czwartek, 16 czerwca 2011

W krainie żubra

Postanowiłem wyskoczyć na krótko do Białowieży. Przy takiej dusznej i upalnej pogodzie tylko puszcza może dać trochę wytchnienia i oddechu. Pojechałem trochę dłuższa trasą, przez Bielsk Podlaski mając w planie  odtworzenie swoich dwóch skrzynek z GC. Pierwszy postój przy moście w Ploskach, niestety stare i malownicze wierzby które rosły przy samej drodze powycinano i posadzono nowe, młodziutkie drzewa. Poźniej krótki spacerek po parku w Bielsku Podlaskim i dalej do Białowieży. Tradycyjny już postój pod hipermarketem w Hajnówce - trzeba coś kupić na kolację i jutrzejsze śniadanie. I wreszcie puszcza.  W Zwierzyńcu miłe zaskoczenie - usunięto słupki zagradzające wjazd na parking  gdzie kilka lat temu spłonęła restauracja, jacyś ludzie wycinali trawę która cały plac zarósł - może coś tam będzie z myślą o turystach.
Jadę przez Grudki w stronę przejścia granicznego. Około 1,5 km od szlabanu - znak, zakaż ruchu wszelkich pojazdów więc Mruczek zostaje na poboczu a ja spacerkiem w stronę "końca Europy" :)
Przejście zmieniło się nie do poznania. Pamiętam, że zaraz po uruchomieniu go stały tylko jakieś szare kontenery i wyglądało to niezbyt ciekawie.  Teraz - zadbany teren, ładny budynek, wszystko dokładnie ogrodzone, oznakowane, robi wrażenie. Obserwuje zza szlabanu jakichś ludzi którzy właśnie się odprawiają.
Po obfotografowaniu i pooglądaniu wracam do Mruczka, chwilę się w nim grzebię i gdy chcę ruszać, podchodzi do mnie dwóch panów (tych z przejścia granicznego, widać że ojciec z synem) i zagadują czy nie mógłbym ich podwieźć.

Dałem się namówić i w ten sposób Mruczek po praz pierwszy wiózł  "autostopowiczów" Bardzo ciekawe towarzystwo - duńczycy, z Kopenhagi :) Na piechotę, przez Puszcze po stronie Białoruskiej do Polski planują trochę pozwiedzać nasz kraj i później POWRÓT samolotem z Warszawy do Kopenhagi.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 110 km. MAPA  

czwartek, 2 czerwca 2011

Ostra Brama

Na prawdę warto wybrać się na ranna msze św. w Ostrej Bramie (odprawiana jest po polsku). Tego pięknego języka polskiego, z wileńskim zaśpiewem trzeba koniecznie posłuchać. Dzisiejszą mszę św. odprawiało dwóch kapłanów - jeden ewidentnie miejscowy (to było słychać) drugi - Polak. Zaraz po mszy pojawił się już w cywilnym ubraniu, z plecakiem, przewodnikiem w jednej ręce i aparatem foto w drugiej. Spotkałem go później na mieście jeszcze kilka razy.
Pogoda obłędna - parno, duszno, gorąco, termometry lokalne pokazuje ok 29 stopni - trudno  w taką pogodę łazić po mieście.Rano pojechałem trolejbusem do dworca, później na nogach do Ostrej Bramy. Po mszy zszedłem głównym traktem do zamku. Na prospekcie Gedymina zjadłem obiadek i wsiadłem w pierwszy autobus jadący na STOTIS (czyli dworzec) a tam przesiadka w trolejbus 16 i na camping. Mruczek jak na patelni, wygrzany, prawie usmażony. Szybko uciekłem z campingu i stoję teraz zaraz obok targów ale przynajmniej w cieniu. Jak chwilę odsapnę - w drogę, najpierw Troki a później, na nocleg - do Augustowa.



Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 230 km. 

środa, 1 czerwca 2011

Upalne Wilno

Gorąco, słonecznie, wręcz upalnie. Godzinę temu nawet grzmiało, ale wygląda na to, że przejdzie bokiem.
Rano, po śniadaniu ambitnie postanowiłem zdobyć wieżę TV, na własnych nogach. Wjazd na górę - 21 Lt (dorosły) ale widok wart tej ceny. Miasto ogląda się z wysokości 160 m nad poziomem ziemi a przecież wieża stoi na wzniesieniu więc dodatkowo widok wspaniały. Można oglądać na stojąco ale są też stoliki (bar czy raczej restauracja) na podeście, w kształcie pierścienia, który powoli się przesuwa, więc wolno jedząc czy pijąc można nie ruszając się od stolika zobaczyć wszystko dookoła.
Wracając z góry po drodze, było kilka geocachy :) Trochę odpocząłem w kamperku i postanowiłem ruszyć do centrum, ale już nie na nogach, nie komunikacja miejską (pojedynczy bilet kosztuje 2,5 Lt, bilet 24 godzinny aż 13 Lt). Najpierw podjechałem Mruczkiem do dzielnicy Zwierzyniec (chyba  - hehehe) i trochę pochodziłem, później zajechałem na sam rynek, zaparkowałem koło ratusza i po wypiciu obowiązkowej kawy - krótka (parkowanie w samym centrum - 6Lt za godzinę) włóczęga po starówce.
Powrót na camping, dzisiaj już trzeba zapłacić, prysznic i odpoczynek przy komputerze.
Pierwsza (wczorajsza) noc na camping - za darmo, dzisiaj zapłaciłem 56 Lt więc średnio wychodzi 28 Lt za noc - drożej niz na parkingu koło katedry ale za to z WC, prysznicem, prądem. Szkoda tylko że daleko do centrum ale trudno.

Wilno

Cały wczorajszy wieczór walczyłem o sieć. Tradycyjnie, na WiFi, zgłaszała mi się Zebra. Była też strona informacyjna, nawet po angielsku,  że za 5 Lt mogę mieć 24 godzinny dostęp do sieci, muszę tylko wysłać SMSa na podany nr. Żeby nie było za pięknie - SMS musi być wysłany z nr litewskiego, czyli trzeba kupić litewską kartę do telefonu. Podjechałem na najbliższą stacje benzynową, kupiłem Tele2 za 4,5 Lt.
Fajnie myślę, zaraz będzie internet. Ale FIGA, to byłoby za proste. Karta niby działa, ale dostaje komunikat ze wysłanie SMSa na nr Zebry "nie powiodło się". Zabieram się więc za czytanie ulotek do tej karty (dołączają po litewsku, rosyjsku i angielsku) i okazuje się, że mogę mieć internet w całkiem rozsądnej cenie - 0,9 Lt (czyli ok 1 zł) za 1 MB transmisji. Roaming w Orange to 20 zł za 1 Mb - różnica zasadnicza :)
Ale żeby nie było za prosto - łączyć się nie chce. Wysyłam SMSa z prośba o konfigurację - dostaje  odpowiedź (tylko po litewsku), że mój modem/telefon nie jest przystosowany do transmisji GPRS - heheheh. Dzięki pomocy Ewy (DZIĘKUJĘ jeszcze raz) skonfigurowałem ręcznie modem i szczęśliwie się połączyłem. W ulotce doczytałem też, że można wykupić sobie pakiet internetowy - w moim przypadku 7 dniowy, za 2,5 Lt na 20 Mb. Wysłałem SMSa i w odpowiedzi wyczytałem, że mam ..... 150 MB  - NIC NIE ROZUMIEM :) Grunt, że działa.I wygląda na to, że za 4,5 Lt (ok 5 zł) będę miał dostęp do sieci do 7 dni, przy niezbyt dużej transmisji.
Nazwa karty to PILDYK a o warunkach, kodach i taryfach napisali TUTAJ.
Po spokojnej nocy zabrałem się za problemy z prądem. Jak zwykle, okazało się, że to drobiazg - wyskoczył jeden kabelek. Docisnąłem i znowu działa. Uffff


