środa, 12 września 2012

Sarospatak - mokre lenistwo

Na dworze 30 stopni, ani jednej chmurki, lekki wiaterek. Przy takiej pogodzie nie powinnno się zbytnio oddalać od basenu. Obiad też był na mokro


Halaszle z chlebem i duża kofola. Zapominalskim przypominam, że w zeszłym roku tutaj się moczyliśmy


Wybrałem się do sklepu po chleb i paprykę i przy okazji wysyłam tego posta. Więcej fotek nie ma.

wtorek, 11 września 2012

Sarospatak

Niestety, na campingu sieci nie ma, trzeba "pajęczyć". Camping przy termach taki sobie, 4250 za noc ale z biletem wstępu, więc nie najgorzej.

12:40
Rano się pomoczyłem, później śniadanie, teraz idę do centrum (ok 3 km) obadać jakieś knajpki.


Nie tak łatwo znaleźć itwarte WiFi i to tak ulokowane by można było podjechać Mruczkiem (tylko wtedy mam możliwość wrzucenia wszystkich zdjęć) ale chyba znalazłem takie miejsce, Rakoczi Panzio w samym centrum.
Łażąc po mieście znalazłem jadłodajnie, popularną wśród tubylcow, więc sam też zaszedłem na obiad.


Ta przyjemność kosztowała mnie 900 ft, czyli ok 13 zł :)
Ufff, udało się wysłać z telefonu dzisiejsze fotki. Trzeba ich tylko samemu poszukać (sezon 3).

18:30
Wyjechałem z campingu na 2 godzinki by porobić trochę porządku w zdjęciach. Dzisiaj się moczyłem dwa razy po 1,5 godzinki - chyba wystarczy :) Wczorajsze i dzisiejsze fotki już na swoich tradycyjnych miejscach.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 10 września 2012

Dobré ráno Slovensko

Noc spokojna, pogoda zapowiada się śliczna więc będą ładne widoczki. Na Słowacji dzisiaj i jutro ma być ciepło, do 30 stopni, od środy załamanie pogody.
Plan na dzisiaj - Humenne, Michalovce i później już do braci Węgrów. Zobaczymy jak będzie z dostępem do sieci, mam nadzieję, że na campingu w Sarospatak będzie taka możliwość.

12:30
Humenne.
Droga przez przełęcz dukielską bardzo malownicza, tym razem miałem dobrą widoczność, więc jechałem wolno i oglądałem.
Dojechałem do Humennego. W odremontowanym zamku jest muzeum, plac wolności zamieniony na deptak, WiFi sporo, ale pozamykane. Znalazłem cukiernie z WiFi i mogę pisać. Zamowiłem ladova kavu i odpoczywam.

14:15
Michalovce
Kolejne sympatyczne miasto z centrum zamienionym na deptak. Tutaj jest sporo dostępnych punktów WiFi, np hotel i restauracja Jalta, gdzie wlaśnie siedzę.


Dzisiejsze fotki

niedziela, 9 września 2012

Beskid

Rymanów, Iwonicz to już Beskid Niski ale po kolei.
Rano wyjechałem z Sanoka w kierunku Komańczy. Droga w o wiele gorszym stanie iż pod Połoninami, tam jest o wiele większy ruch turystyczny. A tutaj spokojnie, pusto, jest się gdzie zatrzymać i nie trzeba za to od razu płacić. Sama Komańcza, oprócz klasztoru i ślicznej cerkwi nie ma nic ciekawego.
Dalej pojechałem na zachód, "zaliczając" kilka cerkiewek. Pusto, cicho, ruch na drodze minimalny, tylko pochmurne niebo psuło trochę ten nastrój.
Skręciłem na północ i najpierw Rymanów a teraz Iwonicz. Siedzę na deptaku, w restauracji Zdrojowa, czekam na obiad i słucham koncertu uzdrowiskowego.

