środa, 19 września 2012

Tiszafüred

Coraz bardziej zaczyna mi się podobać ten camping. Cena przyzwoita - będę płacił za dobę, z prądem zaledwie 3100 ft. Spora kuchnia, i pralnia wliczona w cenę. Zaraz  koło campingu Lidl, kawałek dalej Penny i restauracja (jeszcze jej nie testowałem), Thermal Etterem, które mam za oknem, też wygląda na otwarte. Duża ilość kamperów  potwierdza moja opinię.  tradycyjnie, większość to niemieckie kamperki ale są też i inne (czeski, fiński, duński, węgierski). Wszystko wskazuje na to, że kilka dni tutaj posiedzę.

16:00
Spacer po mieście, drobne zakupy owocowe (winogrona, śliwki) i obiad w Thermal Etterem za 850 ft (ok 12 zł) :)  teraz  - spać się chce . . . . .

17:40
Przyszła burza, grzmi nad jeziorem i właśnie zaczęło padać. A ja odkrywam kolejne zastosowanie tableta. Mając dostęp do sieci i prąd, mogę sobie posłuchać swojej ulubionej "trójki". Jeszcze w XX wieku, jak się wyjeżdżało nie za daleko od kraju, można było złapać "jedynkę" na długich ale teraz już chyba wszystkie stacje nadają na UKF więc zaraz za granica radio milknie w ojczystym języku. A tak, dzięki androidowi i internetowi można słuchać wielu różnych stacji w dowolnym punkcie kuli ziemskiej.



Dzisiejsze fotki.

wtorek, 18 września 2012

Tisza

Cisza spokój - nawet śpiąc na głównej ulicy można się wyspać. Rano, na śniadanie kupiłem świeże rogaliki i powoli zbieram się do dalszej drogi. Dzisiaj w planie Tiszafüred nad Tisza to czyli sztucznym zbiornikiem na Tiszy. Jak wszędzie tutaj, w Tiszafüred mają oczywiście termy i jest termal camping - trzeba będzie go obadać.


12:45
Dojechałem do jeziora, obejrzałem camping, sporo kamperów i przyczepek, ale mają WiFi, więc na pewno tutaj nocuję. Przejechałem na drugą stronę jeziora i właśnie oglądam Okocentrum, czyli nowo wybudowany ośrodek edukacji przyrodniczej.


Akwarium mają super zrobione, teraz czekam na film 3D. Pani w kasie uprzedziła mnie, że będzie po węgiersku ale to nie problem :)


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 17 września 2012

Tisza / Cisa

Woda zatankowana, kotek wyprowadzony, akumulatorki naładowane - można ruszać dalej. Dunaj już objechałem dość dokładnie - teraz pora na druga co do wielkości rzekę Węgier czyli Cisę.
Przy wyjeździe z campingu zaskoczenie - wczoraj mówiono mi, że zapłacę za noc 3900 ft - dzisiaj, zmiana ceny, tylko 2500. Lubie takie zmiany :)
Zaraz za Tokajem jest płatne łowisko, z dużym parkingiem i mocnym sygnałem WiFi, z którego właśnie korzystam. Kierunek - Tiszaujvaros - na termy.

18:30
Jadzia wyznaczyła drogę do Tiszauhjvaros bez żadnych ostrzeżeń czy pytań. Oglądałem mapę, więc wiedziałem co mnie czeka. A Jadzia przed samym promem zdecydowanym, głosem stwierdziła "wjedź na prom", tym razem nie namawiała "zawróć jeśli to możliwe" jak robiła w Chorwacji :)


Do samego Tiszaujvaros  droga monotonna i mało ciekawa. Kąpielisko podobne w stylu do tego w Kisvarda, duzo trawy, kilka różnych basenów ładnie zrobionych, niestety, większość już zamknięta, po sezonie. Kioski i knajpki na basenie - tez, otwarta tylko jedna restauracja. Sama woda strasznie miękka (czy raczej alkaliczna), no i "brudna" czyli mocno brązowa od żelaza. Jakoś dziwnie mnie zmęczyła, chociaż wcale aż tak długo w niej nie siedziałem. Cała przyjemność kosztowała 1100 ft czyli około 17 zł.
Nie bardzo mi się chciało jechać dalej, szukałem więc miejsca na nocleg ale z WiFi. Koło term, tylko w hotelu jest darmowe WiFi ale z bardzo słabym sygnałem, wiec pokręciłem się trochę po mieście i znalazłem, na głównej ulicy, pod blokiem ale za to sygnał mam dobry.


