wtorek, 4 września 2012

Bieszczady - na własnych nogach

Na dzisiaj ambitne plany. Mruczek zostaje na campingu a ja, z plecaczkiem, w góry. Według lekarzy, na problemy z kręgosłupem najlepszy jest naturalny ruch, wiec ....... się leczę :)
Sprzęt mobilny biorę ze sobą mając nadzieję, że będzie  dostęp do sieci i będę mógł w przerwach  dopisywać kolejne swoje wrażenia.

10:30
Dotarłem do wiaty, wysokość wg GPSa ok 900 m, więc jestem mniej więcej w połowie drogi jeśli chodzi o wysokość. Kilka stromych podejść za mną, mam nadzieję, że dalej będzie spokojniej.

11:40
Udało mi się wyjść ponad buczynę, teraz już tylko trawy i borowina, wg GPSa ok 1150 m. Widoczki obłędne, pogoda jak na taką wyprawę - idealna.


17:30
Niestety, moje dalsze blogowanie z trasy się skończyło z powodów technicznych. Zniknęła polska sieć komórkowa a zgłosiła sie najpierw ukraińska z później Orange SK.
Trasa czerwonym szlakiem przez jest piękna, malownicza co chwila inny widok, inna perspektywa. Na prawdę warto się na nią wybrać, zdjęcia wszystkiego nie sa w stanie oddać.
Doszedłem do przełęczy pod Tarnicą i chociaż na ten szczyt zostało już niewiele - odpuściłem go sobie. Boląca stopa i kręgosłup  dały o sobie znać.


By móc samemu, bez pomocy zejść na dół postanowiłem nie ryzykować i schodziłem niebieskim szlakiem do Wołosatego. Trasa (na podejście) typowo siłowa - prosto w górę, współczuje tym, którzy nią podchodzili. W Wołosatym wsiadłem w mikrobusik i za 5 zł pojechałem do Ustrzyk Górnych.
Zmęczony ale baaaaardzo zadowolony jestem :)


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 3 września 2012

Bieszczady

Nie przypuszczałem, że tak wiele osób będzie w niedziele wieczorem korzystało z bankomatów ale koło 23 się skończyło. Rano, koło 6, zjechałem z tego bankowego parkingu i jadę na południe, do Ustrzyk Górnych.
Po drodze mijam cerkiewki (jak w zeszłym roku, w Rumunii).


Widoków na razie niewiele, mgła jesienna, ale powoli się podnosi, nawet widać już trochę słońca, więc może nie będzie tak źle jak zapowiadają prognozy pogody.

13:00
Ustrzyki Górne, zatrzymałem się na campingu PTTK (10 człowiek, 19 przyczepa/kamper), odpoczywam i kombinuję, co dalej. Myślałm, że może disiaj gdzieś pójdę, ale za gorąco. Pewnie skończy się na słodkim lenistwie. Jutro jak się pogoda utrzyma, podjadę do Wołosatego.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 2 września 2012

Podkarpacie - ciąg dalszy

Wczoraj wieczorem koło Mruczka zaparkował kolega z Francji. Jest to dopiero drugi kamperek jakiego spotkałem teraz, na trasie z Białegostoku. Cała noc pod prądem więc nowy akumulator się porządnie doładował (sprawdzałem miernikiem, ma teraz napięcie 14,2 V).
Połaziłem po parku wokół muzeum. miejsce dość popularne wśród mieszkańców. Do środka nie wchodziłem. Zbieram się powoli - następny cel podróży to Przemyśl.

12:00
Jarosław, małe miasteczko na trasie. W rynku uroczy, niedawno odremontowany ratusz, starówka zamieniona w ciągi piesze, malownicza świątynia greko-katolicka i ....cisza, spokój.

13:00
Przemyśl, centrum podobnie zamknięte dla ruchu i bardzo dobrze. Zajechałem prawie na sam rynek i udało mi się zaparkować Mruczka. Stoi trochę dziwnie, ale żadnych znaków zakazu nie ma. Połaziłem trochę po centrum, strasznie ciasne miasto, dom w dom, kościoły pozasłaniane, tylko wieże widać z daleka. Obiadek na rynku, w Niedźwiadku i teraz myślę, co dalej. Chyba podjadę do Medyki, chociaż zobaczyć granicę.

