piątek, 24 stycznia 2014

Zima, więc zimno

Na dworze już bywa -20, a "obiecują" w lutym nawet -30 - brrrrr.

Mruczek zasypany śniegiem, akumulatory stoją do domu a ja się zająłem małymi porządkami w blogu. Sam z niego coraz częściej korzystam, jak pamięć zawodzi, więc staram się go zrobić bardziej użytecznym.
Po pierwsze -  "indeksuje", czyli  daje etykiety do poszczególnych postów wg zasady - ciekawe miejsce/miejscowość - kolejna etykieta. Łatwiej będzie później znaleźć wpisy dotyczące np Rygi czy Nyíregyháza. Te etykiety widać w kolumnie po prawej stronie.
Po drugie - dodaje wpisy z  pierwszego  sezonu mojego kamperowania (2010) tylko po to, by móc je też poindeksować. Tekstów tam nie ma, tylko szkice mapki trasy, wtedy raczej dawałem podpisy pod zdjęciami. 
Po trzecie - niektóre zdjęcia z 2010 geotaguję. Nie miałem wtedy aparatu z GPSem, więc muszę teraz opierać się na swojej pamięci.

Trochę czasu mi to zajmie, ale zima dopiero się zaczęła, więc mam nadzieję, że przed kolejnym sezonem skończę te porządki.

wtorek, 31 grudnia 2013

Nowy Rok


Pod Budą - Nowy Rok

zbrudziliśmy staroroczne dni
trzeba oddać je do pralni by
zmyć zdarzenia które nigdy już nie wrócą
trzeba obrus  na stół biały słać
rzucić kartę która nie chce brać
 którą czas dni trzystu kilku zgniótł i wymiął

Nowy Rok się przecież zbliża
nowe niesie kalendarze
przywitajmy go pod furtką
resztę czas pokaże
Nowy Rok się przecież zbliża
tuszem oczy dam rozmaże
ale wyjdą wszyscy razem
resztę czas pokaże

mroźnym styczniem oszołomi nas
majem popchnie w akacjowy czas
żółty liść jesieni wepnie w klapę
starych ludzi wytnie portret z ram
potem gdzieś wysiądzie w polu sam
jak pasażer który jeździł rok na gapę

ktoś się pewnie będzie głośno śmiał
to znów w kącie ktoś zapłacze sam
i marzenia poszybują aż do nieba
w tych marzeniach będzie jedna myśl
którą trzeba się podzielić dziś
żeby wreszcie w Polsce było tak jak trzeba

Nowy Rok się przecież zbliża
nowe niesie kalendarze
przywitajmy go pod furtką
resztę czas pokaże
Nowy Rok się przecież zbliża
tuszem oczy dam rozmaże
ale wyjdą wszyscy razem
resztę czas pokaże

 Andrzej Sikorowski jest prawdopodobnie pierwszym w Polsce klasycznym przykładem barda z gitarą. W 1970 roku zdobył I nagrodę na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie za piosenkę "Nowy rok".

sobota, 2 listopada 2013

Zaduszki

9:30
Dzień pochmurny, deszczowy, smutny. Zbieram się do drogi, dzisiaj do Ewy, do Warszawy z obowiązkowym przystankiem w Mszczonowie.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 1 listopada 2013

Wszystkich Świętych

11:00
Za rok może być problem z zaparkowaniem tutaj. Płatny parking u wylotu Bujwida i Liskego zrobił się mniejszy a większość miejsc jest wykupiona w abonamencie. Wczoraj jakoś wyprosiłem by mnie przyjęli, chociaż te miejsca jakie mają dzisiaj sprzedają po 10 zł za wjazd, więc na jednym miejscu zarobią po kilkadziesiąt złotych a Mruczek zajmuje prawie dwa.
Bardzo miła niespodzianka spotkała mnie na cmentarzu, grób był posprzątany, żadnych liści czy śmieci, musiałem tylko umyć na mokro płytę, to wszystko. Co ciekawsze, nie mam pojęcia, kto był tym dobrym duchem.
Kimkolwiek byłeś - SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!
Wybieram się zaraz na Osobowice, do dziadków, a później się pewnie pokręcę znowu po centrum. Pogoda już nie taka piękna jak wczoraj, ale na szczęście nie pada.

20:00
Po wieczornym spacerze po cmentarzu mam wrażenie, że co roku ludzi jakby mniej. W czasach mojego dzieciństwa, to właśnie koło 8 wieczorem były takie tłumy, że ledwie dało się przejść. Teraz pusto, część straganów już zlikwidowano, a przecież najpiękniej jest wieczorem, kiedy te wszystkie zapalone lampiony najlepiej są widoczne. To taki specyficzny balet swiateł okraszony wonią palącej się stearyny.