Dopiero później, jak poszedłem pooglądać najbliższa okolicę, zobaczyłem, że stoję "tradycyjnie" koło ratusza :)


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 16 września 2012

Tokaj

Dzisiaj już pogoda zupełnie inna, chmury odeszły, czyste niebo i pewnie znowu będzie upalnie.
Najwyższa pora odwiedzić centrum tego regionu czyli Tokaj i jego Łysą Górę. Poza tym, moje akumulatory dopominają sie podładowania. W przewodniku obiecują, że camping w centrum ma dostęp do internetu - zobaczymy :)




15:45
Być w Tokaju i nie napić się tokaju, to byłby spory błąd. W zabytkowych piwnicach Rakocziego spróbowałem 2 rodzajów, teraz pora na dalszą degustację.
Z dostępem do sieci jest problem. Niby w samym centrum jest free hotspot ale z bardzo słabym sygnalem. Koło campingu w drugim ośrodku jest trochę lepszy. W centtim sporo WiFi ale wszystkie z hasłem. Zdjęć dzisiaj w galerii nie będzie, uzupełnię, jak znajdę rozsądny dostęp.

17:30
 
[Ozo sip,
ozo sip
Oki nek o seme kid
Oki nek o seme kid .....]
:):):):):)

Dzisiejsze fotki.

sobota, 15 września 2012

Szerencs

Nocleg na parkingu pod blokiem - udany. Cisza, spokój, oświetlenie, WiFi  - co więcej chcieć :)

Miasto Szerencs zwane jest zachodnimi wrotami do gór Zemplen. Z rzeczy które warto tutaj pooglądać, to Muzeum Cukru (jedno z trzech w Europie), zamek Rakocziego, dziwnie usytuowany bo na sztucznej wyspie na moczarach, oraz Muzeum Zemplen z unikalna kolekcja pocztówek (około miliona egz.).
Całą noc padało, teraz tez mokro, ale to nie powinno mi przeszkodzić w zwiedzaniu, zwłaszcza muzeów :) 

12:20
Znalazłem w sieci adres Muzeum Cukru, ustawiłem GPSa i Jadzia mnie doprowadziła ....... gdzieś, jak to Jadzia :) Ale po drodze zobaczyłem nowy kościół, na górze świątynia, na dolnym poziomie kaplica cmentarna i od razu kolumbarium. W krużganku wokół kościoła, na dolnym poziomie - tez duże kolumbarium.
Później już na własnego nosa trafiłem do słodkiego muzeum. W soboty i niedziele ma się w ramach biletu przewodnika, który pokazuje i opowiada co i jak. Ponieważ byłem sam, więc  sympatyczny człowiek zajął się tylko mną. Dużo opowiadał (oczywiście po węgiersku), ja odpowiadałem po polsku i było miło i sympatycznie :) I cała ta przyjemność za jedyne 500 ft.
Zamek pięknie odrestaurowany (a raczej zbudowany od nowa, zewnętrzne ściany tylko zostały z oryginału).


Muzeum zamknięte, kawiarenka - też, czynna tylko część hotelowa. Dookoła ładny, zadbany park a obok, w hali sportowej odbywał się jakiś konkurs czy spotkanie zespołów ludowych.

20:00
Na obiad podjechałem w okolice hipermarketów i wreszcie udało mi się upolować langosa. Pogoda zaczęła się poprawiać, wyszło słońce więc wybrałem się na mały objazd okolicznych wiosek. Wszędzie, jak to na tym terenie - winnice, winnice i winnice.