17:50
Zostało dokładnie 18 km do Barwinka, stacja benzynowa czynna 24 h, z restauracją (jest darmowe WiFi ale tylko w środku budynku), parking dla TIRów i było jeszcze jedno wolne miejsce więc sie ulokowałem.  Koledzy kierowcy TIRów patrzyli na mnie trochę dziwnie ale ..... nic nie mówili :)



Jutro - na południe, do ciepłych źródeł, wymoczyć sobie to i owo.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 8 września 2012

Mokre podkarpacie

Tutaj też doszły chmury i deszcz. Dzień senny, ospały i nic się nie chce.
Noc minęła spokojnie, rano, na śniadanie przejechałem na stację Orlenu.
Plan na dzisiaj to  Lesko, Sanok - a nocleg na znanej już mi stacji benzynowej w Dukli.

12:30
Odbiłem trochę w lewo i zajechałem do Myczkowic. Ogród biblijny a zwłaszcza park miniatur cerkiewek i kościołów  wart odwiedzenia.



14:00
Lesko zaskoczyło mnie od strony politycznej. Nie dość ze w centrum stoi zadbany pomnik poświęcony policjantom (walczącym z UPA ale jednak policjanci), to w parku nadal stoi pomnik (trochę już zniszczony) chwalący "wspaniałą" armie czerwoną. A podobno Podkarpacie to ostoja prawicy.

16:00
Sanok, zaparkowałem pod Kauflandem, zrobiłem drobne zakupy i chyba zaraz się wybiorę do centrum, spacerkiem.

18:20
Lenistwo zwyciężyło, nie chce mi się dalej jechać, zwłaszcza że do Dukli dojechałbym już po ciemku pewnie. Nic mnie nie goni, nigdzie mi się nie śpieszy przecież. Zostaje więc w Sanoku, na parkingu pod samym zamkiem, eleganckie miejsce za jedyne 18 zł (karnet dobowy).




Dzisiejsze fotki.

piątek, 7 września 2012

Bieszczady

Podobno w całej Polsce deszcz a tutaj śliczna pogoda, słoneczko świeci ale dość chłodno, lekki wiaterek. Widoczność fantastyczna. Ja niestety nie pochodzę, chyba nadwyrężyłem mięśnie prawej nogi a lewa stopa też boli, przy chodzeniu.
Pojechałem do Dwernik, zobaczyć jak wygląda camping znaleziony w sieci, ale figa, nic takiego nie ma. Za to droga malownicza,fajne widoczki - warto było. Później pooglądałm panoramę Bieszczad (od Tarnicy do Smereka) z parkingu na przełęczy i drobne zakupy w Wetlinie.

Teraz siedzę w Chacie Wędrowca i czekam na ich specjalność, czyli naleśnik gigant z jagodami.


14:00
Naleśnik mnie pokonał (nie mnie pierwszego) :) Ale mimo że do tanich potraw nie należy - wartu tu zajechać i go spróbować.
Teraz - kierunek Polańczyk, trzeba poznac Bieszczady tez od strony zalewu solińskiego.

19:30
Zalew soliński jest bardzo malowniczy, te "zielone wzgórza nad Soliną" zapadają w pamięć. Natomiast Polańczyk nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, może przez kontrast do Ustrzyk Górnych. Ustrzyki to miejscy dla typowych turystów, w porządnych butach do chodzenia, z plecakami. Nawet knajpa "Pod Caryńska" bardziej w środku przypomina schronisko górskie niż elegancki lokal (mam na myśli gości a nie wystrój wnętrza). Na campingu jak w typowej bazie turystycznej.
A Polańczyk to kurort (uzdrowisko) z sanatoriami, duża ilością knajpek, sklepików nastawiony na kuracjuszy i ludzi oglądających Bieszczady z okna samochodu czy autobusu. Po prostu - inny świat, inny target - jak mawiają fachowcy od marketingu.
Planowałem wstępnie nocleg w Polańczyku, na campingu ale...... go nie znalazłem :) Więc podjechałem w znane już mi miejsce czyli "parking bankowy" w Ustrzykach Dolnych.


