sobota, 28 lipca 2012
Sobota
Pooglądałem sobie ośrodek po drugiej stronie drogi - cichszy, spokojniejszy, cena prawie taka sama (30 kamperek z prądem + 15 zł za osobę). Między tym drugim ośrodkiem a plażą - uczelnia, duży nie najmłodszy budynek ale po ścianach i otoczeniu widać, że na nadmiar studentów nie cierpi. Takie czasy :(
Na obiadek zrobiłem sobie dużą porcję skromnego taratora, więcej przez panujący upał nie dało się zjeść. Wieczorny wypad do miasta, na otwarcie Jarmarku Dominikańskiego odpuściłem sobie.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 27 lipca 2012
Upał
Połaziłem trochę po okolicach sopockiego mola - akurat trwała Cepeliada wiec i sery z Korycina, chlebek z Podlasia, stoisko Cejrowskiego z koszulami i różnymi specjałami. Morze spokojne, praktycznie bez fal za to z jakimś żółtym świństwem pływającym na wierzchu. Na końcu mola, tam gdzie zawsze solidnie wiało - spokój, cisza, słońce prażyło niemiłosiernie. Po prostu UPAŁ.
Do Gdańska wróciłem SKM, nie chciało mi się turlać godzinę dwoma autobusami przy tej pogodzie.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 26 lipca 2012
Upalny Gdańsk
Bilet szczęśliwie kupiłem i spacerkiem poszedłem na starówkę. Przygotowania do zaczynającego się w sobotę Jarmarku Dominikańskiego idą pełną parą. Koło Zielonej Bramy zaokrętowałem się na statek białej żeglugi i na Westerplatte (poprzedni raz byłem tam chyba 40 lat temu). Z półwyspu wróciłem juz autobusem i tramwajem na camping, obiadek i odpoczynek.
Dzisiejsze fotki.
środa, 25 lipca 2012
Sopot a raczej Trójmiasto
Dojechałem spokojnie do Sopotu, camping w Kamiennym Potoku. Pozmieniało się tutaj, górna część kiedyś wyłącznie dla kamperów zajęta, coś budują, jakby osadę małych domków campingowych, dostępny jest tylko plac na dole, ale są sanitariaty, jest stanowisko sanitarne dla kamperów. Ceny podskoczyły - z prądem 57 za dobę, nie ma WiFi i nie ma już ulgi na karnet campingowy.
Zaraz jadę do Gdańska, połazić trochę po starówce, coś zjeść a na wieczór do Sopotu, może się nawet pomoczę.
* * * * * * *
Wczoraj szukałem, dopiero dzisiaj znalazłem stronę z cennikiem campingu w Stogach .
Plaża blisko, tańszy (zapłacę 50 zł -5% za karnet), więc się przenoszę :) HE HE HE HE
No i zmieniłem lokalizację - płacić będę po 47 zł (w kamiennym Potoku wyliczyli ze 57), jest darmowe WiFi, knajpa za oknem (obiadki, kanapki, co dziennie świeże pieczywo, lody a nawet wino). No i jest miejscowy, rozpuszczony kot, z którym już zawarłem znajomość.
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 24 lipca 2012
Dzień drugi - Buczyniec
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 23 lipca 2012
Wyjazd
Na wieczór dojechałem do pochylni Buczyniec, na darmowy plac campingowy (darmowy nawet prąd), komary się natychmiast na mnie rzuciły i już jestem pokąsany mimo użycia OFFa i grubego ubrania.
Sieć jest (a raczej bywa czasami) tutaj tragiczna.
Jutro - Sopot.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 21 lipca 2012
środa, 18 lipca 2012
Przygotowania
Niestety, okazało się, że nie tak łatwo (tanio) i szybko. Rozrząd już do wymiany, łożyska z przodu też, czyli trzeba przygotować ponad 1500 zł więcej. Mam nadzieję, że nic więcej nowego nie wyskoczy.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Powrót
Zaskoczyła mnie litewska sieć telefoniczna - po wjeździe do Polski, jeszcze kilkadziesiąt kilometrów sygnał litewski był dobry i można było nadal korzystać z internetu na litewskim numerze.