Dzisiejsze fotki, nowy link.

czwartek, 31 października 2013

Wrocław

Rano przeniosłem się na Borowską, na parking koło aquaparku. Okazało się, że informacja z intetnetu (na ich oficjalej stronie) nijak się ma do rzeczywistości. Inne godziny otwarcia, inny cennik. Ale się wykąpałem i trochę pomoczyłem.
Cały dzień testowałem rower miejski. Mają go wprowadzić w Białymstoku, więc trzeba sprawdzić to w praktyce. Wrażenia mam mieszane. Z jednej strony fajnie, bo mogę podjechać gdzieś w miarę szybko i za darmo, ale każdy z 9 rowerów jakimi dzisiaj jeździłem miał jakieś niedociągnięcie. Serwis działa nędznie.
Na zakończenie dnia pooglądałem ludzi uczestniczących w 3 paradzie na Helloween (nowa, świecka tradycja). Dwoma rowerkami wróciłem do kampera.


Dzisiejsze fotki.

środa, 30 października 2013

Dolny Śląsk

Jako że z Kudowy do Wrocławia niedaleko (ok 130 km) postanowiłem po drodze odwiedzić stare kąty.
Zacząłem od Dusznik. Cicho, pusto, szykują się już do sezonu zimowego. Pochodziłem trochę po parku zdrojowym i dalej w drogę.
W Kłodzku zatrzymałem się na parkingu pod samą twierdzą. Miasto podniosło się już po powodzi z 1997 roku, odmalowane domy, przerobione wybrzeże w okolicach mostu. Nie byłem tu od czasów studenckich i nie ma porównania stan obecny z tym co było wtedy.
Pochodziłem po starówce, zaliczyłem trasę podziemną i po krótkom odpoczynku poszedłem zwiedzać twierdzę.
Na wieczór dojechałem do Wrocławia. Pierwsza wizyta na cm. przy Bujwida i na nocleg przejechałem w sprawdzone miejsce, brama wjazdowa na Stadion Olimpijski.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 29 października 2013

Już w kraju

Mój jesienny wyjazd powoli się kończy. Jestem już w kraju, stoję na stacji BP w Kudowie, ale do Białegostoku dotrę dopiero w przyszłym tygodniu.
Jihlava to kolejne, sympatyczne czeskie miasto z dobrze zachowanymi murami obronnymi. Teraz zostały one zamienione w teren spacerowy, pilnowany i zamykany na noc. W centrum duży plac pełniący rolę rynku. Jego nastrój psuje budynek wzniesiony w czasach socjalistycznej Czechosłowacji. Do dzisiaj mieści się w nim PRIOR.
Pochodziłem, pooglądałem a jak zacząłem się zbierać do wyjazdu, zaczęło padać. W moim ulubionym Hradec Kralove, zjadłem obiad, tradycyjnie już w restauracji pod czarnym koniem i do Kudowy na nocleg.

Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 28 października 2013

Przez Austrię do Czech

Rano pożegnałem się z Węgrami mając nadzieję, że w przyszłym roku znowu tam zawitam. Przez Austrię, tak jak prowadziła Jadzia, do Znojma, w tum koszmarnym parku rozrywki na samej granicy zjadłem obiad. Niestety, czeskich knedlików nie było, był tylko austryjacki, smaczny ale to nie to. Kofoli tam nigdy nie mieli, więc Cocacola. Na dodatek okazało się, że im wczoraj padła sieć, więc i WiFi nie działało. Za to podnieśli ceny, za gulasz z knedlikiem i kolą zapłaciłem 265 Kc - straszne.
Dojechałem do Jihlavy zgodnie z planem, stoję na parkingu w samym centrum. Na przeciwko McD i mam nawet sygnał w kamperze. Trochę pochodziłem po centrum, reszta spaceru jutro rano. Parking płatny od 7 do 18 (30 Kc za godzinę), więc noc za darmo.

