wtorek, 15 października 2013

Na zachód

Kolejny słoneczny ale wietrzy dzień. W ciągu dnia temperatura dochodziła do 26 stopni  - sama przyjemność.
Przez Mohacs, gdzie trzeba było przeprawić się promem na druga stronę Dunaju do Peczu. Tutaj dwugodzinny postój, spacer po uroczej starówce i dalej w drogę w moje ulubione miejsce, czyli na termy gdzie woda śmierdzi ropa naftową ale bardzo dobrze na mnie działa., czyli Csokonyavisonta. Tutaj posiedzę co najmniej tydzień, więc następne wpisy będą dość monotonne.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 14 października 2013

Dalej, w drogę

9:00
Pół nocy walczyłem z bzykaczami. Nie tylko małe muszki się pojawiły wraz z ciepłym, powietrzem, komary też postanowiły pożerować na mnie. Za to na campingu już zima w pełni, wody na placu nie ma, wyłączyli, krany pootwierali, wyjadę chyba bez dolania wody bo nosić w konewce, z kuchni, nie mam ochoty.
Plan na dzisiaj: przez Szolnok i Kecskemet do Kiskunmajsa, gdzie jest camping i oczywiście termy. Miejsce to mocno zachwalali rodacy których spotkałem w Hajduboszormeny. Zobaczymy jak tam jest. Najwyżej przeniosę się kilka kilometrów dalej, do Kiskunhalas, na camping z termami, na  którym byłem w zeszłym roku.

19:00
Śliczną pogodę mam dzisiaj, można powiedzieć, że wreszcie "węgierską" - w Kecskemecie , o 14 termometr pokazywał nawet 27 stopni. Tutaj, w Kiskunmajsa, o 18 było już tylko 20.
Camping ładny, duży, kąpielisko widać że niedawno odremontowane. Wyobrażam sobie, co tutaj się dzieje w sezonie, jakie dzikie tłumy tu krążą. Liczą tutaj inaczej niż na innych termach, w opłacie za camping nie ma wejścia na termy - tam trzeba kupować bilet osobno.
Cena, jak się policzy wszystko razem - mniej więcej taka jak na  innych obiektach - gdybym siedział tutaj kilka dni, to za każdy zapłaciłbym niecałe 4 tys forintów.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 13 października 2013

Tiszafüred, niedziela

12:00
I skończyła się słoneczna pogoda, w nocy padało a teraz jest dalej ciepło ale pochmurno  i duszno.
Rano śniadanie, basen, zakupy i karmienie czarnego kota. Podszedł do mnie tubylec, mniej więcej w moim wieku i pogadaliśmy sobie. On oczywiście tylko po węgiersku ale i tak się rozumieliśmy, Tłumaczył mi, że en kot tutaj mieszka i że wszyscy go dokarmiają. Zresztą, jak kocisko skończyło moje jedzenie, podszedł inny facet, też z siwa głową i poczęstował kota kolejna porcją. Widać po futrze, że kocisko ma się dobrze.
Następny punkt programu dziennego, to "specjalistyczna gimnastyka" czyli zbieranie orzechów. Żeby zebrać ponad 100 trzeba wykonać kilkadziesiąt skłonów czy przysiadów - świetna gimnastyka na kręgosłup :)
Orzechów mam chyba ze trzy razy więcej niż zebrałem w zeszłym roku, dzisiaj po  nocnym deszczu przyniosłem całą reklamówkę.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 12 października 2013

Tiszafüred, sobota

Zrobiło się ciepło, prawie upalnie. W ciągu dnia termometr pokazywał nawet 24 stopnie. Po porannym basenie i śniadaniu wybrałem się na wycieczkę nad Tisze. Niestety, pojawiło się dużo małych muszek. Niby nie gryzą ale jazda na rowerze w chmurze tych owadów jest bardzo nieprzyjemne. Nie dość, że przyczepiają się do ciała i ubrania (co widać na zdjęciach) ale ciągle wpadają do oczu, nosa, ust - straszne. Wypadałoby chyba jeździć w masce.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 11 października 2013

Tiszafüred, piątek

10:00
Trochę powiało, chmury rozgoniło, w słońcu od razu wszystko wygląda ładniej i weselej. Dodatkowo wiatr pozrzucał sporo orzechów. Poranny spacer pod drzewami i nazbierałem koło 150. Dobrze ze zapobiegliwie zabrałem ze sobą torbę, inaczej musiałbym się wracać do kampera. W sumie mam już nazbierane jedną, pełna reklamówkę orzechów, będzie co łuskać przez zimę :)

