Jako że poradzono mi niech Pan jedzie i nie myśli niewiele się zastanawiałem, wsiadłem w kampera i jazda. W planach - Estonia (tam mnie jeszcze nie było :) ). Pierwszy przystanek to Augustów, gdzie właśnie odbywają się targi turystyczne, więc cały rynek zastawione i zero szans na nocleg w moim ulubionym miejscu pod pocztą. Na miejscu spotkanie z Krycha Klara i ich psami - przyjechały popływać gondolą w luksusowych warunkach (cała gondola tylko dla nich). Jakaś pizza na obiad (nawet jadalna) plus spacerek po targach (stoiska standardowe - chleb, wędlina, sery korycińskie i wszelkiego rodzaju gadżety).
Nad noclegiem jeszcze myślę. Albo polecany parking TIT - Swiss Bar zaraz za Suwałkami, ale wtedy jadę przez Kalvarije - albo ośrodek w Kuklach koło Gib (10 zł kamper + 5 zł człowiek) ewentualnie nocleg pod restauracją w Hołnach Mejera i wtedy jadę przez Ogrodniki.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 130 km. Mapka trasy.
sobota, 9 lipca 2011
poniedziałek, 4 lipca 2011
Wracamy
Wczoraj po nakarmieniu łabędzia poszliśmy na małą partyjkę bilarda - dzisiaj w planie rewanż.
Pogoda nieciekawa, całą noc równo padało, zimno, wietrznie ale i tak dobrze, że nie ma śniegu. Przed 12 trzeba będzie wyjechać, do Białegostoku mamy ok 180 km.
Przed wyjazdem mieliśmy w planie kolejne partyjki bilarda ale okazało się że bilard dopiero po południu jest czynny - szkoda. Oprócz biało-żółtego psiaka pojawiła się śmieszna mała, łaciata suczka więc bawiliśmy się z ogonami.Wyjechaliśmy koło 11 i do Białegostoku dotarliśmy już w deszczu, kilka minut po 14.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 180 km.
Pogoda nieciekawa, całą noc równo padało, zimno, wietrznie ale i tak dobrze, że nie ma śniegu. Przed 12 trzeba będzie wyjechać, do Białegostoku mamy ok 180 km.
Przed wyjazdem mieliśmy w planie kolejne partyjki bilarda ale okazało się że bilard dopiero po południu jest czynny - szkoda. Oprócz biało-żółtego psiaka pojawiła się śmieszna mała, łaciata suczka więc bawiliśmy się z ogonami.Wyjechaliśmy koło 11 i do Białegostoku dotarliśmy już w deszczu, kilka minut po 14.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 180 km.
niedziela, 3 lipca 2011
Powoli wracamy
Rano doszliśmy do wniosku ze pogoda jest niepewna, zimno, wieje, pada i nie bardzo jest sens wsiadać na statek i marznąć kilka godzin. Po śniadaniu, skoro świt czyli po 11 wyjechaliśmy z campingu, podjechaliśmy na starówkę. Pooglądaliśmy zamek i rekonstrukcję starego domu Wikingów, trochę się pobawiliśmy i później spacerek po starówce. Zamówione przez Ewę zdjęcia zrobiliśmy obaj.
Następny punkt wycieczki to stara stolica Warmii czyli Lidzbark Warmiński. Fajny zameczek - warto zobaczyć.
Na noc zawędrowaliśmy na camping Ostoja Stara Baśń. Sympatycznie wygląda, zaraz nad wodą, postoimy do jutra i rano się zastanowimy co robić dalej. A wszystko zależy oczywiście od pogody.
Zdjęcia Adama są do pooglądania TUTAJ.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 180 km.
Następny punkt wycieczki to stara stolica Warmii czyli Lidzbark Warmiński. Fajny zameczek - warto zobaczyć.
Na noc zawędrowaliśmy na camping Ostoja Stara Baśń. Sympatycznie wygląda, zaraz nad wodą, postoimy do jutra i rano się zastanowimy co robić dalej. A wszystko zależy oczywiście od pogody.
