Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 70 km. Mapka trasy .
czwartek, 4 sierpnia 2011
Znowu nad morzem
Noc przeszła spokojnie, chociaż latarnia, pod która stałem nie świeciła się w ogóle. Noc była chłodna, po poprzednich upałach - zmarzłem, na dworze było ok 10 stopni. Rano pojechałem przez Pope do Ventspils.
W planie miała być trochę dłuższa trasa, ale zajechałem po drodze na kawę do jakiejś kafejki przy stacji benzynowej, a tam w prospektach wyczytałem, że właśnie jutro, w piątek zaczyna się kilkudniowe święto z okazji 721 rocznicy powstania Ventspils. Postanowiłem zakotwiczyć tutaj na dłużej. Camping ładny ale duży i gości dużo (pytanie czy to z powodu tego festynu czy w ogóle tutaj zawsze w sezonie tak tłoczno). Ceny w miarę - kamper 10 Lvl (przyczepka 11) z prądem i sanitariatami, za dorosłego 3 Lvl. Niby jest internet ale sygnał na polu dla kamperów słabiutki i często się rwie. Po obiadku upichconym na kuchence turystycznej i obowiązkowym "leżakowaniu:" po obiedzie - spacerek na plaże i na falochron wejściowy do portu, który tutaj równocześnie robi za molo spacerowe.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 70 km. Mapka trasy .
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 70 km. Mapka trasy .
środa, 3 sierpnia 2011
Północna Kurlandia
Po Rydze, gdzie mieszka prawie 1/3 obywateli tego kraju, znowu puste drogi, ciche i spokojne wsie i miasteczka, spokój, cisza, słoneczko :)
Parking na którym nocowałem wzbudzał we mnie wczoraj wieczorem pewne obawy i gdyby nie Francuzi, którzy tam stali - pewnie zmienił bym miejsce. Parking nie oświetlony i modny wśród tubylców, co chwila podjeżdżały jakieś samochody ale koło północy się uspokoiło i w nocy nic się nie działo.
Po śniadaniu pojechałem w stronę półwyspu Kolka. Po drodze mały rezerwat (czy nawet Park Narodowy) - niewielka rzeka meandrująca wśród piaszczystych wydm. Strome i wysokie stoki złocistego piachu w promieniach słońca dają niezapomniane wrażenia. Dookoła świeżo odnowiona ścieżka edukacyjna, można wszystko dokładnie pooglądać i obfotografować. Miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć w drodze na Kolkę.
W Melnsils zajechałem na chwile na camping nad samym morzem, można powiedzieć, że wręcz na plaży. Przy sztormowej pogodzie teren na pewno jest zalewany przez fale. Zaraz pojawił się sympatyczny młody człowiek, prowadzący albo właściciel, i zachęcał mnie do zostania. Ceny przystępne - 4 Lvl za kampera, 1 Lvl od każdej osoby, jak by był bardzo potrzebny prąd to dało by się załatwić awaryjne podłączenie. Podziękowałem za informację i pojechałem dalej.
Na samym cyplu Kolka - spory parking, ceny 2 Lvl za każdą godzinę stania, ale można za 5 Lvl stać 24 godziny czyli po prostu tam zanocować :) Sam półwysep, hmmmm, nic ciekawego tam nie ma w sumie. Piasek, woda, jakieś resztki betonowe, chyba po bunkrze i kilka masztów radiowych, czynnych. W godzinę się uwinąłem i jadę dalej w kierunku na Ventspils drogą remontowaną, dobra nawierzchnia jest już prawie na całym odcinku od Kolki do Mazirbe. W Mazirbe właśnie skręciłem w lewo i najpierw krótki postój przy starej, nie czynnej już latarni morskiej w Slitere (pierwszy raz widziałem latarnie morską tak daleko od brzegu) i później do Dungaga gdzie wymyśliłem sobie nocleg.
W Dungaga znajduje się najstarszy i największy zamek Kurlandii - niestety, w stanie mizernym. Widać po nim wieloletnie zaniedbania i chyba nikt nie załatwił jeszcze żadnych pieniędzy w UE na jego remont i wykorzystanie - a warto.
Moja lokalizacja: N 57° 30.650, E 22° 21.388
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 80 km. Mapka trasy .
Parking na którym nocowałem wzbudzał we mnie wczoraj wieczorem pewne obawy i gdyby nie Francuzi, którzy tam stali - pewnie zmienił bym miejsce. Parking nie oświetlony i modny wśród tubylców, co chwila podjeżdżały jakieś samochody ale koło północy się uspokoiło i w nocy nic się nie działo.
W Melnsils zajechałem na chwile na camping nad samym morzem, można powiedzieć, że wręcz na plaży. Przy sztormowej pogodzie teren na pewno jest zalewany przez fale. Zaraz pojawił się sympatyczny młody człowiek, prowadzący albo właściciel, i zachęcał mnie do zostania. Ceny przystępne - 4 Lvl za kampera, 1 Lvl od każdej osoby, jak by był bardzo potrzebny prąd to dało by się załatwić awaryjne podłączenie. Podziękowałem za informację i pojechałem dalej.
W Dungaga znajduje się najstarszy i największy zamek Kurlandii - niestety, w stanie mizernym. Widać po nim wieloletnie zaniedbania i chyba nikt nie załatwił jeszcze żadnych pieniędzy w UE na jego remont i wykorzystanie - a warto.
Moja lokalizacja: N 57° 30.650, E 22° 21.388
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 80 km. Mapka trasy .
wtorek, 2 sierpnia 2011
Kurlandia
Echhh ta Ryga, ja tu jeszcze na pewno wrócę ale następnym razem przetestuję nocleg w centrum. Jest parking zaraz koło starówki, na przeciwko mostu - za dobę 10 Lvl. Taniej, bliżej, można przetestować Rygę nocą.
Wyjechałem z Jurmali w kierunku Kolki. Jechałem powoli, nigdzie mi się przecież nie śpieszy. Trasa cały czas wybrzeżem, więc co ładniejszy parking, robiłem sobie postój. Najpierw mały spacer po Kupskalnu dabas parks. W sumie nic ciekawego nie zauważyłem - mokradła jak mokradła :) Później, kolejna tabliczka doprowadziła mnie do jakiegoś pomnika na wydmach z datą 1916. Na dłuższy postój, z obiadem i siestą poobiednią zatrzymałem się na fajnym parkingu przed Engure. Plaża, kamienie w wodzie jak w Estonii, piekna pogoda wiaterek - jechać się nigdzie nie chce :)
Zaraz za tym parkingiem, przy głównej drodze strzałka kierująca na największe na Łotwie kamienisko czyli Kaltenes kalvas. prowadzi przez nie ścieżka edukacyjna, w środku jest platforma z której można oglądać największe zagęszczenie kamieni. Spacerek po całej trasie, to niecałe 1,5 km - warto. Dojechałem do Roja, pokręciłem się trochę po tym miasteczku i zacząłem się zastanawiać czy na siłę jechać jeszcze te 30 km na Kolkę czy zanocować tutaj. Na parkingu koło plaży, koło hotelu zobaczyłem kampera na francuskich numerach więc decyzja była prosta - zostaje tutaj na noc.
Moja lokalizacja: N 57° 30.591, E 22° 47.910
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 100 km. Mapka trasy .
Wyjechałem z Jurmali w kierunku Kolki. Jechałem powoli, nigdzie mi się przecież nie śpieszy. Trasa cały czas wybrzeżem, więc co ładniejszy parking, robiłem sobie postój. Najpierw mały spacer po Kupskalnu dabas parks. W sumie nic ciekawego nie zauważyłem - mokradła jak mokradła :) Później, kolejna tabliczka doprowadziła mnie do jakiegoś pomnika na wydmach z datą 1916. Na dłuższy postój, z obiadem i siestą poobiednią zatrzymałem się na fajnym parkingu przed Engure. Plaża, kamienie w wodzie jak w Estonii, piekna pogoda wiaterek - jechać się nigdzie nie chce :)
Zaraz za tym parkingiem, przy głównej drodze strzałka kierująca na największe na Łotwie kamienisko czyli Kaltenes kalvas. prowadzi przez nie ścieżka edukacyjna, w środku jest platforma z której można oglądać największe zagęszczenie kamieni. Spacerek po całej trasie, to niecałe 1,5 km - warto. Dojechałem do Roja, pokręciłem się trochę po tym miasteczku i zacząłem się zastanawiać czy na siłę jechać jeszcze te 30 km na Kolkę czy zanocować tutaj. Na parkingu koło plaży, koło hotelu zobaczyłem kampera na francuskich numerach więc decyzja była prosta - zostaje tutaj na noc.
Moja lokalizacja: N 57° 30.591, E 22° 47.910
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 100 km. Mapka trasy .