Najpierw Mad, później Tallya ze swoją ciekawostką  czyli ..... środkiem Europy (to już trzeci jaki odwiedziłem). Później Golop, gdzie remontowany jest stary pałacyk, pewnie bedzie tam kolejny hotel albo restauracja. Wracając  jeszcze trafilem na jarmark/odpust w Monok.
Nocuję w tym samym miejscu, pod tym samym blokiem co wczoraj w Szerencs.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 14 września 2012

Zemplen

Uzależnienie od internetu to poważna choroba, ruch na ulicy mi nie przeszkadzał, ważne, że miałem dostęp do sieci :)
Dzisiaj w planie objazd gór Zemplen, najdalej na wschód wysunięte węgierskie góry. Po drodze rożne zamki i podobno też termalne kąpieliska. Jak będzie gdzieś po drodze dostęp do sieci, będę sukcesywnie dopisywał.

Ciągle chodzi mi po głowie tutejsze Morskie oko, czyli małe romantyczne jeziorko po starym kamieniołomie. Na mapie to wygląda tak


Trzeba będzie się tam wybrać, koniecznie.

16:20
Udało się wreszcie znaleźć jakieś wolne WiFi i powysyłałem dzisiejsze zdjęcia. tak długo tu, przy drodze, a jakiejś wsi stoję, że aż się jedna kobieta zainteresowała. Przyszła się zapytać łamaną polszczyzną, czy wszystko ok, czy nie mam jakiegoś problemu :)
Jadę dalej, szukać rozsądnego noclegu. Jak znajdę taki z WiFi to dopiszę więcej.

18:20
Mam miejsce na nocleg. Mała, niepozorna stacja benzynowa tuż przed Abaujszanto ale z dostępnym WiFi.

Rano, po śniadaniu podjechałem do  Karolyfalva i stamtąd już tylko kilometr pieszo (ale za to cały czas pod górę) do Morskiego oka.


Warto to zobaczyć, szkoda tylko że w większości przewodników nie ma na ten temat ani słowa. Po obstrykaniu z każdej strony tego jeziorka, krótki postój w Satoraljeujhelu (kto pamięta film CK dezerterzy powinien skojarzyć to miasto) i dalej do Szephalom, gdzie jest Muzeum języka węgierskiego  oraz mauzoleum Kazinczy Ferenc.


Następny etap to ruiny zamku Fuzer, licznie położone na wysokiej skale. Oglądałem tylko z dołu, z wioski położonej u stóp tej skały, nie miałem siły drapać się znowu pod górę.


Dalej droga malowniczo wije się między górkami i dolinkami, warto tędy przejechać do Telkibanya, danego ośrodka górniczego (głownie srebro i złoto). Na miejscu jest małe muzeum górnictwa.
Ostatni punkt dzisiejszej jazdy to zamek Boldog (koło Boldogkovaralia).


 Ładna, nastrojowa restauracja w podziemiach zamku ale obejrzałem cennik i jakoś ochota mi przeszła.
Nocleg na stacji benzynowej w Abaujker, tuż przed Abaujszanto.

21:00
Jednak zmieniłem miejsce noclegu. Na tamtej stacji okazało się, że pan (mimo wywieszki ze czynna 0-24)  przed 20 zamknął wszystko, pogasił  światła i poszedł sobie. A nocowanie na pustkowiu, po ciemku jakoś nie bardzo mi odpowiada. Podjechałem więc ok 25 km do Szerencs, stoję sobie na oświetlonym parkingu pod blokami i nawet mam niezły sygnał WiFi.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 13 września 2012

Sarospatak

Zabytkowe kolegium ma swoje dodatkowe plusy. Na dziedzińcu stoją ławeczki i jest dość mocny sygnał darmowego WiFi :)

Wczoraj wieczorem było trochę chmur na niebie, ale noc była gwiaździsta i dzisiaj o rana dalej słoneczko i ok 30 stopni.

14:00
Kolejny obiad w centrum za 920 ft :)


Jednak pogoda się psuje, duszno, parno, niebo coraz bardziej zachmurzone, wszystko wskazuje na to, że wieczorem będzie padać. A ja planuję wyjaz z campingu i nocleg na głównej ulicy, ale z internetem.