16:00
Dojechałem do Medyki, zatrzymałem się na jednym z płatnych parkingów i połaziłem chwilę, pooglądałem, pogadałem z WOPistami. Smutno to wygląda, jeden wielki bazar z różnymi towarami i tłumek ludzi stojących przy drodze, każdy z butelką w ręce. Zatrzymał się samochód, kierowca kupuje jedna butelkę a tłumek biegnie do niego, może i od nich kupi - smutne, na prawdę smutne.
Od WOPistów dowiedziałem się, że po polskiej stronie wszystko idzie szybko ale po ukraińskiej bardzo różnie - minimum godzina postoju, ale bywa że i kilka godzin trzeba poczekać na podniesienie ostatniego szlabanu. Poza tym stanowczo odradzili mi jazdę na przejście w Krościenku - droga po ukraińskiej stronie  makabrycznie dziurawa, można wpaść samochodem tak, że później tylko dźwigiem można go wyciągnąć. Taką sama informację otrzymałem później od WOPistów w Krościenku.
Jadę więc w stronę Ustrzyk Dolnych, "Jadzia" wytyczyła trasę po swojemu czyli ...... przez lasy górki itp. Droga śliczna, malownicza, nawierzchnia niezła, tylko wąsko a ruch spory więc było trochę kłopotów przy mijankach ale widoki warte były tej zabawy.
W Ustrzykach Dolnych trafiłem na zakończenie regionalnych dożynek i właśnie na estradzie produkował sie człowiek z gitarą - leciały stare piosenki Wojtka Bellona, Stachury itp - echhhhh, łza się w oku zakręciła :)  Na nocleg zatrzymałem sie w samym centrum, stoję sobie spokojnie na parkingu, pod opieką kamery.


Takie miejsca  na nocleg lubię najbardziej :)


P.S. Zmieniam trochę strategię pisania na blogu. Postaram się od rana coś napisać, a później będę to uzupełniał z tableta.



Dzisiejsze fotki.

sobota, 1 września 2012

Podkarpacie

Noc spokojnie minęła, rano kilka kropli deszcze zapaskudziło przednią szybę i na tym się skończyły opady.
Odwiedziłem Leżajsk, szkoda że nie mogłem posłuchać tych organów, trzeba będzie kiedyś się wybrać na jakiś koncert czy festiwal. Sam wygląd, zdobienia też mają fantastyczne. Połaziłem, pooglądałem i dalej w drogę. Przez Łańcut tylko przejechałem - już tam łaziliśmy z Ewą a przy tej dusznej pogodzie jaka tutaj teraz jest - nie miałem ochoty na powtórkę pojechałem więc do Przeworska. W centrum - bazylika kolegiacka, rynek i ratusz. Na noc zatrzymałem się na skansenie-campingu   Pastewnik. Ciekawy maja cennik, za postawienie namiotu czy kampera nic się nie płaci - opłata jest "od głowy".
Jutro jeszcze zajrzę do muzeum, (dzisiaj było czynne tylko do 14) i dalej, w drogę.
Parno, duszno, termometr pokazywał nawet 32 stopnie, ale idą chmury i może jeszcze dzisiaj popada trochę.



Dzisiejsze fotki.

piątek, 31 sierpnia 2012

Ile można czekać

... na decyzję, która ma być podjęta "niezwłocznie". Po trzech miesiącach nadal nawet nie widać światełka w tunelu. Spakowałem się więc i w drogę.
W planie Bieszczady na początek a co będzie dalej, któż to wie. Wyjechałem wczoraj po południu i na nocleg, jak dwa lata temu, zajechałem do Janowa Podlaskiego.
Rano dalej w drogę. Poprzednim razem przez Lublin przejechałem bez zatrzymywania się, tym razem zaparkowałem przy bazarze pod zamkiem i zwiedzam. Kolejne miejsce w którym jeszcze nie byłem. Starówka urocza, ale wiele kamieniczek straszy pustymi oknami czy wręcz popękanym i odpadającym tynkiem.
Obiadek zjadłem na rynku i trzeba jechać dalej.

19:00
Na nocleg zatrzymałem się na stacji benzynowej (24 h) przed Biłgorajem. Mają nawet WiFi, słabe na zewnątrz i z zablokowanymi niektórymi portami.
 

Dzisiejsze fotki.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Powrót

Rano jadę dalej, do Warszawy, do Ewy. Po drodze jeszcze "obowiązkowy" postój przy termach w Mszczonowie, ale w okresie letnim, nie jest to dobry pomysł :) Jutro już do Białegostoku.



Dzisiejsze fotki.