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Dalej Ryga :)
Po deszczowej nocy ranek okazał się rześki i słoneczny. Najpierw spacerek 1,5 km po plaży w jedna stronę i 1,5 km w drugą, bo okazało się ze wczoraj ktoś w okolicy założył nowego geocacha. Do logbooka wpisałem się pod numerem 4 - trzy osoby mnie wyprzedziły. Później szybka decyzja - zostaję tutaj jeszcze jeden dzień, śniadanko i kolejny marsz po plaży (ponad 2 km) do Majori. Z Majori, do Rygi - tradycyjnie pociągiem.
Na początek "zaliczyłem" Muzeum Okupacji - za darmo, ale mają skarbonkę na datki. Muzeum dotyczy okupacji najpierw hitlerowskiej później sowieckiej. Po Muzeum - spacerek przez most na druga stronę Dałgawy, na Magic Sand czyli wystawę rzeźb piaskowych. Dla dzieciaków na pewno spora frajda, zwłaszcza ze jest duża piaskownica i mogą same sprawdzić swoje talenty. Same rzeźby na zdjęciach wyglądają ciekawiej niż w rzeczywistości :) We mnie zachwytu nie wzbudziły, ale o gustach się nie dyskutuje.
Później mała włóczęga po przez starówkę do części miasta jakiej jeszcze nie oglądałem (brama szwedzka i resztki murów starego miasta) i tam zjadłem obiadek - za 4,90 Lvl więc jak na starówkę, całkiem przyzwoita cena.
Po obiedzie trzeba odpocząć, więc zaokrętowałem się na tutejsza gondolę i zrobiłem rundkę wokół starówki, czyli kanał i trochę po rzece. Widoczki z wody sympatyczne, wiatr dzisiaj wiał nieźle więc nie czuło się tej wysokiej temperatury jaka tutaj cały czas panuje.
Na koniec dnia - jeszcze jeden cache, ale że był dość daleko od centrum a nogi mi powoli wysiadały, wróciłem pod dworzec tramwajem.
23:55
Zapomniałem wcześniej napisać dokładniej o campingu. W zeszłym roku była to chyba filia NEMO, który jest kilka km dalej na zachód. W tym roku występuje już pod własna nazwą - Camping Jurmala.
Dzisiejsze fotki. Dzisiaj postój
Później mała włóczęga po przez starówkę do części miasta jakiej jeszcze nie oglądałem (brama szwedzka i resztki murów starego miasta) i tam zjadłem obiadek - za 4,90 Lvl więc jak na starówkę, całkiem przyzwoita cena.
Po obiedzie trzeba odpocząć, więc zaokrętowałem się na tutejsza gondolę i zrobiłem rundkę wokół starówki, czyli kanał i trochę po rzece. Widoczki z wody sympatyczne, wiatr dzisiaj wiał nieźle więc nie czuło się tej wysokiej temperatury jaka tutaj cały czas panuje.
Na koniec dnia - jeszcze jeden cache, ale że był dość daleko od centrum a nogi mi powoli wysiadały, wróciłem pod dworzec tramwajem.
23:55
Zapomniałem wcześniej napisać dokładniej o campingu. W zeszłym roku była to chyba filia NEMO, który jest kilka km dalej na zachód. W tym roku występuje już pod własna nazwą - Camping Jurmala.
Dzisiejsze fotki. Dzisiaj postój
niedziela, 31 lipca 2011
Ryga
Nie mam siły dzisiaj więcej pisać. Ryga tak jak w zeszłym roku, znów mnie oczarowała.
Zeszłoroczne zdjęcia z Rygi są TUTAJ.
Moja lokalizacja: N 56° 58.015, E 023° 45.467
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 80 km. Mapka trasy .
Zeszłoroczne zdjęcia z Rygi są TUTAJ.
Moja lokalizacja: N 56° 58.015, E 023° 45.467
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 80 km. Mapka trasy .
sobota, 30 lipca 2011
Park Narodowy Gauja
Miałem trochę inne plany, ale wyszło co innego, jak to często bywa.
Z samego rana wystartowałem z Cesis do Straupe. Po drodze były do obejrzenia ciekawe czerwone klify. z małymi jaskiniami. Ciekawe, chociażby z tego powodu ze są pamiątką po rzece która już zmieniła trochę swoje koryto a klify zostały. Ślicznie to wszystko wygląda zwłaszcza w promieniach porannego słońca.
W Straupe jest ładny stary zamek w którym teraz jest szpital dla narkomanów, dlatego oglądać go można tylko z zewnątrz. Na śniadanie dojechałem do Siguldy. Miasteczko nastawione na turystów, jest kilka hoteli, wiele restauracji, knajpek i barów, wiele różnych innych atrakcji. Jest kolejka linowa (jeździ wahadłowo tylko jeden wagonik) a wieczorem można sobie z tego wagonika poskakać na linie nad sama rzeką. Są sprytne samochodziki elektryczne, gdzie za kierownica siedzą młode osoby pełniące od razu rolę przewodnika. Jest kilka różnych tras wyznaczonych ale można się dogadać i na swoja własna trasę.
Do zwiedzania jest kilka atrakcji - większość z nich udało i się "zaliczyć". Jaskinia Gutmana (obok są dwie mniejsze), w sumie trzy zamki - dwa średniowieczne i jeden tzw Nowy Zamek. jest wiele tras spacerowych - dla pieszych rowerzystów czy na koniach. Można też spłynąć rzeką łódka czy kajakiem.
Planowałem, że dzisiaj po południu pojadę w stronę Rygi i Jurmali ale .... zabrakło czasu i sił. Zostaję więc na noc tutaj, na parkingu koło dworca autobusowego i informacji turystycznej.
Moja lokalizacja:N 57° 9.349, E 24° 51.174
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 50 km. Mapka trasy .
Z samego rana wystartowałem z Cesis do Straupe. Po drodze były do obejrzenia ciekawe czerwone klify. z małymi jaskiniami. Ciekawe, chociażby z tego powodu ze są pamiątką po rzece która już zmieniła trochę swoje koryto a klify zostały. Ślicznie to wszystko wygląda zwłaszcza w promieniach porannego słońca.
W Straupe jest ładny stary zamek w którym teraz jest szpital dla narkomanów, dlatego oglądać go można tylko z zewnątrz. Na śniadanie dojechałem do Siguldy. Miasteczko nastawione na turystów, jest kilka hoteli, wiele restauracji, knajpek i barów, wiele różnych innych atrakcji. Jest kolejka linowa (jeździ wahadłowo tylko jeden wagonik) a wieczorem można sobie z tego wagonika poskakać na linie nad sama rzeką. Są sprytne samochodziki elektryczne, gdzie za kierownica siedzą młode osoby pełniące od razu rolę przewodnika. Jest kilka różnych tras wyznaczonych ale można się dogadać i na swoja własna trasę.
Planowałem, że dzisiaj po południu pojadę w stronę Rygi i Jurmali ale .... zabrakło czasu i sił. Zostaję więc na noc tutaj, na parkingu koło dworca autobusowego i informacji turystycznej.
Moja lokalizacja:N 57° 9.349, E 24° 51.174
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 50 km. Mapka trasy .
piątek, 29 lipca 2011
I znowu Łotwa
Po spokojnej nocy pojechałem na granicę. Dziwne "przejście", wygląda prawie jak zielona granica. Jeszcze po stronie estońskiej dwa maszty a na każdym z nich po dwie, różne kamerki, każda para skierowana w inną stronę. Wyglądały na działające, więc kogo i po co podglądają ? Nie mam zielonego pojęcia :)
Pierwszy przystanek w Valmiera gdzie są ruiny starego zamku i śliczny, duży kościół. miejsce to było zasiedlone już ponad 9 tys lat temu a zamek, którego ruiny teraz można oglądać został wybudowany przez Kawalerów Mieczowych w 1224 roku. Połaziłem trochę, pooglądałem, na wieżę kościelna już nie miałem siły się wdrapać, bo pogoda tragiczna (dla mnie) - albo duszno i parno, albo przychodzi chmurka, trochę popada i jest jeszcze bardziej duszno i nieprzyjemnie. Gdy zebrałem trochę sił do dalszej jazdy ruszyłem w stronę Cesis. Po drodze można zobaczyć wysoki wiadukt kolejowy, podobny do naszych Stańczyków.
Samo Cesis (po polsku Kieś) robi bardzo sympatyczne wrażenie, chociaż ciągle sporo budynków wymaga szybkiego remontu. Ruiny zamku i kościół wyglądają dostojnie, maja tez bogatą historię.
Już chciałem kupić doładowanie do łotewskiej karty telefonicznej ale postanowiłem najpierw sprawdzić czy może da się jeszcze COŚ z niej wycisnąć Wysłałem SMSa z poleceniem kupienia pakietu internetowego na 10 dni (koszt 2 lvl) i dostałem taka odpowiedź (tłumaczenie z googla)
Masz już praktycznie nieograniczony dostęp do Internetu do 04.08.2011 Info: okarte.lv lub wysłać i? numer systemowy 1688.