Zdjęcia Adama są do pooglądania TUTAJ.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 180 km.
sobota, 2 lipca 2011
Malbork
Zacznę od małego sprostowania - wbrew temu co jest napisane w tytule albumu ze zdjęciami, Kanał Elbląski nie leży ani na Mazurach, ani na Warmii - te tereny nazywają się Pojezierze Iławskie i nigdy do tamtych historycznych terenów nie należały.
Dojechaliśmy do Malborka, parking po drugiej stronie Nogatu, zaraz koło campingu, przejście drewnianym mostem, z którego jest prześliczny widok na zamek. Deszcz pada, ale nie jest to ulewa, więc jakoś dajemy radę. Zaczynamy od niezależnej wystawy maszyn oblężniczych - obiekty/eksponaty można macać, dotykać nawet w pewnym zakresie uruchamiać.
Później na zamek - do oglądania jest na prawdę dużo, sala za salą, można się pogubić. Grup wycieczkowych też dużo, ale jakoś w oczy (czy raczej w uszy) rzucały się grupy rosyjskie. Po zwiedzaniu - mała przekąska - kiełbaska z rusztu z bułką, którą podzieliliśmy się z wróblami. Koło zamku - mini golf a że jakos niewiele padało, postanowiliśmy rozegrać jedną partyjkę.
Powrót do Mruczka i jazda w stronę Elbląga - po drodze, najniżej położone miejsce w Polsce. Na koniec - camping w Elblągu. Pogoda ....... rumuńska (jak się kiedyś mówiło), oboje jesteśmy senni i chyba przed kolacja jeszcze pośpimy.
Dzisiejsze zdjęcia Adama można zobaczyć TUTAJ.
Później na zamek - do oglądania jest na prawdę dużo, sala za salą, można się pogubić. Grup wycieczkowych też dużo, ale jakoś w oczy (czy raczej w uszy) rzucały się grupy rosyjskie. Po zwiedzaniu - mała przekąska - kiełbaska z rusztu z bułką, którą podzieliliśmy się z wróblami. Koło zamku - mini golf a że jakos niewiele padało, postanowiliśmy rozegrać jedną partyjkę.
Powrót do Mruczka i jazda w stronę Elbląga - po drodze, najniżej położone miejsce w Polsce. Na koniec - camping w Elblągu. Pogoda ....... rumuńska (jak się kiedyś mówiło), oboje jesteśmy senni i chyba przed kolacja jeszcze pośpimy.
Dzisiejsze zdjęcia Adama można zobaczyć TUTAJ.
Mokro
Pada, mokro wszędzie i nie widać poprawy. Rano deszcz dudniący po dachu Mruczka obudził Adama. Zwinęliśmy się i jedziemy w stronę Malborka (najlepsza droga jednak przez Pasłęk i Elbląg). Przed Pasłękiem postój na stacji benzynowej - śniadanko w barze i nareszcie jest w miarę rozsądny sygnał, można powysyłać resztę wczorajszych zdjęć.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 100 km.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok 100 km.
piątek, 1 lipca 2011
Kanał Elbląg-Ostróda
Ładna pogoda się skończyła, już pakując się w Starych Jabłonkach zaczęło padać. Pojechaliśmy do Buczyńca, gdzie jest pierwsza (licząc od Ostródy) pochylnia. Trafiliśmy w południowy "szczyt komunikacyjny", kiedy dopływają statki z Elbląga i po chwili wracają. Pooglądaliśmy wożenie statków i różnych łódek po trawie. Zwiedziliśmy działającą siłownie oraz Muzeum Kanału.
W knajpce przy pochylni, zjedliśmy smaczny żurek i poznaliśmy dwa koty. Później przenieśliśmy się na darmowy camping koło pochylni, obiadek w camperze i hazard do wieczora. Niestety mamy kłopoty z siecią - przez kilka godzin na karcie Orange nie byłem w stanie wysłać ani jednego zdjęcia. Dopiero jak przełożyłem kartę Plusa - mogłem wysłać chociaż kilka fotek i napisać parę słów.
Zdjęcia Adama do pooglądania TUTAJ.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 40 km.
