środa, 18 września 2013

Nyiregyhaza-Sosto

14:00
Całą noc równo padało. Poczytałem sobie swoje wpisy z zeszłego roku - dokładnie w połowie września było w Sarospatak ok. 30 stopni, a teraz muszę się dogrzewać, bo w nocy temperatura spada poniżej 10 stopni.
Znowu Tokaj, ale tym razem tylko przejazdem, nie nocuje. Zatrzymałem się koło starówki, połaziłem trochę po pustych uliczkach, kupiłem trochę węgrzyna i dalej w drogę.
Dzisiejszy mój cel, to Nyiregyhaza. Przez centrum przejechałem, może jutro się zatrzymam przy placu bohaterów, jak wcześniej planowałem. Pojechałem pooglądać Sosto, dzielnicę rekreacyjną z obowiązkowymi termami. Część na powietrzu już oczywiście nieczynna, ale całość robi dobre wrażenie. Część obok całorocznych term na pierwszy rzut oka przypomina park w Druskiennikach.
Ceny mają spore - dorosły 2600 ft, 60+ tylko 1800, ale jeśli się wejdzie po 16, na niecałe 4 godziny, to wtedy to kosztuje tylko 1600 ft, więc ... czekam do 16 :)
Zaraz po drugiej stronie ulicy jest hotel, spory ogólnodostępny parking i w hotelu jest darmowe WiFi, więc nocleg planuję tutaj. W hotelu trwa częściowy remont, więc jeden mały kamperek, na pustawym parkingu, nie powinien nikomu przeszkadzac.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 17 września 2013

Sárospatak

11:00
Jó napot kívánok, czyli dzień dobry po madziarsku :)
Wczoraj wieczorem się rozpadało i pada z przerwami dalej. Gdzie najlepiej się schować przed deszczem ? Oczywiście w basenie termalnym :) Posiedziałem w wodzie kolejną godzinkę i nawet przestało padać. Za chwilę jadę do centrum, na obiad.
14:30
Dzisiaj poszalałem, za obiad zapłaciłem 920 ft. Teraz siedzę w kafejce z WiFi przy smacznym ciastku i kawusi (315 ft). Niestety znowu pada.
19:30
Tak jak planowałem, wyniosłem sie z campingu. Stoję na przeciwko kafejki i mam dobry sygnał WiFi. Pada to mało powiedzieć, równo leje. Oglądałem przed chwilą mapy satelitarne i nie wygląda to obiecująco. Przez dwa poprzednie lata Węgry borykały się z suszą, Dunaj był na wyjątkowo niskim poziomie, w tym roku natura odrabia zaległości.


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 16 września 2013

Sárospatak [Szaroszpotok]

Pogoda nie rozpieszcza, dokładnie rok temu tutaj było upalnie. Ale może to i dobrze, wystarczy gorąca woda w basenie.
Na śniadanie dokupiłem marynowaną paprykę, oczywiście csipos :) Zaraz jadę na camping i baseny. Pewnie po południu wyskoczę na dahonku do centrum, to wtedy wrzucę więcej zdjęć, bo ani na campingu ani na basenie WiFi nie ma.

13:00
Wczoraj tutaj skończył się sezon, od dzisiaj bilet wstępu na termy potaniał z 1500 do 900 ft. Szkoda, że ta przecena nie dotyczy camping. Mam wrażenie, że tutaj podrożało od zeszłego roku.
Aktualny cennik jest taki (za jedną noc):
- 1500 kamper
- 1400 osoba dorosła
- 600 wstęp na termy
- 600 podłączenie do prądu
- 250 opłata lokalna
Nie ma zniżki dla seniorów ani na legitymację federacji FICC.
Zapłaciłem więc 4350 ft, czyli licząc po kursie
100 ft = 1,40 zł< br /> trochę ponad 60 zł. W sumie wyjdą dwa dni moczenia się, półtorej dnia ładowania akumulatorów, bo planuję jutro na wieczór wynieść się na poprzednie miejsce w centrum.
Pomoczyłem się już 1,5 godziny, teraz odpoczywam w cieniu (bo pojawiło się trochę słońca). Niedługo wsiadam na dahonka i na obiad, do jadłodajni, którą odkryłem w zeszłym roku. Wtedy można było zjeść normalny obiad za mniej, niż 1000 ft.

