawych miejsc.
Zdjęć na razie nie ma żadnych, bo jeszcze nie wyjechałem, spakowany czekam, aż się trochę ochłodzi. W sumie i tak przecież jadę do Augustowa na nocleg, bo impreza jest jutro po południu.


22:00
Kilka zdjęć już jest do oglądania, na razie trzeba kliknąć na 2013, na górze.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Poniedziałek

Złośliwi twierdzą, że jak facet w pewnym wieku budzi się rano i nic go nie boli to znaczy że już nie żyje.
Więc....... żyję.

Jutro wracam do Białegostoku


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 28 lipca 2013

Upał

Gorąco, duszno, niebo trochę zaciągnięte - czuć że będą burze.
A rano było tak miło . . . .

Popadało, pogrzmiało i znowu słońce się pokazuje. A ja jestem po kolejnym eksperymencie. Gaz w tym małym zbiorniczku się skończył - szybko jakoś. Dwa razy kiełbaski, dwa razy karkówka a dzisiejsza jajecznica. Żeberka nie były tak dokładnie usmażone, jak bym chciał, na szczęście nie były surowe.


Różnic między tymi pojemnikami jest kilka: różna średnica, zawór no i pojemność - większy ma 450 g, mały tylko 190 g. Czyli licząc średnio - ok 40 g na jeden posiłek dobrze wysmażony. Pojemnik kosztuje ok 5 zł czyli koszt jednego posiłku - 1 zł.
Na Allegro - pojemnik CV- 470  (11-12 posiłków wg moich wyliczeń) bez gwintu kosztuje ok 25 zł, a pojemnik z gwintem (425 g) - ok 30 zł. 

Dzisiejsze fotki.

sobota, 27 lipca 2013

Upalna i leniwa sobota

Słoneczko grzeje od rana, chmur na niebie powoli przybywa, a wiatru prawie zero. Fajnie wyglądają łódki z postawionymi wszystkimi żaglami i prawie stojące w miejscu.


Dochodzę do wniosku, że w Gdańsku lepiej niż na Mazurach. Ceny noclegu porównywalne - tam zapłaciłem po 45 za noc, tutaj ceny na tym samym poziomie.
Tutaj komary już mnie dopadły, tam, przez 18 dni ani jeden.
Największa różnica jest w jedzeniu. Na campingu na Stogach schabowy, karkówka czy golonka za 17 zł. W samym centrum była po ok 20 zł. Tutaj w marinie danie dnia po 15, ale porcje ewidentnie mniejsze. Zamawiając np schabowy, dostanie się mniej, ale zapłacić trzeba co najmniej 23. W Rybaczówce, zaraz obok, podobnie. W Wilkasach czy Giżycku jeszcze drożej i porcje jeszcze mniejsze.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 26 lipca 2013

Wilkasy/Gizycko

Doszedłem do wniosku, że zamiast płacić 5 zł za pięć minut ciepłej wody pod prysznicem, zapłacę 10 zł za godzinę Aqua Parku w Wilkasach. Na zdjęciach wygląda to tylko na rozbudowany basen, ale zobaczę na miejscu.


Pogoda - jak widać, a zapowiadali słońce, upały itp

17:00
W Wilkasach zajrzałem do portu i popytałem jak to jest u nich z kamperami (znaczek przyczepy maja na plakatach). Kobieta mi mówi, że nie chce jej się jej rozbijać kosztów na części więc przeważnie bierze po 50 zł za dwie osoby w kamperze - prąd, woda, sanitariaty w cenie. Pytam się - w takim razie ile zapłaciłaby jedna osoba w kamperze - spokojnie odpowiedziała, że połowę, czyli 25 zł :) Chyba najtańszy postój kampera na Mazurach :) Miejsce takie sobie - plus dla pływających - wysiadają z łódki i już są u siebie.
Przy zabytkowym moście zaskoczyły mnie znaki drogowe, znaki zakazu.