W knajpce przy pochylni, zjedliśmy smaczny żurek i poznaliśmy dwa koty. Później przenieśliśmy się na darmowy camping koło pochylni, obiadek w camperze i hazard do wieczora. Niestety mamy kłopoty z siecią - przez kilka godzin na karcie Orange nie byłem w stanie wysłać ani jednego zdjęcia. Dopiero jak przełożyłem kartę Plusa - mogłem wysłać chociaż kilka fotek i napisać parę słów.
Zdjęcia Adama do pooglądania TUTAJ.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 40 km.
czwartek, 30 czerwca 2011
Okolice Ostródy
Po tych zabawach pojechaliśmy do Ostródy - zobaczyć stary zamek krzyżacki i jego muzeum (bardzo skromne), zorientować się jak to jest z rejsami statków z Ostródy do Starych Jabłonek no i zrobić kolejne zakupy (owoce i warzywa wyjątkowo szybko znikają).
Dzisiejsze zdjęcia Adama są TUTAJ. Dołożyłem jeszcze dwa filmiki (są teraz ostatnie - polecam :) )
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 25 km.
środa, 29 czerwca 2011
Pod Sosnami
Dzisiejsze fotki. Mruczek odpoczywa.
wtorek, 28 czerwca 2011
Mazury
Hej, Mazury, jak wy cudne! Gdzie jest taki drugi kraj! Tu zapomnisz chwile trudne, Tu przeżyjesz życia maj.
Na ten kilkudniowy wypad nad jeziora zaprosiłem Adama - młodszego syna Gośki i Wieśka. Dlatego też zdjęcia są w dwóch różnych albumach. Dzisiejsze zdjęcia Adama można pooglądać TUTAJ, moje tradycyjnie w stopce tego postu.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 300 km. MAPA
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Półeczka
Wreszcie mam, doszła po dwóch tygodniach czekania, ale jest i już zamontowana. Nie wiem, jak to się będzie trzymało (tylko paski taśmy przylepnej) ale najwyżej będę podklejał własną taśmą. Nie chce, przy najmniej na razie, dziurawić Mruczka jakimiś wkrętami - może się uda :)
piątek, 17 czerwca 2011
Białowieża
Na śniadanie przeniosłem się na parking na uroczysku Stara Białowieża czyli Szlak Dębów Królewskich. Cisza, spokój, tędy samochodów jeździ na prawdę niewiele. Kilka lat temu zmieniono i to miejsce - teren powiększono, zrobiono przyzwoity parking i nową bramę wejściową.
Pogoda się psuje, trzeba wracać. Białystok powitał mnie deszczem.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 90 km. MAPA
czwartek, 16 czerwca 2011
A jednak Carska
Zrezygnowałem z testowania noclegu pod PTTKiem. Ciemno, żadnej latarni, co prawda jest lampa z czujnikiem ruchowym, ale na budynku i dopiero jak ruszyłem z miejsc Mruczkiem - zapaliło się światło. Na dodatek, z pobliskich ławeczek dobiegały coraz głośniejsze śmiechy i rozmowy różnych ludzi, nie wiadomo co by im do głowy przyszło jak skończą swoje napoje. Podjechałem więc te 3 km do dawnej stacji kolejowej Białowieża-Towarowa czyli obecnej restauracji Carskiej, gdzie w zeszłym roku obchodziliśmy Wielkanoc :) parkin prawie pusty (tylko dwa osobowe auta stoją), oświetlony, ludzie w restauracji a nie po krzakach siedzą - zdecydowanie spokojniej i bezpieczniej.
Tamto miejsce jest bardzo dobre gdy chce się w ciągu dnia zaparkować samochód blisko Nivy i w dodatku za darmo. Trzeba tylko wiedzieć, którędy wjechać :)
Współrzędne tamtego parkingu to: N52°42.175, E023°50.794
Tamto miejsce jest bardzo dobre gdy chce się w ciągu dnia zaparkować samochód blisko Nivy i w dodatku za darmo. Trzeba tylko wiedzieć, którędy wjechać :)
Współrzędne tamtego parkingu to: N52°42.175, E023°50.794
W krainie żubra
Jadę przez Grudki w stronę przejścia granicznego. Około 1,5 km od szlabanu - znak, zakaż ruchu wszelkich pojazdów więc Mruczek zostaje na poboczu a ja spacerkiem w stronę "końca Europy" :)
Przejście zmieniło się nie do poznania. Pamiętam, że zaraz po uruchomieniu go stały tylko jakieś szare kontenery i wyglądało to niezbyt ciekawie. Teraz - zadbany teren, ładny budynek, wszystko dokładnie ogrodzone, oznakowane, robi wrażenie. Obserwuje zza szlabanu jakichś ludzi którzy właśnie się odprawiają.