I znowu nic nie rozumiem :) Za kartę zapłaciłem 3 lvl, kupiłem już jeden pakiet 10-dniowy za 2 lvl, teraz dostałem nieograniczony dostęp na 7 dni a na koncie zostało mi 0,89 lvl :) :) :) Powiedziałbym - czeski film, gdyby nie to, że jestem przecież na Łotwie a nie w kraju knedliczków
Przed zamkiem, na parkingu stał kamperek na niemieckich numerach, ustawiłem się koło niego sądząc, że zostają tutaj na noc ale właśnie odjechali i nie wiem na razie co dalej robić. Campingu nie potrzebuję - prądu starczy, wodę mam. Są co prawda campingi w okolicy - ale dość daleko od centrum w dodatku albo 10 albo 12 lvl za noc (czyli ponad 15E).
21:00
Park pałacowy jest w tej chwili remontowany, wytyczane są nowe ścieżki, te wydeptane przez ludzi są częściowo kasowane, odnawiają też budowle parkowe (rzeźby, mostki, balustrady itp). Zamek od strony parku prezentuje sie jeszcze ciekawiej. Jak już wszystko skończą, będzie to na prawdę śliczny zakątek, warto odwiedzenia. Zwłaszcza, że Cesis było jednym z kandydatów do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2014 roku.
Moja lokalizacja: N 57° 18.860, E 25° 16.306
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy .
Pierwszy przystanek w Valmiera gdzie są ruiny starego zamku i śliczny, duży kościół. miejsce to było zasiedlone już ponad 9 tys lat temu a zamek, którego ruiny teraz można oglądać został wybudowany przez Kawalerów Mieczowych w 1224 roku. Połaziłem trochę, pooglądałem, na wieżę kościelna już nie miałem siły się wdrapać, bo pogoda tragiczna (dla mnie) - albo duszno i parno, albo przychodzi chmurka, trochę popada i jest jeszcze bardziej duszno i nieprzyjemnie. Gdy zebrałem trochę sił do dalszej jazdy ruszyłem w stronę Cesis. Po drodze można zobaczyć wysoki wiadukt kolejowy, podobny do naszych Stańczyków.
Już chciałem kupić doładowanie do łotewskiej karty telefonicznej ale postanowiłem najpierw sprawdzić czy może da się jeszcze COŚ z niej wycisnąć Wysłałem SMSa z poleceniem kupienia pakietu internetowego na 10 dni (koszt 2 lvl) i dostałem taka odpowiedź (tłumaczenie z googla)
Masz już praktycznie nieograniczony dostęp do Internetu do 04.08.2011 Info: okarte.lv lub wysłać i? numer systemowy 1688.
I znowu nic nie rozumiem :) Za kartę zapłaciłem 3 lvl, kupiłem już jeden pakiet 10-dniowy za 2 lvl, teraz dostałem nieograniczony dostęp na 7 dni a na koncie zostało mi 0,89 lvl :) :) :) Powiedziałbym - czeski film, gdyby nie to, że jestem przecież na Łotwie a nie w kraju knedliczków
Przed zamkiem, na parkingu stał kamperek na niemieckich numerach, ustawiłem się koło niego sądząc, że zostają tutaj na noc ale właśnie odjechali i nie wiem na razie co dalej robić. Campingu nie potrzebuję - prądu starczy, wodę mam. Są co prawda campingi w okolicy - ale dość daleko od centrum w dodatku albo 10 albo 12 lvl za noc (czyli ponad 15E).
21:00
Moja lokalizacja: N 57° 18.860, E 25° 16.306
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy .
czwartek, 28 lipca 2011
Pożegnanie z Estonią
Po burzy zachciało mi się jeszcze zdjęć z kamerki internetowej jaka jest w Parnu. Chwile trwało nim ja zlokalizowałem - adres podany w sieci jest inny, znak na miejscu informujący że tam jest kamerka tez jest przesunięty o ok 50 m - a sama kamerka zamocowana jest w środku budynku, w samym rogu okna.
Zdjęcia jakie mam z tej kamerki - dzięki Ewie - można pooglądać TUTAJ.
Nocuję dzisiaj w miejscowości Kilingi-Nomme. Pierwszy raz w czasie tego pobytu w Estonii nie mam wolnego WiFI. Ale karta telefoniczna kupowana na samym początku jeszcze nie używana więc na dzisiejszy wieczór powinna wystarczyć.
Moja lokalizacja: N 58° 8.900, E 24° 57.034
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy .
środa, 27 lipca 2011
Sõrve poolsaar czyli półwysep na południowym zachodzie Saaremaa
Zdarzają się sytuacje miłe i zaskakujące pozytywnie. Na camping obok mnie stał niemiecki kamper. Wczoraj wieczorem z jego właścicielem (pan sporo starszy ode mnie) wymieniliśmy zdawkowe Hello. Dzisiaj rano sąsiad uśmiecha się do mnie zagaduje - jak nie Niemiec :) Chwile rozmawiamy sobie ogólnie, później stwierdza ze moja mapka naklejona na kampera to bardzo fajna sprawa. Tłumacze mu co i jak, na czym to polega i pokazuje cały pakiet jaki wożę ze sobą. jak zauważył, ze to niemiecka produkcja - zapisał sobie ich numer - pewnie na swoim kamperku tez chce coś takiego przykleić. Na odjezdnym jeszcze sobie pomachaliśmy obdarzając się nawzajem szerokim uśmiechem. Facet mieszka gdzieś w okolicach Erfurtu - tak mi pokazywał na mapie. Czyli bywają Niemcy grzeczni i mili - tylko czemu ja mam takiego pecha że często trafiam na tych zupełnie innych.
Żeby nie było tak słodko rano - okazało się, że wyjazd bez (drobnej na szczęście tym razem) awarii - to nie to. Składając wszystko przed odjazdem widzę, że kran kuchenny lata sobie luźno i w ogólnie nie trzyma się blatu. Na szczęście wykręciła się tylko śruba mocująca, więc w kilka minut awarie naprawiłem i w drogę.
Pojechałem, jak w tytule postu, na półwysep Sõrve. Na samym końcu - duża latarnia morska i pozostałości wojskowe z różnych czasów - od II wojny światowej do okupacji radzieckiej. Między innymi - postument pod działo kaliber 305 mm (przypomniał mi się film Działa Navarrony), stanowisko artylerii z działami już mniejszego kalibru (tylko 180 mm). Widoczki jak na całej Saaremie - dużo zieleni, mało ludzi mało samochodów - niewiele się dzieje a jeśli już, to tak jakoś powolutku, pomalutku.
Kolejny przystanek, to plaża w Ohessaare z niezwykła tradycja budowania piramidek z wapiennych kamieni jakich tutaj na plaży jest wiele. Uważa się, że każdy, kto utworzy stos kamieni w Ohessaare, może pomyśleć życzenie i ono się sprawdzi.Budowle tutaj sa bardzo różne - od prostych i niskich, przez monumentalne , rozbudowane, wzmacniane granitem i patykami po coś co można by nazwać sztuką nowoczesną. Będąc na Saaremie - to miejsce koniecznie trzeba odwiedzić i zostawić po sobie swoją własną piramidkę.Nie mam niestety talentów budowniczych a wbrew pozorom, taka piramidka z kamieni, żeby była stabilna wymaga cierpliwości przy budowie. Moja budowla jest malutka ale zbudowana własnymi rekami - mam nadzieje, że moje życzenie się spełni :)
Na obiad wróciłem do Kuressaree - tym razem w nastrojowym barze, z parasolami, z widokiem na zamek. Skusiłem się na zupę, jaka już kilka razy widziałem w menu w różnych miejscach - zupa serowa, z wędzonego sera, bardzo smaczna, polecam. Później mały spacerek wokół zamku i przejazd na Muchu. Zatrzymałem się w porcie, na parkingu zaraz koło wjazdu na prom, jest tutaj WiFi (nawet dwóch różnych dostawców) i planuje tutaj nocleg.
Moja lokalizacja: N 58° 34.377, E 23° 23.361
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 190 km. Mapka trasy .
Żeby nie było tak słodko rano - okazało się, że wyjazd bez (drobnej na szczęście tym razem) awarii - to nie to. Składając wszystko przed odjazdem widzę, że kran kuchenny lata sobie luźno i w ogólnie nie trzyma się blatu. Na szczęście wykręciła się tylko śruba mocująca, więc w kilka minut awarie naprawiłem i w drogę.