15:00
To jest straszne .... Siedzę na dziedzińcu kolegium, jest tam gimnazium i uczelnia wyższa, młodych ludzi sporo, normalna sprawa. Przechodzi dwóch koło mnie, spojrzeli na mnie, chwila wahania i ...... "dzień dobry" do mnie, oczywiście po węgiersku. Po kilku minutach sytuacja się powtarza, tym razem trzy dziewczyny. Już mi dawno mówiono, że jak spojrzę znad okularów, to od razu wiadomo, kto ja jestem :) To jest na prawde straszne.
Za obiad zapłaciłem 690 ft, czyli mniej niż 10 zł. Zupa kalafiorowa (chyba z sokiem cytrynowym), kawałek smażonego schabu z ryżem i wszystko smaczne.

Dzisiejsze fotki.

niedziela, 15 września 2013

Dalej Słowacja

Śniadanie w kamperze, kawusia i internet w McD :)
W nocy trochę padało, teraz tylko pochmurno i trochę wieje.
Plan na dzisiaj to 35 km do Koszyc, po drodze jest trochę cachy, więc trudno powiedzieć kiedy tam dojadę. Połażę po starówce, powspominam.
Moja włóczęga po różnych krajach tam się zaczęła wiele lat temu, gdy wysłałem właśnie z Koszyc zaproszenie do siebie, co pozwalało w tamtych, szalonych czasach "kupić" korony i później wyjechać do Czechosłowacji.
Na wieczór planuję dojechać do Sarospatak (CK dezerterów już tam nie ma) i się trochę pomoczyć. Ciągle mam nadzieję na trochę lepszą pogodę.

16:30 Koszyce
Jak przystało na Europejską Stolicę Kultury 2013 miasto odmalowane i wysprzątane. Tutaj języka rosyjskiego jakoś nie słychać, oprócz słowackiego głównie węgierski. Dużo polaków spotkałem, jest też trochę ukrainców.
Cyganie ciągle są tutaj problemem. Ledwie wysiadłem z kampera, od razu dwóch chciało coś ode mnie wyżebrać. Później też mnie różni zaczepiali, i w moim wieku i dzieciaki. Lubie i szanuję cyganów, ale ci tutaj, w swojej masie, robią bardzo złe wrażenie.
Jadę dalej, do Sarospatak, dzisiejsza noc w centrum (znam miejsce z internetem) a jutro na camping i do basenu.

19:30 Sarospatak
Pensjonat przy głównej ulicy zmienił ustawienia routera, już nie ma wolnego dostępu. Pochodziłem chwilę i znalazlem inne miejsc, nawet spokojniejsze, parking pod blokiem i dość silny sygnał WiFi. Latarnie już się palą, więc ... standard :)

Dzisiejsze fotki.

sobota, 14 września 2013

Svidnik

8:30
Pogoda się poprawiła, widać niebieskie niebo, oby tak dalej.
Dzisiaj Svidnik, miasto które dotychczas tylko mijałem, czasami robiło się tutaj ostatnie zakupy. Doczytałem wczoraj, że nie tylko mają tutaj gorące źródło, ale otworzyli niedawno camp dla gości kąpieliska.
Dodatkowo dzisiaj specjalna impreza w mieście - air show.


19:30 Presov
W Svidniku zatrzymałem się najpierw w centrum, koło malowniczej cerkwi. Na parkingu obok stało zaparkowane auto z serbską rejestracją, którą od razu pstryknąłem. Po chwili podszedł do mnie człowiek i się pyta, z jakiego powodu fotografuje jego samochód. Dogadaliśmy się dość szybko, on mówił serbo-słowackim ja polsko-słowackim więc z komunikacją nie było problemu.
Okazało się, że to artysta, maluje właśnie freski w tej cerkwi. Zaprosił mnie do środka i mogłem je pooglądać. Robią duże wrażenie. Ikonostas, drewniany, zrobiony przez ludzi z Ukrainy, też jest śliczny.
Porozmawialiśmy o kamperach i w ramach rewanżu zaprosiłem go i pokazałem Mruczka.
Pojechałem później na kąpielisko Vodny Svet. Wszystko zamknięte na głucho, nie ma żadnej informacji, czy może ten ciepły basen w środku jest czynny, ale pewnie nie.
Po dłuższych poszukiwaniach udało mi się dojechać na lotnisko, ale z oglądania pokazów zrezygnowałem i pojechałem do Preszowa. Na nowym osiedlu jest McDonald i tutaj planuje nocleg. Centrum miasta ładnie odlizane, samochody wyrzucone, zostały tylko autobusy i trolejbusy. Połaziłem, zaliczyłem cztery cache, kupiłem Kofole i wróciłem zmęczony pod McD.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 13 września 2013