Po obfotografowaniu i pooglądaniu wracam do Mruczka, chwilę się w nim grzebię i gdy chcę ruszać, podchodzi do mnie dwóch panów (tych z przejścia granicznego, widać że ojciec z synem) i zagadują czy nie mógłbym ich podwieźć.
Dałem się namówić i w ten sposób Mruczek po praz pierwszy wiózł "autostopowiczów" Bardzo ciekawe towarzystwo - duńczycy, z Kopenhagi :) Na piechotę, przez Puszcze po stronie Białoruskiej do Polski planują trochę pozwiedzać nasz kraj i później POWRÓT samolotem z Warszawy do Kopenhagi.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 110 km. MAPA
czwartek, 2 czerwca 2011
Ostra Brama
Pogoda obłędna - parno, duszno, gorąco, termometry lokalne pokazuje ok 29 stopni - trudno w taką pogodę łazić po mieście.Rano pojechałem trolejbusem do dworca, później na nogach do Ostrej Bramy. Po mszy zszedłem głównym traktem do zamku. Na prospekcie Gedymina zjadłem obiadek i wsiadłem w pierwszy autobus jadący na STOTIS (czyli dworzec) a tam przesiadka w trolejbus 16 i na camping. Mruczek jak na patelni, wygrzany, prawie usmażony. Szybko uciekłem z campingu i stoję teraz zaraz obok targów ale przynajmniej w cieniu. Jak chwilę odsapnę - w drogę, najpierw Troki a później, na nocleg - do Augustowa.
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 230 km.
środa, 1 czerwca 2011
Upalne Wilno
Gorąco, słonecznie, wręcz upalnie. Godzinę temu nawet grzmiało, ale wygląda na to, że przejdzie bokiem.
Rano, po śniadaniu ambitnie postanowiłem zdobyć wieżę TV, na własnych nogach. Wjazd na górę - 21 Lt (dorosły) ale widok wart tej ceny. Miasto ogląda się z wysokości 160 m nad poziomem ziemi a przecież wieża stoi na wzniesieniu więc dodatkowo widok wspaniały. Można oglądać na stojąco ale są też stoliki (bar czy raczej restauracja) na podeście, w kształcie pierścienia, który powoli się przesuwa, więc wolno jedząc czy pijąc można nie ruszając się od stolika zobaczyć wszystko dookoła.
Wracając z góry po drodze, było kilka geocachy :) Trochę odpocząłem w kamperku i postanowiłem ruszyć do centrum, ale już nie na nogach, nie komunikacja miejską (pojedynczy bilet kosztuje 2,5 Lt, bilet 24 godzinny aż 13 Lt). Najpierw podjechałem Mruczkiem do dzielnicy Zwierzyniec (chyba - hehehe) i trochę pochodziłem, później zajechałem na sam rynek, zaparkowałem koło ratusza i po wypiciu obowiązkowej kawy - krótka (parkowanie w samym centrum - 6Lt za godzinę) włóczęga po starówce.
Powrót na camping, dzisiaj już trzeba zapłacić, prysznic i odpoczynek przy komputerze.
Pierwsza (wczorajsza) noc na camping - za darmo, dzisiaj zapłaciłem 56 Lt więc średnio wychodzi 28 Lt za noc - drożej niz na parkingu koło katedry ale za to z WC, prysznicem, prądem. Szkoda tylko że daleko do centrum ale trudno.
Rano, po śniadaniu ambitnie postanowiłem zdobyć wieżę TV, na własnych nogach. Wjazd na górę - 21 Lt (dorosły) ale widok wart tej ceny. Miasto ogląda się z wysokości 160 m nad poziomem ziemi a przecież wieża stoi na wzniesieniu więc dodatkowo widok wspaniały. Można oglądać na stojąco ale są też stoliki (bar czy raczej restauracja) na podeście, w kształcie pierścienia, który powoli się przesuwa, więc wolno jedząc czy pijąc można nie ruszając się od stolika zobaczyć wszystko dookoła.
