poniedziałek, 27 maja 2013
poniedziałek, 13 maja 2013
Zimni ogrodnicy
Pogoda mnie wygoniła - zimno, mokro, pochmurnie. Inne ekipy na campingu zwijały się po góra dwóch nocach, ja wytrzymałem trzy. W Rucianem zatrzymałem się w centrum, nawet na chwilę przestało padać, połaziłem trochę po porcie i zjadłem obiad (filet z indyka faszerowany szpinakiem - smaczne było :) ).
Od Pisza nawet pojawiało się trochę słońca a w Białymstoku zbierało sie na burzę, duszno, parno, paskudnie. Na dobre rozpadało się dopiero po północy.
Od Pisza nawet pojawiało się trochę słońca a w Białymstoku zbierało sie na burzę, duszno, parno, paskudnie. Na dobre rozpadało się dopiero po północy.
Dzisiejsze fotki.
sobota, 11 maja 2013
Mokre Mikołajki
Wczoraj wieczorem zagrzmiało, pobłyskało, popadało i pogoda się zepsuła.
Teraz nie pada ale nie wygląda to obiecująco. Na razie przygotowuję śniadanie i ....... myślę co robić dalej.
13:45
Pochmurno, ale nie pada, więc postanowiłem dalej realizować plan, czyli wycieczka do Wierzby. Jazda po mokrym piachu i to pod górę nie należy do przyjemności ale ta cisza, zapach wiosennego lasu po deszczu - bezcenny. Prom w maju jeszcze nie kursuje, więc pojechałem z powrotem do Mikołajek. Teraz siedzę w jednej z licznych knajpek nad jeziorem i czekam na obiad.
Dzisiejsza trasa rowerowa.
Teraz nie pada ale nie wygląda to obiecująco. Na razie przygotowuję śniadanie i ....... myślę co robić dalej.
13:45
Pochmurno, ale nie pada, więc postanowiłem dalej realizować plan, czyli wycieczka do Wierzby. Jazda po mokrym piachu i to pod górę nie należy do przyjemności ale ta cisza, zapach wiosennego lasu po deszczu - bezcenny. Prom w maju jeszcze nie kursuje, więc pojechałem z powrotem do Mikołajek. Teraz siedzę w jednej z licznych knajpek nad jeziorem i czekam na obiad.
Dzisiejsza trasa rowerowa.
Dzisiejsze fotki.
piątek, 10 maja 2013
Mazury na dwóch kółkach - Łuknajno
Dzisiaj tylko na Dahonku i trochę na własnych nogach się poruszałem. Najpierw podjechałem do Muzeum Ewangelickiego - ciekawe starodruki mają, warto je pooglądać będąc tutaj.
W centrum, na dużym ogrodzonym parkingu, zorganizowano specjalne miejsca dla kamperów, z możliwością podłączenia się do prądu, nabrania wody, wyprowadzenia kota. Zastanawia mnie tylko, dlaczego cena jest tam wyższa niż na campingu (parking - 50 zł, na campingu płace po 42 zł za dobę).
Później pojechałem, częściowo drogą asfaltową, częściowo gruntową do Łuknajna. Na miejscu - oprócz karczmy z rozsądnymi cenami - wieża widokowa na Śniardwy (płatną, ale można tę opłatę odliczyć w restauracji).
Powrót do Mikołajek, trochę się pokręciłem po centrum, zjadłem drugie danie - pyszne sielawy, kupiłem na kolacje kawałek węgorza i odpoczywam w Mruczku. Nie padało ale cały dzień duszno, paskudnie, czuć ten zbliżający się front.
Dzisiejszą trasę można pooglądać TUTAJ.
W centrum, na dużym ogrodzonym parkingu, zorganizowano specjalne miejsca dla kamperów, z możliwością podłączenia się do prądu, nabrania wody, wyprowadzenia kota. Zastanawia mnie tylko, dlaczego cena jest tam wyższa niż na campingu (parking - 50 zł, na campingu płace po 42 zł za dobę).