Pojechałem, jak w tytule postu, na półwysep Sõrve. Na samym końcu - duża latarnia morska i pozostałości wojskowe z różnych czasów - od II wojny światowej do okupacji radzieckiej. Między innymi - postument pod działo kaliber 305 mm (przypomniał mi się film Działa Navarrony), stanowisko artylerii z działami już mniejszego kalibru (tylko 180 mm). Widoczki jak na całej Saaremie - dużo zieleni, mało ludzi mało samochodów - niewiele się dzieje a jeśli już, to tak jakoś powolutku, pomalutku.
Na obiad wróciłem do Kuressaree - tym razem w nastrojowym barze, z parasolami, z widokiem na zamek. Skusiłem się na zupę, jaka już kilka razy widziałem w menu w różnych miejscach - zupa serowa, z wędzonego sera, bardzo smaczna, polecam. Później mały spacerek wokół zamku i przejazd na Muchu. Zatrzymałem się w porcie, na parkingu zaraz koło wjazdu na prom, jest tutaj WiFi (nawet dwóch różnych dostawców) i planuje tutaj nocleg.
Moja lokalizacja: N 58° 34.377, E 23° 23.361
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 190 km. Mapka trasy .
wtorek, 26 lipca 2011
Saaremaa
Noc przeszła spokojnie, mimo że latarnie które stały koło parkingu nie były zapalone. Po wczesnym śniadaniu ruszyłem na północ wyspy. Pierwszy przystanek -ruiny warowni Maasi, zbudowanej w XIV wieku, zniszczonej najpierw przez Szwedów i ostatecznie w 1576 spalonej przez Duńczyków.. Kolejny etap to klifowe wybrzeże koło Pulli. Po drodze spotkałem darmowy camping, nad brzegiem, w częściowymi wygodami (WC suche, wiata do przygotowywania posiłków, pomost, oświetlenie parkingu. Fajne miejsce, dwa kampery tam rezydowały.
Jeśli ktoś byłby zainteresowany - podaje namiary: N 58° 35.961, E 22° 46.435
W Lejsi zaczęło padać, przeczekałem trochę i pojechałem dalej, do Angla, pooglądać wiatraki. Przeczekałem kolejna falę deszczu i poszedłem oglądać (bilet wstępu 2E/1E - warto). Wiatraki można zwiedzać też od środka, wszystko jest ładnie pokazane i opisane.
Kolejny etap to dziura w ziemi czyli ślad po upadku meteorytu. Szacuje się, że meteoryt spadł na ziemie co najmniej 4.000 lat temu, jego masa wynosiła 400-10.000 ton. i składał się głownie z żelaza (91,5%) i niklu (8,3%). Powstało w wyniku tego uderzenia jeziorko naturalnie napełniające się wodą o szerokości 12-40 m i głębokości 1-4 m. Bardzo ciekawie to wygląda. Na miejscu - dwie restauracje, duży darmowy parking, hotel i muzeum meteorytu (nie wiem, co w nim jest - nie zwiedzałem). Dalej pojechałem na południe zobaczyć podobno najpopularniejszy kościół w Estonii, w miejscowości Püha, który jest często umieszczany na różnych obrazach.
Później skręt na zachód i Kuressare ze swoim ślicznym zamkiem na wodzie. Zamek robi wrażenie, otoczenie jest remontowane i prawie ukończone. Podobno warto wejść do środka , do muzeum - ja niestety byłem za późno (otwarte tylko do 18 czasu lokalnego). Na nocleg zjechałem na camping Piibeleh (na ulicy Piibeleh) - ceny rozsądne: 8E kamper, 2E osoba, 2E prąd.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 80 km. Mapka trasy .
Jeśli ktoś byłby zainteresowany - podaje namiary: N 58° 35.961, E 22° 46.435
Kolejny etap to dziura w ziemi czyli ślad po upadku meteorytu. Szacuje się, że meteoryt spadł na ziemie co najmniej 4.000 lat temu, jego masa wynosiła 400-10.000 ton. i składał się głownie z żelaza (91,5%) i niklu (8,3%). Powstało w wyniku tego uderzenia jeziorko naturalnie napełniające się wodą o szerokości 12-40 m i głębokości 1-4 m. Bardzo ciekawie to wygląda. Na miejscu - dwie restauracje, duży darmowy parking, hotel i muzeum meteorytu (nie wiem, co w nim jest - nie zwiedzałem). Dalej pojechałem na południe zobaczyć podobno najpopularniejszy kościół w Estonii, w miejscowości Püha, który jest często umieszczany na różnych obrazach.
Później skręt na zachód i Kuressare ze swoim ślicznym zamkiem na wodzie. Zamek robi wrażenie, otoczenie jest remontowane i prawie ukończone. Podobno warto wejść do środka , do muzeum - ja niestety byłem za późno (otwarte tylko do 18 czasu lokalnego). Na nocleg zjechałem na camping Piibeleh (na ulicy Piibeleh) - ceny rozsądne: 8E kamper, 2E osoba, 2E prąd.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 80 km. Mapka trasy .
poniedziałek, 25 lipca 2011
Kierunek - wyspy
Rano postanowiłem jeszcze się trochę powłóczyć po Haapsalu - miasto robi wrażenie, starówka, koło zamku chociaż jeszcze wymaga sporo by ją porządnie odrestaurować, jest na prawdę urocza. Promenadę kilka lat temu odrestaurowano i z przyjemnością się po niej spaceruje. Będąc w Estonii trzeba koniecznie zahaczyć o Haapaslu. Na śniadanie podjechałem pod Muzeum Kolejnictwa. Zbiory co prawda o wiele mniejsze niż w naszej Habówce ale za to dworzec robi wrażenie - przypominają się filmy typu Anna Karenina czy inne opowiadające o czasach carskich.
Po spacerku i śniadaniu podjechałem do portu promowego w Rohukula. Stąd odpływają promy na dwie wyspy - na Hiiumaa i na Vormsi.Wszystko dobrze zorganizowane, fajne promy pływają, promy, które ni maja rufy :) Są dwa dzioby ale rufy nie ma - pływają w obie strony, nie muszą nawracać.
Na falochronie miałem ciekawą przygodę - znalazłem geocacha, wpisałem się do logu i czekam by odłożyć go na miejsce ale jakichś dwóch facetów krąży i krąży. Czekam więc cierpliwie ale widzę ze młodszy z nich zerkając co chwile w telefon obszukuje wzrokiem miejsce ukrycia skrzynki. Domyśliłem się, że to następna ekipa "poszukiwaczy skarbów" więc zagadałem do nich i sprawę rozwiązaliśmy. Była to rodzinka (ojciec i syn) z Finlandii. Później okazało się jeszcze że jada we trojkę (z żoną/matką) kamperem :) Oni popłynęli na Hiiumaa a ja pojechałem dalej, w stronę Virtsu. Na miejscu, "z marszu" zająłem kolejkę na prom (koszt: 1 osoba + kamper niecałe 9E). Podróż na wyspę Muhu trwała ok 25 minut, na szczęście dla mnie było bardzo spokojnie i nie huśtało.
Przez Muhu przejechałem zatrzymując się tylko w jednym miejscu - koło pomnika poświęconemu bitwie o wolność ludu z Muhu z 1227 roku i dalej , przez malowniczą groblę na kolejna wyspę, Saaremaa.
Jako że już się zrobiło późno - szukając miejsca na nocleg, wybrałem parking pod sklepem w miejscowości Orissaare. Jest WiFi, są latarnie które mam nadzieje się zapalą, stoję w samym centrum miejscowości, więc powinno być w miarę bezpiecznie w nocy.
Moja lokalizacja: N 58° 33.531, E 23° 4.972
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy .
Na falochronie miałem ciekawą przygodę - znalazłem geocacha, wpisałem się do logu i czekam by odłożyć go na miejsce ale jakichś dwóch facetów krąży i krąży. Czekam więc cierpliwie ale widzę ze młodszy z nich zerkając co chwile w telefon obszukuje wzrokiem miejsce ukrycia skrzynki. Domyśliłem się, że to następna ekipa "poszukiwaczy skarbów" więc zagadałem do nich i sprawę rozwiązaliśmy. Była to rodzinka (ojciec i syn) z Finlandii. Później okazało się jeszcze że jada we trojkę (z żoną/matką) kamperem :) Oni popłynęli na Hiiumaa a ja pojechałem dalej, w stronę Virtsu. Na miejscu, "z marszu" zająłem kolejkę na prom (koszt: 1 osoba + kamper niecałe 9E). Podróż na wyspę Muhu trwała ok 25 minut, na szczęście dla mnie było bardzo spokojnie i nie huśtało.
Przez Muhu przejechałem zatrzymując się tylko w jednym miejscu - koło pomnika poświęconemu bitwie o wolność ludu z Muhu z 1227 roku i dalej , przez malowniczą groblę na kolejna wyspę, Saaremaa.
