czwartek, 30 czerwca 2011

Okolice Ostródy

Dzisiejszy dzień zaczęliśmy śniadaniem skoro świt czyli kolo 11 :) Później częściowe pakowanie (większe rzeczy jak stolik, foteliki itp zostały na polu namiotowym) i podjechaliśmy do parku linowego w Starych Jabłonkach.Adam spisał się świetnie - przeszedł trasę w dobrym czasie bez żadnego błędu. Ja miałem radochę obserwując jego walkę o zachowanie równowagi.
Po tych zabawach pojechaliśmy do Ostródy - zobaczyć stary zamek krzyżacki i jego muzeum (bardzo skromne), zorientować się jak to jest z rejsami statków z Ostródy do Starych Jabłonek no i zrobić kolejne zakupy (owoce i warzywa wyjątkowo szybko znikają).

Dzisiejsze zdjęcia Adama są TUTAJ. Dołożyłem jeszcze dwa filmiki (są teraz ostatnie - polecam :) )


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 25 km.

środa, 29 czerwca 2011

Pod Sosnami

Ciepło, słonecznie, wiatr co prawda wieje ale wśród drzew w ogóle go nie czuć. Śniadanie zjedliśmy koło 10, chociaż ja tradycyjnie wstałem przed 6 :)Później spacer do sklepu po zakupy (zapomniałem o cukrze, wczoraj musiałem pożyczać od gospodarza pola namiotowego) i słodkie lenistwo. Na obiad karkówka przygotowana przez Gośkę - wyśmienita. Poobiednia siesta połączona z nauka mnie gry w Macao (Adam spuścił mi niezłe lanie). Teraz wybieramy się NAD i DO wody - postraszyć miejscowe rekiny.


Dzisiejsze fotki. Mruczek odpoczywa.

wtorek, 28 czerwca 2011

Mazury

Hej, Mazury, jak wy cudne!
Gdzie jest taki drugi kraj!
Tu zapomnisz chwile trudne,
Tu przeżyjesz życia maj.
 
Śpiewało się tak kiedyś w czasach studenckich - teraz mam możliwość sprawdzenia tego osobiście.
Na ten kilkudniowy wypad nad jeziora zaprosiłem Adama - młodszego syna Gośki i Wieśka. Dlatego też zdjęcia są w dwóch różnych albumach. Dzisiejsze zdjęcia Adama można pooglądać TUTAJ, moje tradycyjnie w stopce tego postu.



Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 300 km. MAPA

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Półeczka

Wreszcie mam, doszła po dwóch tygodniach czekania, ale jest i już zamontowana. Nie wiem, jak to się będzie trzymało (tylko paski taśmy przylepnej) ale najwyżej będę podklejał własną taśmą. Nie chce, przy najmniej na razie, dziurawić Mruczka jakimiś wkrętami - może się uda :)

piątek, 17 czerwca 2011

Białowieża

Noc minęła spokojnie, chociaż pod samym kocem i bez włączonego ogrzewania - było trochę zimno. Puszcza to jednak niezła lodówka. Pochodziłam sobie trochę po całym terenie - pojawiły się dwie nowe lokomotywy, wyczyszczone, odmalowane. Są tez nowe wagony - widać że przerabiają je na mieszkalne Poznałem też sympatyczne kocisko (podobno przybłęda).
Na śniadanie przeniosłem się na parking na uroczysku Stara Białowieża czyli Szlak Dębów Królewskich. Cisza, spokój, tędy samochodów jeździ na prawdę niewiele. Kilka lat temu zmieniono i to miejsce - teren powiększono, zrobiono przyzwoity parking i nową bramę wejściową.
Pogoda się psuje, trzeba wracać. Białystok powitał mnie deszczem.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 90 km. MAPA 