Później pojechałem, częściowo drogą asfaltową, częściowo gruntową do Łuknajna. Na miejscu - oprócz karczmy z rozsądnymi cenami - wieża widokowa na Śniardwy (płatną, ale można tę opłatę odliczyć w restauracji).
Powrót do Mikołajek, trochę się pokręciłem po centrum, zjadłem drugie danie - pyszne sielawy, kupiłem na kolacje kawałek węgorza i odpoczywam w Mruczku. Nie padało ale cały dzień duszno, paskudnie, czuć ten zbliżający się front.
Dzisiejszą trasę można pooglądać TUTAJ.
Dzisiejsze fotki.
czwartek, 9 maja 2013
Otwarcie sezonu
Zaczynam nowy sezon. Wypad krótki tylko, bo za kilka dni znowu muszę być w Białymstoku. Postanowiłem ten weekend spędzić na Mazurach - najbliżej, z sympatycznym miejscem do biwakowania są Mikołajki. Stąd dawno, dawno temu wyruszałem z Karolem i Szyprem na swoja pierwszą mazurska wyprawę, nasz anty-rejs :)
Na campingu pusto, dwa niemieckie kamperki, jedna niemiecka przyczepka no i Mruczek. Zaparkowałem, podłączyłem się do prądu i na rowerku półtoragodzinny wypad do centrum.
Na campingu pusto, dwa niemieckie kamperki, jedna niemiecka przyczepka no i Mruczek. Zaparkowałem, podłączyłem się do prądu i na rowerku półtoragodzinny wypad do centrum.
Dzisiejsze fotki.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Przygotowania do sezonu
Mruczek po przeglądzie, po kontroli hamulców itp, gotowy do jazdy.
Miałem podejrzenia co do akumulatora rozruchowego ale na szczęście okazało się, że wystarczy doładować. Łazienka i lodówkę już umyłem. Był mały kłopot z pompą wodną ale okazało się, że tylko styki elektryczne trochę podrdzewiały i już wszystko działa.
Mała przejażdżka po mieście też już za nami
Miałem podejrzenia co do akumulatora rozruchowego ale na szczęście okazało się, że wystarczy doładować. Łazienka i lodówkę już umyłem. Był mały kłopot z pompą wodną ale okazało się, że tylko styki elektryczne trochę podrdzewiały i już wszystko działa.
Mała przejażdżka po mieście też już za nami
View 2013-04-22 Dahon i Mruczek by TedMruczek on Breadcrumbs
Powered by Breadcrumbs: manage, edit and share GPS tracks for free.
Powered by Breadcrumbs: manage, edit and share GPS tracks for free.
piątek, 1 marca 2013
Życie przerosło kabaret . . .
Niecały miesiąc temu wysłałem do Ministra Sprawiedliwości skargę na działanie Sądu Rejonowego w Białymstoku. Przez grzeczność, kopię tego pisma dostarczyłem też do Prezesa SR w Białymstoku.
Dzisiaj dowiaduje się, że:
Prezes SR w Białymstoku, w moim imieniu ale bez mojego upoważnienia, zakłada sprawę sądową przeciwko (chyba) Sądowi Rejonowemu w Białymstoku (wszak na tę instytucję się skarżyłem).
A żeby wszystko było uczciwie i sprawiedliwie - sprawę rozstrzygać będzie ....... Sąd Rejonowy w Białymstoku.
Dzisiaj dowiaduje się, że:
Prezes SR w Białymstoku, w moim imieniu ale bez mojego upoważnienia, zakłada sprawę sądową przeciwko (chyba) Sądowi Rejonowemu w Białymstoku (wszak na tę instytucję się skarżyłem).
