poniedziałek, 13 maja 2013

Zimni ogrodnicy

Pogoda mnie wygoniła - zimno, mokro, pochmurnie. Inne ekipy na campingu zwijały się po góra dwóch nocach, ja wytrzymałem trzy. W Rucianem zatrzymałem się w centrum, nawet na chwilę przestało padać, połaziłem trochę po porcie i zjadłem obiad (filet z indyka faszerowany szpinakiem - smaczne było :) ).
Od Pisza  nawet pojawiało się trochę słońca a w Białymstoku zbierało sie na burzę, duszno, parno, paskudnie. Na dobre rozpadało się dopiero po północy.




Dzisiejsze fotki.

sobota, 11 maja 2013

Mokre Mikołajki

Wczoraj wieczorem zagrzmiało, pobłyskało, popadało i pogoda się zepsuła.

Teraz nie pada ale nie wygląda to obiecująco. Na razie przygotowuję śniadanie i ....... myślę co robić dalej.

13:45
Pochmurno, ale nie pada, więc postanowiłem dalej realizować plan, czyli wycieczka do Wierzby. Jazda po mokrym piachu i to pod górę nie należy do przyjemności ale ta cisza, zapach wiosennego lasu po deszczu - bezcenny. Prom w maju jeszcze nie kursuje, więc pojechałem z powrotem do Mikołajek. Teraz siedzę w jednej z licznych knajpek nad jeziorem i czekam na obiad.
Dzisiejsza trasa rowerowa.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 10 maja 2013

Mazury na dwóch kółkach - Łuknajno

Dzisiaj tylko na Dahonku i trochę na własnych nogach się poruszałem. Najpierw podjechałem do Muzeum Ewangelickiego - ciekawe starodruki mają, warto je pooglądać będąc tutaj.
W centrum, na dużym ogrodzonym parkingu, zorganizowano specjalne miejsca dla  kamperów, z możliwością podłączenia się do prądu, nabrania wody, wyprowadzenia kota. Zastanawia mnie tylko, dlaczego cena  jest tam wyższa niż na campingu (parking - 50 zł, na campingu płace po 42 zł za dobę).
Później pojechałem, częściowo drogą asfaltową, częściowo gruntową do Łuknajna. Na miejscu - oprócz karczmy z rozsądnymi cenami - wieża widokowa na Śniardwy (płatną, ale można tę opłatę odliczyć w restauracji).

Powrót do Mikołajek, trochę się pokręciłem po centrum, zjadłem drugie danie - pyszne sielawy, kupiłem na kolacje kawałek węgorza i odpoczywam w Mruczku. Nie padało ale cały dzień duszno, paskudnie, czuć ten zbliżający się front.
Dzisiejszą trasę można pooglądać TUTAJ.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 9 maja 2013

Otwarcie sezonu

Zaczynam nowy sezon. Wypad krótki tylko, bo za kilka dni znowu muszę być w Białymstoku. Postanowiłem ten weekend spędzić na Mazurach - najbliżej, z sympatycznym miejscem do biwakowania są Mikołajki. Stąd dawno, dawno temu wyruszałem z Karolem i Szyprem na swoja pierwszą mazurska wyprawę, nasz anty-rejs :)


Na campingu pusto, dwa niemieckie kamperki, jedna niemiecka przyczepka no i Mruczek. Zaparkowałem, podłączyłem się do prądu i na rowerku półtoragodzinny wypad do centrum.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Przygotowania do sezonu

Mruczek po przeglądzie, po kontroli hamulców itp, gotowy do jazdy.
Miałem podejrzenia co do akumulatora rozruchowego ale na szczęście okazało się, że wystarczy doładować. Łazienka i lodówkę już umyłem. Był mały kłopot z pompą wodną ale okazało się, że tylko styki elektryczne trochę podrdzewiały i już wszystko działa.
Mała przejażdżka po mieście też już za nami

View 2013-04-22 Dahon i Mruczek by TedMruczek on Breadcrumbs

Powered by Breadcrumbs: manage, edit and share GPS tracks for free.

piątek, 1 marca 2013

Życie przerosło kabaret . . .

Niecały miesiąc temu  wysłałem do Ministra Sprawiedliwości skargę na działanie Sądu Rejonowego w Białymstoku. Przez grzeczność, kopię tego pisma dostarczyłem też do Prezesa SR w Białymstoku.