Wracając z góry po drodze, było kilka geocachy :) Trochę odpocząłem w kamperku i postanowiłem ruszyć do centrum, ale już nie na nogach, nie komunikacja miejską (pojedynczy bilet kosztuje 2,5 Lt, bilet 24 godzinny aż 13 Lt). Najpierw podjechałem Mruczkiem do dzielnicy Zwierzyniec (chyba - hehehe) i trochę pochodziłem, później zajechałem na sam rynek, zaparkowałem koło ratusza i po wypiciu obowiązkowej kawy - krótka (parkowanie w samym centrum - 6Lt za godzinę) włóczęga po starówce.
Powrót na camping, dzisiaj już trzeba zapłacić, prysznic i odpoczynek przy komputerze.
Pierwsza (wczorajsza) noc na camping - za darmo, dzisiaj zapłaciłem 56 Lt więc średnio wychodzi 28 Lt za noc - drożej niz na parkingu koło katedry ale za to z WC, prysznicem, prądem. Szkoda tylko że daleko do centrum ale trudno.
Wilno
Cały wczorajszy wieczór walczyłem o sieć. Tradycyjnie, na WiFi, zgłaszała mi się Zebra. Była też strona informacyjna, nawet po angielsku, że za 5 Lt mogę mieć 24 godzinny dostęp do sieci, muszę tylko wysłać SMSa na podany nr. Żeby nie było za pięknie - SMS musi być wysłany z nr litewskiego, czyli trzeba kupić litewską kartę do telefonu. Podjechałem na najbliższą stacje benzynową, kupiłem Tele2 za 4,5 Lt.
Fajnie myślę, zaraz będzie internet. Ale FIGA, to byłoby za proste. Karta niby działa, ale dostaje komunikat ze wysłanie SMSa na nr Zebry "nie powiodło się". Zabieram się więc za czytanie ulotek do tej karty (dołączają po litewsku, rosyjsku i angielsku) i okazuje się, że mogę mieć internet w całkiem rozsądnej cenie - 0,9 Lt (czyli ok 1 zł) za 1 MB transmisji. Roaming w Orange to 20 zł za 1 Mb - różnica zasadnicza :)
Ale żeby nie było za prosto - łączyć się nie chce. Wysyłam SMSa z prośba o konfigurację - dostaje odpowiedź (tylko po litewsku), że mój modem/telefon nie jest przystosowany do transmisji GPRS - heheheh. Dzięki pomocy Ewy (DZIĘKUJĘ jeszcze raz) skonfigurowałem ręcznie modem i szczęśliwie się połączyłem. W ulotce doczytałem też, że można wykupić sobie pakiet internetowy - w moim przypadku 7 dniowy, za 2,5 Lt na 20 Mb. Wysłałem SMSa i w odpowiedzi wyczytałem, że mam ..... 150 MB - NIC NIE ROZUMIEM :) Grunt, że działa.I wygląda na to, że za 4,5 Lt (ok 5 zł) będę miał dostęp do sieci do 7 dni, przy niezbyt dużej transmisji.
Nazwa karty to PILDYK a o warunkach, kodach i taryfach napisali TUTAJ.
Po spokojnej nocy zabrałem się za problemy z prądem. Jak zwykle, okazało się, że to drobiazg - wyskoczył jeden kabelek. Docisnąłem i znowu działa. Uffff
Dzisiejsze fotki. Postój.