A żeby wszystko było uczciwie i sprawiedliwie - sprawę rozstrzygać będzie ....... Sąd Rejonowy w Białymstoku.
poniedziałek, 5 listopada 2012
Do domu
Droga z Warszawy do Białegostoku cały czas w deszczu i chmurach. Nie miałem nawet jak pooglądać dokładnie obwpdnicę Zambrowa czy oddaną nareszcie nową trasę z Jeżewa do Białegostoku.
Dzisiejsze fotki
Dzisiejsze fotki
niedziela, 4 listopada 2012
Warszawa
Wczoraj pojeździliśmy z rodziną Ewy po kilku cmentarzach w Skierniewicach, dzisiaj spacer po zabytkowych Powązkach.
Wczorajsze i dzisiejsze fotki.
Wczorajsze i dzisiejsze fotki.
piątek, 2 listopada 2012
Zaduszki
Po porannej wizycie na cmentarzu, w drogę, do Warszawy. Po drodze obowiązkowy postój na termach w Mszczonowie. Nowa "gierkówka" prezentuje się wyśmienicie.
czwartek, 1 listopada 2012
Wszystkich Świętych
Od rana wiało i padało ale koło południa szczęśliwie przestało i można było wybrać się na objazd cmentarzy.
Co roku mam wrażenie, że ludzi jakby mniej, za to coraz więcej kwiatów i zniczy.

Dzisiejsze fotki
Co roku mam wrażenie, że ludzi jakby mniej, za to coraz więcej kwiatów i zniczy.

środa, 31 października 2012
Do Wrocławia
Rano w Kudowie było pochmurno i deszczowo ale już koło Kłodzka zaczęło być ładnie i im bliżej Wrocławia, tym więcej słońca.
Nie chciało mi się w tym roku kombinować z noclegiem więc zaparkowałem na parkingu strzeżonym u wylotu ulicy Bujwida (25 zł za dobę), na cmentarz mam kilka kroków i nie muszę kombinować. Obok MCDonald więc sanitariaty też blisko.
Wieczorem ma się odbyć na starówce parada na Halloween.
Dzisiejsze fotki
Nie chciało mi się w tym roku kombinować z noclegiem więc zaparkowałem na parkingu strzeżonym u wylotu ulicy Bujwida (25 zł za dobę), na cmentarz mam kilka kroków i nie muszę kombinować. Obok MCDonald więc sanitariaty też blisko.
Wieczorem ma się odbyć na starówce parada na Halloween.
Dzisiejsze fotki
wtorek, 30 października 2012
Pożegnanie z Czechami
Pogoda nie zachęcała do pozostania w Pradze, wiatr, drobny deszczyk, zimno. Spakowałem się więc i w drogę. Najpierw autostrada do Hradca i później na granicę "normalną" drogą.
Myślałem że zajadę do centrum Hradca, ale zrobiło się jeszcze bardzej pochmurno, zaczęło regularnie padać. Zatrzymałem się przy Hostincu kolo HK i na pożegnanie - czesnaczka, krkoviczka ze spenatem a bramborovymi knedlikmi i obowiązkowa kofola.
Jestem już w kraju, dobrze znana stacja BP w Kudowie, jest knajpa, jest WiFi.
Dzisiejsze fotki
Myślałem że zajadę do centrum Hradca, ale zrobiło się jeszcze bardzej pochmurno, zaczęło regularnie padać. Zatrzymałem się przy Hostincu kolo HK i na pożegnanie - czesnaczka, krkoviczka ze spenatem a bramborovymi knedlikmi i obowiązkowa kofola.
Jestem już w kraju, dobrze znana stacja BP w Kudowie, jest knajpa, jest WiFi.
Dzisiejsze fotki
poniedziałek, 29 października 2012
Praha
Dojechałem wczoraj do Prahy. Najpierw trasa do Jihlavy (warto ją też kiedyś dokładnie pooglądać). Jadzia jak zwykle wymyśliła super trasę, dość wąska droga, co przy leżącym często na niej śniegu, zapewniało dodatkowe atrakcje. Później już w miarę spokojnie, autostradą do samej Prahy.