18:45
No i wyniosłem się z campingu. Na wyjeździe musiałem oczywiście dopłacić za 3 nockę, tylko nie wiem dlaczego policzono mnie o 500 ft mniej (dokładnie kilogram winogron).


Stanąłem tak jak zaplanowałem i dopiero robiąc zdjęcia zauważyłem że niecałe 100 m dalej, po drugiej stronie skrzyżowania jest komisariat policji :)



Dzisiejsze fotki.

środa, 12 września 2012

Sarospatak - mokre lenistwo

Na dworze 30 stopni, ani jednej chmurki, lekki wiaterek. Przy takiej pogodzie nie powinnno się zbytnio oddalać od basenu. Obiad też był na mokro


Halaszle z chlebem i duża kofola. Zapominalskim przypominam, że w zeszłym roku tutaj się moczyliśmy


Wybrałem się do sklepu po chleb i paprykę i przy okazji wysyłam tego posta. Więcej fotek nie ma.

wtorek, 11 września 2012

Sarospatak

Niestety, na campingu sieci nie ma, trzeba "pajęczyć". Camping przy termach taki sobie, 4250 za noc ale z biletem wstępu, więc nie najgorzej.

12:40
Rano się pomoczyłem, później śniadanie, teraz idę do centrum (ok 3 km) obadać jakieś knajpki.


Nie tak łatwo znaleźć itwarte WiFi i to tak ulokowane by można było podjechać Mruczkiem (tylko wtedy mam możliwość wrzucenia wszystkich zdjęć) ale chyba znalazłem takie miejsce, Rakoczi Panzio w samym centrum.
Łażąc po mieście znalazłem jadłodajnie, popularną wśród tubylcow, więc sam też zaszedłem na obiad.


Ta przyjemność kosztowała mnie 900 ft, czyli ok 13 zł :)
Ufff, udało się wysłać z telefonu dzisiejsze fotki. Trzeba ich tylko samemu poszukać (sezon 3).

18:30
Wyjechałem z campingu na 2 godzinki by porobić trochę porządku w zdjęciach. Dzisiaj się moczyłem dwa razy po 1,5 godzinki - chyba wystarczy :) Wczorajsze i dzisiejsze fotki już na swoich tradycyjnych miejscach.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 10 września 2012

Dobré ráno Slovensko

Noc spokojna, pogoda zapowiada się śliczna więc będą ładne widoczki. Na Słowacji dzisiaj i jutro ma być ciepło, do 30 stopni, od środy załamanie pogody.
Plan na dzisiaj - Humenne, Michalovce i później już do braci Węgrów. Zobaczymy jak będzie z dostępem do sieci, mam nadzieję, że na campingu w Sarospatak będzie taka możliwość.

12:30
Humenne.
Droga przez przełęcz dukielską bardzo malownicza, tym razem miałem dobrą widoczność, więc jechałem wolno i oglądałem.
Dojechałem do Humennego. W odremontowanym zamku jest muzeum, plac wolności zamieniony na deptak, WiFi sporo, ale pozamykane. Znalazłem cukiernie z WiFi i mogę pisać. Zamowiłem ladova kavu i odpoczywam.

14:15
Michalovce
Kolejne sympatyczne miasto z centrum zamienionym na deptak. Tutaj jest sporo dostępnych punktów WiFi, np hotel i restauracja Jalta, gdzie wlaśnie siedzę.


Dzisiejsze fotki

niedziela, 9 września 2012

Beskid

Rymanów, Iwonicz to już Beskid Niski ale po kolei.
Rano wyjechałem z Sanoka w kierunku Komańczy. Droga w o wiele gorszym stanie iż pod Połoninami, tam jest o wiele większy ruch turystyczny. A tutaj spokojnie, pusto, jest się gdzie zatrzymać i nie trzeba za to od razu płacić. Sama Komańcza, oprócz klasztoru i ślicznej cerkwi nie ma nic ciekawego.
Dalej pojechałem na zachód, "zaliczając" kilka cerkiewek. Pusto, cicho, ruch na drodze minimalny, tylko pochmurne niebo psuło trochę ten nastrój.
Skręciłem na północ i najpierw Rymanów a teraz Iwonicz. Siedzę na deptaku, w restauracji Zdrojowa, czekam na obiad i słucham koncertu uzdrowiskowego.