Piątek, 13 września

8:00
Kiedyś lubiłem trzynastki, nawet je prowokowałem. Nie wyszedłem na tym dobrze. Ciekawe jak dzisiejsza piątkowa 13 się skończy.
Rano podłączyłem moje urządzenie rozruchowe i od pierwszego razu Mruczek odpalił. Warto było je wozić ze sobą dwa lata. Co ciekawsze, kontrolka na panelu od razu się zapaliła a podłączony miernik pokazuje napięcie na aku (w trakcie ładowania) ok 14. Chyba jednak alternator. W Biłgoraju, 4 km od mojego obecnego miejsca, jest Auto Centrum, w opisie chwalą się, że naprawiają rozruszniki i alternatory więc może będą umieli mi pomóc.

12:00
Pan elektryk wysłuchał moich opowieści, zmierzył napięcia i stwierdził, że chce jeszcze sprawdzić gęstość elektrolitu. Otworzył akumulator i okazało się, że nie na co mierzyć. Dwie cele całkiem suche, w pozostałych mizerne resztki na dnie. Decyzja była oczywista - nowy akumulator.
Są akumulatory kwasowe, żelowe, ja z Mruczkiem wynalazłem akumulator powietrzny :)
Zastanawiające jest tylko to, że na wiosnę "fachowiec" sprawdzał akumulator i stwierdził, że wszystko jest OK.

18:30
Po wczorajszych i dzisiejszych przygodach z prądem chciałem dzisiaj jeszcze na spokojnie poobserwować nowy akumulator, więc zatrzymałem się w Rzeszowie, połaziłem trochę po centrum, pooglądałem zamek, w którym teraz jest sąd.
Nocleg w kolejnym znanym już miejscu, czyli stacja paliw w Równem przed Duklą.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 12 września 2013

Na południe, ale z problemami

Oba spotkania za mną, oba chyba pozytywne, można więc jechać. Spakowałem się i w drogę. W planie Słowacja, na krótko, tylko Presov i Koszyce a później Węgry i różne termy.
Od samego początku znowu coś z ładowaniem lub samym akumulatorem. Kontrolka na panelu zaświeciła się tylko raz, na postoju, ale po chwili, jak właczył się wiatrak - zgasła i już jej dzisiaj nie widziałem. Miałem dość różnych prowizorek, więc skleciłem własny miernik podłaczany do gniazdka zapalniczki i w ten sposób mogłem w czasie jazdy, w sposób ciągły monitorować napięcie akumulatora. Nie wygląda to ładnie. Jadąc czyli cały czas z włączonymi światłami, napięcie wahało się między 12,4 a 13,0. Przy wyłączonym silniku miałem ok 12,5 ale po przekręceniu kluczyka, czyli włączeniu zapłonu już tylko 11,6 czyli ewidentnie niedoładowany akumulator.
Dojechałam na stację benzynową tuż przed Biłgorajem (nocowałem tutaj w zeszłym roku), zaparkowałem, zjadlem w barze smaczne flaczki i chciałem teraz odpalić silnik i troche podładować akumulator przed nocą a tu ZONK. Kontrolki gasną, rozrusznik tylko mruknął i ...... cisza. Nie będę teraz, po nocy walczył, rano zaobaczę czy uda mi się odpalić samemu czy potrzebna będzie jakaś pomoc. Mam "urządzenie rozruchowe" czyli zapasowy akumulator w specjalnej obudowie z różnymi dodatkowymi bajerami - może wreszcie się przyda. W najgorszym przypadku jakoś podjadę do Biłgoraja (tylko 4 km), kupię nowy aku i zamontuję. Ten obecny mam już ponad 3 lata więc miał prawo skończyć żywot. Oby tylko na akumulatorze się skończyło.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 2 września 2013