20:00
Kilka dni temu w nocy bywały temperatury ujemne, teraz, już po zachodzie słońca termometr pokazuje +20. Wygląda na to, że taka pogoda utrzyma się jeszcze kilka dni.
Dzięki wiatrowi, mimo tego że nie jestem tutaj jedynym zbierającym orzechy - udało mi się dzisiaj sporo nazbierać: 150 rano, w południe ponad 100 i po południu kolejna 100. A na drzewach jeszcze sporo wisi.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 10 października 2013

Tiszafüred, mokry czwartek

12:00
Całą noc padało, teraz jakby trochę przestało. Wczoraj dojechały trzy nowe kamperki ale widać pogoda ich wystraszyła - dwa odjechały, z samego rana.
Taka pogoda ma swoje plusy: po pierwsze - na basenie pusto, dzisiaj przed południem moczyłem się sam. Mogłem spokojnie obserwować ciemny osad przesuwający się po dnie, słuchać bulgotanie z rur, którymi ciągle dopływa gorąca woda (efekty podobne jak w Csokonyavisonta). Poza tym, po nocnym deszczu pod drzewami dużo orzechów włoskich - deszcz je zrzucił a zbieraczy widać nie było. Spacer na basen  i mam kolejnych 55 orzechów (dwie pełne kieszenie szlafroka).
Za chwilę wybieram się do miasta na obiad i kolejną porcję winogron.




Dzisiejsze fotki.

środa, 9 października 2013

Tiszafüred, środa

10:30
Jak przyjechałem tutaj, na camping, koło mnie stały dwa kamperki i przyczepka. Wszyscy oczywiście to Niemcy. Kamperki już wyjechały, dzisiaj pakuje się sąsiad. Dwa inne niemieckie kamperki tez dzisiaj rano odjechały. Jak tak dalej pójdzie, to za dwa dni  będę jedynym lokatorem na campingu :)
Słońce nawet się pokazało na niebie ale na razie chłodno, termometr (przy ścianie kampera) pokazuje 12 stopni ale pewnie jest mniej. Wybieram się dzisiaj na druga stronę Tiszy, do Porosslo. Jak mi zabraknie sił iu ochoty - mogę wrócić pociągiem (całe 10 km), pociągi jeżdżą co dwie godziny.

21:00
Niesamowicie wygląda przyroda po pierwszych przymrozkach. Tam gdzie przeszła fala zimnego powietrza liście pożółkły, reszta nadal  jest zielona. Poza tym część drzew  pozmieniała kolor liści na czerwony czy wręcz ciemno wiśniowy. Trasa przez zalew Tiszy daje możliwość takich pieknych widoków - szkoda ze dzisiaj było pochmurno, w słońcu wszystko wyglądałoby jeszcze piękniej.
W Poroszlo byłem niezbyt długo - deszcz mnie wypłoszył i wróciłem pociągiem, za 250 ft (za rower znowu nikt nie chciał od mnie zapłaty).


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 8 października 2013

Tiszafüred, wtorek

11:00
Pogoda już nie taka słoneczna jak wczoraj, chmury, wiaterek i zimno.
Jako że restauracja na campingu jest już zamknięta, planuję spenetrować dzisiaj lokal w  centrum o dumnej nazwie NEMZETI ÉTTEREM. Mają dzienne menu w rozsądnej cenie 700 ft.
Internet to potęga :)

16:30
Obiad smaczny - rosół z makaronem, gulasz z kluseczkami i marynowanymi warzywami. Na deser oczywiście kupiłem sobie większa ilość winogron.
Pogoda się poprawiła, już tak nie wieje, mniej chmur na niebie, więc się trochę pokręciłem na dahonku po mieście.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 7 października 2013

Tiszafüred

Ładny, słoneczny dzień za mną ale chociaż słońce świeciło jak latem, to chłodne powietrze dawało o sobie znać, nawet przy niezbyt szybkiej jeździe na rowerze. Rano małe zakupy, śniadanie, basen a później na rowerze spenetrowałem trochę  wał przeciwpowodziowy nad Cisa.
Restauracja na campingu już nie działa więc obiad zjadłem w kamperze - puszkowe leczo z kiełbaską i ryżem.Później kolejna wyprawa nad Cisę i wieczorne moczenie w basenie.
Trzeba będzie kiedyś tutaj przyjechać jak jeszcze te wszystkie lokaliki i knajpki będą otwarte.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 6 października 2013