Dzisiejsze fotki. Postój.

wtorek, 31 maja 2011

Na Litwie

Oczywiście, wyjazd bez przygód różnego rodzaju nie byłby ciekawy.
Najpierw okazało się, że moje gniazdko elektryczne w kamerze przestało działać. Szczęśliwie gniazdko koło TV działa, więc prąd do kompa jest.
Później miałem spotkanie "trzeciego stopnia" z litewską drogówka. Zagapiłem się i przejechałem przez teren zabudowany z prędkością 85, zamiast 50 km/h. Jak mi panowie pokazali cennik, minę miałem niewesołą - od 400 do 600 Lt. Wstępnie proponowali 500 Lt ale mój dar przekonywania ludzi (jeden całkiem nieźle mówił po polsku) okazał się skuteczny i skończyło się na pouczeniu. UFFFF :)
Dojechałem wreszcie do Wilna, na znany parking a tu ..... zmiany zmiany zmiany. Ceny co prawda takie jak w zeszłym roku (20 Lt za kampera za 24 h) ale żywej duszy nie ma, zamiast pracownika który pilnował postawiono automat, tylko na monety. Szlaban podniesiony do góry, kilka samochodów osobowych, żadnych kamperów czy autobusów - trochę strach tak zostawiać Mruczka samego.
Postanowiłem więc przenieść się na Vilnius Camping. GPS doprowadził mnie na miejsce a tu - zamiast campingu  jakies nowe centrum kongresowe. Pytam jednego, drugiego tubylca - nikt nic nie wie. Zacząłem więc krążyć i nagle, na trawce za centrum zobaczyłem kilka kamperków. Okazuje sie ze camping "budują" to znaczy prąd już jest, internetu nie ma ale są szanse że może jutro zrobią, kontenery sanitarne stoją i nawet podobno dziłają, administracji nie ma, płot się właśnie buduje. BO jak mi powiedziano, camping ma być czynny od jutra ale już dzisiaj nocować można (ciekawe, za ile - hehehe).Stoi kilka kameprów francuskich i jeden włoski no i Mruczek.
Najgorsze jest to, że do centrum kilka kilometrów.  
Dzisiaj pewnie już nie będzie mi się chciało iść.

To na razie - tyle, ciekawe ile połknie roaming by wysłać ten tekst (zdjęcia uzupełnię, jak będę miał jakąś rozsądną sieć)

Do Wilna

Podobnie, jak w zeszłych latach, tak i w tym roku ,chcę 2 czerwca byc w Wilnie, w Ostrej Bramie. Wodę i paliwo zatankowałem kilka dni temu, więc dzisiaj tylko wsiąść i jechać. Wczoraj po południu włączyłem lodówkę (w zamrażalniku było +20), dzisiaj, po 20 godzinach na gazie temperatura spadła do -10, czyli ładnie działa  na gazie :)
Pojechałem, tak jak poprzednio, przez Knyszyn - przy tym upale stanie w korkach jest zupełnie bez sensu.  Krótki postój w Augustowie na małe zakupy i drugie śniadanie i Mruczek od razu znalazł sobie towarzystwo :)




Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 300 km.

niedziela, 29 maja 2011

Czomolungma

Czomolungma czyli Mont Everest została zdobyta po raz pierwszy przez Nowozelandczyka Edmunda Percivala Hillarego oraz Norgaya Tenzinga – Szerpa z Dardżylingu dnia 29 maja 1953 roku czyli dokładnie 58 lat temu. Rocznice tę postanowiłem uczcić schłodzonym Olaszrizlingiem znad Balatonu :)

środa, 25 maja 2011

Małe zmiany techniczne

Wprowadzam zmiany w wyglądzie tego blogu.
Chciałem początkowo dać dynamiczne mapki bezpośrednio w tekstach, ale doszedłem do wniosku, że będzie to znacznie zwalniało ładowanie się strony, co gdzieś w terenie, przy słabej szybkości łącza, może być mocno denerwujące. Mapka każdego dnia będzie dostępna jako link, na dole posta (otworzy się w nowym okienku).
Podobnie ze zdjęciami - będą otwierały się w nowych okienkach, by można było czytając tekst oglądać też zdjęcia.

piątek, 20 maja 2011

Augustów

 Noc pod opieką króla Zygmunta Augusta minęła spokojnie. Pogoda zapowiada sie śliczna chociaz wczoraj wieczorem była nawet mała burza - trochę grzmiało, trochę popadało. Rynek zmienił się nie do poznania - kilka lat temu zapuszczony, zaśmiecony - teraz nowa nawierzchnia, trawka zadbana, kosze, ławki i nawet czynna fontanna z własnym programem "sikania".
Spacerki o godzinie 6 rana maja swój urok, cicho, pusto, spokojnie, tylko łabędzie, kaczki i spacerujące pieski można spotkać.Wypatrzyłem sympatyczne miejsce (ślepa uliczka zakończona sporym asfaltowym placem nad sama wodą) w sam raz na kilkugodzinny postój kamperkiem, ale w ciągu dnia. W nocy jednak bezpieczniej się czuję gdzieś w centrum, pod latarnią, najlepiej koło poczty czy nawet posterunku policji.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 100 km. Mapka trasy

czwartek, 19 maja 2011

Kowno

Noc na rynku, pod ratuszem przeszła w miarę spokojnie chociaż okazało się, że rynek jest ulubionym miejscem spotkań młodych Litwinów. Przyjeżdżali samochodami, z włączoną "młockarnią", czyli UMPA UMPA na cały regulator i tak prawie do pierwszej w nocy. Ranek przywitał mnie śliczna pogodą, dzień zapowiada się ładny.
Niestety, wszystko wskazuje na to że nie będę mógł tutaj zostać. Panowie ochroniarze inne samochody, które chcą parkować  - wyganiają. Trzeba będzie się chyba wynieść na parking pod zamkiem a tam, nie mam pojęcia jak będzie z dostępem do sieci. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić jeszcze kilka fotek Mruczka, nim stąd odjadę.


Strona oficjalna festynu
Przeparkowałem się pod muzeum ale widzę, że tutaj tez długo nie postoję. Samochody stojące obok mają taką karteczkę za wycieraczka.
Przed 11 tutejszego czasu trzeba będzie się wynieść.

8:30 (9:30 czasu miejscowego)
No i po słoneczku, zachmurzyło się, pada, pogoda nie zachęca do chodzenia po mieście. Siedzę i myślę, co dalej. Na razie kończę śniadanie: węgierska kiełbasa, na polskim chlebie, z czeskim chrzanem popijana herbata na litewskiej wodzie - MNIAM MNIAM :)

10:15 (11:15)
Zrobiłem mały spacerek na druga stronę Niemna. Niestety, kolejka na gorę z ładnym widoczkiem na starówkę nieczynna. Stragany powoli zaczynają działać, dużo fajnych, regionalnych pamiątek (a nie ta chińszczyzna, która opanowała większość sklepów). Mruczek ma nowego kolegę - pręgowane, lniane kocisko.
A ponieważ byłem pierwszym kupującym w tym straganie - dostałem prezent - dwa fajne lniane bieżniki na stolik - w sam raz będą pasowały do kamperka. 