17:50
Zostało dokładnie 18 km do Barwinka, stacja benzynowa czynna 24 h, z restauracją (jest darmowe WiFi ale tylko w środku budynku), parking dla TIRów i było jeszcze jedno wolne miejsce więc sie ulokowałem.  Koledzy kierowcy TIRów patrzyli na mnie trochę dziwnie ale ..... nic nie mówili :)



Jutro - na południe, do ciepłych źródeł, wymoczyć sobie to i owo.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 8 września 2012

Mokre podkarpacie

Tutaj też doszły chmury i deszcz. Dzień senny, ospały i nic się nie chce.
Noc minęła spokojnie, rano, na śniadanie przejechałem na stację Orlenu.
Plan na dzisiaj to  Lesko, Sanok - a nocleg na znanej już mi stacji benzynowej w Dukli.

12:30
Odbiłem trochę w lewo i zajechałem do Myczkowic. Ogród biblijny a zwłaszcza park miniatur cerkiewek i kościołów  wart odwiedzenia.



14:00
Lesko zaskoczyło mnie od strony politycznej. Nie dość ze w centrum stoi zadbany pomnik poświęcony policjantom (walczącym z UPA ale jednak policjanci), to w parku nadal stoi pomnik (trochę już zniszczony) chwalący "wspaniałą" armie czerwoną. A podobno Podkarpacie to ostoja prawicy.

16:00
Sanok, zaparkowałem pod Kauflandem, zrobiłem drobne zakupy i chyba zaraz się wybiorę do centrum, spacerkiem.

18:20
Lenistwo zwyciężyło, nie chce mi się dalej jechać, zwłaszcza że do Dukli dojechałbym już po ciemku pewnie. Nic mnie nie goni, nigdzie mi się nie śpieszy przecież. Zostaje więc w Sanoku, na parkingu pod samym zamkiem, eleganckie miejsce za jedyne 18 zł (karnet dobowy).




Dzisiejsze fotki.

piątek, 7 września 2012

Bieszczady

Podobno w całej Polsce deszcz a tutaj śliczna pogoda, słoneczko świeci ale dość chłodno, lekki wiaterek. Widoczność fantastyczna. Ja niestety nie pochodzę, chyba nadwyrężyłem mięśnie prawej nogi a lewa stopa też boli, przy chodzeniu.
Pojechałem do Dwernik, zobaczyć jak wygląda camping znaleziony w sieci, ale figa, nic takiego nie ma. Za to droga malownicza,fajne widoczki - warto było. Później pooglądałm panoramę Bieszczad (od Tarnicy do Smereka) z parkingu na przełęczy i drobne zakupy w Wetlinie.

Teraz siedzę w Chacie Wędrowca i czekam na ich specjalność, czyli naleśnik gigant z jagodami.


14:00
Naleśnik mnie pokonał (nie mnie pierwszego) :) Ale mimo że do tanich potraw nie należy - wartu tu zajechać i go spróbować.
Teraz - kierunek Polańczyk, trzeba poznac Bieszczady tez od strony zalewu solińskiego.

19:30
Zalew soliński jest bardzo malowniczy, te "zielone wzgórza nad Soliną" zapadają w pamięć. Natomiast Polańczyk nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, może przez kontrast do Ustrzyk Górnych. Ustrzyki to miejscy dla typowych turystów, w porządnych butach do chodzenia, z plecakami. Nawet knajpa "Pod Caryńska" bardziej w środku przypomina schronisko górskie niż elegancki lokal (mam na myśli gości a nie wystrój wnętrza). Na campingu jak w typowej bazie turystycznej.
A Polańczyk to kurort (uzdrowisko) z sanatoriami, duża ilością knajpek, sklepików nastawiony na kuracjuszy i ludzi oglądających Bieszczady z okna samochodu czy autobusu. Po prostu - inny świat, inny target - jak mawiają fachowcy od marketingu.
Planowałem wstępnie nocleg w Polańczyku, na campingu ale...... go nie znalazłem :) Więc podjechałem w znane już mi miejsce czyli "parking bankowy" w Ustrzykach Dolnych.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 6 września 2012