Tisza czyli Cisa

Niedzielny program artystyczny w Tokaju miał się zacząć o 14 (kiedyś trzeba odespać) więc pojechałem dalej. Camping w Tokaju - jak w zeszłym roku - nic ciekawego, brak WiFi za to cenę podnieśli - teraz zapłaciłem 1200 za kampera, 900 za mnie i 1000 za prąd czyli w sumie 3100 ft. Zapowiadała sie kolejna mroźna noc (i taka była) więc wolałem mieć możliwość dogrzania się farelką.
Znowu przez Nyiregyhaza (tam jest bankomat UniCredit) dojechałem do Hortobagy czyli centrum Parku Narodowego - węgierskiej puszty. Na miejscu okazało się, że w ten weekend tutaj też był festyn, z pokazami końskimi - niestety, trafiłem na przysłowiowe gaszenie świec czyli wysłuchałem dumnego przemówienia i hymnu Węgier na zakończenie imprezy :)
Dojechałem do Tiszafured, ulokowałem się na campingu - za noc, z prądem, będę płacił po 33350 ft.
Basenik na wolnym powietrzu już bez wody, czynny tylko ten pod dachem. Pomoczyłem się i odpoczywam. Na jutro i wtorek zapowiadają słoneczną pogodę - w planie mam pojeździć dahonkiem nad zalewem.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 5 października 2013

Tokaj, sobota

Tokaj
Dzisiaj od rana krążyłem po Tokaju, oglądałem stragany, ludzi, występy. Mam wrażenie, że na ulicy najwięcej było polaków. Chyba wracamy do miłej tradycji picia węgrzyna.
Sama parada była dość mizerna i trwała bardzo krótko. Sprawiała wrażenie imprezy zorganizowanej dla turystów a nie dla tubylców. Ale spacerując po ładnym miasteczku, w piękny słoneczny dzień z kieliszkiem dobrego wina w ręce wszystko będzie się podobało.
Za zdrowie znajomych i przyjaciół a na pohybel wrogom wypiłem do dna, więc dzisiejszy dzień będę wspominał miło.


Dzisiejsze fotki.

Tokaj, piątek

Tokaj 04.10.2013
Po porannych kąpielach i obiedzie wyjechałem do Tokaju. Dwie inne załogi też się tam wybierają, a kolejne dojadą w sobotę, na samą paradę.
W miasteczku cała główna ulica zastawiona budkami z winem, różnym jedzeniem i pamiątkami. Kupiłem za 1100 ft kieliszek i 4 talony, każdy wart po 100 ft. Za wino w budkach płaci się talonami, ale można też gotówką. Ceny za dl wina zaczynają się od 1 talonu czyli 100 ft, ale są też i takie po 18 talonów. W sklepie widziałem aszu w cenie 82 tys. ft za półlitrową butelkę.
Na początku deptaku jest hotel a w nim darmowe WiFi.
Pięknie to wszystko wygląda, zwłaszcza ten tłum ludzi z kieliszkami w dłoniach krążący po ulicy, a wśród nich chodzą uśmiechnięci policjanci i nikomu to nie przeszkadza.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 3 października 2013

Czwartek

Trochę słońca dzisiaj było ale i silny, lodowaty wiatr. Nie chciało mi się ruszać dalej, niż w okolice kąpieliska (restauracja, sklep).
Jutro kończę pobyt tutaj - wjeżdżając na camping sądziłem że to potrwa góra dwa dni a wyszło dwa tygodnie. bardzo ładny camping, jak na Castrum to w rozsądnej cenie, w zmywalni są nawet myjki i płyn do mycia naczyń, łazienki co dziennie sprzątane do czysta. W basenie fajna woda, dużo różnych urządzeń do masażu, prawie na miejscu restauracja ze smacznym i tanim jedzeniem - co więcej chcieć :)
Jutro po rannych kąpielach zbieram się, pewnie jeszcze tutaj zjem obiad i do Tokaju - na Święto Wina.
Madziarzy zrobili plakat po polsku:


ale jak widać ze skromna informacją, wersja węgierska jest o wiele bogatsza:

W Tokaju niestety nie będę miał dostępu do sieci (chyba że coś znajdę) więc pewnie tylko jakieś krótkie notki powysyłam - zdjęcia dośle później.