Powrót

Rano nawet było trochę słońca, ale obejrzałem mapy satelitarne, posłuchałem prognoz i zacząłem się zbierać. Ledwie wyjechałem z campingu, zaczęło padać. Teraz w Augustowie pod Kauflandem, jem śniadanko.
W czwartek mam spotkanie, później 11 kolejne. Może "między" gdzieś wyskoczę ale to zależy od pogody. Za to po 11 chciałbym zniknąć na dłużej, na południe.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 1 września 2013

Niedziela nad Serwami.

Wczoraj wieczorem padało, w nocy też ale dzisiaj, w ciągu dnia wypogodziło się trochę, nawet momentami było słonecznie. Wybrałem się na rowerze na mały rekonesans, tym razem w drugą stronę jeziora, do głównej szosy. Powoli widać już zbliżającą się jesień, pojedyncze żółte liście na drzewach, jakaś taka cisza, spokój, jak to zwykle w takich miejscach jest na początki września.
Na obiad postanowiłem zgrilować to co jeszcze zostało. Walczyłem z wiatrem, który co chwila podwiewał z innej strony, skończyło się na tym, że  kuchenkę wniosłem do kampera i dokończyłem grilowanie w środku.


Oprócz mnie, tutaj, na campingu były jeszcze dwie rodzinki z Warszawy i na weekend dojechała rodzinka pana z wypożyczalni sprzętu pływającego. Po południu wszyscy wyjechali o zostałem sam z kaczkami.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 31 sierpnia 2013

Serwy

Spokojny i leniwy dzień. Pogoda średnia, rano nawet było słońce, później czuć było zbliżający się deszcz no i wieczorem trochę popadało.
Na obiad wybrałem się do Suchej Rzeczki - ok 4 km drogą, do Zajazdu u Lecha, chwalonego w sieci. Miejsce miłe, kuchnia smaczna. Jako że za babką ziemniaczana nie przepadam, zamówiłem coś czego jeszcze nie jadłem, czyli kakory litewskie. Warto było się skusić.


Jakby ktoś miał ochotę samemu poeksperymentować, znalazłem też przepis na kakory, w różnych odmianach.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 30 sierpnia 2013

Serwy

Noc w Augustowie przeszła tradycyjnie spokojnie i bez problemów, nie licząc śmieciarek, które już o 5:30 pracowały i hałasowały. Przeniosłem się pod Kauflanda na śniadanie.
Później, tak jak planowałem te kilkanaście kilometrów do Serw. Po drodze Studzieniczna, o tej porze roku, jak większość miejsc tutaj - pusta, cicha.
Ośrodek w Serwach znalazłem w internecie.  Hotel ładny, pachnie nowością, reszta wymaga jeszcze sporo pracy ale mimo wszystko jest fajnie. Duży  zadrzewiony teren, z miejscami na kampery (pod drzewami, w cieniu). Po drugiej stronie drogi - otwarty plac campingowy z plażą, pomostami, wypożyczalnią sprzętu pływającego. Słońce już tak nie grzeje, więc wybrałem nocleg z widokiem na jezioro.


Podoba mi się tutejszy cennik - za kampera płaci się tyle samo co za zaparkowanie samochodu, czyli 20 zł. Osoba kosztuje 8 zł i podłączenie do prądu tez 8 zł. Ceny bardzo przyzwoite. W samym Augustowie chcą więcej niż na campingu w Wilnie :) .
Cisza, spokój, pustki, tylko kaczki hałasują na wodzie. Pokręciłem się trochę na rowerku po okolicy, na drugim końcu wsi jest sklep i bar (czynny tylko do 25 sierpnia), zrobiłem grila i ....... odpoczywam :)
Jutro w planie  na rowerku na obiad, do Suchej Rzeczki, do Lecha - podobno bardzo smacznie i w rozsądnych cenach można się najeść różnych speciałów.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Puszcza Augustowska