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 3 czerwca 2012
Wilno
Rano pojechałem do centrum i tradycyjnie zacząłem od Ostrej Bramy. Później, na zmianę w deszczu i gradzie lub w ładnym słoneczku wędrowałem sobie po starówce wileńskiej.
Przez przypadek, jak zwykle, trafiłem pod Pałacem Prezydenckim na uroczystą zmianą flag (trzy litewskie zmieniali na .... trzy litewskie). Czyżby z okazji Dnia Ojca a może co tydzień tutaj jest taka uroczystość? Nie mam pojęcia.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 2 czerwca 2012
Wilno - mokre i zimne
Pogoda nas nie rozpieszcza. Wiatr, deszcz, zimno, ma się wrażenie ze za chwile będzie padać śnieg, chociaż to pierwsze dni czerwca.Kilka załóg rano się zwinęło i pojechali szukać pewnie cieplejszych okolic a ja, ambitnie, na przystanek i do miasta. Trolejbus nr 16 zawiózł mnie na Stotis i dalej autobusem 34 pod sama Ostra Bramę.
Miałem trochę szczęścia, przestało mocno padać, tylko trochę kropiło, więc powoli, spacerkiem przez całą starówkę aż do zamku. Na rynku, pod ratuszem - dwudniowy festiwal orientalny - głownie kuchnia ale i inne ciekawostki tez były (wspólna gimnastyka, nauka kaligrafii, koreańskie gry towarzyskie).
Trochę pojadłem ale specjał tajski (kurczak w sosie z ryżem) był po prostu nijaki, chociaż ostry.
Później jeszcze spacerek traktem Gedymina, wizyta w MC Donaldzie (kawusia), drobne zakupy na kolację i jutrzejsze śniadanie i do autobusu, tym razem nr 53. Miałem okazje zobaczyć jak się w Wilnie sprawdza bilety komunikacji miejskiej. Na przystanek podjechała "Nyska", wysiadło z niej 6 panów, w odblaskowych kamizelkach i wsiadali całą ekipą do każdego autobusu (czy trolejbusu), który się zatrzymywał na przystanku. Sprawdzali wszystkich pasażerów, wysiadali i dopiero wtedy autobus odjeżdżał. Na prawdę było to wszystko robione szybko i sprawnie.
Autobusem na Stotis i znowu trajtek 16 i już jestem na campingu. Ledwie wszedłem do kampera - rozpadało się solidnie i teraz równo leje i chyba nawet grzmi.
Jako że obiad był orientalny, to kolacja będzie litewska. Kibiny (te mniejsze), wiadomo co to jest, ale te duże pierogi mają tajemniczą jak na razie dla mnie zawartość. Etykieta w sklepie była oczywiście tylko po litewsku :)
Dzisiejsze fotki.
piątek, 1 czerwca 2012
Do Wilna
Po śniadanku, powoli jadę w stronę Wilna. Pierwszy przystanek niedaleko, stacja Statoil koło Lazdijai. Zaskoczyła mnie mile ładnie zorganizowanym punktem dostępowym WiFi, Duży stolik, przy którym można usiąść, wypić kawę, są tez 4 specjalne gniazdka, by można było podłączyć zasilacze komputerów. Luksus :) Kupiłem kolejną kartę telefoniczną PILDYK (koszt 4,50 Lt). Zgodnie z instrukcją, wysłałem SMSa uruchamiającego dodatkowy pakiet internetowy (koszt 2,50 Lt pobrane z salda) i mam na 7 dni, 150 MB transmisji. Można tez po dopłacie do pierwotnego salda, za 6,00 Lt wykupić 30 dniowy pakiet. Chorym na internet - polecam :)
Droga do Wilna tym razem bez niespodzianek w postaci radarów, droga tradycyjnie pusta, dopiero przy samym wjeździe do Wilna korek, bo tutaj tez budują nowe drogi i skrzyżowania. Krótki postój pod dworcem kolejowym (bankomat, wykupienie VILNIUS CITY CARD, tez polecam) i już jadę na camping. Niestety, od zeszłego roku niewiele się zmieniło, może oprócz tego ze już działa WiFi (zapłaciłem 5,0 Lt za dostęp, bez limitów, czyli praktycznie za hasło, wyjątkowo "skomplikowane" :)) Pogoda typowo wczasowa albo, jak się kiedyś mówiło, rumuńska więc zostaję w kamperze, mając nadzieję, że jutro chociaż trochę się poprawi i nie będzie tak równo padać. Dzisiejsze fotki.