Fajnie myślę, zaraz będzie internet. Ale FIGA, to byłoby za proste. Karta niby działa, ale dostaje komunikat ze wysłanie SMSa na nr Zebry "nie powiodło się". Zabieram się więc za czytanie ulotek do tej karty (dołączają po litewsku, rosyjsku i angielsku) i okazuje się, że mogę mieć internet w całkiem rozsądnej cenie - 0,9 Lt (czyli ok 1 zł) za 1 MB transmisji. Roaming w Orange to 20 zł za 1 Mb - różnica zasadnicza :)
Ale żeby nie było za prosto - łączyć się nie chce. Wysyłam SMSa z prośba o konfigurację - dostaje odpowiedź (tylko po litewsku), że mój modem/telefon nie jest przystosowany do transmisji GPRS - heheheh. Dzięki pomocy Ewy (DZIĘKUJĘ jeszcze raz) skonfigurowałem ręcznie modem i szczęśliwie się połączyłem. W ulotce doczytałem też, że można wykupić sobie pakiet internetowy - w moim przypadku 7 dniowy, za 2,5 Lt na 20 Mb. Wysłałem SMSa i w odpowiedzi wyczytałem, że mam ..... 150 MB - NIC NIE ROZUMIEM :) Grunt, że działa.I wygląda na to, że za 4,5 Lt (ok 5 zł) będę miał dostęp do sieci do 7 dni, przy niezbyt dużej transmisji.
Nazwa karty to PILDYK a o warunkach, kodach i taryfach napisali TUTAJ.
Po spokojnej nocy zabrałem się za problemy z prądem. Jak zwykle, okazało się, że to drobiazg - wyskoczył jeden kabelek. Docisnąłem i znowu działa. Uffff
Dzisiejsze fotki. Postój.
wtorek, 31 maja 2011
Na Litwie
Oczywiście, wyjazd bez przygód różnego rodzaju nie byłby ciekawy.
Najpierw okazało się, że moje gniazdko elektryczne w kamerze przestało działać. Szczęśliwie gniazdko koło TV działa, więc prąd do kompa jest.
Później miałem spotkanie "trzeciego stopnia" z litewską drogówka. Zagapiłem się i przejechałem przez teren zabudowany z prędkością 85, zamiast 50 km/h. Jak mi panowie pokazali cennik, minę miałem niewesołą - od 400 do 600 Lt. Wstępnie proponowali 500 Lt ale mój dar przekonywania ludzi (jeden całkiem nieźle mówił po polsku) okazał się skuteczny i skończyło się na pouczeniu. UFFFF :)
Dojechałem wreszcie do Wilna, na znany parking a tu ..... zmiany zmiany zmiany. Ceny co prawda takie jak w zeszłym roku (20 Lt za kampera za 24 h) ale żywej duszy nie ma, zamiast pracownika który pilnował postawiono automat, tylko na monety. Szlaban podniesiony do góry, kilka samochodów osobowych, żadnych kamperów czy autobusów - trochę strach tak zostawiać Mruczka samego.
Postanowiłem więc przenieść się na Vilnius Camping. GPS doprowadził mnie na miejsce a tu - zamiast campingu jakies nowe centrum kongresowe. Pytam jednego, drugiego tubylca - nikt nic nie wie. Zacząłem więc krążyć i nagle, na trawce za centrum zobaczyłem kilka kamperków. Okazuje sie ze camping "budują" to znaczy prąd już jest, internetu nie ma ale są szanse że może jutro zrobią, kontenery sanitarne stoją i nawet podobno dziłają, administracji nie ma, płot się właśnie buduje. BO jak mi powiedziano, camping ma być czynny od jutra ale już dzisiaj nocować można (ciekawe, za ile - hehehe).Stoi kilka kameprów francuskich i jeden włoski no i Mruczek.
Najgorsze jest to, że do centrum kilka kilometrów.
Dzisiaj pewnie już nie będzie mi się chciało iść.
To na razie - tyle, ciekawe ile połknie roaming by wysłać ten tekst (zdjęcia uzupełnię, jak będę miał jakąś rozsądną sieć)
Najpierw okazało się, że moje gniazdko elektryczne w kamerze przestało działać. Szczęśliwie gniazdko koło TV działa, więc prąd do kompa jest.
Później miałem spotkanie "trzeciego stopnia" z litewską drogówka. Zagapiłem się i przejechałem przez teren zabudowany z prędkością 85, zamiast 50 km/h. Jak mi panowie pokazali cennik, minę miałem niewesołą - od 400 do 600 Lt. Wstępnie proponowali 500 Lt ale mój dar przekonywania ludzi (jeden całkiem nieźle mówił po polsku) okazał się skuteczny i skończyło się na pouczeniu. UFFFF :)
Dojechałem wreszcie do Wilna, na znany parking a tu ..... zmiany zmiany zmiany. Ceny co prawda takie jak w zeszłym roku (20 Lt za kampera za 24 h) ale żywej duszy nie ma, zamiast pracownika który pilnował postawiono automat, tylko na monety. Szlaban podniesiony do góry, kilka samochodów osobowych, żadnych kamperów czy autobusów - trochę strach tak zostawiać Mruczka samego.