środa, 1 sierpnia 2012

Na południe

Z samego rana wyjechałem z Torunia w stronę Ciechocinka. Wstyd się przyznać ale byłem tu po raz pierwszy. Tężnie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Nie zdawałem sobie sprawy z ich wielkości. Stoją trzy, każda ma po około 700 m długości. Spacer wzdłuż wszystkich to około 3 km.

Później spacerek   po parku zdrojowym, do kamperka i w drogę. Kierunek Łódź. Niby byłem tu wiele raz ale tylko pociagiem, przejeżdżałem przez Kaliska, to cała moja znajomość z tym miastem.

Najpierw postój przy  manufakturze - świetny pomysł, pięknie to wygląda. Sklepy pewnie jak w każdym innym kompleksie handlowym (nie zwiedzałem) ale teren super wygląda.Później udało mi się znaleźć odpowiedni parking dla Mruczka zaraz koło Piotrkowskiej i spacer po tej najdłuższej ulicy.
Połaziłem pooglądałem - dobrze za zadbano o te ulicę ale na sąsiednich, dosłownie kilkadziesiąt metrów od Piotrkowskiej - kamienice szare, obdrapane, byle jakie. A po samej Piotrkowskiej, niby zamkniętej dla ruchu - jeździ, oprócz rowerzystów i riksz, sporo samochodów (taksówki, różne agencje ochrony itp) trudno się chodzi środkiem jezdni.

Okazało się, ze w Łodzi nie znalazłem campingu dla kampera, pojechałem dalej. W miejscowości Stróże stoi sobie stacja benzynowa, 24 godzinna i sympatyczny właściciel nie tylko pozwolił mi zostac na niej na noc, ale jeszcze zaproponował mi podłączenie sie do prądu :)


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 31 lipca 2012

Wzdłuż Wisły

Wbrew pozorom - jadę w gore Wisły. Wystartowałem w Gdańsku, później Grudziądz, teraz dotarłem do Torunia. Co prawda nie jadę brzegiem rzeki ale noclegi sa nad sama Wisłą.

Po drodze "zaliczyłem" głośny zamek w Golubiu-Dobrzyniu. Wg mnie, mocno przereklamowane miejsce. Na pewno turnieje rycerskie są pięknie zorganizowane ale poza tym, zamek jak zamek, nic szczególnego. Eksponaty w  muzeum to w większości dary  z filmów (ze sławna kolubryna włącznie) lub współczesne kopie.

Toruń prześliczny. Jak byłem tu poprzednim razem (jeszcze w starym ustroju) starówka nie była taka zadbana ja teraz. Warto tutaj zaglądać od czasu do czasu i połazić po malowniczych, zakrzywionych uliczkach starego miasta. Camping nad sama rzeką, po drugiej stronie starówki. Wystarcza dwa kroki i można z mostu oglądać wieczorną iluminacje miasta.



Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Grudziądz

Dojechałem tylko do Grudziądza, zatrzymały mnie solanki ale przecież nie mam powodu do pośpiechu. Gdańsk pożegnał mnie deszczem. Pojechałem bocznymi drogami, przez Tczew i Gniew bo nie miałem ochoty płacić za nowa autostradę. Tczew zrobił na mnie miłe wrażenie. Niewielkie miasteczko a widać że gospodarze starają się uje uatrakcyjnić. W centrum małe uliczki zamienili na deptak i fajnie to wygląda. Bardzo pozytywnie wygląda zamek, a raczej cały kompleks w Gniewie. Wszystko zadbane, uporządkowane, chociaż zamek cały czas jest odbudowywany i restaurowany. Jak już wszystko zrobią będzie to na prawdę bardzo ciekawe miejsce.

Przez Wisłę przeprawiłem się w Grudziądzu, połaziłem po starówce, tez restaurowanej i upiększanej i pojechałem na solanki. Za 20 zł nocleg na ich kamper parku (z podłączeniem do prądu, z możliwością skorzystania z prysznica i ubikacji w godzinach działania kąpieliska) - bardzo fajna sprawa.


Dzisiejsze fotki.

niedziela, 29 lipca 2012

Jarmark Dominikański

W nocy obudził mnie deszcz. Rano po niebie sunęły ciężkie,ołowiane chmury ale na szczęście nie padało. Pojechałem na starówkę, połazić trochę po Jarmarku. Ślicznie wyglądały i jeszcze piękniej pachniały stragany z pieczywem (dzisiaj było święto chleba).

W centrum sporo ludzi ze wschodu zarabiających graniem na  akordeonach. Przy każdym "stanowisku" albo dzieciak albo szczeniak - widać doszli do wniosku ze najlepiej jest grać na ludzkich uczuciach.