Jako że już się zrobiło późno - szukając miejsca na nocleg, wybrałem parking pod sklepem w miejscowości Orissaare. Jest WiFi, są latarnie które mam nadzieje się zapalą, stoję w samym centrum miejscowości, więc powinno być w miarę bezpiecznie w nocy.
Moja lokalizacja: N 58° 33.531, E 23° 4.972
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy .
niedziela, 24 lipca 2011
Na zachód od Tallina
Z campingu wyjeżdżałem dzisiaj w co chwila padającym deszczu, dzień zapowiadał sie nieciekawie od strony pogody. Na szczęście, później się wypogodziło i teraz, wieczorem, jest ładnie i miło.
Pierwotnie w planach miałem jazdę wzdłuż wybrzeża ale przy tej pogodzie, doszedłem do wniosku że to nie bardzo ma sens i postanowiłem odwiedzić Studnię Czarownic. W wielu miejscach w sieci o niej piszą, a raczej jedni przepisują od drugich - tylko nie tak łatwo znaleźć lokalizacje tego miejsca. Dla zainteresowanych podaje lokalizację: N 59° 11.990 E 024° 57.860
Dalej, jechałem w stronę Haapsalu oglądają po drodze to co było ciekawego - szczegóły na zdjęciach i w ich opisach. Haapasla jest bardzo sympatycznym miastem, z ładnymi ruinami starego zamku. Środek został zaaranżowany jako miejski deptak, jest dużo miejsca na różne imprezy - dzisiaj odbywa się tam jakiś koncert. Jest też spory plac zabaw dla dzieciaków. Nad brzegiem morza odremonotowany w 2009 roku deptak, miejsce czestych spacerow i mieszkańców miasta i przyjezdnych.
Nie udało mi sie znaleźć rozsądnego miejsca na nocleg z WiFi - tam gdzie jest sieć nie wolno za długo parkować. Kręcąc się po mieście wypatrzyłem spokojnie wyglądający parking, przy małej plaży na którym stały już dwa kampery. Na noc przeniosę się tam - na razie stoję koło dużego hotelu i korzystam i ich WiFi.
Lokalizacja parkingu: N 58° 57.243 E 23° 31.290
A może jednak zostanę tutaj, pod hotelem, placyk zaraz obok parkingu hotelowego - wygląda na spokojny no i jest WiFi (to już chyba uzależnienie od sieci).
Lokalizacja: N 58° 57.234 E 23° 31.859
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 190 km. Mapka trasy .
Dalej, jechałem w stronę Haapsalu oglądają po drodze to co było ciekawego - szczegóły na zdjęciach i w ich opisach. Haapasla jest bardzo sympatycznym miastem, z ładnymi ruinami starego zamku. Środek został zaaranżowany jako miejski deptak, jest dużo miejsca na różne imprezy - dzisiaj odbywa się tam jakiś koncert. Jest też spory plac zabaw dla dzieciaków. Nad brzegiem morza odremonotowany w 2009 roku deptak, miejsce czestych spacerow i mieszkańców miasta i przyjezdnych.
Nie udało mi sie znaleźć rozsądnego miejsca na nocleg z WiFi - tam gdzie jest sieć nie wolno za długo parkować. Kręcąc się po mieście wypatrzyłem spokojnie wyglądający parking, przy małej plaży na którym stały już dwa kampery. Na noc przeniosę się tam - na razie stoję koło dużego hotelu i korzystam i ich WiFi.
Lokalizacja parkingu: N 58° 57.243 E 23° 31.290
A może jednak zostanę tutaj, pod hotelem, placyk zaraz obok parkingu hotelowego - wygląda na spokojny no i jest WiFi (to już chyba uzależnienie od sieci).
Lokalizacja: N 58° 57.234 E 23° 31.859
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 190 km. Mapka trasy .
sobota, 23 lipca 2011
Tallinn
Rano wyjechałem w stronę Tallina, Śniadanie zrobiłem sobie dopiero w stolicy, w dzielnicy handlowej, pod hipermarketem. Później do centrum, zaparkowałem na placu wolności (6,40 za 24 godziny) i w miasto. Miasto robi sympatyczne wrażenie chociaż ze stolic trzech krajów bałtyckich - najmniej mi się spodobało, co nie znaczy że jest brzydkie. Po prostu Ryga robi lepsze wrażenia, nie mówiąc już o Wilnie. Miasto pełne turystów, z różnych krajów i dość często słychać język polski. Po porannej duchocie przyszła krótka burza, pogrzmiało popadało i szybko się skończyło i znowu zaczęło prażyć.
Na nocleg pojechałem na camping PIRITA - ok 8 km od centrum. Nic specjalnego - plac betonowy na nabrzeżu, ale jest prąd (w cenie), jest woda, są ubikacje - za prysznic trzeba płacić 3E więc pewnie skorzystam z własnej łazienki :)
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 50 km. Mapka trasy .
Na nocleg pojechałem na camping PIRITA - ok 8 km od centrum. Nic specjalnego - plac betonowy na nabrzeżu, ale jest prąd (w cenie), jest woda, są ubikacje - za prysznic trzeba płacić 3E więc pewnie skorzystam z własnej łazienki :)
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 50 km. Mapka trasy .
piątek, 22 lipca 2011
Lahemaa - cz.2
Pogoda niesamowita, żar leje się z nieba, teraz, wieczorem jest koło 30. Co gorsza, wszystkie okoliczne wredne owady (muchy, gzy, osy , komary itp) atakują mnie jak wściekłe. Off nie pomaga a co ciekawsze, tylko ja jestem obiektem ich zaciekłych ataków, innych ludzi, obok, nie ruszają.
Dwa następne półwyspy z parku Lahemaa - zaliczone. Tereny piękne i każdy z półwyspów trochę inny. Juminda najbardziej chyba jest podobna do polskiego wybrzeża, są wysokie klify, sporo piaszczystych wydm, trafiają się tez piaszczyste plaże z piaszczystym dnem.
Nocuję w Kuusalu, na parkingu pod dużym sklepem, tradycyjnie pod latarnią :)
Moja lokalizacja: N 59° 26.709' E 25° 26.014
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 90 km. Mapka trasy .
Dwa następne półwyspy z parku Lahemaa - zaliczone. Tereny piękne i każdy z półwyspów trochę inny. Juminda najbardziej chyba jest podobna do polskiego wybrzeża, są wysokie klify, sporo piaszczystych wydm, trafiają się tez piaszczyste plaże z piaszczystym dnem.
Nocuję w Kuusalu, na parkingu pod dużym sklepem, tradycyjnie pod latarnią :)
Moja lokalizacja: N 59° 26.709' E 25° 26.014
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 90 km. Mapka trasy .
czwartek, 21 lipca 2011
Lahemaa - cz. 1
Pogoda dzisiaj jest fantastyczna do turystyki chociaż męcząca. Słonce praży niemiłosiernie, na szczęście wiatr od morza pozwala przeżyć. Korzystam wie z okazji i zwiedzam ten prześliczny zakątek Estonii. Głazy porozrzucane dosłownie wszędzie, większe i mniejsze robią niesamowite wrażenie.
Na początek podjechałem do jedynej większej miejscowości na półwyspie Kasmu - Kasmu. Po drodze obejrzałem sobie camping, który ulokowany jest po drugiej stronie Vosu (a raczej kilka km za Vosu) niż parking na którym nocowałem. Duży teren ale odkryty i wiatru tam raczej nie ma, bo drzewa dookoła pewnie go zatrzymują, wiec przy takiej pogodzie jak dzisiaj, istna patelnia. Kamperów i przyczep sporo, tak na oko można powiedzieć, że większość terenu zajęta.
W Kasmu drugi camping a raczej spory ośrodek wypoczynkowy, stoi w nim kilka dużych wielopokojowych pawilonów - po prostu spory kombajn. Na końcu miejscowości parking i dalej już trzeba na piechotę - i warto tam iść. Śliczne porozrzucane głazy różnych wielkości, kilka opisanych na mapach turystycznych, maja swoje numery i nazwy których nie zapamiętałem. Na końcu cypla można zawrócić, lub iść na drugi cypel, bardziej na zachód. Jest tez wariant dla bardziej szalonych - wyprawa na Czarci Ostrów - czyli małą wąską wysepkę na północ od tego cypla. Część drogi pokonuje się na sucho - po kamieniach i czasami małych wydmach ale są odcinki, na których trzeba zdjąć buty i maszerować "po wodzie". Śliczna trasa, cudowne widoki - aparat fotograficzny tego nie odda - a szkoda.
Kolejny etap dzisiejszej wycieczki to półwysep Vergi - pierwszy z czterech licząc od wschodu. Podjechałem do małej osady Pedassaare, tam tradycyjnie parking i dalej, na ostrów już na piechotę. Piękny sosnowy las, o wiele mniej ludzi niż na Kasma, za to więcej wrednych i zajadłych much i gzów. Widoczek na samym cyplu zrekompensował te niedogodności a i sama trasa , mimo dokuczliwych owadów, też godna polecenia.