21:30
Dookoła kamperka ciągle krążyli panowie z ochrony i nawet policji.Prawdopodobnie byli przekonani ze to kogoś z wystawiających na rynku :) Nie chciałem dłużej ryzykować i postanowiłem przenieść się na parking pod zamkiem. Tam okazało się, że parking zamknięty, tylko dla VIPów jak mnie poinformowały sympatyczne dziewczyny pilnujące wjazdu. Na przeciwko, na dworcu autobusowym dało się stanąć (bo z okazji festynu nie był czynny) ale też zaczął wzbudzać wielkie zainteresowanie różnych służb. Wyjazd ze starówki to droga w jedna stronę, drugi raz do poniedziałku pewnie nie da się wjechać bez specjalnej przepustki. Doszedłem do wniosku, że co chciałem zobaczyć, zobaczyłem a resztę sobie daruję. Camping w Kownie jest ok 5 km od starówki i koszt za jedna noc kamperem to ok 55 zł - przesada :)
Jadę więc dalej - kierunek, Park Regionalny Nemuno Kilpu (Zakola Niemna). Najpierw Birsztany - kurort podobny do Drusgiennik ale trochę mniej oblegany. teraz tam cisza, spokój, totalnie nic się nie dzieje. następnie Punia i śliczny widok ze stromego wzgórza nad Niemnem.
Pogoda zmienna - raz słoneczko i prawie upał, za chwile chmury i deszczyk. Zmęczyło mnie to wszystko i jadę w kierunku domu. Kilometr przed Augustowem niespodziewane spotkanie. Prawie na szosie stoi sobie łoś i spokojnie obgryza gałązki :) Zatrzymałem się, wyskoczyłem z kampera i pstrykam, a ten się w ogóle mną nie przejmuje, nie reaguje też na inne samochody. Wreszcie mu się znudziło pozowanie i poszedł w las. Postój na nocleg na rynku w Augustowie.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 130 km. Mapka trasy

środa, 18 maja 2011

Na Kowno !

Tak pokrzykiwał Piszczyk w filmie Zezowate Szczęście. To moje drugie podejście do tego miasta, w 2009, jeszcze Sienką, nie udało się.
Noc minęła spokojnie, nie ma to jak się zmęczyć fizycznie, wtedy nic się nie śni, żadne myśli nie przeszkadzają, po prostu się śpi :) Przejechałem brzegami Szelmentu Wielkiego do Szypliszek, tankowanie (4,95 więc przyzwoicie), kawusia i za chwilę na granicę. Po drodze Mariampol, a tam jest kilka geocachy

18:10
Dotarłem do Kowna i bez większych problemów zaparkowałem w samym centrum. Parking płatny (1 Lt za godzinę, do 17 tylko, później za darmo). Spacerek po starówce - na prawdę robi wrażenie. Oczywiście nie ma porównania do wileńskiej, jest o wiele mniejsza ale tez ma swój urok. Pamiętam, jak jechałem kilka lat temu do Wilna nocnym autobusem, starówka była ślicznie oświetlona, mam nadzieję, że dzisiaj pooglądam to z bliska.

19:00
Już wiem, co mnie tak ciągnęło do Kowna - super impreza (wg organizatorów), czyli kilkudniowe międzynarodowe dni hanzeatyckie połączone z urodzinami miasta. Jarmark z różnościami, walki rycerzy, koncerty muzyczne, balony a na zakończenie, 22 super pokaz ogni sztucznych (niestety, tego nie zobaczę, bo muszę wracać w sobotę).


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy

wtorek, 17 maja 2011

Kierunek - Suwalszczyzna

Mimo nie najlepszych prognoz pogody (chociaż obiecują, że będzie się poprawiać) ruszyłem na północ. Wyjazd  z Białegostoku na Augustów jest ciężki, roboty drogowe skutecznie tamują ruch, pojechałem więc przez Knyszyn i Korycin. Tylko 3 km więcej, droga taka sobie ale za to przejezdna, nie trzeba stać w korku. Po krótkim postoju w Białobrzegach, koło starego młyna, kolejny postój w Augustowie, pod hipermarketem.
Po obowiązkowej herbatce - kierunek Lazdijaj (jest tam kilka geocachy do zaliczenia). a później Smolniki - jest tam, jak wynika z danych w internecie, całkiem fajny i tani (5 zł człowiek, prąd, 4 zł, kamper za darmo) camping.

17:00
Jestem w Szypliszkach. Komfort - nie taki jak jeszcze dwa czy trzy lata temu. Na parkingu dostępne darmowe sieci WiFI :)  Pogoda taka sobie - pochmurno, na szczęście nie pada. Szukałem bankomatu "z żubrem" ale wydaje się, że na północ od Suwałk - nie ma :)

18:30
Do Suwałk na szczęście tylko 18 km, bankomat zaliczony. Przez Jeleniewo do  rezerwatu Rutka czyli na wielkie kamienisko. Kolejny Earthcache i miła niespodzianka. Stoję sobie na małym parkingu koło tablic informacyjnych rezerwatu i też jest WiFi - pewnie z agroturystyki która jest po drugiej stronie szosy

Dojechałem do Smolnik, wioska wygląda ładnie, własny taras widokowy (płatny), sklepik z  knajpką i stolikami pod sosnami. Tylko że o żadnym campingu tutaj nikt nie słyszał :) Jest miejsce na namioty ale dojazd zupełnie nie dla  campera. No i jeszcze nie jest czynne. Wróciłem więc na "kamienisko" czyli do Rutek, stanąłem na podwórku tej kwatery agroturystycznej (20 + 5 za podłączenie do prądu) i mam spokój.
Miało być upalnie (są chmury i pada), miał być tani camping nad jeziorem  (nie ma) - realizuje więc plan B, czyli to co wykrzykiwał Piszczyk w Zezowatym Szczęściu - NA KOWNO !!


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 280 km. Mapka trasy

środa, 11 maja 2011

Supraśl

Dzień bez kampera jest dniem straconym :)

Pogoda śliczna, praktycznie upał, stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć w czterech ścianach. Postanowiłem więc wyskoczyć chociaż na chwilę gdzieś poza miasto - wybór padł na Supraśl, uzdrowisko pod Białymstokiem. Po drodze zatrzymałem się na chwilę przy sklepie z używanymi rzeczami z Holandii, nazywanym popularnie "Wiatraki". Kupiłem sobie fajną koszulę z krótkimi rękawami i dużymi kieszeniami :) Do tego trzy różne worki - w sam raz na skarpety, bieliznę itp do kampera (już mnie zaczęły denerwować te reklamówki w jakie to pakowałem). Jako, że trafiłem na okresową przecenę, za wszystko zapłaciłem 5 zł :)
Supraśl wygląda coraz ładniej, nie tylko z powodu świeżej, wiosennej zieleni ale pracy włożonej w uporządkowanie terenu. Monastyr już z zewnątrz cały odnowiony, pomalowany, bulwary nas rzeką wyglądają ślicznie ale niestety, komary już tez grasują. W planie miałem jakiś obiad ale w restauracji w centrum, koło Liceum Plastycznego - przeciętny obiad (zupa + drugie) - 30 zł. W Łukaszówce - podobnie. Ciekawe, że w Czechach, w kilku miastach, jadałem obiady (zupa + drugie+ Kofola) w cenie ok 100-120 koron (czyli jakieś 20 zł, raz zaszalałem i zapłaciłem 145 koron  - ale to i tak mniej niż w małym miasteczku jakim jest Supraśl. Komary i skąpstwo - zwyciężyło - na  późny obiad wróciłem do domu :)