Dzisiejsze fotki.

czwartek, 6 września 2012

Ustrzyki Górne

Chyba koniec upałów. Chmury zaciągnęły niebo, wieje zimny wiatr, który wywiał już sporo osób z campingu.
Mówi się, że Bieszczady to kraina konia, a ja przez te kilka dni na razie niewiele ich widziałem. Żadnych turystów na koniach, żadnych bryczek a jedyne stado na łące przy drodze do Wołosatego. I tam właśnie mam zamiar się dzisiaj po śniadaniu przejść, porobić trochę fotek dla Ewy. Co prawda nogi bolą (jak mawia moja znajoma to SKS - nie będę tłumaczył tego skrótu :) ) ale ruch ma być właśnie lekarstwem na te problemy, więc trzeba się ruszać.


15:00
Spacerek do Wołosatego (ok 7 km), w chmurach i zakończony deszczem. Jesień powoli się zaczyna, pojawiają się już pierwsze żółte liście na brzozach. Koniki zblazowane niemiłosiernie. Na początku jeden pozezował  chwilę na mnie a później już żaden nie reagował ani na gwizdania, cmokanie i nawoływanie.
Z Wołosatego wróciłem okazją - samochód z białostocka rejestracją i sympatycznym psiskiem w środku.
Wieczorem, w Czatowni, zapowiada się ciekawa impreza - schodzą się ludzie z gitarami i będzie śpiewanie, koniecznie trzeba zajrzeć.


Dzisiejsze fotki.

środa, 5 września 2012

Dalej Bieszczady

Podobno dzień bez przygód jest dniem straconym. Rano, po drugiej herbacie, skończyła się butla gazowa, więc wymieniam a tu klops. Okazuje się, że nowa butla nie ma uszczelki gumowej i wszystko ucieka bokiem. Z pustej butli uszczelki nie można wyjąć więc jestem bez gazu.
Zbieram się więc, tankuje wodę, płacę za drugą noc i w drogę, w poszukiwaniu gazu. Najbliższa stacja benzynowa w Wetlinie. Po drodze zatrzymuję się przy sklepie w którym wymieniają butle (już nie mieli pełnych) i tam dowiaduję się, że taką uszczelkę najprędzej kupię dopiero w Lesku. No nic, jadę dalej. Na stacji benzynowej w Welinie, pani proponuje mi uszczelkę z jakiejś pustej butli no i po kłopocie.
W Ustrzykach G. Widziałem reklamę 1-dniowych wycieczek do Lwowa więc zadzwoniłem. Koszt 140 zł, na czwartek już nie ma miejsc a na sobotę jedno zostało, ale nam zadzwonić trochę późnij. Dzwoniłem kilka razy i ....... nic. NIE TO NIE !
Na śniadanie zajechałem do Chaty Wędrowca w Wetlinie.

14:00
Cisna. W centrum, kapliczka poświęcona ludziom z Bieszczad, miedzy innymi upamiętniony jest Majster Bieda z piosenki Bellona.


Upalnie, duszno, mam nadzieję, że wreszcie popada trochę. Wracam do Wetliny - tego gigantycznego naleśnika z jagodami nie odpuszczę :) A na noc chyba znowu Ustrzyki G.

16:00
No i znowu zmiana planów. Zaraz za Cisna, cztery młode osoby z plecakami zaczęły machać, by je zabrać i coś mnie tknęło zatrzymałem się i zabrałem czwórkę autostopowiczów. Okazało się ze to studenci ze Slovenska i planują nocleg na campingu w Ustrzykach Górnych, więc dzisiaj ten naleśnik sobie odpuściłem i pojechaliśmy prosto na camping :) 




Dzisiejsze fotki.

wtorek, 4 września 2012

Bieszczady - na własnych nogach

Na dzisiaj ambitne plany. Mruczek zostaje na campingu a ja, z plecaczkiem, w góry. Według lekarzy, na problemy z kręgosłupem najlepszy jest naturalny ruch, wiec ....... się leczę :)
Sprzęt mobilny biorę ze sobą mając nadzieję, że będzie  dostęp do sieci i będę mógł w przerwach  dopisywać kolejne swoje wrażenia.