Kolejny etap - Vergi i jego port (a raczej mała przystań). W poprzednim ustroju był to teren wojskowy i niedostępny, widać pozostałości po starych bunkrach. Teraz jest tam i restauracja i przystań i każdy może sobie ten teren pooglądać. Z jedzenia w tamtej restauracji zrezygnowałem, podjechałem kawałek dalej, do Altja i zjadłem "małe conieco" (płacąc jak za normalny obiad) w karczmie. Po jedzonku, jadąc znowu do Vosu, zatrzymałem się koło ścieżki przyrodniczej nad malowniczą rzeką. Dojechałem do Vosu a "mój" parking cały zastawiony, poza tym - nasłoneczniony więc i tak nie warto na nim na razie stawać. Zatrzymałem się więc w centrum, niedaleko estrady, w cieniu i słucham koncertu :)
Na noc zjadę na parking - eleganckie i spokojne miejsce na nocleg. A na jutro planuje dwa pozostałe półwyspy.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 40 km, na nogach przeszedłem ok 10 km. Mapka trasy.
Na początek podjechałem do jedynej większej miejscowości na półwyspie Kasmu - Kasmu. Po drodze obejrzałem sobie camping, który ulokowany jest po drugiej stronie Vosu (a raczej kilka km za Vosu) niż parking na którym nocowałem. Duży teren ale odkryty i wiatru tam raczej nie ma, bo drzewa dookoła pewnie go zatrzymują, wiec przy takiej pogodzie jak dzisiaj, istna patelnia. Kamperów i przyczep sporo, tak na oko można powiedzieć, że większość terenu zajęta.
Kolejny etap dzisiejszej wycieczki to półwysep Vergi - pierwszy z czterech licząc od wschodu. Podjechałem do małej osady Pedassaare, tam tradycyjnie parking i dalej, na ostrów już na piechotę. Piękny sosnowy las, o wiele mniej ludzi niż na Kasma, za to więcej wrednych i zajadłych much i gzów. Widoczek na samym cyplu zrekompensował te niedogodności a i sama trasa , mimo dokuczliwych owadów, też godna polecenia.
Kolejny etap - Vergi i jego port (a raczej mała przystań). W poprzednim ustroju był to teren wojskowy i niedostępny, widać pozostałości po starych bunkrach. Teraz jest tam i restauracja i przystań i każdy może sobie ten teren pooglądać. Z jedzenia w tamtej restauracji zrezygnowałem, podjechałem kawałek dalej, do Altja i zjadłem "małe conieco" (płacąc jak za normalny obiad) w karczmie. Po jedzonku, jadąc znowu do Vosu, zatrzymałem się koło ścieżki przyrodniczej nad malowniczą rzeką. Dojechałem do Vosu a "mój" parking cały zastawiony, poza tym - nasłoneczniony więc i tak nie warto na nim na razie stawać. Zatrzymałem się więc w centrum, niedaleko estrady, w cieniu i słucham koncertu :)
Na noc zjadę na parking - eleganckie i spokojne miejsce na nocleg. A na jutro planuje dwa pozostałe półwyspy.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 40 km, na nogach przeszedłem ok 10 km. Mapka trasy.
środa, 20 lipca 2011
Północna Estonia
W nocy miałem przygodę. Koło północy obudziło mnie pukanie do drzwi kampera (a raczej obudził mnie głos mówiący "ktoś puka do drzwi" - dziwna sprawa, bo w kamperze byłem sam). Okazało sie, że jeszcze jeden TIR chciał skorzystać z tego parkingu i kierowca prosił, bym się przestawił trochę inaczej, tak by jego pojazd się zmieścił.
Po śniadaniu ruszyłem w drogę, do Rakvere. Po drodze tradycyjnie różne ciekawostki, kilka różnych cachy. W Polsce grad i ulewy - tutaj,m duchota, skwar, cały dzień w okolicach 30 stopni, nawet w czasie jazdy z otwartymi oknami ciężko oddychać, więc jechałem wolno i spokojnie. W Rakvere ruiny starego zamku, ładnie się prezentują, na górce (których przecież tutaj, w Estonii za wiele nie ma). Na placu pod zamkiem jest nowo wybudowany AQUA hotel, z basenem i zjeżdżalnią.
Na wzgórzu zamkowym ogromny pomnik tura, postawiony z okazji 700 lecia miasta. Tur jest wykonany z brązu przez estońskiego artystę. Jest to największy w krajach bałtyckich pomnik zwierzęcia.
Rynek odnowiony i zrobiony bardzo nietypowo - jakiś plastyk poszalał ale fajnie to wygląda. W sklepie kupiłem w słoiku barszcz z wołowinka, podgrzałem w kamperze i to był mój obiadek. Po obiedzie, dalsza jazda w kierunku najstarszego i największego parku narodowego w Estonii - Lehamaa rahvuspark. Co prawda jest tu w okolicy kilka campingów, ale dlaczego mam płacić za nocleg, jeśli można legalnie przespać się w kamperze za darmo - prąd mam, do rana wystarczy, woda niedawno nalana więc serwis nie jest mi potrzebny.
Kolejne ciekawostka dzisiaj ( po nocnej pobudce na stacji benzynowej) - TomTom stwierdził w pewnym momencie że nie ma satelitów. Uciekły, pochowały się, poszły spać - nie wiadomo - on ich nie widzi. Na szczęście mam drugiego GPSa i mapki Estonii i ten cały czas działał beż żadnych problemów.
Jechałem tutaj, na wybrzeże "w ciemno" , nie mając zaplanowanego żadnego miejsca na nocleg. Dojechałem do Vosu, zobaczyłem duży, niestrzeżony i lekko zaniedbany parking a na nim oprócz kilkunastu samochodów osobowych na estońskich numerach - kilka kamperów: dwa niemieckie i jeden francuski. Niewiele myśląc, "przytuliłem:" się do jednego Niemca i tak stoję. Miłym zaskoczeniem dla mnie jest też to, ze tutaj, trochę na uboczu miejscowości - jest darmowe WiFI :) Generalnie mogę stwierdzić po tych kilku dniach ze w Estonii, nie ma problemu z darmowym i legalnym dostępem do sieci. W wielu miejscach jest wywieszona informacja, ze jest WiFI - także na kilku stacjach benzynowych widziałem takie informacje. Karta telefoniczna, którą kupiłem zaraz po przekroczeniu granicy na razie leży nie używana.
Moja lokalizacja: N 59° 34.827, E 25° 58.117
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 140 km. Mapka trasy.
Po śniadaniu ruszyłem w drogę, do Rakvere. Po drodze tradycyjnie różne ciekawostki, kilka różnych cachy. W Polsce grad i ulewy - tutaj,m duchota, skwar, cały dzień w okolicach 30 stopni, nawet w czasie jazdy z otwartymi oknami ciężko oddychać, więc jechałem wolno i spokojnie. W Rakvere ruiny starego zamku, ładnie się prezentują, na górce (których przecież tutaj, w Estonii za wiele nie ma). Na placu pod zamkiem jest nowo wybudowany AQUA hotel, z basenem i zjeżdżalnią.
Rynek odnowiony i zrobiony bardzo nietypowo - jakiś plastyk poszalał ale fajnie to wygląda. W sklepie kupiłem w słoiku barszcz z wołowinka, podgrzałem w kamperze i to był mój obiadek. Po obiedzie, dalsza jazda w kierunku najstarszego i największego parku narodowego w Estonii - Lehamaa rahvuspark. Co prawda jest tu w okolicy kilka campingów, ale dlaczego mam płacić za nocleg, jeśli można legalnie przespać się w kamperze za darmo - prąd mam, do rana wystarczy, woda niedawno nalana więc serwis nie jest mi potrzebny.
Kolejne ciekawostka dzisiaj ( po nocnej pobudce na stacji benzynowej) - TomTom stwierdził w pewnym momencie że nie ma satelitów. Uciekły, pochowały się, poszły spać - nie wiadomo - on ich nie widzi. Na szczęście mam drugiego GPSa i mapki Estonii i ten cały czas działał beż żadnych problemów.
Moja lokalizacja: N 59° 34.827, E 25° 58.117
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 140 km. Mapka trasy.
wtorek, 19 lipca 2011
Na rosyjskiej granicy
Ranek przywitał mnie krótkim, kilkuminutowym deszczem, po którym było jeszcze bardziej duszno. Końskie muchy nie zważając ani na silny wiatr ani na moje opędzanie się atakowały jak wściekłe. Kilka mnie dopadło, kilku ja skróciłem życie.