czwartek, 31 maja 2012
Na Litwę
21:20
Stoję sobie grzecznie pod dawnym budynkiem WOP, koło kantoru wymiany czynnego cała dobę. W kantorze pracuje sympatyczna kobieta, porozmawialiśmy miło, zachwalałem kampery jak umiałem :) Udało mi się też wysłać kilka zdjęć, chociaż prędkość sieci tutaj, na samej granicy jest tragiczna. Jutro do Wilna, na camping. W zeszłym roku go budowali (w nowym miejscu) więc mam nadzieję z w tym roku będzie już wyglądało wiele lepiej.
Dzisiejsze fotki.
środa, 16 maja 2012
Ciągle Kraków
Dzisiejsze fotki.
wtorek, 15 maja 2012
Deszczowy Kraków
Od samego rana fachowcy znęcają się nad Mruczkiem. Jak w zeszłym roku, jeden palnik nie chce palić. Dodatkowo, lodówka odmówiła współpracy na gazie. Zgłosiłem też kłopoty z ładowaniem, bo niestety ciągnie się to od zeszłego roku. W Krakowie niewiele ludzi, taka pogoda nie zachęca do spacerów, na rynku praktycznie sama młodzież na szkolnych wycieczkach.
P.S. Tego posta pisze na tablecie :)
A teraz już z Mruczka.
Po spacerze po mokrym rynku u Floriańskiej, zajrzałem do kościoła Mariackiego - ołtarz cały w rusztowaniach i nie widać by przed EURO mieli skończyć. Później wyprawa na Kazimierz, mokry ale dzięki temu pusty. Zatrzymałem się przed jedna z restauracji, pan kelner tak ładnie i fachowo mnie zagadywał, że dałem się namówić i nie żałuję. Później już powrót do Elcampu i odpoczynek.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 14 maja 2012
W stronę Krakowa
Dzisiejsze fotki.
niedziela, 13 maja 2012
Trzynasty maja
Noc przeszła spokojnie, deszcz przestał padać i nawet w tej chwili słońce nieśmiało wygląda zza chmur. Po szybkim śniadaniu ja zostałem na gospodarstwie z komputerem (trzeba tradycyjnie porobić trochę porządków) a gospodarz pojechał do swoich zajęć.
W południe suma w miejscowym, zabytkowym kościele, później wyjazd na obiad do siostry gospodarza, pod Debicą. O 17 rozpoczął się mecz miejscowej ligi piłkarskiej, ale pogoda szybko nas wygoniła z boiska. Wieczorem, tradycyjnie, przy komputerze i na rozmowach.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 12 maja 2012
Zaczynam trzeci sezon
Trasa wschodnią ścianą nudna, monotonna i tylko Jadzia umilała kilka razy życie. Zaczęła już w Białymstoku, bo uparła się, że jest krótsza trasa do Bielska Podlaskiego (a dokładniej do Plosek). Oczywiście, że jest, znam ją i dlatego nią nie chciałem jechać :) Później, w okolicach Lublina trochę poszalała - nie znała nowo wybudowanej drogi. Ale popis dała dopiero w Rzeszowie. Uparcie namawiała mnie na skręt w prawo i jazdę droga "szybkiego ruchu". Niestety - A4 w tym miejscu to kupa piachu i początki przęseł wiaduktów. Dałem się jej namówić i straciłem ponad pół godziny. PO powrocie na 19 - skręt na trasę do Krakowa Jadzia ma zupełnie pomieszany - albo proponowała bym zjechał gdzieś na trawnik albo prowadziła w środek, nie najnowszego bloku mieszkalnego - horror. Do Małej dotarłem niestety już po ciemku. I tu kolejna niespodzianka. Podjazd na podwórko po wysypanej żwirem mokrej ścieżce i Mruczek nie dawał rady. Kilka razy próbowałem, bez skutku. Na koniec gospodarz poprowadził nas od drugiej strony, polna droga, po trawie ale za to lekko w dół więc jakoś dojechałem. Jeszcze wizyta u rodzinki księdza Edwarda, i już można iść spać. Na jutro w planie bogaty program - zobaczymy co z tego wyjdzie.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 17 lutego 2012
Zamiast wspomnienia
Takie było moje pierwsze spotkanie z Wisławą Szymborską. Ten cytat miałem jako temat pracy maturalnej. Od tamtego czasu upłynęło wiele lat w ciągu których życie wiele razy mnie sprawdzało. Robiłem takie rzeczy, o które bym się nigdy nie podejrzewał.