Zakaz wjazdy autobusów - OK, rozumiem. Zakaz wjazdu ciężarówek powużej 2,5T - tez rozumiem. Co prawda pan obsługujący most powiedział mi, że to zakaz wjazdu KAŻDEGO pojazdu ponad 2,5T i że podobno policja daje mandaty wg tej wykładni. Natomiast bardzo zastanawia mnie zakaz wjazdu pojazdów o wysokości ponad 2 m. Oglądałem dokładnie most - nie ma na nim nic, co wymusza ten zakaz. Tylko na wjeździe wiszą blachy, celowo powieszone właśnie na tej wysokości. Pytałem pana obsługującego most  - dlaczego jest to ograniczenie i usłyszałem - żeby kampery nie mogły przejeżdżać. Bardzo ciekawa polityka :)

W Giżycku też w porcie kawałek klepiska, parkingu nazwali campingiem. Postawili stacje w prądem i wodą, takie jak na pomostach, obok jest budynek z sanitariatami. Pytałem o cenę w kapitanacie - 20 zł kamper, 15 zł człowiek i 12 zł prąd. W moim przypadku, w sumie - 47 zł  - drogo.
Na koniec odwiedziłem Aquapark - obiekt czysty, zadbany. Sam pomysł świetny - prawdopodobnie szkoła miała basen z 6 torami - przebudowali, przerobili i zarabiają. Teraz basen jest trochę dziwny - 4 tory krótsze, dwa dłuższe. Kosztem tych 4 torów utworzono nieckę z bąbelkami i fragment z nurtem. Do tego jeszcze dobudowano zjeżdżalnię i sauny (fińską i parową).


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 25 lipca 2013

Bogaczewo

Dużym plusem tego miejsca jest cisza panująca tutaj prawie cały dzień.Wiatr niewielki, więc nawet pobrzękujących wantów nie słychać.
Pochmurno ale nie pada (chociaż zapowiadali nawet burze), więc wybrałem się na dahonku na druga stronę jeziora Bocznego, do Rydzewa. Po drodze "przekroczyłem" równik mazurski, chociaż chyba bardziej prawidłowo powinienem napisać że przejechałem się "wzdłuż" tego równika.


Rydzewo to typowa wieś letniskowa, pensjonat za pensjonatem, kilka lokali gastronomicznych, kilka sklepów, pomosty, przystanie itp. W Marinie zobaczyłem to czego się obawiałem - w cenniku nowa pozycja "za wyrzucenie śmieci". pewnie niedługo na każdym campingu będą doliczać za śnieci, czyli osoby podróżujące, będą płaciły podwójnie "podatek śmieciowy".
Zajrzałem też na camping Echo, na samym końcu Rydzewa i się zastanawiam nad przenosinami.




Dzisiejsze fotki.

środa, 24 lipca 2013

Mazury

Całkiem fajnie jest w Gierłoży, w nocy cisza, spokój. Szkoda tylko że pogoda taka mazurska. Wiewiórki biegają po drzewach, przed chwilą dzięcioł zaglądał mi do kampera z sąsiedniego drzewa.


Po śniadaniu idę na zwiedzanie (bilet wliczony w cenę pobytu) a co dalej, jeszcze nie wiem. Miałem ochotę posiedzieć trochę nad jeziorem, ale pogoda na razie nie zachęca do tego.

17:00
Dojechałem do Mariny Evelyn w Bogaczewie, ok 12 km od Giżycka i mam mieszane uczucia.


Ceny podane na stronie www niby się zgadzają, ale tradycyjnie, diabeł siedzi w szczegółach. Np o prądzie ani słowa na stronie, gdy dzwoniłem poinformowano mnie, że prąd na licznik. Na miejscu dowiedziałem się, że licznik TAK ale przy dłuższym pobycie, czyli miesiąc lub więcej. A tak płacę po 10 zł za dobę. O opłatach za ciepłą wodę do zmywania, prysznic czy nawet toaletę dowiedziałem się dopiero z wywieszek na miejscu. Początkowo cena wyglądała interesująco (20 + 5) - a teraz widać, że to może być ok 50 zł za dobę.
Samo miejsce sympatyczne, restauracja na miejscu, smaczne i w rozsądnej cenie obiady (samo 2 danie).


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 23 lipca 2013

W drogę

Pora wyjeżdżać ze Stogów.


Bursztynów nazbierałem, w morzu się pomoczyłem, śledzi smażonych też pojadłem, po Sopocie i starówce gdańskiej się powłóczyłem, duże żaglowce i bitwę morska zobaczyłem - co więcej chcieć :)

19:00
Planowałem dojechać na nocleg do Giżycka, ale mijając Kętrzyn zobaczyłem dużą reklamę Wilczego Szańca ze znaczkiem kapmera, a że to tylko 6 km - zboczyłem z trasy i zostałem tutaj na noc. Cena przyzwoita  - 20 zł kamper (podłączenie do prądu w cenie), 15 zł człowiek. Komary - za darmo :)




Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 22 lipca 2013

22 Lipca (d. E. Wedel)

Tak się kiedyś nazywała warszawska fabryka czekolady na cześć święta poprzedniej epoki. Ja też postanowiłem dzisiaj uczcić to "święto" wizytą w muzeum.