Zachciało mi się flądry - kiedyś była to najtańsza ryba w smażalniach, teraz, za małą flądrę z frytkami, surówką  i małym piwem zapłaciłem prawie 30 zł.
Jeszcze kurs promem do Sołdka i powrót na camping.  Miałem szczęście, dosłownie kilka minut po wejściu do kampera zaczęło grzmieć i solidnie padać. Dopiero pod wieczór się uspokoiło tak, że można się było przejść po wieczornej plaży.

Chyba na ten rok mam dość Trójmiasta - jutro ruszam w stronę Torunia.


Dzisiejsze fotki.

sobota, 28 lipca 2012

Sobota

Pogoda mnie pokonała. Rano, przed śniadaniem mały spacer po plaży. W wodzie pojawiło się sporo zielska, na piasku powyrzucane malutkie meduzy i ogromne ilości biedronek. Szybkie zakupy, bo skończył się zapas ogórków i pomidorów, śniadanie i odpoczynek.

Pooglądałem sobie ośrodek po drugiej stronie drogi - cichszy, spokojniejszy, cena prawie taka sama (30 kamperek z prądem + 15 zł za osobę). Między tym drugim ośrodkiem a plażą - uczelnia, duży nie najmłodszy budynek ale po ścianach i otoczeniu widać, że na nadmiar studentów nie cierpi. Takie czasy :(
Na obiadek zrobiłem sobie dużą porcję skromnego taratora, więcej przez panujący upał nie dało się zjeść. Wieczorny wypad do miasta, na otwarcie Jarmarku Dominikańskiego odpuściłem sobie.


Dzisiejsze fotki.

piątek, 27 lipca 2012

Upał

Kolejny upalny dzień, trudno wytrzymać nawet nad samym morzem. Podziwiam tych, którzy leżą na piasku i się smażą, jak rybki na patelni. Wsiadłem w tramwaj 8 i przejechałem całą trasę aż do Jelitkowa. Dalej powoli, spacerkiem w stronę sopockiego mola.


Zaryzykowałem i zjadłem zupkę rybną, smaczna była, mam nadzieję, że przeżyje :) 
==================
Połaziłem trochę po okolicach sopockiego mola - akurat trwała Cepeliada wiec i sery z Korycina, chlebek z Podlasia, stoisko Cejrowskiego z koszulami i różnymi specjałami. Morze spokojne, praktycznie bez fal za to z jakimś żółtym świństwem pływającym  na wierzchu. Na końcu mola, tam gdzie zawsze solidnie wiało - spokój, cisza, słońce prażyło niemiłosiernie. Po prostu UPAŁ.
Do Gdańska wróciłem SKM, nie chciało mi się turlać godzinę dwoma autobusami przy tej pogodzie.



Dzisiejsze fotki.

czwartek, 26 lipca 2012

Upalny Gdańsk

Dzień postanowiłem zacząć od wizyty na Dworcu Głównym, bo tam można kupić bilet 72 godzinny. Zrezygnowałem z Karty Turysty (13 zł + 40 zł za bilet 72 godzinny). i wybrałem bilet na komuniację bez SKM (nie planuje jeżdżenie pociągami) za jedyne 28 zł. Po drodze tramwaj którym jechałem  nawalił, najpierw dłuższy czas siedzieliśmy zamknięci w środku, bo nawet nie można było otworzyć drzwi. Później oczekiwanie aż następny skład przepchnie ten zepsuty. Tramwaje, w przeciwieństwie do autobusów, nie mogą ominąć zawalidrogi i jechać dalej :)
Bilet szczęśliwie kupiłem i spacerkiem poszedłem na starówkę. Przygotowania do zaczynającego się w sobotę Jarmarku Dominikańskiego idą pełną parą. Koło Zielonej Bramy zaokrętowałem się na statek białej żeglugi i na Westerplatte (poprzedni raz byłem tam chyba 40 lat temu). Z półwyspu wróciłem juz autobusem i tramwajem na camping, obiadek i odpoczynek.



Dzisiejsze fotki.