Dzisiejsze fotki.

niedziela, 27 października 2013

Pożegnanie z Madziarami

Rano zajrzałem na jarmark, ale część stoisk zniknęła jeszcze wczoraj wieczorem, następne zwijały się od rana, działały już tylko niektóre. Spotkałem trzeciego Polska handlującego na jarmarku, po rzeźbiarzu i wytwórcy kapci, dzisiaj był właściciel stoiska ze zniczami.
Dzisiaj była zmiana czasu, więc basen był dostępny dopiero od 11 starego czasu, popluskałem się na zapas - następne porządne mycie dopiero w Mszczonowie.
Wyjechałem ok 13, za dwie noce, z prądem, kąpielami i (niby) WiFi zapłaciłem 19,70€, więc całkiem przyzwoicie. Dzisiejsza trasa niewielka ok. 80 km z dłuższym postojem w Gyor. Wiele razy przejeżdżałem przez to miasto, ale nigdy nie byłem w centrum, a warto. Zwłaszcza teraz, gdy starówkę kończą odnawiać, porobiono same ciągi piesze więc można się snuć po centrum. Z zaparkowaniem jest problem, nawet dzisiaj, w niedziele musiałem długo szukać miejsca, ale się udało.
Na noc dojechałem do Mosonmagyarovar, znane i sprawdzone miejsce pod McD. Jutro, trochę przez Austrię, do braci Czechów. Do Jihlavy. W rynku jest duży parking, obok McD więc nie powinno być problemów z noclegiem.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 26 października 2013

Komarno/Komarom, dzień 2

Burczok i medowina to niebezpieczna mieszanka. Dawno mi tak nie szumiało w głowie, jak wczoraj wieczorem.
Na campingu ma być WiFi, sygnał jest, komputer czy tablet łączą się, routing działa, DNS też działa prawidłowo, ale nie mogę otworzyć żadnej strony. Działa gg, tylko na telefonie, i tylko czasami. Na szczęście niedaleko, pod ratuszem, jest FREE WiFi ZONE. Wypracowałem już sobie metodę, piszę tekst w kamperku a w rynku tylko wrzucam do sieci.
Zapowiada się kolejny, słoneczny i gorący dzień. Wczoraj, gdyby nie chłodny wiatr, byłoby wręcz upalnie i jeździłem dahonkiem w samej koszulce bawełnianej. Dzisiaj pewnie wybiorę się na 2 kółkach na drugą stronę Dunaju.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 25 października 2013

Komarno/Komarom

Komarno (słowackie) i Komarom (madziarskie), w sumie jedno miasto, jak Cieszyn. Na campingu niby jest WiFi, ale z nikim nie mogę się połączyć.
Do przyjazdu tutaj skusił mnie:
Každý jarmok má svoje čaro. K Ondrejskému jarmoku neodmysliteľne patrí vôňa vareného vína, medoviny, čerstvo pečenej klobásy či pečienky a samozrejme rôznorodý jarmočný tovar v stánkoch. Okrem jarmočných predajcov v uličke remeselníkov nájdete tradičných remeselníkov, ktorí budú ponúkať svoje vlastné výrobky prípadne Vám predvedú svoju zručnosť.
Ondrejský jarmok sa uskutoční v termíne 25. – 27. októbra 2013. Mesto Komárno srdečne očakáva predajcov aj návštevníkov tohto podujatia.


Tak ładnie się reklamują, że postanowiłem tutaj przyjechać.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 24 października 2013

Viszontlátásra Csokonyavisonta

10:45
Powoli się pakuję, trzeba pościągać ochraniacze na okna, zwinąć i wysuszyć podłogę przed kamperem i wiele innych prac, więc trochę to trwa.
Plan na dzisiaj - Siofok, trochę po nim połażę znowu a na noc chce zajechać do znanego mi już miejsca na stacji benzynowej koło Polgard. Na miejscu i knajpka, toalety i dostępne WiFi :)

19:30 Balaton o tej porze roku ma swój niepowtarzalny urok, kolorowe, jesienne liście i pustka, cisza, praktycznie zero turystów. Prawie wszystkie pizzerie, gyrosy, lodziarnie, piwiarnie pozamykane na głucho. Połaziłem trochę po Siofok, pooglądałem wieżę ciśnień, którą w zeszłym roku odremontowali, przerobili. Można windą wjechać na górę i podziwiać widoki. Nie skorzystałem, na przeciwko, w pasażu handlowym, na 2 piętrze jest bar i jeść można na tarasie mając podobne widoki.
Na węgierskiej ropie jeździ się inaczej, po raz kolejny to stwierdzam. Przejechałem od poprzedniego tankowania dokładnie 700 km i teraz do baku weszło równo 60 litrów. Tankowałem na stacji w Polgardi, tutaj też zostaję na nocleg. Jutro zaledwie 100 km do Komarna/Komarom.


Dzisiejsze fotki.