Dzisiaj w planie była Narva - najdalej wysunięte na północny wschód miasto Estonii ze swoim zamkiem i przejściem granicznym. Droga dość monotonna ale ładna, większa jej część przebiegała brzegiem jeziora Peipsi (czyli Pejpus) więc widoki były śliczne. Ta pustka i zieleń roślinności uspokajają. Po drodze widziałem kilka ładnych miejsc, z parkingami leśnymi dobrze wyposażonymi - stoliki, zadaszenia, metalowe grile ogólnodostępne, i oczywiście wszędzie są ubikacje. Widać, że ludzie tutaj to szanują - nie widziałem zniszczeń a śmieci na prawdę w minimalne ilości. Większość z tych miejsc jest ulokowana w pobliżu jakiegoś jeziora, często z ładna plażą. Co ciekawsze - na takich parkingach a może wręcz placach campingowych, dozwolone jest rozbijanie namiotów (ja takich nie widziałem, ale tak zrozumiałem ulotki i znaki na tablicach informacyjnych). Dzisiaj, przy tej zbierającej się burzy - każde zatrzymanie się w takim miejscu kończyło się najpierw walką z różnymi owadami i zaraz później moja, wręcz paniczną ucieczką.
W Sillamae zajechałem najpierw zobaczyć ciekawostkę - wodospad. Rozumiem, że jeśli najwyższy szczyt Estonii ma niewiele ponad 300 m n.p.m. to taki wodospad robi na nich wrażenie - w naszych górach takie się mija bo za zakrętem będzie zaraz podobny. Miejsce zadbane, znowu stoliki, wiata, schody i kładka drewniane i nawet dzisiaj byli tam panowie, którzy kosili trawę, by ładnie wyglądało. Później centrum miasteczka ze schodami jak w Odessie. Miasto robi smutne wrażenie, mocno zaniedbane, wiele domów obdrapanych, co prawda widać że starają się, niektóre budynki są już wyremontowane i ale reszta, w starej części miasta wygląda smutno. Przy okazji zjadłem obiadek (biznes lunch - tak się tutaj nazywa zestaw dnia) za 3,90 wiec całkiem przyzwoicie.
No i wreszcie Narva - podobnie jak Sillamae - sprawa wrażenie zaniedbanego. Zamek za to wygląda dostojnie i fajnie, szkoda tylko ze dostępna do zwiedzania jest tylko jedna część (druga stoi za granica, w Rosji). Miasto żyje granicą i przejściem granicznym, kolejka TIRow "wystaje" kilka kilometrów za miasto, a przy samych szlabanach ruch jak widziałem spory. podjechałem jeszcze zobaczyć replikę szwedzkiego lwa a na miejscu spotkałem trzech sympatycznych ślązaków na motorach - tez się wybrali na włóczęgę po Estonii.
Jako że to miasto graniczne, to na każdym parkingu zakaz parkowania w godzinach 0:00 - 8:00 czyli moje pierwotne plany by nocować w samej Narvie spaliły na panewce. W dodatku zaczęła się niezła burza, więc nie miałem już ochoty na dalsze łażenie po mieście.
Dojechałem znowu do Sillamae, i tutaj będę nocował - parking koło stacji benzynowej, przy samej szosie ale mnie to nie przeszkadza. Z jednej strony stoi kolego Estończyk kamperem, z drugiej kilka TIRów więc czuję się w miarę bezpiecznie.
Moja lokalizacja: N 59° 23.458, E 27° 46.331
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 180 km. Mapka trasy.
Dzisiaj w planie była Narva - najdalej wysunięte na północny wschód miasto Estonii ze swoim zamkiem i przejściem granicznym. Droga dość monotonna ale ładna, większa jej część przebiegała brzegiem jeziora Peipsi (czyli Pejpus) więc widoki były śliczne. Ta pustka i zieleń roślinności uspokajają. Po drodze widziałem kilka ładnych miejsc, z parkingami leśnymi dobrze wyposażonymi - stoliki, zadaszenia, metalowe grile ogólnodostępne, i oczywiście wszędzie są ubikacje. Widać, że ludzie tutaj to szanują - nie widziałem zniszczeń a śmieci na prawdę w minimalne ilości. Większość z tych miejsc jest ulokowana w pobliżu jakiegoś jeziora, często z ładna plażą. Co ciekawsze - na takich parkingach a może wręcz placach campingowych, dozwolone jest rozbijanie namiotów (ja takich nie widziałem, ale tak zrozumiałem ulotki i znaki na tablicach informacyjnych). Dzisiaj, przy tej zbierającej się burzy - każde zatrzymanie się w takim miejscu kończyło się najpierw walką z różnymi owadami i zaraz później moja, wręcz paniczną ucieczką.
W Sillamae zajechałem najpierw zobaczyć ciekawostkę - wodospad. Rozumiem, że jeśli najwyższy szczyt Estonii ma niewiele ponad 300 m n.p.m. to taki wodospad robi na nich wrażenie - w naszych górach takie się mija bo za zakrętem będzie zaraz podobny. Miejsce zadbane, znowu stoliki, wiata, schody i kładka drewniane i nawet dzisiaj byli tam panowie, którzy kosili trawę, by ładnie wyglądało. Później centrum miasteczka ze schodami jak w Odessie. Miasto robi smutne wrażenie, mocno zaniedbane, wiele domów obdrapanych, co prawda widać że starają się, niektóre budynki są już wyremontowane i ale reszta, w starej części miasta wygląda smutno. Przy okazji zjadłem obiadek (biznes lunch - tak się tutaj nazywa zestaw dnia) za 3,90 wiec całkiem przyzwoicie.
Jako że to miasto graniczne, to na każdym parkingu zakaz parkowania w godzinach 0:00 - 8:00 czyli moje pierwotne plany by nocować w samej Narvie spaliły na panewce. W dodatku zaczęła się niezła burza, więc nie miałem już ochoty na dalsze łażenie po mieście.
Dojechałem znowu do Sillamae, i tutaj będę nocował - parking koło stacji benzynowej, przy samej szosie ale mnie to nie przeszkadza. Z jednej strony stoi kolego Estończyk kamperem, z drugiej kilka TIRów więc czuję się w miarę bezpiecznie.
Moja lokalizacja: N 59° 23.458, E 27° 46.331
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 180 km. Mapka trasy.
poniedziałek, 18 lipca 2011
Tartu
Dzisiaj głównym punktem zwiedzania będzie Tartu (dawna nazwa Dorpat), drugie co do wielkości miasto w Estonii, o bogatej i ciekawej historii. Miasto jest uznawane za kulturalną i naukowa stolicę kraju, wielki ośrodek akademicki.z uniwersytetem założonym w pierwszej połowie XVII wieku przez króla szwedzkiego Gustawa II Adolfa.
Tartu to ładne miasto, mimo że ciągle widać zaniedbania z czasów ZSRR. Centrum nie za duże, więc nie ma potrzeby pokonywania kilometrów by obejrzeć najważniejsze miejsca. Na samym wstępie miałem mały problem, zajechałem na parking kolo McDonalda ale tam pozwalają za darmo stać tylko 30 minut, zdecydowanie za mało. Kawałek dalej parking płatny ale tylko SMSami i to z estońskiego numeru. Żadnego człowieka, żadnego parkomatu, tylko tablica informacyjna. Później w centrum widziałem więcej takich parkingów. Na szczęście to miejsce jakie wypatrzyłem wcześniej na GE miało parkomat. Zasady proste - do 60 minut za darmo, za każda godzinę = 1E, a za 5 E - cały dzień (czyli od 8 do 18). Parking widać znany kamperowcom, bo rano byłem ja jeden, ale jak wróciłem po południu, to stały już trzy inne kampery - Francuz, Fin i Niemiec.
Smutne myśli mnie naszły gdy zobaczyłem w samym centrum, w części wydzielonej tylko dla pieszych taki pomnik:
Pomyślałem sobie, że u nas, w Polsce, od razu podniesiono by krzyk i to co najmniej z trzech powodów:
1. publiczne prezentowanie golizny czyli demoralizacja,
2. pomnik przedstawia osobę dorosła i dziecko - więc pedofilia
3. ma dodatek - są to dwa osobniki tej samej płci, więc reklama homoseksualizmu.
Na szczęście estończycy nie maja aż tak "wielkich i ważnych" problemów i pomnik sobie spokojnie stoi i na nikim nie robi wrażenia.
Po Tartu, po którym przy dzisiejszym słońcu ciężko się chodziło, mimo dużej ilości zielenie dającej trochę chłodu, pojechałem do Alatskivi, gdzie jest ładny, w maju tego roku odremontowany zamek. Później jeszcze podjechałem do Kallaste, a tam są ciekawe czerwone klify.
Nocuje na campingu Willipu, ok 5 km od Kallaste.
Moja lokalizacja: N 58° 38.683 E 027° 9.950
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 100 km. Mapka trasy.