czwartek, 16 czerwca 2011

A jednak Carska

Zrezygnowałem z testowania noclegu pod PTTKiem. Ciemno, żadnej latarni, co prawda jest lampa z czujnikiem ruchowym, ale na budynku i dopiero jak ruszyłem z miejsc Mruczkiem - zapaliło się światło. Na dodatek, z pobliskich ławeczek dobiegały coraz głośniejsze śmiechy i rozmowy różnych ludzi, nie wiadomo co by im do głowy przyszło jak skończą swoje napoje. Podjechałem więc te 3 km do dawnej stacji kolejowej Białowieża-Towarowa czyli obecnej restauracji Carskiej, gdzie w zeszłym roku obchodziliśmy Wielkanoc :) parkin prawie pusty (tylko dwa osobowe auta stoją), oświetlony, ludzie w restauracji a nie po krzakach siedzą - zdecydowanie spokojniej i bezpieczniej.
Tamto miejsce jest bardzo dobre  gdy chce się w ciągu dnia zaparkować samochód blisko Nivy i w dodatku za darmo. Trzeba tylko wiedzieć, którędy wjechać :)
Współrzędne tamtego  parkingu to: N52°42.175, E023°50.794

W krainie żubra

Postanowiłem wyskoczyć na krótko do Białowieży. Przy takiej dusznej i upalnej pogodzie tylko puszcza może dać trochę wytchnienia i oddechu. Pojechałem trochę dłuższa trasą, przez Bielsk Podlaski mając w planie  odtworzenie swoich dwóch skrzynek z GC. Pierwszy postój przy moście w Ploskach, niestety stare i malownicze wierzby które rosły przy samej drodze powycinano i posadzono nowe, młodziutkie drzewa. Poźniej krótki spacerek po parku w Bielsku Podlaskim i dalej do Białowieży. Tradycyjny już postój pod hipermarketem w Hajnówce - trzeba coś kupić na kolację i jutrzejsze śniadanie. I wreszcie puszcza.  W Zwierzyńcu miłe zaskoczenie - usunięto słupki zagradzające wjazd na parking  gdzie kilka lat temu spłonęła restauracja, jacyś ludzie wycinali trawę która cały plac zarósł - może coś tam będzie z myślą o turystach.
Jadę przez Grudki w stronę przejścia granicznego. Około 1,5 km od szlabanu - znak, zakaż ruchu wszelkich pojazdów więc Mruczek zostaje na poboczu a ja spacerkiem w stronę "końca Europy" :)
Przejście zmieniło się nie do poznania. Pamiętam, że zaraz po uruchomieniu go stały tylko jakieś szare kontenery i wyglądało to niezbyt ciekawie.  Teraz - zadbany teren, ładny budynek, wszystko dokładnie ogrodzone, oznakowane, robi wrażenie. Obserwuje zza szlabanu jakichś ludzi którzy właśnie się odprawiają.
Po obfotografowaniu i pooglądaniu wracam do Mruczka, chwilę się w nim grzebię i gdy chcę ruszać, podchodzi do mnie dwóch panów (tych z przejścia granicznego, widać że ojciec z synem) i zagadują czy nie mógłbym ich podwieźć.

Dałem się namówić i w ten sposób Mruczek po praz pierwszy wiózł  "autostopowiczów" Bardzo ciekawe towarzystwo - duńczycy, z Kopenhagi :) Na piechotę, przez Puszcze po stronie Białoruskiej do Polski planują trochę pozwiedzać nasz kraj i później POWRÓT samolotem z Warszawy do Kopenhagi.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 110 km. MAPA  

czwartek, 2 czerwca 2011

Ostra Brama

Na prawdę warto wybrać się na ranna msze św. w Ostrej Bramie (odprawiana jest po polsku). Tego pięknego języka polskiego, z wileńskim zaśpiewem trzeba koniecznie posłuchać. Dzisiejszą mszę św. odprawiało dwóch kapłanów - jeden ewidentnie miejscowy (to było słychać) drugi - Polak. Zaraz po mszy pojawił się już w cywilnym ubraniu, z plecakiem, przewodnikiem w jednej ręce i aparatem foto w drugiej. Spotkałem go później na mieście jeszcze kilka razy.
Pogoda obłędna - parno, duszno, gorąco, termometry lokalne pokazuje ok 29 stopni - trudno  w taką pogodę łazić po mieście.Rano pojechałem trolejbusem do dworca, później na nogach do Ostrej Bramy. Po mszy zszedłem głównym traktem do zamku. Na prospekcie Gedymina zjadłem obiadek i wsiadłem w pierwszy autobus jadący na STOTIS (czyli dworzec) a tam przesiadka w trolejbus 16 i na camping. Mruczek jak na patelni, wygrzany, prawie usmażony. Szybko uciekłem z campingu i stoję teraz zaraz obok targów ale przynajmniej w cieniu. Jak chwilę odsapnę - w drogę, najpierw Troki a później, na nocleg - do Augustowa.



Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 230 km. 

środa, 1 czerwca 2011

Upalne Wilno

Gorąco, słonecznie, wręcz upalnie. Godzinę temu nawet grzmiało, ale wygląda na to, że przejdzie bokiem.
Rano, po śniadaniu ambitnie postanowiłem zdobyć wieżę TV, na własnych nogach. Wjazd na górę - 21 Lt (dorosły) ale widok wart tej ceny. Miasto ogląda się z wysokości 160 m nad poziomem ziemi a przecież wieża stoi na wzniesieniu więc dodatkowo widok wspaniały. Można oglądać na stojąco ale są też stoliki (bar czy raczej restauracja) na podeście, w kształcie pierścienia, który powoli się przesuwa, więc wolno jedząc czy pijąc można nie ruszając się od stolika zobaczyć wszystko dookoła.
Wracając z góry po drodze, było kilka geocachy :) Trochę odpocząłem w kamperku i postanowiłem ruszyć do centrum, ale już nie na nogach, nie komunikacja miejską (pojedynczy bilet kosztuje 2,5 Lt, bilet 24 godzinny aż 13 Lt). Najpierw podjechałem Mruczkiem do dzielnicy Zwierzyniec (chyba  - hehehe) i trochę pochodziłem, później zajechałem na sam rynek, zaparkowałem koło ratusza i po wypiciu obowiązkowej kawy - krótka (parkowanie w samym centrum - 6Lt za godzinę) włóczęga po starówce.
Powrót na camping, dzisiaj już trzeba zapłacić, prysznic i odpoczynek przy komputerze.
Pierwsza (wczorajsza) noc na camping - za darmo, dzisiaj zapłaciłem 56 Lt więc średnio wychodzi 28 Lt za noc - drożej niz na parkingu koło katedry ale za to z WC, prysznicem, prądem. Szkoda tylko że daleko do centrum ale trudno.

Wilno

Cały wczorajszy wieczór walczyłem o sieć. Tradycyjnie, na WiFi, zgłaszała mi się Zebra. Była też strona informacyjna, nawet po angielsku,  że za 5 Lt mogę mieć 24 godzinny dostęp do sieci, muszę tylko wysłać SMSa na podany nr. Żeby nie było za pięknie - SMS musi być wysłany z nr litewskiego, czyli trzeba kupić litewską kartę do telefonu. Podjechałem na najbliższą stacje benzynową, kupiłem Tele2 za 4,5 Lt.
Fajnie myślę, zaraz będzie internet. Ale FIGA, to byłoby za proste. Karta niby działa, ale dostaje komunikat ze wysłanie SMSa na nr Zebry "nie powiodło się". Zabieram się więc za czytanie ulotek do tej karty (dołączają po litewsku, rosyjsku i angielsku) i okazuje się, że mogę mieć internet w całkiem rozsądnej cenie - 0,9 Lt (czyli ok 1 zł) za 1 MB transmisji. Roaming w Orange to 20 zł za 1 Mb - różnica zasadnicza :)
Ale żeby nie było za prosto - łączyć się nie chce. Wysyłam SMSa z prośba o konfigurację - dostaje  odpowiedź (tylko po litewsku), że mój modem/telefon nie jest przystosowany do transmisji GPRS - heheheh. Dzięki pomocy Ewy (DZIĘKUJĘ jeszcze raz) skonfigurowałem ręcznie modem i szczęśliwie się połączyłem. W ulotce doczytałem też, że można wykupić sobie pakiet internetowy - w moim przypadku 7 dniowy, za 2,5 Lt na 20 Mb. Wysłałem SMSa i w odpowiedzi wyczytałem, że mam ..... 150 MB  - NIC NIE ROZUMIEM :) Grunt, że działa.I wygląda na to, że za 4,5 Lt (ok 5 zł) będę miał dostęp do sieci do 7 dni, przy niezbyt dużej transmisji.
Nazwa karty to PILDYK a o warunkach, kodach i taryfach napisali TUTAJ.
Po spokojnej nocy zabrałem się za problemy z prądem. Jak zwykle, okazało się, że to drobiazg - wyskoczył jeden kabelek. Docisnąłem i znowu działa. Uffff