Ustrzyki Górne

Chyba koniec upałów. Chmury zaciągnęły niebo, wieje zimny wiatr, który wywiał już sporo osób z campingu.
Mówi się, że Bieszczady to kraina konia, a ja przez te kilka dni na razie niewiele ich widziałem. Żadnych turystów na koniach, żadnych bryczek a jedyne stado na łące przy drodze do Wołosatego. I tam właśnie mam zamiar się dzisiaj po śniadaniu przejść, porobić trochę fotek dla Ewy. Co prawda nogi bolą (jak mawia moja znajoma to SKS - nie będę tłumaczył tego skrótu :) ) ale ruch ma być właśnie lekarstwem na te problemy, więc trzeba się ruszać.


15:00
Spacerek do Wołosatego (ok 7 km), w chmurach i zakończony deszczem. Jesień powoli się zaczyna, pojawiają się już pierwsze żółte liście na brzozach. Koniki zblazowane niemiłosiernie. Na początku jeden pozezował  chwilę na mnie a później już żaden nie reagował ani na gwizdania, cmokanie i nawoływanie.
Z Wołosatego wróciłem okazją - samochód z białostocka rejestracją i sympatycznym psiskiem w środku.
Wieczorem, w Czatowni, zapowiada się ciekawa impreza - schodzą się ludzie z gitarami i będzie śpiewanie, koniecznie trzeba zajrzeć.


Dzisiejsze fotki.

środa, 5 września 2012

Dalej Bieszczady

Podobno dzień bez przygód jest dniem straconym. Rano, po drugiej herbacie, skończyła się butla gazowa, więc wymieniam a tu klops. Okazuje się, że nowa butla nie ma uszczelki gumowej i wszystko ucieka bokiem. Z pustej butli uszczelki nie można wyjąć więc jestem bez gazu.
Zbieram się więc, tankuje wodę, płacę za drugą noc i w drogę, w poszukiwaniu gazu. Najbliższa stacja benzynowa w Wetlinie. Po drodze zatrzymuję się przy sklepie w którym wymieniają butle (już nie mieli pełnych) i tam dowiaduję się, że taką uszczelkę najprędzej kupię dopiero w Lesku. No nic, jadę dalej. Na stacji benzynowej w Welinie, pani proponuje mi uszczelkę z jakiejś pustej butli no i po kłopocie.
W Ustrzykach G. Widziałem reklamę 1-dniowych wycieczek do Lwowa więc zadzwoniłem. Koszt 140 zł, na czwartek już nie ma miejsc a na sobotę jedno zostało, ale nam zadzwonić trochę późnij. Dzwoniłem kilka razy i ....... nic. NIE TO NIE !
Na śniadanie zajechałem do Chaty Wędrowca w Wetlinie.

14:00
Cisna. W centrum, kapliczka poświęcona ludziom z Bieszczad, miedzy innymi upamiętniony jest Majster Bieda z piosenki Bellona.


Upalnie, duszno, mam nadzieję, że wreszcie popada trochę. Wracam do Wetliny - tego gigantycznego naleśnika z jagodami nie odpuszczę :) A na noc chyba znowu Ustrzyki G.

16:00
No i znowu zmiana planów. Zaraz za Cisna, cztery młode osoby z plecakami zaczęły machać, by je zabrać i coś mnie tknęło zatrzymałem się i zabrałem czwórkę autostopowiczów. Okazało się ze to studenci ze Slovenska i planują nocleg na campingu w Ustrzykach Górnych, więc dzisiaj ten naleśnik sobie odpuściłem i pojechaliśmy prosto na camping :) 




Dzisiejsze fotki.

wtorek, 4 września 2012

Bieszczady - na własnych nogach

Na dzisiaj ambitne plany. Mruczek zostaje na campingu a ja, z plecaczkiem, w góry. Według lekarzy, na problemy z kręgosłupem najlepszy jest naturalny ruch, wiec ....... się leczę :)
Sprzęt mobilny biorę ze sobą mając nadzieję, że będzie  dostęp do sieci i będę mógł w przerwach  dopisywać kolejne swoje wrażenia.