środa, 23 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 8

Druga połowa października a pogoda jak w lecie. Bezchmurne niebo, a na termometrze w porywach było nawet 25 stopni. Przy takiej temperaturze woda termalna, zwłaszcza taka jak tutaj czyli ok 38 stopni, to nie jest najlepszy pomysł. W budynku dzisiaj tylko jakieś niedogrzane jednostki, cała reszta pod wiatą, gdzie wiatr trochę pomagał.
Posprzątałem dzisiaj trochę Mruczka, wytrzepałem dywaniki z piasku jeszcze z Gdańska, przetarłem na mokro podłogę - wygląda elegancko :)
Jutro po kąpielach i śniadaniu - w drogę, trzeba się wreszcie ruszyć.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 22 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 7

10:30
Pogoda dzisiaj prześliczna, nie wieje, słońce świeci, zaraz się wybieram na rower.
Kamperek o którym pisałem wczoraj - dzisiaj wygląda następująco:


Czekałem ze zdjęciem aż właściciele pójdą się pluskać.

14:00
Pogoda się popsuła, więc szybciej wróciłem niż planowałem. Grzeje sobie w kamperku na obiad zúzapörkölt, czyli gulasz z żołądków drobiowych a tu do środka pcha mi się panienka :)


Żywa reklama węgierskiej żywności :)


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 21 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 6

Wiało wczoraj mocno, wiało i nawiało. W nocy  padało a dzisiaj cały dzień więcej chmur  niż błękitnego nieba.
Udało mi się dzisiaj spotkać z panią Zuza, szefową campingu i już zapłaciłem za pobyt.Zaskoczyła mnie bardzo, bo przywitała mnie moim nazwiskiem :)  Nie tylko pamięta twarz (lub kampera) ale i zapamiętała nazwisko. W ogóle sporo "znajomych" tutaj spotkałem, osób, które co roku pojawiają się w Csokonyavisonta. teraz na przykład, na przeciwko mnie stoi ten kamperek a Austrii:


A zdjęcie było robione w 2010 roku czyli trzy lata temu :)



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 20 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 5

11:00
Już po porannych kąpielach, po śniadaniu. Słońce od rana piękne. A mnie naszły takie przemyślenia, że madziarzy swój kraj podziurkowali jak ser szwajcarski, gdzie się człowiek nie obejrzy, to termy i termy.
Tutaj w Csokonyavisonta są ale w Barcs, niecałe 20 km na południe - też jest Barcsi Gyógyfürdő és Rekreációs Központz woda do 40 stopni.
Następne ok 10 km na zachod od Csokonyavisonta, w Babócs.
Na północ ok 20 km od Csokonyavisonta, Nagyatad są nawet dwa takie obiekty - jeden basen letni, na obrzeżach miasteczka, drugi, typowo leczniczy, w samym centrum, w ładnym parku - Nagyatádi Termál- és Gyógyfürdő.
Na wschód od Csokonyavisonta, ok 40 km drogą w mieście Szigetvár następne termy - Szigetvári Gyógyfürdő.
Sądzę, że gdyby lepiej poszukać znalazłoby się jeszcze kilka takich miejsc w promieniu 50 km od Csokonyavisonta. Podobnie jest w rejonie Debreczyna czy Egeru, chyba co miasteczko to termy, więc jest w czym wybierać.
Można sobie pooglądać/poczytać o tych termach, SPA, hotelach itp  na tej stronie. 


Dzisiejsze fotki.

sobota, 19 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 4

Słońce, termy - cóż więcej można pisać.
Dzisiaj dla odmiany poszedłem na obiad do pobliskiej, znanej mi z poprzednich lat knajpki. Cigánypecsenye z grzebieniem z boczku i obficie posypany świeżym czosnkiem, smakowało jak zawsze wspaniale. Do tego kieliszek czerwonego wytrawnego winka - echhhhh :) I to wszystko za niecałe 2 tys ft.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 18 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 3

8:20
Ciekawa zbieżność, dokładnie rok temu wylałem herbatę na komputer i straciłem klawiaturę. Dzisiaj przestał mi działać dźwięk w Toshibie. Czyżby 18 października był feralnym dniem komputera ? :)
Nic to - jak mawiał Pan Michał - zaraz idę się moczyć a później zrobię jajecznicę i pewnie na rowerek. Trzeba korzystać z ostatnich  słonecznych dni.