Mam prawie tydzień do spotkania, nic nowego się nie pojawiło, pogoda jeszcze letnia więc nie ma sensu siedzieć w mieście. Postanowiłem wyskoczyć na kilka dni w plener i w ramach szukania rozsądnych (czyli fajnych, położonych niedaleko i w umiarkowanych cenach) miejsc chcę zbadać Serwy. Ośrodek na zdjęciach w internecie wygląda ciekawie, ceny przyzwoite, trzeba sprawdzić.
Na razie dojechałem do Augustowa, pokręciłem się troche na rowerku nad Nettą i Niegocinem, znalazłem kilka cachy i nocuję na stałym miejscu czyli pod pocztą, w rynku.
Jutro po śniadaniu Studzieniczna, Przewięź i Serwy. Zdjęć dzisiaj zrobiłem niewiele, zaraz je powrzucam.

P.S. Klawiaturka na BT z tabletem spisuje się wyśmienicie :)


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Przemyślenia

Poza domem spędziłem teraz 17 nocy w tym za 4 noclegi płaciłem:
   - Wilno, parking, 20 Lt czyli około  25 zł
   - port w Munalai,  4E   czyli około  17 zł
   - Jurmala, 26 Ls           czyli około 156 zł
Razem - poniżej 200 zł. Obiady jedzone w knajpach opisywałem, ceny jak w naszych barach szybkiej obsługi. Pozostałe posiłki - jak w domu, prowiant albo przywieziony z Polski lub kupowany na miejscu, w sklepach.

Jak widać - taka kamperowa włóczęga jest oszczędną formą zwiedzania. Oczywiście, potrzebna inwestycja, czyli sam kamper no i paliwo kosztuje. Pamiętać jednak trzeba, że podróżując w świat za dojazd i tak trzeba płacić, chyba że się jedzie na rowerze, ale wtedy zobaczy się o wiele mniej.
I jak w reklamie - wolność, swoboda, brak sztywnych rezerwacji itp - bezcenna :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Łotwa

10:00 Jurmala
Wstępnie myślałem, by tutaj zostać jeszcze jeden dzień ale zmieniłem decyzję. Pogoda siadła, chmury, od czasu do czasu pada więc nie sa to warunki do siedzenia na plaży. Ostatecznie o takiej decyzji zdecydował komunikat na sanitariatach - NO HOT WATER. To ja mam  płacić po 13 Ls za możliwość wzięcia prysznica w kamperze ? Dziękuję, przez dwa tygodnie robiłem to za darmo :)
Po dłuższych bojach udało mi się wczorajszy filmik z pokazu sztucznych ogni wrzucić do sieci tak, by można go było oglądać. Mój pierwszy film  telefonem, więc proszę o wybaczenie za jakość. Wielkość pliku to ponad 300 MB, trwa to prawie 6 minut.

21:00 Kowno
Jelgawa, którą odwiedziłem dzisiaj robi bardzo pozytywne wrażenie. Pałac, obecnie siedziba Uniwersytety, jest imponujący. Widać niestety lata zaniedbania, ale sporo już odremontowano i odlizano. Widać to na zdjęciach.


Widać też, że gospodarze miasta bardzo się starają. Centrum jest w trakcie przebudowy, ale po tym, co już zrobiono widać, że będzie ślicznie. Ciekawie zorganizowany deptak nad rzeką, z fantazyjną kładką dla pieszych i rowerzystów. Na mnie wrażenie zrobił pomysł przejścia dla pieszych, przy moście. Zamiast standardowo malować zebrę, stawiać światła, zrobiono pływającą kładkę pod mostem, która naturalnie łączy się z promenadą.


Oprócz tego, kawałek dalej jest przejście tunelem pod jezdnią z rozsądnie zaplanowanym zjazdem dla wózków i rowerów. Za rok czy dwa, jak to wszystko dokończą warto będzie tam zaglądać jadąc do Rygi czy dalej na północ, do Estonii.
Na noc zatrzymałem się na parkingi stacji paliwowej na obrzeżach Kowna. Jest darmowe WiFi.