Dzisiejsze fotki. Postój.

wtorek, 31 maja 2011

Na Litwie

Oczywiście, wyjazd bez przygód różnego rodzaju nie byłby ciekawy.
Najpierw okazało się, że moje gniazdko elektryczne w kamerze przestało działać. Szczęśliwie gniazdko koło TV działa, więc prąd do kompa jest.
Później miałem spotkanie "trzeciego stopnia" z litewską drogówka. Zagapiłem się i przejechałem przez teren zabudowany z prędkością 85, zamiast 50 km/h. Jak mi panowie pokazali cennik, minę miałem niewesołą - od 400 do 600 Lt. Wstępnie proponowali 500 Lt ale mój dar przekonywania ludzi (jeden całkiem nieźle mówił po polsku) okazał się skuteczny i skończyło się na pouczeniu. UFFFF :)
Dojechałem wreszcie do Wilna, na znany parking a tu ..... zmiany zmiany zmiany. Ceny co prawda takie jak w zeszłym roku (20 Lt za kampera za 24 h) ale żywej duszy nie ma, zamiast pracownika który pilnował postawiono automat, tylko na monety. Szlaban podniesiony do góry, kilka samochodów osobowych, żadnych kamperów czy autobusów - trochę strach tak zostawiać Mruczka samego.
Postanowiłem więc przenieść się na Vilnius Camping. GPS doprowadził mnie na miejsce a tu - zamiast campingu  jakies nowe centrum kongresowe. Pytam jednego, drugiego tubylca - nikt nic nie wie. Zacząłem więc krążyć i nagle, na trawce za centrum zobaczyłem kilka kamperków. Okazuje sie ze camping "budują" to znaczy prąd już jest, internetu nie ma ale są szanse że może jutro zrobią, kontenery sanitarne stoją i nawet podobno dziłają, administracji nie ma, płot się właśnie buduje. BO jak mi powiedziano, camping ma być czynny od jutra ale już dzisiaj nocować można (ciekawe, za ile - hehehe).Stoi kilka kameprów francuskich i jeden włoski no i Mruczek.
Najgorsze jest to, że do centrum kilka kilometrów.  
Dzisiaj pewnie już nie będzie mi się chciało iść.

To na razie - tyle, ciekawe ile połknie roaming by wysłać ten tekst (zdjęcia uzupełnię, jak będę miał jakąś rozsądną sieć)

Do Wilna

Podobnie, jak w zeszłych latach, tak i w tym roku ,chcę 2 czerwca byc w Wilnie, w Ostrej Bramie. Wodę i paliwo zatankowałem kilka dni temu, więc dzisiaj tylko wsiąść i jechać. Wczoraj po południu włączyłem lodówkę (w zamrażalniku było +20), dzisiaj, po 20 godzinach na gazie temperatura spadła do -10, czyli ładnie działa  na gazie :)
Pojechałem, tak jak poprzednio, przez Knyszyn - przy tym upale stanie w korkach jest zupełnie bez sensu.  Krótki postój w Augustowie na małe zakupy i drugie śniadanie i Mruczek od razu znalazł sobie towarzystwo :)




Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 300 km.

niedziela, 29 maja 2011

Czomolungma

Czomolungma czyli Mont Everest została zdobyta po raz pierwszy przez Nowozelandczyka Edmunda Percivala Hillarego oraz Norgaya Tenzinga – Szerpa z Dardżylingu dnia 29 maja 1953 roku czyli dokładnie 58 lat temu. Rocznice tę postanowiłem uczcić schłodzonym Olaszrizlingiem znad Balatonu :)