10:30
Dotarłem do wiaty, wysokość wg GPSa ok 900 m, więc jestem mniej więcej w połowie drogi jeśli chodzi o wysokość. Kilka stromych podejść za mną, mam nadzieję, że dalej będzie spokojniej.

11:40
Udało mi się wyjść ponad buczynę, teraz już tylko trawy i borowina, wg GPSa ok 1150 m. Widoczki obłędne, pogoda jak na taką wyprawę - idealna.


17:30
Niestety, moje dalsze blogowanie z trasy się skończyło z powodów technicznych. Zniknęła polska sieć komórkowa a zgłosiła sie najpierw ukraińska z później Orange SK.
Trasa czerwonym szlakiem przez jest piękna, malownicza co chwila inny widok, inna perspektywa. Na prawdę warto się na nią wybrać, zdjęcia wszystkiego nie sa w stanie oddać.
Doszedłem do przełęczy pod Tarnicą i chociaż na ten szczyt zostało już niewiele - odpuściłem go sobie. Boląca stopa i kręgosłup  dały o sobie znać.


By móc samemu, bez pomocy zejść na dół postanowiłem nie ryzykować i schodziłem niebieskim szlakiem do Wołosatego. Trasa (na podejście) typowo siłowa - prosto w górę, współczuje tym, którzy nią podchodzili. W Wołosatym wsiadłem w mikrobusik i za 5 zł pojechałem do Ustrzyk Górnych.
Zmęczony ale baaaaardzo zadowolony jestem :)


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 3 września 2012

Bieszczady

Nie przypuszczałem, że tak wiele osób będzie w niedziele wieczorem korzystało z bankomatów ale koło 23 się skończyło. Rano, koło 6, zjechałem z tego bankowego parkingu i jadę na południe, do Ustrzyk Górnych.
Po drodze mijam cerkiewki (jak w zeszłym roku, w Rumunii).


Widoków na razie niewiele, mgła jesienna, ale powoli się podnosi, nawet widać już trochę słońca, więc może nie będzie tak źle jak zapowiadają prognozy pogody.

13:00
Ustrzyki Górne, zatrzymałem się na campingu PTTK (10 człowiek, 19 przyczepa/kamper), odpoczywam i kombinuję, co dalej. Myślałm, że może disiaj gdzieś pójdę, ale za gorąco. Pewnie skończy się na słodkim lenistwie. Jutro jak się pogoda utrzyma, podjadę do Wołosatego.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 2 września 2012

Podkarpacie - ciąg dalszy

Wczoraj wieczorem koło Mruczka zaparkował kolega z Francji. Jest to dopiero drugi kamperek jakiego spotkałem teraz, na trasie z Białegostoku. Cała noc pod prądem więc nowy akumulator się porządnie doładował (sprawdzałem miernikiem, ma teraz napięcie 14,2 V).
Połaziłem po parku wokół muzeum. miejsce dość popularne wśród mieszkańców. Do środka nie wchodziłem. Zbieram się powoli - następny cel podróży to Przemyśl.

12:00
Jarosław, małe miasteczko na trasie. W rynku uroczy, niedawno odremontowany ratusz, starówka zamieniona w ciągi piesze, malownicza świątynia greko-katolicka i ....cisza, spokój.

13:00
Przemyśl, centrum podobnie zamknięte dla ruchu i bardzo dobrze. Zajechałem prawie na sam rynek i udało mi się zaparkować Mruczka. Stoi trochę dziwnie, ale żadnych znaków zakazu nie ma. Połaziłem trochę po centrum, strasznie ciasne miasto, dom w dom, kościoły pozasłaniane, tylko wieże widać z daleka. Obiadek na rynku, w Niedźwiadku i teraz myślę, co dalej. Chyba podjadę do Medyki, chociaż zobaczyć granicę.