10:30
Dotarłem do wiaty, wysokość wg GPSa ok 900 m, więc jestem mniej więcej w połowie drogi jeśli chodzi o wysokość. Kilka stromych podejść za mną, mam nadzieję, że dalej będzie spokojniej.

11:40
Udało mi się wyjść ponad buczynę, teraz już tylko trawy i borowina, wg GPSa ok 1150 m. Widoczki obłędne, pogoda jak na taką wyprawę - idealna.


17:30
Niestety, moje dalsze blogowanie z trasy się skończyło z powodów technicznych. Zniknęła polska sieć komórkowa a zgłosiła sie najpierw ukraińska z później Orange SK.
Trasa czerwonym szlakiem przez jest piękna, malownicza co chwila inny widok, inna perspektywa. Na prawdę warto się na nią wybrać, zdjęcia wszystkiego nie sa w stanie oddać.
Doszedłem do przełęczy pod Tarnicą i chociaż na ten szczyt zostało już niewiele - odpuściłem go sobie. Boląca stopa i kręgosłup  dały o sobie znać.


By móc samemu, bez pomocy zejść na dół postanowiłem nie ryzykować i schodziłem niebieskim szlakiem do Wołosatego. Trasa (na podejście) typowo siłowa - prosto w górę, współczuje tym, którzy nią podchodzili. W Wołosatym wsiadłem w mikrobusik i za 5 zł pojechałem do Ustrzyk Górnych.
Zmęczony ale baaaaardzo zadowolony jestem :)


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 3 września 2012

Bieszczady

Nie przypuszczałem, że tak wiele osób będzie w niedziele wieczorem korzystało z bankomatów ale koło 23 się skończyło. Rano, koło 6, zjechałem z tego bankowego parkingu i jadę na południe, do Ustrzyk Górnych.
Po drodze mijam cerkiewki (jak w zeszłym roku, w Rumunii).


Widoków na razie niewiele, mgła jesienna, ale powoli się podnosi, nawet widać już trochę słońca, więc może nie będzie tak źle jak zapowiadają prognozy pogody.

13:00
Ustrzyki Górne, zatrzymałem się na campingu PTTK (10 człowiek, 19 przyczepa/kamper), odpoczywam i kombinuję, co dalej. Myślałm, że może disiaj gdzieś pójdę, ale za gorąco. Pewnie skończy się na słodkim lenistwie. Jutro jak się pogoda utrzyma, podjadę do Wołosatego.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 2 września 2012

Podkarpacie - ciąg dalszy

Wczoraj wieczorem koło Mruczka zaparkował kolega z Francji. Jest to dopiero drugi kamperek jakiego spotkałem teraz, na trasie z Białegostoku. Cała noc pod prądem więc nowy akumulator się porządnie doładował (sprawdzałem miernikiem, ma teraz napięcie 14,2 V).
Połaziłem po parku wokół muzeum. miejsce dość popularne wśród mieszkańców. Do środka nie wchodziłem. Zbieram się powoli - następny cel podróży to Przemyśl.

12:00
Jarosław, małe miasteczko na trasie. W rynku uroczy, niedawno odremontowany ratusz, starówka zamieniona w ciągi piesze, malownicza świątynia greko-katolicka i ....cisza, spokój.

13:00
Przemyśl, centrum podobnie zamknięte dla ruchu i bardzo dobrze. Zajechałem prawie na sam rynek i udało mi się zaparkować Mruczka. Stoi trochę dziwnie, ale żadnych znaków zakazu nie ma. Połaziłem trochę po centrum, strasznie ciasne miasto, dom w dom, kościoły pozasłaniane, tylko wieże widać z daleka. Obiadek na rynku, w Niedźwiadku i teraz myślę, co dalej. Chyba podjadę do Medyki, chociaż zobaczyć granicę.