Niestety, poniedziałek, drzwi zastałem zamknięte.
Po muzeum czasów minionych pooglądałem z bliska bramę stoczni a później wizyta u św. Brygidy.
Na koniec, jak w tamtych czasach, trafiłem na śledzie smażone, PYCHA.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 21 lipca 2013

Leniwa i upalna niedziela

Pogoda dzisiaj typowo wakacyjna. Dzikie tłumy ciągną na plażę. Wszystkie wolne miejsca w okolicy zastawione samochodami, do parkingu przy samej plaży kolejka sięgająca chyba aż do Pasanila, czyli ponad kilometr. Parkingi rowerowe też już zapchane i następne rowery przypinane są gdzie się da.


Posiedziałem trochę na plaży, w cieniu ale ten tłum ludzi mnie zmęczył, wróciłem na obiad na camping. Może później, pod wieczór pojadę na starówkę, ale dopiero jak się trochę ochłodzi.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 20 lipca 2013

Sobotnie przemyślenia

Z moją psychika jednak nie jest najlepiej. Dwa lata temu, w zeszłym roku nie wyobrażałem sobie nawet by siedzieć w jednym miejscu dłużej niż tydzień, a teraz minęły już dwa tygodnie w Stogach i zupełnie tego nie czuję. Ale po trzech latach potyczek sądowych (co prawda moja Pani Mecenas twierdzi, że wynik jest 2:0 dla mnie, ale nerwów i stresu nic nie zrekompensuje), problemy z kręgosłupem i z pracą, to chyba nic dziwnego. Z osoby pracującej na dwa etaty, nagle, w ciągu tych trzech lat stałem się bezrobotny, na zasiłku i bez większych szans na pracę. Psychologia mówi, że będąc w takim dołku warto poszukać wroga, z którym można wygrać i tak, chociaż trochę się dowartościować, wzmocnić. Mnie się udało - po ponad 40 latach palenia, i to dużych ilości, już 13 miesiąc nie palę.


Pogoda dzisiaj niezbyt zachęcająca, chociaż prognozy nic nie mówią o deszczach czy burzach. Na razie podjechałem do Stogów po zakupy (wiśnie dwa razy tańsze niż czereśnie). Pewnie za jakiś czas pojadę na promenadę Jelitkowo - Sopot i tam się trochę pokręcę, posiedzę w jakieś knajpce na plaży, pomyślę ........

14:30
Narzekałem na ścieżkę rowerową z Helu do Jastarnii, więc postanowiłem dzisiaj pokazać taką, która mi się podoba, z gdańskiej starówki na Stogi. Zdjęcia w galerii.

16:30
Zjadłem smaczny obiadek, wsiadłem na rower i chciałem dojechać d SKMki, a tu problem, kicha w tylnym kole. Oglądam i widzę solidny blachowkręt siedzi w oponie i to jakoś tak z boku, jakby ktoś celowo go wkręcił. Zacząłem szukać sklepu rowerowego. Na ul św. Ducha był najbliższy, ale właśnie pani wychodziła i już zamykała drzwi. Dała się uprosić i nie tylko sprzedała dętkę ale jeszcze pożyczyła potrzebne klucze i łyżkę do opon no i oczywiście poczekała aż skończę naprawę.


Po tych przygodach jadę SKM do Sopotu, odpocząć :)

Dzisiejsze fotki.

piątek, 19 lipca 2013

Deszczowe Stogi

Po wczorajszym upale dzisiejsza pogoda była do przewidzenia. Przed południem chmury, wiatr, po południu zaczęło padać.


Po śniadaniu wybrałem się na plaże, pogrzebać trochę w tym co morze wrzuca. Mimo, że co dziennie grzebią tam różni amatorzy bursztynu, udało się znowu trochę nazbierać





Dzisiejsze fotki.

czwartek, 18 lipca 2013

Hel

Pogoda śliczna, nie zapowiadają na dzisiaj żadnych niespodzianek, więc wybrałem się na Hel. Katamaran z Gdańska odpływa o 8:30, pół godziny płynie się przez port i później 5 kwadransów po zatoce.