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 40 km. Mapka trasy

czwartek, 5 maja 2011

Prawie w domu

Po nocy spędzonej w Warszawie jadę dalej.
Najpierw zatrzymałem się w M1 na Targówku. Okazało się, że Decathlon zmienił siedzibę, przeniósł się na druga stronę trasy toruńskiej. Udało mi się kupić buty takie jakie chciałem i to za całkiem rozsądna cenę (140 zł).
Pogoda, jak przystało na wiosnę, na maj, czyli zimno, pochmurno i paskudnie :) Przed Wyszkowem spotkałem kamperka na fińskich numerach, skręcił na Łomżę. Moja ulubiona stacja benzynowa z barem (ROLBUD) między Wyszkowem a Zambrowem (ok 11 km od Zambrowa) rozbudowała się, ma teraz nawet część hotelową, barek się powiększył, ma nowy wystrój no i jest wolne WiFi :)

Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 190 km. Mapka trasy

środa, 4 maja 2011

Chyba już czas wracać do domu ......

Wszystko się kiedyś kończy, ten wiosenny wypad na knedliki też.
Noc minęła spokojnie, chociaż w zeszłym roku zrezygnowałem z noclegu tutaj, bo miałem obawy widząc niektórych gości tej stacji i wybrałem placyk w Gogolinie. W tym roku zdecydował dostęp do WiFi :)
Kierunek Warszawa, po drodze obowiązkowy postój i moczenie się w Mszczonowie. Może tez po drodze jakieś geocache wpadną.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 340 km. Mapka trasy

wtorek, 3 maja 2011

Mokra Morava

No i się rozpadało. pada od rana, na razie niezbyt mocno ale jak patrze na prognozy pogody nie wygląda to zachęcająco. Zwłaszcza pogoda oglądana na GE - brrrrr


21:20
No i wykrakałem. Ale po kolei.
Miałem w planie Bruntal ale jadąc po drodze zobaczyłem strzałkę do Karlova Studenka czyli jedynych chyba term w tej części Czech. Żal było by ominąć i nie pooglądać. Więc skręciłem, myślę sobie - nadrobię ok 30 km ale co to jest. Jadę sobie spokojnie w górę a padający deszcz powoli zamienia się w śnieg. Im wyżej tym go więcej, ale nic nie zapowiadało problemów..
Dojechałem na górę, zostawiłem Mruczka na parkingu i poszedłem się pomoczyć.Basen z zewnątrz to taka typowy "karkonoski" budynek a w środku ładnie, czysto, elegancko. Cena - 150 Kc za godzinę przyjemności. Sam basenik niewielki ale jest łóżko z bąbelkami, są rury puszczające wodę z góry - tak silny strumień, że nie można ustać na nogach. Mini wir podświetlany i jakiś gejzer na środku. No i oczywiście to co lubię najbardziej - masaże kręgosłupa strumieniem ze ściany. Jest tez dział termalny - czyli sauna sucha i parowa.
Pomoczyłem się, wracam do kamperka a tu ...... ZONK - kilkanaście cm mokrego śniegu wszędzie. Postanowiłem jednak jechać, droga powrotna to najpierw trochę pod górkę (na prawdę niewiele) do przełęczy i później w dół. Jade wie a tu samochód osobowy przede mną stracił przyczepność, widać, że nie może dalej podjechać i zaczyna się cofać na awaryjnych. Zatrzymałem się, by go przepuścić i tyle było mojej jazdy.. Pod górkę już nie ruszyłem, koła się ślizgały po tym mokrym śniegu. Podobnie więc do osobówki - włączyłem awaryjne i cofam się. Na szczęście po jakichś 100 m dałem rade nawrócić i już przodem dojechałem na parking. A śnieg sypał nadal i to solidnie. W ostateczności, myślę sobie, zostane tutaj do jutra tylko kto wie co i jak będzie jutro. Wyciągnąłem dokładniejsze mapy i wyczytałem z nich, że w druga stronę droga jest tylko w dół, do Vrbowa i to tylko 8 km. Dwie godziny minęły, śnieg na szosie odgarnął pług, resztę rozjeździli inni - zaryzykowałem zjazd. Do Vrbowa było OK, ale dalej do Bruntala znowu pod górkę i cały czas padający śnieg. Po drodze dwa TIRy w rowie ale ogólnie, powoli i bez problemów dojechałem.
Jak zobaczyłem, że na dole (w Bruntalu) też biało - zjadłem obiadek, chwilę pokręciłem się po rynku i stwierdziłem, że nie ma na co czekać - wracam do domu.

Stoję teraz w Krapkowicach na stacji Orlenu - spory, darmowy parking, sporo TIRów tutaj nocuje. A co najlepsze - po drugiej stronie ulicy restauracja i hotel z WiFi - dało się podczepić :)


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 140 km. Mapka trasy

poniedziałek, 2 maja 2011

Dalej Morava

Na sam nocleg przeniosłem się jednak na dół, do miasteczka, na rynek. Ta stacja czynna tylko do 21 i wolałem jednak nocować pod czujnym okiem Policji.
Podaje namiary na te stacje benzynową, z małym parkingiem ale za to z dobrym sygnałem WiFi:



N 49° 35.355    E 016° 54.379
 Rano spacerek po centrum  - sympatyczny pałac, odremontowany prawie w całości, w środku biblioteka i inne placówki oświatowe.
Po śniadaniu ruszam dalej, jest jeszcze tyle zamków i hradów na Morawach do zobaczenia :)

18:30
Pierwsze miejsce jakie odwiedziłem (było po prostu po drodze) to mały zameczek myśliwski, w którym podobno zatrzymywał się nawet Franc Jozef. Później - Náměšť na Hané, ładny pałac w uroczym parku. Niestety, jak wiele zabytkowych obiektów w Czechach, przez wiele lat zaniedbywany. teraz go restaurują wygląda już całkiem nieźle ale dostępny jest tylko park pałacowy, w środku trwają prace.
Kolejny etap - Šternberk. Podobno skleroza nie boli :) Byłem tam w zeszłym roku i nawet nocowałem. Niewiele sie zmieniło przez te pół roku, zjadłem smaczny obiadek i dalej w drogę.

Miasteczko Uničov zachwyciło mni swoim rynkiem.świeżo odrestaurowanym i przepięknym ratuszem. Gdyby tam był dostępne WiFi - pewnie zostałbym na tym rynku na noc ale niestety, nic nie było.
Zgodnie z planem dojechałem do miasteczka Rýmařov. Cisza, spokój, rynek monitorowany kamerkami, legalny parking pod Urzędem Miasta no i jest dostępne WiFi :) 
Jest tutaj też geopark w ponad 40 okazami minerałów, wszystko wolno dostępne na skwerze zaraz koło rynku.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 100 km. Mapka trasy

niedziela, 1 maja 2011

Morava - ciąg dalszy

Jako że wczoraj czarownice zostały uroczyście spalone, noc spędziłem spokojnie :) Poranny spacerek (i dwa cache), później śniadanko, za chwile ruszam dalej. Pogoda niestety kiepska, pochmurno, chłodno i co chwila trochę pada. 