16:00
Dojechałem do Medyki, zatrzymałem się na jednym z płatnych parkingów i połaziłem chwilę, pooglądałem, pogadałem z WOPistami. Smutno to wygląda, jeden wielki bazar z różnymi towarami i tłumek ludzi stojących przy drodze, każdy z butelką w ręce. Zatrzymał się samochód, kierowca kupuje jedna butelkę a tłumek biegnie do niego, może i od nich kupi - smutne, na prawdę smutne.
Od WOPistów dowiedziałem się, że po polskiej stronie wszystko idzie szybko ale po ukraińskiej bardzo różnie - minimum godzina postoju, ale bywa że i kilka godzin trzeba poczekać na podniesienie ostatniego szlabanu. Poza tym stanowczo odradzili mi jazdę na przejście w Krościenku - droga po ukraińskiej stronie  makabrycznie dziurawa, można wpaść samochodem tak, że później tylko dźwigiem można go wyciągnąć. Taką sama informację otrzymałem później od WOPistów w Krościenku.
Jadę więc w stronę Ustrzyk Dolnych, "Jadzia" wytyczyła trasę po swojemu czyli ...... przez lasy górki itp. Droga śliczna, malownicza, nawierzchnia niezła, tylko wąsko a ruch spory więc było trochę kłopotów przy mijankach ale widoki warte były tej zabawy.
W Ustrzykach Dolnych trafiłem na zakończenie regionalnych dożynek i właśnie na estradzie produkował sie człowiek z gitarą - leciały stare piosenki Wojtka Bellona, Stachury itp - echhhhh, łza się w oku zakręciła :)  Na nocleg zatrzymałem sie w samym centrum, stoję sobie spokojnie na parkingu, pod opieką kamery.


Takie miejsca  na nocleg lubię najbardziej :)


P.S. Zmieniam trochę strategię pisania na blogu. Postaram się od rana coś napisać, a później będę to uzupełniał z tableta.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 1 września 2012

Podkarpacie

Noc spokojnie minęła, rano kilka kropli deszcze zapaskudziło przednią szybę i na tym się skończyły opady.
Odwiedziłem Leżajsk, szkoda że nie mogłem posłuchać tych organów, trzeba będzie kiedyś się wybrać na jakiś koncert czy festiwal. Sam wygląd, zdobienia też mają fantastyczne. Połaziłem, pooglądałem i dalej w drogę. Przez Łańcut tylko przejechałem - już tam łaziliśmy z Ewą a przy tej dusznej pogodzie jaka tutaj teraz jest - nie miałem ochoty na powtórkę pojechałem więc do Przeworska. W centrum - bazylika kolegiacka, rynek i ratusz. Na noc zatrzymałem się na skansenie-campingu   Pastewnik. Ciekawy maja cennik, za postawienie namiotu czy kampera nic się nie płaci - opłata jest "od głowy".
Jutro jeszcze zajrzę do muzeum, (dzisiaj było czynne tylko do 14) i dalej, w drogę.
Parno, duszno, termometr pokazywał nawet 32 stopnie, ale idą chmury i może jeszcze dzisiaj popada trochę.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 31 sierpnia 2012

Ile można czekać

... na decyzję, która ma być podjęta "niezwłocznie". Po trzech miesiącach nadal nawet nie widać światełka w tunelu. Spakowałem się więc i w drogę.
W planie Bieszczady na początek a co będzie dalej, któż to wie. Wyjechałem wczoraj po południu i na nocleg, jak dwa lata temu, zajechałem do Janowa Podlaskiego.
Rano dalej w drogę. Poprzednim razem przez Lublin przejechałem bez zatrzymywania się, tym razem zaparkowałem przy bazarze pod zamkiem i zwiedzam. Kolejne miejsce w którym jeszcze nie byłem. Starówka urocza, ale wiele kamieniczek straszy pustymi oknami czy wręcz popękanym i odpadającym tynkiem.
Obiadek zjadłem na rynku i trzeba jechać dalej.