Zatrzymałem się na campingu Dana, ul. Trojska - tramwajem spod samego campingu można dojechać na starówkę.
14:00
Od rana łażę po Pradze, Staromestske nam., hrad, Malostranske nam. A teraz siedzę w restauracji św Vaclava na Vaclavskim nam. i popijam piwko.
Dzisiejsze fotki
Zatrzymałem się na campingu Dana, ul. Trojska - tramwajem spod samego campingu można dojechać na starówkę.
14:00
Od rana łażę po Pradze, Staromestske nam., hrad, Malostranske nam. A teraz siedzę w restauracji św Vaclava na Vaclavskim nam. i popijam piwko.
Dzisiejsze fotki
niedziela, 28 października 2012
Moravy i Czechy
No i posypało śniegiem. Co prawda jest go mniej niż np w Warszawie, ale nie lubię tego białego paskudztwa.
Třebíč jest uważane za jedno z najbardziej zabytkowych miast w kraju. Dzielnica żydowska i bazylika są na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Dla mnie to typowe, spokojne czeskie miasteczko, z dużym rynkiem (jak w Hradcu), knajpkami hotelami itp. Bazylika robi wrażenie a zamek jest w trakcie remontu. Trzeba będzie jeszcze kiedyś tutaj zajechać.
Dzisiejsze fotki
Třebíč jest uważane za jedno z najbardziej zabytkowych miast w kraju. Dzielnica żydowska i bazylika są na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Dla mnie to typowe, spokojne czeskie miasteczko, z dużym rynkiem (jak w Hradcu), knajpkami hotelami itp. Bazylika robi wrażenie a zamek jest w trakcie remontu. Trzeba będzie jeszcze kiedyś tutaj zajechać.
Dzisiejsze fotki
sobota, 27 października 2012
Knedliki w śniegu
Deszcz padał całą noc a rano była mgła. Zaraz za granicą trochę się przetarło i nawet było widać góry. Przez Wiedeń tylko przejechałem, zatrzymywanie się w nim na godzinę czy dwie to by było jak lizanie cukierka przez szybę.
Zaraz za Wiedniem zaczeło padać i tak już pozostało. Później deszcz zmienił się w śnieg który sypie cały czas. Możliwe, że rano obudzę się w zaspie.
Dojechałem do Trebic, kolejne miasto z listy UNESCO. Zaraz za granicą, w kompleksie Ekskalibur, zjadlem knedliki, a tutaj, w Trebic, już jestem po 2 piwach :)
Jutro zwiedzanie dzielnicy żydowskiej i innych ciekawostek a poźniej jazda do Prahy.
Dzisiejsze fotki
Zaraz za Wiedniem zaczeło padać i tak już pozostało. Później deszcz zmienił się w śnieg który sypie cały czas. Możliwe, że rano obudzę się w zaspie.
Dojechałem do Trebic, kolejne miasto z listy UNESCO. Zaraz za granicą, w kompleksie Ekskalibur, zjadlem knedliki, a tutaj, w Trebic, już jestem po 2 piwach :)
Jutro zwiedzanie dzielnicy żydowskiej i innych ciekawostek a poźniej jazda do Prahy.
Dzisiejsze fotki
piątek, 26 października 2012
Węgry-Austria-Węgry
Rano, po śniadaniu pojechałem do Kőszeg, na prawdę warte zobaczenia małe miasteczko, z uroczym rynkiem i centrum.
Okazało się, że najkrótsza droga do Sopron powadzi przez Austrię, więc wiele nie myślałem i pojechałem. Na granicy widać ślady dawnej historii, budynki kontroli granicznej odpowiednio oddalone od siebie, między nimi był szeroki pas zaoranej ziemi niczyjej i obowiązkowe zasieki z drutu kolczastego. Teraz rośnie tam trawa i winorośl.