środa, 25 maja 2011

Małe zmiany techniczne

Wprowadzam zmiany w wyglądzie tego blogu.
Chciałem początkowo dać dynamiczne mapki bezpośrednio w tekstach, ale doszedłem do wniosku, że będzie to znacznie zwalniało ładowanie się strony, co gdzieś w terenie, przy słabej szybkości łącza, może być mocno denerwujące. Mapka każdego dnia będzie dostępna jako link, na dole posta (otworzy się w nowym okienku).
Podobnie ze zdjęciami - będą otwierały się w nowych okienkach, by można było czytając tekst oglądać też zdjęcia.

piątek, 20 maja 2011

Augustów

 Noc pod opieką króla Zygmunta Augusta minęła spokojnie. Pogoda zapowiada sie śliczna chociaz wczoraj wieczorem była nawet mała burza - trochę grzmiało, trochę popadało. Rynek zmienił się nie do poznania - kilka lat temu zapuszczony, zaśmiecony - teraz nowa nawierzchnia, trawka zadbana, kosze, ławki i nawet czynna fontanna z własnym programem "sikania".
Spacerki o godzinie 6 rana maja swój urok, cicho, pusto, spokojnie, tylko łabędzie, kaczki i spacerujące pieski można spotkać.Wypatrzyłem sympatyczne miejsce (ślepa uliczka zakończona sporym asfaltowym placem nad sama wodą) w sam raz na kilkugodzinny postój kamperkiem, ale w ciągu dnia. W nocy jednak bezpieczniej się czuję gdzieś w centrum, pod latarnią, najlepiej koło poczty czy nawet posterunku policji.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 100 km. Mapka trasy

czwartek, 19 maja 2011

Kowno

Noc na rynku, pod ratuszem przeszła w miarę spokojnie chociaż okazało się, że rynek jest ulubionym miejscem spotkań młodych Litwinów. Przyjeżdżali samochodami, z włączoną "młockarnią", czyli UMPA UMPA na cały regulator i tak prawie do pierwszej w nocy. Ranek przywitał mnie śliczna pogodą, dzień zapowiada się ładny.
Niestety, wszystko wskazuje na to że nie będę mógł tutaj zostać. Panowie ochroniarze inne samochody, które chcą parkować  - wyganiają. Trzeba będzie się chyba wynieść na parking pod zamkiem a tam, nie mam pojęcia jak będzie z dostępem do sieci. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić jeszcze kilka fotek Mruczka, nim stąd odjadę.


Strona oficjalna festynu
Przeparkowałem się pod muzeum ale widzę, że tutaj tez długo nie postoję. Samochody stojące obok mają taką karteczkę za wycieraczka.
Przed 11 tutejszego czasu trzeba będzie się wynieść.

8:30 (9:30 czasu miejscowego)
No i po słoneczku, zachmurzyło się, pada, pogoda nie zachęca do chodzenia po mieście. Siedzę i myślę, co dalej. Na razie kończę śniadanie: węgierska kiełbasa, na polskim chlebie, z czeskim chrzanem popijana herbata na litewskiej wodzie - MNIAM MNIAM :)

10:15 (11:15)
Zrobiłem mały spacerek na druga stronę Niemna. Niestety, kolejka na gorę z ładnym widoczkiem na starówkę nieczynna. Stragany powoli zaczynają działać, dużo fajnych, regionalnych pamiątek (a nie ta chińszczyzna, która opanowała większość sklepów). Mruczek ma nowego kolegę - pręgowane, lniane kocisko.
A ponieważ byłem pierwszym kupującym w tym straganie - dostałem prezent - dwa fajne lniane bieżniki na stolik - w sam raz będą pasowały do kamperka. 