Dzisiaj dowiaduje się, że:
Prezes SR w Białymstoku, w moim imieniu ale bez mojego upoważnienia, zakłada sprawę sądową przeciwko (chyba) Sądowi Rejonowemu w Białymstoku (wszak na tę instytucję się skarżyłem).
A żeby wszystko było uczciwie i sprawiedliwie - sprawę rozstrzygać będzie ....... Sąd Rejonowy w Białymstoku.


poniedziałek, 5 listopada 2012

Do domu

Droga z Warszawy do Białegostoku cały czas w deszczu i chmurach. Nie miałem nawet jak pooglądać dokładnie obwpdnicę Zambrowa czy oddaną nareszcie nową trasę z Jeżewa do Białegostoku.


Dzisiejsze fotki

niedziela, 4 listopada 2012

Warszawa

Wczoraj pojeździliśmy z rodziną Ewy po kilku cmentarzach w Skierniewicach, dzisiaj spacer po zabytkowych Powązkach.


Wczorajsze i dzisiejsze fotki.

piątek, 2 listopada 2012

Zaduszki

Po porannej wizycie na cmentarzu, w drogę, do Warszawy. Po drodze obowiązkowy postój na termach w Mszczonowie. Nowa "gierkówka" prezentuje się wyśmienicie.


czwartek, 1 listopada 2012

Wszystkich Świętych

Od rana wiało i padało ale koło południa szczęśliwie przestało i można było wybrać się na objazd cmentarzy.
Co roku mam wrażenie, że ludzi jakby mniej, za to coraz więcej kwiatów i zniczy.



Dzisiejsze fotki

środa, 31 października 2012

Do Wrocławia

Rano w Kudowie było pochmurno i deszczowo ale już koło Kłodzka zaczęło być ładnie i im bliżej Wrocławia, tym więcej słońca.
Nie chciało mi się w tym roku kombinować z noclegiem więc zaparkowałem na parkingu strzeżonym u wylotu ulicy Bujwida (25 zł za dobę), na cmentarz mam kilka kroków i nie muszę kombinować. Obok MCDonald więc sanitariaty też blisko.
Wieczorem ma się odbyć na starówce parada na Halloween.



Dzisiejsze fotki

wtorek, 30 października 2012

Pożegnanie z Czechami

Pogoda nie zachęcała do pozostania w Pradze, wiatr, drobny deszczyk, zimno. Spakowałem się więc i w drogę. Najpierw autostrada do Hradca i później na granicę "normalną" drogą.
Myślałem że zajadę do centrum Hradca, ale zrobiło się jeszcze bardzej pochmurno, zaczęło regularnie padać. Zatrzymałem się przy Hostincu kolo HK i na pożegnanie - czesnaczka, krkoviczka ze spenatem a bramborovymi knedlikmi i obowiązkowa kofola.
Jestem już w kraju, dobrze znana stacja BP w Kudowie, jest knajpa, jest WiFi.


Dzisiejsze fotki

poniedziałek, 29 października 2012

Praha

Dojechałem wczoraj do Prahy. Najpierw trasa do Jihlavy (warto ją też kiedyś dokładnie pooglądać). Jadzia jak zwykle wymyśliła super trasę, dość wąska droga, co przy leżącym często na niej śniegu, zapewniało dodatkowe atrakcje. Później już w miarę spokojnie, autostradą do samej Prahy.
Zatrzymałem się na campingu Dana, ul. Trojska - tramwajem spod samego campingu można dojechać na starówkę.

14:00
Od rana łażę po Pradze, Staromestske nam., hrad, Malostranske nam. A teraz siedzę w restauracji św Vaclava na Vaclavskim nam. i popijam piwko.



Dzisiejsze fotki

niedziela, 28 października 2012

Moravy i Czechy

No i posypało śniegiem. Co prawda jest go mniej niż np w Warszawie, ale nie lubię tego białego paskudztwa.
Třebíč jest uważane za jedno z najbardziej zabytkowych miast w kraju. Dzielnica żydowska i bazylika są na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Dla mnie to typowe, spokojne czeskie miasteczko, z dużym rynkiem (jak w Hradcu), knajpkami hotelami itp. Bazylika robi wrażenie a zamek jest w trakcie remontu. Trzeba będzie jeszcze kiedyś tutaj zajechać.