Soprom ma potężną starówkę a zaparkowanie, zwłaszcza kampera w jej pobliżu na prawdę ne jest proste, wszystko zapchane. Po dwóch okrążeniach centrum znalazłem wreszcie miejsce by postawić Mruczka i poszedłem oglądać. Pisałem wcześniej, że tutaj jeszcze nie byłem, ale dzisiaj nabrałem wątpliwości, będę musiał to sprawdzić. Ale nawet jeśli tu byłem, to z powodu towarzystwa wolę to zapomnieć.
Połaziłem, pooglądałem, pora na obiad. Znalazłem niedrogi lokal z dobrym sygnałem WiFi i korzystam podwójnie.
17:45
Stoję na razie na parkingu w centrum, ul Elżbiety, płatny od 8 do 18 więc za chwilę już darmowy. Ruch duży, samochody, autobusy ale za to mam dobry sygnał WiFi (echhhh to uzależnienie od sieci) i się zastanawiam czy zostać tu na noc, czy przenieść się pod Tesco (czynne 0-24, jest WiFi ale tylko na godzinę).
Dzisiejsze fotki
Okazało się, że najkrótsza droga do Sopron powadzi przez Austrię, więc wiele nie myślałem i pojechałem. Na granicy widać ślady dawnej historii, budynki kontroli granicznej odpowiednio oddalone od siebie, między nimi był szeroki pas zaoranej ziemi niczyjej i obowiązkowe zasieki z drutu kolczastego. Teraz rośnie tam trawa i winorośl.
Soprom ma potężną starówkę a zaparkowanie, zwłaszcza kampera w jej pobliżu na prawdę ne jest proste, wszystko zapchane. Po dwóch okrążeniach centrum znalazłem wreszcie miejsce by postawić Mruczka i poszedłem oglądać. Pisałem wcześniej, że tutaj jeszcze nie byłem, ale dzisiaj nabrałem wątpliwości, będę musiał to sprawdzić. Ale nawet jeśli tu byłem, to z powodu towarzystwa wolę to zapomnieć.
Połaziłem, pooglądałem, pora na obiad. Znalazłem niedrogi lokal z dobrym sygnałem WiFi i korzystam podwójnie.
17:45
Stoję na razie na parkingu w centrum, ul Elżbiety, płatny od 8 do 18 więc za chwilę już darmowy. Ruch duży, samochody, autobusy ale za to mam dobry sygnał WiFi (echhhh to uzależnienie od sieci) i się zastanawiam czy zostać tu na noc, czy przenieść się pod Tesco (czynne 0-24, jest WiFi ale tylko na godzinę).
Dzisiejsze fotki
czwartek, 25 października 2012
Znowu Węgry
Rano śniadanie, moczenie się i wyjazd. Do granicy znowu tylko kilka kilometrów. Nic dziwnego, że wieczorem mogłem wybierać między programami TV - slowenski, chorwacki, węgierski a i tak najwięcej było austriackich.
Przez Lenti, gdzie już się moczyłem dwa lata temu pojechałem do Zalaegerszek, gdzie według węgrów jest najwspanialszy aquapark nie tylko na węgrzech ale i w całej Europie (ach ta ich skromność). Wszystko już o tej porze roku pozamykane ale tak na pierwszy rzut oka sporo brakuje do słowackiej Tatralandii tak popularnej wśród rodaków.
Kąpielisko termalne, pod dachem, to osobny obiekt ale jakoś nie miałem ochoty zaliczyć kolejnego basenu z ciepłą wodą. Camping położony kilometr od term i pewnie też już zamknięty więc zamiast tracić czas na szukanie go, pojechałem na znane już mi miejsce noclegowe - stacja benzynowa w Szombathely. Dwa lata temu nie udało mi się skorzystać z ich dostępu do sieci, teraz pokonałem bariery i nocleg z WiFi.
A jutro w planie Sopron, tylko 80 km stąd.