17:45
Prawie w każdej miejscowości ogłoszenie o paleniu czarownic, nie wiedziałem, że w Czechach to taka plaga jak kiedyś ,dawno temu, stonka u nas :)
Pierwszy postój - zamek Pernštejn. Z zewnątrz wygląda bardzo ciekawie, ale mocno zaniedbany, zapuszczony. Starają się go odnawiać ale idzie to powoli i jeszcze wiele brakuje. Następny postój - Kunštá. Ryneczek z ładną fontanną, zamek góruje nad miastem ale z daleka widać ze wymaga remontu. Zaraz pod miastem jaskinia z rzexbami z piaskowac. Niestety - zamknięta, więc tylko posłuchałem sobie automatycznego przewodnika na korbkę i pooglądałem nieliczne zdjęcia,
Jadę dalej - Letovice przez które tyle razy przejeżdżałem. Rozpoczęli remont zamku górującego nam miasteczkiem. Wygląda to ciekawie ale odradzam wchodzenie do środka - pomieszanie z poplątaniem. Wygląda bardziej jak jakaś stara piwnica zapełniona różnymi niepotrzebnymi rzeczami a nie wnętrze muzeum. I to wszystko kosztuje 70 Kc + 10 Kc za możliwość fotografowania . . . . . .
Dojechałem do Konic. Na rynku parking (płatny w dni powszednie) na przeciwko komisariatu Policji ale niestety, nie ma w okolicy dostępnego WiFI. Za to zaraz za miastem, na stacji benzynowej, jest i parking i WiFI z mocnym sygnałem. Mam nadzieję, że mnie nie wygonią wieczorem :)


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 90 km. Mapka trasy

sobota, 30 kwietnia 2011

Morava

Echhh dziwny, bardzo dziwny jest ten camping na Lucky Vrch. Według informacji na ich stronie:
za poplatek 10 kč je možno se osprchovat v penzionu, kde lze také využít wc. Platba 30 Kč osoba/noc, žádné jiné poplatky.
Do tego miała dojść opłata za prąd wg licznika 5 Kc za 1 kWh.
Wczoraj, przy meldowaniu poinformowano mnie, że opłata za prysznic i WC to właśnie 30 Kc, za pobyt nic nie płacę i oczywiście prąd - 5 Kc za 1 kWh. Dzisiaj przy rozliczaniu dowiedziałem się, ze za prąd place 10 Kc za 1 kWh i ...... NIC więcej, żadnej opłaty za pobyt, za sanitariaty, ani halerza. Wyszło na to, że za nocleg tam, z prądem, sanitariatami i nawet dostępem (słabym ale jednak był) do internetu zapłaciłem 10 Kc czyli ok 1,70 zł.

16:30
Dojechałem do Žďár nad Sázavou. Znowu śliczna trasa, wąska droga wijąca się wśród górek i pagórków. Pogoda niestety nie najlepsza, chmury burzowe krążą dookoła, słychać grzmoty ale tutaj niewiele padało. Na głównym placu Novego Miasta - darmowy internet, ale tylko trzy godziny dziennie. Mam zamiar podjechać do Nove Mesto na Moravie - na rynku można parkować, więc pewnie i przenocować się uda. Poza tym dzisiaj tam są specjalne atrakcje:)

Nové Město na Moravě - Zahradnictví
Sraz u kašny na námstí v 19 h, poté průvod v maskách i bez s lampiony , od 20 h pálení čarodějnic v zahradnictví, rožnění prasátka, k tanci hrají Bosorky. POŘADATEL:
Zahradnictví a klub seniorů

Nové Město na Moravě - Penzion Pasáček
Čarodějnické drinky, grilování, barmanky jako čarodějnice, pro návštěvnice v čarodějnické masce 10% sleva. POŘADATEL:
Penzion Pasáček

18:45
Jestem już w Nove Mesto nM. Miejsce świetne, legalny parking zaraz obok Urzędu Miasta, i komisariatu Policji. Internet, jak widać jest - ta sama darmowa usługa czyli trzy godzinki dziennie. Mam dwie rożne anteny WiFi, więc i dwa różne numery MAC - powinienem mieć w sumie 6 godzin :) :)

Pogoda niestety podła - pochmurno, grzmi, nie pada ale w każdej chwili może zacząć. Nie wiem, jak to będzie z tym pochodem czarownic, mam nadzieję, że nie odwołają.

20:10
Czarownice przyjechały na rynek wcześniej niż było w zapowiedzi. Na szczęście zachowywały się na tyle głośno, że je usłyszałem. Najpierw odtańczyły swoje tańce pod fontanną, później pomaszerowały przez całe miasteczko zwołując chętnych. Na miejscu zabawy gotowe już były stoły, barek z obowiązkowym piwem i jakimiś kiełbaskami, rozstawione instrumenty muzyczne i główne czarownice zaczęły swój sabat. Niestety, pogoda nie dopisała, zaczęło padać, grzmi, błyska się. Bawiącym to nie przeszkadzało ale ja doszedłem do wniosku ze wypije jedno piwo i wracam do kamperka. 


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 45 km. Mapka trasy

piątek, 29 kwietnia 2011

Vysočina

Noc przeszła spokojnie, zegar nad głowa miło wybijał godziny i kwadranse. Znalazłem wczoraj na mapach ciekawy camping, ok 30 km na południe od Litomyśla - Lucký Vrch. Chwalą się, że kamperowcy (i przyczepki) płacą tylko 30 Kc, czyli około 5 zł, dziennie za każdą osobę (nie ma opłat za pojazd), jest możliwość podłączenia się do prądu (indywidualne liczniki) i jest WiFi. Może to być niezły punkt wypadowy do okolicznych miast i miasteczek. Trzeba to koniecznie sprawdzić osobiście.
Śniadanie zjedzone, uparłem się i jednak skrzynkę tutaj, na tym placu znalazłem :) Można jechać dalej. Kierunek - Polička.

18:30
Jestem już od godziny na Lucky Vrch i walczę z WiFi. Niby jest ale tam gdzie stoję sygnał bardzo słaby, za słaby. Najlepszy jest na korytarzu w budynku, wiec z kompem na kolanach powysyłałem na razie fotki do albumu. Jak sobie poradzę z siecią postaram się napisać trochę więcej.

20:00
Po wielu różnych eksperymentach i próbach - sukces, mam siec i w kamperku :)
Dzisiejszy dzień uważam za bardzo udany, śliczna, malownicza trasa, chociaż większość po wąskich drogach raz gore raz w dół ale warto było. Pojechałem najpierw do Policzki - małe miasteczko, z murami obronnymi widocznym,i tylko od zewnątrz starówki, w środku wszystko zabudowane domami. Wjazd na starówkę płatny, można kupić w automacie bilet za 20 Kc (godzina parkowanie poza starówka na płatnym parkingu - 10 Kc. Dobrze ze nie wjeżdżałem do środka, na tych wąskich uliczkach na pewno bym się zaklinował. Następny etap podróży, to hrad Svojanov. Pięknie położony, remontowany, ale dostępny dla zwiedzających i mimo różnych tablic - nic nie zapłaciłem. Końcowy podjazd na górę podniósł mi nieźle poziom adrenaliny, biedny Mruczek ledwie ciągnął na pierwszym biegu a ja cały czas się zastanawiałem co zrobię, jak sobie nie poradzi ? O zawróceniu nie było mowy ale na szczęście sie udało. Na starych oponach pewnie miałbym problemy. Widok z góry na wioskę Svojanov prześliczny.
Następny etap to pałac Kunsztat. Cała droga od Piliczki do Letovic wiedzie wzdłuż potoku, ślicznie się wije, młoda zieleń dodaje wszystkiemu dodatkowego uroku. Obiadek w Domu kultury z Kunsztadzie (knedlików już nie było a za całość: zupka gulaszowa, kotlecik z ryżem i duża kofola zapłaciłem 85 Kc :)czyli ok 15 zł. Sam pałac Kunsztat zrobił na mnie nie najlepsze wrażenie, podobnie jak wiele innych w Czechach mocno zaniedbany. Niby coś przy nim robią ale nie wygląda to najlepiej.