Jutro już do Białegostoku. Kolejną eskapadę chcę zacząć koło 10 września, mam nadzieję, że to się uda. Termy madziarskie czekają :)


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Ryga - Jurmala

8:45 Jurmala
Poranny spacerek po plaży już za mną, śniadanie też. Zbieram się powoli, mam ochotę pooglądać z zewnątrz tutejszy  Aquapark. Łotysze chwalą się, że podobno, pod niektórymi względami, najlepszy w całej Europie. Możliwe, ceny też chyba najwyższe - za 2 godziny w sezonie - 20,5E :) Do tego Aquaparku mam jakieś 8 km i mam ochotę pojechać sobie po plaży, drobniutki, ładnie ubity piasek, inni jeżdżą, ja tez mogę spróbować.


Cytując prasę 
Od pierwszego października Łotwa stopniowo będzie przestawiać się na euro. Ceny będą wskazywane w dwóch walutach, a uposażenia będą przelewane zgodnie z kursem. Okres przejściowy ma potrwać trzy miesiące. Już od 1 stycznia 2014 roku euro stanie się oficjalną walutą kraju.
Czyli trzeba wyjeżdżając wydać wszystkie łaty, zostawić sobie kilka monet na pamiątkę - za rok już tylko euro.

14:00 Jurmala
Całkiem sympatycznie się jeździ po plaży rowerem. I sporo osób tak robi, warto.



Trzeba się powoli zbierać do Rygi, gorąco ale w taki dzień nie można sobie tego odpuścić. Warto jechać chociażby by pooglądac na żywo, nad ulicy Grupę MoCarta :)


Dzisiejsze fotki.

sobota, 17 sierpnia 2013

Do Rygi

Noc minęła spokojnie, rano ruszyłem w stronę stolicy Łotwy drogą nad brzegiem morza. Najpierw zatrzymując się na malowniczym parkingu tuż przy plaży gdzie miałem okazję przyglądać się jak wygląda przygotowanie i start osób pływających na desce ze spadochronem (raczej latawcem), Później zjechałem trochę w bok z głównej drogi do muzeum Minchauzena. Z tego co tam wyczytałem w materiałach informacyjnych, to baron mieszkał tam 6 lat ze swoją żoną. Muzeum jak muzeum - wszystkiego po trochę, ale cały kompleks: muzeum, ścieżka  5 km po lesie, plac zabaw dla dzieci, duży okręt- zjeżdżalnia bardzo fajnie zrobione i widać że cieszy się sporym zainteresowaniem ludzi.


Kolejny przystanek, to muzeum rowerów, w prywatnym domu, z całkiem ciekawą kolekcją. Warto tam zajrzeć będąc w pobliżu - wstęp tylko 1 łat.


Zajechałem wreszcie do Rygi i postanowiłem zobaczyć camping City Riga. Ulokowany jest po drugiej stronie rzeki niż stare centrum, ok 2 km od mostu czyli jakieś 5 km od starówki. Koło dużej hali, plac betonowy jako parking, koło niego dwa placyki porośnięte trawą - jeden na namioty, drugi na kampery. Zero drzew więc patelnia straszna, bez klimatyzacji, w słoneczne lato ....... tragedia. Cena spora: kamper 7Ls, człowiek 2 Ls, prąd 2 Ls no i to co mnie dobiło - WiFi 3 Ls za 24 godziny ....... wrrrrrrr. Wychodzi że musiałbym zapłacić za te patelnie 14 Ls za dobę. Pojechałem wiec na znany mi już camping w Jurmali (ok 20 km od centrum Rygi). Mam wrażenie że podrożało, za dobę płacę 13 Ls - kamper 9Ld, człowiek 2 Ls, prąd 2 Ls. ale stoję w cieniu, pod drzewem no i mam WiFI bez opłat. Co prawda (nie wiem po co) zablokowano pewne porty i np gg nie działa, ale za to plaża zaraz obok, a do centrum Rygi, jak w Trójmieście - elektryczką się dojeżdża.