Dzisiejsze fotki
Przez Lenti, gdzie już się moczyłem dwa lata temu pojechałem do Zalaegerszek, gdzie według węgrów jest najwspanialszy aquapark nie tylko na węgrzech ale i w całej Europie (ach ta ich skromność). Wszystko już o tej porze roku pozamykane ale tak na pierwszy rzut oka sporo brakuje do słowackiej Tatralandii tak popularnej wśród rodaków.
Kąpielisko termalne, pod dachem, to osobny obiekt ale jakoś nie miałem ochoty zaliczyć kolejnego basenu z ciepłą wodą. Camping położony kilometr od term i pewnie też już zamknięty więc zamiast tracić czas na szukanie go, pojechałem na znane już mi miejsce noclegowe - stacja benzynowa w Szombathely. Dwa lata temu nie udało mi się skorzystać z ich dostępu do sieci, teraz pokonałem bariery i nocleg z WiFi.
A jutro w planie Sopron, tylko 80 km stąd.
Dzisiejsze fotki
środa, 24 października 2012
Lendava
Mimo nieciekawej pogody połaziłem jeszcze rano po Varażdinie, odwiedziłem Stary Hrad i muszę powiedzieć, że to miasto ma jakiś urok. Trzeba będzie koniecznie kiedyś tu jeszcze przyjechać jak będzie ładna pogoda.
Przez Czakoviec pojechałem dalej, do Lendavy, w Słowenii. Ostatnia na tym wyjeździe kontrola graniczna przeszła błyskawicznie, nikt nie zadawał pytań ile, czego wiozę.
Od granicy do Landavy jest ok 5 km, zatrzymałem się w centrum na chwilę i trochę połaziłem a później już na camping.
Chyba zaczynam być zblazowany, kiedyś podniecała mnie sama myśl o termalnym basenie a teraz to mi się nie podoba, inne jest takie sobie. Tyle już rożnych tego typu kąpielisk widziałem, że odruchowo każde nowe porównuje do poprzednich. Tutaj w sumie nic specjalnego nie ma, woda, jak to woda, mokra, ciepła. Jakoś nie czuję tych różnych minerałów jakie się czuje np w Csokonyavisonta.
Chciałem na koniec tej jesiennej wyprawy pochwalić się, że przez dwa miesiące miałem co dziennie dostęp do internetu i nie zapłaciłem za to ani złotówki (z roamingu nie korzystam, za drogi) ale niestety, właśnie "straciłem cnotę". WiFi tutaj jest, ale płatne, za czas korzystania, więc zapłaciłem. W sumie, nocleg jest "za darmo" bo płaci się 13€ od osoby za noc z nielimitowanym dostępem do basenów a bilet wstępu na 3 godzinu kosztuje 6,5€, czyli dzisiaj i jutro (do 12) i wychodzi właśnie cena noclegu.
Nie wszytkie dzisiejsze fotki są w albumie, uzupełnię jutro, jak będę miał lepszą sieć.
Dzisiejsze fotki
Przez Czakoviec pojechałem dalej, do Lendavy, w Słowenii. Ostatnia na tym wyjeździe kontrola graniczna przeszła błyskawicznie, nikt nie zadawał pytań ile, czego wiozę.
Od granicy do Landavy jest ok 5 km, zatrzymałem się w centrum na chwilę i trochę połaziłem a później już na camping.
Chyba zaczynam być zblazowany, kiedyś podniecała mnie sama myśl o termalnym basenie a teraz to mi się nie podoba, inne jest takie sobie. Tyle już rożnych tego typu kąpielisk widziałem, że odruchowo każde nowe porównuje do poprzednich. Tutaj w sumie nic specjalnego nie ma, woda, jak to woda, mokra, ciepła. Jakoś nie czuję tych różnych minerałów jakie się czuje np w Csokonyavisonta.