Dzisiejsze fotki

sobota, 27 października 2012

Knedliki w śniegu

Deszcz padał całą noc a rano była mgła. Zaraz za granicą trochę się przetarło i nawet było widać góry. Przez Wiedeń tylko przejechałem, zatrzymywanie się w nim na godzinę czy dwie to by było jak lizanie cukierka przez szybę.
Zaraz za Wiedniem zaczeło padać i tak już pozostało. Później deszcz zmienił się w śnieg który sypie cały czas. Możliwe, że rano obudzę się w zaspie.
Dojechałem do Trebic, kolejne miasto z listy UNESCO. Zaraz za granicą, w kompleksie Ekskalibur, zjadlem knedliki, a tutaj, w Trebic, już jestem po 2 piwach :)
Jutro zwiedzanie dzielnicy żydowskiej i innych ciekawostek a poźniej jazda do Prahy.



Dzisiejsze fotki

piątek, 26 października 2012

Węgry-Austria-Węgry

Rano, po śniadaniu pojechałem do Kőszeg, na prawdę warte zobaczenia małe miasteczko, z uroczym rynkiem i centrum.
Okazało się, że najkrótsza droga do Sopron powadzi przez Austrię, więc wiele nie myślałem i pojechałem. Na granicy widać ślady dawnej historii, budynki kontroli granicznej odpowiednio oddalone od siebie, między nimi był szeroki pas zaoranej ziemi niczyjej i obowiązkowe zasieki z drutu kolczastego. Teraz rośnie tam trawa i winorośl.
Soprom ma potężną starówkę a zaparkowanie, zwłaszcza kampera w jej pobliżu na prawdę ne jest proste, wszystko zapchane. Po dwóch okrążeniach centrum znalazłem wreszcie miejsce by postawić Mruczka i poszedłem oglądać. Pisałem wcześniej, że tutaj jeszcze nie byłem, ale dzisiaj nabrałem wątpliwości, będę musiał to sprawdzić. Ale nawet jeśli tu byłem, to z powodu towarzystwa wolę to zapomnieć.
Połaziłem, pooglądałem, pora na obiad. Znalazłem niedrogi lokal z dobrym sygnałem WiFi i korzystam podwójnie.

17:45
Stoję na razie na parkingu w centrum, ul Elżbiety, płatny od 8 do 18 więc za chwilę już darmowy. Ruch duży, samochody, autobusy ale za to mam dobry sygnał WiFi (echhhh to uzależnienie od sieci) i się zastanawiam czy zostać tu na noc, czy przenieść się pod Tesco (czynne 0-24, jest WiFi ale tylko na godzinę).



Dzisiejsze fotki

czwartek, 25 października 2012

Znowu Węgry

Rano śniadanie, moczenie się i wyjazd. Do granicy znowu tylko kilka kilometrów. Nic dziwnego, że wieczorem mogłem wybierać między programami TV - slowenski, chorwacki, węgierski a i tak najwięcej było austriackich.
Przez Lenti, gdzie już się moczyłem dwa lata temu pojechałem do Zalaegerszek, gdzie według węgrów jest najwspanialszy aquapark nie tylko na węgrzech ale i w całej Europie (ach ta ich skromność). Wszystko już o tej porze roku pozamykane ale tak na pierwszy rzut oka sporo brakuje do słowackiej Tatralandii tak popularnej wśród rodaków.
Kąpielisko termalne, pod dachem, to osobny obiekt ale jakoś nie miałem ochoty zaliczyć kolejnego basenu z ciepłą wodą. Camping położony kilometr od term i pewnie też już zamknięty więc zamiast tracić czas na szukanie go, pojechałem na znane już mi miejsce noclegowe - stacja benzynowa w Szombathely. Dwa lata temu nie udało mi się skorzystać z ich dostępu do sieci, teraz pokonałem bariery i nocleg z WiFi.
A jutro w planie Sopron, tylko 80 km stąd.