18:45
Smutne myśli mnie naszły gdy zobaczyłem w samym centrum, w części wydzielonej tylko dla pieszych taki pomnik:
Pomyślałem sobie, że u nas, w Polsce, od razu podniesiono by krzyk i to co najmniej z trzech powodów:
1. publiczne prezentowanie golizny czyli demoralizacja,
2. pomnik przedstawia osobę dorosła i dziecko - więc pedofilia
3. ma dodatek - są to dwa osobniki tej samej płci, więc reklama homoseksualizmu.
Na szczęście estończycy nie maja aż tak "wielkich i ważnych" problemów i pomnik sobie spokojnie stoi i na nikim nie robi wrażenia.
Po Tartu, po którym przy dzisiejszym słońcu ciężko się chodziło, mimo dużej ilości zielenie dającej trochę chłodu, pojechałem do Alatskivi, gdzie jest ładny, w maju tego roku odremontowany zamek. Później jeszcze podjechałem do Kallaste, a tam są ciekawe czerwone klify.
Nocuje na campingu Willipu, ok 5 km od Kallaste.
Moja lokalizacja: N 58° 38.683 E 027° 9.950
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 100 km. Mapka trasy.
niedziela, 17 lipca 2011
Estonia
Wjechałem do Estonii - jestem tutaj pierwszy raz. Język tak samo "inny" jak łotewski, ale podobno 25% ludności tutaj to Rosjanie, więc z porozumieniem się po rosyjsku nie powinno być kłopotów.
Kartę telefoniczna udało mi się kupić ale jeszcze jej nie testowałem. Drugi raz dzisiaj korzystam z darmowego WiFi (restauracja w Sangaste i restauracja w Polva - same się reklamują, że maja internet).
Estonia sprawia wrażenie kraju jeszcze bardziej pustego niż Łotwa, ale nie ma się co dziwić, bo gęstość zaludnienia ma najmniejszą z wszystkich krajów przybałtyckich.
HA HA HA karta którą kupiłem za 2,95E działa z ustawieniami z Orange :) Szkoda tylko, że nie ma możliwości kupienia pakietów internetowych (jak na Litwie czy Łotwie) a za 1 MB będę płacił 0,10 E więc to co mam na karcie starczy na ok 30 MB tylko. Mogę mieć darmowy i nielimitowany dostęp do sieci przez 30 dni jeśli będę miał na karcie co najmniej 15E (60 zł) - trochę drogo :(
18:30
Poznawanie Estonii rozpocząłem, od starego, nieczynnego już na szczęście przejścia granicznego w miastach Valka-Valga. Samo miasto zostało podzielone na dwa w 1920 roku, po tym, jak ogłoszono niepodległość Łotwy. Dziwnie i całkowicie nienaturalnie wygląda takie miasto podzielone na dwa, odrębne kawałki - jak np Cieszyn. Samo miasteczka (miasteczka) - ciche, spokojne, niewiele w nich ciekawego do zwiedzania, a na stacji benzynowej nawet nie mieli żadnych kart SIM do telefonu.
Pierwszy przystanek - Sangasta ze ślicznym zameczkiem podobnym do tego z Windsoru. W zamku muzeum (nie zwiedzałem, pewnie nic odkrywczego tam nie ma), koło zamku dostojne stare dęby i park z jeziorkami. Niestety, komarów tez sporo i wejście między drzewa mocno utrudnione. W zamku było właśnie jakieś wesele więc sporo młodych ludzi, rozweselonych, trąbiących klaksonami i wesoło spędzających czas. Na parkingu pod zameczkiem stał samochód osobowy, z Polski - o dziwo, z białostocka rejestracją :)
Następny przystanek, to muzeum sprzętu do budowy dróg i równocześnie muzeum poczty estońskiej. Podobno najpopularniejsze muzeum tej części Estonii. Widać, że sporo ludzi z dziećmi tutaj na niedzielę przyjechało. Na parkingu sporo samochodów, pojawił się jeszcze jakiś rajd starych i małych samochodzików, w tym strasznie dziwne trzykołowce - Messerschmitt (nigdy takich nie widziałem). Na końcu albumu ze zdjęciami wstawiłem dwa filmiki z ich odjazdu z parkingu.
Pogoda ciężka, temperatura koło 30 stopni, raz słoneczko raz chmury, duszno. Dojechałem do Polva i ..... zastrajkowałem, dzisiaj dalej nie jadę. W centrum, koło kościoła, prawie nad jeziorem, duży sklep a miedzy nim a jeziorem duży parking z latarniami, na którym osiągalny jest sygnał WiFi z sąsiedniej knajpy. Co ciekawsze, przy parkingu stoi skrzynka elektryczna i na zewnątrz ma zamontowane gniazdka prądowe :)
Ale nie będę się zachowywał, jak niektórzy rodacy - nie podłącze się by ciągnąć prąd za darmo, bez przesady :)
Moja lokalizacja: N 58° 3.307 E 027° 3.333
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 130 km. Dzisiejsza trasa.
Kartę telefoniczna udało mi się kupić ale jeszcze jej nie testowałem. Drugi raz dzisiaj korzystam z darmowego WiFi (restauracja w Sangaste i restauracja w Polva - same się reklamują, że maja internet).
Estonia sprawia wrażenie kraju jeszcze bardziej pustego niż Łotwa, ale nie ma się co dziwić, bo gęstość zaludnienia ma najmniejszą z wszystkich krajów przybałtyckich.
HA HA HA karta którą kupiłem za 2,95E działa z ustawieniami z Orange :) Szkoda tylko, że nie ma możliwości kupienia pakietów internetowych (jak na Litwie czy Łotwie) a za 1 MB będę płacił 0,10 E więc to co mam na karcie starczy na ok 30 MB tylko. Mogę mieć darmowy i nielimitowany dostęp do sieci przez 30 dni jeśli będę miał na karcie co najmniej 15E (60 zł) - trochę drogo :(
18:30
| Na granicy jest strażnica ... |
Następny przystanek, to muzeum sprzętu do budowy dróg i równocześnie muzeum poczty estońskiej. Podobno najpopularniejsze muzeum tej części Estonii. Widać, że sporo ludzi z dziećmi tutaj na niedzielę przyjechało. Na parkingu sporo samochodów, pojawił się jeszcze jakiś rajd starych i małych samochodzików, w tym strasznie dziwne trzykołowce - Messerschmitt (nigdy takich nie widziałem). Na końcu albumu ze zdjęciami wstawiłem dwa filmiki z ich odjazdu z parkingu.
Pogoda ciężka, temperatura koło 30 stopni, raz słoneczko raz chmury, duszno. Dojechałem do Polva i ..... zastrajkowałem, dzisiaj dalej nie jadę. W centrum, koło kościoła, prawie nad jeziorem, duży sklep a miedzy nim a jeziorem duży parking z latarniami, na którym osiągalny jest sygnał WiFi z sąsiedniej knajpy. Co ciekawsze, przy parkingu stoi skrzynka elektryczna i na zewnątrz ma zamontowane gniazdka prądowe :)
Ale nie będę się zachowywał, jak niektórzy rodacy - nie podłącze się by ciągnąć prąd za darmo, bez przesady :)
Moja lokalizacja: N 58° 3.307 E 027° 3.333
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 130 km. Dzisiejsza trasa.
sobota, 16 lipca 2011
Łotwa - dalszy ciąg
| Jedna z rzeźb w galerii |
| Cesvaine |
Kolejny przystanek - Gulbiene i jego "Biały Pałac". Niestety - w stanie złym, widać, że przez wiele lat niszczał. Teraz przykryty folią od góry i osłonięty siatką, stoi smutny i zdewastowany.
Skręcam na zachód - kierunek Smiltene. Po drodze kolejna ciekawostka turystyczna - pomnik diabła wykuty w kamieniu. Wiąże się to z jakąś legendą, ale informacja na tablicy stojącej obok była tylko po łotewsku - szkoda :( W Smiltene trafiłem na jakąś imprezę, chyba koncert w miejscowym amfiteatrze - bilety po 4 Lvl więc sobie odpuściłem.
Na nocleg zajechałem na camping Kalbakas. Miłe miejsce ale niezbyt przystosowane do kamperów. Prąd dostałem, z jakiejś dziwnej szafki, serwisu kampera nie widać nigdzie. Jest za to budyneczek z WC, kuchnią, pokojami na gorze dla gości, na dole salon z TV, prysznic i nawet bania :) I dużo różnych zwierzaków kręcących się dookoła, bo jest to normalna wiejska zagroda, w której część terenu przeznaczono na camping.
Przywitał mnie dalmatyńczyk, ale pogłaskać się nie dał - poszedł sobie i nawet nie mam go na zdjęciu. Jest kogut z kurami, po podwórku biega mały króliczek, są koty, w tym trzy maluszki. I nawet cielaki zainteresowały się moim kamperem, lecz na mój widok - uciekły.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)