Po Kunsztadzie już jazda na Lucky Vrch. Miejsce prześliczne, przypomina niektóre czeskie schroniska w Karkonoszach. Widoczek w góry na wioskę - bezcenny :) I dwa sympatyczne psiska, chociaż jeden już mi "oznaczył" oba przednie koła Mruczka :)



Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 110 km. Mapka trasy

czwartek, 28 kwietnia 2011

Zamki i pałace

To co jest niżej, to moja próba pisania posta w blogu na pockecie. Jak widać, temat da się napisać czytelnie, resztę "ktoś" lub "coś" zjadło zupełnie - szkoda :(

Wracam do dnia dzisiejszego. Za camping w Kutnej Horze płaci się w dzień przed wyjazdem (obsługa jest dopiero od 14) i trzeba go opuścić do 12. Wyjechałem rano, podjechałem 3 km do kaplicy czaszek i drugiej katedry w tym mieście. Kaplica mocno zaniedbana, w środku tynk odpada, wilgoć naruszyła tez wiele elementów ceglanych. Na zdjęciach widać elementy wystroju które już uległy zniszczeniu.
Następnie realizowałem zaplanowaną marszrutę. Przed Chrudimem kierunkowskaz pokazał odległy o 4 km od trasy zamek/pałac w Cholticach. trochę go remontują, w środku oprócz tradycyjnej wystawy muzealnej maja tez dział poświęcony zabawkom i bajkom. Niestety - wszystko zamknięte. 
następny etap - Chrudim, zamek/pałac średni, samo stare centrum ładne, miłe, położone na górce, z dużym, typowym dla Czech kościołem. Po obiedzie (obowiązkowe knedliki :) ) Chrast z danym pałacem biskupim, w którym teraz mieści się urząd miejski i muzeum-galeria. Mała mieścina, oprócz tego pałacu nic tam ciekawego więcej nie ma. Kolejne miasto to Vysoke Myto - bez zamku czy pałacu ale za to z ładnym, dużym  rynkiem i malowniczymi basztami miejskimi.

Dojechałem wreszcie do Litomyśla. Camping, delikatnie mówiąc, "wczesny Gierek" zamknięty na kłódkę i ponad kilometr od centrum. Wjechałem więc na starówkę. Ulokowałem się wstępnie na Smetanovym Namesti, koło komisariatu policji i poszedłem oglądać. Zamek prześliczny, wart na pewno obejrzenia, starówka też ładna. Zaraz po moim zaparkowaniu pojawił się inny kamperek - Francuzi, tez zniesmaczeni tym, że camping zamknięty. Chwile pogadaliśmy, zrozumiałem, że podobnie jak ja zostają tutaj na noc. Jednak jak wróciłem po godzinie spaceru - już ich nie było. Po kolacji poszedłem szukać  geocachy (bez efektu niestety) ale znalazłem wreszcie wolnodostępne WiFI. Przeparkowałem się więc w nowe miejsce i mogę to wszystko opisywać.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 100 km. Mapka trasy

echhh

środa, 27 kwietnia 2011

Kutna Hora

Pogoda mnie wyprzedziła - oglądałem rano czeską prognozę pogody i okazało się, że chmury i deszcze zawędrowały na wschód, nad Morawy i Slezko. Tutaj rano było widać nawet trochę niebieskiego nad głową. Teraz jest pochmurno i duszno, pewnie wieczorem coś popada jednak.
Miasteczko ładnie położone na lekkich wzniesieniach więc co chwila idzie się albo w górę albo w dół. Niestety, widać wieloletnie zaniedbanie, część budynków już odnowiono ale jeszcze sporo zostało w opłakanym stanie. Okolice Katedry św Barbary są rozkopane, robiona jest nowa nawierzchnia, widać że przygotowują się do sezonu letniego.Zabytkowa kamienna fontanna niewidoczna - trwa konserwacja. Sporo zagranicznych wycieczek, na ulicach słychać niemiecki, francuski, rosyjski, japoński. Polskiej grupy jakoś nie widziałem, nie wiem dlaczego ale te tereny nie cieszyły się zainteresowaniem polskich biur podróży.. Wypiłem piwko w barze na campingu, zapłaciłem już za pobyt - jutro rano można ruszać dalej.

Plan na jutro to w Kutnej Horze jeszcze jest do zobaczenia kaplica cmentarna z kostnicą (ok 3 km od campingu i nie chce mi się iść na nogach), podobna w nastroju do kaplicy czaszek w Kudowie-Czermnej. Później kolejno: Chrudim, Chrast, Vysoke Myto i Litomyśl.


Dzisiejsze fotki. Mruczek dzisiaj odpoczywa.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Czechy

Pogoda zepsuła się całkowicie, zimno, wieje, pada. Chciałem wyjechać wcześnie rano, ale  recepcja campingu czynna dopiero od 10. Kolejny raz przekonałem się, że pobieranie opłat za prąd na campingu ryczałtem jest niezłym dochodem dla właścicieli. W Czechach ten ryczałt wynosi ok 60 Kc za dzień. W Szpindlerowym Młynie płaci się za realne zużycie (są liczniki) i mnie, za 4 dni (TV, komputer, światło, lodówka) wyszło tylko 85Kc. Po 10 ruszam w drogę, chociaż z prognoz pogody wynika, że jadę dokładnie w chmury i opady. Pierwszy przystanek u Rumcajsa, czyli w Jiczynie. Wstępnie planowałem połazić trochę po Czeskim Raju ale przy takiej pogodzie odpuszczam to sobie.
Kolejny przystanek - Podebrady.