W ostatnich dniach inny cytat z poetki podtrzymywał mnie na duchu:
Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.
Ile wspaniałej mądrości jest w tych krótkich czterech wierszach
..... musisz minąć, miniesz.....
Tak - to JEST piękne
piątek, 13 stycznia 2012
Potyczki z GSM - ciąg dalszy
Miałem przez kilkanaście lat abonament w PlusGSM. Ponieważ wszystko sie zmienia, zmieniło się też moje zapotrzebowanie na ilość minut rozmów i postanowiłem przenieść numer na prepaida.
Wszystko odbyło się sprawnie, tylko później okazało się, że ten sam człowiek, z tym samym numerem, jest dla PlusGSM zupełnie nowym klientem i chcąc korzystać z preferencji za staż, muszę poczekać kilka miesięcy.
Wnerwiłem się i postanowiłem przenieść się do Orange, gdzie mam inna kartę (Orange Free) która bardzo mi odpowiada, połączenia z internetem praktycznie za darmo, minuta rozmowy 29 gr, więc jak dla mnie oferta najkorzystniejsza.
Tu zaczęły się schody. Rozmawiałem w kilku salonach w Białymstoku, w każdym mówiono coś zupełnie innego.
W pierwszym poinformowano mnie, że jak przyjdę załatwiać przeniesienie numeru, to dostanę tymczasowo inna kartę, z innym numerem a po przeniesieniu, dostane kolejna kartę ze swoim starym numerem. Tylko, że na razie nie maja takich kart i muszę kilka dni poczekać.
W drugim salonie dowiedziałem się, że przeniesienie numeru załatwia od reki, wyjdę od nich już z przeniesionym numerem, tylko, że muszę poczekać kilka dni bo tez nie maja odpowiedniej karty SIM do przeniesienia.
No to trzecie salon - a tutaj najwięcej niespodzianek. Po pierwsze - jak się zgłoszę przed 15 to są duże szanse, że już następnego dnia numer będzie przeniesiony ale może to potrwać i dłużej. Powiedziałem sobie - trudno i pojechałem do tego salonu załatwiać sprawę.
Orange na swoich stronach namawiając do przeniesienia numeru do nich, zapewniają, że:
co zyskujesz
- aż 120 zł do wykorzystania na połączenia, SMS-y i MMS-y w Orange, na połączenia z numerami stacjonarnymi oraz na transfer danych (Internet)
- po 10 zł dodatkowo przy każdym z 12 pierwszych doładowań za 25zł lub więcej
- rok na wykorzystanie środków z doładowań
W poprzednich salonach potwierdzano te wersję. Natomiast w trzecim dowiedziałem się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Okazało się, że muszę przez pierwsze 6 miesięcy systematycznie doładowywać konto po co najmniej 25 zł (dostanę za to, za każde takie doładowanie, 10 minut czyli 2,90 zł) ale jeśli nie będę doładowywał, to zostanę obciążony karą w wysokości 17,90 (malejąca po 2,90 miesięcznie).
Później muszę doładowywać po co najmniej 50 zł raz na 3 miesiące, też pod groźbą jakichś kar.
Więc zamiast marchewki, jest kij i to całkiem spory. Zrozumiałbym jeszcze, gdyby operator od którego odchodzę nakładał na mnie jakieś kary - ale ten do którego przychodzę, zaczyna od straszenia karami ?
Kompletna paranoja !!!!!!
Wygląda na to, że jeśli chcę mieć dwa numery w Orange (stary Free i drugi, do rozmów) o wiele bardziej opłaca się po prostu zmienić nr, stary wywalić do kosza i kupić sobie nowy starter.
Jest jeszcze jedna możliwość - jeśli w innych salonach mówili co innego, to może i ta informacja jest warta funta kłaków ?