15:00
Pokręciłem się trochę na rowerku po osiedlu domków letniskowych wokół kąpieliska. Później pojechałem do sklepu w centrum po bułki i pomidory. Winogrona niestety już się skończyły, ale można je mieć w postaci płynnej :) Obiadek na trawie, koło kamperka (gulasz z puszki, ryz jeszcze z Polski i pomidory oraz płynne winogrona na deser. Pogoda ...... wspaniała. Gdyby nie ten chłodny wiaterek, można by powiedzieć, że wręcz upalna. prognozo na kilka najbliższych dni są podobne.
Przyjechało dzisiaj kilka ekip madziarskich, ale chyba nie jest to taki zlot, jaki był rok temu. Po prostu - korzystają na weekend z pięknej pogody.
Tutejsze cztery koty snują się między kamperami  i sprawdzają gdzie maja dla nich jakieś smakołyki. Rano, gdy moczyłem się przed śniadaniem w basenie, buras łaził od ławki do ławki i obwąchiwał co ciekawego ludzie maja w reklamówkach. Chyba nic nie znalazł, bo machnął ogonem i poszedł dalej.

15:30
A jednak. Przeszedłem się trochę po campingu i widzę, że lokalny klub campingowy wywiesił swoja flagę, więc szukam w sieci i znalazłem, tym razem na fb, informacje o ich spotkaniu tutaj, w Csokonyavisonta.

Ustawili się ładnie w kółeczko, w drugiej części campingu, pewnie podobnie, jak rok temu, na zakończenie  będą sztuczne ognie. Impreza planowana aż do 23 bo tego dnia jest Święto Narodowe (Nemzeti ünnep) - Dzień Republiki, obchodzony uroczyście od 1989r. w celu upamiętnienia wybuchu rewolucji 1956r.
Program maja bardzo ciekawy: pływanie, przyjaznye rozmowy, wino i opcjonalna wycieczka
Z innych ciekawostek - przyczepka z wrocławską tablicą rejestracyjną stoi nadal. Widać, że nie była używana, nie była ruszana.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 17 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 2

11:00
Wieczorem i w nocy wiało bardzo mocno. Zwinąłem markizę, żeby Mruczek nie zamienił się w żaglówkę. Teraz jeszcze trochę wieje, ale o wiele słabiej. Słońce świeci ale wiatr chłodny.
Plan dnia tradycyjny - rano było moczenie się, dzisiaj na zewnątrz, pod wiatą, później śniadanie, małe sprzątanie a teraz wybieram się na dahonku do "centrum" - ok 4 km w jedna stronę.



Dzisiejsze fotki.

środa, 16 października 2013

Csokonyavisonta, dzień 1

13:00
Ech ten zapaszek ropy naftowej :) Tak tutaj pachnie woda termalna.
Dzień zaczął się tradycyjnie - pluskaniem. Na basen trzeba było iść z parasolem, bo nieźle padało. Później śniadanie, mały spacerek do sklepu, znowu basen.
Pogoda się zmieniła, zgodnie z ostrzeżeniami - zaczęło mocno wiać, chmury wywiało. Szykuję sobie obiad w kamperze, później przed 18 jeszcze jedna tura moczenia się i kolacja.

17:00
Łażąc dzisiaj trochę po okolicy doszedłem do wniosku, że tutaj czas się zatrzymał.Wszystko wygląda tak jak wyglądało 1,2 czy 3 lata temu. Pewnie i rozkład jazdy autobusów jest taki sam :)
Chociaż nie, jedna rzecz się zmieniła. Jeszcze rok temu, by mieć internet w kamperze, trzeba było się dobrze ustawić i  był tylko jeden punkt dostępowy furdo. Teraz takich punktów jest już 4, sygnał mam bardzo dobry, nawet przy zasłoniętych oknach materiałem metalizowanym. Dzisiaj  w budynku, tam gdzie jest basen z ciepłą wodą, na ławce siedziała kobieta, w ręczniku i z tabletem w ręce. Trzeba się rozglądać za tabletem wodoodpornym - wtedy będzie można siedzieć w basenie  i mieć dostęp do internetu  (kompletna paranoja :) )
Od rana  rozglądałem się za panią Zuzą, szefową campingu, pojawiła się około 14. Uśmiechnęła się na mój widok (już w zeszłym roku mnie poznawała jako stałego bywalca), pomachaliśmy sobie i powiedziała, że formalności będziemy załatwiać jutro. I to tez mi się na tutejszym campingu podoba - wierzą ludziom. Przyjechałem wieczorem, ustawiłem się, podłączyłem do prądu, moczę się od rana i nikt mnie nie goni, nie pilnuje, nie sprawdza - jak na kilku innych campingach bywało. Ja to tłumaczę tym, że najbardziej sprawdzają i pilnują tam gdzie Polacy często bywają (chociaż Hajduboszormeny  burzy te teorię) a tutaj trudno spotkać polskiego kamperka. Jak jestem tutaj już po raz piąty - tylko raz i to na jedna noc, zawitał kamper z literkami PL i tylko na jedna noc. 



Dzisiejsze fotki.