Postanowiłem więc przenieść się na Vilnius Camping. GPS doprowadził mnie na miejsce a tu - zamiast campingu jakies nowe centrum kongresowe. Pytam jednego, drugiego tubylca - nikt nic nie wie. Zacząłem więc krążyć i nagle, na trawce za centrum zobaczyłem kilka kamperków. Okazuje sie ze camping "budują" to znaczy prąd już jest, internetu nie ma ale są szanse że może jutro zrobią, kontenery sanitarne stoją i nawet podobno dziłają, administracji nie ma, płot się właśnie buduje. BO jak mi powiedziano, camping ma być czynny od jutra ale już dzisiaj nocować można (ciekawe, za ile - hehehe).Stoi kilka kameprów francuskich i jeden włoski no i Mruczek.
Najgorsze jest to, że do centrum kilka kilometrów.
Dzisiaj pewnie już nie będzie mi się chciało iść.
To na razie - tyle, ciekawe ile połknie roaming by wysłać ten tekst (zdjęcia uzupełnię, jak będę miał jakąś rozsądną sieć)
Do Wilna
Podobnie, jak w zeszłych latach, tak i w tym roku ,chcę 2 czerwca byc w Wilnie, w Ostrej Bramie. Wodę i paliwo zatankowałem kilka dni temu, więc dzisiaj tylko wsiąść i jechać. Wczoraj po południu włączyłem lodówkę (w zamrażalniku było +20), dzisiaj, po 20 godzinach na gazie temperatura spadła do -10, czyli ładnie działa na gazie :)
Pojechałem, tak jak poprzednio, przez Knyszyn - przy tym upale stanie w korkach jest zupełnie bez sensu. Krótki postój w Augustowie na małe zakupy i drugie śniadanie i Mruczek od razu znalazł sobie towarzystwo :)
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 300 km.
Pojechałem, tak jak poprzednio, przez Knyszyn - przy tym upale stanie w korkach jest zupełnie bez sensu. Krótki postój w Augustowie na małe zakupy i drugie śniadanie i Mruczek od razu znalazł sobie towarzystwo :)
Dzisiejsze fotki. Przejechałem ok. 300 km.
niedziela, 29 maja 2011
Czomolungma
Czomolungma czyli Mont Everest została zdobyta po raz pierwszy przez Nowozelandczyka Edmunda Percivala Hillarego oraz Norgaya Tenzinga – Szerpa z Dardżylingu dnia 29 maja 1953 roku czyli dokładnie 58 lat temu. Rocznice tę postanowiłem uczcić schłodzonym Olaszrizlingiem znad Balatonu :)
środa, 25 maja 2011
Małe zmiany techniczne
Wprowadzam zmiany w wyglądzie tego blogu.
Chciałem początkowo dać dynamiczne mapki bezpośrednio w tekstach, ale doszedłem do wniosku, że będzie to znacznie zwalniało ładowanie się strony, co gdzieś w terenie, przy słabej szybkości łącza, może być mocno denerwujące. Mapka każdego dnia będzie dostępna jako link, na dole posta (otworzy się w nowym okienku).
Podobnie ze zdjęciami - będą otwierały się w nowych okienkach, by można było czytając tekst oglądać też zdjęcia.
Chciałem początkowo dać dynamiczne mapki bezpośrednio w tekstach, ale doszedłem do wniosku, że będzie to znacznie zwalniało ładowanie się strony, co gdzieś w terenie, przy słabej szybkości łącza, może być mocno denerwujące. Mapka każdego dnia będzie dostępna jako link, na dole posta (otworzy się w nowym okienku).
Podobnie ze zdjęciami - będą otwierały się w nowych okienkach, by można było czytając tekst oglądać też zdjęcia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