19:00
Na nocleg zatrzymałem się na stacji benzynowej (24 h) przed Biłgorajem. Mają nawet WiFi, słabe na zewnątrz i z zablokowanymi niektórymi portami.
 

Dzisiejsze fotki.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Powrót

Rano jadę dalej, do Warszawy, do Ewy. Po drodze jeszcze "obowiązkowy" postój przy termach w Mszczonowie, ale w okresie letnim, nie jest to dobry pomysł :) Jutro już do Białegostoku.



Dzisiejsze fotki.

środa, 1 sierpnia 2012

Na południe

Z samego rana wyjechałem z Torunia w stronę Ciechocinka. Wstyd się przyznać ale byłem tu po raz pierwszy. Tężnie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Nie zdawałem sobie sprawy z ich wielkości. Stoją trzy, każda ma po około 700 m długości. Spacer wzdłuż wszystkich to około 3 km.

Później spacerek   po parku zdrojowym, do kamperka i w drogę. Kierunek Łódź. Niby byłem tu wiele raz ale tylko pociagiem, przejeżdżałem przez Kaliska, to cała moja znajomość z tym miastem.

Najpierw postój przy  manufakturze - świetny pomysł, pięknie to wygląda. Sklepy pewnie jak w każdym innym kompleksie handlowym (nie zwiedzałem) ale teren super wygląda.Później udało mi się znaleźć odpowiedni parking dla Mruczka zaraz koło Piotrkowskiej i spacer po tej najdłuższej ulicy.
Połaziłem pooglądałem - dobrze za zadbano o te ulicę ale na sąsiednich, dosłownie kilkadziesiąt metrów od Piotrkowskiej - kamienice szare, obdrapane, byle jakie. A po samej Piotrkowskiej, niby zamkniętej dla ruchu - jeździ, oprócz rowerzystów i riksz, sporo samochodów (taksówki, różne agencje ochrony itp) trudno się chodzi środkiem jezdni.

Okazało się, ze w Łodzi nie znalazłem campingu dla kampera, pojechałem dalej. W miejscowości Stróże stoi sobie stacja benzynowa, 24 godzinna i sympatyczny właściciel nie tylko pozwolił mi zostac na niej na noc, ale jeszcze zaproponował mi podłączenie sie do prądu :)


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 31 lipca 2012

Wzdłuż Wisły

Wbrew pozorom - jadę w gore Wisły. Wystartowałem w Gdańsku, później Grudziądz, teraz dotarłem do Torunia. Co prawda nie jadę brzegiem rzeki ale noclegi sa nad sama Wisłą.

Po drodze "zaliczyłem" głośny zamek w Golubiu-Dobrzyniu. Wg mnie, mocno przereklamowane miejsce. Na pewno turnieje rycerskie są pięknie zorganizowane ale poza tym, zamek jak zamek, nic szczególnego. Eksponaty w  muzeum to w większości dary  z filmów (ze sławna kolubryna włącznie) lub współczesne kopie.

Toruń prześliczny. Jak byłem tu poprzednim razem (jeszcze w starym ustroju) starówka nie była taka zadbana ja teraz. Warto tutaj zaglądać od czasu do czasu i połazić po malowniczych, zakrzywionych uliczkach starego miasta. Camping nad sama rzeką, po drugiej stronie starówki. Wystarcza dwa kroki i można z mostu oglądać wieczorną iluminacje miasta.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Grudziądz

Dojechałem tylko do Grudziądza, zatrzymały mnie solanki ale przecież nie mam powodu do pośpiechu. Gdańsk pożegnał mnie deszczem. Pojechałem bocznymi drogami, przez Tczew i Gniew bo nie miałem ochoty płacić za nowa autostradę. Tczew zrobił na mnie miłe wrażenie. Niewielkie miasteczko a widać że gospodarze starają się uje uatrakcyjnić. W centrum małe uliczki zamienili na deptak i fajnie to wygląda. Bardzo pozytywnie wygląda zamek, a raczej cały kompleks w Gniewie. Wszystko zadbane, uporządkowane, chociaż zamek cały czas jest odbudowywany i restaurowany. Jak już wszystko zrobią będzie to na prawdę bardzo ciekawe miejsce.