Dzisiejsze fotki

środa, 24 października 2012

Lendava

Mimo nieciekawej pogody połaziłem jeszcze rano po Varażdinie, odwiedziłem Stary Hrad i muszę powiedzieć, że to miasto ma jakiś urok. Trzeba będzie koniecznie kiedyś tu jeszcze przyjechać jak będzie ładna pogoda.
Przez Czakoviec pojechałem dalej, do Lendavy, w Słowenii. Ostatnia na tym wyjeździe kontrola graniczna przeszła błyskawicznie, nikt nie zadawał pytań ile, czego wiozę.
Od granicy do Landavy jest ok 5 km, zatrzymałem się w centrum na chwilę i trochę połaziłem a później już na camping.
Chyba zaczynam być zblazowany, kiedyś podniecała mnie sama myśl o termalnym basenie a teraz to mi się nie podoba, inne jest takie sobie. Tyle już rożnych tego typu kąpielisk widziałem, że odruchowo każde nowe porównuje do poprzednich. Tutaj w sumie nic specjalnego nie ma, woda, jak to woda, mokra, ciepła. Jakoś nie czuję tych różnych minerałów jakie się czuje np w Csokonyavisonta.
Chciałem na koniec tej jesiennej wyprawy pochwalić się, że przez dwa miesiące miałem co dziennie dostęp do internetu i nie zapłaciłem za to ani złotówki (z roamingu nie korzystam, za drogi) ale niestety, właśnie "straciłem cnotę". WiFi tutaj jest, ale płatne, za czas korzystania, więc zapłaciłem. W sumie, nocleg jest "za darmo" bo płaci się 13€ od osoby za noc z nielimitowanym dostępem do basenów a bilet wstępu na 3 godzinu kosztuje 6,5€, czyli dzisiaj i jutro (do 12) i wychodzi właśnie cena noclegu.


Nie wszytkie dzisiejsze fotki są w albumie, uzupełnię jutro, jak będę miał lepszą sieć.


Dzisiejsze fotki

wtorek, 23 października 2012

Chorwacja

Zapłaciłem za pobyt, pożegnałem się z panią Zuzą i Csokonyavisonta i w drogę.
Tym razem na granicy mnie zignorowali, szybko sprawdzili dowód i ... jechać. Dotarłem do stacji nabijania buti i już obie mam pełne.

19:00
Zmęczyła mnie dzisiejsza trass, chociaż to było mniej niż 200 km, ale cały czas we mgle. Wygląda na to, że całe to "mleko" z Polski trafło dzisiaj tutaj.
Połaziłem trochę po Koprivnicy, ale to żadna przyjemność przy takiej pogodzie. Zaszedłem na mały obiadek, coś co można chyba nazwać zupą gulaszową, bardzo dużo sosu, mięso i ziemniaki w tym pływające. I oczywiście do tego obowiązkowy chleb - smaczne było i niedrogie.
Następny przystanek, to Varażdinskie Toplice. Same łazienki znajdują się na gorze, obok starych, rzymskich ruin ale zaparkować tam nie ma gdzie (legalnie) więc zatrzumałem się tak jak tubylcy, czyli tam gdzie było miejsce, nie ważne że w obrębie skrzyżowania. I jakoś nikomu to nie przeszkadzało :)
Z Varażdinskich Toplic do samego Varażdina pojechałem auostradą. Ta przyjemność (prawie 10 km) kosztowała 5 kun czyli niecałe 3 zł. Varazdin też cały zamglony, więc godzinny spacer po centrum wyczerpał moje siły do końca.
Zatrzymałem się na noc na całodobowej stacji benzynowej, w centrum.



Dzisiejsze fotki

poniedziałek, 22 października 2012

Dzień 9

Impreza BCC się odbyła, było jedzonko z kociołka, było wino. I było spokojnie i cicho. Wieczorem aż się zastanawiałem gdzie jest ta impreza bo nic nie słychać. A była niecałe 100 metrów ode mnie.
Trzeba się zbierać w dalszą drogę. Zadecydowały o tym dwa fakty. Po pierwsze, kupiłem ostatnie pieczywo w sklepie (jutro mają zamknięte) i starczy go tylko na dzisiejszą kolację i jutrzejsze śniadanie. Po drugie, gazu w butli mam resztki. Pierwsza butla skończyła się jeszcze przed Bułgarią. Niby gotuje w kuchni campingowej, wode na herbatę grzeje w czajniku elektrycznym, ale w nocy trzeba się dogrzewać i gaz schodzi. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby jutro rano obudziło mnie zimno w kamperku i czerwona lamka Trumy.
Dlatego też, jutro, kierunek Virovitica, zatankowac obie butle do pełna i dalej, na zachód. Kusi mnie Lendava, caloroczny Termal Camping i woda parafinowa. A później już na północ, do Sopron - tam mnie Mruczkiem jeszcze nie było.


16:30
Zarówno w budynku jak i pod wiatą są po dwie niecki z wodą. W jednej moczą się ludzie, w drugiej stygnie woda po wymianie, bo źródło ma temperaturę ponad 70 stopni. Dzisiaj pierwszy raz widziałem, by obie niecki były dostępne dla ludzi - trochę to rozładowało tłok w wodzie.

19:40
Wieczorem towarzystwo z BCC zorganizowało jeszcze mały pokaz sztucznych ogni.





Dzisiejsze fotki