Zacząłem od fokarium - rozpieszczone i rozpuszczone te foki są strasznie, aż miło patrzeć.


Pokręciłem się po miasteczku, dojechałem i do latarni i na sam cypel półwyspu, obejrzałem camping, a później w stronę Jastarni.
Niby jest ścieżka rowerowa, ale robiona chyba przez sadomasochistę. Co chwila podjazdy zjazdy, ścieżka wysypana żwirem, sporo też piachu i jakis popękany beton. Brrrr. Sporo ludzi jeździ tym tworem, ale część tak jak ja, wybrało szosowy asfalt.
Dojechałem wreszcie do Juraty, a tu co krok zakaz jazdy rowerami, dziwne, jak na miejscowość letniskową. Generalnie mam wrażenie ze Jastarnia i Jurata jakoś nie przepadają za cyklistami. odcinek od Helu do Juraty - ścieżka szutrowa, częste podjazdy i zjazdy, chociaż asfalt biegnący zaraz obok jest równy, w wielu miejscach wylany nieumiejętnie więc popękany beton, zdarzają się też  spore łachy piachu. Na małych kółkach składaka jedzie sie ciężko i w wielu miejscach po prostu musiałem zsiadać i prowadzić rower. W Juracie ścieżka wiedzie po płytach betonowych, w wielu miejscach popękanych a czasami wręcz ażurowych.

W Jastarni znowu - z jednej strony drogi elegancki, nowy chodnik równo wyłożony kostką, a z drugiej strony asfaltu, stary chodnik ze starych  kwadratowych płyt betonowych, pokrzywiony i popękany z namalowanymi na nim rowerkami. Dopiero za Jastarnia zaczyna się elegancka, wyłożona kostką ścieżka rowerowa, biegnąca nad wodą, ale sił mi zabrakło i ten odcinek oglądałem już z okna pociągu.
W barze przy hotelu zjadłem botwinę i pyszne ruskie pierogi i odpoczywam.

21:00
Siły się skończyły, więc wsiadłem w pociąg (do Gdyni) później SKM i tramwaj i nareszcie dotarłem na Stogi


Dzisiejsze fotki.

środa, 17 lipca 2013

Stogi

12:00
Zrobiło się ładnie więc zostałem dzisiaj na Stogach. Przed południem  zrobiłem spacer w druga stronę plaży połączony z szukaniem bursztynów. Nawet udało mi się znaleźć kilka większych kawałków.


Zaraz podjadę do sklepów po zakupy, później obiad, a po południu pewnie znowu plaża i bursztyny.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 16 lipca 2013

Z Orłowa na Stogi

Dzień zacząłem od wizyty w ZUSie, chciałem sprawdzić jak wygląda w praktyce komputeryzacja, internetyzacja i tzw. e-administracja. Uprzejma pani poinformowała mnie, że oczywiście może mi powiedzieć co tam białostocki ZUS postanowił w mojej sprawie i zaczęła grzebać w komputerze. Szuka, szuka, zawołała pomocnika i po dłuższej chwili stwierdziła zdziwiona, że żadnych moich danych nie może zobaczyć. Jak sama powiedziała: "chyba Białystok pracuje w innym programie, niż reszta kraju".
 Jak widać w Białymstoku nie tylko inne prawo obowiązuje (oskarżony jest winny bo nie udowodnił swojej niewinności - z pisemnego uzasadnienia wyroku), inne kodeksy (swastyka jest symbolem szczęścia) inna logika, ale i inne programy komputerowe są używane :)

Tego nie załatwiłem, ale za to założyłem sobie profil w PUE ZUS i udało mi się go na miejscu potwierdzić. Będę więc mógł wieczorem sam powalczyć i zobaczyć MOŻE co tam słychać w mojej sprawie.
Pojechałem SKM do Gdyni Orłowa i na rowerku jadę sobie w stronę Gdańska.