21:30
Dookoła kamperka ciągle krążyli panowie z ochrony i nawet policji.Prawdopodobnie byli przekonani ze to kogoś z wystawiających na rynku :) Nie chciałem dłużej ryzykować i postanowiłem przenieść się na parking pod zamkiem. Tam okazało się, że parking zamknięty, tylko dla VIPów jak mnie poinformowały sympatyczne dziewczyny pilnujące wjazdu. Na przeciwko, na dworcu autobusowym dało się stanąć (bo z okazji festynu nie był czynny) ale też zaczął wzbudzać wielkie zainteresowanie różnych służb. Wyjazd ze starówki to droga w jedna stronę, drugi raz do poniedziałku pewnie nie da się wjechać bez specjalnej przepustki. Doszedłem do wniosku, że co chciałem zobaczyć, zobaczyłem a resztę sobie daruję. Camping w Kownie jest ok 5 km od starówki i koszt za jedna noc kamperem to ok 55 zł - przesada :)
Jadę więc dalej - kierunek, Park Regionalny Nemuno Kilpu (Zakola Niemna). Najpierw Birsztany - kurort podobny do Drusgiennik ale trochę mniej oblegany. teraz tam cisza, spokój, totalnie nic się nie dzieje. następnie Punia i śliczny widok ze stromego wzgórza nad Niemnem.
Pogoda zmienna - raz słoneczko i prawie upał, za chwile chmury i deszczyk. Zmęczyło mnie to wszystko i jadę w kierunku domu. Kilometr przed Augustowem niespodziewane spotkanie. Prawie na szosie stoi sobie łoś i spokojnie obgryza gałązki :) Zatrzymałem się, wyskoczyłem z kampera i pstrykam, a ten się w ogóle mną nie przejmuje, nie reaguje też na inne samochody. Wreszcie mu się znudziło pozowanie i poszedł w las. Postój na nocleg na rynku w Augustowie.


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 130 km. Mapka trasy

środa, 18 maja 2011

Na Kowno !

Tak pokrzykiwał Piszczyk w filmie Zezowate Szczęście. To moje drugie podejście do tego miasta, w 2009, jeszcze Sienką, nie udało się.
Noc minęła spokojnie, nie ma to jak się zmęczyć fizycznie, wtedy nic się nie śni, żadne myśli nie przeszkadzają, po prostu się śpi :) Przejechałem brzegami Szelmentu Wielkiego do Szypliszek, tankowanie (4,95 więc przyzwoicie), kawusia i za chwilę na granicę. Po drodze Mariampol, a tam jest kilka geocachy

18:10
Dotarłem do Kowna i bez większych problemów zaparkowałem w samym centrum. Parking płatny (1 Lt za godzinę, do 17 tylko, później za darmo). Spacerek po starówce - na prawdę robi wrażenie. Oczywiście nie ma porównania do wileńskiej, jest o wiele mniejsza ale tez ma swój urok. Pamiętam, jak jechałem kilka lat temu do Wilna nocnym autobusem, starówka była ślicznie oświetlona, mam nadzieję, że dzisiaj pooglądam to z bliska.

19:00
Już wiem, co mnie tak ciągnęło do Kowna - super impreza (wg organizatorów), czyli kilkudniowe międzynarodowe dni hanzeatyckie połączone z urodzinami miasta. Jarmark z różnościami, walki rycerzy, koncerty muzyczne, balony a na zakończenie, 22 super pokaz ogni sztucznych (niestety, tego nie zobaczę, bo muszę wracać w sobotę).


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 120 km. Mapka trasy

wtorek, 17 maja 2011

Kierunek - Suwalszczyzna

Mimo nie najlepszych prognoz pogody (chociaż obiecują, że będzie się poprawiać) ruszyłem na północ. Wyjazd  z Białegostoku na Augustów jest ciężki, roboty drogowe skutecznie tamują ruch, pojechałem więc przez Knyszyn i Korycin. Tylko 3 km więcej, droga taka sobie ale za to przejezdna, nie trzeba stać w korku. Po krótkim postoju w Białobrzegach, koło starego młyna, kolejny postój w Augustowie, pod hipermarketem.
Po obowiązkowej herbatce - kierunek Lazdijaj (jest tam kilka geocachy do zaliczenia). a później Smolniki - jest tam, jak wynika z danych w internecie, całkiem fajny i tani (5 zł człowiek, prąd, 4 zł, kamper za darmo) camping.