18:00
W Podebradach pogoda dała mi pół godziny na spacer. Na szczęście udało się wrócić do kamperka przed ulewą jaka nadeszła. Sympatyczne miasto, dumni są ze swojego Jiří z Poděbrad. Ładny zamek w którym teraz się mieści wydział zamiejscowy praskiego Uniwersytetu Karola. Koło zamku jest źródło wody mineralnej.
W ulewę, jaka przyszła, pojechałem do Kutnej Hory, na camping SantaBarbara. Sympatyczne miejsce, knajpa na miejescu,  na starówkę ok pół kilometra tylko.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 130 km. Mapka trasy

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Lany poniedziałek

Tradycja została podtrzymana - od rana pada. Inne kamperki powoli się zbierają, sąsiedzi (Niemcy) z przyczepy też się pakują.
Zamiast dnia świątecznego mam na razie dzień techniczny. Przetestowałem czerwoną kontrolkę na WC, więc trzeba było wyprowadzić kota. Skończyła się butla gazowa, a zawór w drugiej był tak mocno zakręcony, że bez narzędzi nie dałem rady. Dokręciłem przy okazji wkręty w nowym oknie łazienkowym (zgodnie z pouczeniem serwisu). Czeka mnie jeszcze dolanie czystej wody, wylanie szarej wody - można powiedzieć, że zwyczajny "świąteczny" dzień :)

15:30
Nie potrafię jednak siedzieć spokojnie w jednym miejscu. Zaraz obok Szpindla zapora na Łabie. Postanowiłem podjechać do Jilemnic. Sympatyczne małe miasteczko, z uroczym rynkiem i dawnym zamkiem przekształconym teraz na Muzeum Karkonoszy. Zjadłem też smaczny obiadek: zupa cebulacka, swickowa na smetanie i obowiązkowa kofola :)
Następny etap - Vrchlabi, kolejne miłe miasteczko ze starym zamkiem. Też mają Muzeum Karkonoszy ale w jednym ze starych domków nieopodal zamku.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 50 km. Mapka trasy

niedziela, 24 kwietnia 2011

Karkonosze

Dzień zaczął się śliczną pogodą chociaż w nocy padał deszcz. Pojechałem autobusem (za 40 Kc) na przełęcz Karkonoską czyli Spindlerovke. Autobus zapakowany maksymalnie, na następnych przystankach już się nie zatrzymywał chociaż byli chętni do wsiadania. Pogoda śliczna, żadnej chmurki na niebie, dość silny wiatr ale to nie przeszkoda. Czerwonym szlakiem czyli sławna droga przyjaźni ruszyłem na zachód w stronę Szrenicy. Na trasie sporo Czechów, tradycyjnie Niemców ale byli tez i Polacy. Petrova Bouda zamknięta, widać, że wymaga remontu. Po krótkim zastanowieniu, zmieniam wstępne plany i zamiast  czerwonego szlaku wybieram niebieski, do schroniska Brandlerovy Boudy. Trasa spokojna, ludzi praktycznie na niej nie było (większość chodzi głównym grzbietem), trochę śniegu, ale ogólnie bardzo miła.
Po drodze Ptaci Kamen - formacja skalna na wysokości 1310 m n.p.m z którego jest prześliczny widok na Labsky dul i Medvedin. Z tych skałek schodzę do schroniska, mała przerwa na geocacha i jakiś obiadek. Ciekawostka jest ze ta sama kofola, w schronisku kosztowała 20 Kc a w Sspindlerowym Mlynie, w bufecie przy parkingu, kosztuje 25 :)
Dalej niebieskim podchodzę do Martinovej Boudy. Niestety, okazuje się, że moje serduszko już mocno sfatygowane, niewielkie podejście i od razu je czuję. Zrezygnowałem więc z dalszej drogi do źródeł Laby (niestety, czekałoby mnie dalsze podejście) i zielonym szlakiem, z pięknymi widokami schodziłem przez Medvedia Boudę, Medvedi Koleno czyli zakręt ponad 180 stopni, aż do Łaby i na camping.

21:30
Wieczorem nieplanowana dodatkowa atrakcja - ktoś zrobił koło campingu mały pokaz ogni sztucznych


Dzisiejsze fotki. Przeszedłem na piechotę (po górach) ok 11 km

Alleluja

Wszystkim czytającym tego bloga składam tą drogą najlepsze życzenia świąteczne - zdrowia, wszelkiej pomyślności i spełnienia  marzeń.

sobota, 23 kwietnia 2011

Špindlerův Mlýn

W planie - dzień bez jazdy.. W ogóle mam zamiar zostać tutaj do wtorku.

Po śniadanku w kamperze - rekonesans, oglądania Szpindla. Aquapark czynny, ludzi w tej chwili bardzo mało ale kolejka na Medvedin niestety, do 25 nieczynna. Knajpek, barów, restauracji zatrzęsienie a że ludzi niewiele więc z miejscami nie ma żadnego problemu. Na dużym parkingu w centrum, koło dworca autobusowego - parking, za dobowy postój samochodu trzeba zapłacić 240 Kc (na campingu postój kampera kosztuje 200 Kc) - dochodzę do wniosku, że kamperowanie wcale nie jest aż takie drogie jak się wydaje  - fakt, kamper trochę więcej pali niż osobówka ale za to jaka wygoda, nocować można i za darmo, a camping wychodzi za grosze jak się odliczy koszt parkowania samochodu.
Zaliczyłem Aquapark (150 Kc godzina, 250 Kc dwie godziny a za 300KC cały dzień) - mały ale fajny. Są i masaże silnym strumieniem wody, są łóżka z bąbelkami, jest rzeka i trzy rożne zjeżdżalnie. Obiadek w Igloobar (http://www.igloobar.cz - polecam) - czesnaczka i mięsko ze szpinakiem i  knedlikami. Jako że dzisiaj nie jeżdżę - piwo do tego wszystkiego.


Dzisiejsze fotki. Mruczek odpoczywa.

piątek, 22 kwietnia 2011

Wielki Piątek

Noc przeszła spokojnie, parking cały zapchany TIRami. Jakoś nikt nie pamiętał o tym, że powinienem zapłacić za dłuższy postój :) Śniadanko w barze na stacji też już za mną, powoli się zbieram w drogę. Kierunek - Špindlerův Mlýn a po drodze może jakieś geocache będą :)
Na samej granicy ale jeszcze po polskiej stronie spotkałem pielgrzymkę rowerową z kamperem :) Jadą do Rzymu, więc maja kawałek drogi przed sobą.
Zaraz za Skalicami "niezawodny" TomTom znowu, jak w zeszłym roku, kazał mi jechać droga na której jest ograniczenie do 2T - ech te komputery. Pojechałem po swojemu i dotarłem do Ratiborzyc. Zamek taki sobie, nic ciekawego, do środka nie wchodziłem, za to miły park, zadbany, z ładnymi kwiatami - spacer po parku bardzo sympatyczny.
 Następny po drodze był Trutnov - zamek tez wygląda dość skromnie ale za to starówka sympatyczna.No i mają ślicznego smoka :) Zjadłem obiadek i dalej w drogę. Ponieważ była jeszcze młoda godzina postanowiłem pojechać do Pecu Pod Śnieżką. Szczęśliwie kolejka już chodzi po przerwie konserwacyjnej, wiec wreszcie udało misie wjechać na sama Śnieżkę :) Bilet w obie strony - 330 Kc + 75 Kc za parkowanie Mruczka.
Przed samym Szpindlerowym Młynem przygotowania do jutrzejszych zawodów kajakowych - pomyśle, może podjadę pooglądać.
Camping sympatyczny, niewiele ludzi jeszcze - dwa kamperki niemieckie, jeden czeski i kilka przyczep ale pewnie większość pustych.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 110 km. Mapka trasy

czwartek, 21 kwietnia 2011

Wielki Czwartek

Kolejny, nieplanowany nocleg we Wrocławiu przeszedł tym razem bez niespodzianek mimo dużej dziury w dachu. Skoro świt przeniosłem się na Krakowską, stoję teraz 100 m od serwisu i czekam aż otworzą.

9:10
Zrobione, zapłacone (niecałe 400 zł za wszystko), można jechać dalej. Szczerze można ten wrocławski serwis polecić wszystkim. Kierunek - jak wczoraj czyli Kudowa, Nachod i Teplice nad Metui ze swoim Skalnym Miastem.