Przez Wisłę przeprawiłem się w Grudziądzu, połaziłem po starówce, tez restaurowanej i upiększanej i pojechałem na solanki. Za 20 zł nocleg na ich kamper parku (z podłączeniem do prądu, z możliwością skorzystania z prysznica i ubikacji w godzinach działania kąpieliska) - bardzo fajna sprawa.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 29 lipca 2012

Jarmark Dominikański

W nocy obudził mnie deszcz. Rano po niebie sunęły ciężkie,ołowiane chmury ale na szczęście nie padało. Pojechałem na starówkę, połazić trochę po Jarmarku. Ślicznie wyglądały i jeszcze piękniej pachniały stragany z pieczywem (dzisiaj było święto chleba).

W centrum sporo ludzi ze wschodu zarabiających graniem na  akordeonach. Przy każdym "stanowisku" albo dzieciak albo szczeniak - widać doszli do wniosku ze najlepiej jest grać na ludzkich uczuciach.

Zachciało mi się flądry - kiedyś była to najtańsza ryba w smażalniach, teraz, za małą flądrę z frytkami, surówką  i małym piwem zapłaciłem prawie 30 zł.
Jeszcze kurs promem do Sołdka i powrót na camping.  Miałem szczęście, dosłownie kilka minut po wejściu do kampera zaczęło grzmieć i solidnie padać. Dopiero pod wieczór się uspokoiło tak, że można się było przejść po wieczornej plaży.

Chyba na ten rok mam dość Trójmiasta - jutro ruszam w stronę Torunia.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 28 lipca 2012

Sobota

Pogoda mnie pokonała. Rano, przed śniadaniem mały spacer po plaży. W wodzie pojawiło się sporo zielska, na piasku powyrzucane malutkie meduzy i ogromne ilości biedronek. Szybkie zakupy, bo skończył się zapas ogórków i pomidorów, śniadanie i odpoczynek.

Pooglądałem sobie ośrodek po drugiej stronie drogi - cichszy, spokojniejszy, cena prawie taka sama (30 kamperek z prądem + 15 zł za osobę). Między tym drugim ośrodkiem a plażą - uczelnia, duży nie najmłodszy budynek ale po ścianach i otoczeniu widać, że na nadmiar studentów nie cierpi. Takie czasy :(
Na obiadek zrobiłem sobie dużą porcję skromnego taratora, więcej przez panujący upał nie dało się zjeść. Wieczorny wypad do miasta, na otwarcie Jarmarku Dominikańskiego odpuściłem sobie.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 27 lipca 2012

Upał

Kolejny upalny dzień, trudno wytrzymać nawet nad samym morzem. Podziwiam tych, którzy leżą na piasku i się smażą, jak rybki na patelni. Wsiadłem w tramwaj 8 i przejechałem całą trasę aż do Jelitkowa. Dalej powoli, spacerkiem w stronę sopockiego mola.


Zaryzykowałem i zjadłem zupkę rybną, smaczna była, mam nadzieję, że przeżyje :) 
==================
Połaziłem trochę po okolicach sopockiego mola - akurat trwała Cepeliada wiec i sery z Korycina, chlebek z Podlasia, stoisko Cejrowskiego z koszulami i różnymi specjałami. Morze spokojne, praktycznie bez fal za to z jakimś żółtym świństwem pływającym  na wierzchu. Na końcu mola, tam gdzie zawsze solidnie wiało - spokój, cisza, słońce prażyło niemiłosiernie. Po prostu UPAŁ.
Do Gdańska wróciłem SKM, nie chciało mi się turlać godzinę dwoma autobusami przy tej pogodzie.



Dzisiejsze fotki.