16:00
Dojechałem do Medyki, zatrzymałem się na jednym z płatnych parkingów i połaziłem chwilę, pooglądałem, pogadałem z WOPistami. Smutno to wygląda, jeden wielki bazar z różnymi towarami i tłumek ludzi stojących przy drodze, każdy z butelką w ręce. Zatrzymał się samochód, kierowca kupuje jedna butelkę a tłumek biegnie do niego, może i od nich kupi - smutne, na prawdę smutne.
Od WOPistów dowiedziałem się, że po polskiej stronie wszystko idzie szybko ale po ukraińskiej bardzo różnie - minimum godzina postoju, ale bywa że i kilka godzin trzeba poczekać na podniesienie ostatniego szlabanu. Poza tym stanowczo odradzili mi jazdę na przejście w Krościenku - droga po ukraińskiej stronie  makabrycznie dziurawa, można wpaść samochodem tak, że później tylko dźwigiem można go wyciągnąć. Taką sama informację otrzymałem później od WOPistów w Krościenku.
Jadę więc w stronę Ustrzyk Dolnych, "Jadzia" wytyczyła trasę po swojemu czyli ...... przez lasy górki itp. Droga śliczna, malownicza, nawierzchnia niezła, tylko wąsko a ruch spory więc było trochę kłopotów przy mijankach ale widoki warte były tej zabawy.
W Ustrzykach Dolnych trafiłem na zakończenie regionalnych dożynek i właśnie na estradzie produkował sie człowiek z gitarą - leciały stare piosenki Wojtka Bellona, Stachury itp - echhhhh, łza się w oku zakręciła :)  Na nocleg zatrzymałem sie w samym centrum, stoję sobie spokojnie na parkingu, pod opieką kamery.


Takie miejsca  na nocleg lubię najbardziej :)


P.S. Zmieniam trochę strategię pisania na blogu. Postaram się od rana coś napisać, a później będę to uzupełniał z tableta.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 1 września 2012

Podkarpacie

Noc spokojnie minęła, rano kilka kropli deszcze zapaskudziło przednią szybę i na tym się skończyły opady.
Odwiedziłem Leżajsk, szkoda że nie mogłem posłuchać tych organów, trzeba będzie kiedyś się wybrać na jakiś koncert czy festiwal. Sam wygląd, zdobienia też mają fantastyczne. Połaziłem, pooglądałem i dalej w drogę. Przez Łańcut tylko przejechałem - już tam łaziliśmy z Ewą a przy tej dusznej pogodzie jaka tutaj teraz jest - nie miałem ochoty na powtórkę pojechałem więc do Przeworska. W centrum - bazylika kolegiacka, rynek i ratusz. Na noc zatrzymałem się na skansenie-campingu   Pastewnik. Ciekawy maja cennik, za postawienie namiotu czy kampera nic się nie płaci - opłata jest "od głowy".
Jutro jeszcze zajrzę do muzeum, (dzisiaj było czynne tylko do 14) i dalej, w drogę.
Parno, duszno, termometr pokazywał nawet 32 stopnie, ale idą chmury i może jeszcze dzisiaj popada trochę.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 31 sierpnia 2012

Ile można czekać

... na decyzję, która ma być podjęta "niezwłocznie". Po trzech miesiącach nadal nawet nie widać światełka w tunelu. Spakowałem się więc i w drogę.
W planie Bieszczady na początek a co będzie dalej, któż to wie. Wyjechałem wczoraj po południu i na nocleg, jak dwa lata temu, zajechałem do Janowa Podlaskiego.
Rano dalej w drogę. Poprzednim razem przez Lublin przejechałem bez zatrzymywania się, tym razem zaparkowałem przy bazarze pod zamkiem i zwiedzam. Kolejne miejsce w którym jeszcze nie byłem. Starówka urocza, ale wiele kamieniczek straszy pustymi oknami czy wręcz popękanym i odpadającym tynkiem.
Obiadek zjadłem na rynku i trzeba jechać dalej.

19:00
Na nocleg zatrzymałem się na stacji benzynowej (24 h) przed Biłgorajem. Mają nawet WiFi, słabe na zewnątrz i z zablokowanymi niektórymi portami.
 

Dzisiejsze fotki.