Zauważyłem, że Łotysze "przeprosili" się z językiem rosyjskim. Jak dwa czy trzy lata temu zaczynałem rozmowę po rosyjsku, patrzyli na mnie  niechętnie. Teraz, jak poznają, że ja nie tubylec, natychmiast zaczynają sami po rosyjsku. Skąd ta zmiana ? Sądzę, że wystarczy popatrzeć na rejestracje samochodów zaparkowanych w kurortach - sporo Rosjan, Białorusinów, Litwinów, trochę mniej Estończyków,  widziałem tez kilka polskich samochodów a z tymi wszystkimi nacjami najlepiej porozumieć się po rosyjsku właśnie.

23:00 Jurmala
Przejeżdżając dzisiaj przez Ryga widziałem że coś się dzieje, okazuje się, że zupełnie przypadkiem trafiłem na Dni Rygi  - broszura opisująca cała imprezę jest TUTAJ.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 16 sierpnia 2013

Kihnu

8:00 prom Amalia
Okazuje się, że w porcie nie ma WiFi, za to na promie jest. Na wyspę płynie się ok godziny, bilet w jedną stronę kosztuje 2,6€ plus rower 1€. W piątki są aż 4 rejsy, w inne dni tylko 2. Powrotny mam albo o 16 albo o 19 (czasu lokalnego, czyli +1). Kilka fotek z dzisiaj już wysłałem.

14:00 Kihnu
Nawet jest tutaj internet, i zdjęcia już poszły. Przejechałem po wyspie ok 30 km, bardzo sympatyczne miejsce. Spotkałem 3 sklepy, jest camping, wygląda elegancko, jest knajpka, chyba tylko jedna. Na turystów, zwłaszcza zagranicznych, zupełnie nie są nastawieni. Napisy po estońsku, po angielsku prawie nikt nie rozmawia, bilety w porcie kupowałem na machanego.

Moja trasa na dahonku po wyspie:



21:30 okolice Voiste
Początkowo myślałem o noclegu w Parnu, np koło plaży, ale albo postój na ulicy z bardzo słabym WiFi albo na parkingu bez sieci. Nocleg na starym mieście nie wchodzi w rachubę, za dużo różnych grup znudzonych młodych ludzi krąży, a taki znudzony może różne rzeczy wymyślać.
Wyjechałem więc z miasta w poszukiwaniu dobrego miejsca i stoję tuż przed Voiste, jakiś duży dom, boisko obok, zaraz koło szosy ale wygląda spokojnie. No i jest siec :)



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Nad morze

15:00 Parnu
Nie dość, że zimno było to jeszcze padało całą noc. Na szczęście rano przestało i mogłem chodzić bez parasola. Viljandi jestem jeszcze bardziej zauroczony, będzie to obowiązkowy punkt postoju w drodze do Tallina następnym razem.


Dojechałem do Parnu i tym razem zaparkowałem na drugim końcu deptaka niż dwa lata temu. Niewiele się zmieniło, nawet pogoda podobna - jak wtedy tak i teraz zmoczył mnie deszcz na deptaku. Na obiad wjechałem na 2 piętro PortArtur (galeria handlowa) i za dużą miskę przepysznej soljanki zapłaciłem 2€ . Zaraz bedę jechał do Pootsi a dokładniej Munalaid sadam. Nie mam pojęcia, czy będzie tam WiFi, mam wrażenie, że w tym roku jakby gorzej z dostępem do sieci, niż dwa lata temu.

19:00 Munalaiu sadam
Stoję w porcie Munalai, tutaj będę nocował za 4€ (potraktowali Mruczka jak autobus, osobowy kosztuje 2€). WiFi niestety nie mam a w roamingu zdjęć wysyłać nie będę. Jutro Mruczek zostaje w porcie, a ja z dahonkiem na wyspę Kihu. Ma tylko 16 km kwadratowych, więc może dam radę ją objechać w kilka godzin.



Dzisiejsze fotki.

środa, 14 sierpnia 2013

Zimna Estonia

8:00 Otepaa
Lało cały wieczór, całą noc i chyba dalej będzie padać. Do tego wiatr i zimno, teraz na zewnątrz 12 stopni. Czyżby miał spaść śnieg ?


Po kolejnej herbacie ruszam, na początek Torva, z ruinami zamku a co dalej, jak zwykle okaże się po drodze.