Po drodze obowiązkowy postój w moim ulubionym miejscu, port rybacki w Sopocie, skąd to wszystko piszę.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Kolejny poniedziałek na Stogach

Pochmurno, wieje ale przyjemnie. Las sosnowy ślicznie pachnie, powietrze z jodem w dużych ilościach nawiewa z nad morza, świetna miejscówka. Wybrałem się dzisiaj do Górek Zachodnich, do wędzarni, kupić ryby prosto z komina. Zafundowałem sobie wędzone śledzie i okonia morskiego. Za cztery duże śledzie i dwa okonie zapłaciłem 25 zł. Starczy tego na trzy posiłki, więc cena bardzo przyzwoita.


Dzisiaj zamiast schabowego były właśnie świeżo wędzone rybki z duża ilością pomidorów, okoń był pyszny.

21:00
Po obiedzie zrobiłem sobie kilkukilometrowy spacer po plaży i udało się nawet znaleźć trochę bursztynów :)



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 14 lipca 2013

Niedziela w Gdańsku

Pół dnia przesiedziałem na campingu - słońca trochę było ale ogólnie dość chłodno. Po południu wybrałem się na FETE.

Pooglądałem kilka spektakli.


Zbierające się chmury i silny wiatr wygonił mnie na camping, Wolałem nie ryzykować nocnego powrotu w deszczu.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 13 lipca 2013

Mokry Gdańsk

Pogoda się załamała, deszcz, wiatr, zimno, nic się nie chce robić. Miejscowe koty też cały dzień śpią.


Prawie cały dzień przesiedziałem w kamperze, trochę czytałem, trochę katowałem komputer, dopiero po obiedzie poszedłem na mały spacer po plaży. Mam nadzieję, że jutro będzie lepsza pogoda - wypada pojechać do Żabiego Kruka na ostatni dzień FETY.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 12 lipca 2013

Gdańsk FETA

11:00
Dołożyłem następne zdjęcia (tym razem z aparatu) do wczorajszego albumu. Impreza cieszy się sporą popularnością, ludzi, w różnym wieku było sporo.
Zaczęło się od parady w stylu cyrkowym w trakcie której były dwa przystanki z różnymi pokazami. Na pierwszym artyści budowali wieżę z dużych bali drewnianych na drugim były pokazy typowo cyrkowe - żonglerka, gimnastyka na linie itp.


O 22 zaczął się niesamowity koncert. Podkład muzyczny leciał z taśmy, artyści używali różnych rzeczy jako instrumenty perkusyjne. Do tego ciekawie zaplanowane efekty ognia i piękne fajerwerki.


Pogoda niestety się załamała, w nocy padało, teraz tez co chwila kropi i mocno się ochłodziło.

20:00
Niestety, dzisiejsze spektakle FETY musiałem sobie odpuścić, serducho dało znać o sobie. Stres ostatnich dni jednak zostawił ślad. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 11 lipca 2013

Gdańsk

Wczoraj opisany problem został załatwiony. Jednego dnia zabierają kwotę, następnego dnia oddają część (nadpłatę)  i wg nich wszystko jest OK. Tylko nikt nie bierze pod uwagę zdenerwowania człowieka (czyli mnie).

Pogoda rano zapowiadała się nieciekawie, prognozy też mówiły o deszczach i burzach. Pochmurno, chłodny wiatr, chwilami nawet kropiło ale przeszło i teraz, o 15 jest całkiem ładne słoneczko. Pokręciłem się po starówce, zajechałem na Żabi Kruk.


Tam dowiedziałem się, że właśnie dzisiaj zaczyna się XVII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych I Ulicznych. Trzeba będzie się na to wybrać. Tutaj można poznać program festiwalu.


Do kampera wróciłem tuz przed północą. 


Dzisiejsze fotki.

środa, 10 lipca 2013

Ech ....

10:00
Urzędnik państwowy wydaje prawomocną decyzję a kilka dni później inny pracownik tej samej instytucji postępuje niezgodnie z tą decyzją. I to jest podobno zgodne z prawem. Niemożliwe ? W naszym kraju wszytko jest możliwe. A tą instytucją jest Sąd.
Rolą sądu jest też wychowywanie, nauczanie obywateli. Czego ja się nauczyłem ? Tego, że prawomocny wyrok sądu jest tyle wart ile kartka papieru na jakim został napisany, więc nawet nie nadaje się do celów "sanitarnych".
Żeby za dużo nie myśleć, wsiadłem do tramwaju i jadę do Jelitkowa, a później pojadę promenadą w stronę Gdyni.

16:00
Dojechałem tylko do Sopotu, pokręciłem się trochę, wypiłem kawę i wróciłem do Gdańska.