18:00
Oczywiście, zmieniłem trochę planowaną trasę. W Kłodzku odbiłem w prawo na przejście w Tłumaczowie (20 km mniej do przejechania). Nie odbyło się też bez dodatkowych "atrakcji". Od wczoraj mam jakieś problemy z ładowaniem akumulatora zabudowy, tuz przed granicą zauważyłem, że na panelu kontrolnym lampka ładowania nie świeci się. Jak wyłączyłem światła drogowa - zapaliła się. Czyli, wg mnie, ewidentnie za mało prądu idzie do modułu. W Broumovie, na parkingu, podniosłem maskę, popatrzyłem groźnie na alternator (prawdopodobnie styki są do przeczyszczenia), zatrzasnąłem maskę i zacząłem się zastanawiać jak sobie z tym poradzić. Ale widać sam mój wzrok zadziałał, bo ........ od tej chwili wszystko wróciło do normy - ODPUKAĆ ! Obiadek (knedliki i faszerowana papryka) w Teplicach.
W zeszłym roku oglądaliśmy Skalne Miasto w Adršpach - teraz przyszła pora na druga część czyli Teplickie Skalne Miasto. Cisza, spokój, ludzi jeszcze prawie nie ma więc można się rozkoszować nie tylko widoczkami ale i śpiewem ptaków.

Znany parking przy BP w Kudowie już nie jest tak gościnny jak w zeszłym roku. Co prawda WiFi działa ale jak podjechałem od razu przyszedł pan z obsługi i poinformował mnie ze muszę stanąć po drugiej stronie budynku (czyli przy samej szosie), na parkingu dla osobówek. Poza tym albo zatankuje 50 litrów paliwa albo płace za parkowanie dłuższe, całonocne - 20 zł.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 160 km. Mapka trasy

środa, 20 kwietnia 2011

Dzień trzeci

Pierwsza noc w tym sezonie w Mruczku nie obyła się bez przygód. Przeceniłem pogodę i ustawiłem na trumie za mała temperaturę, dodatkowo zostawiając otwarte lufciki dachowe. Około 3 w nocy obudziła mnie temperatura 13 stopni  - brrrrrrr.
Rano okazało się, że camping chyba już jest czynny (kłódki na bramie nie ma i nawet jakiś kamperek stoi na polu) ale "moje miejsce"  to jest legalny parking, więc i tak nikt mi nic nie zrobi. Na miejscu bar, wieczorem dość popularny, sklep spożywczy i nawet darmowy internet.
Pogoda zapowiada się śliczna, oby jak najdłużej taka wytrzymała.


10:00
Za trzecim podejściem udało się "zdobyć" karnet CCI na 2011 rok.Ruszam w dalsza drogę na południe.

11:30
Postanowiłem sprawdzić WiFI przy McDonaldzie koło Kłodzka i wtedy okazało się ze nie mam driverow do mojej zewnętrznej anteny - echhhh, ta skleroza.

14:00
Przekroczyłem granicę i jadę w stronę Teplic nad Metui. Zaraz za Nachodem mała tradycyjna staroczeska restauracja (jak się sami reklamują). Obowiązkowe knedliki :)

Niestety, zauważyłem, że zwiało mi klapkę z dachowego wywietrznika w łazience i mam teraz dziurę 40x40 - wrrrr. Musze wracać do Wrocławia (już się umówiłem z serwisem, zajmą się Mruczkiem jutro rano).
I znowu Stadion Olimpijski.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 300 km. Mapka trasy

wtorek, 19 kwietnia 2011

Kierunek Wrocław

Start rano, o 10 z Pragi. Mruczek tak się niecierpliwił, że postanowił sam pojechać, nie czekając na mnie. Na szczęście skończyło się na samym strachu.
Sławna 8 na trasie od Mszczonowa do Piotrkowa Trybunalskiego rozkopana, czynna tylko jedna jezdnia. Wygląda, że ja przerabiają na autostradę (budują  skrzyżowania bezkolizyjne). Jak to wygląda można pooglądać na zdjęciach.
Obiadek (schabowy ziemniaczki, surówka - za 12 zł) w małym zajeździe zaraz za Bełchatowem. Smaczny - polecam :) Zatrzymałem się teraz koło Wieruszowa, wysyłam zdjęcia i popijam herbatkę.
Od Białegostoku przejechałem już 450 km i nie spotkałem po drodze żadnego kampera.

Wyjeżdżając z parkingu zobaczyłem kamperka, na polskich numerach. Ciekawe, dlaczego jest na "bliźniakach". Był zamknięty, nikogo chyba w nim nie było.

Dojechałem do Wrocławia i zaskoczyła mnie cena paliwa - na stacji Lukoil ON po 4,99 :)
Nocleg w planie  na sprawdzonym w zeszłym roku miejscu czyli przed bramą wjazdową na Stadion Olimpijski ale muszę poczekać, na razie cały parking zastawiony osobówkami.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 350 km. Mapka trasy

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Na knedliki !!

Pogoda wiosenna, najwyższa pora się ruszyć. Kierunek - południe, czyli knedliki. Dzisiaj pierwszy skok do Warszawy. Miałem w planie kupić karnet CCI na ten rok ale nie udało się. W zeszłym tygodniu dwa razy do nich dzwoniłem, nikt nie odbierał telefonu, dzisiaj zajechałem i zobaczyłem taką karteczkę. Może uda się jutro, po 10:30 chociaż powoli tracę nadzieję.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 200 km. Mapka trasy

piątek, 15 kwietnia 2011

Przygotowania

Zanim zaczną się wyjazdy jest okazja trochę posprzątać.

W nocy jeszcze zimno, więc zawór bezpieczeństwa puścił i rano pod Mruczkiem duża kałuża. Wodę dolałem, szarą wodę wylałem i udało się nawet trochę umyć łazienkę.

środa, 6 kwietnia 2011

Pierwszy wypad w 2011 roku

Mruczek zarejestrowany, opony zmienione, olej i filtry – też. Najwyższa pora  ruszyć w teren. Na początek – jednodniowy wypad (a raczej rekonesans) do Puszczy Białowieskiej – 6 kwietnia.

Mruczek wśród żubrówPogoda nawet niezła, nie padało, tylko jeszcze lodowaty wiatr zniechęcał do dłuższego spaceru.
W Grudkach k/Białowieży zagadał do mnie tubylec, proponując swój plac na kampera, twierdził że ma podłączenie do prądu i że w ogóle  u niego jest fajnie. Nie skorzystałem ale może warto zapamiętać namiar.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 180 km. Mapka trasy

niedziela, 3 kwietnia 2011

To już historia

Z kilku różnych powodów, o których nie warto teraz pisać, fotorelacje z  2010 roku trochę ukryłem. Jeśli jednak ktoś tutaj dotarł, to niech ma też możliwość pooglądania zdjęć z zeszłorocznej naszej włóczęgi.
LINK

piątek, 1 kwietnia 2011

Szczere postanowienie.

Doszedłem do wniosku, że może warto w ten sposób spisywać swoje włóczęgi z Mruczkiem. Na ile mi starczy zapału – zobaczymy. Po zeszłym roku widzę, że pamięć ludzka jest zawodna i niektóre dni bardzo trudno mi było odtworzyć. Mam szczery zamiar w tym roku pisać tutaj w miarę systematycznie.