15:00 Karksi-Nuia
W Torva poza ruinami zamku jest jeszcze kilka innych ciekawistek. Ruiny, jak ruiny, jak mówi Ewcik, kupa kamieni :) Zaraz obok zamku jest cudowne/święte źródełko. Próbowałem, w smaku takie sobie. Z dugiej strony zamku jest jaskinia calkiem spora, w opisie podają, że korytarz ma ok 200 m. Wszedłem tylko kawałek, wygląda to o niebo lepiej niż rozreklamowana jaskinia koło Siguldy. Pooglądałem też ruiny starego kościoła ok 2 km od Torvy.
Następna "kupa kamieni" to pałac z 1902 roku w Taagepera. Pałac zagospodarowany, park zadbany, ładne miejsce.
Studiując mapę zauważyłem, że miejscowość Karksi-Nuia jest w ramce, co znaczy, że warto dię tutaj zatrzymać. Na strzałkach informacyjnych w centrum doczytałem, że powinny tu być jakieś ruiny, ale nie znalazłem. Za to poszalałem, zaszedłem do jakiegoś lokalu na obiad. W środku dwie młode dziewczyny mówiące tylko po estońsku, a menu, też po estońsku, pisane ręcznie, kredą na tablicy. Zamówiłem COŚ za 3,20€ i było smaczne i się najadłem :)
Zaraz jadę do Viljandi (kolejne kamienie) i tam chcę nocować. A jutro na nocleg chcę wylądować w Munalaid.

23:00 Viljandi
Wyjeżdżając z Karkal trafiłem jednak za te ruiny zamku. Są ok 2 km od centrum, po drugiej stronie jeziora. Miejsce urokliwe i z przepięknym widokiem na jezioro.
Viljandi to miasto spore, trochę po nim pojeździłem nim trafiłem tam gdzie chciałem, czyli pod IT. Jest spory i darmowy parking. Jest też niespodziewany bonus, na części parkingu rozstawione są namioty (jutro zobaczę kto i co reklamuje) i całą noc pan z ochrony będzie ich pilnował. W tej chwili stoją tutaj dwa auta - Mruczek i samochód pana ochroniarza :)


Miasto wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie, po zaparkowaniu połaziłem trochę po części w okolicach ruin zamku. To miejsce ma coś w sobie, ma swój niepowtarzalny urok. Na sam zamek nie było wejścia, dzisiaj wieczorem był tam jakiś spektakl, nawet konie w nim brały udział.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Estonia

Rano, po śniadaniu, ruszyłem w stronę Estonii. Dawną granicę łatwo przegapić i gdyby nie duża tablica przy drodze z informacjami dla kierowców nie zauważyłbym jej.
Kilka km za granicą trafiłem na skansen z dużym parkingiem, WiFi i placem chyba pod camping. Zamontowane były trzy umywalki, była woda i nawet podciągnięty prąd - gniazdka przy umywalkach. Oczywiście skorzystałem z okazji, wyprowadziłem kota, dolałem 4 konewki wody do zbiornika. Po drodze do Voru skusiły mnie różne tablice i strzałki i na chwilę podjechałem do Rouge. Zawarłem tam znajomość z przesympatycznym jamnikiem, zobaczyłem pomnik macierzyństwa.
W Voru zaparkowałem koło IT, pod kościołem św. Katarzyny i na dahonku objeździłem miasto. Fajnie mają zrobioną plażę nad jeziorem, zupełnie jak nad morzem, deptak, park, molo. Warto tam zajechać będąc w pobliżu.


W sklepowej garmażerce kupiłem COŚ ciepłego, wielkości pyzy (klops ze śliwką w środku owinięty plastrem boczku). Za dwie sztuki zapłaciłem 2,06€ i z bułką i herbatą najadłem się.
Następny przystanek to estońskie Zakopane, ich zimowa stolica czyli Otepaa. Pod miastem jest duży ośrodek sportowy. Mimo, że to połowa sierpnia, pełno tutaj narciarzy, oczywiście na kółkach. Po południu rozpadało się i pada dalej. Przy takiej pogodzie nie ma sensu jechać dalej i nocuję tu, na parkingu.



Dzisiejsze fotki.