Chciałem na koniec tej jesiennej wyprawy pochwalić się, że przez dwa miesiące miałem co dziennie dostęp do internetu i nie zapłaciłem za to ani złotówki (z roamingu nie korzystam, za drogi) ale niestety, właśnie "straciłem cnotę". WiFi tutaj jest, ale płatne, za czas korzystania, więc zapłaciłem. W sumie, nocleg jest "za darmo" bo płaci się 13€ od osoby za noc z nielimitowanym dostępem do basenów a bilet wstępu na 3 godzinu kosztuje 6,5€, czyli dzisiaj i jutro (do 12) i wychodzi właśnie cena noclegu.
Nie wszytkie dzisiejsze fotki są w albumie, uzupełnię jutro, jak będę miał lepszą sieć.
Dzisiejsze fotki
wtorek, 23 października 2012
Chorwacja
Zapłaciłem za pobyt, pożegnałem się z panią Zuzą i Csokonyavisonta i w drogę.
Tym razem na granicy mnie zignorowali, szybko sprawdzili dowód i ... jechać. Dotarłem do stacji nabijania buti i już obie mam pełne.
19:00
Zmęczyła mnie dzisiejsza trass, chociaż to było mniej niż 200 km, ale cały czas we mgle. Wygląda na to, że całe to "mleko" z Polski trafło dzisiaj tutaj.
Połaziłem trochę po Koprivnicy, ale to żadna przyjemność przy takiej pogodzie. Zaszedłem na mały obiadek, coś co można chyba nazwać zupą gulaszową, bardzo dużo sosu, mięso i ziemniaki w tym pływające. I oczywiście do tego obowiązkowy chleb - smaczne było i niedrogie.
Następny przystanek, to Varażdinskie Toplice. Same łazienki znajdują się na gorze, obok starych, rzymskich ruin ale zaparkować tam nie ma gdzie (legalnie) więc zatrzumałem się tak jak tubylcy, czyli tam gdzie było miejsce, nie ważne że w obrębie skrzyżowania. I jakoś nikomu to nie przeszkadzało :)
Z Varażdinskich Toplic do samego Varażdina pojechałem auostradą. Ta przyjemność (prawie 10 km) kosztowała 5 kun czyli niecałe 3 zł. Varazdin też cały zamglony, więc godzinny spacer po centrum wyczerpał moje siły do końca.
Zatrzymałem się na noc na całodobowej stacji benzynowej, w centrum.
Dzisiejsze fotki
Tym razem na granicy mnie zignorowali, szybko sprawdzili dowód i ... jechać. Dotarłem do stacji nabijania buti i już obie mam pełne.
19:00
Zmęczyła mnie dzisiejsza trass, chociaż to było mniej niż 200 km, ale cały czas we mgle. Wygląda na to, że całe to "mleko" z Polski trafło dzisiaj tutaj.
Połaziłem trochę po Koprivnicy, ale to żadna przyjemność przy takiej pogodzie. Zaszedłem na mały obiadek, coś co można chyba nazwać zupą gulaszową, bardzo dużo sosu, mięso i ziemniaki w tym pływające. I oczywiście do tego obowiązkowy chleb - smaczne było i niedrogie.
Następny przystanek, to Varażdinskie Toplice. Same łazienki znajdują się na gorze, obok starych, rzymskich ruin ale zaparkować tam nie ma gdzie (legalnie) więc zatrzumałem się tak jak tubylcy, czyli tam gdzie było miejsce, nie ważne że w obrębie skrzyżowania. I jakoś nikomu to nie przeszkadzało :)
Z Varażdinskich Toplic do samego Varażdina pojechałem auostradą. Ta przyjemność (prawie 10 km) kosztowała 5 kun czyli niecałe 3 zł. Varazdin też cały zamglony, więc godzinny spacer po centrum wyczerpał moje siły do końca.
Zatrzymałem się na noc na całodobowej stacji benzynowej, w centrum.
Dzisiejsze fotki
Subskrybuj:
Posty (Atom)