Dzisiejsze fotki.

środa, 2 października 2013

Środa

Pochmurno, wietrznie, trochę pada, prognozy pogody straszą przymrozkami w nocy - i to ma być jesień u Madziarów ? Dzisiaj rano było chłodniej niż w Białymstoku - straszne. Na szczęście prognozy pokazują, że za kilka dni temperatura się podniesie i może nawet będzie powyżej 20 stopni.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 1 października 2013

Pochmurny wtorek

Szaro, buro, nieciekawie. Do tego jeszcze wiatr dający odczucie jeszcze większego zimna. Chwilami nawet padało. W taka pogoda można tylko spać albo moczyć się w termach. Dzisiaj więc przesiedziałem w wodzie  łącznie ponad 4 godziny.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 30 września 2013

Leniwy poniedziałek

Przed południem pochmurno, sennie, więc tradycyjnie - śniadanie i basen. Później się trochę poprawiło, więc podjechałem do centrum na zakupy.
Jak nie lubić tego kraju - śliczne, bardzo słodkie winogrona w cenie 299 ft za kg czyli trochę ponad 4 zł.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 29 września 2013

Niedziela

Niedziela, basen zapełniony tubylcami przypominał puszkę ze szprotkami.
Na obiedzie w knajpce przy basenie pojawił się pan grający na trąbce. Chwile pograł i poszedł na basen tam umilać ludziom moczenie się.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 28 września 2013

Sobota

Od rana muzyczka przygrywała wszystkim w okolicy. Okazało się, że to nie impreza z cyklu Magyarország, szeretlek! ale Dzień Rodziny zorganizowany przez tutejsze Związki Zawodowe. Muzyczka, różne zabawy głównie dla dzieciaków, jakieś jedzenie z kociołka - na talony. I skończyli szybko bo ok 16 już było pusto na placu i ekipa zwijała namiot. Po obiedzie podjechałem pod TESCO na te pokazy motoryzacyjne. Ładnie się zapowiadało a rzeczywistość wyglądała średnio. niewielka część parkingu została ogrodzona i zasłonięta, jakoś trudno mi wyobrazić sobie by tam jakiekolwiek auto mogło się rozpędzić. Kasę postawili a za wejście na ten niewielki teren trzeba było zapłacić równowartość czterech obiadów tutaj, na basenie - zrezygnowałem.

Dzisiejsze fotki.

piątek, 27 września 2013

Piątek - znowu Debrecen

Od rana słońce ślicznie świeciło, więc wybrałem się znowu do Debreczyna. Pani w kasie namawiała mnie na kupno biletu na rower ale nie dałem się namówić. Pani konduktorka w pociągu sprawdziłam mój bilet a rower jej w ogóle nie zainteresował :) Wracając tez za rower nie płaciłem.
Tym razem wysiadłem wcześniej na stacji Jozsa i dalej już na dahnku. Pooglądałem Uniwersytet - monumentalny budynek, robi wrażenie, park i kąpielisko termalne.
Po powrocie na camping zobaczyłem, że stawiają jakiś duży namiot, coś się na jutro szykuje, Następna niespodzianka czekała na mnie na basenie - najpierw wspólna gimnastyka pod muzyczkę, poźniej, na brzegu, były pokazy tańca w wykonaniu 6 osobowego zespołu.
W sieci doczytałem się, że w całym kraju w dniach 28 i 29 organizowane są różne  imprezy pod wspólnym hasłem Magyarország, szeretlek! (WĘGRY, KOCHAM CIĘ!).


Taka impreza jest w Tiszafured, podobna w skansenie w Ópusztaszer.
Prawdopodobnie tutaj, na campingu też będą jakieś atrakcje z tej okazji.

23:00
Te występy dzisiaj na basenie to prawdopodobnie z okazji Światowego Dnia Turystyki - przynajmniej tak zrozumiałem, to co tutaj napisano :)


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 26 września 2013

Czwartek

Miałem wczoraj szczęście z pogodą, dzisiaj od rana pochmurno, wieje i nawet trochę kropiło.
Po porannych basenach wybrałem się do TESCO. Okazuje się, że w sobotę będą fajne pokazy na parkingu pod  marketem  - monster track i tym podobne przyjemności.




Dzisiejsze fotki.