17:00
Jestem w Szypliszkach. Komfort - nie taki jak jeszcze dwa czy trzy lata temu. Na parkingu dostępne darmowe sieci WiFI :)  Pogoda taka sobie - pochmurno, na szczęście nie pada. Szukałem bankomatu "z żubrem" ale wydaje się, że na północ od Suwałk - nie ma :)

18:30
Do Suwałk na szczęście tylko 18 km, bankomat zaliczony. Przez Jeleniewo do  rezerwatu Rutka czyli na wielkie kamienisko. Kolejny Earthcache i miła niespodzianka. Stoję sobie na małym parkingu koło tablic informacyjnych rezerwatu i też jest WiFi - pewnie z agroturystyki która jest po drugiej stronie szosy

Dojechałem do Smolnik, wioska wygląda ładnie, własny taras widokowy (płatny), sklepik z  knajpką i stolikami pod sosnami. Tylko że o żadnym campingu tutaj nikt nie słyszał :) Jest miejsce na namioty ale dojazd zupełnie nie dla  campera. No i jeszcze nie jest czynne. Wróciłem więc na "kamienisko" czyli do Rutek, stanąłem na podwórku tej kwatery agroturystycznej (20 + 5 za podłączenie do prądu) i mam spokój.
Miało być upalnie (są chmury i pada), miał być tani camping nad jeziorem  (nie ma) - realizuje więc plan B, czyli to co wykrzykiwał Piszczyk w Zezowatym Szczęściu - NA KOWNO !!


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 280 km. Mapka trasy

środa, 11 maja 2011

Supraśl

Dzień bez kampera jest dniem straconym :)

Pogoda śliczna, praktycznie upał, stwierdziłem, że nie ma sensu siedzieć w czterech ścianach. Postanowiłem więc wyskoczyć chociaż na chwilę gdzieś poza miasto - wybór padł na Supraśl, uzdrowisko pod Białymstokiem. Po drodze zatrzymałem się na chwilę przy sklepie z używanymi rzeczami z Holandii, nazywanym popularnie "Wiatraki". Kupiłem sobie fajną koszulę z krótkimi rękawami i dużymi kieszeniami :) Do tego trzy różne worki - w sam raz na skarpety, bieliznę itp do kampera (już mnie zaczęły denerwować te reklamówki w jakie to pakowałem). Jako, że trafiłem na okresową przecenę, za wszystko zapłaciłem 5 zł :)
Supraśl wygląda coraz ładniej, nie tylko z powodu świeżej, wiosennej zieleni ale pracy włożonej w uporządkowanie terenu. Monastyr już z zewnątrz cały odnowiony, pomalowany, bulwary nas rzeką wyglądają ślicznie ale niestety, komary już tez grasują. W planie miałem jakiś obiad ale w restauracji w centrum, koło Liceum Plastycznego - przeciętny obiad (zupa + drugie) - 30 zł. W Łukaszówce - podobnie. Ciekawe, że w Czechach, w kilku miastach, jadałem obiady (zupa + drugie+ Kofola) w cenie ok 100-120 koron (czyli jakieś 20 zł, raz zaszalałem i zapłaciłem 145 koron  - ale to i tak mniej niż w małym miasteczku jakim jest Supraśl. Komary i skąpstwo - zwyciężyło - na  późny obiad wróciłem do domu :)


Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 40 km. Mapka trasy

czwartek, 5 maja 2011

Prawie w domu

Po nocy spędzonej w Warszawie jadę dalej.
Najpierw zatrzymałem się w M1 na Targówku. Okazało się, że Decathlon zmienił siedzibę, przeniósł się na druga stronę trasy toruńskiej. Udało mi się kupić buty takie jakie chciałem i to za całkiem rozsądna cenę (140 zł).
Pogoda, jak przystało na wiosnę, na maj, czyli zimno, pochmurno i paskudnie :) Przed Wyszkowem spotkałem kamperka na fińskich numerach, skręcił na Łomżę. Moja ulubiona stacja benzynowa z barem (ROLBUD) między Wyszkowem a Zambrowem (ok 11 km od Zambrowa) rozbudowała się, ma teraz nawet część hotelową, barek się powiększył, ma nowy wystrój no i jest wolne WiFi :)

Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 190 km. Mapka trasy