środa, 25 lipca 2012

Sopot a raczej Trójmiasto

Rano w Buczyńcu na godzinę wyłączyli prąd, jakby chcieli dać znać, że pora opuszczać ich teren :) Jadzia (czyli TomTom) na nowej 7 zupełnie głupieje, co chwila albo skręc w lewo, albo skręć w prawo no i oczywiście często "zawróć jeśli to możliwe".
Dojechałem spokojnie do Sopotu,  camping w Kamiennym Potoku. Pozmieniało się tutaj, górna część kiedyś wyłącznie dla kamperów zajęta, coś budują, jakby osadę małych  domków campingowych, dostępny jest tylko plac na dole, ale są sanitariaty, jest stanowisko sanitarne dla kamperów. Ceny podskoczyły - z prądem 57 za dobę, nie ma WiFi  i nie ma już ulgi na karnet campingowy.
Zaraz jadę do Gdańska, połazić trochę po starówce, coś zjeść a na wieczór do Sopotu, może się nawet pomoczę.

* * * * * * *

Wczoraj szukałem, dopiero dzisiaj znalazłem stronę z cennikiem campingu w Stogach .
Plaża blisko, tańszy (zapłacę 50 zł -5% za karnet), więc się przenoszę :) HE HE HE HE

No i zmieniłem lokalizację - płacić będę po 47 zł (w kamiennym Potoku wyliczyli ze 57), jest darmowe WiFi, knajpa za oknem (obiadki, kanapki, co dziennie świeże pieczywo, lody a nawet wino). No i jest miejscowy, rozpuszczony kot, z którym już zawarłem znajomość.


Dzisiejsze fotki.

wtorek, 24 lipca 2012

Dzień drugi - Buczyniec

No i nie pojechałem nigdzie, nie chciało mi się :) Prognozy pogody mówią, że ma być słonecznie i upalnie ale nie wspominają o tym, że już dzisiaj zacznie się chmurzyć. Czuć w powietrzu, że będą burze, jak nie dzisiaj to na pewno już jutro. Rozłożyłem markizę i obserwuje kolejne statki i jachty jeżdżące po trawie. Jedne kamperki odjeżdżają, nowe się pojawiają, ruch całkiem niezły. Przed chwilą podjechał mikrobusik, wysiadła miła dziewczyna i namawiała na 1/2 godzinny rejs statkiem. Mikrobusikiem dowożą i odwożą chętnych. Dbają o klientów :)


Dzisiejsze fotki.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Wyjazd

Pakowanie kapera na drogę  nie jest proste ale się udało i już o 12 wyjechałem z Białegostoku. Po drodze Łomża, zajechałem pod WSA, pogadałem ze swoja byłą studentką i pochwaliłem się Henrykowi kamperkiem :)
Na wieczór dojechałem do pochylni Buczyniec, na darmowy plac campingowy (darmowy nawet prąd), komary się natychmiast na mnie rzuciły i już jestem pokąsany mimo użycia OFFa i grubego ubrania.
Sieć jest (a raczej bywa czasami) tutaj tragiczna.
Jutro - Sopot.

Dzisiejsze fotki.

sobota, 21 lipca 2012

środa, 18 lipca 2012

Przygotowania

Już wakacje, trzeba zrobić przegląd, wymienić oleje i w drogę.





Niestety, okazało się, że nie tak łatwo (tanio) i szybko. Rozrząd już do wymiany, łożyska z przodu też, czyli trzeba przygotować ponad 1500 zł więcej. Mam nadzieję, że nic więcej nowego nie wyskoczy.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Powrót

Pogoda nadal deszczowa, pochmurne niebo żegnało mnie rano, w Wilnie. Droga spokojne, pusta - jak to na Litwie, na granicy nic szczególnego, żadnych zapowiadanych lotnych kontroli z okazji EURO 2012.
Zaskoczyła mnie litewska sieć  telefoniczna - po wjeździe do Polski, jeszcze kilkadziesiąt kilometrów sygnał  litewski był dobry i można było nadal korzystać z internetu na litewskim numerze.



Dzisiejsze fotki.

niedziela, 3 czerwca 2012

Wilno

Pisałem wczoraj o śniegu i wykrakałem. Co prawda nie śnieg ale grad i to trzy razy. W sumie to tez woda w temperaturze poniżej zera.

Rano pojechałem do centrum i tradycyjnie zacząłem od Ostrej Bramy. Później, na zmianę w deszczu i gradzie lub w ładnym słoneczku wędrowałem sobie po starówce wileńskiej.
Przez przypadek, jak zwykle, trafiłem pod Pałacem Prezydenckim na uroczystą zmianą flag (trzy litewskie zmieniali na .... trzy litewskie). Czyżby z okazji Dnia Ojca a może co tydzień tutaj jest taka uroczystość?  Nie mam pojęcia.


Dzisiejsze fotki.