Pochmurno, wiatr, nawet przez chwile trochę padało - nie chciało mi się gnać dalej, do Gdyni. Dojechałem do Nowego Portu, pooglądałem zabytkową latarnie morską, trafiłem akurat na godzinę 14, więc miałem okazję zobaczyć opadająca kule czasową.


Podjechałem potem do Brzeźna wsiadłem w 3 i spokojnie, tramwajem na Stogi.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 9 lipca 2013

Trójmiasto

15:00
Może tytuł trochę na wyrost, w Gdyni dzisiaj nie byłem. Najpierw dojechałem stałą trasą do Długiego Targu, później na dworzec i w SKM, do Oliwy. Pochodziłem po parku, bo rowerem jeździć nie wolno, wysłuchałem krótkiego koncertu organowego w katedrze i spokojnie, ulicami, pojechałem do Sopotu.


Smaczny obiadek zjadłem w jadłodajni, za kilkanaście złotych a teraz siedzę koło latarni i odpoczywam.

21:00
Dzisiaj w sumie przejechałem na rowerku 38 km - nieźle, aż tyle nie planowałem ale tak wyszło. W Sopocie pooglądałem sobie Camping "Przy Plaży". Lokalizacja świetna, dla kogoś kto chce mieć plaże pod nosem, do centrum Sopotu blisko, ceny prawie takie same jak w Stogach (tutaj zapłacę 47 za noc - tam zapłaciłbym 51), tylko że nie ma WiFi. Oglądając camping natknąłem się na kamperka z Białegostoku. Chwilę porozmawialiśmy, wymieniliśmy się adresami internetowymi swoich wspominków - i pojechałem dalej.
Dojechałem do Brzeźna, wejście na molo tutaj jest za darmo ale prawie połowa jest zamknięta z powodu remontu.




Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Gdańsk - poniedziałkowe lenistwo

10:00
Po dwóch dniach dość intensywnych najwyższa pora na lenistwo. Nie planuje dzisiaj żadnych dalszych wyjazdów (tylko 2 km do sklepu, uzupełnić zapasy). Zaraz idę na plaże, wypada wreszcie zamoczyć chociaż stopy w Bałtyku :)

14:00
Połaziłem po plaży, nawet się wykąpałem - woda nadal słona. Później dałem się namówić na plażowa bibliotekę i jedna książkę czytam.


Pora na obiadek i sjestę.

22:00
Wieczorem podjechałem na mały spacerek po plaży, dzięki uprzejmości Ewy - mam nawet zdjęcia z tego spaceru.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 7 lipca 2013

Gdańsk niedziela

Dzisiaj główną atrakcja była parada jachtów na zakończenie Baltic Sail. Ulokowałem się po Wyspie Spichrzów, pod Filharmonią i miałem dobre miejsce do obserwacji. Przedefilowało łącznie około 90 różnych jednostek, od dużych jachtów, po różne maluchy, była nawet jedna deska z żaglem.


Paradę tradycyjnie otwierały jednostki Policji i Straży Pożarnej a kończył największy jacht, który mógł wpłynąć na Motławę - Minerwa. Prezentowała się wspaniale, z podniesionymi wszystkimi żaglami.


Po szybkim obiadku wsiadłem do wodnego tramwaju i popłynąłem linią nr 6 na drugi koniec Stogów, skąd już na rowerku na camping. Wyszło trochę mniej km niż wczoraj - bo tylko 23.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 6 lipca 2013

Gdańsk sobota

Miał być odpoczynek a jestem bardziej zmęczony niż wczoraj :)  Przejechałem dzisiaj na rowerze (składaku) 32 kilometry.



Pogoda śliczna - nie za gorąco, lekki wiaterek, jak to nad morzem, słoneczko świeci - tylko jeździć.
Rano pojechałem na Długi Targ, pooglądałem jachty na Motławie, pokręciłem się i pojechałem do Nowego Portu, oglądać największą dzisiejsza atrakcję czyli inscenizację bitwy morskiej.


 Sporo ludzi, kilka kolonii, a na wodzie dwa galeony strzelające, dymiące. Z twierdzy Wisłoujście też strzelali - fajna impreza.
Po bitwie przepłynąłem promem na druga stronę, obejrzałem z zewnątrz twierdzę i pojechałem na Westerplatte, gdzie zacumował największy jacht.


Dzisiejsze fotki.